-Nic nie robisz!
-Jak to nic!? Siedzę,leżę,czytam,spaceruję itd...Nie można nie robić NIC.Chyba,że uznamy wymienione czynności za NIC.
Ale ja nie o tym miałam;)
Jest taki dzień w roku( lub 2 lub czasem 3 dni),że zaznaczam domownikom ,że biorę wolne od wszystkiego i żeby NIC ode mnie nie chcieli i nie wydzwaniali do mnie jak długo mnie nie będzie w domu.Jest to dzień w którym oddaję honorowo krew.Wtedy bez pośpiechu umawiam się na babskie pogaduszki z koleżanką,idę do fryzjera lub zasłużenie wyleguję się z książką.Czasami łażę po sklepach(to bardzo czasami !!!),a czasami robię "wykręt" autem i jadę zobaczyć jakieś ciekawe miejsce lub załatwić drobiazg,który od dawna czeka na załatwienie.Wczoraj oznajmiłam w pracy przełożonym,że może mnie nie być,a koleżankom,by mnie nie dręczyły zapytaniami np smsami czy żyję i czy nie jestem "blada twarz".
Jakiś czas temu po zdaniu krwi miałam mega głupawkę i porobiłam zdjęcia łysym drzewom, a że akurat zadzwoniłam do swej fryzjerki i że ta akurat miała zaraz czas to wyszło Profesjonalne strzyżenie.
Moje dzisiejsze nicnierobienie od chwili,gdy byłam gotowa do wyjazdu:
* sporządziłam listę spraw do załatwienia "przy okazji" i to wszystko będzie poniżej,
* oddałam krew-byłam jako drugi dawca i mój czas oddawania to 5 minut z haczykiem ;D
* odwiedziłam starszą bardzo sympatyczną panią(co robię raz lub dwa razy na rok)
* przejechałam się po okolicznych punktach wymiany opon
* pospacerowałam po cmentarzu
* zrobiłam sprawunki dla Chłopa czyli 3 kg śrub i 20 sztuk podkładek-to tak przy okazji... ;>
* pojechałam na pogadanki o życiu do koleżanki i co się nagadałyśmy i nahahałyśmy to nasze-zwłaszcza jak zadzwonił Chłop z drobnym problemem,który w mig rozwiązałam podczas 2 minutowej rozmowy
* od koleżanki zadzwoniłam do punktu wymiany opon,by nie jeździć po okolicy jak nawiedzona
* odwiedzilam mechanika co zrobił drobną przysługę memu Chłopu
* zrobiłam drobne zakupy w spożywczym
* wdepnęłam do księgarni,gdzie bałam się,że sprzedawcy zechcą opłat za czytanie ;)
* pojechałam kupić i wymienić opony swej furmace zwanej passatem kombi
* miałam nieodpartą(ale odparłam niestety) chęć zrobić kilka zdjęć jadąc krajową 19 przez most na rzece Bug
* w domu micha bigosu z chlebem gryczano-pszennym,potem kawa,potem lampka wina,potem zmierzyłam swoją mini co mi w szafie już trochę czasu zalega i słuchałam zgrywów Chłopa,że po zdaniu krwi schudłam i nawet w mini mogę potem latać ;) i w ramach wdzięczności za tak autentyczny komplement dałam się namówić na zabawę we fryzjera( dla odmiany ja strzygłam i to gratisowo).
No i reasumując zaprzeczam sama sobie,bo miałam NIC nie robić.a ja cały czas coś robiłam.Nawet książki do czytania przygotowałam,nawet czekolady co dostałam w punkcie krwiodastwa ukryłam w piwnicznej kuchni i nawet muzyki sobie posłuchałam.
Swobodna-Ważne w życiu
I chyba czas iść spać,bo jutro mam fuuuull roboty ;D
Moje przemyślenia,wspomnienia,radości,smutki,rozterki... Trochę o mnie, trochę o życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym... Stosuję bardzo prostą filozofię Alice Roosevelt Longworth : Napełnij to co jest puste. Opróżnij to co jest pełne. Podrap tam gdzie swędzi. Lubię poznawać świat i ludzi.
środa, 18 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
Troska czy ciekawość.
-A co ty masz takie czerwone oczy !??? ( i to ma brzmieć jak okrzyk! )
-Z tego co wiem mam niebieskie...-odpowiadam z nutką lekkiego, prawie niedostrzegalnego sarkazmu.
***
-Coś ci się stało z oczami?Wyglądasz jakbyś mało spała...
-Wyspałam normę jak zazwyczaj.A oczy czuję jak mi pieką i mam wrażenie,że chcą łzawić.
-Przydałaby się wizyta u okulisty.Albo chociaż okłady z rumianku.
-Zrobię na pewno!-mówię kiwając głową
***
-Oooooo! Patrzcie ją!Chyba się imprezowała całą noc a teraz jej marnie z oczu patrzy!
-Hehehe...też masz przekrwione oczy ,a jak dobrze pamiętam to nie byliśmy razem w nocy. (i tu gromki śmiech! )
***
-Płakałaś...?Bo ja wczoraj też tak miałam,że wzięło mnie na poryczenie (i tu była krótka opowieść nieistotna dla tematu)
-Czasami trzeba sobie popłakać.Ponoć oczy są od tego ładniejsze ;)
***
-Co takie oczka czerwone,co?Co robiłaś w niedzielę?Przyznawaj się!
-Spałam do godziny 9 z ranną przerwą na dojenie krów;wypiłam kawę;zrobiłam "żarło na wywóz" czyli krokiety z kapustą i grzybami , a'la gołąbki w sosie pomidorowym i upiekłam drożdżowe ślimaczki z budyniem;umyłam włosy i zrobiłam oko i dostarczyłam "żarło" tragarzowi;wieczór przy kompie i popołudniowo-wieczorne Polaków rozmowy a potem reszta wieczoru z Chłopem,ale co robiłam z Chłopem to nie powiem-wyrecytowałam na poczekaniu.
-No powiedz nie bądź taka.
-Jak chcesz to napiszę opowiadanie erotyczne,bo zapewne lepiej mi wyjdzie niż opowiadanie tego co robiłam,ale że nie masz dobrego wzroku to zaoszczędzę ci męczarni czytania i sobie poćwicz wyobraźnię.A oczy mam czerwone ,bo to chyba ich reakcja na nowy krem.Spaliny z wózków widłowych też mi drażnią śluzówkę oka ;>
....takie były moje poniedziałkowe rozmowy troskliwo-ciekawso-wyjaśniające ;)
-Z tego co wiem mam niebieskie...-odpowiadam z nutką lekkiego, prawie niedostrzegalnego sarkazmu.
***
-Coś ci się stało z oczami?Wyglądasz jakbyś mało spała...
-Wyspałam normę jak zazwyczaj.A oczy czuję jak mi pieką i mam wrażenie,że chcą łzawić.
-Przydałaby się wizyta u okulisty.Albo chociaż okłady z rumianku.
-Zrobię na pewno!-mówię kiwając głową
***
-Oooooo! Patrzcie ją!Chyba się imprezowała całą noc a teraz jej marnie z oczu patrzy!
-Hehehe...też masz przekrwione oczy ,a jak dobrze pamiętam to nie byliśmy razem w nocy. (i tu gromki śmiech! )
***
-Płakałaś...?Bo ja wczoraj też tak miałam,że wzięło mnie na poryczenie (i tu była krótka opowieść nieistotna dla tematu)
-Czasami trzeba sobie popłakać.Ponoć oczy są od tego ładniejsze ;)
***
-Co takie oczka czerwone,co?Co robiłaś w niedzielę?Przyznawaj się!
-Spałam do godziny 9 z ranną przerwą na dojenie krów;wypiłam kawę;zrobiłam "żarło na wywóz" czyli krokiety z kapustą i grzybami , a'la gołąbki w sosie pomidorowym i upiekłam drożdżowe ślimaczki z budyniem;umyłam włosy i zrobiłam oko i dostarczyłam "żarło" tragarzowi;wieczór przy kompie i popołudniowo-wieczorne Polaków rozmowy a potem reszta wieczoru z Chłopem,ale co robiłam z Chłopem to nie powiem-wyrecytowałam na poczekaniu.
-No powiedz nie bądź taka.
-Jak chcesz to napiszę opowiadanie erotyczne,bo zapewne lepiej mi wyjdzie niż opowiadanie tego co robiłam,ale że nie masz dobrego wzroku to zaoszczędzę ci męczarni czytania i sobie poćwicz wyobraźnię.A oczy mam czerwone ,bo to chyba ich reakcja na nowy krem.Spaliny z wózków widłowych też mi drażnią śluzówkę oka ;>
....takie były moje poniedziałkowe rozmowy troskliwo-ciekawso-wyjaśniające ;)
wtorek, 19 listopada 2013
Refleksje na dachu
-Nie będziesz się bać?
-Czego?
-No nie wiem.
Włażę powoli i idę jak kot.Przynajmniej tak zostaje określone moje chodzenie po dachu.
-Możesz chodzić śmiało.Popatrz na mnie.
-Spokojnie.Obadam jak stawiać stopy,jak jest wygodniej,jak jest pewniej i bezpieczniej.Muszę się po prostu rozeznać w sytuacji.Ale wejdę na pewno i na pewno będę pomagać.
-No widzisz!!!-pada radosne stwierdzenie po jakimś czasie.
-Już nie chodzisz jak kot tylko w pozycji pionowej!
-Jeszcze trochę i będę skakać po dachu jak koza ;D
Jak robiłam foto do pamiątkowej dokumentacji z budowy to chodziłam już całkiem odważnie.
Cudne uczucie być tak ponad wszystkim...Widzieć wszystko z góry...I to nic,że nie jest to żaden ośmiotysięcznik tylko dach budynku gospodarczego.
Widok z kalenicy na moją wieś
I ja na kalenicy ;)
czwartek, 14 listopada 2013
Tak trochę o życiu, o słodyczach i takie tam ...
Często się zastanawiam nad życiem.Może nawet za często.Gdyby ktoś"podsłuchiwał" moje myśli to zapewne jak najszybciej wykręciłby numer na pogotowie ratunkowe by jechali z kaftanem.Nie! Spokojnie! Nie zamierzam sobie odbierać życia! Wczoraj przeczytałam że "Życie jest jak pudełko czekoladek.Nigdy nie wiesz co ci się trafi". Znałam ten cytat wcześniej,bo gdzieś obił mi się o uszy lub o oczy,ale nie wiedziałam,że to cytat z filmu (którego i tak nie oglądałam). I to pudełko czekoladek mnie zastanowiło...
Jeśli sugerować się przenośnią to możemy powiedzieć ,że nie wiadomo co nam się trafi w życiu.Zgadzam się.
Ale jeśli popatrzeć "trzeźwo" jak kupujemy czekoladki to mamy : albo mieszankę,albo kakaowe,albo mieszane smaki z opisem poszczególnego(np kształtu) na opakowaniu.Czyli raczej wiemy co kupujemy.A w życiu raczej nie wiemy co nas czeka ...Więc co do cytatu czy to jest prawdziwa prawda? Wg mnie nie.
Ale uznając że tak jest (że życie jest jak pudełko czekoladek) to podam swoją luźną i taką trochę z sarkazmem interpretację(może nawet nadinterpretację albo suche fakty).
Niektórzy jedzą czekoladki i narzekają :a to smak nie taki...a to kolor nie taki...a to kartonik brzydki...a to cena wysoka
Ja nie szaleję za czekoladkami.Co nie oznacza,że nie lubię życia ;>
Wg mnie życie jest jak ciemna czekolada z chilii i skórką pomarańczy.Jest trochę gorzkie,trochę słodkie.Jest trochę pikantne a trochę egzotyczne.
Przeglądałam w necie cytaty o życiu ( szczęśliwym ;> ). Wpadł mi w oko ten:
"Szczęśliwe życie, to takie które ma setki zakrętów, a na jego końcu znajduje się prosta droga. "
i ten:
"- Całe życie był pan przecież szczęśliwy ..
- Nie synu . Ja tylko całe życie się uśmiechałem . "
Cytatów jest mnóstwo ,ale mi się szukać dalej nie chce...
Bardzo lubię Życie Eldoki . Tekst powalający.
Sortowałam swe ubrania i bardzo ubolewam,że ten t-shirt zrobił się na mnie sporo za luźny.Mimo wszystko będę go jeszcze ubierać i tak !
Ta koszulka rozładowała dziś napiętą sytuację.Moje "stare patelnie"(czytaj-koleżanki z pracy) zamiast rzucać do siebie jadem( a wszystko na to wskazywało...) zaśmiewały się,że noszę faceta pomiędzy cyckami.Czyli sentencja znad pępka jest prawdziwa...?
Eh życie...Czy dasz mi jutro znów dzień pełen wrażeń ?
P.S.
Post refleksyjno- ironiczny.Wbrew wszystkiemu i niczemu nie kierowany personalnie do nikogo.Ot taka se filozofia ...
Jeśli sugerować się przenośnią to możemy powiedzieć ,że nie wiadomo co nam się trafi w życiu.Zgadzam się.
Ale jeśli popatrzeć "trzeźwo" jak kupujemy czekoladki to mamy : albo mieszankę,albo kakaowe,albo mieszane smaki z opisem poszczególnego(np kształtu) na opakowaniu.Czyli raczej wiemy co kupujemy.A w życiu raczej nie wiemy co nas czeka ...Więc co do cytatu czy to jest prawdziwa prawda? Wg mnie nie.
Ale uznając że tak jest (że życie jest jak pudełko czekoladek) to podam swoją luźną i taką trochę z sarkazmem interpretację(może nawet nadinterpretację albo suche fakty).
Niektórzy jedzą czekoladki i narzekają :a to smak nie taki...a to kolor nie taki...a to kartonik brzydki...a to cena wysoka
Ja nie szaleję za czekoladkami.Co nie oznacza,że nie lubię życia ;>
Wg mnie życie jest jak ciemna czekolada z chilii i skórką pomarańczy.Jest trochę gorzkie,trochę słodkie.Jest trochę pikantne a trochę egzotyczne.
Przeglądałam w necie cytaty o życiu ( szczęśliwym ;> ). Wpadł mi w oko ten:
"Szczęśliwe życie, to takie które ma setki zakrętów, a na jego końcu znajduje się prosta droga. "
i ten:
"- Całe życie był pan przecież szczęśliwy ..
- Nie synu . Ja tylko całe życie się uśmiechałem . "
Cytatów jest mnóstwo ,ale mi się szukać dalej nie chce...
Bardzo lubię Życie Eldoki . Tekst powalający.
Sortowałam swe ubrania i bardzo ubolewam,że ten t-shirt zrobił się na mnie sporo za luźny.Mimo wszystko będę go jeszcze ubierać i tak !
Life is a joke.
Ta koszulka rozładowała dziś napiętą sytuację.Moje "stare patelnie"(czytaj-koleżanki z pracy) zamiast rzucać do siebie jadem( a wszystko na to wskazywało...) zaśmiewały się,że noszę faceta pomiędzy cyckami.Czyli sentencja znad pępka jest prawdziwa...?
Eh życie...Czy dasz mi jutro znów dzień pełen wrażeń ?
P.S.
Post refleksyjno- ironiczny.Wbrew wszystkiemu i niczemu nie kierowany personalnie do nikogo.Ot taka se filozofia ...
niedziela, 10 listopada 2013
Jak się pozbyć stresu?
Patrzę na otaczających mnie ludzi i widzę,że większość z nich to kłębek stresu i nerwów.Mówi się że 'takie czasy",a ja mówię:'gówno prawda!' Najważniejsze jest uzmysłowienie sobie,że za dużo się stresujemy i oprócz tego,że za dużo to i niepotrzebnie.I co z tym zrobić???
* Nie martwić się na zapas!
* Nie denerwować się "codziennością" i z błahych powodów nie przeżywać spazmów.Przyjąć problem na klatę i iść do przodu!
* Więcej dystansu do życia i do samego siebie.Więcej żartów i więcej uśmiechu na twarzy.
* "Oczyszczające" rozmowy z przyjacielem,kumplem lub współmałżonkiem z założeniem,że wiemy komu chcemy się wygadać.
* Więcej snu,więcej seksu(chyba mogę "legalnie" to napisać? ;D ) i od czasu do czasu kawałek gorzkiej czekolady do kawy ;)
* Poranne budzenie się z założeniem,że "będzie dobry dzień" + poranne przeciąganie się ;D I raz ;D i dwa jakby było mało ;D
* Wieczorne zasypianie ze świadomością,że " to był dobry dzień"
*Chwila dla siebie czyli "robię co lubię".
Dziś mogłabym pracować w ramach 200% wynagrodzenia dziennego.Nie chciałam.Chciał dorobić Młody Beztroski i była taka możliwość.Zawiozłam go na 6 rano do "tyrki" (czyt. pracy) i wracając puściłam radio na full ;))
Lubię tak ;))
Wyznaję zasadę,że "trzeba żyć z całych sił i uśmiechać się do ludzi".
A jeszcze niedawno się byle czym stresowałam...
Moje uwagi do powyższego tekstu ;]
- żartować potrafią ludzie którzy potrafią korzystać z mózgu.
- i jakby co to ja nie stresuję się,a najwyżej wk***** * się czasami i to ostatnie ulotne jest ;)
* Nie martwić się na zapas!
* Nie denerwować się "codziennością" i z błahych powodów nie przeżywać spazmów.Przyjąć problem na klatę i iść do przodu!
* Więcej dystansu do życia i do samego siebie.Więcej żartów i więcej uśmiechu na twarzy.
* "Oczyszczające" rozmowy z przyjacielem,kumplem lub współmałżonkiem z założeniem,że wiemy komu chcemy się wygadać.
* Więcej snu,więcej seksu(chyba mogę "legalnie" to napisać? ;D ) i od czasu do czasu kawałek gorzkiej czekolady do kawy ;)
* Poranne budzenie się z założeniem,że "będzie dobry dzień" + poranne przeciąganie się ;D I raz ;D i dwa jakby było mało ;D
* Wieczorne zasypianie ze świadomością,że " to był dobry dzień"
*Chwila dla siebie czyli "robię co lubię".
Dziś mogłabym pracować w ramach 200% wynagrodzenia dziennego.Nie chciałam.Chciał dorobić Młody Beztroski i była taka możliwość.Zawiozłam go na 6 rano do "tyrki" (czyt. pracy) i wracając puściłam radio na full ;))
Lubię tak ;))
Wyznaję zasadę,że "trzeba żyć z całych sił i uśmiechać się do ludzi".
A jeszcze niedawno się byle czym stresowałam...
Moje uwagi do powyższego tekstu ;]
- żartować potrafią ludzie którzy potrafią korzystać z mózgu.
- i jakby co to ja nie stresuję się,a najwyżej wk***** * się czasami i to ostatnie ulotne jest ;)
niedziela, 3 listopada 2013
Zachciało mi się ;)
Gdy ktoś popatrzy na tytuł i mnie trochę zna to może sobie różnie pomyśleć,ale już sprostuję sprośne myśli i wyjaśnię co mi się zachciało ;)
Otóż zachciało mi się szarych,nudnych i leniwych dni i w pewnym sensie takie one były gdyby nie liczyć wyjazdu na łąkę w celu nagrabienia ostatniej jesiennej trawy i gdyby dodatkowo jeszcze nie liczyć sprzeczki pomiędzy facetami i to,że ja musiałam robić za adwokata.
Zachciało mi się powolnego i leniwego gotowania obiadu i jednocześnie słuchania wywodów studentki medycyny jakie to jest ciekawe dociekanie skąd się wzięła komórka.Monolog o komórce przeszedł w monolog o ludzkim mózgu i ludzkiej psychice,a ja słuchałam i myślałam i 'zawiesiłam się',bo nie usłyszałam nawet pytania :-Matka! Ty słuchasz?!
Zachciało mi się popatrzeć ze "zmywaka" jak cała rodzinka spożywa obiad i żartują wszyscy ze mnie,że nawet ziemniaki obrałam sama.
Zachciało mi się też klusków z serem łyżką kładzionych i polanych śmietaną z cukrem.Jak opowiedziałam Chłopu o zachciance to mu też się zachciało i dziś będą na obiad ;D
Poproszki w kuchni mi się zachciało wysprzątać,zrobić sałatkę "śmietnikową" i wspólnie z Młodą wyjadać/próbować ten śmietnik z dużej miski,bo szkoda brudzić talerze ;D
Ciasta kombinowanego też mi się zachciało.Było kawałek margaryny w lodówce,kawałek masła,więc wyszło kruche;a a kruche poszły gruszki i jabłka z syropu,na owoce poszła pina z białek z odrobiną cukru i z końcówką dżemu z czarnej porzeczki.
Zachciało mi się posiedzieć w łazience i pobawić się we fryzjera i potem być w ramach wymiany usług też ostrzyżoną.Mam w końcu fryzurkę z lewym uchem mocno odkrytym i dość długą grzywką ściętą na ukos i opadającą na prawe ucho.Fryzjer by pewnie nie zajarzył o co chodzi,ale tak jest jak opisuję ;D
Przez 2 dni chciało mi się wcześnie iść do łóżka i z tego powodu miałam lekkie wyrzuty sumienia.Brałam książkę do poduszki i szybko zasypiałam.
Dziś zachciało mi się pomierzyć spodnie.Są prawie wszystkie za szerokie ;>
Chyba musi mi się zechcieć wyciągnąć maszynę do szycia i zrobić małe zaszewki.
No i chce mi się pojechać zrobić zdjęcia tamom w rowach melioracyjnych na łące.Tamy robią wszędobylskie bobry,których jest więcej niż saren czy zajęcy.
Głośnej muzyki muzyki mi się chce i wykorzystam fakt,że jestem sama w domu.
Czasem dobrze móc zrealizować swoje zachcianki ;)
Otóż zachciało mi się szarych,nudnych i leniwych dni i w pewnym sensie takie one były gdyby nie liczyć wyjazdu na łąkę w celu nagrabienia ostatniej jesiennej trawy i gdyby dodatkowo jeszcze nie liczyć sprzeczki pomiędzy facetami i to,że ja musiałam robić za adwokata.
Zachciało mi się powolnego i leniwego gotowania obiadu i jednocześnie słuchania wywodów studentki medycyny jakie to jest ciekawe dociekanie skąd się wzięła komórka.Monolog o komórce przeszedł w monolog o ludzkim mózgu i ludzkiej psychice,a ja słuchałam i myślałam i 'zawiesiłam się',bo nie usłyszałam nawet pytania :-Matka! Ty słuchasz?!
Zachciało mi się popatrzeć ze "zmywaka" jak cała rodzinka spożywa obiad i żartują wszyscy ze mnie,że nawet ziemniaki obrałam sama.
Zachciało mi się też klusków z serem łyżką kładzionych i polanych śmietaną z cukrem.Jak opowiedziałam Chłopu o zachciance to mu też się zachciało i dziś będą na obiad ;D
Poproszki w kuchni mi się zachciało wysprzątać,zrobić sałatkę "śmietnikową" i wspólnie z Młodą wyjadać/próbować ten śmietnik z dużej miski,bo szkoda brudzić talerze ;D
Ciasta kombinowanego też mi się zachciało.Było kawałek margaryny w lodówce,kawałek masła,więc wyszło kruche;a a kruche poszły gruszki i jabłka z syropu,na owoce poszła pina z białek z odrobiną cukru i z końcówką dżemu z czarnej porzeczki.
Zachciało mi się posiedzieć w łazience i pobawić się we fryzjera i potem być w ramach wymiany usług też ostrzyżoną.Mam w końcu fryzurkę z lewym uchem mocno odkrytym i dość długą grzywką ściętą na ukos i opadającą na prawe ucho.Fryzjer by pewnie nie zajarzył o co chodzi,ale tak jest jak opisuję ;D
Przez 2 dni chciało mi się wcześnie iść do łóżka i z tego powodu miałam lekkie wyrzuty sumienia.Brałam książkę do poduszki i szybko zasypiałam.
Dziś zachciało mi się pomierzyć spodnie.Są prawie wszystkie za szerokie ;>
Chyba musi mi się zechcieć wyciągnąć maszynę do szycia i zrobić małe zaszewki.
No i chce mi się pojechać zrobić zdjęcia tamom w rowach melioracyjnych na łące.Tamy robią wszędobylskie bobry,których jest więcej niż saren czy zajęcy.
Głośnej muzyki muzyki mi się chce i wykorzystam fakt,że jestem sama w domu.
Czasem dobrze móc zrealizować swoje zachcianki ;)
czwartek, 31 października 2013
Nie jestem zdenerwowana mimo wszystko.
Wrrrrrrrrrrrr.....czy w obecnych czasach są normalne prace zarobkowe?
Bo słuchając i patrzając dochodzę do wniosku,że nie.
Relacja z placu boju ...Nie dość ,że zimno,że czasami mokro,że hałas dochodzący momentami do 100 dB to jeszcze nietolerancja i brak uznania dla ciężkiej pracy ludzi ze strony nadzoru.Dodatkowo fochy babskie o nie wiadomo co,wzajemne obrażanie się o byle co i to wszystko w biegu i w tzw międzyczasie i w godzinach pracy ,która trwa od 22 do 6 rano.Opada nos,włos,cycki,dzyndzel i zawijają się paznokcie u nóg od ciągłego biegania w tę i we wtę.Wszystko "bez tołku" * .Z koleżankami żartujemy i śmiejemy się,bo nerwów brak na takie dni jak dziś.Śpiewamy w rytmie "Hej sokoły" : wódki,wódki,wódki dla mnie dajcie,a jak umrę to przed boschem** spalcie.
Bezmyślność chcących się wykazać za wszelką cenę(ceną jest bezproduktywna praca ludzi) jest nie do opisania.
Herbata z imbirem i miodkiem majowym zrobiła swoje i już idę do mego łóżka,które na mnie czeka.
I tak se myślę...Tyrać gdzieś trzeba,a wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.Śmiechem to trzeba wziąść.Jutro powinno być lepiej.
* bez tołku-tutejsze powiedzenie odpowiednik-bez umiaru
**bosch-automat,maszyna pakująca
Bo słuchając i patrzając dochodzę do wniosku,że nie.
Relacja z placu boju ...Nie dość ,że zimno,że czasami mokro,że hałas dochodzący momentami do 100 dB to jeszcze nietolerancja i brak uznania dla ciężkiej pracy ludzi ze strony nadzoru.Dodatkowo fochy babskie o nie wiadomo co,wzajemne obrażanie się o byle co i to wszystko w biegu i w tzw międzyczasie i w godzinach pracy ,która trwa od 22 do 6 rano.Opada nos,włos,cycki,dzyndzel i zawijają się paznokcie u nóg od ciągłego biegania w tę i we wtę.Wszystko "bez tołku" * .Z koleżankami żartujemy i śmiejemy się,bo nerwów brak na takie dni jak dziś.Śpiewamy w rytmie "Hej sokoły" : wódki,wódki,wódki dla mnie dajcie,a jak umrę to przed boschem** spalcie.
Bezmyślność chcących się wykazać za wszelką cenę(ceną jest bezproduktywna praca ludzi) jest nie do opisania.
Herbata z imbirem i miodkiem majowym zrobiła swoje i już idę do mego łóżka,które na mnie czeka.
I tak se myślę...Tyrać gdzieś trzeba,a wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.Śmiechem to trzeba wziąść.Jutro powinno być lepiej.
* bez tołku-tutejsze powiedzenie odpowiednik-bez umiaru
**bosch-automat,maszyna pakująca
środa, 30 października 2013
Pojęcie szczęścia.
Jechałam kilka dni temu autem i zasłyszałam takie słowa piosenki w wykonaniu Plateau.Dawno mi ta piosenka latała po głowie,bo ma ciekawy tekst.
Nieraz zastanawiam się co to jest to szczęście.Kiedyś tak słyszałam,że "znalazłaś szczęście" gdy się znalazło czterolistną koniczynę czy pięciolistny kwiat bzu.Jako dziecko nieraz szukałam takich zmutowanych kwiatów i miałam "szczęście" znachodzić je w bzie.Były nawet więcej niż pięciolistne :))
Czy to dało mi szczęście...?I co to jest to szczęście?Wg mnie to pozytywne myślenie i pozytywne relacje ze światem.Ze światem czyli z ludźmi,z problemami ,z samym sobą.Albo jak opisują mądre źródła jest to(wg mnie punkt 2+ 3 były moją definicją szczęścia) :
Endorfiny dają znać o sobie gdy tarmoszę psa lub głaskam kota, gdy żartuję ze znajomymi śmiejąc się nawet do łez.Gdy jem gorzką czekoladę na wyścigi z Chłopem i sprzeczam się z nim czy lepiej zapić kieliszkiem wódki cytrynowej czy kieliszkiem nalewki malinowej i czy od razu iść spać czy jeszcze się poprzekomarzać ;)
...gdy palę w piecu kaflowym i słucham bulgotania wina w gąsiorku;gdy wdycham zapach suszonych grzybów,ziół lub warzyw,gdy patrzę na półki w piwnicy zapełnione smakowitymi przetworami,gdy jem zupę ogórkową i ostatki wysiorbuję prosto z talerza ku wesołości obecnych domowników,
...gdy wracam po nocnej zmianie z pracy i myślę"już czeka na mnie moje wygodne łóżko" i ,że mogę spać aż się wyśpię,bo nic pilnego nie wygoni mnie z mego wygodnego łóżka,
...gdy wyrwę się rowerem na długą przejażdżkę i napstrykam ciekawych zdjęć i wspólnie z rodzinką oglądamy i komentujemy,
...gdy 17-latek na dużym parkingu mówi z radością :
-Mamuchna daj pyska na powitanie.
...gdy 19 latka na odjezdne mówi:
-Ty nerwusie!Nie nakręcaj się i nie denerwuj się,bo brzydka będziesz,a ja nie chcę mieć brzydkiej matki.Ponadto mówisz,że głupimi sprawami nie denerwujesz się,więc jak z tym jest...?
...gdy ktoś ot tak po prostu mi mówi:-lubię cię,wiesz?
Ponadto szczęście mi daje uszczęśliwianie innych.Ale tylko tych co chcą być szczęśliwi...
Ten post pisała chyba osoba szczęśliwa ? ;)
Tu można posłuchać (klik).
Właśnie puściłam Chłopu na full ;]. Kazał mi ściszyć i opowiedział mi o planie na jutrzejszy dzień. Słuchając muzyki wywnioskowałam tylko,że nie będę musiała po powrocie z pracy z nocnej zmiany jechać do punktu skupu,by dostarczyć mleko w ten sposób wyręczając Chłopa,który ma i tak masę porannych zajęć.Będę mogła od razu wskoczyć do łóżka i spać do wypęku.Abym nie zapomniała o wyciszeniu telefonu ;)
p.S.Bloger jest chyba nieszczęśliwy,bo nie mogę z nim się dogadać odnośnie koloru tekstu ;>
Album: "Mistrz Tupetu i Jego Bezczelny Cyrk" (2007)
Autor tekstu: Michał Szulim
Autor tekstu: Michał Szulim
"Zupa" czyli krótki kurs konformizmu
W szafie pośród starych zdjęć,
Dziś znalazłem przepis ten:
Kilka kartek, ciemna nić,
Tytuł: “Jak lubianym być”
W jasną noc, gdy pełnia jest,
gotuj i w kielich wlej!
Dziś znalazłem przepis ten:
Kilka kartek, ciemna nić,
Tytuł: “Jak lubianym być”
W jasną noc, gdy pełnia jest,
gotuj i w kielich wlej!
Ref: A teraz pij, szczęśliwym stawaj się,
Gdy mało Ci- dolewkę sobie weź.
A teraz pij, szczęśliwym stawaj się,
Sam oceń, czy skuteczny przepis jest!
Gdy mało Ci- dolewkę sobie weź.
A teraz pij, szczęśliwym stawaj się,
Sam oceń, czy skuteczny przepis jest!
Dosyp soli, dodaj pieprz,
Wywar z paranoi wlej.
Wrzuć nałogu ziarna dwa
Każdy swoją słabość ma
Wywar z paranoi wlej.
Wrzuć nałogu ziarna dwa
Każdy swoją słabość ma
W końcu wlej uległości moc,
Bo to zawsze pożądane jest.
Swej opinii nie dawaj bo,
Z własnym zdaniem świat odrzuci Cię…
Bo to zawsze pożądane jest.
Swej opinii nie dawaj bo,
Z własnym zdaniem świat odrzuci Cię…
Tak się wtedy zasłuchałam,że piłowałam auto na 3 biegu i z prędkością 90km/godz.
Nieraz zastanawiam się co to jest to szczęście.Kiedyś tak słyszałam,że "znalazłaś szczęście" gdy się znalazło czterolistną koniczynę czy pięciolistny kwiat bzu.Jako dziecko nieraz szukałam takich zmutowanych kwiatów i miałam "szczęście" znachodzić je w bzie.Były nawet więcej niż pięciolistne :))
Czy to dało mi szczęście...?I co to jest to szczęście?Wg mnie to pozytywne myślenie i pozytywne relacje ze światem.Ze światem czyli z ludźmi,z problemami ,z samym sobą.Albo jak opisują mądre źródła jest to(wg mnie punkt 2+ 3 były moją definicją szczęścia) :
" szczęście, filoz., psychol. pojęcie
niejednolicie definiowane, używane w znaczeniu: 1) pomyślny bilans
doświadczeń życiowych, powodzenie w realizacji celów życiowych; zdobycie
najwyżej cenionych społecznie dóbr i przymiotów; w węższym znaczeniu —
sprzyjający los, pomyślny zbieg okoliczności w jakiejś konkretnej
dziedzinie czy przedsięwzięciu; 2) chwilowy stan emocjonalnej euforii,
odczucie najwyższej radości, doznanie maks. przyjemności; 3) trwałe
zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem, poznawcza
ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego"(skopiowane z Encyklopedii PWN)
I w głowie mam znów tekst zasłyszany kilka dni temu "tak pieniądze dają szczęście". Ja chyba dziwolung jestem bo patrząc na kwitek od poborów lub wydruk z bankomatu nie odczuwam czegoś co mogłoby być nazwane szczęściem.Owszem jestem zadowolona,że zarobiłam więcej,ale to tylko dzięki ciężkim nadgodzinom "wytyranym" w łikędy.W zamian za kasę mam bałagan w domu i brak czasu na cokolwiek zwłaszcza na odpoczynek. Zakupy też mi nie dają szczęścia/radości,a wręcz przeciwnie.Drażnią mnie tłumy ludzi co na wyścigi napełniają wózki w marketach ;/.Ale pieniądze lubię liczyć w sensie,że przeliczać i chodzi mi o większe sumy.Taki przyjemny dreszczyk emocji czuję jak składam na kupki i "pan do pana".I śmieszne to ,bo trwam przy swej teorii,że pieniądze szczęścia nie dają,mimo,że wkładam często do prac gospodarskich wytarte na piętach skarpety i wkładam piętą do góry i myślę"zaoszczędzam kasę" i jest mi wtedy śmiesznie i czuję się z tym dobrze Czyli wg punktu 2 powyższej definicji jestem szczęśliwa ;DEndorfiny dają znać o sobie gdy tarmoszę psa lub głaskam kota, gdy żartuję ze znajomymi śmiejąc się nawet do łez.Gdy jem gorzką czekoladę na wyścigi z Chłopem i sprzeczam się z nim czy lepiej zapić kieliszkiem wódki cytrynowej czy kieliszkiem nalewki malinowej i czy od razu iść spać czy jeszcze się poprzekomarzać ;)
...gdy palę w piecu kaflowym i słucham bulgotania wina w gąsiorku;gdy wdycham zapach suszonych grzybów,ziół lub warzyw,gdy patrzę na półki w piwnicy zapełnione smakowitymi przetworami,gdy jem zupę ogórkową i ostatki wysiorbuję prosto z talerza ku wesołości obecnych domowników,
...gdy wracam po nocnej zmianie z pracy i myślę"już czeka na mnie moje wygodne łóżko" i ,że mogę spać aż się wyśpię,bo nic pilnego nie wygoni mnie z mego wygodnego łóżka,
...gdy wyrwę się rowerem na długą przejażdżkę i napstrykam ciekawych zdjęć i wspólnie z rodzinką oglądamy i komentujemy,
...gdy 17-latek na dużym parkingu mówi z radością :
-Mamuchna daj pyska na powitanie.
...gdy 19 latka na odjezdne mówi:
-Ty nerwusie!Nie nakręcaj się i nie denerwuj się,bo brzydka będziesz,a ja nie chcę mieć brzydkiej matki.Ponadto mówisz,że głupimi sprawami nie denerwujesz się,więc jak z tym jest...?
...gdy ktoś ot tak po prostu mi mówi:-lubię cię,wiesz?
Ponadto szczęście mi daje uszczęśliwianie innych.Ale tylko tych co chcą być szczęśliwi...
Ten post pisała chyba osoba szczęśliwa ? ;)
Tu można posłuchać (klik).
Właśnie puściłam Chłopu na full ;]. Kazał mi ściszyć i opowiedział mi o planie na jutrzejszy dzień. Słuchając muzyki wywnioskowałam tylko,że nie będę musiała po powrocie z pracy z nocnej zmiany jechać do punktu skupu,by dostarczyć mleko w ten sposób wyręczając Chłopa,który ma i tak masę porannych zajęć.Będę mogła od razu wskoczyć do łóżka i spać do wypęku.Abym nie zapomniała o wyciszeniu telefonu ;)
p.S.Bloger jest chyba nieszczęśliwy,bo nie mogę z nim się dogadać odnośnie koloru tekstu ;>
niedziela, 27 października 2013
Zbuntowana niedziela.
Kilka dni temu Chłop zagaił :-Może trawy przywieziemy w niedzielę ?
-O nie!!!Ja się buntuję! Chcę mieć normalną niedzielę-powiedziałam z lekka awanturnym głosem.
-Wiem,że budowa,ale ja tyram na okrągło i nie mam ochoty na grabienie.
No i się umówiliśmy,że zamiast zielonej trawy rogate dostaną siana.No i damy se siana też ;>
W związku ze zmianą czasu można było dłużej pospać.Bez pośpiechu można było się wybudzić,wydoić krowy,dostarczyć mleko do punktu skupu.W punkcie okazało się,że jak zwykle jestem ostatnim dostawcą(tzn najpóźniej przyjechałam).Starszy pan stał i polemizował w chachłackiej gwarze:-Ja prywioz dziś małoko chuczej,bo czas zmieniali a maju staruju babu to tem chuczej,a tyje szto majut mołoduje baby mohut trochu dołsz poleżati.
Wzbudziło to moją wesołość i do obecnego momentu chce mi się śmiać ;D
W ramach buntu zrobiłam wykręt,by uwiecznić nadburzańską mgłę i wschód słońca okolicach rzeki.
Następnie w ramach buntu dokończylam sobotnią zabawę z winogronem i oto jej skutki.
Śmiać mi się chciało z szalonego wina ,które w końcu zakorkowałam i schowałam za piec by bulgotało.Młody dostał instrukcje co gdzie leży w zamrażarce i polecenie samodzielnego spakowania się.Chłop zadeklarował się wcześniej,że Młodego odwiezie na bus.Więc mi zostało pójście do lasu,by(jak mi się rymnęło) podgrzybki i zielonki chwytać za ogonki ;D
W lesie ciekawostek co niemiara.A to robocze mrówki lub (chyba) osy lub dzikie pszczoły (też chyba).A to dzięcioł w korę sosny kuje,a to do ślimaka siedzącego na podgrzybku trzeba mówić:hej ślimak!spadaj!miałeś czas się najeść!teraz ja biorę grzyba!
Zbierając grzyby doszłam do drogi,którą przeszło rok temu szłam z wirtualnymi znajomymi.Tak mi się pomyślało o forumowym życiu (post wcześniej),ale by zająć myśli poeksperymentowałam z aparatem
Takie grzyby zostawiam na pastwę ślimaków!
Doszłam do drogi na rozstaju tylko trochę za rozstajem.Tak zajęłam się robieniem zdjęć,że nie słyszałam nadjeżdżającego samochodu,który "pipnął" aż podskoczyłam.Widoki za rozstajem
I tak z braku rozrywki nazbierałam kosz grzybów.Około 6 litrów gąsek zielonek,podgrzybki i kilka rydzów.
Zielonki poszły do moczenia.podgrzybki do suszenia i część do lodówki na smażone lub duszone.Krótka przebieżka do lasu jeszcze była,potem drzemka około godzinna,potem obowiązki gospodarskie,potem załadowanie pomagaczki(czytaj pralki),potem czas na komputer.Gdzieś tam kawa jeszcze była,czas spędzony pod prysznicem i pilnowanie pieca by grzyby schły.W ramach buntu nie było niedzielnego ciasta,ale uważam,że każdy umie zagnieść kruche i je rozwałkować i wg fantazji coś dodać ;).
Bunt zrekompensuję jutro gołąbkami z farszem mięsno-ryżowo-kaszowo-grzybowym i być może ciastem.
Ponadto mam zbuntowaną pomagaczkę,bo sama nie chce powiesić prania.Zbuntowałam się przeciw marnotrastwu prądu i wyłączyłam TV.Ogłądacz i tak chrapie,aż są zakłócenia odbioru ;)
Coś pewnie pominęłam z czynności,ale w ramach buntu trzeba iść wcześniej spać.
Dziwne toto...Im dłużej śpisz tym wcześniej znów idziesz spać ;)
Ale z tej przyczyny buntować się nie będę!
-O nie!!!Ja się buntuję! Chcę mieć normalną niedzielę-powiedziałam z lekka awanturnym głosem.
-Wiem,że budowa,ale ja tyram na okrągło i nie mam ochoty na grabienie.
No i się umówiliśmy,że zamiast zielonej trawy rogate dostaną siana.No i damy se siana też ;>
W związku ze zmianą czasu można było dłużej pospać.Bez pośpiechu można było się wybudzić,wydoić krowy,dostarczyć mleko do punktu skupu.W punkcie okazało się,że jak zwykle jestem ostatnim dostawcą(tzn najpóźniej przyjechałam).Starszy pan stał i polemizował w chachłackiej gwarze:-Ja prywioz dziś małoko chuczej,bo czas zmieniali a maju staruju babu to tem chuczej,a tyje szto majut mołoduje baby mohut trochu dołsz poleżati.
Wzbudziło to moją wesołość i do obecnego momentu chce mi się śmiać ;D
W ramach buntu zrobiłam wykręt,by uwiecznić nadburzańską mgłę i wschód słońca okolicach rzeki.
Następnie w ramach buntu dokończylam sobotnią zabawę z winogronem i oto jej skutki.
Śmiać mi się chciało z szalonego wina ,które w końcu zakorkowałam i schowałam za piec by bulgotało.Młody dostał instrukcje co gdzie leży w zamrażarce i polecenie samodzielnego spakowania się.Chłop zadeklarował się wcześniej,że Młodego odwiezie na bus.Więc mi zostało pójście do lasu,by(jak mi się rymnęło) podgrzybki i zielonki chwytać za ogonki ;D
W lesie ciekawostek co niemiara.A to robocze mrówki lub (chyba) osy lub dzikie pszczoły (też chyba).A to dzięcioł w korę sosny kuje,a to do ślimaka siedzącego na podgrzybku trzeba mówić:hej ślimak!spadaj!miałeś czas się najeść!teraz ja biorę grzyba!
Zbierając grzyby doszłam do drogi,którą przeszło rok temu szłam z wirtualnymi znajomymi.Tak mi się pomyślało o forumowym życiu (post wcześniej),ale by zająć myśli poeksperymentowałam z aparatem
Takie grzyby zostawiam na pastwę ślimaków!
Doszłam do drogi na rozstaju tylko trochę za rozstajem.Tak zajęłam się robieniem zdjęć,że nie słyszałam nadjeżdżającego samochodu,który "pipnął" aż podskoczyłam.Widoki za rozstajem
I tak z braku rozrywki nazbierałam kosz grzybów.Około 6 litrów gąsek zielonek,podgrzybki i kilka rydzów.
Zielonki poszły do moczenia.podgrzybki do suszenia i część do lodówki na smażone lub duszone.Krótka przebieżka do lasu jeszcze była,potem drzemka około godzinna,potem obowiązki gospodarskie,potem załadowanie pomagaczki(czytaj pralki),potem czas na komputer.Gdzieś tam kawa jeszcze była,czas spędzony pod prysznicem i pilnowanie pieca by grzyby schły.W ramach buntu nie było niedzielnego ciasta,ale uważam,że każdy umie zagnieść kruche i je rozwałkować i wg fantazji coś dodać ;).
Bunt zrekompensuję jutro gołąbkami z farszem mięsno-ryżowo-kaszowo-grzybowym i być może ciastem.
Ponadto mam zbuntowaną pomagaczkę,bo sama nie chce powiesić prania.Zbuntowałam się przeciw marnotrastwu prądu i wyłączyłam TV.Ogłądacz i tak chrapie,aż są zakłócenia odbioru ;)
Coś pewnie pominęłam z czynności,ale w ramach buntu trzeba iść wcześniej spać.
Dziwne toto...Im dłużej śpisz tym wcześniej znów idziesz spać ;)
Ale z tej przyczyny buntować się nie będę!
czwartek, 24 października 2013
Głupio-mądre i znów filozoficzne.
AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!
Tak się zastanawiam...Czy ja jestem głupia czy mądra.Czy ani jedno ani drugie i jestem jak te zwierzątko w potrzasku.Nawet zastanawiam się czy nie jestem małpą co bije się o "śpsiutego" banana...?Fakt faktem oba pojęcia(mądrość i głupota) są pojęciami względnymi.Zastanawiam się często nad ludźmi...Coraz częściej myślę,że się im nie tylko w głowach,ale i w dupach poprzewracało!Co ich motywuje do takiego czy innego postępowania.Mądrość,głupota,brak rozrywki,ciekawość,kompleksy czy może wszystko po trochę ?Czy mądrzy ludzie z czasem głupieją a głupcy mądrzeją?Wysłuchałam i mądrych i głupich i głupio-mądrych i każdy ma po trochu racji...i ja sama zgłupiałam.I rozmowa na tematy ogólne sfinalizowana,że " jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze" i przy okazji temat "czy pieniądze dają szczęście" i zasłyszana przeze mnie odpowiedź że "tak że dają szczęście bo wszędzie można pojechać i można pójść do lekarza"...Myślę sobie-czy fakt posiadania dużej ilości pieniędzy(bo o taką chodziło w rozmowie) daje szczęście czy daje poczucie bezpieczeństwa? Czy ja jestem idiotka nie kumająca ,że świat zbudowany jest na pieniądzu(rzekomo i sexie )???Czy po prostu nie umiem się z tym pogodzić?Czy nie chcę się z tym pogodzić?
Jak sobie myślę o konkretnych osobach to mi się naprzemiennie chce i płakać i śmiać.Zaznaczam,że tyczy się to osób z reala, osób poznanych wirtualnie i osób które znam wirtualno-realnie.Wszystko zebrało się do kupy i drażni mnie,irytuje i deprymuje.Nawet mogę powiedzieć ,że !*^%$%%%...(tu powinnam zakląć ,ale nie będę...). Nie umiem sobie ułożyć we łbie tego,że ludzie lubią sobie komplikować życie i szukają dziury w całym.Współpracownicom cały czas powtarzam od lat,że powinniśmy być zgraną brygadą i sobie pomagać.Pomagać sobie w pracy pomagamy,ale z tym "zgraniem się" bywa różnie. Dziś mnie poniósł nerw w czasie tyrania(tak zwę swą pracę i nie ma tu wcale ironii) i powiedziałam co myślę krótko,dobitnie i wyraźnie.Koleżanki tylko stwierdziły,że hormony mi buzują,bo młoda już nie jestem.No cóż...Jeszcze nie ryczę,ale za kilka mieisęcy ryczący wiek zaliczę.A hormony mi nie buzują tylko mam dość słuchania wszelakich spowiedzi i skarg i rozkminiania "kto ma rację" i prawie żądania,by się obstawić po którejś stronie.Nigdy nie byłam stronnicza,a zawsze starałam się każdego zrozumieć i to jest szkopuł mego wściku.Żeby było śmiesznie na moim ulubionym forum wojna na kopie i to kolejna wojna z podawaniem cytatów co kto powiedział choć w sumie nic nie powiedział i rozkładaniu dyskusji na czynniki pierwsze lub pierwsiejsze.Słowo pisane mimo wszystko jest ciut inne niż mówione,bo brak zwykłego patrzenia w oczy,brak gestów,mimiki itp i bardzo szybko wychodzą niedomówienia/"niedopisania" a co się tym wiąże- boje o nic...Do słowa pisanego trzeba mieć mały dystans i dlatego wolę dyskusję w realu i raczej w pojedynkę, gdzie widzę mimikę i gesty.To też jest ważne.Niedomówienia/niedopisania/niezrozumienia robią swoje.Często w takim przypadku stawia się "ofiarę" pod ścinę i jedzie po niej na oklep.Widziałam to na innych forach,na których byłam uczestnikiem lub tylko zarejestrowanym obserwatorem lub "czytaczem" jak ktoś woli.Nie wypowiadałam się nigdy raczej w kontrowersyjnych wątkach,bo nie lubię udowadniać,że osioł ma garb od noszenia tobołków,a wielbłąd jest pustynnym jeleniem,a ja mam na drugie imię "nałogowy kłótliwy internauta i mędrzec". Że będę myśleć kto i co mi zarzuca lub cierpi do mnie wirtualnie.Że będę żyć problemami wirtualnymi mając problemy w realu.Zastanawia mnie fakt czy moje koleżanki z pracy nie piły tego samego szaleju co koleżanki z forum.Z koleżankami z pracy się dogadam i sobie wyjaśnimy co,jak i gdzie.Koleżanki z forum niech sobie nawarzone piwo piją beze mnie,bo nie mam ochoty patrzeć kto więcej może wypić i czuć się jak plebs co nie wie za kim ma się obstawić.Czy za żebrakiem czy za niewolnikiem...
Co ja poradzę,że problemy znanych mi osób chłonę jak gąbka i to wychodzi mi bokiem lub obecnie łokciem,który jest nieswój.Wychodzi mi też w ten sposób,że ze złości i stresu nażarłam się wczoraj wieczorową porą...Niewiele...Kawałek kiełbasy ułamanej z prętka (bez chleba oczywiście),1/2 opakowania serka waniliowego z prawdziwą wanilią(czyli 1/2 kg),całą czekoladę z bakaliami,2 batony w polewie czekoladowej i zapiłam to 3 szklankami wody.Wiem,że jest to beznadziejnie głupie,ale ja zajadam w ten sposób stresy i tłumaczę to sama przed sobą kompleksami z dzieciństwa.Walczę z tym i odniosłam sukces,bo schudłam sporo.Czy tak trudno zacząć zmieniać świat od swojej osoby,a nie żądać od innych by się zmieniali ,bo są "nie fer"...?
Można sobie nawet wyparzyć język i zacząć myśleć zanim się cokolwiek powie/napisze.
Życzę powodzenia!
p.s.jeśli ktoś z czytających poczuje się urażony to przepraszam z góry,ale ja opisałam swoje przemyślenia a chyba mogę,bo rzekomo w wolnym kraju żyjemy(co też jest pojęciem względnym).
p.s2.
dziś batonów nie było ;> i innych słodkości na nerwy też nie;>
Zwyciężyłam sama przed sobą,bo jadłam żarłam !!!!HURA!
p.s 3.
chyba znów sobie zrobię dzień bez neta ;>
i podejrzewam ,że będę go robić coraz częściej...
bo jaka tu rozrywka..? chyba tylko muzyka...
posłucham se rzekomo wiejskiego,komediowego hip-hopu i zrobię hip-hop do łóżka ;>
Tak się zastanawiam...Czy ja jestem głupia czy mądra.Czy ani jedno ani drugie i jestem jak te zwierzątko w potrzasku.Nawet zastanawiam się czy nie jestem małpą co bije się o "śpsiutego" banana...?Fakt faktem oba pojęcia(mądrość i głupota) są pojęciami względnymi.Zastanawiam się często nad ludźmi...Coraz częściej myślę,że się im nie tylko w głowach,ale i w dupach poprzewracało!Co ich motywuje do takiego czy innego postępowania.Mądrość,głupota,brak rozrywki,ciekawość,kompleksy czy może wszystko po trochę ?Czy mądrzy ludzie z czasem głupieją a głupcy mądrzeją?Wysłuchałam i mądrych i głupich i głupio-mądrych i każdy ma po trochu racji...i ja sama zgłupiałam.I rozmowa na tematy ogólne sfinalizowana,że " jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze" i przy okazji temat "czy pieniądze dają szczęście" i zasłyszana przeze mnie odpowiedź że "tak że dają szczęście bo wszędzie można pojechać i można pójść do lekarza"...Myślę sobie-czy fakt posiadania dużej ilości pieniędzy(bo o taką chodziło w rozmowie) daje szczęście czy daje poczucie bezpieczeństwa? Czy ja jestem idiotka nie kumająca ,że świat zbudowany jest na pieniądzu(rzekomo i sexie )???Czy po prostu nie umiem się z tym pogodzić?Czy nie chcę się z tym pogodzić?
Jak sobie myślę o konkretnych osobach to mi się naprzemiennie chce i płakać i śmiać.Zaznaczam,że tyczy się to osób z reala, osób poznanych wirtualnie i osób które znam wirtualno-realnie.Wszystko zebrało się do kupy i drażni mnie,irytuje i deprymuje.Nawet mogę powiedzieć ,że !*^%$%%%...(tu powinnam zakląć ,ale nie będę...). Nie umiem sobie ułożyć we łbie tego,że ludzie lubią sobie komplikować życie i szukają dziury w całym.Współpracownicom cały czas powtarzam od lat,że powinniśmy być zgraną brygadą i sobie pomagać.Pomagać sobie w pracy pomagamy,ale z tym "zgraniem się" bywa różnie. Dziś mnie poniósł nerw w czasie tyrania(tak zwę swą pracę i nie ma tu wcale ironii) i powiedziałam co myślę krótko,dobitnie i wyraźnie.Koleżanki tylko stwierdziły,że hormony mi buzują,bo młoda już nie jestem.No cóż...Jeszcze nie ryczę,ale za kilka mieisęcy ryczący wiek zaliczę.A hormony mi nie buzują tylko mam dość słuchania wszelakich spowiedzi i skarg i rozkminiania "kto ma rację" i prawie żądania,by się obstawić po którejś stronie.Nigdy nie byłam stronnicza,a zawsze starałam się każdego zrozumieć i to jest szkopuł mego wściku.Żeby było śmiesznie na moim ulubionym forum wojna na kopie i to kolejna wojna z podawaniem cytatów co kto powiedział choć w sumie nic nie powiedział i rozkładaniu dyskusji na czynniki pierwsze lub pierwsiejsze.Słowo pisane mimo wszystko jest ciut inne niż mówione,bo brak zwykłego patrzenia w oczy,brak gestów,mimiki itp i bardzo szybko wychodzą niedomówienia/"niedopisania" a co się tym wiąże- boje o nic...Do słowa pisanego trzeba mieć mały dystans i dlatego wolę dyskusję w realu i raczej w pojedynkę, gdzie widzę mimikę i gesty.To też jest ważne.Niedomówienia/niedopisania/niezrozumienia robią swoje.Często w takim przypadku stawia się "ofiarę" pod ścinę i jedzie po niej na oklep.Widziałam to na innych forach,na których byłam uczestnikiem lub tylko zarejestrowanym obserwatorem lub "czytaczem" jak ktoś woli.Nie wypowiadałam się nigdy raczej w kontrowersyjnych wątkach,bo nie lubię udowadniać,że osioł ma garb od noszenia tobołków,a wielbłąd jest pustynnym jeleniem,a ja mam na drugie imię "nałogowy kłótliwy internauta i mędrzec". Że będę myśleć kto i co mi zarzuca lub cierpi do mnie wirtualnie.Że będę żyć problemami wirtualnymi mając problemy w realu.Zastanawia mnie fakt czy moje koleżanki z pracy nie piły tego samego szaleju co koleżanki z forum.Z koleżankami z pracy się dogadam i sobie wyjaśnimy co,jak i gdzie.Koleżanki z forum niech sobie nawarzone piwo piją beze mnie,bo nie mam ochoty patrzeć kto więcej może wypić i czuć się jak plebs co nie wie za kim ma się obstawić.Czy za żebrakiem czy za niewolnikiem...
Co ja poradzę,że problemy znanych mi osób chłonę jak gąbka i to wychodzi mi bokiem lub obecnie łokciem,który jest nieswój.Wychodzi mi też w ten sposób,że ze złości i stresu nażarłam się wczoraj wieczorową porą...Niewiele...Kawałek kiełbasy ułamanej z prętka (bez chleba oczywiście),1/2 opakowania serka waniliowego z prawdziwą wanilią(czyli 1/2 kg),całą czekoladę z bakaliami,2 batony w polewie czekoladowej i zapiłam to 3 szklankami wody.Wiem,że jest to beznadziejnie głupie,ale ja zajadam w ten sposób stresy i tłumaczę to sama przed sobą kompleksami z dzieciństwa.Walczę z tym i odniosłam sukces,bo schudłam sporo.Czy tak trudno zacząć zmieniać świat od swojej osoby,a nie żądać od innych by się zmieniali ,bo są "nie fer"...?
Można sobie nawet wyparzyć język i zacząć myśleć zanim się cokolwiek powie/napisze.
Życzę powodzenia!
p.s.jeśli ktoś z czytających poczuje się urażony to przepraszam z góry,ale ja opisałam swoje przemyślenia a chyba mogę,bo rzekomo w wolnym kraju żyjemy(co też jest pojęciem względnym).
p.s2.
dziś batonów nie było ;> i innych słodkości na nerwy też nie;>
Zwyciężyłam sama przed sobą,bo jadłam żarłam !!!!HURA!
p.s 3.
chyba znów sobie zrobię dzień bez neta ;>
i podejrzewam ,że będę go robić coraz częściej...
bo jaka tu rozrywka..? chyba tylko muzyka...
posłucham se rzekomo wiejskiego,komediowego hip-hopu i zrobię hip-hop do łóżka ;>
wtorek, 15 października 2013
...
Chciałam dziś napisać jaka nie powinna być.........
Ale właściwie po co mam grzebać w przeszłości?Co mi to da?Zepsuje tylko dobry humor i nastroi do kolejnych przemyśleń o życiu.Czyż nie lepiej żyć dobrą chwilą niż złymi minionymi latami?Nie lepiej myśleć o teraźniejszości?Bo o przyszłości to trochę przesada.Życie pisze nam różne scenariusze.I różnie się nam ten film zwany życiem układa.Czasami się mówi,że jest pięknie,wspaniale,zajebiście.Czasami dominują czarne kosmate myśli.Najlepiej wyznawać zasadę,że:
Świat jest piękny tylko czasem życie pojebane,ale bierzmy z tego wszystkiego najlepsze co nam dane
p.s. znów pofilozofowałam ;)
Ale właściwie po co mam grzebać w przeszłości?Co mi to da?Zepsuje tylko dobry humor i nastroi do kolejnych przemyśleń o życiu.Czyż nie lepiej żyć dobrą chwilą niż złymi minionymi latami?Nie lepiej myśleć o teraźniejszości?Bo o przyszłości to trochę przesada.Życie pisze nam różne scenariusze.I różnie się nam ten film zwany życiem układa.Czasami się mówi,że jest pięknie,wspaniale,zajebiście.Czasami dominują czarne kosmate myśli.Najlepiej wyznawać zasadę,że:
Świat jest piękny tylko czasem życie pojebane,ale bierzmy z tego wszystkiego najlepsze co nam dane
p.s. znów pofilozofowałam ;)
niedziela, 13 października 2013
Beztroski.
Już nie będziesz się ze mną przekomarzał,że nie masz 17 lat,bo je masz od wczoraj.I pomyśleć,że za rok będziesz pełnoletni i że chcesz zamienić motor na auto...Choć to wszystko odległe jest,ale zapewne tak będzie.
Odległym bardziej jest fakt sprzed lat,gdy test ciążowy pokazał mi to czego akurat nie chciałam zobaczyć.
Byłam wtedy w czarnej dupie na samym dnie i dobrze,że nie miałam zbędnych środków finansowych.Dobrze,że Twój ojciec cieszył się jak wariat i,że potrafił mnie zarazić tą radością.Gdy się ja cieszyć zaczęłam wplątaliśmy się znów w kabałę.Martwiłam się czy nagły i silny stres nie zaszkodzi Ci.Urodziłeś się zdrowy i silny.Potem dopiero dałeś popalić.Nie wiem ile razy myślałam 'wstrętny bachorze!kiedy dasz mi się normalnie wyspać?!"...Ile to stresu było przy przyjmowaniu antybiotyków w zawiesinie czy,gdy znajomy lekarz robił Ci zastrzyki...
Potem uczyłam Cię ,że trzeba mówić prawdę.
Po powrocie ze szkoły pytałeś:
-Jak mam Ci powiedzieć o 3 sprawach,bo 2 dobre ,1 zła?
-Pomieszaj dobre i złe.
-Pobiłem okulary,dostałem 5 z matmy z klasówki i 2 za brak pracy domowej z polaka.
Prawdę nawet wykrzyczałeś ojcu,gdy na przejeżdżce rowerowej zatrzymał nas policjant dając pouczenie.
-Mama kazała nie mówić,ale powiem!!!
I po prostu poskarżyłeś z płaczem.Wszyscy się śmieli,a ja się cieszyłam z rozładowanej,napiętej sytuacji rodzinnej,która napięła się przed wypadem na rowery.
Byłeś zły na mnie,gdy zabroniłam pani od matematyki postawić Ci 6 na koniec roku szkolnego.
Byłeś zły na dyrektora szkoły za obniżenie oceny z informatyki w odwecie za kablowanie jego syna.Ale nie kablowałeś tylko powiedziałeś prawdę,której wszyscy bali się powiedzieć.
Zamiast lizaka lub batona proszącym wzrokiem błagałeś:kup mi Komputer Świat.
Pierwszą fascynacją było czytanie o komputerach,potem komputery,potem telefony.Potem muzyczny sprzęt i Dj-owanie na imprezach lub zabawa w prowadzenie audycji w małych radiach internetowych.W trakcie fascynacja motorami.Zawsze mówiłeś,że dziewczyny to tylko koleżanki z klasy lub ze szkoły.Dziś z dumą mówisz,że dobrze jak na motorze z tyłu siedzi fajna dziewczyna,a jeszcze lepiej będzie jak będzie siedziała w aucie.Mądrzejesz,bo rozumiesz,że motor to niebezpieczne hobby.
Wczoraj życzyłam Ci dużo beztroskości,a Ty odpowiedziałeś:-Oby nie ;*
Wszak Beztroski to Twoje drugie imię ;).Takie z przymrużeniem oka teraz,bo strasznie szybko doroślejesz.
Wiesz,że pozwalamy Ci na "za dużo" i że Ci ufamy i racjonalnie z tego korzystasz.Wiesz,że jak się pokłócimy to potem musimy wyjaśnić problem na spokojnie.Wiesz wiele .Nawet i to,że oboje jesteśmy przypadkiem na tym świecie.Tylko każdy przypadek jest inny.Ale umiemy o tym rozmawiać i rozmawiamy.Tak samo jak rozmawiamy o wielu innych sprawach o których nie mówią chłopaki swoim matkom.Pogadamy jak przyjedziesz na następny weekend.Może znów zarazisz mnie jakąś dobrą muzyką ;) ?Bo ta ostatnia przypadła mi do gustu :) Twoja ulubiona to "Słowa" grupy Monstrum.
Odległym bardziej jest fakt sprzed lat,gdy test ciążowy pokazał mi to czego akurat nie chciałam zobaczyć.
Byłam wtedy w czarnej dupie na samym dnie i dobrze,że nie miałam zbędnych środków finansowych.Dobrze,że Twój ojciec cieszył się jak wariat i,że potrafił mnie zarazić tą radością.Gdy się ja cieszyć zaczęłam wplątaliśmy się znów w kabałę.Martwiłam się czy nagły i silny stres nie zaszkodzi Ci.Urodziłeś się zdrowy i silny.Potem dopiero dałeś popalić.Nie wiem ile razy myślałam 'wstrętny bachorze!kiedy dasz mi się normalnie wyspać?!"...Ile to stresu było przy przyjmowaniu antybiotyków w zawiesinie czy,gdy znajomy lekarz robił Ci zastrzyki...
Potem uczyłam Cię ,że trzeba mówić prawdę.
Po powrocie ze szkoły pytałeś:
-Jak mam Ci powiedzieć o 3 sprawach,bo 2 dobre ,1 zła?
-Pomieszaj dobre i złe.
-Pobiłem okulary,dostałem 5 z matmy z klasówki i 2 za brak pracy domowej z polaka.
Prawdę nawet wykrzyczałeś ojcu,gdy na przejeżdżce rowerowej zatrzymał nas policjant dając pouczenie.
-Mama kazała nie mówić,ale powiem!!!
I po prostu poskarżyłeś z płaczem.Wszyscy się śmieli,a ja się cieszyłam z rozładowanej,napiętej sytuacji rodzinnej,która napięła się przed wypadem na rowery.
Byłeś zły na mnie,gdy zabroniłam pani od matematyki postawić Ci 6 na koniec roku szkolnego.
Byłeś zły na dyrektora szkoły za obniżenie oceny z informatyki w odwecie za kablowanie jego syna.Ale nie kablowałeś tylko powiedziałeś prawdę,której wszyscy bali się powiedzieć.
Zamiast lizaka lub batona proszącym wzrokiem błagałeś:kup mi Komputer Świat.
Pierwszą fascynacją było czytanie o komputerach,potem komputery,potem telefony.Potem muzyczny sprzęt i Dj-owanie na imprezach lub zabawa w prowadzenie audycji w małych radiach internetowych.W trakcie fascynacja motorami.Zawsze mówiłeś,że dziewczyny to tylko koleżanki z klasy lub ze szkoły.Dziś z dumą mówisz,że dobrze jak na motorze z tyłu siedzi fajna dziewczyna,a jeszcze lepiej będzie jak będzie siedziała w aucie.Mądrzejesz,bo rozumiesz,że motor to niebezpieczne hobby.
Wczoraj życzyłam Ci dużo beztroskości,a Ty odpowiedziałeś:-Oby nie ;*
Wszak Beztroski to Twoje drugie imię ;).Takie z przymrużeniem oka teraz,bo strasznie szybko doroślejesz.
Wiesz,że pozwalamy Ci na "za dużo" i że Ci ufamy i racjonalnie z tego korzystasz.Wiesz,że jak się pokłócimy to potem musimy wyjaśnić problem na spokojnie.Wiesz wiele .Nawet i to,że oboje jesteśmy przypadkiem na tym świecie.Tylko każdy przypadek jest inny.Ale umiemy o tym rozmawiać i rozmawiamy.Tak samo jak rozmawiamy o wielu innych sprawach o których nie mówią chłopaki swoim matkom.Pogadamy jak przyjedziesz na następny weekend.Może znów zarazisz mnie jakąś dobrą muzyką ;) ?Bo ta ostatnia przypadła mi do gustu :) Twoja ulubiona to "Słowa" grupy Monstrum.
Mam dylemat...
Kto jest w życiu mądrzejszy? Ten co cały czas coś robi ;czy ten co nic nie robi ...?-takie pytanie zadał mi kiedyś starszy pan,który tyrał od świtu do zmroku zarabiając ciężkie pieniądze na tarciu drzewa obwoźnym trakiem.To pytanie zadaję sobie nieraz.I już tłumaczę.Chodzi o to,że są tacy co starają się jak mrówki,by jakoś przetrwać na tym padole i by godnie żyć (mimo wszystko!),a są też tacy co czekają,aż inni im pomogą(żeby nie było,że ja nie pomagam,bo pomagam jeśli uznam ,że trzeba) i mają w dupie pracować.
Bardzo dobrze być "nie zaradnym życiowo " i czekać na wypłatę z Gminnego/Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej lub mieszkając na wsi nie mieć ogródka,bo się nie opłaca pielić,bo w markecie jest wszystko tanie.Dobrze jest szydzić z innych,że pracują na dwa etaty i mówić:to wszystko i tak ci wylezie z czasem. Swoją drogą nie rozumiem co ma mi wyłazić...
Ale wracając do tematu...Najlepiej jest żyć ,pić i lulki palić.Przy okazji dobrze jak są tańce,hulanka,swawola.
Nawet psu ogona nie podwiązując można przeżyć i wcale się nie martwić o innych.W sumie i tak trafimy tam samo lub tak samo skończymy.Więc chyba nie warto starać się,zamagać....A może jednak stwierdzenie,które kiedyś utkwiło mi w pamięci w czasie zwiedzania Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu ma swój sens?
Mam dziś zły dzień.Za oknem smętnie,szaro i ciemno jakby wieczór się zbliżał.O mały włos nie pokłóciłam się z każdym z domowników(z każdym oddzielnie i z każdym o coś innego).Tylko moje samozaparcie wstrzymywało mój niewyparzony język przed celnymi uwagami(a miałam rację!). Nie czuję się zmęczona,mimo ,że wczoraj był pracowity dzień.Odpoczęłam,wyspałam się po miło spędzonym sobotnim wieczorze.Mimo to coś we mnie siedzi i się rządzi,by nie tryskać humorem i optymizmem.Patrzę na to co powinnam zrobić ,a nie zrobiłam z braku czasu i na to co powinnam a nie robię ,bo mi się nie chce.Patrzę na to co muszę zrobić i dziś zrobię.Dopilnuję wędzenia mięsa,upiekę chleb i mięso w piecu chlebowym.Płyn do spryskiwaczy szyb w aucie zaleję,bo Chłop ciągle zapomina lub nie ma czasu,a ja zapominam mu przypomnieć jak ma ten czas.
Aaaa!!! i nie mam akurat ZNP i stan w jakim jestem jest niezależny od pory roku.Choć przyznam ,że jesień i zima ma to do siebie,że wszystko bardziej drażni i widoczne jest jak czas ucieka.Ale przypływu wściku można dostać i wiosną .Myślałam o tym wszystkim dwa dni temu wracając z grzybów.
Niby dwie drogi i niby podobne,ale jakże różne...I można pójść w prawo i można pójść w lewo.I można pójść w pole...Można też pojechać jak się ma czym...Tu są ładniejsze zdjęcia
Ja poszłam do domu przerabiać nazbierane grzyby.
Pozdrawiam Panterę!
Sobie mówię:jutro będzie lepszy dzień,bo mam w planach rano pójść z Chłopem na grzyby ;),a potem do pracy na 14.
I w sumie to czego chcieć?Wiem,że jestem potrzebna w życiu kilku osobom i powinnam się cieszyć.To nic ,że przez 2 dni te osoby zgubiły 2 telefony( w tym jeden nówka).Ponadto fakt,że Młoda się uczy anatomii siedząc pod kocem na kanapie;kot mruczy tuż przy lodówce,bo coś chce by robić zapasy tłuszczu na zimę;a słońce wychodzi zza chmur i świeci mi prosto w oczy nie powinien ucieszyć...?
zamagać-słowo chyba znane tylko w moim miejscowym narzeczu/dialekcie i oznacza-starać się,robić coś z niczego,walczyć o dobry byt;podobne znaczenie do słowa zmagać
Bardzo dobrze być "nie zaradnym życiowo " i czekać na wypłatę z Gminnego/Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej lub mieszkając na wsi nie mieć ogródka,bo się nie opłaca pielić,bo w markecie jest wszystko tanie.Dobrze jest szydzić z innych,że pracują na dwa etaty i mówić:to wszystko i tak ci wylezie z czasem. Swoją drogą nie rozumiem co ma mi wyłazić...
Ale wracając do tematu...Najlepiej jest żyć ,pić i lulki palić.Przy okazji dobrze jak są tańce,hulanka,swawola.
Nawet psu ogona nie podwiązując można przeżyć i wcale się nie martwić o innych.W sumie i tak trafimy tam samo lub tak samo skończymy.Więc chyba nie warto starać się,zamagać....A może jednak stwierdzenie,które kiedyś utkwiło mi w pamięci w czasie zwiedzania Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu ma swój sens?
Mam dziś zły dzień.Za oknem smętnie,szaro i ciemno jakby wieczór się zbliżał.O mały włos nie pokłóciłam się z każdym z domowników(z każdym oddzielnie i z każdym o coś innego).Tylko moje samozaparcie wstrzymywało mój niewyparzony język przed celnymi uwagami(a miałam rację!). Nie czuję się zmęczona,mimo ,że wczoraj był pracowity dzień.Odpoczęłam,wyspałam się po miło spędzonym sobotnim wieczorze.Mimo to coś we mnie siedzi i się rządzi,by nie tryskać humorem i optymizmem.Patrzę na to co powinnam zrobić ,a nie zrobiłam z braku czasu i na to co powinnam a nie robię ,bo mi się nie chce.Patrzę na to co muszę zrobić i dziś zrobię.Dopilnuję wędzenia mięsa,upiekę chleb i mięso w piecu chlebowym.Płyn do spryskiwaczy szyb w aucie zaleję,bo Chłop ciągle zapomina lub nie ma czasu,a ja zapominam mu przypomnieć jak ma ten czas.
Aaaa!!! i nie mam akurat ZNP i stan w jakim jestem jest niezależny od pory roku.Choć przyznam ,że jesień i zima ma to do siebie,że wszystko bardziej drażni i widoczne jest jak czas ucieka.Ale przypływu wściku można dostać i wiosną .Myślałam o tym wszystkim dwa dni temu wracając z grzybów.
Niby dwie drogi i niby podobne,ale jakże różne...I można pójść w prawo i można pójść w lewo.I można pójść w pole...Można też pojechać jak się ma czym...Tu są ładniejsze zdjęcia
Ja poszłam do domu przerabiać nazbierane grzyby.
Pozdrawiam Panterę!
Sobie mówię:jutro będzie lepszy dzień,bo mam w planach rano pójść z Chłopem na grzyby ;),a potem do pracy na 14.
I w sumie to czego chcieć?Wiem,że jestem potrzebna w życiu kilku osobom i powinnam się cieszyć.To nic ,że przez 2 dni te osoby zgubiły 2 telefony( w tym jeden nówka).Ponadto fakt,że Młoda się uczy anatomii siedząc pod kocem na kanapie;kot mruczy tuż przy lodówce,bo coś chce by robić zapasy tłuszczu na zimę;a słońce wychodzi zza chmur i świeci mi prosto w oczy nie powinien ucieszyć...?
zamagać-słowo chyba znane tylko w moim miejscowym narzeczu/dialekcie i oznacza-starać się,robić coś z niczego,walczyć o dobry byt;podobne znaczenie do słowa zmagać
czwartek, 10 października 2013
Filozoficznie.
Tak sobie ostatnio filozofowałam...Wielu ludzi nieraz stwierdza,że w następnym wcieleniu chciałoby być np: kotem,ptakiem,Amerykaninem, a nawet "wiecznym dzieckiem" itd...Na szczęście reinkarnacja nie istnieje(przynajmniej nic konkretnego mi o tym nie wiadomo),ale ja sobie tak filozofowałam,że gdybym miała drugi raz się urodzić to mimo wszystko chciałabym urodzić się sobą!
Przeżyć to ujowe dzieciństwo,by móc teraz cieszyć się życiem jak nawiedzona nastolatka.
Mimo,że ostatnimi czasy żyję w biegu(choć kiedyś i galop się zdarzał ...) to dobrze mi z tym.
Po pierwszej zmianie tuż po godzinie 14 wracam z pracy i mam nadzieję,że szybko zjem i pobiegnę do lasu.
Jednak Chłop proszącym głosem mówi:
-Weź mi pomóż z godzinkę...
Pomagam nosić beton wiadrami.Potem Chłop żartuje,że koszyk już poszedł do lasu i mam go gonić,bo nie będę miała w co grzybów zbierać.
Zbieram grzyby i raz po raz zaplątuję się we fruwające babie lato.Cieszy mnie to niezmiernie,bo gdyby to była pajęczyna to pewnie bym była zła;a tak se myślę:-babie lato zaplątało się babie ze wsi we włosach ;)
Tak sobie rozmyślając nie wiadomo kiedy kosz się napełnia.Słyszę stukanie dzięcioła.Rozglądając się za nim mało się nie przewracam na wielkim prawdziwku.
Pstrykam foto dla grzyba ,a potem dla dzięcioła.
Grzyby same wskakują do koszyka.Będzie co suszyć i będzie co dusić na patelni oraz będzie trochę do zamarynowania.Kilka osób nimi obdaruję co będzie obupólną radością.Po równo darującemu jak i obdarowanemu :).
Marynowany mix.
A to na susz.Pachnie oszałamiająco!!!

Wieczorem krzątając się w piwnicznej kuchni przy piecu gadam z Chłopem o całym dniu,żrę gruszki przyniesione przez Chłopa z naszego drzewa,zagryzam je cukierkami czekoladowo-miętowymi i zapijam kieliszkiem śliwówki.Słucham polemizowania Chłopa,że jego prawa ręka założy się z lewą( i ponadto wygra!),że jutro znów pobiegnę do lasu.
Tak sobie jeszcze filozofuję w miedzyczasie zbierając grzyby /czy je przebierając( ??? ) o kumpeli,która jakiś czas temu ostrzegała mnie przed "ryczącymi urodzinami" i mówiła jakie są kobiety po 40.Żartowałam,że nie wiem o co jej chodzi ;).Kumpela również opowiadała mi o swoim mężu co to po nocnej pracy i po powrocie do domu skacze lajkonikiem po sypialni i zagaduje:-Zbudzisz mnie za jakiś czas?Oczywiście wcześniej niż przed wyjściem do pracy.
Zapytuję po mi to opowiada,a ona,że po to bym wiedziała,że pięćdziesięciolatki też "robią sex" ;D
Ogólnie dumam o swej pracy,o ludziach z którymi pracuję.Wydaje mi się że od roku jesteśmy bardziej wyluzowani.Wszyscy żartują,pomagają sobie.Dobrze,że mobbing w naszej brygadzie to już tylko złym wspomnieniem.
Gdzieś pomiędzy gotowaniem zalewy a pasteryzowaniem dzwonię do Młodych.Młoda się cieszy,że jej fajnie na studiach,a martwi,że pieniądze idą jak woda,a bankomat figę pokazuje.Samo życie -prawię jej i wzywam Młodego do telefonu.Ten się chwali,że smażył dziewczynom naleśniki ; że wspólnie robili sos do nich i jakiś tam wymyślny farsz.
Cieszy mnie to ich gadanie i myślę sobie jak to lata temu było ciężko,gdy "wredne bachory" nie pozwalały wyspać się po nocnej zmianie w pracy.Teraz mam kumpli z którymi mogę pożartować,pofilozofować i cieszyć się ze swego jestestwa.
Ot!!!I znów pisałam na raty.Przepraszam Pantero,ale w międzyczasie piekłam roladę serowo-łososiową ,paprykę na ajwar(lub coś na podobieństwo tego),i kombinowałam kruche ciasto z jabłkami,serem,chałwą i pianką z białek na wierzchu.Ponadto korci mnie znów pobiec do lasu na te 2 godzinki(aż się ściemni ;D ).
Chwała tym zajęciom co je sobie wynajduję,bo jesienna chandra ani depresja nie ma kiedy mnie dopaść.
Głos Nikoli wpadł mi do ucha.No i ten tekst też :)Posłucham sobie i biegnę na 2 minuty pomóc Chłopu,przygotuję koszyk na grzyby,włożę adidasy.Akurat ciasto się dopiecze :)
Przeżyć to ujowe dzieciństwo,by móc teraz cieszyć się życiem jak nawiedzona nastolatka.
Mimo,że ostatnimi czasy żyję w biegu(choć kiedyś i galop się zdarzał ...) to dobrze mi z tym.
Po pierwszej zmianie tuż po godzinie 14 wracam z pracy i mam nadzieję,że szybko zjem i pobiegnę do lasu.
Jednak Chłop proszącym głosem mówi:
-Weź mi pomóż z godzinkę...
Pomagam nosić beton wiadrami.Potem Chłop żartuje,że koszyk już poszedł do lasu i mam go gonić,bo nie będę miała w co grzybów zbierać.
Zbieram grzyby i raz po raz zaplątuję się we fruwające babie lato.Cieszy mnie to niezmiernie,bo gdyby to była pajęczyna to pewnie bym była zła;a tak se myślę:-babie lato zaplątało się babie ze wsi we włosach ;)
Tak sobie rozmyślając nie wiadomo kiedy kosz się napełnia.Słyszę stukanie dzięcioła.Rozglądając się za nim mało się nie przewracam na wielkim prawdziwku.
Grzyby same wskakują do koszyka.Będzie co suszyć i będzie co dusić na patelni oraz będzie trochę do zamarynowania.Kilka osób nimi obdaruję co będzie obupólną radością.Po równo darującemu jak i obdarowanemu :).
Marynowany mix.
Duszone na patelni i zapasteryzowane.
A to na susz.Pachnie oszałamiająco!!!
Wieczorem krzątając się w piwnicznej kuchni przy piecu gadam z Chłopem o całym dniu,żrę gruszki przyniesione przez Chłopa z naszego drzewa,zagryzam je cukierkami czekoladowo-miętowymi i zapijam kieliszkiem śliwówki.Słucham polemizowania Chłopa,że jego prawa ręka założy się z lewą( i ponadto wygra!),że jutro znów pobiegnę do lasu.
Tak sobie jeszcze filozofuję w miedzyczasie zbierając grzyby /czy je przebierając( ??? ) o kumpeli,która jakiś czas temu ostrzegała mnie przed "ryczącymi urodzinami" i mówiła jakie są kobiety po 40.Żartowałam,że nie wiem o co jej chodzi ;).Kumpela również opowiadała mi o swoim mężu co to po nocnej pracy i po powrocie do domu skacze lajkonikiem po sypialni i zagaduje:-Zbudzisz mnie za jakiś czas?Oczywiście wcześniej niż przed wyjściem do pracy.
Zapytuję po mi to opowiada,a ona,że po to bym wiedziała,że pięćdziesięciolatki też "robią sex" ;D
Ogólnie dumam o swej pracy,o ludziach z którymi pracuję.Wydaje mi się że od roku jesteśmy bardziej wyluzowani.Wszyscy żartują,pomagają sobie.Dobrze,że mobbing w naszej brygadzie to już tylko złym wspomnieniem.
Gdzieś pomiędzy gotowaniem zalewy a pasteryzowaniem dzwonię do Młodych.Młoda się cieszy,że jej fajnie na studiach,a martwi,że pieniądze idą jak woda,a bankomat figę pokazuje.Samo życie -prawię jej i wzywam Młodego do telefonu.Ten się chwali,że smażył dziewczynom naleśniki ; że wspólnie robili sos do nich i jakiś tam wymyślny farsz.
Cieszy mnie to ich gadanie i myślę sobie jak to lata temu było ciężko,gdy "wredne bachory" nie pozwalały wyspać się po nocnej zmianie w pracy.Teraz mam kumpli z którymi mogę pożartować,pofilozofować i cieszyć się ze swego jestestwa.
Ot!!!I znów pisałam na raty.Przepraszam Pantero,ale w międzyczasie piekłam roladę serowo-łososiową ,paprykę na ajwar(lub coś na podobieństwo tego),i kombinowałam kruche ciasto z jabłkami,serem,chałwą i pianką z białek na wierzchu.Ponadto korci mnie znów pobiec do lasu na te 2 godzinki(aż się ściemni ;D ).
Chwała tym zajęciom co je sobie wynajduję,bo jesienna chandra ani depresja nie ma kiedy mnie dopaść.
Głos Nikoli wpadł mi do ucha.No i ten tekst też :)Posłucham sobie i biegnę na 2 minuty pomóc Chłopu,przygotuję koszyk na grzyby,włożę adidasy.Akurat ciasto się dopiecze :)
czwartek, 3 października 2013
Ominęło mnie ;/
Po raz 3 ominął mnie koncert Ferben Lehre,który dziś odbył się w Białymstoku(już nie wspomnę,że IRA też bym posłuchała) i nie wspomnę,że nieopodal mieszka moja młodzież w wynajętym na czas nauki mieszkaniu.Wystarczyłoby tylko przejść przez ulicę i spacerowym krokiem zajść do klubu.
Czysty rozsądek przemówił tylko do mnie by tam dziś nie pojechać(ale o tym zaraz).
Drugi raz też był niedawno i bardzo blisko(ok 25 km od mego miejsca zamieszkania) i fakt,że jestem zmęczona latem(żniwa,sianokosy,praca itd...)i 2 fakt,że przejechałam w tym dniu 120 km autem załadowanym do granic możliwości,pomogłam wypakować ,pomogłam poustawiać i wróciłam późnym popołudniem do domu(następne 120 km) sprawiło,że wołałam dotrzymać towarzystwa swemu Chłopu.
Pierwszy raz był wczesną wiosną,ale wtedy byłam na rozjazdach po Polsce i sobie odpuściłam koncert przedłużając pobyt na rzecz sympatycznego towarzystwa przy małym conieco ;)
Dziś;że ominął mnie koncert przeboleję bez większego żalu, bo FL mam w aucie.Wiem,że płyta a koncert to nie to.Ale trudnoświetnie!
Natomiast nie mogę przeboleć,że nie zobaczyłam jak był zalewany strop na nowo pobudowanym budynku!Jak gruchy z betonem wjeżdżały na nasze podwórko i przy pomocy olbrzymiego wysięgnika był pompowany beton.Dostawa była uzgodniona na 13,30 a wyszło wcześniej.Wszystko odbyło się w "try miga' " i ja po powrocie z pracy i dokupieniu cementu(bo trochę zbrakło) w hurtowni materiałów budowlanych zobaczyłam tylko samochód ze złożonym wysięgnikiem.Wlazłam po drabinie na górę i obejrzałam robotę.Pogadałam z 'panamy' i pożaliłam się Chłopu,że nie zobaczyłam a bardzo chciałam.Żartowali ze mnie,że powinnam wziąść specjalnie na ten cel przepustkę z pracy lub urlop.Oczywiście podeszłam do kierowcy i zarazem operatora sprzętu.Chłop zagaił:
-Ale wie pan?Powinniście wszyscy dostać zjebkę...
Mężczyzna zdezorientowany paczał to na Chłopa to na mnie...Ja milczałam,bo znam swego Chłopa bardzo dobrze ;)
-Żona nie widziała jak był lany beton i jest normalnie nieszczęśliwa-powiedział bardzo poważnie Chłop.
-Phiiiii!-phyknął pan
-Nie phiiii tylko jak kobieta chce zobaczyć co robią faceci to powinno mieć jakieś uznanie ,a nie tylko "phyy".W końcu mogę też się nazwać inwestorem,bo bilety NBP zarabiam-odpaliłam sfochana (na niby oczywiście)
Pan tak trochę niepysznie kręcił się przy sprzęcie przygotowując się do odjazdu.Wymienili się z Chłopem uwagami,że wszystko OK i pojechał.Chłop rechotał,a ja mimo wszystko byłam naprawdę nieszczęśliwa ;)
Będąc w amoku zajęłam się robieniem sałatki z opieńków,ukroiłam se kawałek paznokcia(nie znalazłam go,czyli będzie sałatka grzybowo-paznokciowa ;> ) i słuchałam przy tym dość głośno innej kapeli.Może też kiedyś wybiorę się na koncert ;D
Posłuchajcie!
Czysty rozsądek przemówił tylko do mnie by tam dziś nie pojechać(ale o tym zaraz).
Drugi raz też był niedawno i bardzo blisko(ok 25 km od mego miejsca zamieszkania) i fakt,że jestem zmęczona latem(żniwa,sianokosy,praca itd...)i 2 fakt,że przejechałam w tym dniu 120 km autem załadowanym do granic możliwości,pomogłam wypakować ,pomogłam poustawiać i wróciłam późnym popołudniem do domu(następne 120 km) sprawiło,że wołałam dotrzymać towarzystwa swemu Chłopu.
Pierwszy raz był wczesną wiosną,ale wtedy byłam na rozjazdach po Polsce i sobie odpuściłam koncert przedłużając pobyt na rzecz sympatycznego towarzystwa przy małym conieco ;)
Dziś;że ominął mnie koncert przeboleję bez większego żalu, bo FL mam w aucie.Wiem,że płyta a koncert to nie to.Ale trudnoświetnie!
Natomiast nie mogę przeboleć,że nie zobaczyłam jak był zalewany strop na nowo pobudowanym budynku!Jak gruchy z betonem wjeżdżały na nasze podwórko i przy pomocy olbrzymiego wysięgnika był pompowany beton.Dostawa była uzgodniona na 13,30 a wyszło wcześniej.Wszystko odbyło się w "try miga' " i ja po powrocie z pracy i dokupieniu cementu(bo trochę zbrakło) w hurtowni materiałów budowlanych zobaczyłam tylko samochód ze złożonym wysięgnikiem.Wlazłam po drabinie na górę i obejrzałam robotę.Pogadałam z 'panamy' i pożaliłam się Chłopu,że nie zobaczyłam a bardzo chciałam.Żartowali ze mnie,że powinnam wziąść specjalnie na ten cel przepustkę z pracy lub urlop.Oczywiście podeszłam do kierowcy i zarazem operatora sprzętu.Chłop zagaił:
-Ale wie pan?Powinniście wszyscy dostać zjebkę...
Mężczyzna zdezorientowany paczał to na Chłopa to na mnie...Ja milczałam,bo znam swego Chłopa bardzo dobrze ;)
-Żona nie widziała jak był lany beton i jest normalnie nieszczęśliwa-powiedział bardzo poważnie Chłop.
-Phiiiii!-phyknął pan
-Nie phiiii tylko jak kobieta chce zobaczyć co robią faceci to powinno mieć jakieś uznanie ,a nie tylko "phyy".W końcu mogę też się nazwać inwestorem,bo bilety NBP zarabiam-odpaliłam sfochana (na niby oczywiście)
Pan tak trochę niepysznie kręcił się przy sprzęcie przygotowując się do odjazdu.Wymienili się z Chłopem uwagami,że wszystko OK i pojechał.Chłop rechotał,a ja mimo wszystko byłam naprawdę nieszczęśliwa ;)
Będąc w amoku zajęłam się robieniem sałatki z opieńków,ukroiłam se kawałek paznokcia(nie znalazłam go,czyli będzie sałatka grzybowo-paznokciowa ;> ) i słuchałam przy tym dość głośno innej kapeli.Może też kiedyś wybiorę się na koncert ;D
Posłuchajcie!
wtorek, 1 października 2013
Dziękuję Ci!
Dziękuję Ci Babciu za te wszystkie lata co dbałaś o mnie,bo gdyby nie Ty.................
Za odwiedziny w szpitalu gdy często chorowałam na zapalenia płuc(znam to z Twoich opowieści tylko)
Za ciastka katarzynki co mi je kupowałaś ,gdy byłam chora na anginę i nie miałam apetytu.(Kazałaś mi je chować pod poduszkę by nikt nie zobaczył i pamiętam jak mnie opatulałaś pierzyną ,mimo,że mój tapczan stał tuż przy gorącej ścianówce.)
Za to,że poszłaś ze mną do lekarza,gdy zwymiotowałam gofra na dworcu PKS(a tak błagałam Cię byś mi go kupiła!)
Za to,że woziłaś mnie rowerem na bagażniku(to nic,że wsadziłam Ci nogę w szprychy;miałam chyba z 5 lat )
Za to,że krzyczałaś na mnie,że nie chcę czytać w głos czytanki (pamiętam tytuł czytanki : Ali i jego osiołek. Ale i tak dostałam 5 z czytania i byłam w czołówce czytających najszybciej z kilku równoległych klas.Mówiłaś wtedy,że jestem uparta jak osioł...a to był mój bunt,że nikt mi nie wierzył,że czytam"śpiewająco" )
Za to,że chciałaś bym skończyła Technikum Ekonomiczne i pracowała za biurkiem(wszak miałam wszystkie świadectwa z paskiem)
Za to ,że pomogłaś mi "załatwić " szkołę,gdy wyszło ,że nie jestem na liście przyjętych(i nie było to T E...)
Za to,że dałaś mi pieniądze na prawo jazdy o którym marzyłam.(jakaż dumna byłam po latach,gdy mogłam Cb zawieźć swoim autem na zabiegi do okulisty w odległej miejscowości)
Za to,że pomogłaś mi się przenieść do innej szkoły po której od razu przystąpiłam do pracy(być może w ten sposób uratowałaś mnie....Przed czym...? Nie napiszę. Ale tyram w tej pracy do dziś dnia.
Za to,że martwiłaś się:"Chyba biedy ten twój chłopiec...Ma taką wytartą bluzę...Ale to dobry chłopiec,bo miałam dobry sen."
Za Twoje prawdziwe łzy gdy wychodziłam za mąż za tego biednego chłopca...i za to,że chciałaś dla nas jak najlepiej...
Za to,że cieszyłaś się ,że budujemy dom,że kupujemy samochód,że jest nam dobrze.
Za to,że martwiłaś się gdy było źle...
Wogóle za to,że broniłaś mnie jak lwica przed złem tego świata!
I ,że za tę obronę zbierałaś zawsze razy...
Kilka dni temu dostałam wiadomość od Twej córki( a mej matki)by Cb odwiedzić.
-Cześć babciu!-zawołałam.
Odwróciłaś się swymi niewidzącymi już prawie oczyma i patrzyłaś w kierunku mego głosu.Ucieszyłaś się!
Dostałaś ode mnie buziaka(a nie znoszę całowania się na powitanie czy pożegnanie...) i mocnego przytulańca.
-Ojjjjj! Nie duś ,bo zadusisz-mówiłaś śmiejąc się.Pogadałyśmy trochę,bo byłaś ciekawa wiadomości o swej prawnuczce i prawnuczku.Zdziwiłaś się,że prawnuczka nie będzie dentystką tylko lekarką.Zaczęłaś czegoś szukać macając rękoma na stole.Widziałam,że leżą tam pieniądze i gorzka czekolada.Zapytałam czego szukasz domyślając się z góry,że to dla prawnuczka na urodziny.Pomogłam Ci w poszukiwaniach.Ponadto obiecałam,że odwiedzę Cb. Jak jakiś czas temu,gdy gadałyśmy chyba ze 3 godziny.Śmiałaś się wtedy i wydawało mi się że młodniejesz.Nawet Ci zdjęcie wtedy zrobiłam.
I aż wstyd się przyznać było to w listopadzie 2012 roku.Ale sama mówisz,że jak byłaś w moim wieku to na nic nie miałaś czasu jak obecnie ja.Chciałabym z Tobą znów tak pogadać.Mam nadzieję,że znajdę czas.
Dziś kończysz 89 lat.Nie kupiłam Ci gruszek(a uwielbiasz je) w tajemnicy przed matką(Twoją córka),bo wiem,że cukrzyca nie pozwala.Nie kupiłam Ci kwiatów,bo jak twierdzisz i tak ich nie widzisz(cholerna jaskra i zaćma nie pozwalają).Gdy narzekasz na żywot to zazwyczaj stwierdzam,że :"Babciu!Cieszmy się,że dasz radę powoli chodzić,ubrać się itp." Cieszysz się,że tak Cię pocieszam.Chciałam Ci złożyć życzenia,ale nie umiałam.Wiem,że gdybym powiedziała:"żyj 100 lat!" mogłabyś to różnie przyjąć...a nie umiem życzyć "aby życzyć"...
Na pożegnanie głaskam babcię po policzku mówiąc:Trzymaj się babcia!
Za odwiedziny w szpitalu gdy często chorowałam na zapalenia płuc(znam to z Twoich opowieści tylko)
Za ciastka katarzynki co mi je kupowałaś ,gdy byłam chora na anginę i nie miałam apetytu.(Kazałaś mi je chować pod poduszkę by nikt nie zobaczył i pamiętam jak mnie opatulałaś pierzyną ,mimo,że mój tapczan stał tuż przy gorącej ścianówce.)
Za to,że poszłaś ze mną do lekarza,gdy zwymiotowałam gofra na dworcu PKS(a tak błagałam Cię byś mi go kupiła!)
Za to,że woziłaś mnie rowerem na bagażniku(to nic,że wsadziłam Ci nogę w szprychy;miałam chyba z 5 lat )
Za to,że krzyczałaś na mnie,że nie chcę czytać w głos czytanki (pamiętam tytuł czytanki : Ali i jego osiołek. Ale i tak dostałam 5 z czytania i byłam w czołówce czytających najszybciej z kilku równoległych klas.Mówiłaś wtedy,że jestem uparta jak osioł...a to był mój bunt,że nikt mi nie wierzył,że czytam"śpiewająco" )
Za to,że chciałaś bym skończyła Technikum Ekonomiczne i pracowała za biurkiem(wszak miałam wszystkie świadectwa z paskiem)
Za to ,że pomogłaś mi "załatwić " szkołę,gdy wyszło ,że nie jestem na liście przyjętych(i nie było to T E...)
Za to,że dałaś mi pieniądze na prawo jazdy o którym marzyłam.(jakaż dumna byłam po latach,gdy mogłam Cb zawieźć swoim autem na zabiegi do okulisty w odległej miejscowości)
Za to,że pomogłaś mi się przenieść do innej szkoły po której od razu przystąpiłam do pracy(być może w ten sposób uratowałaś mnie....Przed czym...? Nie napiszę. Ale tyram w tej pracy do dziś dnia.
Za to,że martwiłaś się:"Chyba biedy ten twój chłopiec...Ma taką wytartą bluzę...Ale to dobry chłopiec,bo miałam dobry sen."
Za Twoje prawdziwe łzy gdy wychodziłam za mąż za tego biednego chłopca...i za to,że chciałaś dla nas jak najlepiej...
Za to,że cieszyłaś się ,że budujemy dom,że kupujemy samochód,że jest nam dobrze.
Za to,że martwiłaś się gdy było źle...
Wogóle za to,że broniłaś mnie jak lwica przed złem tego świata!
I ,że za tę obronę zbierałaś zawsze razy...
Kilka dni temu dostałam wiadomość od Twej córki( a mej matki)by Cb odwiedzić.
-Cześć babciu!-zawołałam.
Odwróciłaś się swymi niewidzącymi już prawie oczyma i patrzyłaś w kierunku mego głosu.Ucieszyłaś się!
Dostałaś ode mnie buziaka(a nie znoszę całowania się na powitanie czy pożegnanie...) i mocnego przytulańca.
-Ojjjjj! Nie duś ,bo zadusisz-mówiłaś śmiejąc się.Pogadałyśmy trochę,bo byłaś ciekawa wiadomości o swej prawnuczce i prawnuczku.Zdziwiłaś się,że prawnuczka nie będzie dentystką tylko lekarką.Zaczęłaś czegoś szukać macając rękoma na stole.Widziałam,że leżą tam pieniądze i gorzka czekolada.Zapytałam czego szukasz domyślając się z góry,że to dla prawnuczka na urodziny.Pomogłam Ci w poszukiwaniach.Ponadto obiecałam,że odwiedzę Cb. Jak jakiś czas temu,gdy gadałyśmy chyba ze 3 godziny.Śmiałaś się wtedy i wydawało mi się że młodniejesz.Nawet Ci zdjęcie wtedy zrobiłam.
I aż wstyd się przyznać było to w listopadzie 2012 roku.Ale sama mówisz,że jak byłaś w moim wieku to na nic nie miałaś czasu jak obecnie ja.Chciałabym z Tobą znów tak pogadać.Mam nadzieję,że znajdę czas.
Dziś kończysz 89 lat.Nie kupiłam Ci gruszek(a uwielbiasz je) w tajemnicy przed matką(Twoją córka),bo wiem,że cukrzyca nie pozwala.Nie kupiłam Ci kwiatów,bo jak twierdzisz i tak ich nie widzisz(cholerna jaskra i zaćma nie pozwalają).Gdy narzekasz na żywot to zazwyczaj stwierdzam,że :"Babciu!Cieszmy się,że dasz radę powoli chodzić,ubrać się itp." Cieszysz się,że tak Cię pocieszam.Chciałam Ci złożyć życzenia,ale nie umiałam.Wiem,że gdybym powiedziała:"żyj 100 lat!" mogłabyś to różnie przyjąć...a nie umiem życzyć "aby życzyć"...
Na pożegnanie głaskam babcię po policzku mówiąc:Trzymaj się babcia!
wtorek, 24 września 2013
Jak dobrze ;)
...gdy stwierdzasz,że masz dobry dzień.Co ja mówię/piszę!Dobre dni!
W sobotę rano po pracy na nocnej zmianie grzybobranie,a potem wypad do miasta.Szybkie spanie i wspólne sortowanie,suszenie i gotowanie grzybów.Mimo,że snu ciut mało stwierdzam,że sobota była dobrym dniem i gdzieś tam stuka w głowie,że jutro będzie podobnie.Niedziela podobna.Poranna czarna i mocna kawa doskonale budzi i daje kopa. 2 kosze grzybów "przychodzi z lasu". W pewnym momencie śmiać mi się chce,bo stwierdzam,że rozmawiam z 4 Chłopami !
Ze swoim osobistym Chłopem i z drugim Chłopem,który akurat jedzie do nas pociągiem i który nakazał nazbierać pełne kosze grzybów dla niego(dlatego miast spać podarłam do lasu w podskokach).Z innym Chłopem(czyli trzecim) rozmawiam dzięki wynalazkom cywilizacji jakim jest internet.Czyli jest dwóch Chłopów jakby przy mnie ;).Nagle "wpada" czwarty i z uśmiechem na gębie(uśmiech jak duża kiść bananów,bo,że ma banana na gębie to mało ;D) mówi:-"Mam coś dla Ciebie".No i tak prowadzimy sobie wspólną konwersacje przy kawie,gdy drugi Chłop dzwoni do drzwi.Zgrywus nie powiedział o której godzinie będzie pociąg i od dworca PKP przyszedł pieszo.Jeszcze i trochę grzybów nazbierał co by nie było,że tylko rozkazy wydaje.
Osobisty Chłop wiadomo-czasem wkurzy,a czasem przytuli.Czasem da reprymendę,czasem pochwali... ;)
Chłop z pociągu to dusza człowiek i taka pomocna dłoń co zawsze pyta gdy do nas przyjdzie:-Co Ci zrobić czego Ci twój Chłop nie zrobił?
<I tu bez podtekstów proszę ;)>
Chłop następny to taki serdeczny kumpel co to mam z nim przejechać się bardzo szybko jego autem i on ma nie bać się mimo ,że ja będę "powozić" ;D
Chłop co ma banany na gębie to bratucha.Jako dzieci byliśmy sobie obojętni,a teraz często gadamy o życiu jakby to je trochu ulepszyć.Cieszy mnie ten Chłop bardzo,bo widać jak się zmienił przez ostatnie lata,miesiące.A był o krok od tego,by spaść na dno.
Tak mi w niedzielę te Chłopy zawróciły w głowie,że nie chciało mi się nawet spać po pracy na nocną zmianę i wytrwałam do godziny ok 23.W tym sympatycznym rozgardiaszu nie wiadomo kiedy mijął dzień.
Siedzieliśmy w kuchni,przykładaliśmy do pieca,wdychaliśmy aromat suszonych grzybów i słuchaliśmy muzyki.Czerwone gitary leciały cały wieczór. Chłop co do nas przyjechał gwizdał w rytm Dobrych Dni . Jak do nas przyjeżdża to są jego dobre dni,bo taki wyjazd to odskocznia od trudnej dla niego codzienności w jego własnym domu.
W poniedziałek też miałam doczynienia z Chłopami,a to dzięki temu,że ten Osobisty wydumał bym sobie 2 dni urlopu wykorzystała na odpoczynek.Dobra rada nie jest zła,więc skorzystałam,bo 13 dni pod rząd w pracy przestaje cieszyć nawet pracoholika.
Teraz jestem jakby na luzie.Czyli bez pośpiechu,bez świadomości,że muszę na czas zdążyć.Zamieniłam parę słów z Chłopami swymi,co tyrają przy budowie.Jednego tylko Chłopa nie "złapałam" by pogadać,bo pewno nie ma czasu.Jak mam czas ja to on nie ma i odwrotnie.Trudnoświetnie!Z braku rozrywki idę na grzyby :)
W sobotę rano po pracy na nocnej zmianie grzybobranie,a potem wypad do miasta.Szybkie spanie i wspólne sortowanie,suszenie i gotowanie grzybów.Mimo,że snu ciut mało stwierdzam,że sobota była dobrym dniem i gdzieś tam stuka w głowie,że jutro będzie podobnie.Niedziela podobna.Poranna czarna i mocna kawa doskonale budzi i daje kopa. 2 kosze grzybów "przychodzi z lasu". W pewnym momencie śmiać mi się chce,bo stwierdzam,że rozmawiam z 4 Chłopami !
Ze swoim osobistym Chłopem i z drugim Chłopem,który akurat jedzie do nas pociągiem i który nakazał nazbierać pełne kosze grzybów dla niego(dlatego miast spać podarłam do lasu w podskokach).Z innym Chłopem(czyli trzecim) rozmawiam dzięki wynalazkom cywilizacji jakim jest internet.Czyli jest dwóch Chłopów jakby przy mnie ;).Nagle "wpada" czwarty i z uśmiechem na gębie(uśmiech jak duża kiść bananów,bo,że ma banana na gębie to mało ;D) mówi:-"Mam coś dla Ciebie".No i tak prowadzimy sobie wspólną konwersacje przy kawie,gdy drugi Chłop dzwoni do drzwi.Zgrywus nie powiedział o której godzinie będzie pociąg i od dworca PKP przyszedł pieszo.Jeszcze i trochę grzybów nazbierał co by nie było,że tylko rozkazy wydaje.
Osobisty Chłop wiadomo-czasem wkurzy,a czasem przytuli.Czasem da reprymendę,czasem pochwali... ;)
Chłop z pociągu to dusza człowiek i taka pomocna dłoń co zawsze pyta gdy do nas przyjdzie:-Co Ci zrobić czego Ci twój Chłop nie zrobił?
<I tu bez podtekstów proszę ;)>
Chłop następny to taki serdeczny kumpel co to mam z nim przejechać się bardzo szybko jego autem i on ma nie bać się mimo ,że ja będę "powozić" ;D
Chłop co ma banany na gębie to bratucha.Jako dzieci byliśmy sobie obojętni,a teraz często gadamy o życiu jakby to je trochu ulepszyć.Cieszy mnie ten Chłop bardzo,bo widać jak się zmienił przez ostatnie lata,miesiące.A był o krok od tego,by spaść na dno.
Tak mi w niedzielę te Chłopy zawróciły w głowie,że nie chciało mi się nawet spać po pracy na nocną zmianę i wytrwałam do godziny ok 23.W tym sympatycznym rozgardiaszu nie wiadomo kiedy mijął dzień.
Siedzieliśmy w kuchni,przykładaliśmy do pieca,wdychaliśmy aromat suszonych grzybów i słuchaliśmy muzyki.Czerwone gitary leciały cały wieczór. Chłop co do nas przyjechał gwizdał w rytm Dobrych Dni . Jak do nas przyjeżdża to są jego dobre dni,bo taki wyjazd to odskocznia od trudnej dla niego codzienności w jego własnym domu.
W poniedziałek też miałam doczynienia z Chłopami,a to dzięki temu,że ten Osobisty wydumał bym sobie 2 dni urlopu wykorzystała na odpoczynek.Dobra rada nie jest zła,więc skorzystałam,bo 13 dni pod rząd w pracy przestaje cieszyć nawet pracoholika.
Teraz jestem jakby na luzie.Czyli bez pośpiechu,bez świadomości,że muszę na czas zdążyć.Zamieniłam parę słów z Chłopami swymi,co tyrają przy budowie.Jednego tylko Chłopa nie "złapałam" by pogadać,bo pewno nie ma czasu.Jak mam czas ja to on nie ma i odwrotnie.Trudnoświetnie!Z braku rozrywki idę na grzyby :)
wtorek, 17 września 2013
Kumulacja trwa!
Właśnie kipią śliwki i pachnie sztuka mięsa na obiad dla Chłopów co pracują na naszej budowie.Bigos czeka na dogotowanie,bo wczoraj padałam po 18 i o 21 byłam gotowa by iść na nocną zmianę.Bigos ponoć 3 dni gotujemy i tak zapewne będzie. Zaraz wyjazd do miasta na sprawunki związane z budową itp.
Wczoraj zadałam Chłopu pytanie:-Chcesz się pokłócić czy zły jesteś,że nie ma obiadu...? Ale za 20 minut panowie jedli i żartowaliśmy co to jeszcze można na szybkiego robić ;)
Nie wiem jak to jest tam gdzie kierują moim żywotem,ale pewnie mają tam wielki bałagan ;>
Wczoraj wyjazd do urzędu gminy z Młodą,drobne zakupy i krótka wizyta w ARR w celu odebrania paszportu dla cielaczka.Spać mi się chciało,ale Młoda powoziła autem więc miałam labę dopóki mi nie wręczyła kluczy i powiedziała,że "znikam na chyba 2 dni".Drobne prace przy remoncie wynajętego mieszkania i rekompensata za pracowite wakacje kryją się za tym znikaniem.Młody zawzięcie naprawia motor i bardzo zakręcony jest składaniem silnika i skrzyni biegów i coraz to prosi bym mu coś podtrzymała lub przytrzymała.Z tego powodu conieco mi powidła śliwkowe przywarły do dna ;)
To napisałam 30 lipca i zapewne oderwana od kompa pobiegłam robić coś innego.Dziś /jak mi się uda /C.D.
Przed chwilą byłam na balkonie,by zebrać pranie.Niewiele,bo 3 automaty wisiały uprane i wysuszone i już chyba 3 dzień tak sobie się suszyły i wilgotniały od porannych mgieł i wczesno-jesiennych deszczy.Idąc ze strychu umyśliłam pozbawić sznurki przyodziewku.Składałam ubrania na pół i przewieszałam przez balustradę balkonu sortując na kupki:to Chłopa,to moje,to Młodej,to Młodego i te duże czyli pościel,koce ręczniki.Składając słuchałam konwersacji Chłopa i Teściowej na podwórku czy robić tak czy inaczej itp.Mi zaprzątnęła głowę myśl jak tu się zabrać ze wszystkim.Kopiec prania,bielizna i skarpety zapakowane do kosmetyczki,buty związane sznurowadłami i przewieszone przez ramię i słoik z którym wracałam przecie ze strychu.Wszystko zaniosłam i rozłożyłam na oparciach foteli i kanap w celu dosychania.Nawet słoik cały!Trza se radzić-pomyślałam-(rzekł baca zawiązując buta stringami-tak kiedyś komuś powiedziałam) i nie chodzić po kilka razy by nie tracić czasu.Zeszłam do piwnicznej kuchni,a tam olaboga!!!!Sok z gruszek z sokownika kapie na podłogę!Szybko zabezpieczyłam wężyk ściskającym drucikiem i wytarłam podłogę.Dobrze,że niewiele,bo szkoda soku.I zapomniałam o druciku!!Ponadto szkoda pracy,bo rano doprowadziłam kuchnię do błysku.W internetowym radiu leciała piosenka,którą bardzo lubię i nie lubię.Lubię,bo lubię piosenki z przekazem i nie lubię jej zarazem bo słuchając mimowolnie skłaniam się do przemyśleń o swoim życiu.Szczęściem piosenka się skończyła ,a ja zajęłam się krojeniem gruszek do suszenia i na nalewkę.Umyłam się,wskoczyłam w spodnie i w bluzę z kapturem i w swoje ulubione adidasy.Bieliznę jakby co też mam na sobie ;P ;P ;P mimo,że idę pracować w godzinach nocnych.Śmiechawko-głupawka mnie bierze ;)
Wrócę jednak jeszcze do czasu żniw...Kombinowaliśmy jakby bez pomocy Młodych obkosić swoje pola i trochę zarobić dodatkowo na usługach.Chłop pilnował kombajnu,a moim zadaniem była szybka interwencja w razie awarii i odwożenie zboża z pola.Szło dobrze,awarii nie było zbytnio,ale zdarzały się nieciekawe sytuacje.Np:kosimy duży areał pola.W oczekiwaniu na pełny zbiornik jeżdżę sobie kombajnem z Chłopem jako pasażer na gapę.Ledwie stoję na rozgrzanej blasze podestu,bo mam trampki z cienką podeszwą,a upał jak nie wiem co.Potem jadę traktorem ze zbożem.Mam odczepić przyczepę pełną zboża i podczepić drugą;pustą na zboże i szybko wracać na pole.Niespodziewanie nie radzę sobie przy odczepianiu,klnę ze złości,potem płaczę. Potem i klnę i płaczę jednocześnie.Udaje się! Za pierwszym podjazdem trafiam na zaczep pustej przyczepy,podczepiam i szybko na pole by Chłop nie czekał.Zajeżdżam akurat ,gdy kończy kosić.Zsypuje zboże i jedzie na usługi,a ja do domu.Parkuję traktor na środku podwórka,bo nie mam jeszcze zdolności cofania traktorem z przyczepą(muszę poćwiczyć ;) ).Niech se Chłop sam wcofie ;)
Za kilka dni śmiejemy się późnym wieczorem wspólnie z Chłopem,że kiedyś któreś z nas zesra się w biegu ;D.Jest to koniec tygodnia,koniec 3 zmiany u mnie w pracy i mamy pokoszone zboże i siano schowane w stodole.Siano sama obracałam korzystając z traktora i maszyny zwanej obracarką.Nikogo nie rozjechałam,siano zgrabione w równe wałki i w sposób taki,że nie było problemu by zajeżdżać traktorem z przyczepą samozbierającą.Chłop w ramach pochwały zaproponował wieczorny toast wódką żurawinową :)
Potem zaczęła się budowa.Jednocześnie zaczęła się wprowadzka do wynajętego mieszkania dla mojej studentki i mego ucznia.Drobny remont i inne małe problemy związane z zamieszkaniem w stolicy Podlasia odległej o 110 km.Kopiec dokumentów do stypendium socjalnego,które trzeba zgromadzić.Dodatkowo kilka wizyt w bankach i innych urzędach co mógłby zrobić Chłop,a robię ja.Ponadto ogórki,pomidory,cukinie,papryki,śliwki i inne dary natury trzeba pakować do słoików,bo młodzież zapowiada,że "wszystko zeżremy!".
Sam fakt,że sos pomidorowo-paprykowo-czosnkowo-cukiniowy jest zrobiony z 30 kg samych pomidorów mówi chyba sam za siebie.
W międzyczasie muszę wyrzucać na luz i też robić co lubię.Np wioząc telefon Chłopu na pole(zapomniał z pośpiechu) pstrykam kilka fotek. Kupuję co mi Chłop nakazał i szwendam się po mieście,bo znudził mi się ciągły pośpiech.Wcześniej w czasie wolnego dnia robiliśmy zakupy razem,ale zapomnieliśmy o niektórych rzeczach.Chyba z powodu śmiesznej sytuacji...Gadam do Chłopa:-chodź na lody.Idziemy.Zamawiamy średnie włoskie z polewą czekoladową i każę Chłopu płacić.Żali się biedaczysko młodej dziewczynie w okienku budki z lodami,że wredna żona bo zaprosiła go na lody,a płacić nie chce ;]
I tu też przerwa,bo zaklikałam się i mało co nie zapomniałam,że ok 21.30 muszę wyjeżdżać do pracy.
Budowa idzie jakoś.Spełniam rolę ekspresowego dostawcy,gdy nagle okazuje się,że jest potrzebny jakiś inny rodzaj drutu,mniejsze gwoździe czy tarcza widiowa do szlifierki kątowej.Rola kucharki to jest oczywiście oczywista.Często pomaga lub wyręcza mnie Młoda,która jest tam wszędzie,gdzie nie mamy czasu lub zapomnimy zajrzeć.A to psom wodę zaniesie,a to cielakom trawy nawozi,a to słomy do obory,a to jajka pozbiera,a to ziemniaków nakopie.Mówi,że jest bardziej zmęczona i pracą i myśleniem "co studiować".Mam ciągle w głowie jej ironiczno-żartobliwie-żałosny okrzyk:-"Matka!Co ja mam ze sobą robić w tym życiu!?" Takie pytanie zadawała sobie jeszcze w gimnazjum,a teraz mówi,że będzie rzucać monetą,by wybrać wydział na Akademii Medycznej:lekarsko-dentystyczny (na którym jest jeszcze) lekarski(na który została przyjęta w ostatniej rekrutacji).I jeszcze zostaje ten żal,że może kierunek na który została przyjęta w pierwszej rekrutacji Robotyka i Automatyka maszyn były lepszy jeśli chodzi o rynek pracy...
Przerwa kilkuminutowa...
Dużo tego wszytkiego jest i nawet się nie pamięta co się wczoraj robiło.Śmieszne incydenty często zapadają w pamięci jak np pies,który został Prezesem ;)
Dzwonię do Chłopa by dopytać się o rodzaj tarczy do szlifierki,a ten nie odbiera.Złość mnie bierze,a okazuje się,że niesłusznie,bo pies zabawił się telefonem Chłopa gryząc go.Telefon traci zasięg i Chłop jest nieosiągalny,a ja po wyjaśnieniu się sprawy śmieję się do łez.Z tymi telefonami to dobra sprawa.Gdy ktoś do mnie dzwoni słyszę melodię i słowa : "wszystko samo za mnie się robi,wszystko samo za mnie się dzieje...".
Zazwyczaj telefon dzwoni jak coś robię,a mam tylko 2 ręce.A czasami mi się gadać nawet nie chce...
Ponadto rozpoczął się sezon grzybowy.Udało mi się nawet 3 razy pójść do lasu i nazbierać trochę.
Teraz szybko kończę,bo mam do zasłoikowania masę gruszkową i kanie czubajki do smażenia .Może zrobię je w zalewie octowej ? Może zadzwonię do Młodej i zapytam czy podjęła już tę ważną decyzję?Albo do Młodego,by podroczyć się z nim,że jego motor stoi nakryty plandeką i że nie dam rady tej bestii ruszyć by zaprowadzić do garażu i że rdzewieje mu jego aprilia na deszczu ;) Może nastawię pranie,bo jakiś kopiec z ubraniami powstaje ;) Może obiorę,pokroję i zamrożę cukinię?Może pójdę zobaczyć ile jest jeszcze bzu czarnego na drzewach i w jakim stanie są śliwki węgierki po ostatnich opadach deszczu...Bo na grzyby to już zbraknie czasu.Ehhh...grzyby...Znowu może mi się przyśni,że Chłop z Młodą na wyścigi zbierają prawdziwki.Nie wiem czy będzie czas na sny,bo trzeba szybko spać i iść na noc do pracy ;)
Ooooooo! Już mi Chłop robotę zapodał !
I ja,nie lubiąca zimy mówię coraz częściej:aby do zimy!!!
P.s.Błędy gramatyczne i stylistyczne być może poprawię wkrótce.Szkoda mi czasu na "editki" ;)
Wczoraj zadałam Chłopu pytanie:-Chcesz się pokłócić czy zły jesteś,że nie ma obiadu...? Ale za 20 minut panowie jedli i żartowaliśmy co to jeszcze można na szybkiego robić ;)
Nie wiem jak to jest tam gdzie kierują moim żywotem,ale pewnie mają tam wielki bałagan ;>
Wczoraj wyjazd do urzędu gminy z Młodą,drobne zakupy i krótka wizyta w ARR w celu odebrania paszportu dla cielaczka.Spać mi się chciało,ale Młoda powoziła autem więc miałam labę dopóki mi nie wręczyła kluczy i powiedziała,że "znikam na chyba 2 dni".Drobne prace przy remoncie wynajętego mieszkania i rekompensata za pracowite wakacje kryją się za tym znikaniem.Młody zawzięcie naprawia motor i bardzo zakręcony jest składaniem silnika i skrzyni biegów i coraz to prosi bym mu coś podtrzymała lub przytrzymała.Z tego powodu conieco mi powidła śliwkowe przywarły do dna ;)
To napisałam 30 lipca i zapewne oderwana od kompa pobiegłam robić coś innego.Dziś /jak mi się uda /C.D.
Przed chwilą byłam na balkonie,by zebrać pranie.Niewiele,bo 3 automaty wisiały uprane i wysuszone i już chyba 3 dzień tak sobie się suszyły i wilgotniały od porannych mgieł i wczesno-jesiennych deszczy.Idąc ze strychu umyśliłam pozbawić sznurki przyodziewku.Składałam ubrania na pół i przewieszałam przez balustradę balkonu sortując na kupki:to Chłopa,to moje,to Młodej,to Młodego i te duże czyli pościel,koce ręczniki.Składając słuchałam konwersacji Chłopa i Teściowej na podwórku czy robić tak czy inaczej itp.Mi zaprzątnęła głowę myśl jak tu się zabrać ze wszystkim.Kopiec prania,bielizna i skarpety zapakowane do kosmetyczki,buty związane sznurowadłami i przewieszone przez ramię i słoik z którym wracałam przecie ze strychu.Wszystko zaniosłam i rozłożyłam na oparciach foteli i kanap w celu dosychania.Nawet słoik cały!Trza se radzić-pomyślałam-(rzekł baca zawiązując buta stringami-tak kiedyś komuś powiedziałam) i nie chodzić po kilka razy by nie tracić czasu.Zeszłam do piwnicznej kuchni,a tam olaboga!!!!Sok z gruszek z sokownika kapie na podłogę!Szybko zabezpieczyłam wężyk ściskającym drucikiem i wytarłam podłogę.Dobrze,że niewiele,bo szkoda soku.I zapomniałam o druciku!!Ponadto szkoda pracy,bo rano doprowadziłam kuchnię do błysku.W internetowym radiu leciała piosenka,którą bardzo lubię i nie lubię.Lubię,bo lubię piosenki z przekazem i nie lubię jej zarazem bo słuchając mimowolnie skłaniam się do przemyśleń o swoim życiu.Szczęściem piosenka się skończyła ,a ja zajęłam się krojeniem gruszek do suszenia i na nalewkę.Umyłam się,wskoczyłam w spodnie i w bluzę z kapturem i w swoje ulubione adidasy.Bieliznę jakby co też mam na sobie ;P ;P ;P mimo,że idę pracować w godzinach nocnych.Śmiechawko-głupawka mnie bierze ;)
Wrócę jednak jeszcze do czasu żniw...Kombinowaliśmy jakby bez pomocy Młodych obkosić swoje pola i trochę zarobić dodatkowo na usługach.Chłop pilnował kombajnu,a moim zadaniem była szybka interwencja w razie awarii i odwożenie zboża z pola.Szło dobrze,awarii nie było zbytnio,ale zdarzały się nieciekawe sytuacje.Np:kosimy duży areał pola.W oczekiwaniu na pełny zbiornik jeżdżę sobie kombajnem z Chłopem jako pasażer na gapę.Ledwie stoję na rozgrzanej blasze podestu,bo mam trampki z cienką podeszwą,a upał jak nie wiem co.Potem jadę traktorem ze zbożem.Mam odczepić przyczepę pełną zboża i podczepić drugą;pustą na zboże i szybko wracać na pole.Niespodziewanie nie radzę sobie przy odczepianiu,klnę ze złości,potem płaczę. Potem i klnę i płaczę jednocześnie.Udaje się! Za pierwszym podjazdem trafiam na zaczep pustej przyczepy,podczepiam i szybko na pole by Chłop nie czekał.Zajeżdżam akurat ,gdy kończy kosić.Zsypuje zboże i jedzie na usługi,a ja do domu.Parkuję traktor na środku podwórka,bo nie mam jeszcze zdolności cofania traktorem z przyczepą(muszę poćwiczyć ;) ).Niech se Chłop sam wcofie ;)
Za kilka dni śmiejemy się późnym wieczorem wspólnie z Chłopem,że kiedyś któreś z nas zesra się w biegu ;D.Jest to koniec tygodnia,koniec 3 zmiany u mnie w pracy i mamy pokoszone zboże i siano schowane w stodole.Siano sama obracałam korzystając z traktora i maszyny zwanej obracarką.Nikogo nie rozjechałam,siano zgrabione w równe wałki i w sposób taki,że nie było problemu by zajeżdżać traktorem z przyczepą samozbierającą.Chłop w ramach pochwały zaproponował wieczorny toast wódką żurawinową :)
Potem zaczęła się budowa.Jednocześnie zaczęła się wprowadzka do wynajętego mieszkania dla mojej studentki i mego ucznia.Drobny remont i inne małe problemy związane z zamieszkaniem w stolicy Podlasia odległej o 110 km.Kopiec dokumentów do stypendium socjalnego,które trzeba zgromadzić.Dodatkowo kilka wizyt w bankach i innych urzędach co mógłby zrobić Chłop,a robię ja.Ponadto ogórki,pomidory,cukinie,papryki,śliwki i inne dary natury trzeba pakować do słoików,bo młodzież zapowiada,że "wszystko zeżremy!".
Sam fakt,że sos pomidorowo-paprykowo-czosnkowo-cukiniowy jest zrobiony z 30 kg samych pomidorów mówi chyba sam za siebie.
W międzyczasie muszę wyrzucać na luz i też robić co lubię.Np wioząc telefon Chłopu na pole(zapomniał z pośpiechu) pstrykam kilka fotek. Kupuję co mi Chłop nakazał i szwendam się po mieście,bo znudził mi się ciągły pośpiech.Wcześniej w czasie wolnego dnia robiliśmy zakupy razem,ale zapomnieliśmy o niektórych rzeczach.Chyba z powodu śmiesznej sytuacji...Gadam do Chłopa:-chodź na lody.Idziemy.Zamawiamy średnie włoskie z polewą czekoladową i każę Chłopu płacić.Żali się biedaczysko młodej dziewczynie w okienku budki z lodami,że wredna żona bo zaprosiła go na lody,a płacić nie chce ;]
I tu też przerwa,bo zaklikałam się i mało co nie zapomniałam,że ok 21.30 muszę wyjeżdżać do pracy.
Budowa idzie jakoś.Spełniam rolę ekspresowego dostawcy,gdy nagle okazuje się,że jest potrzebny jakiś inny rodzaj drutu,mniejsze gwoździe czy tarcza widiowa do szlifierki kątowej.Rola kucharki to jest oczywiście oczywista.Często pomaga lub wyręcza mnie Młoda,która jest tam wszędzie,gdzie nie mamy czasu lub zapomnimy zajrzeć.A to psom wodę zaniesie,a to cielakom trawy nawozi,a to słomy do obory,a to jajka pozbiera,a to ziemniaków nakopie.Mówi,że jest bardziej zmęczona i pracą i myśleniem "co studiować".Mam ciągle w głowie jej ironiczno-żartobliwie-żałosny okrzyk:-"Matka!Co ja mam ze sobą robić w tym życiu!?" Takie pytanie zadawała sobie jeszcze w gimnazjum,a teraz mówi,że będzie rzucać monetą,by wybrać wydział na Akademii Medycznej:lekarsko-dentystyczny (na którym jest jeszcze) lekarski(na który została przyjęta w ostatniej rekrutacji).I jeszcze zostaje ten żal,że może kierunek na który została przyjęta w pierwszej rekrutacji Robotyka i Automatyka maszyn były lepszy jeśli chodzi o rynek pracy...
Przerwa kilkuminutowa...
Dużo tego wszytkiego jest i nawet się nie pamięta co się wczoraj robiło.Śmieszne incydenty często zapadają w pamięci jak np pies,który został Prezesem ;)
Dzwonię do Chłopa by dopytać się o rodzaj tarczy do szlifierki,a ten nie odbiera.Złość mnie bierze,a okazuje się,że niesłusznie,bo pies zabawił się telefonem Chłopa gryząc go.Telefon traci zasięg i Chłop jest nieosiągalny,a ja po wyjaśnieniu się sprawy śmieję się do łez.Z tymi telefonami to dobra sprawa.Gdy ktoś do mnie dzwoni słyszę melodię i słowa : "wszystko samo za mnie się robi,wszystko samo za mnie się dzieje...".
Zazwyczaj telefon dzwoni jak coś robię,a mam tylko 2 ręce.A czasami mi się gadać nawet nie chce...
Ponadto rozpoczął się sezon grzybowy.Udało mi się nawet 3 razy pójść do lasu i nazbierać trochę.
Teraz szybko kończę,bo mam do zasłoikowania masę gruszkową i kanie czubajki do smażenia .Może zrobię je w zalewie octowej ? Może zadzwonię do Młodej i zapytam czy podjęła już tę ważną decyzję?Albo do Młodego,by podroczyć się z nim,że jego motor stoi nakryty plandeką i że nie dam rady tej bestii ruszyć by zaprowadzić do garażu i że rdzewieje mu jego aprilia na deszczu ;) Może nastawię pranie,bo jakiś kopiec z ubraniami powstaje ;) Może obiorę,pokroję i zamrożę cukinię?Może pójdę zobaczyć ile jest jeszcze bzu czarnego na drzewach i w jakim stanie są śliwki węgierki po ostatnich opadach deszczu...Bo na grzyby to już zbraknie czasu.Ehhh...grzyby...Znowu może mi się przyśni,że Chłop z Młodą na wyścigi zbierają prawdziwki.Nie wiem czy będzie czas na sny,bo trzeba szybko spać i iść na noc do pracy ;)
Ooooooo! Już mi Chłop robotę zapodał !
I ja,nie lubiąca zimy mówię coraz częściej:aby do zimy!!!
P.s.Błędy gramatyczne i stylistyczne być może poprawię wkrótce.Szkoda mi czasu na "editki" ;)
czwartek, 25 lipca 2013
NIEWYRÓBA!
Jednym słowem można powiedzieć,że taki trochę roboczy pęd...Albo gorący letni czas na wsi.Albo letni stres ;/
Zaczęło się gdy rozkryliśmy z plandeki kombajn zbożowy i gdy przeliczyliśmy ile trzeba kasy na przygotowanie go do żniw.Kasa gdzieś tam na drzewach rośnie jak to ktoś niedawno wspominał...
Ile trzeba pracy,by wyruszyć w pole i by zarobić wie tylko ten kto jest posiadaczem maszyny kosząco-młócącej.I ponadto niektórzy już wiedzą ile można zarobić,a najgorsze ,że ja nie wiem /:
Oprócz nadchodzących żniw młodzież do pracy w nieznane.Do pracy poleconej przez koleżankę.Do pracy z noclegami w nowo wybudowanych "hotelikach" na terenie bardzo dużej plantacji borówek.Dojazd tam też był sporym stresem za kierownicą z powodu braku konkretnych info gdzie jechać,z powodu objazdów i remontów dróg w stolicy Podlasia,z powodu ślimaczego tempa w drodze powrotnej i z powodu policji co stała z radarem na bardzo długiej prostej,gdzie wszyscy wyprzedzają wlokące się "kołowe ślimaki".Wiem,wiem... Każdy kierowca powinien zapłacić ok 1000 zł mandatu,by zapełnić dziurę budżetową ;>.Trudnoświetnie!Przeszczęśliwam,że na prawie 400 przejechanych km jeden jedyny raz wdepnęłam w gaz i zamelinowana w krzaczorach policja mnie zapała na fazie końcowej manewru zwanego wyprzedzaniem.Zmęczona i zła na ten materialny świat zaliczyłam jeszcze wizytę w firmie świadczącej usługi geodezyjne i zirytowana dniem ucięłam sobie drzemkę przed nocną zmianą w firmie.Nocna zmiana i dzienne robienie przetworów z wiśni,porzeczek i ogórków.Dojenie,gotowanie,dzwonienie i jeżdżenie za sprawunkami.Itp i itd... By pospać szkoda czasu,bo robota wygląda z każdego zakamarka,a krasnali do roboty nie ma.Płakać się chce i co możliwe odkładam na potem.Ale mimo wszystko zazwyczaj dopiero 20 minut przed wyjazdem do pracy wskakuję pod prysznic,suszę się,robię oko i jak zwykle na dobiegu.W pracy w myślach układam schemat dnia następnego,ale schemat zazwyczaj głośno wali się w gruz ,gdy wracam ok 6.15 z pracy.Ściągam buty i ubranie i śpię zanim przyłożę głowę do poduszki.Weekend też roboczy,a zwłaszcza niedziela.Śmiać się chce ,gdy wywieszam po południu pranie,a jadąca rowerem kobieta paczy na mnie i pewnie myśli:-pranie w niedzielę??? Taaaa...pranie,smalczyk do chleba i kiszonego zrobiony,obiad na poniedziałek przygotowany,zioła poskładane w słoje,strych ogarnięty i piwnica ze słoikami.Jak będę mieć czas też se pojeżdżę rowerem... ;)
Ale,żeby atrakcji nie było za mało i niedziela mimo wszystko nie była za spokojna zachorowała nam krasula- mamuśka 2-dniowego byczka Aleksandra.Noc spana mało i wczesny poranek niespokojny z powodu wizyty weterynarza.Ale odetchnęliśmy,bo oboje mają się dobrze,a weterynarz zainkasował tylko 160 zł za 10 minutową wizytę.Takie to życie na wsi...
Bratucha zaoferował się pomagać i wspólnie z Chłopem odpalili kombajn(wcześniej wypędzając pszczoły,które zagnieździły się w hederze-( komu tu się nie wiedzie-gadam z ironią,bo "kto ma pszczoły ten ma mniód" ;]) i wspólnie przygotowują plac pod budowę,która ma ruszyć gdzieś pomiędzy-pomiędzy żniwami.Ja zamawiam i dowożę co Chłopy potrzebują,załatwiam ostatnie sprawy związane z budową.Jak paczę na paliki co je geodeci pozostawili wytyczając granicę działki i budynku to czuję mrowienie przez plecy i lekkie przerażenie.Ale mimo,że bankomat mi pokazuje figę to i ja mu też pokaże!A co!Gotując obiad i jednocześnie piekąc ciasto łapię się na tym,że nie zajadam letnich stresów i sama sobie tego gratuluję!!!Choć stresują mnie nie opielone i nie ścięte jeszcze truskawki i niemożność pójścia na kurki to wiem,że lada dzień znajdę i na to czas.Czas pokaże-jak to ktoś gadał ;>
Żartuję też sama ze sobą,że wkładanie ogórków do słoików odstresowuje,więc polecam tym co mają letniego stresa ;D
W międzyczasie napisałam conieco i wrzuciłam na pendrive i przy okazji sprawunków w mieście korzystałam z bibliotecznego neta,by Ci co mnie szukają w necie wiedzieli,że teraz jest gorący czas u mnie i ponadto mam brak neta z powodu swoich niekompetencji komputerowych ;)
........i chyba bardzo lapidarnie napisałam ;)
I śmiać mi się chce jak paczam na swoje nogi ;D
Ot dama w porwanych trampkach ;D
Zaczęło się gdy rozkryliśmy z plandeki kombajn zbożowy i gdy przeliczyliśmy ile trzeba kasy na przygotowanie go do żniw.Kasa gdzieś tam na drzewach rośnie jak to ktoś niedawno wspominał...
Ile trzeba pracy,by wyruszyć w pole i by zarobić wie tylko ten kto jest posiadaczem maszyny kosząco-młócącej.I ponadto niektórzy już wiedzą ile można zarobić,a najgorsze ,że ja nie wiem /:
Oprócz nadchodzących żniw młodzież do pracy w nieznane.Do pracy poleconej przez koleżankę.Do pracy z noclegami w nowo wybudowanych "hotelikach" na terenie bardzo dużej plantacji borówek.Dojazd tam też był sporym stresem za kierownicą z powodu braku konkretnych info gdzie jechać,z powodu objazdów i remontów dróg w stolicy Podlasia,z powodu ślimaczego tempa w drodze powrotnej i z powodu policji co stała z radarem na bardzo długiej prostej,gdzie wszyscy wyprzedzają wlokące się "kołowe ślimaki".Wiem,wiem... Każdy kierowca powinien zapłacić ok 1000 zł mandatu,by zapełnić dziurę budżetową ;>.Trudnoświetnie!Przeszczęśliwam,że na prawie 400 przejechanych km jeden jedyny raz wdepnęłam w gaz i zamelinowana w krzaczorach policja mnie zapała na fazie końcowej manewru zwanego wyprzedzaniem.Zmęczona i zła na ten materialny świat zaliczyłam jeszcze wizytę w firmie świadczącej usługi geodezyjne i zirytowana dniem ucięłam sobie drzemkę przed nocną zmianą w firmie.Nocna zmiana i dzienne robienie przetworów z wiśni,porzeczek i ogórków.Dojenie,gotowanie,dzwonienie i jeżdżenie za sprawunkami.Itp i itd... By pospać szkoda czasu,bo robota wygląda z każdego zakamarka,a krasnali do roboty nie ma.Płakać się chce i co możliwe odkładam na potem.Ale mimo wszystko zazwyczaj dopiero 20 minut przed wyjazdem do pracy wskakuję pod prysznic,suszę się,robię oko i jak zwykle na dobiegu.W pracy w myślach układam schemat dnia następnego,ale schemat zazwyczaj głośno wali się w gruz ,gdy wracam ok 6.15 z pracy.Ściągam buty i ubranie i śpię zanim przyłożę głowę do poduszki.Weekend też roboczy,a zwłaszcza niedziela.Śmiać się chce ,gdy wywieszam po południu pranie,a jadąca rowerem kobieta paczy na mnie i pewnie myśli:-pranie w niedzielę??? Taaaa...pranie,smalczyk do chleba i kiszonego zrobiony,obiad na poniedziałek przygotowany,zioła poskładane w słoje,strych ogarnięty i piwnica ze słoikami.Jak będę mieć czas też se pojeżdżę rowerem... ;)
Ale,żeby atrakcji nie było za mało i niedziela mimo wszystko nie była za spokojna zachorowała nam krasula- mamuśka 2-dniowego byczka Aleksandra.Noc spana mało i wczesny poranek niespokojny z powodu wizyty weterynarza.Ale odetchnęliśmy,bo oboje mają się dobrze,a weterynarz zainkasował tylko 160 zł za 10 minutową wizytę.Takie to życie na wsi...
Bratucha zaoferował się pomagać i wspólnie z Chłopem odpalili kombajn(wcześniej wypędzając pszczoły,które zagnieździły się w hederze-( komu tu się nie wiedzie-gadam z ironią,bo "kto ma pszczoły ten ma mniód" ;]) i wspólnie przygotowują plac pod budowę,która ma ruszyć gdzieś pomiędzy-pomiędzy żniwami.Ja zamawiam i dowożę co Chłopy potrzebują,załatwiam ostatnie sprawy związane z budową.Jak paczę na paliki co je geodeci pozostawili wytyczając granicę działki i budynku to czuję mrowienie przez plecy i lekkie przerażenie.Ale mimo,że bankomat mi pokazuje figę to i ja mu też pokaże!A co!Gotując obiad i jednocześnie piekąc ciasto łapię się na tym,że nie zajadam letnich stresów i sama sobie tego gratuluję!!!Choć stresują mnie nie opielone i nie ścięte jeszcze truskawki i niemożność pójścia na kurki to wiem,że lada dzień znajdę i na to czas.Czas pokaże-jak to ktoś gadał ;>
Żartuję też sama ze sobą,że wkładanie ogórków do słoików odstresowuje,więc polecam tym co mają letniego stresa ;D
W międzyczasie napisałam conieco i wrzuciłam na pendrive i przy okazji sprawunków w mieście korzystałam z bibliotecznego neta,by Ci co mnie szukają w necie wiedzieli,że teraz jest gorący czas u mnie i ponadto mam brak neta z powodu swoich niekompetencji komputerowych ;)
........i chyba bardzo lapidarnie napisałam ;)
I śmiać mi się chce jak paczam na swoje nogi ;D
Ot dama w porwanych trampkach ;D
Dziś i jutro
19 lat temu moja Młoda była takim małym bezbronnym dziecięciem ważącym 2,200 kg i mierzącym 49 cm.Dziś jest to młoda rezolutna dziewczyna i nie wiem jak to się stało(a co gorsza kiedy?!),ale tak jest.Nie robimy z tej okazji hucznej imprezy,ale życzenia smsem: "Bądź zdrowa i wesoła !" o 6.15 były dla niej radosnym rozpoczęciem dnia.Chciałam jeszcze dopisać...
Masz prawo mieć prawo
Masz prawo płakać
Masz prawo się wstydzić"
Tekst Grabaża z Pidżamy Porno,ale chciałabym byś wiedziała,że masz prawo się mylić i popełniać błędy ...
Cieszę się,że w końcu wyrosłaś ze swego największego kompleksu jakim były/i są skośne oczy.
Chyba już zawsze będziesz z tego żartować mówiąc,że matka miała romans z Chińczykiem ;)
Cieszę się,że chcesz ciężko pracować zamiast mieć najdłuższe w życiu wakacje.
Cieszę się że mam Ciebie!
Jutro po raz kolejny zapytam Chłopa jak wytrzymał ze mną 21 lat,bo tyle lat temu ożenił się ze zbuntowaną małolatą.Ja np nie wiem i nie będę tego dociekać ;)
Kiedyś mówił,że chyba by był głupi gdyby zrobił to jeszcze raz...
Teraz gdy go pytam mówi :
-"Jak tak bardzo chcesz możemy się żenić ;)
Mamy szynki i inne mięsa w zamrażarce,mamy nalewki w piwnicy i możemy się żenić codziennie ;)"
Żartuje bestia ;>
Mimo ,że bankomat pokazuje mi dwie figi(krzyżując przy tym ręce) kupię z tej okazji najlepsze cukierki czekoladowe lub największą czekoladę i zjem po 22:]
Ciekawe czy ja zjem więcej czy Chłop? ;)
"Masz prawo do dobrej zabawy
Do najbardziej ciężkostrawnych myśli nawetMasz prawo mieć prawo
Masz prawo płakać
Masz prawo się wstydzić"
Tekst Grabaża z Pidżamy Porno,ale chciałabym byś wiedziała,że masz prawo się mylić i popełniać błędy ...
Cieszę się,że w końcu wyrosłaś ze swego największego kompleksu jakim były/i są skośne oczy.
Chyba już zawsze będziesz z tego żartować mówiąc,że matka miała romans z Chińczykiem ;)
Cieszę się,że chcesz ciężko pracować zamiast mieć najdłuższe w życiu wakacje.
Cieszę się że mam Ciebie!
Jutro po raz kolejny zapytam Chłopa jak wytrzymał ze mną 21 lat,bo tyle lat temu ożenił się ze zbuntowaną małolatą.Ja np nie wiem i nie będę tego dociekać ;)
Kiedyś mówił,że chyba by był głupi gdyby zrobił to jeszcze raz...
Teraz gdy go pytam mówi :
-"Jak tak bardzo chcesz możemy się żenić ;)
Mamy szynki i inne mięsa w zamrażarce,mamy nalewki w piwnicy i możemy się żenić codziennie ;)"
Żartuje bestia ;>
Mimo ,że bankomat pokazuje mi dwie figi(krzyżując przy tym ręce) kupię z tej okazji najlepsze cukierki czekoladowe lub największą czekoladę i zjem po 22:]
Ciekawe czy ja zjem więcej czy Chłop? ;)
niedziela, 7 lipca 2013
Co tak ładnie pachnie?
...pyta mnie kolega z pracy.
-Po prostu się umyłam-żartuję ;)
Ale jest to najczęściej Elizabeth Arden Green Tea lub zapach Donny Karan DKNY be.D.W lub sporadycznie inne.Zapachy muszą być w tonacjach kwiatowych,świeżych z nutą cytrusów,orientu ,bo takie lubię najbardziej.Zimą w nawilżaczu dominują zapachy drzewne,róża lub pomieszanie np:róża,sandał i cedr,hiacynt lub wiele innych o których w tej chwili nie pamiętam.Miało być o naturalnych zapachach ;)
W tym roku z powodu opóźnionej wiosny nastąpiła eksplozja zapachów.Prawie jednocześnie kwitły czeremcha,bez,konwalie i akacje.
Po konwalie wyruszyłam ok godziny 21 przy okazji przejazdu w pobliżu konwaliowego miejsca i mimo,że są chronione uszczknęłam kilka ;>
Robinie akacjowe(potocznie zwane akacją) pachniały oszałamiająco na całą okolicę,bo jest ich mnóstwo.Porastają dziko nieużywane obecnie pastwiska.Można nawąchać się do bólu ;)
Zaraz po robiniach/akacjach pachnie jaśmin.Szczęściem są krzewy co pachną (tj.kwitną ) wcześniej i później.Te wczesne podkradałam u sąsiadki i ustawiałam we flakonie w sypialni,a te późniejsze też podkradałam,ale już w trakcie przejażdżek rowerowych,bo okoliczne okwitły.Można dostać zawrotów głowy,gdy się jedzie rowerem późnym wieczorem ; gdy czuć zapach ozonu w powietrzu,a na kierownicy jedzie olbrzymi pęk jaśminu i gdzieś z oddali pachnie wcześnie kwitnąca lipa.Najprostszy sposób pobudzenia zmysłów ;)
Mam nasuszone płatki jaśminu i do tego namówiłam kumpelę.Z mydlanymi oczami opowiadała mi wrażenia po wypiciu herbaty jaśminowo-miętowej ;D ;D ;D.Nasuszyłam też kwiatów lipy i również namówiłam kumpelę.Ciekawe czy też wymyśli jakąś kompozycję herbacianą ;D
Kumpela w ramach rekompensaty przyniosła mi "jakieś zielsko",które komisyjnie zdiagnozowano jako szałwię.Kilka listków urwałam i miałam w kieszeni roboczych ogrodniczek w pracy.Pachniały zabójczo!!!
Będąc w trasie "ukradłam" trochę płatków dzikiej róży,a że wyczytałam w necie,że się je suszy rozłożone na tkaninie to w pośpiechu rozsypałam na łóżku w sypialni.Płatki skrupulatnie zostały pozbierane przed pójściem do łóżka ;)
Obecnie lipa dosusza się i jeszcze pachnie w sypialni ;)
...i w kolejce czeka lawenda,która prosi się już o ścięcie(i pachnie jak nie wiem co!!!)
...i może ukradnę jeszcze róży
Fajnie tak wdychać zapachy natury.Zauważyłam,że siano w stodole pachnie bardziej niż na łące.Że las sosnowy bardziej pachnie po deszczu,polany poziomek podobnie.W lesie ponadto pachnie papieros wypalany przez grzybiarza,który szwenda się gdzieś tam w oddali (ale to chyba tylko dla mnie pachnie-z racji bycia nie palaczem od wielu,wielu lat). Po deszczu intensywnie pachnie maciejka,która wkrótce zakwitnie w moim ogródku.Czym można się jeszcze odurzyć wąchając?Np drzewem olchowym,ale już takim ściętym co jest przerobione na palety.
Z przyjemnych zapachów można jeszcze wyróżnić zapachy jedzenia i picia:świeżo zaparzonej kawy ,pieczonego chleba,suszonych grzybów lub czegoś innego smakowitego.Ciekawe jakim zapachem będę się napawać w trakcie dzisiejszej przejażdżki rowerowej ;)
-Po prostu się umyłam-żartuję ;)
Ale jest to najczęściej Elizabeth Arden Green Tea lub zapach Donny Karan DKNY be.D.W lub sporadycznie inne.Zapachy muszą być w tonacjach kwiatowych,świeżych z nutą cytrusów,orientu ,bo takie lubię najbardziej.Zimą w nawilżaczu dominują zapachy drzewne,róża lub pomieszanie np:róża,sandał i cedr,hiacynt lub wiele innych o których w tej chwili nie pamiętam.Miało być o naturalnych zapachach ;)
W tym roku z powodu opóźnionej wiosny nastąpiła eksplozja zapachów.Prawie jednocześnie kwitły czeremcha,bez,konwalie i akacje.
Robinie akacjowe(potocznie zwane akacją) pachniały oszałamiająco na całą okolicę,bo jest ich mnóstwo.Porastają dziko nieużywane obecnie pastwiska.Można nawąchać się do bólu ;)
Zaraz po robiniach/akacjach pachnie jaśmin.Szczęściem są krzewy co pachną (tj.kwitną ) wcześniej i później.Te wczesne podkradałam u sąsiadki i ustawiałam we flakonie w sypialni,a te późniejsze też podkradałam,ale już w trakcie przejażdżek rowerowych,bo okoliczne okwitły.Można dostać zawrotów głowy,gdy się jedzie rowerem późnym wieczorem ; gdy czuć zapach ozonu w powietrzu,a na kierownicy jedzie olbrzymi pęk jaśminu i gdzieś z oddali pachnie wcześnie kwitnąca lipa.Najprostszy sposób pobudzenia zmysłów ;)
Mam nasuszone płatki jaśminu i do tego namówiłam kumpelę.Z mydlanymi oczami opowiadała mi wrażenia po wypiciu herbaty jaśminowo-miętowej ;D ;D ;D.Nasuszyłam też kwiatów lipy i również namówiłam kumpelę.Ciekawe czy też wymyśli jakąś kompozycję herbacianą ;D
Kumpela w ramach rekompensaty przyniosła mi "jakieś zielsko",które komisyjnie zdiagnozowano jako szałwię.Kilka listków urwałam i miałam w kieszeni roboczych ogrodniczek w pracy.Pachniały zabójczo!!!
Będąc w trasie "ukradłam" trochę płatków dzikiej róży,a że wyczytałam w necie,że się je suszy rozłożone na tkaninie to w pośpiechu rozsypałam na łóżku w sypialni.Płatki skrupulatnie zostały pozbierane przed pójściem do łóżka ;)
Obecnie lipa dosusza się i jeszcze pachnie w sypialni ;)
...i w kolejce czeka lawenda,która prosi się już o ścięcie(i pachnie jak nie wiem co!!!)
...i może ukradnę jeszcze róży
Fajnie tak wdychać zapachy natury.Zauważyłam,że siano w stodole pachnie bardziej niż na łące.Że las sosnowy bardziej pachnie po deszczu,polany poziomek podobnie.W lesie ponadto pachnie papieros wypalany przez grzybiarza,który szwenda się gdzieś tam w oddali (ale to chyba tylko dla mnie pachnie-z racji bycia nie palaczem od wielu,wielu lat). Po deszczu intensywnie pachnie maciejka,która wkrótce zakwitnie w moim ogródku.Czym można się jeszcze odurzyć wąchając?Np drzewem olchowym,ale już takim ściętym co jest przerobione na palety.
Z przyjemnych zapachów można jeszcze wyróżnić zapachy jedzenia i picia:świeżo zaparzonej kawy ,pieczonego chleba,suszonych grzybów lub czegoś innego smakowitego.Ciekawe jakim zapachem będę się napawać w trakcie dzisiejszej przejażdżki rowerowej ;)
poniedziałek, 27 maja 2013
Odezwa do matek i dzieci !
Swoją "niby odezwę" chciałabym dedykować wszystkim matkom co dzieci tylko w dowodach* miały i wychowywały(albo co gorsza wyhodowały) je tylko po to , by na starość było komu podać przysłowiową łyżkę wody...
Moja dedykacja
Dzieciom chciałabym życzyć słowami Robba Maciąga ,które we mnie utkwiły w trakcie lektury jego książki "Rowerem przez Chiny,Wietnam i Kambodżę"
Jako matka nie zastanawiająca się nad macierzyństwem starałam się wychować swe pociechy na ludzi z którymi będzie dobrze innym ludziom.Chciałam, by byli to ludzie otwarci,tolerancyjni i obiektywni.Czasem skrzyczałam,czasem dałam klapsa.Poszłam do psychologa dziecięcego mimo protestu,że szukam problemu.Dużo tłumaczyłam i wyjaśniałam.Przytulałam jak były chore i płakałam razem jak tort na 10 urodziny spadł z blatu kuchennego na podłogę.Inne matki zabraniały,a ja pozwalałam.Nosiłam na barana i biegałam razem na kolanach bawiąc się w wymyślane zabawy.Nakazywałam mówić nawet o najgorszym.
-Mamo!Mam 3 nowiny.2 złe i jedna dobra,bo pobiłem nowe okulary,z klasówki z matmy dostałem 5,a za brak pracy domowej z polskiego 2 .
Pomagałam rozwiązywać najtrudniejsze problemy.Kontrolowałam tak,by o tym nie wiedziały.Dużo rozmawiałam.Czasami musztrowałam i pouczałam.Często prosiłam zamiast zmuszać.
Dziś poprosiłam Młodą by mi odtworzyła widzianą kiedyś satyrę.Za drugim podejściem prawie się jej udało.Nie pytała po co to mi potrzebne,bo uczyłam,by nie zadawać niepotrzebnych pytań jak się domyślasz ,że nie będzie odpowiedzi.
Tak toto wygląda ;)
Tak sobie myślę (patrząc na 2-minutowy szkic) ile to jeszcze rozmów i dyskusji przed nami na prawie wszystkie tematy.Rozmów sam na sam z Młodą lub we troje z Młodym lub we czworo z dodatkiem Chłopa. Czy można w ubraniu wleźć pod kołdrę i obgadywać ważne i ciekawe tematy?Czy tak się wychowuje dzieci?U mnie tak.U mnie dzieci są moimi kumplami.Potrafimy posprzeczać się do łez.Czasami te łzy udowadniają ile dla siebie znaczymy.Strofowałam Młodego za zakupiony bukiet róż(bo wiadomo-kasa...),a Młody mi,że kasa to nie wszystko i że jestem więcej warta i że te 3 róże nie uczyni spustoszenia na koncie bankowym i by dużo nie gadać skwitował:
-Masz mamuchna buziaka i nie marudź!!!!
Młoda żartowała:
-Matka!Robię kawę!Wyskakuj z tych czekoladek co Ci je kupiłam!Wszyscy zjemy i wszyscy utyjemy!
Wygłupialiśmy się rodzinnie przy kuchennym stole i ustaliliśmy,że na 1 czerwca będzie jakieś dobre ciasto,bo te z 26 maja szybko ktoś zjadł :))
*Szczęściem dziś dowody osobiste są dokumentem w rodzaju karty,a nie jak kiedyś za PRL-książeczki min.z wpisanymi dziećmi...
P.S.Nie złożyłam życzeń swojej matce...
Nawet smsa nie wysłałam...
Moja dedykacja
Dzieciom chciałabym życzyć słowami Robba Maciąga ,które we mnie utkwiły w trakcie lektury jego książki "Rowerem przez Chiny,Wietnam i Kambodżę"
Międzynarodowy Dzień Dziecka.Święto wszystkich mijanych dziś dzieci.Zbierających drewno,pracujących w polu,w cegielni,w przydrożnych sklepikach.Święto dzieci śpiących po kilka godzin,których zabawki to papierowe samoloty i plastikowe butelki.Czasem pleciona z bambusa piłka.Święto dzieci zmuszanych do żebractwa ,złodziejstwa i prostytucji.Święto milionów,które płaczą z głodu.Święto tysięcy,które z powodu tego głodu jeszcze dziś umrą...w Międzynarodowy Dzień dziecka.
-Mamo!Mam 3 nowiny.2 złe i jedna dobra,bo pobiłem nowe okulary,z klasówki z matmy dostałem 5,a za brak pracy domowej z polskiego 2 .
Pomagałam rozwiązywać najtrudniejsze problemy.Kontrolowałam tak,by o tym nie wiedziały.Dużo rozmawiałam.Czasami musztrowałam i pouczałam.Często prosiłam zamiast zmuszać.
Dziś poprosiłam Młodą by mi odtworzyła widzianą kiedyś satyrę.Za drugim podejściem prawie się jej udało.Nie pytała po co to mi potrzebne,bo uczyłam,by nie zadawać niepotrzebnych pytań jak się domyślasz ,że nie będzie odpowiedzi.
Tak toto wygląda ;)
Tak sobie myślę (patrząc na 2-minutowy szkic) ile to jeszcze rozmów i dyskusji przed nami na prawie wszystkie tematy.Rozmów sam na sam z Młodą lub we troje z Młodym lub we czworo z dodatkiem Chłopa. Czy można w ubraniu wleźć pod kołdrę i obgadywać ważne i ciekawe tematy?Czy tak się wychowuje dzieci?U mnie tak.U mnie dzieci są moimi kumplami.Potrafimy posprzeczać się do łez.Czasami te łzy udowadniają ile dla siebie znaczymy.Strofowałam Młodego za zakupiony bukiet róż(bo wiadomo-kasa...),a Młody mi,że kasa to nie wszystko i że jestem więcej warta i że te 3 róże nie uczyni spustoszenia na koncie bankowym i by dużo nie gadać skwitował:
-Masz mamuchna buziaka i nie marudź!!!!
Młoda żartowała:
-Matka!Robię kawę!Wyskakuj z tych czekoladek co Ci je kupiłam!Wszyscy zjemy i wszyscy utyjemy!
Wygłupialiśmy się rodzinnie przy kuchennym stole i ustaliliśmy,że na 1 czerwca będzie jakieś dobre ciasto,bo te z 26 maja szybko ktoś zjadł :))
*Szczęściem dziś dowody osobiste są dokumentem w rodzaju karty,a nie jak kiedyś za PRL-książeczki min.z wpisanymi dziećmi...
P.S.Nie złożyłam życzeń swojej matce...
Nawet smsa nie wysłałam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)