Po pracy na nocnej zmianie jestem jakaś skołowana...ani przede mną ani za mną.Nie mogę sobie ułożyć we łbie by pogadać z Młodym-strasznie pyskuje do ojca.Ten też się wpienia i swarka gotowa.W sumie mam dość ich głupich argumentów zarówno starego jak i młodego...
Zmniejszam kopiec przy prysznicu wkładając "brudy" do pomagaczki i po skończonym praniu wynosząc je czystymi na balkon w celu ususzenia.Wieje jak diabli.Chyba na deszcz się zbiera i przez to mam takie skołowacenie.Skołowacenie jest przyczyną,że nic mi się nie udaje....
.....otwierając puszkę z ananasem rozlałam sok;potem zapomniałam dodać ananasy do ciasta,polewa mi nie wyszła(to raczej normal);usiłuję sprzątać tzn składać to co się ususzyło na balkonie...
Podlałam szpinak i rzodkiewki(świeżo wzeszły),choć w sumie ma padać -ale podlałam.Zajrzałam do ogórków,ale nie miałam ochoty ich zrywać, a jest kilka.Zielsko skurwiałe znów urosło!!!Aby na nie nie patrzeć poszłam precz do domu.W sumie wyszłam z domu by Młodemu otworzyć bramę wjazdową,by mógł bez wysiadania i wsiadania wyjechać traktorem.Pojechali kosić zboże niechciane przez właściciela.Ojciec kombajnem,Młody traktorem z przyczepą.I dobrze,że nie ma ich w domu.Jakoś nie mam ochoty na towarzystwo...Chyba,że kota...Mruczącego i pozwalającego się głaskać z sierścią i pod sierść.Niby uspokaja takie głaskanie...Młoda tak też uważa.Ach!znów wywiała z domu...Wychowuj dzieci bezstresowo a sam miej stresa...Pojechała do psiapsióły i zrywają borówki na zarobek.Niech zrywają.Niech pogną kark.Niech zobaczą jak szybko znika zarobiona ciężko kasa.Nie tylko ja muszę przeżywać,że kasa ucieka "przez palce".
Muszę się zmobilizować na zrobienie pierogów z kurkami.Obiecałam.
Muszę do pierogów mieć farsz.Najlepiej kurkowy.
Muszę pójść do lasu i nazbierać kurek.
Muszę????
Nic nie muszę...ale pójdę i nazbieram.Jak zwykle wezmę ze sobą psa,by mieć towarzystwo.
Może pustogłowie zostawię w lesie gdzieś pod krzakiem...?
Chodź Chapi! Idziemy do lasu!
Moje przemyślenia,wspomnienia,radości,smutki,rozterki... Trochę o mnie, trochę o życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym... Stosuję bardzo prostą filozofię Alice Roosevelt Longworth : Napełnij to co jest puste. Opróżnij to co jest pełne. Podrap tam gdzie swędzi. Lubię poznawać świat i ludzi.
sobota, 27 sierpnia 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
Złośliwość rzeczy martwych.Tak,tak-istnieje takie pojęcie!
Mój sprzęt kuchenny się zegził i psuje się po kolei.Zaczęło się od okapu kuchennego,potem kran,mikser zelmer z michą obrotową,robot wieloczynnościowy też ma drobną usterkę.Mikser naprawiłam za drobną opłatą.Kran kupiłam,bo przecież nie będę biegać po wodę do łazienki.Trochę odetchnęłam...Ale dech mi zaparło gdy podczas prania automat wyświetlił mi jakieś dziwne napisy!!!Cholera! pewnie i to ustrojstwo się psuje :(
Wyłączyłam,włączyłam i poszło dalej.Myślałam,że to tylko kaprys,ale przy następnym praniu okazało się, że niestety nie.Pralka też okazała się złośliwym sprzętem.Zrobiła mi kilka podobnych powtórek zatrzymując się z pełnym wody bębnem.W końcu zła na mnie,że nie wzywam do niej lekarza wylała mi swą zawartość na świeżo wysprzątaną łazienkę."Nie mogłaś tego zrobić przed sprzątaniem??? Teraz muszę drugi raz myć podłogę!!!" -zamormotałam pod nosem.Umówiłam się z mechaniorem,ale i jednocześnie zastrzegłam Chłopa,że czeka nas nowy wydatek...prawdopodobnie.Chłop się wkurzył,bo wcześniej "załatwił " mi odkurzacz i już zaklepaliśmy,że kupujemy drugi.W sumie ucieszyłam się,że się zepsuł,bo był do dupy! I z nabożną czcią patrzyłam jak z chłodnicy kombajna wyciągają nim(moim odkurzaczem) zanieczyszczenia.Wiedziałam,że będzie mu kaput.I w sumie mu tego życzyłam.Alem złośliwa hahahaha...życzyć dla odkurzacza by się zepsuł...!
A wracając do "pomagaczki"(pralki-tak nazwały ją moje dzieci tuż po zakupie-pomaga mi prać przecież!)
Mechanior przeczyścił i wszystko działa jak należy.Właśnie sterta prania ubywa i sukcesywnie wywieszam wszystko na balkon.Odkurzacz zakupiony.Stary rozebrałam i okryłam jego chorobę.Zapchane filtry i pęknięty worek na śmieci.Odkurzyłam jego wnętrze używając nowego,złożyłam i jestem posiadaczem dwóch odkurzaczy :))))))
Dwóch działających!
Czyli 2 sprzęty mi zostało do usprawnienia lub wymiany.Ale na razie zamiast włączyć okap to otwieram okno i obchodzę się jakoś bez robota kuchennego.
P.S.Dopisać należy,że martwą rzeczą jaką jest nasz samochód marki volkswagen passat też dotknęła choroba,ale biegły naprawach Chłop szybko zaradził dziurawemu tłumikowi i obeszło się bez kosztów.Ma wprawę w naprawach, bo użytkuje maszynę rolniczą typu kombajn zbożowy w której co raz "coś pada". Właśnie ma drobną awarię i klnie jak szewc,bo u tego samego gościa na polu nastąpiła podobna awaria co 2 lata temu.Czy maszyna złośliwa czy ktoś źle spojrzał i się zepsuło...?
Dopisano dnia 13.09.2011.
żeby tego wszystkiego było mało krajalnica jeszcze "padła"!
Ale pomógł jej Młody krojąc szynkę.Pod ostrze trafiła się metalowa plomba i zatrzeszczało!!!
Młody się wystraszył,a ja jeszcze bardziej.Dobrze,że nic się mu nie stało!
Sprzęt powędrował do naprawy wraz robotem wielofunkcyjnym.Dwa sprzęty(jeden jako nagroda w konkursie korowaja mielnickiego;drugi jako prezent ufundowany przez burmistrza za honorowe oddawanie krwi) powędrowały do naprawy AGD.Dziś je odbieram.Brakuje nam najbardziej krajalnicy.
Ach...jak to źle żyć w dobie tępych noży :P
Wyłączyłam,włączyłam i poszło dalej.Myślałam,że to tylko kaprys,ale przy następnym praniu okazało się, że niestety nie.Pralka też okazała się złośliwym sprzętem.Zrobiła mi kilka podobnych powtórek zatrzymując się z pełnym wody bębnem.W końcu zła na mnie,że nie wzywam do niej lekarza wylała mi swą zawartość na świeżo wysprzątaną łazienkę."Nie mogłaś tego zrobić przed sprzątaniem??? Teraz muszę drugi raz myć podłogę!!!" -zamormotałam pod nosem.Umówiłam się z mechaniorem,ale i jednocześnie zastrzegłam Chłopa,że czeka nas nowy wydatek...prawdopodobnie.Chłop się wkurzył,bo wcześniej "załatwił " mi odkurzacz i już zaklepaliśmy,że kupujemy drugi.W sumie ucieszyłam się,że się zepsuł,bo był do dupy! I z nabożną czcią patrzyłam jak z chłodnicy kombajna wyciągają nim(moim odkurzaczem) zanieczyszczenia.Wiedziałam,że będzie mu kaput.I w sumie mu tego życzyłam.Alem złośliwa hahahaha...życzyć dla odkurzacza by się zepsuł...!
A wracając do "pomagaczki"(pralki-tak nazwały ją moje dzieci tuż po zakupie-pomaga mi prać przecież!)
Mechanior przeczyścił i wszystko działa jak należy.Właśnie sterta prania ubywa i sukcesywnie wywieszam wszystko na balkon.Odkurzacz zakupiony.Stary rozebrałam i okryłam jego chorobę.Zapchane filtry i pęknięty worek na śmieci.Odkurzyłam jego wnętrze używając nowego,złożyłam i jestem posiadaczem dwóch odkurzaczy :))))))
Dwóch działających!
Czyli 2 sprzęty mi zostało do usprawnienia lub wymiany.Ale na razie zamiast włączyć okap to otwieram okno i obchodzę się jakoś bez robota kuchennego.
P.S.Dopisać należy,że martwą rzeczą jaką jest nasz samochód marki volkswagen passat też dotknęła choroba,ale biegły naprawach Chłop szybko zaradził dziurawemu tłumikowi i obeszło się bez kosztów.Ma wprawę w naprawach, bo użytkuje maszynę rolniczą typu kombajn zbożowy w której co raz "coś pada". Właśnie ma drobną awarię i klnie jak szewc,bo u tego samego gościa na polu nastąpiła podobna awaria co 2 lata temu.Czy maszyna złośliwa czy ktoś źle spojrzał i się zepsuło...?
Dopisano dnia 13.09.2011.
żeby tego wszystkiego było mało krajalnica jeszcze "padła"!
Ale pomógł jej Młody krojąc szynkę.Pod ostrze trafiła się metalowa plomba i zatrzeszczało!!!
Młody się wystraszył,a ja jeszcze bardziej.Dobrze,że nic się mu nie stało!
Sprzęt powędrował do naprawy wraz robotem wielofunkcyjnym.Dwa sprzęty(jeden jako nagroda w konkursie korowaja mielnickiego;drugi jako prezent ufundowany przez burmistrza za honorowe oddawanie krwi) powędrowały do naprawy AGD.Dziś je odbieram.Brakuje nam najbardziej krajalnicy.
Ach...jak to źle żyć w dobie tępych noży :P
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Czyli zaczynamy :)
Na początek wypadałoby cosik napisać,nie?
i nie wiem co :P
A więc,by było uroczyście(bo to przecie pierwszy wpis!!!!)
zacznę od akapitu ;)
Zawsze lubiłam pisać.Zawsze tzn.sięgając do czasów podstawówki.Humanistka byłam jak się patrzy.Pisałam długie wypracowania i jedyną ich wadą było,że budowałam długie zdania złożone współrzędnie,podrzędnie i chyba łącznie.Ale pisałam jakoś z sensem,a przynajmniej tak uważała pani od polskiego z podstawówki,potem z LO i z ZSZ.Czyli trzech belfrów chyba się nie myliło :P
Pisać nie tylko lubię.Lubię czytać to co napisałam i potem pomyśleć:"O cholera! Jaśka! Jak bez sensu/z sensem napisałaś!"
Dzisiaj moje pisanie ogranicza się do:
-listy sprawunków,
-listy "rzeczy do wykonania",
-listy "rzeczy do załatwienia" w najbliższym czasie(np:kupić szafkę na buty,zapisać się do lekarza),
-pisanie smsów(chociaż niezbyt dużo ich piszę,ale piszę ;) ),
-pisanie postów na forach
i teraz pisanie bloga...!?
Acha! Czasami do swego Chłopia piszę kartki informacyjne(takie duże i pisane czarnym markerem by było widać np: Jestem na grzybach.Wrócę ok 17)
Chciałam pisać już dawno,ale nigdy nie miałam czasu by się tym zająć.(No i proszę-już rym ;) ).
Nowa moda-blogowanie,a ja z mody rzadko korzystam(bo wolę wygodnie i praktycznie),ale cóż poradzę,że blog wydaje mi się wygodniejszy niż forum... (Nie! o forach napisze kiedy indziej!)
Tak więc napisałam i jak to mówią pierwsze koty za płoty!
Udało się i choć z lekkim drżeniem rąk i przyśpieszonym biciem serca to zrobiłam to myślę,że się jakoś to będzie i ktoś czasami zajrzy i poczyta.Na pewno będą tu moje przemyślenia,moje żale(bo gdzie ponarzekasz,żeś nieszczęśliwa),moje przygody i inne opowieści o których chciałam kiedyś pisać i dalej mam taką chęć.
Pewnie popiszę o żarciu,pewnie nieraz przeklnę i pewnie nieraz czytelnik pomyśli,że mnie nawiedziło :P
Bla,bla,bla,bla,bla...
...do miłego czytania/pisania:)
i nie wiem co :P
A więc,by było uroczyście(bo to przecie pierwszy wpis!!!!)
zacznę od akapitu ;)
Zawsze lubiłam pisać.Zawsze tzn.sięgając do czasów podstawówki.Humanistka byłam jak się patrzy.Pisałam długie wypracowania i jedyną ich wadą było,że budowałam długie zdania złożone współrzędnie,podrzędnie i chyba łącznie.Ale pisałam jakoś z sensem,a przynajmniej tak uważała pani od polskiego z podstawówki,potem z LO i z ZSZ.Czyli trzech belfrów chyba się nie myliło :P
Pisać nie tylko lubię.Lubię czytać to co napisałam i potem pomyśleć:"O cholera! Jaśka! Jak bez sensu/z sensem napisałaś!"
Dzisiaj moje pisanie ogranicza się do:
-listy sprawunków,
-listy "rzeczy do wykonania",
-listy "rzeczy do załatwienia" w najbliższym czasie(np:kupić szafkę na buty,zapisać się do lekarza),
-pisanie smsów(chociaż niezbyt dużo ich piszę,ale piszę ;) ),
-pisanie postów na forach
i teraz pisanie bloga...!?
Acha! Czasami do swego Chłopia piszę kartki informacyjne(takie duże i pisane czarnym markerem by było widać np: Jestem na grzybach.Wrócę ok 17)
Chciałam pisać już dawno,ale nigdy nie miałam czasu by się tym zająć.(No i proszę-już rym ;) ).
Nowa moda-blogowanie,a ja z mody rzadko korzystam(bo wolę wygodnie i praktycznie),ale cóż poradzę,że blog wydaje mi się wygodniejszy niż forum... (Nie! o forach napisze kiedy indziej!)
Tak więc napisałam i jak to mówią pierwsze koty za płoty!
Udało się i choć z lekkim drżeniem rąk i przyśpieszonym biciem serca to zrobiłam to myślę,że się jakoś to będzie i ktoś czasami zajrzy i poczyta.Na pewno będą tu moje przemyślenia,moje żale(bo gdzie ponarzekasz,żeś nieszczęśliwa),moje przygody i inne opowieści o których chciałam kiedyś pisać i dalej mam taką chęć.
Pewnie popiszę o żarciu,pewnie nieraz przeklnę i pewnie nieraz czytelnik pomyśli,że mnie nawiedziło :P
Bla,bla,bla,bla,bla...
...do miłego czytania/pisania:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)