niedziela, 16 lutego 2014

Wyznania śpiocha ;)

Siedzę w ostatniej ławce w szkole i spożywam firmowy obiad.Zupa i chleb z "wkładką"(czyli czymś do chleba).Obok mnie w innej ostatniej ławce środkowego rzędu siedzi koleżanka z pracy.Też spożywa posiłek...

-Ja pierdolę!Zaspałam!-wrzeszczę patrząc na telefon,który odruchowo namacałam i nacisnęłam by wyświetlił czas.Jest 5.27 a ja zazwyczaj o tej porze wyjeżdżam do pracy na 1 zmianę!
Szybko szczotkuję zęby,robię fioletowo-perłową kreskę na powiece,ciągnę rzęsy brązowym tuszem,wskakuję w wycieruchy i w pierwszy-lepszy sweter z wywleczony w biegu z szafy.Buty,kurtka,czapka i torebka i biegiem otwierać garaż.
-Musiałam wyłączyć budzik o 5.10...kurde! nie pamiętam tego!...bo ten o 4.55 pamiętam jak wyłączałam...-myślę w międzyczasie.
-Dobrze,że droga sucha i nie jest ślisko-myślę osiągając prędkość niczego sobie...

-Patrzcie jakie ma małe oczka!
-Pewnie chłop jej koszulę przyspał!
-Napewno spała na książce!
-Skąd wiesz...?-focham się "na niby"-nie spałam na książce,bo pamiętam jak Chłop mi ją wyjął z rąk i położył na parapecie-odpowiadam udając złość.
I zła jestem sama na siebie!Lubię spać,a nie mogę tego robić rano "do wypęku"!Muszę zostawić przytulną poduszkę,przytulną kołdrę,przytulnego Chłopa i muszę wyjść z łóżka,bo tyrać trzeba.I mimo,że nie urodziłam się śpiącą królewną to zazwyczaj  jestem  tylko śpiąca ;).Najdziwniejsze jest to,że jak jestem u kogoś(tzn nocuję) to nie mogę długo spać rano.Wstaję przed wszystkimi i się nudzę.Chyba,że jest jakieś zajęcie to coś robię,np kawę i zmywam czy coś w tym rodzaju.Wywołuję tym zdziwienie,że"co ty oszalałaś wstawać tak wcześnie..???" Tak! jestem szalona,bo w domu śpię jak nawiedzona,a u kogoś nie mogę.Trudno!
Jestem śpiochem u siebie w domu.Jednak muszę wstawać rano z racji na obowiązki na wsi(albo ze względu na pracę na 1 zmianę) i zaznaczam,że bardzo,ale to bardzo nie cierpię rano wstawać!
Najbardziej ze wszystkich na pewno !
Kilka lat temu,gdy nie było komórek to obszukałam całe miasto,by kupić najgłośniejszy budzik jaki tylko jest.Ustawiałam go na małym talerzyku i kładłam łyżeczkę.Ale było głośno i mnie drażniło!!!
Potem wymyśliłam ,by kumpel,który dojeżdżał ze mną do pracy mnie budził.Z domowego telefonu puszczał strzały na mój domowy(trza se radzić ).
Teraz mam do budzenia telefon ,a Chłopa budzi rano już drugi najgłośniejszy w mieście budzik.
Nastawia go wcześniej i ten dzwoni co 5 minut jak nawiedzony.Zazwyczaj by wyłączyć zdejmuje go z szafki i kładzie na poduszkę.Wkurzony i trochę stłumiony  budzik dzwoni nieraz spod poduszki.Często też zalicza upadki i dzwoni nawet spod łóżka...
Zawsze rano sprzeczamy się.
Ja:-wyłącz to cholerstwo...!
Chłop:-wstajesz czy nie???
-No wstaję,wstaję...
Ale są tysiące pretekstów,by Chłop wstał pierwszy ;)
W telefonie mam ustawione na budzenie energetyzujące melodie. 
Zazwyczaj budzi mnie Raissa Grabaża
Z tą "Raissą" to miałam kiedyś niezły przebój.Miałam sobie rano pospać po nocnej zmianie i ustawiłam budzik na 11.Ale wyszło,że nie spałam tylko pojechałam coś załatwiać.Byłam nieźle zamroczona i zanim wyłączyłam telefon to przesympatyczny pan w sklepie z częściami zamiennymi do maszyn zapytał:
- Czy pani coś sugeruje...?
Chyba takiego buraka nie spaliłam od czasu szkoły podstawowej i mój niewyparzony jęzor też zamarł w tym momencie...

Kiedyś rozmawiałyśmy w pracy jak,kto i o której wstaje i co robi,by się wybudzić.Np mała czarna i kawałek czegoś słodkiego.Tak właśnie doradziła mi kumpela.Miałam  wtedy szczere chęci tak zrobić.Był to wiosenny czas,bo kojarzę,że miałam liczyć pit  koleżance(na co nie miałam ochoty i odwlekałam w nieskończoność...).I tak sobie zaplanowałam...Wstanę wcześniej,zrobię kawę,umyję się,ubiorę i raz,dwa policzę to gówno podatkowe.
Tak planowałam wczesnym wieczorem.Akurat wtedy odparzałam pasztetową i rozmawiałam przez telefon.Pasztetowa zagotowała się ,a ja zmniejszyłam płomień by "doszła".Przez telefon gadałam dość długo i jak dobrze pamiętam podczas rozmowy snułam plany  na najbliższy poranek (czyli pit i kawa).Godzina była już późna,więc Chłop rzucił hasło:"chodź spać!". Jak Chłop zaprasza spać to trzeba się słuchać ;) co skwapliwie uczyniłam ;D
Opisów "spania" niestety nie będzie,bo to nie temat ;). Zresztą wszystko przebija fakt,że chyba mi się śniło,że dom jest cały spowity we mgle...I to nie to,że z zewnątrz. Ta mgła jest wewnątrz! A może to dym...?!
Około godziny 4 rano wyrwałam z łóżka w stanie takim jak się narodziłam na ten świat i terenując drzwi sypialni i potem kuchenne chwyciłam garnek z kichą i w te pędy na zewnątrz.Też chyba sterenowałam drzwi wejściowe zamknięte od środka,bo nie pamiętam jak wydostałam się na zewnątrz z kichą.Nie wiem jak mi moja świadomość śpiocha pozwoliła się obudzić.Czy ten dym już drażnił nozdrza?Czy mi się śniło?A może to w sypialni już śmierdziało?
Śmierdzący obiekt "wypił" wodę i pozostały gęsty sosik zaczynał śmierdzieć.
-Dobrze,że się obudziłaś...-mamrotał zaspany i z deka zaczadzony Chłop.
Piłam kawę,drżącymi rękoma wypełniałam formularz podatkowy i myślałam:-Ale ze mnie pinda! Tak leciałam spać,że gotujący się garnek zostawiłam na kuchence.Ale pierwszy raz na 100 lat nie będę zaspana rano w pracy.Dostałam powera ;)
Moje poranne przebudzenie jest już wspomnieniem i legendą wśród moich znajomych z pracy.Wtedy po powrocie z pracy chciałam ocenić straty tzn stan garnka.Ledwiem go znalazła,bo teściowa wstydziła się moich wyczynów i skutecznie go ukryła przed widzami i świadomie nie czyściła,by śpioch miał nauczkę.



 Na pamiątkę zdarzenia,Chłop coraz mi dopina"odparz kichę,to będziesz wybudzona z rana".A jak rozmyślam czy to już czas by przeprać firanki to też zagai nieraz z głupim uśmieszkiem: "kichę ugotuj"
Co ja poradzę,że lubię spać !!! Że rano trudno mi się zwlec,bo ...tak mam po prostu.Nie mogę się nadziwić ludziom jak wstają bez budzika (a znam takich trochę! ).Ja wstaję,bo muszę.Bo mam obowiązki w domu lub świadomość,że "tyle do zrobienia jest".
Nie lubię pierwszej zmiany( na 6 rano),bo trzeba rano wstawać...
Nie lubię drugiej zmiany(na 14),bo po pracy w hałasie,w chłodni i zazwyczaj "na tempo"(czyli na czas) nie mogę zasnąć,a rano trzeba mnie ciągnąć za nogi,ściągać kołdrę lub nawet "puścić zjebkę" ;))
Nie lubię trzeciej zmiany(od 22 do 6 rano) ,bo w nocy powinno się spać a nie tyrać.
Wskazania :D
Nie powinnam pracować,bo to działa przeciw mnie  ;D
No chyba,że rano  w radiu jest energetyzująca muzyka ;). To zmienia postać rzeczy,bo humor się poprawia,gaz mocniej wciskam przez co muszę szerzej otworzyć oczy...
...bo  zazwyczaj  budzę się dopiero przed firmą by znaleźć miejsce do parkowania ;) 


A to,że dla śpiocha śnią się różne dziwne rzeczy powinnam napisać wkrótce ;)
Jak nie prześpię wieczorów ;)
Dziś zamiast drzemnąć po pracy poklikałam sobie ;)






;)


piątek, 14 lutego 2014

ZAKOCHAŁAM SIĘ !!!

I przez te zakochanie...
Dopiero jutro odkręcę syfon pod zlewem w łazience by go 'przepchać' ;)
Jutro doczyszczę kabinę prysznica ;)
Jutro spruję stary sweter,by zrobić z niego nową czapkę ;)
Jutro,może pojutrze złoże stos ubrań co je wywaliłam w amoku z szafy "pięknych i młodych" ;)
Dziś jestem oszołomiona!!!
Mam ładne błyszczące,puszyste włosy z ciut innym kolorem niż normalnie;)
Skóra na twarzy jest jakby młodsza trochę ;)
Podcięłam se grzywkę i ciut przy długie włosy nad odkrytym uchem  ;)
Nie użyłam odżywki do włosów,bo po co ;)
Kremu użyłam minimalnie,bo po co dużo ;)
Więc siedzę sobie zadowolona i piję małą czarną;)
Rano była duża czarna;teraz tylko mała ;)
 I ktoś by zapytał....
-A kto jest tym obiektem zakochania...?
Odpowiem zaraz ;))

Zapach parzonej kawy uwielbiam.
Pilnuję się by jej nie przedawkować.1 lub 2 dziennie,a maksymalnie( w skrajnych przypadkach) 3.
Czasami piję z mlekiem ,bo akurat mam smak na taką.
Czasami piję słodką puszczalską z plasterkiem cytryny,bo boli mi głowa albo jestem "rozbita" po nocnej zmianie  w pracy.
Drugi raz w życiu wykorzystałam resztki po kawie i stwierdzam,że jestem w niej zakochana ;)
W niej czyli  w kawie!
A co!?Nie można być zakochanym w kawie ? ;D
Przecie ludzie kochają tyle beznadziejnych "rzeczy".
Kocham TO ! Kocham TAMTO!
A ja kocham tylko i aż kawę :D :D :D



P.S. Nie blefuję ;>
Znałam temat dobrodziejstwa fusów kawy z pewnego poradnika,z różnych  stron internetowych i w końcu postanowiłam coś zrobić z sucho-tłustym ryjem,błyskawicznie przetłuszczającą się szopą ciemnoblond prawiedredów i wysuszoną skórą na całym ciele.
O fusach z kawy




czwartek, 13 lutego 2014

Obmawianie.


-Zobacz w jakich ona butach chodzi.Tak stare,aż prawie obcasów nie mają.

-A jaka torebka!Skaj aż się kruszy!

-Swetry babcine ubiera.Toż to niemodne już tyle lat!

-A płaszcz jaki! Napewno wszystkie wrony w okolicy wystraszone!

-Stara baba z młodym facetem.Toż on jej synem mógłby być!

-Jak ona te córki wychowała,że nie dbają o matkę.Wysłały by ją do fryzjera,a to strzyże się tylko 3 razy do roku.

-Co za ludzie,że w roczne święto nawet nie idą się pomodlić...?

-Żeby mogła to by pracowała 25 godzin na dobę.Co za durna baba!

-Ale się nachlała na imprezie firmowej! I robiła mydlane oczy do facetów! Jak jej nie wstyd!!!

-Ona ma kolczyk w nosie.A jej chłop w uchu!

-Jej wycieruchowe spodnie mają postrzępione nogawki.Młoda baba a tak chodzi.Wstyd!


Często słyszę inne podobne teksty i zazwyczaj nie podtrzymuję rozmowy albo zaznaczam,że np "nie obchodzi mnie jak kto się ubiera" 

Koleżanka,która ze mną dojeżdża do pracy często raczy mnie podobnymi spostrzeżeniami.W związku z tym mam problem,bo nie wiem czy nie zaznaczyć,że głośniki w moim aucie mają uszkodzoną membranę przez zagłuszanie  jej "spostrzeżeń" ;> Bo to,że mnie nie interesuje dany temat do niej nie dociera !
Więc coraz głośniej,głośniej i ....


Dobrze,że do pracy mam drogę długości  2-3  piosenek bo musiałabym myśleć o aparacie słuchowym jeszcze ;>



niedziela, 9 lutego 2014

O prezentach i marzeniach i przemyśleniach.

Wczoraj dostałam prezent od gości,którzy się sami wprosili na "wieczorek".Nie skakałam z radości na fakt gości,bo byłam po nocnej pracy,ale nie chciałam być zgryźliwa.Tak więc siostra z mężem,3 dzieci i przesympatycznym starszym,samotnym panem zaszczycili mnie swą obecnością.Wieczór był sympatyczny,a co się uśmiałam z dowcipów starszego pana to moje :))
Dziś oglądałam kosz z pysznościami i słuchałam planów teściowej co można zrobić z koszem po opróżnieniu jego zawartości.Taaa...następny kurzozbieracz na moją głowę-pomyślałam sobie,ale cierpliwie słuchałam wywodów o suszonych kwiatach itp...Przecież kiedyś mi się marzył duży dom w którym będzie dużo kwiatów zarówno żywych(chodzi o doniczkowe) jak i suszonych bukietów.Z czasem te marzenia wydają się głupie,a zwłaszcza jak widzę przesuszoną paprotkę albo przelaną(nie przeze mnie!) palmę :/
A oto i prezent,z którym się nosiłam jak kot z pęcherzem;>
A to na stoliku...


A to na blacie kuchennym...


Co do stolika okolicznościowego to też jest moim marzeniem i zarazem prezentem  na nowe mieszkanie.I też mnie drażni te moje spełnione marzenie,bo dom potrzebuje nakładów finansowych,by stolik miał godne miejsce np przy czarnej kanapie ;). Na razie zajmuje znienawidzony przez mnie kąt w kuchni(znienawidzony,bo meble kuchenne miały być od ściany do ściany,ale z pewnych powodów nie wyszło ).Stolik i kąt się skumplowały,a ja zmieniam coraz wystrój(oczywiście jak mam nastrój ;P)

I tak sobie myślę........
Marzymy o wielu rzeczach,a potem jak je mamy nie jesteśmy z nich zadowoleni.Czy to jest żałosne?Czy warto wypowiadać swoje marzenia na głos?A jak je ktoś nieopatrznie spełni w sposób mało zadowalający?
Kiedyś koleżanka żartowała,że jak wygra w totka to kupi mi laptopa.Jak na razie nie wygrała ;)
Mój komputer jest rzęchem z jednym dyskiem i najgorszym z możliwych procesorem.Karta graficzna była w nim reanimowana.Działa tak,że czasami mam niewzmożoną chęć wyrzucić go przez okno lub walnąć o podłogę.Tzn już tak nie działa,bo Beztroski Synek załatwił mi procesor i tym samym pozbawił mnie wkurwów przy korzystaniu z komputera.Klikam i mam!Wszystko się od razu otwiera,nic się nie wiesza!
I żeby było śmiesznie to po kilku dniach dostaliśmy nowy komputer!
Ale po kolei...Pracownicy gminnego OPS namówili mnie na udział w projekcie
"Przeciwdziałanie cyfrowemu wykluczeniu cyfrowemu w gminie".Dostarczyłam informacje o dochodach(nie ma się czym chwalić...) i ksero świadectwa maturalnego córki ( tam było się czym pochwalić!) i po jakimś czasie dostałam pismo informujące,że mój wniosek został pozytywnie rozpatrzony.Nie wierzyłam w powodzenie projektu,ale w kilka dni po tym jak mój stary komputer śmigał jak trzeba pod dom zajechał bus dostawczy i pan z busa wywołał mnie imieniem i nazwiskiem i oznajmił,że ma komputer.Akurat robiłam obiad i nie miałam czasu zastanawiać się nad tym co mi we łbie się skłębiło.Wiem tylko,że pomyślałam:-Kurde!a gdzie ja go podzieję????
Panowie złożyli sprzęt,ja podpisałam stosowne umowy jako biorca(beneficjent ostateczny).Szczerze mówiąć bardziej mnie cieszyły pochwały wygłaszane przez panów na temat żeberek w sosie pomidorowym,kapusty z czosnkiem,kompotu z suszu czy maślanymi ciastami.Chłop mój hołduje zasadzie:pochwal babę ,a 3 dni godny będziesz,więc samo przez się mówi ;)
A oto i "sprzętbeneficjent" -tak go nazywam ;>



Beneficejnt zajmuje miejsce maszyny do szycia,stąd towarzystwo nici itp.
Poniżej sprzęt na którym właśnie klikam ,zwany pospolicie klikadłem.


 (uznajmy,że sprzątaczka strajkowała lub miała lenia :P )

Gdy wróciłam z wieczornych obowiązków w oborze zastałam Młodego Beztroskiego przy ustawianiu beneficjenta na miejsce klikadła.
-NIEEEEEE!!!!!!-rozkrzyczałam się-Nie chcę go!
-Czemu???-zapytały wybałuszone ze zdziwienia oczy.
-Ten śmiga dobrze,mam na nim swoją muzykę,swoje notatki,swoje zdjęcia.To mi wystarczy.Ten będzie da was,bo żeby nie dobre świadectwo Młodej to by go nie było.
-Jak chcesz...A gdzie go postawić?
Pytanie za setki punktów,bo biurka pojechały do mieszkania studentów.Beneficjent koczuje więc na ławo-stole,a maszyna do szycia używana jest w kuchni.


Trudnoświtenie!Trzeba se radzić-rzekł baca zawiązując buta stringami ;D
Aby takie problemy były jak brak biurka lub maszyna do szycia w kuchni.Trzeba stosować się do zasady:
Naucz się nie życzyć sobie zbyt wiele,a będziesz szczęśliwy.
Co do maszyny to zawsze jak szyję to Chłop wpada w dumę:widzisz jak fajna z ciebie dziewczynka,podłożysz ucięte spodnie,wszyjesz zamek do bluzy,przyszyjesz pasek do torebki itd...
Już 20 lat cieszę się z posiadania maszyny do szycia i to jest też moje spełnione marzenie.I z niego jestem bardzo,ale to bardzo zadowolona;tym bardziej,że umiem się nim posługiwać(choć nie często to robię ;) )
Marzenia się spełniają rzekomo.Czasami jest tak,że niewinny prezent jest spełnionym marzeniem.I czasami jest tak,że 2 osoby spełnią te same marzenie.Marzył mi się porządny młynek do pieprzu.Kupiłam ich chyba ze 3,ale żaden mnie nie zadowolił.W końcu dostałam w prezencie(był to prezent bez okazji) mały i zgrabny młynek,który jest dla mnie niezastąpiony w kuchni.Za jakiś czas dostałam jeszcze 2 młynki.Też są fajne,ale ich wadą jest,że baterie się zużywają.I tak dzięki temu,że wypowiedziałam na głos swe marzenia mam swoje 2 kuchnie wyposażone w dobre młynki do pieprzu.
Jednak największym moim spełnionym marzeniem jest normalne,stateczne życie,w którym nikt nie zarzuca mi,że cokolwiek zrobię to zrobię źle.Nawet odrobiny wariactwa nikt mi nie zarzuci,ani odrobiny lenistwa.
Dlatego cieszą mnie chwile,gdy siedząc/leżąc na kanapie z Młodą pijemy wino z jednej lampki i gadamy o facetach.Gdy na kanapę wkracza jeden z obgadywanych ;) proponujemy mu rozstrzygnięcie spornej kwestii-które wino lepsze:z jabłek prezentowe czy winogronowe w moim wykonaniu.Spór rozstrzygnięty jest w sposób,że niekoniecznie trzeba robić wino z jabłek,by się go napić.Wystarczy tylko mieć dobrych znajomych co to potrafią zrobić dobre wino jabłkowe ;)


...takie przyziemne sprawy jak dom do którego zawsze chętnie się wraca,jak wygodne łóżko,przytulna poduszka.
... fakt,że w tym domu są zaufane osoby z którymi można zawsze porozmawiać opowiedzieć,popłakać ,wyrzucić stos kurw i bladzi 
...fakt,że ktoś wysłucha i pokiwa ze zrozumieniem głową i że z tym kimś dzielisz łóżko,poduszkę,kubek kawy i kanapkę z serem
i ten ktoś powie:uspokój się,nic ci nie grozi
 ...że można ubezwłasnowolnić swe myśli,a ten ktoś mimo wszystko potraktuje Cię jak człowieka.
...że mogę pospać w dzień jak mam spadek formy
...że jak śpię to odpoczywam bardziej niż czytając lub klikając przy komputerze 


Kilka dni temu nie mogąc zasnąć po pracy na nocnej zmianie bawiłam się przy fotografowaniu hiacyntów.
Głupia jestem,bo zamiast spać robiłam zdjęcia.Dziś komisyjnie wybraliśmy najlepsze.







 -Co to za kwiaty!-wypytywał mnie Chłop.
-Prezent-judziłam się.
-Od kogo?
-Od marketu w którym za sztukę zapłaciłam po 2 z kawałkiem.Sam mówisz,że sama sobie robię najlepsze prezenty,więc zrobiłam.
-A no...Byś je do kuchni przeniosła,by wszyscy widzieli
-Hehehe...zapach drażni zmysły chyba ;D( prośbę spełniłam jak widać na początku postu )

Tuż za hiacyntami mam taki widok:


Garaż,przy którego budowie osobiście pomagałam,samochód jaki JA wymarzyłam,kombajn,który wymarzył sobie Chłop.Wszystko jeździmy oglądać czy kupować zazwyczaj razem.I pomyśleć,że moim marzeniem było mieć dwoje dzieci bez męża ...
Jak się zbiorę to napiszę więcej o moich marzeniach,bo obiecałam kiedyś pewnej sympatycznej blogerce.Dawno to było,ale pamiętam!

P.S.Chaotycznie piszę i o wielu sprawach naraz,ale taki już ze mnie popapraniec z rozstrzelanymi wiecznie myślami.I co poradzę,że i do śmiechu i do płaczu mi jednocześnie ;>
Może to ryczący wiek ma trochę do siebie....?








piątek, 7 lutego 2014

Matka ratuj!

Możesz przelać nam trochę kasy?Przejedli my wsio...-to treść smsa,którego nie słyszałam,bo ucięłam sobie popołudniową drzemkę w ramach odsypiania tyrania w godzinach nocnych.Potem było telefon.
-Mama?
-Nie! Orangutan wściekły,bo spać nie dajesz!
-Aaaaaa...nocki masz?
-Taaa...-odpowiedziałam zniesmaczona(bo któż by się cieszył z telefonu od córki,gdy poduszka pachnie jak nie wiem co;wtedy nawet na odległość nie tęskni się za kontaktem z rodzonymi  )
-Co się urodziło?-zapytałam rzeczowo,bo wiem,że jak dzwonią to zazwyczaj coś chcą
-No kaska nam się skończyła....-odpowiedziała słodko jakby to był miód i malina zarazem
-A mówiłam,że za mało będzie tych pieniędzy,a ty się uparłaś,by wziąść mniej niż ci dawałam!Poza tym niedawno wróciliśmy z miasta to mogłaś wcześniej powiedzieć,bo byłam tuż przy banku.Jutro mi się nie zechce niedospanej  po nocy jechać by ci kasę wpłacić na konto.Nie masz od kogo pożyczyć?
-Od kogo?Studenci to biedne ludzie.Jedna ma 5 dych na tydzień,a druga 3,a my golasy z Beztroskim.A na internetowym nic nie masz ?-nieśmiało zapytała
-Halny hula.Mam z 5 dych.Jak nic nie wypali to zrobię przelew.
Potem zasnęłam błogim i długim snem.Oprzytomniałam dopiero w pracy i zaczęłam myśleć jakby tu pieniądze dostarczyć,by młodzież mi nie pomarła z głodu.Wymyśliłam sposób i co najlepsze w tym sposobie nie musiałam jechać do miasta po śnieżno-śliskiej-wyboistej drodze.Porozmawiałam z kumpelą,która zrozumiała moją złość bo ma 3 studentów i też do niej dzwonią co jakiś czas:"mamo przelej mi kasę,bo nie mam na bilet..."
Kumpela szybko zadecydowała:-Dam pieniądze swojej,ta zadzwoni do twojej,a ty mi pieniądze oddasz jak przyjdziesz do pracy.Daj mi numer telefonu i się zdzwonią.
Uffffff....bardzo głęboki oddech wyrodnej matki... ;)

Dziś znów rozmawiałam z Młodą.
 -No bo wiesz....Nie chcę Was obdzierać z finansów,bo wiem jak jest.A poza tym Beztroski w końcu się ubrał normalnie.Pojechaliśmy na wyprzedaż,wybraliśmy kilka koszul i mierzy.
Pierwsza po wycenie 40 zł.Jak leży? Dobrze! Drugą mierzy.I jak? Super!Jaka cena? 29 zł.Zmierzył jeszcze ze 2 i te co mniej kosztowały to lepiej w nich wyglądał :)))))-opowiadała mi ze śmiechem.-Kupił 3 i w końcu zdejmie te prostackie bluzy z kapturem.
-A  w zamrażarce coś macie jeszcze?
-Co ty matka! Nawet pingwinów nie ma i lodu nie ma!Kartofle na 5 sposobów robimy ostatnio,a do picia chlornik ( czyli woda z kranu ;D)
-Trzeba pokombinować by wam dostarczyć słoiki i jeszcze inne jedzenie.
-Ale jak?
-Normalnie! Ferie się kończą,więc kolega Beztroskiego autem będzie jechał,więc zadzwońcie do niego co i kiedy ,a ja dostarczę mu do domu i wam przywiezie.
-Ale ty masz zajebiaszcze pomysły!!!Hura! będziemy mieć w końcu korniszony i przeciery!Hura!-darła się do telefonu
-Nie wrzeszcz,proszę Cię!
-Aaaaa!Mamo! kserowaliśmy książki zamiast kupować,dopłaciliśmy właścicielom do czynszu,bo zużycie gazu duże było w zeszłym miesiącu.Właścicielka znów w szpitalu,wiesz? I egzamin z anatomii na 4 zaliczyłam.Kurde jak ja się cieszę!!!!
-Super-wcięłam się w świergolenie Młodej.
-Dobra.Kończę,bo ziemniaki obieramy.
-He,he.U nas dziś szczawiowa z jajkiem i kiełbasą.
-Ojej! Toż to rozpusta normalnie!!!I jajko! I kiełbasa!!!Szczaw....ja już chyba 100 lat nie jadłam szczawiowej...
-Zapakuję słoik szczawiu,kapustę kiszoną też.Co jeszcze?Szynkę,mielone?
-Dobra,pomyślę i zadzwonię.
-Tylko nie wtedy jak będę spać.
-Dobra! Do tatuśka zadzwonię.Niech się ucieszy,że wyrodna córka dzwoni hahaha

wtorek, 4 lutego 2014

O tym jak pewna pani została sknerą ;)

To co opiszę wydarzyło się naprawdę i ponadto wydarzyło się w moim domu.Będę pisać dialogi w języku jakim posługują się starsi mieszkańcy z moich okolic.

Osiemdziesięcio-kilu letnia starsza pani przychodzi na pogaduszki do drugiej starszej pani(młodsza o ok. dychę).Rozmawiają o trudach dnia codziennego na wsi.Ta starsza jest głucha i trzeba do niej krzyczeć,przez co dokładnie słyszałam rozmowę chcąc czy nie chcąc.Ta ciut młodsza jest "zakręcona" jak na siedemdziesięciolatkę.


-Ty takoj wielikij horod majesz.
-A no wielikij.
-A zielsko roste jak durnoje...
-A roste.Połoti treba co niedielu.I niewiestka i ja i wnuki pielut.Wsie po trochu.
-A ty tolki czosniku majesz.Dałaby mnie ze dwie hołowki.
-Ja nie maju żadnoho czosniku! Wdureła ty czy kak?
-Majesz,majesz! Tolki ty skupaja jak cholera i tom taka bohata!
-Jak by ja mieła swoj czosnik to by tobie dała,a tak skul woźmu...
I starsza pani sfochana poszła obrażona.A druga starsza pani nie załapała dość długo przez jaki to czosnek została skąpą ;)

A czosnek do dziś dnia wisi sobie na ścianie i akurat dziś wyjęłam go zza lodówki w celu użycia  ;)
Wisi od chwili wprowadzki,gdy zakupiłam go u "Chińczyka" za grosze.Swoją drogą ktoś się musił napracować,by go zrobić (dla mnie nie lada wyczyn! ) i by ktoś drugi się potem pośmiał wspominając swoje gapiostwo(że niby czosnek wisi za plecami i że szkoda go "dać" ) i by ktoś następny się obraził za ludzkie skąpstwo.
Po jakimś czasie panie sobie wyjaśniły,że to sztuczne jest i dziwowały się:
-Kto by podumał,że to sztucznoje...

A mniemany obiekt  obrażenia i potem zdziwienia wisi obecnie w łazience i czeka aż go gospocha wyczyści.
Ale gospocha leniwa jest i tylko fotki robi ;)




Wg wnikliwej sąsiadki to pewnie nadgnity jest,a wg mnie to porządnie zakurzony.
Można się pomylić ? ;)


P.S. Wyczyszczę go jutro.
       I ewentualnie przetłumaczę też ;)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Pokonać lenia to jest to!

W zimowym zaciszu tak się dzieje,że mało się dzieje ;).Rzekomo na wsi jak jest zima to trzeba odpoczywać <na zapas! ;) >.Ponadto albo jest zimno i trzeba się ciągle dogrzewać<na wszelkie możliwe sposoby ;)>;albo się nie chce nic robić jak to zimno już "odejdzie" ;albo chce się ciągle spać;albo się czyta <siedząc/leżąc pod kocem i siorbiąc herbatę z cytryną i z imbirem> ;albo się coś gotuje z musu <zimą też trza żryć  ;/ > plus podstawowe czynności życiowe oczywiście;plus czynności związane z obowiązkiem posiadania bydła mlecznego i w moim przypadku praca zawodowa w systemie czterobrygadowym.
Ostatnie dni były jakieś leniwe i smętne.Sobotę po pracy spałam na kilka podejść i około północy powlokłam się do wyra chcąc zrobić Chłopu awanturę,że mnie nie obudził w celu przemieszczenia się z kanapy do sypialni <ale nie zrobiłam,bo dobrze argumentował się ;) >
Wczoraj po pracy dostałam werwy i zajęłam się porządkowaniem zdjęć na komputerze i dodawaniem ich na bloga(zaplanowane na 3 dni! ).Na dziś<wolny dzień od pracy> postanowiłam,że komputera w dzień nie włączam,a biorę się do roboty,bo leń na kanapie i pod kocem rozpanoszył się na całego!!!
W związku z tym zrobiłam:dojenie,porządki w papierach<faktury,rachunki itp...>porządki w 2 zamrażarkach z rozmrożeniem jednej,trzepanie małych chodniczków, odkurzanie psującym się odkurzaczem<w końcu wzięłam miotłę i zamiotłam>,mycie szafek,ścian,zlewów w łazience:małe przemeblowanie,wymrożenie pościeli + wymiana poszewek,3 automaty prania,szybki obiad w postaci chleba smażonego w jajku.Ponadto Chłop naprawił mi suszarkę do ubrań,a ja zdemontowałam w tym czasie głośniki od starego komputera z nadzieją na pożyczenie od nowego<o tym mam zamiar napisać wkrótce ;) >.
W międzyczasie jadłam śniadanie,piłam kawę i robiłam notatki "do zrobienia" na najbliższe dni.W międzyczasie też pomogłam Chłopu naładować przyczepę słomy,pomogłam to rozładować i ponownie naładować przyczepę drzewem.Drzewo to skwapliwie złożyłam pijąc popołudniową kawę i słuchając muzyki z telefonu.Jak zwykle towarzyszyły mi wszędobylskie koty.Niedawno na wołanie Chłopa:-Bierz aparat i dawaj biegiem do piwnicy! -pobiegłam i zrobiłam  fajne foto.

      Karamba,Dżon,Dzikuska,Przylepa i na niej Torpeda

Wcześniej,gdy składałam drzewa zrobiłam inne ;)

Torpeda,Karamba,Przylepa

Zrobiłam też sporo zdjęć w nowej oborze,ale jakość pozostawia wiele do życzenia.Na liście "do zrobienia" widnieje:liczenie pitów,opłata rachunków,wyrejestrowanie z ubezpieczenia pół roku temu sprzedany motor,załatwienie formalności związanych z akcyzą do paliw rolniczych. Duchowo przygotowuję się do zrobienia mrowiska.O takiego!


Ciasto ma być prezentem dla mojej koleżanki,a jak zbraknie mi cierpliwości to po prostu kupię i tyle ;P
Tak se myślę co ja jeszcze dziś zrobiłam...? Napewno przyprawiłam 4 udka kacze.Napewno usmażyłam grzyby z cebulą(na wypadek gdybym sama miała kwakać ).Napewno(przy pomocy Chłopa) ściągnęłam wino z gąsiorka na bieżące spożycie.Swoją drogą to szybo ono ubywa i nie ma winnego. Jak krasnali do roboty to nie ma,a do wina to ich niemało ;).
Chyba jako roboczy krasnal mogę sobie pozwolić na lampkę ? ;)





P.S. Tak se myślę,że rok temu o podobnej porze też składałam drzewo w piwnicy.Czy to jakaś pora,że ma się werwę do roboty???  <tu pisałam>
P.S 2. Z tym,że słuchałam innej muzyki Ferben Lehre-Diabeł