piątek, 24 lipca 2015

Wszystko da się przeżyć...

I wcale nie wzoruję się na cytacie Wojciecha Kuczoka:

 "Przeżyć da się wszystko, oprócz własnej śmierci."

Można przeżyć...
... gdy Ci zaserwują zupę z kurek z dodatkiem fasoli po bretońsku(gotowiec ze słoika) i groszku konserwowego...
...gdy osoba chora na schizofrenię twierdzi,że zgrubiały naskórek na piętach nie da się usunąć(???);kawa jest dobra na kości(!!!),a coca-cola na mózg(!!!!)
...gdy sztućce rzekomo umyte są tłuste...
...gdy przez otwarte na oścież drzwi wlatują wstrętne muchy (w sypialni skrupulatnie je tłukę łapką na muchy,bo nie lubię jak ktoś zagląda mi do oczugdy śpię)
...bałagan w łazience,kilka kubków po kawie na blacie kuchennym,zalana płyta kuchenna...

             "Ludzie wojnę przeżyli i żyją i my musimy przeżyć problemy,które nas dotykają"

Do takiego wniosku doszłyśmy dziś w nocy z koleżanką.W nocy,bo pracowałyśmy na 3 zmianę.Zapierdol był niemiłosierny,ale przeżyliśmy wszyscy ;)
Na spokojnie i nie nerwowo.

Wczoraj (w dzień jeszcze) pocieszałam panią,która bała się badania endoskopowego.
Trzęsły się jej ręce i cała była spocona.
-Spokojnie.Przeżyje pani gastroskopię.Wszyscy przeżyli to i pani przeżyje.Niemiłe jest to badanie-fakt,ale trzeba to przeżyć-próbowałam pocieszyć.
-Wiem-odpowiedziała drżącym głosem-A pani nie boi się?-zapytała mnie z zaciekawieniem.
-Nie.Czuję się jakbym szła do koleżanki na kawę i pogaduszki-powiedziałam za śmiechem widząc zdumienie w oczach kobiety.Z sympatycznym lekarzem też żartowałam,bo zdumiały go moje duże oczy( z niewyspania zapewne) i to,że pracuję w nocy zamiast spać.
-Ja bym tego nie przeżył! Gdzież to pracować w nocy! Ratować życie ludzkie to rozumiem,ale pakować mrożonki!?-wykrzykiwał bardziej sam do siebie,bo nie mogłam już z nim polemizować,gdyż badanie było już w toku...
Przeżyłam je i mam się dobrze!

...przeżyłam i przetrawiłam zupę kurkowo-fasolowo-groszkową.Przemyłam sztućce i całą resztę. Przesortowałam kopiec ubrań.Zaraz zawieszę świeżo uprane firany i z ośmiolatką (jest u nas na wakacjach ) urządzimy akcję kryptonim <mucha>.


       Wszystko można przeżyć. I dobre i złe.
       Jak twierdzi Jan Twardowski:
       "W życiu mu­si być dob­rze i niedobrze.
       Bo jak jest tyl­ko dob­rze, to jest niedob­rze."


Trzeba tylko z dystansem patrzeć na świat,a czasami z przymrużeniem oka.
Czasami odpuścić,by nie zwariować.Martwić się tym co jest naprawdę ważne,a nie tym co mało istotne.
Wiem,że muszę przeżyć natłok wielu spraw i mnóstwa pracy.Wiem...
Dziś była pierwsza próba na polu...


Przeżyję!
Nie dam się zwariować!


p.s.
ośmiolatka wcina zupę z której wyławia kurki,
firany pachną,
a z komputera leci muzyka


tylko muchy są nadal złośliwe ;>

niedziela, 3 maja 2015

Sprzątanie szajsunga ;)



Od kiedy mam swego szajsunga staram się utrzymywać w nim siako taki porządek.I tak:
-nazwy własne osób mam zawsze(!) zapisane od nazwiska.
-nazwy najbliższych mam wpisane jako pierwsze kontakty(da się tak zrobić mimo,że ten ktoś nie jest na A ;) )i zapisane w całości są dużymi literami np:CHŁOP,MŁODY,MŁODA(oczywiście są to imiona)
-na koniec miesiąca kasuję wszystkie połączenia i ich czas i ilość wiadomości
-niektóre wiadomości chomikuję w "moich katalogach"
-osoby z którymi najczęściej mam kontakt telefoniczny mają przypisane melodie np Chłop-Enej-Myła moja,Młoda-Poparzeni Kawą Trzy-Kawałek do tańca,kumpel z którym często rozmawiam -Dżem-Żyj z całych sił,moja rodzinka-Świat wg Kiepskich Big Cyc.
Nie używam budzika,bo telefon mi za niego służy i wtedy mam go pod poduszką (wiem,że zdrowe to nie jest...)
Menadżer połączeń za m-sc kwiecień:
Połączenia wykonane: 2.35
Połączenia odebrane: 4.34
Wiadomości wysłane: 277
Wiadomości odebrane: 248

Wiadomości odebrane:
-Już w Białymstoku ;)
-Wiosna jak wiosna,dobrze że śniegu nie ma.
-106/120 z koła z antybiotyków :D szósty wynik na roku ;D
-Przejebane mieć mądre dzieci bo można się ze szczęścia posrać;))) Gratulacje!
-Śniło mi się,że byłam w Warszawie i wracałam do domu metrem bo zrobili połączenie aż do naszego domu ;D i teraz jest stacja metra u nas za garażem.Dostałam mandat za jazdę bez biletu,kosztował 42 zł chociaż schowałam się do kibla by uniknąć tego mandatu.Okazało się,że w kiblu są wielkie szyby i kanar podchodzi i dawaj bilet.W drodze rozkminiłam,że w W-wie świnie i pizza są dużo tańsze niż u nas i można je tu sprzedać i zarobić.Wróciliśmy do W-wy całą grupą,bo każdy dostał mandat.Każdy miał kupić po 2 prosiaki i po 2 pizze maxi ;D ;D ;D i wrócić i sprzedać.Miły sen bardzo;D.A i jeszcze ta W-wa to było Zakopane a na miejscu był jakiś psychopata,który nas hipnotyzował xD.

Wiadomości wysłane:
-Schab pieczony mogę zaoferować i flaki,które lekko słone są ;/
-Wyśpię się kiedyś,a w pracy nie było tak źle.Zresztą był czas przywyknąć ;.
-Kup 2 kg ogórków i kawałek kiełbasy cienkiej.
-Kurde!Ja Cb nie pobiję na sny.Ostatnio śniło mi się,że siedzę z kolegą na przystanku autobusowym w mojej rodzinnej miejscowości  i mamy gdzieś jechać razem,a jego żona mówi,że nie boi się nas razem puścić ;D.Wszystko było realne jak nie wiem co<szok>
-Dziś śniło mi się,że jechałam golfem bez włączonych świateł i fotoradar zrobił mi zdjęcie  hahaha.
-Maść na odciski Aflfarm.

Moje katalogi(wybiórcze ) :
-Znasz 3 kłamstwa studenta?Od jutra się uczę,od jutra nie  piję i dziękuję nie jestem głodny! ;)
-U nas tak waliło,że z przerażenia w trakcie jedzenia teściowej łyżka z rąk wypadła.Nie wiem czy nie walnęło nam w instalację,bo huknęło i błysnęło przy skrzynce z automatami od prądu.
-Wiesz coo? dzięki wielkie za życzenia,za portfel i za zawartość i wgl za wszystko kurde ;) ;***
-A za tego marcinka(ciasto) będę nosił Cię na rękach!!!!!
-Abyśmy zdażyłi zwieść 7 i 8 przyczepę słomy,bo burza idzie.Trzym kciukasy czym i jak się da!
-Jejku! Zasnęłam na siedząco w pracy w trakcie przerwy i śniło mi się,że "Chłop"(zamiennik imienia)  wynosi radio z piwnicy na strych bo zepsuło się.
-Nie dzwonić do 11,bo ubiję!! Bo śpię!!!
-Uważaj na siebie,bo śniło mi się,że miałaś wypadek samochodowy.
-Są wyniki z anty.Zdałam! 3,5 ;D Cud! ;D
-Są wyniki z pp.Mam 4.
-Na 100 m jestem na 6,na 400 chyba na 5 a sztafetą zajęłyśmy 2 miejsce i w następnym roku mam dodatkowe stypendium z tej okazji! xD.
-Dobry prezent dla ojca na urodziny mi się udał ;)
-Pewnie w pracy jesteś.Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.Miałam zaśpiewać,ale torturować Cię nie będę w tym dniu.Buziaki od wszystkich babek na te urodzinowe 2*18+vat ;D
-100 lat mamuśka! ;D
-Najlepszego stara dupo !;****
-Wyniki takie: polski podst  83%,angielski podst 98%,matma podst 96%%,biologia rozszerzona 80%,chemia rozszerzona 87%,angielski rozszerzony 71%.
-"Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi,bo nie jesteś sam(a)".Uśmiechnij się! Miłego dnia kumplu z wojska :)
-Niby nic się nie zmieniło,a dla XXXX lat przybyło.Noc ta sama ten sam dzionek a 40 ma skończone.Z tego powodu nie musi ryczeć,lecz z przebojem iść przez życie.
-Toć ja nie lekarz i to samo ci mówiłem:).Zmęczenie materiału i dlatego czekoladę gorzką kazałem ci jeść.I melisę parz,bo to dobrze działa na nerwy.Mniej roboty,więcej snu,a przed snem dziki sex i na uj ci doktory.Ty mnie słuchaj a zimą w trampkach chodzić nie będziesz;).Aaai jeszcze jakbyś spotkała tego co mi net i tel spier***** to mu walnij ode mnie ;)
-A co ty taka jak jakieś emo? Ciesz się kurde,lato przyszło,wszyscy weseli a ty narzekasz.
-Hahaha ;D aleś zabawna ;D  z tą starością to przesadzasz;>.My z Młodą mamy stosunkowo młodych rodziców;)















Kolejno:
-biały rower jaki chciałabym mieć-rozmawiałam z właścicielką,bardzo sympatyczną zresztą,widzę ją często jak "pomyka" na rowerze po mieście.
-wstawianie oktabina w windę bunkra zasypowego-z pracy.
-pieczone ślimaki i grzanki z masłem czosnkowym-smaczne było ;)
-pozostałości po motorze,który Młody zdecydował się sprzedawać na części.
-nielogiczny napis-fotka z pracy
-siew zboża jarego
-auto dostawcze(właśnie tak dowozimy zboże na odległe pola tzn zazwyczaj ja dowożę)
-kotka Karamba,
-mieszanka chińska,przy której produkcji pracowałam czyli fotka z pracy,
-prezent od kolegi zgrywusa-też fotka z pracy
-prezent od kolegi zgrywusa-fotka z pracy,
-testy skórne na alergię,
-napis na garażu w pobliskim miasteczku(ciekawe jak do tego ma się właściciel garażu),
-niespodzianka w pracy ;)(kolejna !)

Moje uwagi po sprzątaniu:
-bez telefonu trudno by było,ale by się przeżyło,
-chyba sentymentalna jestem,bo niektóre wiadomości mają nawet po 3 lata!!!
-bardzo lubię telefony rozsuwane tzw slajder i lubię się nim bawić rozsuwając i zsuwając(rzekomo to tik nerwowy...? )
-następny telefon ,będzie z lepszym aparatem do zdjęć,bo lubię fotografować dla samego fotografowania i jednocześnie poznawania i ewentualnie dyskusji np z Chłopem?czasami przechodzącej w sprzeczkę  ;)
-szajsunga mam od 6 września 2011 roku,a używany jest w dość drastycznych warunkach np niska temperatura w pracy,kurz w gospodarstwie rolnym,ogródku itd, duża wilgotność np w lesie podczas grzybobrania.

Chyba mało kto wyobraża sobie życie bez telefonu ;)
Przeżyłoby się,ale jak  jest to jest łatwiej.



piątek, 1 maja 2015

Świętować czy nie,a jeśli już to co i jak?

Wiele mam do powiedzenia na temat 3 dni świąt,ale  nie chcę się uruchamiać przed nocą ;>
Moje uwagi do świąt:
   Święto Pracy. Przepracowałam pilnie noc z 30 kwietnia na 1 maja w ramach 8 godzin pracy,przespałam się ok 5 godzin, potem pracowałam motyką w ogródku, potem przejechałam się traktorem MF 255 (by nie wyjść z wprawy-jak twierdzi mój Chłop/niech mu będzie że ma rację ;) ),w kuchni straciłam ok 3 godzin swego cennego czasu.Wystarczy tej pracy na 24-godzinną dobę!
  Dzień Flagi.  Nie posiadam flagi.Na pytania znajomych,dlaczego nie wywieszam wzruszam ramionami i niedbale mówię o wolności obywatelskiej.Proste.Nie chcę,nie mam ochoty to nie wywieszam.I nie życzę sobie,by ktoś twierdził,że nie jestem patriotą z powodu braku flagi na balkonie w dniu 2 maja.Rzekomo żyjemy w wolnym kraju...Rzekomo ...
  Święto Narodowe Trzeciego Maja. Czyli uchwalenie konstytucji 3 maja. Zbiór wyznaczników, praw,norm prawnych,moralnych itp. Gwarancja swobody i wolności obywatelskiej.
Można dużo pisać i mówić.Tylko...(patrz 1 linijka tekstu)










I żeby nie myśleć,nie mówić i nie pisać wypiję szklankę wina i pójdę spać.

sobota, 25 kwietnia 2015

Lubię robić dobrze ;D

Jakiś czas temu kolega z pracy w trakcie przerwy obiadowej wspomniał,że zjadłby swojskiego chleba.Oczywiście chodziło mu o taki pieczony w domu.
-Nooo...Taki świeży z masłem.Mniam,mniam...-mówię.
-A jeszcze jak pieczony w piecu chlebowym...-dodaję.
-No coś ty!!!!Taki chleb jeść z masłem!!!!? Toć to grzech!!!!
-A jak?-pytam.
-Sam.Bez żadnych dodatków.
Bez namysłu odpowiedziałam,że przy najbliższej okazji przyniosę mu kawałek.
Właśnie wczoraj to było.Kolega był wniebowzięty jak wynikało z tego co mi napisał w smsie. Rzekomo nie jadł nawet obiadu ;).
Uraczył się trzema pajdami chleba i stwierdził,że "chleb miodzio".
Czyli zrobiłam mu dobrze co skwapliwie potwierdził ;)
(Chleb wyglądał podobnie)



Moja koleżanka z pracy jest na zwolnieniu lekarskim.Odkleiła się/czy rozwarstwiła się siatkówka w  oku.Postanowiłyśmy ją odwiedzić.Koleżanka była przeszczęśliwa z tego powodu.Wspólnie przygotowałyśmy miejsce(ma bardzo małe mieszkanie),zrobiłyśmy kawę,nakroiłyśmy ciasta i zajęłyśmy się gadaniem na babskie tematy.A to o zdrowiu,a to o pracy,a to o tym,że takie spotkania to odskocznia od codziennego rejwachu. Zrobiłam/zrobiłyśmy dobrze i koleżance i sobie :)


I tak sobie pomyślałam...Niby nic ,a jak cieszy.Z 3 upieczonych chlebów połowę jednego oddalam koledze.Nie ubyło mi,nie zbiedniałam,a kolega zadowolony jak nie wiem co :)
Koleżankę odwiedziłam.Straciłam ogólnie ok 4 godzin,które poświęciłabym na....?
Nie wiem konkretnie co ;)

Lubię sprawiać ludziom przyjemność.Radość w oczach osoby,której zrobiłam dobrze jest nie do opisania.Poza tym dzielę się tym czym mogę się podzielić I co nie kosztuje mnie wiele.Chleb upieczony osobiście,jakiś sok lub syrop na przeziębienie,nalewka,wino,grzyby suszone lub marynowane.Lubię się zajmować tym co wymieniłam i lubię się tym dzielić.
Oczywiście nie oczekuję niczego w zamian!


Poza tym staram się robić dobrze sobie.Od kilku dni intensywnie używam roweru.I to nic,że jadę dość późno,bo ok godz 19.Nawet o tej porze zdążę nawdychać się zapachów przyrody,która ze zdwojoną siłą wybucha zielenią w różnych odcieniach,pachnie oszałamiająco młodymi trawami i kwiatami czeremchy. Jadąc w ciemnościach mogę patrzeć w niebo i jednocześnie nasłuchiwać szczekania lisa,trzasku łamanych gałęzi(zapewne jakiś większy spłoszony zwierz).Nie wiem jak to się dzieje,ale takie wypady rowerowe dają siłę do codziennej egzystencji.

Wczoraj żartowałam z Chłopem,że muszę mu zrobić dobrze.Narzekał,że boli mu głowa,bo wkurwiło go to co zobaczył na polu,a mianowicie ok 1,5 ha zboża jarego stratowały dziki.Zryły,zdeptały itp.Zboże jeszcze nie wzeszło,więc jest nadzieja,że materiał siewny nie poszedł na marne.
-Pamiętasz?-mówiłam-rok temu,a może nawet wcześniej też widywaliśmy zdeptane i zryte pola.Ale zboże porosło,bo przecież nie wybiorą z ziemi wszystkich ziaren.
-Dobrze,że posiałem dość gęsto-powiedział smętnie.
-Chyba trzeba pomyśleć o ogrodzeniu pól,bo nie ma innego wyjścia.
I opowiedział mi o planach i swoich pomysłach...

Uraczyłam Chłopa czekoladkami,które dostałam od koleżanki. A koleżanka sama je dostała wcześniej,a że niezbyt czekoladkowa jest,więc "puściła je w świat",a dokładnie przeze mnie przekazała je dla mego Chłopa.Coś tam marudziła,że skąpa jestem,że nie chcę swemu facetowi dogodzić i inne brednie,których nie będę powtarzać ;)
A Chłop jak to Chłop czekoladki skwapliwie ukrył,a dziś obdzielił nimi wszystkich pijących kawę ;)

Aaaaa! I znajomi wpadli dziś do nas na poranną kawę.Odkryli sklep gdzie sprzedają dobre ciasto i to za niezbyt wygórowaną cenę za kg. Oczywiście bez pieczenia mam ciasto w lodówce,bo znajomi kupili sobie i dla nas. Miłe to,nieprawdaż?











niedziela, 19 kwietnia 2015

O dzieciństwie, o zazdrości i o marzeniach...

Kilka minut temu wróciłam z podwórka.Wieczorne obrządzanie zakończone.Gdy wchodziłam do domu kot Dżon niespostrzeżenie wbiegł przede mną.Żartujemy z Chłopem,że wydaje mu się,że robi to niespostrzeżenie ;)
-Hehehe.Nie możesz sobie miejsca znaleźć,to siedzisz w kotłowni na kocu lub roboczym polarze,to gdzieś w czeluściach kombajnu(kombajn nakryty plandeką stwarza zaciszne miejsce dla kocich drzemek),to na posłaniu pod kaloryferem.Cwaniak jesteś-powiedziałam głaskając seniora kociej ferajny.
Otwierałam lodówkę,by sięgnąć po samorobny jogurt,który zażywam w ramach terapii antybiotykowej.Kot rozwrzeszczał się jakby ktoś ze skóry go obdzierał.
-Dostałeś już swoją dolę.Teraz możesz spać aż do znudzenia!
Zajrzałam do blachy z upieczonym dziś sernikiem.Ubyło!
Zajrzałam do miski w której "rośnie" rozczyn na chleb.
Zajrzałam do lustra.Zbyt krótko przycięte włosy są obecnie w sam raz.Blond grzywka kwalifikuje się do ponownego malowania.Zmarszczyłam brwi.Potem je uniosłam do góry jakbym była zdziwiona.Potem puściłam prawe oczko do odbicia w lustrze.Potem zrobiłam minę z serii głupio-śmiesznych.Czasami jest tak ,że oboje z Chłopem myjąc zęby  przepychamy się pod lustrem(a niby przed umywalką) i robimy głupie miny do siebie.Czy raczej do odbicia w lustrze...? Czasami wygłupy przybiorą miarę i Chłop ustępuje kończąc mycie zębów w WC,gdzie jest mała umywalka lub pod prysznicem.Czasami ja dostaję nagłego wściku i idę precz z łazienki.Wtedy On mnie prosi:
-No nie wygłupiaj się...i idź umyj zęby...
Oboje mamy takie nieplanowane "naloty"
Często nasze dzieci  (21 i 19 lat) śmieją się i żartują mówiąc:
-Jak dzieciaki się zachowujecie!
-A czy to czemuś lub komuś szkodzi?-pytam
-No nie-odpowiadają skruszeni.

Wiedzą jakie było nasze dzieciństwo,bo często o tym rozmawiamy.I wiedzą też jak można mieć spartaczony umysł poprzez błędy rodziców w wychowaniu dzieci.I wiedzą jak trudno wszystko poskładać,by nie zepsuć jak zepsuli  Ci co nas wychowywali.
Dla mnie dzieciństwo było bardzo trudne.Ja jako bękart,moja wyrodna matka i ojczym alkoholik sprawiały,że nieraz bałam się spać,oddychać i w ogóle żyć.Przykładów przytaczać nie będę,bo są zbyt drastyczne.Gdyby nie moja babcia możliwe,że nie pisałabym tego co w tej chwili piszę (tu było o Babci).
Chłop też nie miał wesoło,bo priorytetem jego ojca było nicnierobienie.I to w pełnym sensie znaczenia tego słowa.Takich leni,złodziei domowych(kradnących z własnego domu i podwórka) i alkoholików nie znam. Chłop w wieku ok 13 lat "robił jak stary".Matka Chłopa pracowała w pobliskim zakładzie ,by zarobić na podatki,chleb dla rodziny i na papierosy dla męża...Dobra kobieta,ale  też miała swe priorytety,z którymi niekoniecznie się zgodzę.M.in Chłop pozostał na roli,bo jak zostawić  siedlisko i pole o które polało się tyle potu,znoju i łez.Polu i siedlisku,z którego babkę,a potem matkę Chłopa chcieli "wysiedlić" sąsiedzi,znajomi czy nawet rodzina...Wszystko dlatego,że te kobiety nie miały oparcia w normalnie(na tamte czasy) myślącym mężczyźnie...

Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić jak trudno jest żyć dwóm takim potargańcom...? Tzn. nie jest...BYŁO! Nie wiem co sprawiło,że nie zwariowaliśmy ze sobą.Może to jakaś wola życia...?
Życia innego jakie znaliśmy? Normalnego życia...?A może to ukryte gdzieś marzenia...O normalnej rodzinie.O rodzinie gdzie sobie wzajemnie się pomaga,podtrzymuje na duchu w razie niepowodzeń,rozmawia,śmieje się.Gdzie otwarcie rozmawia się o problemach...O rodzinie gdzie nikt z nikogo nie szydzi i nikt nikogo nie wykorzystuje fizycznie i psychicznie.Wiem,że Chłop mój o tym marzył mimo,że mówił mi ,że myślał "że będzie normalnie"(i chodzi tu o moją rodzinę).Nieraz o tym rozmawialiśmy i rozmawiamy.Oboje wiemy,że normalność  jak każde pojęcie jest pojęciem względnym i że każdy ma swoją normalność. Naszą normalnością jest to,że nieraz ja mu ulegam, a On nieraz ulega dla mnie (jakkolwiek śmiesznie to brzmi).

"Dwa wariaty"-nieraz słyszę.Jest to mówione zarówno w kontekście pozytywnym jak i negatywnym.
Gdy ktoś przedstawia to negatywnie to uśmiecham się pobłażliwie.Nie zamierzam się tłumaczyć wszystkim dookoła ze swego życia.

Sporo rozmawiam z ludźmi.Nie wiem jak to się dzieje,ale często wysłuchuję zwierzeń.Często są to dość intymne zwierzenia i dość złożone problemy.Często problem rozbija się o dzieciństwo i sposób wychowania,a ja mam jakieś wyczulenie na te sprawy i szczególnie zwracam na to uwagę.Jedni rodzice wychowywali brutalnie,jedni trzymali pod kloszem.Inni pokazywali świat z dobrej i złej strony.
Gdzie jest tajemnica w wychowaniu dzieci?   I czy jest...?
Gdzie jest tajemnica szczęśliwego dzieciństwa? I czy jest...?
Czy dziecko wyrwane spod pręgierza rodziców  zdoła samodzielnie egzystować?
Czy będzie  "wychowane na ludzi" i dla ludzi ...?
Zazdroszczę  rodziców co wychowują dzieci na ludzi i dla ludzi.I nie ważne czy żyją skromnie czy opływają w dostatki.Ważne jest spojrzenie na świat jakie przekazują dzieciom.
Nie mam marzeń co do swoich dzieci.Jedynie marzy mi się,by pomagać spełniać im ich marzenia.

Młoda studiuje medycynę.Jako mała dziewczynka chciała być policjantką.Nie wiem co lepsze,a co gorsze.To jej wybór.W sumie to ją podziwiam za ten wybór mimo,że tego nie okazuję.Chociaż do samozachwytu nad swoją osobą jest jej daleko.(O Młodej)
Młody niedawno zakupił stare auto za pieniądze,które dostał od cioć i babć na 18 urodziny.
Odradzaliśmy mu zakup,bo to 3 stare auto jakie posiadamy.
Ale kupił.I cieszy się z tego faktu i ubolewa,że utrzymanie auta kosztuje.
Ale wie ,że wszystko ma swoje dobre i złe strony. O Młodym i tu też o Nim.

Mam jeszcze jedną głupią zazdrość w sobie.
Zazdroszczę sama sobie!




P.S.
Post powstał na podstawie przemyśleń po przeczytaniu  Nie zawsze może być kawior i odpowiedzi na ten post Droga....
Chciałam skomentować,ale jakoś nie składało mi się.
Chciałam napisać u LAVIOLETTE,że słucham z Młodymi piosenek z youtuba,że Młoda bardzo lubi T.Love i To wychowanie. I,że nieraz chciałabym wiedzieć co myśli słuchając tej piosenki...Bardzo wsłuchuje się i ... " zawiesza się"...
Tak na marginesie to lubię Turbo i Dorosłe dzieci.
Oraz Perfect i Bla bla,bla
Słucham też nieraz Krystyny Prońko i jej Modlitwy.
Wiele przemyśleń tłucze się w mej głowie,gdy słucham muzyki.Tak wiele,że nie da się tego spisać.
Wiem jedno:szczęście to stan umysłu i jestem szczęśliwa,że to wiem.
Kolejne błędne stwierdzenie...?



sobota, 18 kwietnia 2015

JEST!

Długo wypatrywałam.
Długo czekałam.
Martwiłam się.
Domyślałam się,że intuicja  podpowiadała opóźnienie i że kapryśna natura jest tego przyczyną.
Dziś zobaczyłam!
Z radości o  mało nie przewróciłam się na prostej drodze asfaltowej.
Odechciało mi się spać i zmęczenie odpuściło.
Lubię na nie patrzeć.Lubię obserwować jak wspólnie dbają o swe potomstwo ; jak walczą o przetrwanie...

Pogoda niezbyt wiosenna,bo lekki przymrozek "przeszedł" w lekkie opady śniegu z deszczem.
Zimno,chmurno i jakby jesiennie.
A  on (lub ona) stoi i paczy.




-Jakieś babsko przebiegło i błyska mi tu ! Lecę se na stare gniazdo...



Historia bocianiego gniazda (klik)

Pierwszy bocian w tym roku (klik).

środa, 1 kwietnia 2015

O planach i zmianach i to nie prima aprilis!

Z piwnicznej kuchni wyrzuciłam szafkę RTV.Wcześniej tę szafkę wyrzuciłam  z dużego pokoju (który moja czcigodna młodzież zwie salonem ;) ),bo nie pasowała do nowego TV.
I z braku rozrywki szafka powędrowała do piwnicznej kuchni.I tam stał na niej stary komputer.A że często odmawia ze mną współpracy,więc się na niego obraziłam i pójdzie w kąt.Łaskawie posłucham sobie z niego muzyki ;)
A szafkę wyrzuciłam.Tj.wyniosłam ;)
I szafka sobie stała i czekała,aż werwa do przemeblowań mi powróci.I ,że przyjdzie czas.Tzn.znajdzie się czas na porządki ;)
Nie wiem kto wpadł na pomysł,by z piwnicy wnieść tę szafkę na 1 piętro i przypisać se prawo do zrobienia w niej burdelu spożywczo-kwiatowego.
Tzn.wiem.Pomysł był mojej teściowej,a i zapewne jakieś dobroduszne krasnale jej pomagały.
Krasnale te nie wiedziały,że mam swoje plany.
Że chcę conieco zmienić.
Że chcę wykorzystać mebel wyrzucony po raz drugi.
Że to co rok temu wydawało mi się dobrym  tymczasowym rozwiązaniem obecnie drażni mnie niemożebnie!
Bo ileż czasu może trwać ten tymczas!?
Bo ileż czasu komputer może stać na ławostole?
A tyleż,ileż nie zachodzi potrzeba wykorzystania owego ławostołu.
Ewentualnie tyle na ile ma się czas i chęć by ten komputer zdejmować i stawiać najnormalniej w świecie w kącie na podłodze,gdy tymczasem wokół kręcą się dzieci w wieku przedszkolnym,szkolnym,babcie,ciocie,kot i osoby pod  lekkim wpływem (bo pod mocnym wpływem  to średnio sobie wyobrażam takich delikwentów w moim domu-ale to nie o tym temat ;] ).
Ewentualnie komputer mógłby stać na biurku.Genialne! Po co kombinować!?
Problem tkwi w tym,że biurka sztuk 2 pojechały do mieszkania studentów,a mi ktoś wybiera pieniądze z bankomatu i nie mogę zrealizować swego planu zagospodarowania kuchni.Plan jest tylko kasy brak.Mi brak kasy? Wszak mam jej tyle co włosów na głowie (a mam gęste!).Jestem przecie obrzydliwie bogata,bo pieniądze leżą mi pod łóżkiem.Dlaczego?A dlatego,że nawet nie znam mechanizmu działania tego czegoś,ale po udanym seksie pieniądze mam pod łóżkiem ;D pisałam tu
Nie każdy tak ma!.I nie zawsze te pieniądze jednak mam <załamka*nie wiadomo z jakiego powodu>
I tak z powodu  braków tego co wymieniłam nie mogę zrealizować swego zapotrzebowania!Na mebel ;) Jakież to błędne koło! I aby wyjść z tego obłędu wymyśliłam na kolejny "tymczas" .
Szafkę z 1 piętra sama zniosłam na parter.Kolejne błędne koło!!!!Mam wrażenie,że jestem w jakimś obłędzie ;]

Ale ileż mam dzielić swą uwagę pomiędzy wrzeszczące reklamami TV,wrzeszczącego Chłopa(w sumie gdyby nie paczał TV byłyby spokojniejszy,a to co rusz jakąś głupotę opatrzy lub usłyszy),wrzeszczącej teściowej ,która zazwyczaj skanduje słabszemu bokserowi(tak ! 75-latka uwielbia oglądać boks!). W pracy noszę słuchawki,ale w domu to bym wolała obyć się bez nich.No chyba,że około 00:00 w nocy zamiast robić pieniądze słucham muzyki(cholera-błędne koło znów,bo wybór pomiędzy muzyką a sexem jest trudnym wyborem ...)
I by ciut zniekształcić błędne koło w kuchni ustawiłam szafkę RTV.A na niej komputer,który zazwyczaj  chce ze mną współpracować.

Mam 2 kuchnie i w każdej z nich klikadło. I jak to mój Chłop mówi,że mam 2 królestwa.Najgorzej,że koronę i berło zgubiłam i sługi uciekły.Trudno.Dam se radę.Jakoś ogarnę.
I jeszcze mi Chłop marudzi,że powinnam po 22 już spać.Nic tylko pieniądze mu w głowie ! Wymówiłam się tym,że muszę osuszyć stopy po wymoczeniu,posmarować nagniotki magicznym preparatem,dojeść marchew,dopić zieloną herbatę i wypić lampkę wina.Ileż to wymówek jest,by nie być przy kasie! ;)

Ale tak zanim dopiję tę herbatę...;)
Jakiś dziki szał we mnie wstąpił,bo sporo sobie naplanowałam.Przede wszystkim przemeblowania.Kuchnia piwniczna-przemeblowana.
Kuchnia (jak ją nazwać-nie piwniczna? my mówimy "na górze" )-przemeblowana.
Duży pokój też.Pozostał mi jeden pokój.Jest sporadycznie używany,bo młodzież jest sporadycznie w domu i zrobiłam tam składzik szycia.Ile czasu to zalega to nie będę się chwalić,bo mi ktoś medal przyzna.Ale mam plany by to uporządkować czyli poszyć.Na razie najbardziej zadowolony z bałaganu jest nasz pupil Dżon i z grzeczności nie prezentuję bałaganu,bo w sumie mam sporo medali.To nic,że to Młodej i,że za bieganie ;D


Dżon zaraz zakłaczy moje szycie i to z tego powodu zaplanowałam szycie ;).A jak wszystko poszyję to wreszcie schowam maszynę do szycia i....zrobię przemeblowanie ! I lekkie porządki wiosenne.Okien myć nie muszę,bo jeszcze wszystko widać przez nie i nie muszę wydawać na płyny i męczyć się.Pajęczyn zbytnio nie ma,a babie lato niech se jeszcze powisi...do jesieni  zapewne ;)

Dobre wino zrobiłam,oj dobre!
Zaplanowałam sobie zmiany na blogu.Wszystko się zmienia to i bloga też wypadałoby.
W tzw międzyczasie będę eksperymentować z blogerem,a jak uda mi się współpraca to czas pokaże i okaże się czy jest ten czas.Plany na bloga mam tylko w głowie.Może nie wywieje z wiosennym wiatrem.Planuję też zmiany formy pisania.Może będzie trochę mądrzej ,ciut poważniej,mniej chaosu,mniej zdań złożonych współrzędnie podrzędnie i łącznie i nie wiem jak jeszcze.Tak piszę zawile i wiem o tym sama.

 Planuję sobie czas i z mego punktu widzenia wydaje mi się,że w miarę dobrze.
Jak pracuję na 3 zmianę i wiem,że mogę być skołowana po pracy w nocy to spisuję sobie na kartce co mam do zrobienia w najbliższych dniach np:
zrobić sok z żyworódki-nie zrobiony do dziś
poskładać drzewo
wyczyścić kabinę prysznica
wsypać trociny do worka i przywieźć do kotłowni
szycie- zostało tylko ok 60-70 % !!!
rozliczyć pit kolegi
przejrzeć karton z instrukcjami obsługi sprzętów wszelakich-wywalić niepotrzebne
zmielić grzyby suszone
posegregować nasiona
poszukać na strychu klosza oświetleniowego

Uffff! Zwariować można od tego wszystkiego  !
Ale mam satysfakcję,że na razie bez nakładu finansowego dopięłam swego!
W miejscu trefnej szafki RTV stał(pierwsze foto) stolik okolicznościowy(który zarekwirowaliśmy pod TV)


Pokrowiec na krzesło też w planie i najlepiej jak najtańszym kosztem ;)
Bo obecna narzuta nie podoba mi się,a to co jest pod narzutą  to jeszcze bardziej nie.
Krzesło jest dobre,ale jego obszycie pożałowania godne!
Więc kolejny plan...

Nic mi innego nie pozostaje jak umyć zęby i iść namiętnym szeptem powiedzieć,że w piątek idę na malucieńkie zakupy.Ciekawe czy mi odpowie,że karta do bankomatu jest w portfelu... ;)

A tak przy okazji to Kabaret Potem i Kochane pieniądze" mi się przypomniał.













piątek, 27 marca 2015

Treściwie.

Wczoraj były moje urodziny.
Czterdzieste pierwsze.
Nie,nie fetuję tego dnia  i nie mam żalu gdy ktoś zapomni mi pożyczyć "najlepszego",nie oczekuję prezentów i dowodów....(właściwie nie wiem jakiego słowa użyć-pamięci...? )...
Wiem,że ktoś zadzwoni,napisze smsa lub okaże w jakiś inny sposób ....co...(sympatię,że mnie lubi,że...)?

niedziela, 15 marca 2015

Rozmowa z pewnym młodym człowiekiem.

-Czyli,że co?Jesteś uczniem TE 3 klasy o profilu informatycznym i nie masz komputera?
-No nie mam.
-I jak sobie radzisz?
-Internet mam w telefonie,komputery mam w szkole.Daję radę.Spoko!
-I telefon masz do wymiany.
-Jeszcze dzwoni.Ale muszę rozejrzeć się za drugim ,bo gubi zasięg.
-A komputer też będziesz kupował?
-Za co? Tamten sprzedałem,bo chciałem zamienić na laptopa. Ale kupiłem pompkę do sprzęgła,wymieniłem filtry,olej w silniku i zostało mi niewiele.Na komputer już nie wystarczy,a przynajmniej na taki jaki bym chciał.Wolę telefon kupić.Pamiętasz o naszej umowie?Kupuję auto i sam je utrzymuję dopóki tylko będę mógł.I dlatego mam ten potrzaskany telefon na razie i nie mam komputera.Ale mam auto!!!!
-I fajną laskę w aucie.
-Nooo. I fajną dziewczynę!I fajną mamuśkę mam! I rozumiem,że nie można mieć wszystkiego.Mam co mam i cieszę się z tego.Jestem szczęśliwym człowiekiem!

piątek, 13 marca 2015

13 w piątek.

Chyba  już mało kto wierzy w ten felerny dzień ;)
Tak! Dzisiaj jest 13 w piątek.I miesiąc temu też tak było!
Ja do pecha podchodzę sceptycznie,ale wiem jedno.Jak się nie wiedzie to się nie wiedzie.I to bez względu na to czy jest 13 czy 23 w kalendarzu.I to bez względu na to,że kot przebiegnie nam drogę ( i o zgrozo czarny!). Gdy widzę kota na drodze to największą moją obawą jest to,że wpadnie pod koła i tam zakończy żywot.I pech wtedy jest,ale dla kota i dla jego właścicieli. Wiem to z autopsji,bo mieszkam przy drodze wojewódzkiej i nieraz to przerabiałam jako właściciel zwierzęcia...
Ale wracając do 13 w piątek...
Chłop mój rodzony jest właśnie 13.Do czasu kiedy mu udowodniłam,że nie był to piątek tylko sobota(można sprawdzić w telefonie komórkowym w kalendarzu opcją idź do daty ;) ) to chyba dodawał sobie tej piątkowej pechowej ideologii i przy każdym niefortunnym zdarzeniu zrzucał winę na 13 w piątek.Teraz już tego nie robi,bo wie,że nie był to piątek ;).I wogóle nie marudzi o tym 13,bo kiedyś mu rzekłam:
-Jakbyś dostał za żonę jeszcze większą zołzę jak ja to byś wtedy miał pecha!
Hre,hre,hre...Nie wiem czy zrozumiał ironię,czy też boi się moich docinek .Nie wiem też czy wierzy w to,że mogą być gorsze niż ja ;D.Nie wnikam w to po prostu ;).Fakt faktem przestał marudzić,że ma pecha bo jest rodzony 13.
Swoją drogą znam kilka osób rodzonych 13.Jedni mają ciągle farta w życiu,jedni mieli strasznego pecha...Takie życie...

13 w piątek w lutym 2015 jechaliśmy rodzinnie do Białegostoku.Trzech kierowców w jednym aucie.Do  Białegostoku miała prowadzić Młoda,by nie wypaść z wprawy,a jednocześnie doskonalić umiejętności kierowcy.Droga powrotna oczywiście miała należeć do Chłopa.Tuż przed wyjazdem sprawdzał swoje dokumenty i oczywiście nie wiedział,gdzie one są.Młoda siedziała już za kierownicą;ja na tylnym siedzeniu,a on biegał jak nawiedzony i we wszystkich możliwych miejscach szukał zguby.Dla mnie zaczął się uruchamiać nerw mimo,że to standard(te szukanie dokumentów).Nie było ich ani w drugim aucie,ani w traktorze,ani w innej kurtce,ani w szafce gdzie zwykle leżą,ani tam gdzie nawet nie powinny leżeć.Młoda załagodziła sytuację:
-Ojciec wskakuj do auta i jedziemy.Przecież mama ma prawo jazdy,więc po powrocie do domu na spokojnie znajdziesz.
I pojechaliśmy.
Ja byłam ogólnie zła i to z kilku powodów.
   1.Nie podobało mi się prowadzenie leczenia przez mego lekarza i zapisałam się na wizytę tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu,że to ostatni raz i ,że biorę informacje o przeprowadzonych badaniach i dziękuję panu docentowi dr.nauk medycznych(czy jakuś tak).Córka mi tłumaczyła
-Mamo!Lekarz przecież nie wie wszystkiego z dziedziny w której rzekomo jest specjalistą.Zrozum,że znaleźć  przyczynę uporczywego kaszlu jest trudno.Nie fochaj się i idź po wynik.
-Cholerna,przemądrzała pani doktor.Drugi rok studiuje medycynę a już broni świata doktorków...-myślałam.Ale w duchu przyznałam jej rację i pokornie poszłam do lekarza.
   2.I jakież było moje zdziwienie,gdy w oczekiwaniu na swoją kolejkę do lekarza szperałam w torebce i w tylnej kieszeni znalazłam dokumenty Chłopa!!!!Do dziś nie wiem jak to się stało,że tam się znalazły!!! Obstawiam,że w piwnicznej kuchni musiał mnie poprosić bym zaniosła dokumenta  na należyte im miejsce,a ja odruchowo lub/i w czasie rozmowy musiałam je włożyć do torebki(którą też miałam zanieść na miejsce po powrocie z zakupów). Poza tym dokumenty owe leżały dość często w piwnicznej kuchni w szklanej witrynce,gdzie je beztrosko pozostawiał Chłop.To mnie jeszcze dogniotło! -Dobrze,że nie puściłam mu zjebki...-pomyślałam-Wtedy to byłby istny 13 w piątek...
Jeszcze zszokowana  znaleziskiem zostałam wezwana do gabinetu i od razu musiałam przełknąć drugi szok!Ostatnie wyniki badań krwi wskazywały przyczynę mego kaszlu.W tym podwójnym szoku obiecałam p.docentowi,że będę go nosić na rękach jak przestanę kaszleć...
   3.Myśląc o wynikach badań i o odkryciu w torebce pomyliłam uliczki pomiędzy blokami i musiałam nadkładać drogi.Gdy już dotarłam do mieszkania swoich studentów zastałam tam rozbawione towarzystwo,które na wyścigi spekulowało moje zachowanie u lekarza.Fakt ten rozdrażnił mnie dodatkowo,ale obwieściłam nowinę.
   Uffffff......Teraz powiedzieć czy nie...?Zadecydowałam,że nie powiem o dokumentach.Bo znając siebie i Chłopa zaraz byśmy pojedynkowali się na języki.Więc wolałam wyrzucić na luz i w drodze powrotnej rozmawiać na luźne tematy oraz uparcie jechać na 4 biegu,gdy obroty silnika nie dochodzą do 2000/min.Jest to jedna ze spornych kwestii o które się sprzeczamy jadąc razem w jednym aucie.Chłop jechałby na 5 biegu i męczył silnik na niecałych 2000 obrotów!!!! A tak siedział obok jako pasażer i oczywiście komentował jak najwyższej klasy instruktor nauki jazdy ;),a ja krótko i stanowczo odpierałam ataki:-ja prowadzę dziś i jadę tak jak uważam za stosowne.
Chłop miał czas obserwować wszelakie zjawiska m.in wspaniały widok zachodzącego słońca i to,że ja nie jeżdżę tak nerwowo jak kiedyś.Ugryzłam się w czas w język,by nie powiedzieć: -"Przez Ciebie i Twoje gadanie..." . Pomyślałam sobie tylko,że nauczyłam się z tym żyć(czyt.jeździć z amatorskim nauczycielem jazdy w jednym aucie). Dokumenty po powrocie do domu skrupulatnie umieściłam w szklanej witrynce w piwnicznej kuchni i zaraz po wieczornych obrządkach Chłop oznajmił mi,że zguba sobie leżała,a on musi lepiej pilnować,by nie mieć przy okazji powtórki z rozrywki.I kolejny raz radośnie powtórzył:
-Dobrze,że masz w sobie conieco pokory...(chodziło mu o wizytę u lekarza)...(tu wspominałam)
I taki oto był poprzedni 13 w piątek ;).

Dzisiejszy dzień też był z datą 13 i z piątkiem w kalendarzu.I też miałam wizytę u swego lekarza. I też byłam zła,bo Chłop pomieszał mi szyki,że być może pojedzie ze mną i że akurat w piątek najlepiej.Ale nie pojechał,bo wyszło,że nie musi.A ja straciłam dzień urlopu,bo gdybym zaplanowała wizytę na poniedziałek obeszłoby się bez urlopu(bo mam na 22 do pracy).Ale trudnoświetnie.Urlop jest po to,by korzystać z niego ;)
Komfort jazdy miałam,bo mam to uczucie jak jadę sama.Uważam,że dwóch kierowców w aucie to stanowczo za dużo! A trzech to już całkiem!Trasę pokonałam dość szybko,ale bez nerwów,bez przeklinania i co najważniejsze bez zapowiadanego deszczu. W Białymstoku zdziwił mnie brak sygnalizacji świetlnej na jednym z głównych  skrzyżowań.Na następnym było podobnie z tym,że tam obecna była policja.
-Ocho! Coś się dzieje!-pomyślałam.Wszystkie następne sygnalizacje świetlne nie działały co zmusiło mnie do bacznego pilnowania znaków drogowych.A jeszcze baczniej wypatrywałam miejsca na niepłatnym parkingu.Gdy dotarłam do przychodni wiedziałam już,że w elektrowni jest pożar.Poinformowała mnie moja Młoda w krótkiej rozmowie telefonicznej.W przychodni panowały ciemności,a rejestrując się trzeba było wypełniać pisemne oświadczenie potwierdzające ubezpieczenie.Nie działają komputery,więc nie ma możliwości sprawdzenia w systemie. Mój doktorek był bardzo zadowolony z przebiegu leczenia,a ja jeszcze bardziej.Zadowolenie moje zniknęło,gdy już jadąc spowrotem ujrzałam nerwowość kierowców na dużych skrzyżowaniach.Dobrze,że policjanci kierowali ruchem,bo inaczej skrzyżowania nie byłyby bezkolizyjne!(artykuł). W drodze powrotnej zrobiłam kilka zdjęć (relacja foto),odbyłam krótki spacer.Już w swoim pobliskim miasteczku zrobiłam zakupy. W domu ugotowałam gar czerwonego barszczu i usmażyłam ziemniaki w plasterkach. Przygotowałam ciasto na  maślane amoniaczki i zrobiłam porządek w zamrażarkach.Jedyny pech co mnie spotkał to to,że kuchenne przydasie wywróciły mi się i musiałam ustawiać.
Za pech natomiast powinnam uważać wczorajsze doświadczenia z komputerem.Może nie tyle pech co brak umiejętności ;).Po pobraniu darmowego programu do robienia zrzutów z ekranu i po jego instalacji zaczął mi wariować komputer!!! Młody Beztroski mi dziś wyjaśnił,że nie odznaczyłam czegośtam przy instalacji i stąd te wariacje.Otwarte strony same się zamykały a na ich miejsce wskakiwały jakieś niezidentyfikowane inne strony.Nie ma jak to mieć syna informatyka,który oświeci anty-techniczną matkę ;)
Młody Beztroski w dniu dzisiejszym zaliczył pierwszego pecha autem.Tak sam to nazwał.Otóż inny kierowca otarł mu się o jego auto.Było trochę strachu,ale wina ewidentna drugiego kierowcy,bowiem najechał na pas ruchu(linia ciągła!),którym poruszał się Młody.Syn zażartował,że zacytuję:"jest 13 w piątek i nie ma co bawić się we wzywanie policji,bo nic nikomu się nie stało,a auto jest tylko otarte ,a i tak jest stare,a winny kierowca ma bardziej otarte nadkole". Winny zadeklarował się pokryciem kosztów i syn wziął symboliczną sumę na najmniejsze opakowanie farby/lakieru do auta.
Z braku rozrywki wieczornej poczytałam sobie o tym co piszą inni o 13 w piątek ;)
piątek trzynastego :)
porysunki
Marzenia z duszą

I na koniec powtórka piosenki zasłyszanej dziś w radio.












niedziela, 8 marca 2015

Kobieta próżną jest...

...bo 8 marca czeka aż jej ukochany facet obsypie ją kwiatami,czekoladkami, sexi bielizną i...i nie wiem czym jeszcze ;)
No i oczywiście może zabrać ją na wykwintny obiad do ekskluzywnej restauracji ;)
Olaboga!!!! A ja nic z tego! Załamka! Muszę się poszastać szarym mydłem...
Załamka! 
Załamka!
 Załamka!
Z żalu wielkiego rozweselę się dowcipami o tej słabej,ale jakże pięknej części gatunku homo sapiens.

***

Życie kobiety dzieli się na trzy etapy:
-pampers
-always
-corega tabs

oraz

Kobieta ma w życiu trzy etapy: w pierwszym działa na nerwy ojcu, w drugim mężowi, w trzecim zięciowi.

***

Elegancko ubraną panią zaczepia żebrak i prosi o pomoc finansową.
-Od kilku dni nic nie jadłem-żali się
-O Mój Boże!-wykrzykuje z zazdrością kobieta
-Chciałabym mieć tak silną wolę.

***
Brzydki 60-latek ożenił się ze śliczną 20-latką. Koledzy pytają:
- Jakim cudem wyrwałeś taką laskę?
Na to 60-latek wyciąga z portfela Visę, MasterCard, American Express...
- Wygrałem w karty.

***

Facet zakopał się na plaży tak,że mu fiutek wystawał.Przechodziły obok dwie staruszki i na TAKI widok zatrzymały się i jedna z nich mówi:
-Życie jest okrutne!
-Czemu?-pyta druga.
-Bo jak miałam 20 lat bardzo się tego bałam...W wieku 30 lat bardzo to lubiłam...W wieku 40 lat prosiłam o to...Po 50 płaciłam za to..Po 60 zaczęłam się o to modlić...Mając 70lat o tym zapomniałam...A teraz .gdy mam 80 ,a to k**** rośnie na dziko,a ja nawet przykucnąć nie mogę!!!

***

- Kochanie, poszłabyś ze mną na siłownię?
- Myślisz, że jestem gruba?!
- OK, jak nie chcesz...
- I do tego leniwa?!!
- Uspokój się.
- Wmawiasz mi histerię?!!!
- Wiesz, że nie o to chodzi!
- Teraz twierdzisz, że przeinaczam prawdę?!
- Nie! Po prostu nie musisz ze mną nigdzie iść!!!
- A dlaczego tak Ci zależy, żeby iść samemu...?

***

Lekarz bada kobietę.
- Potrzeba pani więcej rozrywki. Powinna pani robić coś na co ma pani największą ochotę.
- Niestety - wzdycha kobieta - mam bardzo zazdrosnego męża...

***

Wsiada kobieta do windy, za nią wpada facet w kominiarce.
- Rób mi loda!!!
- Ale proszę pana...
- K***, rób loda!!!
Klęknęła, zrobiła gościowi loda.
Facet ściąga kominiarkę, a to jej mąż...
- I co, k***, dało się?!

***

Kobieta, zmęczona po całym dniu pracy wraca do domu. Obładowana zakupami, ledwo idzie. Dochodzi do windy, a winda....zepsuta. Nie ma rady, musi iść po schodach, a mieszka na 10 piętrze. Wchodzi, coraz bardziej wykończona, już na ostatnie schody to ostatkiem sił się gramoli, no i wreszcie dotarła na swoje piętro. A tam wyskakuje exhibicjonista i rozchyla przed nią płaszcz. Kobieta patrzy przerażonym wzrokiem, torby z zakupami upuściła, łapie się za głowę i krzyczy:
- O matko! Jajek zapomniałam!

***

Mąż do żony:
- Słuchaj! Jak nie będziesz jęczała podczas seksu, to słowo daję - rozwiodę się z tobą!
Żona wzięła to sobie do serca, ale na wszelki wypadek przy następnym stosunku pyta męża:
- Już mam jęczeć?
- Nie teraz. Powiem ci, kiedy i wtedy zacznij - tylko głośno.
Za jakiś czas mąż prawie w ekstazie:
- Teraz jęcz, teraz!!!
Żona:
- Olaboga!!!! Dzieci butów nie mają na zimę, ja w starej sukience chodzę, cukier podrożał...

***


Trzy kobiety: zaręczona, mężatka oraz panna rozmawiają o swoich
mężczyznach. Po parogodzinnej debacie dochodzą do wniosku, że warto wnieść coś nowego do ich życia seksualnego, postanawiają dodać sobie trochę seksapilu i założyć pończochy, skórzane biustonosze, superwysokie szpilki oraz maski, również ze skóry.

Po kilku dniach spotykają się ponownie,aby podzielić się wrażeniami:
Panna relacjonuje - U mnie,kiedy mój chłopak zobaczył mnie w tym superstroju, bez słowa rzucił się na mnie .

Zaręczona opowiada: - Mój narzeczony wrócił jak zwykle wieczorem z pracy. Kiedy zobaczył mnie w czarnym skórzanym biustonoszu, pończochach, seksownych butach i masce powiedział, że jestem miłością jego życia! Potem kochaliśmy się przez
kilka godzin.

Mężatka na to: - Ja wysłałam dzieciaki do mojej matki na noc, żebyśmy mogli poszaleć.
Kiedy mąż wszedł do domu, miałam już na sobie seksowną,skórzaną bieliznę, czarne szpilki, pończoszki i skórzaną maskę na twarzy. Kiedy mnie zobaczył powiedział:
- Co na obiad, Batmanie?





Trochę szowinistycznych "stwierdzeń".Ale jakże prawdziwe są niektóre ;)

Życie jest jak pudełko czekoladek - jeżeli dopuścisz do niego kobietę, to możesz się z nim pożegnać.

***

Mężczyźni mają umysł analityczny: duże problemy potrafią rozbić na
mniejsze. Kobiety mają umysł syntetyczny: z małych problemów robią duże problemy.

***

Są dwie rzeczy, na które można patrzeć bez końca: zachód słońca i parkującą kobietę.

***

- Dlaczego mężczyźni nie przepadają za inteligentnymi i atrakcyjnymi kobietami?
- Ponieważ zjawiska paranormalne wywołują niepokój...

***

Wiecie, że do nieba trafia maksymalnie 10% kobiet? Jest to odgórnie ustalone. Inaczej tam też byłoby piekło.

***

Porada dnia: Drogie Panie! Jeśli nie zapniecie trzech górnych guzików bluzki, to możecie nie malować oczu.

***

Po śmierci złe kobiety trafiają do raju. Wykorzystuje się je tam jako nagrody dla dobrych facetów.

***

- Dlaczego kobiety zamykają oczy podczas seksu?
- Żeby móc pofantazjować o zakupach.

***

Na świecie jest tylko jeden mężczyzna zdolny do zrozumienia i zaakceptowania kobiety ze wszystkimi jej wadami. Skromny facet o imieniu Jack Daniel’s(może być zwykła czysta ;) )





***

Granicę kobiecej wolności wyznacza ilość programów w zmywarce.

***

Niektórzy mężczyźni to szowinistyczne świnie! Ciągle powtarzają, że miejsce kobiety jest w kuchni. A ja się pytam: kto ma resztę domu posprzątać?!

I z tej racji zrobię se test Jaki jest twój ideał faceta?

Wynik testu:
Szukasz partnera na dobre i złe. Z jednej strony twój mężczyzna powinien być opiekuńczy i czuły, z drugiej powinno go stać na odrobinę szaleństwa. Ma cię chronić, dbać, aby ci się żyło dostatnio i wygodnie, ale powinien cię także zaskakiwać, zadziwiać, i pozwalać na to, abyś czuła się cały czas wolna. To spore wymagania. I rybki, i akwarium. Czy nie za wiele?

To chyba nic nie znaczy,że stawiałam kropki tylko w środkowym kółeczku...? Czemu?  Bo tak! ;D
Ale nie rozumiem dlaczego mnie Mój nie zaskakuje? Tylko leży na kanapie i patrzy w TV
No tak... czuję się wolna,bo sama patrzę w monitor komputera ;)
Chyba ja go zaskoczę ;D
Puszczę mu głośno fajną piosenkę ;D





No to...ten tego...miłe panie...miłego dnia... ;D
zero mycia, zero prania,
zero szycia,   gotowania.
dziś Dzień Kobiet, drogie panie,
tysiąc kwiatów na śniadanie.
a od jutra do   roboty,
resztę dnia świętują chłopy :D

piątek, 6 marca 2015

Ostatni dzień.

Wreszcie ostatni dzień tygodnia,w którym pracuję na drugą zmianę czyli od godz.14 do 22.
Lubię tak pracować,bo mam dużo czasu na wszelakie zajęcia.Ale jest jeden duży mankament,bo sypiam mało. Ja,odwieczny śpioch(tu o tym pisałam kiedyś) nie mogę spać!!!!!Apogeum mego niespania było 3 marca.Położyłam się tuż po 23 po wcześniejszym obmyciu swego grzesznego ciała,wyszczotkowaniu zębów i odzianiu a'la koszuli do spania.Chłop spał już,więc bezszelestnie weszłam do łóżka i ułożyłam się wygodnie do snu.Zazwyczaj zasypiam zanim zdążę cokolwiek pomyśleć o minionym lub nadchodzącym dniu.A tu......
Leżę....
Leżę...
Obracam się na drugi bok...
Przysuwam się do Chłopa....(a ten zaspany zapytuje:-czego się wiercisz?robaki masz w dupie?"...)
Odpowiadam mu coś ciętym żartem.
Leżę...
Leże na plecach....
Mam chęć wstać i coś zrobić.Poczytać...? Włączyć komputer...NIE! Spać trzeba!
Ale która to godzina...
Gadamy z Chłopem,bo ten nie śpi skoro ja nie śpię ;)
Jest godzina 00:44.Jaka fajna godzina-myślę sobie.Tylko dlaczego ja nie śpię????
Słyszę  ujadanie psów przytłumione odległością...Słyszę przejeżdżające auto...
Jestem na przystanku pks w swojej rodzinnej wsi.Nie! Nie teleportowałam się.To mi się śniło.
W sypialni jest dość widno.To łysy zagląda.Czy świadoma jego patrzenia nie mogę spać...? Nigdy mnie to nie ruszało.Czyżby teraz tak?

Rano zadaję sobie pytanie.Dlaczego ja nie mogę spać? Czy:
-solidaryzuję się z pewną znajomą,którą męczy bezsenność?
-czy to wina pełni księżyca?
-czy wykonywana praca dokłada swoje (płyny myjąco-dezynfekujące do mycia linii produkcyjnych drażnią mi nozdrza i czuję mega suchość w nosie )
-zbyt gorąco w domu(wina Chłopa,bo zbyt późno wyłączył ogrzewanie na dom)
-wina pracy w systemie 3-zmianowym(bo po wcześniejszych nockach spałam przecież w dzień)
-skutek zażywania leków(sprawdzałam ulotkę-jednak nie ma skutków ubocznych w postaci bezsenności)
-czy po prostu SWS(czyt.syndrom wczesnej starości)

Czy wszystkie czynniki składają się na moją bezsenność lub bardzo mikrą ilość snu?
Nie pomaga ciepły prysznic i gorące kakao.
A rano....
Bez komentarza.
Czuję się jak niewolnik we własnym ciele.Mam chęć spać i spać. I czasami sobie dosypiam z godzinkę.Zazwyczaj jest to power do działania.Teraz działa odwrotnie :(
Chłop proponuje mi "przełazić mi dzień bez dosypiania".
Próbowałam.Przechodziłam dzień,a w pracy trafił mi się lekki zapieprz.Skutek był taki,że drgały mi mięśnie łydek,ledwo powłóczyłam kończynami i robiło mi się słabo.Zasnąć też nie mogłam po powrocie do domu :(

I jak tu funkcjonować? Dobrze,że to ostatni dzień pracy na 2 zmianę.
Na jutro mam sporo planów roboczych i nadzieję na normalny sen.






p.s.bardzo lubię tę piosenkę
 Ferben Lehre - Nowy dzień






niedziela, 15 lutego 2015

Bla,bla,bla,blablanie ...

Tak wiele chciałoby się napisać o swoim potarganym życiu,a jest ono tak potargane,że szok!!!
Bunt miesza się z pokorą,złość zamienia w radość,radość gaśnie w kilka sekund przez kilka niepotrzebnie wypowiedzianych słów.A ja z tych mają trudności z utrzymaniem słów w gębie...i z tych co zdają sobie z tego sprawę...Także nieraz zamiast wypuszczać te słowa z gęby zaciskam zęby(o kurde! rymuję!).Bardziej krzywe już nie będą jak są,zgryz prawidłowy też nie będzie,więc mogę se cisnąć do woli ;D. A na casting się nie wybieram xD(zresztą nie tylko z powodu zębów).A z powodu tychże zębów może boleć głowa>Ale jak to moja koleżanka mówi:-boli ,bo głupia.A wie to ode mnie ;)
Ale tak bez brechy...
Zastanawiam się czy ktoś ma tak rozstrzelane myśli jak ja...?
Już myślę,że muszę zrobić zdjęcie kasku do sprzedaży ; już myślę,że jutro będzie "chory" dzień w pracy: że muszę pamiętać odebrać leki z apteki ;że zadzwonić do koleżanki ;że popruć sweter i zrobić z niego czapkę czy se darować ; czy w końcu wziąźć się za szycie (-Mamo! Jesteś niemożliwa! Weź odżałuj dzień i poszyj ten szmateks-karci mnie Młoda.-Nosssz kurwa!Wiesz jak ja tego nie lubię robić...). Czy wystarczy mi sił na ogarnięcie tego co chcę ogarnąć? Czy znów zapadnę w kilkudniowy letarg? Czy zajmę się czytaniem kolejnej książki(zaczęłam "Trzecia strona medalu-Dariusz Baliszewski , a Romuald Wernik też czeka...)
I nieraz myślę...Czy ja nie chcę na raz złapać zbyt wielu srok za ogon? Czy mi się nie popierdoli do reszty w mej jasno-ciemnej blond głowie? Jak to mówi pewien mój znajomy: "człowiek ma tyle czasu ile chce mieć" i "lepiej pogadać niż się narobić".
I tak stosując się do rad starszego osobnika płci ludzkiej co niedziela funduję sobie spacer z psem(około 10-15 km).Robię zdjęcia ze spacerów,ale nie mam czasu by je uporządkować,bo wolę pogadać ;).A żem gaduła i to wrzaskliwa to wie wielu.Najbardziej mój Chłop,który mówi,że powinnam być adwokatem.Tenże Chłop wyciąga mnie z marazmu życia.Gdy tylko widzi moją załupioną minę zaraz udaje klowna z ADHD.Albo jakiś kochliwy się robi.Albo mnie tak po polsku opierdala( po rusku/chachłacku też umie jakby co ;> ).
Ale ja sama wiem,że moja chęć do życia musi być silniejsza niż mój marazm.Nie musi.JEST!
Czasami bardzo dziwnie się czuję  sama ze sobą.Z różnych powodów.Czasami wychodzę sama z siebie i patrzę jakby z boku.

-Komputer nie będzie już stał na ławostole w salonie.
-A gdzie?
-W kuchni.
-W kuchni?????
-Tak.Będzie zamówiony nowy mebel,takie a'la biurko.
-Ty chyba oszalałaś.U nikogo nie ma komputera w kuchni.
-Ale u nas będzie.
-A co ojciec na to!?
-Mamy wspólnie pomierzyć i zaprojektować szafki.
-Matka! Ty czarownica jesteś! Toć on gotowy był się poszastać by  nic nie zmieniać.Jak go przekonałaś?
-Nawet nie przekonywałam.I nawet nie ustąpił tylko się zgodził po wysłuchaniu moich argumentów.
Moje pierworodne dziwnie na mnie paczało.Pewnie widok walącej mnie pięścią w stół stał jej nadal przed oczami . Kłóciliśmy się wtedy o kolor ściany w kuchni.......na którą teraz nikt zbytnio nie zwraca uwagi...Tak.Ciut pokory potrzeba.
O tę pokorę lata temu też się sprzeczałam.Chodziło o jakąś sytuację z mej pracy (nie pamiętam szczegółów,ale mnie osobiście dotyczyło).Chłop mój wtedy głosił:pokorne cielę dwie matki ssie.
Ja głosiłam:albo cielę jest chytre albo głupie,a ja nie będę nikomu 'lizać dupy'...
Chłop:Sama jesteś głupia.
Ja:Nawzajem!
Więcej tego nie cytował,a czy do mej prostej nauki się zastosował...?
I o zgrozo 13 w piątek usłyszałam:"dobrze,że masz w sobie conieco pokory"
No mam. I w ramach mej pokory poszłam kolejny raz do lekarza,by miał być -ten raz- ostatnim razem. Celem wizyty miało być uzyskanie opisu/historii choroby a okazało się,że w końcu znaleziono przyczynę mej choroby.
Wiem,że szybko się unoszę/złoszczę(ostatnimi czasy jakby bardziej),ale wyobrażam sobie jak trudno znaleźć przyczynę uporczywego kaszlu,nawracającego kataru i przewlekłego bólu lub podrażnienia gardła czy krtani.I rozumiem,że lekarz może błądzić obstawiając mi dychawicę oskrzelową lub alergię .Badania wykluczały i wreszcie znalazły.Mam nadzieję na wyleczenie się i może wreszcie nie będę szczyć w majtki od porywistego kaszlu.

Poza tym fajnie moczy się nogi w naparze z nagietka i lawendy.Fajnie moczy się owe nogi sztuk 4 w 1 misce.I fajnie się leży na kanapie mając pod głowami stos poduszek-nie wiem ile-nie liczone.
I fajnie się zastanawiać ile boczku można naraz obgryźć;)
I zęby można wspólnie myć nad jedną umywalką(ale nie jedną szczoteczką ;D).
I można deptać sobie po placach i klepać się po jakichśtam częściach ciała.
Można też wszystko zepsuć używając ostrego jęzora,nobo woda może wylać się na dywan lub sosnową podłogę i jak zwykle zlew jest opluty i nieumyty.
Można,ale po co? Złośliwości w takich przypadkach niczemu nie służą.Tzn służą,ale niczemu co by przyjemne było.Kłaniam się więc uniżenie swej złośliwej naturze,bo jestem tego świadoma,że złośnica mi na imię.Może bardziej nerwus...
Echhh...Miało być bla,bla i wyszło bla,bla.
Jak w piosence Perfectu:



Ja nie mogę słuchać muzyki,bo wraz z słowami piosenek przelatuje mi moje życie przed oczami.Jakby w kalejdoskopie w którym zmienia się układ szkiełek...

..."Znajdujcie dla nich czas i próbujcie je zawsze zrozumieć 
Na nic bicie w twarz, bykowiec albo kij... 
..Daj swemu dziecku to czego dziś tobie brakuje...
... tylko serca brak... "



Istne bla,bla,bla wyszło mimo wszystko...Śmieszno-głupio-ironiczno-prawdziwe  i zaplątane jak nie wiem co! Czy ten mój bełkot da się zrozumieć?