czwartek, 29 listopada 2012

Wariaty!...czy dzieciaki? ;)

Siedzieliśmy wczoraj z Chłopem na naszej ławce pod domem.Głaskaliśmy naszego kociego pupilka Dżona.Kot się prężył do głaskania i mruczał,a my zamienialiśmy się coraz w roli głaskającego.To Chłop głaskał kota, to ja.Jak dobrze było tak posiedzieć...aż się nie chciało wstawać z ławki...
- Weź mnie zanieś,bo mi się nie chce iść-powiedział Chłop
-Pewnie! Jeszcze czego! Zresztą opita jestem i mi samej ciężko jakoś...
Zaczęliśmy wspominać nasze wcześniejsze wygłupy u znajomych ,gdy Chłop nie chciał iść do samochodu,by jechać do domu i zażartował podobnie : "zanieś mnie"
Niewiele wtedy myśląc nastawiłam kark ,by wskoczył na barana co on skwapliwie uczynił.Śmiechu było co niemiara, a ja sama ledwie szłam (ze śmiechu) z Chłopem na plecach.
Śmieliśmy się z tego mego wyczynu,aż Dżon się spłoszył.Oboje zaczęliśmy go nawoływac "kici,kici" ale on dumnie pomaszerował swoimi kocimi ścieżkami.I tyleśmy go widzieli....aż do czasu gdy w piwnicznej kuchni nabieraliśmy ciepłą wodę dla cieląt i usłyszeliśmy skrobanie w blaszany parapet.
-No zobacz jak szybko mu się do nas zanudziło-rzekł  Chłop.
-Wpuszczę go.
-Ale nie przez okno!
-Oj tam!Otworzę okno i wezmę go na ręce.Nic Ci nie powywraca,nie bój się o swoje dynie.Zobacz jak on prosi,by go wpuścić...


Kot został wpuszczony,ale niecierpliwie szukał swego miejsca pod biurkiem (tu foto)
Miejsca nie było,bo biurko emigrowało w cieplejsze miejsce.Jednak piwniczna kuchnia zyskała nowy mebel w postaci obrotowego krzesła do komputera.Krzesło mam wyczyścić i odstawić we właściwe miejsce czyli przed komputer.Tymczasem krzesło cierpliwie czeka na  czyszczenie ,a ja w miedzyczasie gdy Chłop napuszcza ciepłą wodę kręcę się na nim jak na karuzeli.Chłop patrzy i mówi:-oj dzieciaku ,dzieciaku- i oczy mu się śmieją ;)
-Chcesz się pokręcić -pytam
-Nie ma czasu,bo trzeba Dereszka i Łaciatkę  napoić.
-Jeszcze tylko raz -mówię prosząco i zakręcam się na krześle z okrzykiem "juhuuuuuuuu"
Po czym idziemy na podwórko.Tam trzeba wygłaskać cielęta i nowo zakupione krowy.Krowy sami  nazwaliśmy(bo zazwyczaj robiły to dzieci,ale dzieci dorastają a zwierzęta muszą mieć imiona ;) ).Jedna Ciapata bardzo lubi głaskanie,druga Bohunka vel Czorna.Z tą Bohunką to się przekomarzamy,bo Chłop mówi,że to moja kuzynka.Imię jej pochodzi od buńczucznego Bohuna i nawet dziś udowodniłam Chłopu,że mam rację .Przeczytałam mu fragment powieści "Ogniem i Mieczem"

"... ty będziesz jak księżna Wiśniowiecka, zamków ci nazdobywam, pół Ukrainy ci daruję - bo choć ja Kozak, nie szlachcic, ale ataman buńczuczny, pode mną dziesięć tysięcy mołojców chodzi, więcej niż pod kniaziem Jaremą. Proś, czego chcesz, byleś nie chciała uciekać ode mnie - byleś została ze mną, hołubko, a pokochała!..."

-I co Bohun buńczuczny jest!? i pokazałam Chłopu język.
Teściowa określiła nasze przekomarzanie,że my 2 szkodne koty i najlepiej nas do worka wsadzić to się pogodzimy.
-Mamo! Toż my się nie kłócimy!-śmieje się Chłop.
-Wariaty i tyle-powiedziała udobruchana teściowa.
-Sama mówisz,że Ciapata jest jak pies bo normalnie się łasi ,a z nas się śmiejesz,że wariaty-powiedziałam z obrażoną miną do teściowej.

Wariatami byliśmy już sporo czasu temu,gdy kilka lat temu z koleżanką biegałyśmy na czworaka po dywanie ,a na naszych plecach jeździły moje dzieci.Ileż było radości i zabawy i dla nas i dla dzieci.Zepuła wszystko sąsiadka,która niespodzianie weszła i była zgorszona naszymi poczynaniami.
My jednak to systematycznie wspominamy oglądając stare papierowe zdjęcia.Ponadto od kilku lat systematycznie chodzimy jeździć na workach z sianem.Zbiera się wtedy spora grupa ,a Chłop żartuje,że wszystkie siano ze stodoły zniknie,by wszystkim worki ponapychać.Do zabawy dołączają koledzy Młodego i raz była moja kumpela z pracy z dziećmi i z mężem.Okrzyki radości rozlegały się po całej okolicy.Było bardzo wesoło .Wiem,że niejeden dorosły by do nas dołączył,gdyby nie stwierdzenie,że dorosłym nie wypada.
-Wypada,wypada-mówię krótko do tych powąpiewających.
Dziwnym trafem młodzież zjeżająca na workach nie twierdzi,że my dorośli robimy coś złego szalejąc na śniegu.To dorośli tak twierdzą.
-Chyba nie dorośli do tego by się dobrze bawić-mówię sama do siebie(ale to ich problem-myślę sama do siebie)
Bardzo podoba mi się myśl :
"Na to, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo nigdy nie jest za późno." 
Anthony Robbins 



...i to jest wg mnie prawda.Jako dziecko zawsze chciałam bawić się kasztanami,ale nikt nie chciał ze mną iść ich nazbierać.Bo to daleko było i właściciela kasztanowca moja rodzina nie lubiła.Więc obecnie nie odmawiam sobie radości ze zbierania i noszenia kasztanów.mam poduszki z kasztanów,mam kasztany w torebkach i we wszystkich możliwych kieszeniach jesiennych ubrań.
-Oj matka,matka-mówi Młody,gdy kucam by wziąść kilka kasztanów ,które spadły na asfalt jeden z głównych ulic naszego pobliskiego miasteczka-Jak mała dziewczynka się zachowujesz!
-Bachór normalnie-zgrywa się kumpela z pracy,gdy podczas przebierania się do pracy wyskoczy mi z kieszeni kasztan i potoczy się w jej kierunku.
-Oddaj mi mego kasztana i to już-przekomarzamy się
-Po co je nosisz-pyta druga
-By nie mieć reumatyzmu-żartuję ;)
Po prostu lubię kasztany.Tu mam małą galerię  (Moje kasztany)  

W chwili gdy pisałam post Chłop narzekał i pokrzykiwał wysłuchując wiadomości w TV.Mówiono o współtwórcy, kultowych już, polskich bajek "Reksio" i "Bolek i Lolek" i o tym jak 86-letni animator żyje w fatalnych warunkach. Chłop ubolewał nad tym,bo Reksia bardzo lubi i Bolka i Lolka też.Ubolewał nad losem ludzkim jaki to niewdzięczny jest (ten los czy ludzie ...? ).Ubolewał nad chorym dzieckiem.Po obejrzeniu prognozy (śnieg nadają ;> ) zasnął jak dziecko na kanapie.Na kanapach tych jeszcze 3 lata temu(gdy młodzież obojga uczęszczała do gimnazjum) toczyły się zażarte walki ojciec kontra Młode.Młodzież chciała do spółki pokonać ojca.Kończyło sę krzykami teściowej,że durnie,że wariaty,że wszystko pościągane i bałagan robią.Byli straszeni przez babcię pasem i wszyscy ze śmiechem uciekali(Chłop też ;D).
Wracając do nadchodzącej zimy;>
Zostałam obdarowana czapą na zimę,a dokładnie peruwianką.Wystąpiłam w niej w drodze do i z  pracy.Oglądali się za mną i żartowali,a ja miałam ubaw z tego jak mnie ludzie określą w takiej czapce.Zazwyczaj oglądano i żartowano.Jedna starsza koleżanka powiedziała,że "dzieciaki w takich chodzą"
-Toż ja nie stara baba przecież-odpowiedziałam i pobiegłam w kierunku swego auta
W oczekiwaniu na koleżankę co ze mną jeździ włączyłam muzykę.Dość głośno ;D
 

 
 
 
p.s. czcionkę poprawię wkrótce,bo mi się coś namieszało  ;>

środa, 21 listopada 2012

Dlaczego???

Dlaczego ludzie wokół mnie zadają tyle  pytań?
I to (w moim mniemaniu) głupich pytań.Rzekomo nie ma głupich pytań.Rzekomo są tylko głupie odpowiedzi.Staram się nie łamać tej reguły,ale czasami się nie da.

-Dlaczego ubierasz się w bluzę z kapturem?
-Dlaczego jeździsz rowerem skoro masz dwa auta?
-Dlaczego wybudowaliście taki duży dom?
-Dlaczego dzieci wysłałaś do szkoły odległej o 100 km jak podobne szkoły są bliżej?
-Dlaczego wozisz swoim samochodem tą idiotkę co ubiera się w "babcine" ubrania?
-Dlaczego nie jeździsz do  sklepu na promocje?
-Dlaczego wysłuchujesz tego starego idioty z kulami?
-Dlaczego nie chodzisz na niedzielne nabożeństwa?
-Dlaczego zrobiłaś takie małe zakupy w dużym markecie?
-Dlaczego masz dużo kotów?
-Dlaczego nie odbierasz telefonu ?(9 połączeń w ciągu 30 minut ;/ )
-Dlaczego nie chcesz iść na imprezę zapustową za jedyne 130 zł ?


Teraz odpowiem na w/w pytania ...

-Bo lubię!
-Bo lubię!
-Bo lubię dużo przestrzeni życiowej chociaż nie cierpię na klaustrofobię
-Bo tak sobie wymarzyły moje dzieci i dla mnie jest tak wygodniej!
-Nie uważam nikogo za idiotę z błahych powodów i żaden styl ubierania mi nie przeszkadza-nawet "babciny" ;)
-Nie potrzebuję produktów z promocji !
-Staram się każdego wysłuchać !
-Nie widzę potrzeby bym uczęszczała na nabożeństwa.
-Kupuję tylko to co mi jest potrzebne.
-Lubię koty.
-Czasami mam takie zajęcia,że nie mogę odebrać telefonu lub nie zawsze mam go przy sobie .
-Nie bawią mnie imprezy gdzie akurat TU i TERAZ  muszę się dobrze bawić.

Co jest głupie? Ludzkie pytania czy moje odpowiedzi?
Czasami jest źle odpowiedzieć wprost to co się myśli.Czasami trzeba zbyć półżartem półserio.
Mnie dręczy jeden problem...Dlaczego ludzie interesują się tylko tym,by żyć modnie i wygodnie?
Dlaczego ludzie lubią szydzić z siebie nawzajem?
Dlaczego nie szanują "inności " innych?

Zadałam kiedyś pytanie pobożnej koleżance:
-Czy jestem dużo gorszym człowiekiem,że nie uczęszczam na nabożeństwo co niedzielę ?
-Nie.Ty nie-odpowiedziała mi koleżanka
-A inni są gorsi?
-.......
Dlaczego mi nie odpowiedziała???
Nie drążyłam tematu,bo po co...
Dziś ubrałam bluzę z kapturem do pracy i na dzień dobry ta sama koleżanka zapytała mnie czy ja jestem małpa,że małpuję młodych?!
Hmmm...Jak nie ugryzie to uszczypnie;/


Chciałam uszczęśliwić sporą grupę ludzi wsadzając ręce w gówno.Gówno wyrzucone zostało za burtę,a ja myślałam,że będzie lepiej i jeszcze lepiej.I gówno prawda!
No i znowu pytanie "dlaczego" ?
Dlaczego ludzie sami nie wiedzą czego chcą?
Dlaczego jak mają dobrze to chcą jeszcze lepiej?
Dlaczego są wiecznie nieszczęśliwi,niezadowoleni,naburmuszeni?
Dlaczego muszę się stresować przez czyjeś  myślenie tylko o sobie?

Nie ! Nie będę się stresować!Przyjmuję od dziś zasadę,że nie warto uszczęśliwiać tych co nie chcą być szczęśliwi.Chłop mój przecież ciągle powtarza,że nie uszczęśliwię całego świata.Wiem,że zrobiłam dobrze i niech się dzieje co chce mam to w dupie!


Aaaaaa.... I może jeszcze ktoś mi zada pytanie dlaczego akurat takiej muzyki słucham a nie innej?
No nie! To już by była złośliwość z mojej strony ;)
Wpierw słuchałam Ferbenów a na koniec Kawałek Kulki,a że muzyka łagodzi obyczaje i poprawia kondycję mózgu to zapewne tak będzie :)











piątek, 2 listopada 2012

Żeby mi się zawsze tak chciało jak dziś !

...i proszę tu nie szukać żadnych podtekstów<nono>

Cały dzień 1 listopada spędziłam w piwnicznej kuchni.I to nie z okazji w/w dnia i licznych gości,którzy przyjechali na groby bliskich.Tak po prostu wcześniej zaplanowałam sobie robotę.Ranek rozpoczęty kawą i szperaniem w necie i odkryciem nowej piosenki Ferben Lehre,która wpadła mi do ucha i do głowy.


Cały czas szpiegował mnie Chłop co raz zaglądając do piwnicznej kuchni i marudząc:
-a czego to ty słuchasz...
-a co to za dym(a było to kadzidełko!)
-a szkoda tych malin z nalewki(i wyżerał łyżką :D )
-kapusta kiszona będzie za słona...
-znów siedzisz przy komputerze(a co to!zrelaksować się nie można :D )
Końcem końców mnie pochwalił,ale o tym później ;)
Streszczę krótko co poczyniłam:
-zakisiłam  ok 30 kg kapusty,
-zrobiłam surówkę z kapusty,czosnku i marchewki(do obiadu,a nadwyżka do pasteryzacji będzie)
-zrobiłam obiad w postaci duszonego koguta(tj kurczaka) i w międzyczasie ugotowałam ziemniaki obrane przez teściową :)
-wstępnie ugotowałam bigos(bo dobry bigos niby 3 dni się gotuje)
-sałatka z kapusty,papryki,marchwi i cebuli i czosnku też zrobiona i doprawiona(jutro pasteryzacja)
-nalewka z aronii doprawiona sokiem z czarnych porzeczek i liści wiśni(pyszna jest!);rozlana do butelek i czeka na etykiety
-inne nalewki poustawiane na piwnicznych półkach,by na razie cieszyć oko ;)
-pietruszka i pasternak obrane i starte na tartce i się suszą nad kaflowym piecem;natka selera też
-sałatka jarzynowa zrobiona i zdegustowana
W międzyczasie zrobiłam przemeblowanie z gruntownymi porządkami w piwnicznej kuchni i w dwóch zamrażarkach.Uffffff! W międzyczasie też pomogłam Chłopu w pracach gospodarskich.W międzyczasie latałam no necie.Wszędzie prawie o cmentarzach itp.Lubię cmentarze,ale nie lubię Święta Zmarłych.Bardzo ciekawie i prawdziwie opisała to na swoim blogu graszka. Mam niemalże identyczne odczucia co do tego święta.

Ale wracając do tematu ...;)
   Zapewne tak dobrze szły mi prace,bo miałam nadzór.I to nie w oostaci Chłopa ,a Johna ;)
John to mój koci pupil i bardzo lubię jak plącze się mi pod nogami.Albo siedzi i obserwuje moje poczynania.

Kot zadowolony.Chłop też.Jeszcze bardziej się zadowolił kot jak dostał kilka ochłapów mięsa.Chłop też pokraśniał jak go poczęstowałam nalewką z aronii.Nawet mnie pochwalił(mimo,że wyznaje zasadę:-pochwal babę ,a 3 dni głodny będziesz! )
- Wydaje mi się,że jest lepiej jak było.[To uznaję za pochwałę]
A jest tak:




Idealnego porządku nie ma,ale to piwniczna kuchnia ;)
I tak żeby nikt nie marudził poczęstuję nalewką z aronii.


Karafki są wiekowe i ponadto mają pamiętne etykietki(może niezbyt estetyczne ;/ )
Specjalnie ich nie zmyłam,by mieć pamiątkę,że w 2006 roku wprowadziliśmy się do nowego domu.Domu w którym mam piwniczną kuchnię w której mogę spędzić przeszło 12 godzin.W tej piwnicznej kuchni można wiele.Pichcić,słuchać muzyki,czytać książkę na łóżku za piecem,pić wódkę lub inne trunki.Można też wybierając popiół z popielnika pomyśleć o nieobecnym już wirtualnym znajomym.Można pomyśleć o dobrych i sympatycznych ludziach i o tych toksycznych też.
A może lepiej posłuchać muzyki ...?