piątek, 13 marca 2015

13 w piątek.

Chyba  już mało kto wierzy w ten felerny dzień ;)
Tak! Dzisiaj jest 13 w piątek.I miesiąc temu też tak było!
Ja do pecha podchodzę sceptycznie,ale wiem jedno.Jak się nie wiedzie to się nie wiedzie.I to bez względu na to czy jest 13 czy 23 w kalendarzu.I to bez względu na to,że kot przebiegnie nam drogę ( i o zgrozo czarny!). Gdy widzę kota na drodze to największą moją obawą jest to,że wpadnie pod koła i tam zakończy żywot.I pech wtedy jest,ale dla kota i dla jego właścicieli. Wiem to z autopsji,bo mieszkam przy drodze wojewódzkiej i nieraz to przerabiałam jako właściciel zwierzęcia...
Ale wracając do 13 w piątek...
Chłop mój rodzony jest właśnie 13.Do czasu kiedy mu udowodniłam,że nie był to piątek tylko sobota(można sprawdzić w telefonie komórkowym w kalendarzu opcją idź do daty ;) ) to chyba dodawał sobie tej piątkowej pechowej ideologii i przy każdym niefortunnym zdarzeniu zrzucał winę na 13 w piątek.Teraz już tego nie robi,bo wie,że nie był to piątek ;).I wogóle nie marudzi o tym 13,bo kiedyś mu rzekłam:
-Jakbyś dostał za żonę jeszcze większą zołzę jak ja to byś wtedy miał pecha!
Hre,hre,hre...Nie wiem czy zrozumiał ironię,czy też boi się moich docinek .Nie wiem też czy wierzy w to,że mogą być gorsze niż ja ;D.Nie wnikam w to po prostu ;).Fakt faktem przestał marudzić,że ma pecha bo jest rodzony 13.
Swoją drogą znam kilka osób rodzonych 13.Jedni mają ciągle farta w życiu,jedni mieli strasznego pecha...Takie życie...

13 w piątek w lutym 2015 jechaliśmy rodzinnie do Białegostoku.Trzech kierowców w jednym aucie.Do  Białegostoku miała prowadzić Młoda,by nie wypaść z wprawy,a jednocześnie doskonalić umiejętności kierowcy.Droga powrotna oczywiście miała należeć do Chłopa.Tuż przed wyjazdem sprawdzał swoje dokumenty i oczywiście nie wiedział,gdzie one są.Młoda siedziała już za kierownicą;ja na tylnym siedzeniu,a on biegał jak nawiedzony i we wszystkich możliwych miejscach szukał zguby.Dla mnie zaczął się uruchamiać nerw mimo,że to standard(te szukanie dokumentów).Nie było ich ani w drugim aucie,ani w traktorze,ani w innej kurtce,ani w szafce gdzie zwykle leżą,ani tam gdzie nawet nie powinny leżeć.Młoda załagodziła sytuację:
-Ojciec wskakuj do auta i jedziemy.Przecież mama ma prawo jazdy,więc po powrocie do domu na spokojnie znajdziesz.
I pojechaliśmy.
Ja byłam ogólnie zła i to z kilku powodów.
   1.Nie podobało mi się prowadzenie leczenia przez mego lekarza i zapisałam się na wizytę tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu,że to ostatni raz i ,że biorę informacje o przeprowadzonych badaniach i dziękuję panu docentowi dr.nauk medycznych(czy jakuś tak).Córka mi tłumaczyła
-Mamo!Lekarz przecież nie wie wszystkiego z dziedziny w której rzekomo jest specjalistą.Zrozum,że znaleźć  przyczynę uporczywego kaszlu jest trudno.Nie fochaj się i idź po wynik.
-Cholerna,przemądrzała pani doktor.Drugi rok studiuje medycynę a już broni świata doktorków...-myślałam.Ale w duchu przyznałam jej rację i pokornie poszłam do lekarza.
   2.I jakież było moje zdziwienie,gdy w oczekiwaniu na swoją kolejkę do lekarza szperałam w torebce i w tylnej kieszeni znalazłam dokumenty Chłopa!!!!Do dziś nie wiem jak to się stało,że tam się znalazły!!! Obstawiam,że w piwnicznej kuchni musiał mnie poprosić bym zaniosła dokumenta  na należyte im miejsce,a ja odruchowo lub/i w czasie rozmowy musiałam je włożyć do torebki(którą też miałam zanieść na miejsce po powrocie z zakupów). Poza tym dokumenty owe leżały dość często w piwnicznej kuchni w szklanej witrynce,gdzie je beztrosko pozostawiał Chłop.To mnie jeszcze dogniotło! -Dobrze,że nie puściłam mu zjebki...-pomyślałam-Wtedy to byłby istny 13 w piątek...
Jeszcze zszokowana  znaleziskiem zostałam wezwana do gabinetu i od razu musiałam przełknąć drugi szok!Ostatnie wyniki badań krwi wskazywały przyczynę mego kaszlu.W tym podwójnym szoku obiecałam p.docentowi,że będę go nosić na rękach jak przestanę kaszleć...
   3.Myśląc o wynikach badań i o odkryciu w torebce pomyliłam uliczki pomiędzy blokami i musiałam nadkładać drogi.Gdy już dotarłam do mieszkania swoich studentów zastałam tam rozbawione towarzystwo,które na wyścigi spekulowało moje zachowanie u lekarza.Fakt ten rozdrażnił mnie dodatkowo,ale obwieściłam nowinę.
   Uffffff......Teraz powiedzieć czy nie...?Zadecydowałam,że nie powiem o dokumentach.Bo znając siebie i Chłopa zaraz byśmy pojedynkowali się na języki.Więc wolałam wyrzucić na luz i w drodze powrotnej rozmawiać na luźne tematy oraz uparcie jechać na 4 biegu,gdy obroty silnika nie dochodzą do 2000/min.Jest to jedna ze spornych kwestii o które się sprzeczamy jadąc razem w jednym aucie.Chłop jechałby na 5 biegu i męczył silnik na niecałych 2000 obrotów!!!! A tak siedział obok jako pasażer i oczywiście komentował jak najwyższej klasy instruktor nauki jazdy ;),a ja krótko i stanowczo odpierałam ataki:-ja prowadzę dziś i jadę tak jak uważam za stosowne.
Chłop miał czas obserwować wszelakie zjawiska m.in wspaniały widok zachodzącego słońca i to,że ja nie jeżdżę tak nerwowo jak kiedyś.Ugryzłam się w czas w język,by nie powiedzieć: -"Przez Ciebie i Twoje gadanie..." . Pomyślałam sobie tylko,że nauczyłam się z tym żyć(czyt.jeździć z amatorskim nauczycielem jazdy w jednym aucie). Dokumenty po powrocie do domu skrupulatnie umieściłam w szklanej witrynce w piwnicznej kuchni i zaraz po wieczornych obrządkach Chłop oznajmił mi,że zguba sobie leżała,a on musi lepiej pilnować,by nie mieć przy okazji powtórki z rozrywki.I kolejny raz radośnie powtórzył:
-Dobrze,że masz w sobie conieco pokory...(chodziło mu o wizytę u lekarza)...(tu wspominałam)
I taki oto był poprzedni 13 w piątek ;).

Dzisiejszy dzień też był z datą 13 i z piątkiem w kalendarzu.I też miałam wizytę u swego lekarza. I też byłam zła,bo Chłop pomieszał mi szyki,że być może pojedzie ze mną i że akurat w piątek najlepiej.Ale nie pojechał,bo wyszło,że nie musi.A ja straciłam dzień urlopu,bo gdybym zaplanowała wizytę na poniedziałek obeszłoby się bez urlopu(bo mam na 22 do pracy).Ale trudnoświetnie.Urlop jest po to,by korzystać z niego ;)
Komfort jazdy miałam,bo mam to uczucie jak jadę sama.Uważam,że dwóch kierowców w aucie to stanowczo za dużo! A trzech to już całkiem!Trasę pokonałam dość szybko,ale bez nerwów,bez przeklinania i co najważniejsze bez zapowiadanego deszczu. W Białymstoku zdziwił mnie brak sygnalizacji świetlnej na jednym z głównych  skrzyżowań.Na następnym było podobnie z tym,że tam obecna była policja.
-Ocho! Coś się dzieje!-pomyślałam.Wszystkie następne sygnalizacje świetlne nie działały co zmusiło mnie do bacznego pilnowania znaków drogowych.A jeszcze baczniej wypatrywałam miejsca na niepłatnym parkingu.Gdy dotarłam do przychodni wiedziałam już,że w elektrowni jest pożar.Poinformowała mnie moja Młoda w krótkiej rozmowie telefonicznej.W przychodni panowały ciemności,a rejestrując się trzeba było wypełniać pisemne oświadczenie potwierdzające ubezpieczenie.Nie działają komputery,więc nie ma możliwości sprawdzenia w systemie. Mój doktorek był bardzo zadowolony z przebiegu leczenia,a ja jeszcze bardziej.Zadowolenie moje zniknęło,gdy już jadąc spowrotem ujrzałam nerwowość kierowców na dużych skrzyżowaniach.Dobrze,że policjanci kierowali ruchem,bo inaczej skrzyżowania nie byłyby bezkolizyjne!(artykuł). W drodze powrotnej zrobiłam kilka zdjęć (relacja foto),odbyłam krótki spacer.Już w swoim pobliskim miasteczku zrobiłam zakupy. W domu ugotowałam gar czerwonego barszczu i usmażyłam ziemniaki w plasterkach. Przygotowałam ciasto na  maślane amoniaczki i zrobiłam porządek w zamrażarkach.Jedyny pech co mnie spotkał to to,że kuchenne przydasie wywróciły mi się i musiałam ustawiać.
Za pech natomiast powinnam uważać wczorajsze doświadczenia z komputerem.Może nie tyle pech co brak umiejętności ;).Po pobraniu darmowego programu do robienia zrzutów z ekranu i po jego instalacji zaczął mi wariować komputer!!! Młody Beztroski mi dziś wyjaśnił,że nie odznaczyłam czegośtam przy instalacji i stąd te wariacje.Otwarte strony same się zamykały a na ich miejsce wskakiwały jakieś niezidentyfikowane inne strony.Nie ma jak to mieć syna informatyka,który oświeci anty-techniczną matkę ;)
Młody Beztroski w dniu dzisiejszym zaliczył pierwszego pecha autem.Tak sam to nazwał.Otóż inny kierowca otarł mu się o jego auto.Było trochę strachu,ale wina ewidentna drugiego kierowcy,bowiem najechał na pas ruchu(linia ciągła!),którym poruszał się Młody.Syn zażartował,że zacytuję:"jest 13 w piątek i nie ma co bawić się we wzywanie policji,bo nic nikomu się nie stało,a auto jest tylko otarte ,a i tak jest stare,a winny kierowca ma bardziej otarte nadkole". Winny zadeklarował się pokryciem kosztów i syn wziął symboliczną sumę na najmniejsze opakowanie farby/lakieru do auta.
Z braku rozrywki wieczornej poczytałam sobie o tym co piszą inni o 13 w piątek ;)
piątek trzynastego :)
porysunki
Marzenia z duszą

I na koniec powtórka piosenki zasłyszanej dziś w radio.












3 komentarze:

  1. A my sie wczoraj ze starym poklocilismy. O nic.
    Nie odzywa sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He,he,he...skąd ja to znam ;)
      Nie wiesz jeszcze,że najlepiej kłócić się o nic ;)

      Usuń
  2. U nas na szczęście obeszło się bez pecha trzynastego. Zresztą, czarny kot w domu, to jak ma być inaczej ;)
    Dobrze, że wedle kaszlu coś w dobrym kierunku ruszyło :)) Cieszę się bardzo :)

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !