sobota, 1 kwietnia 2017

Przesilenie...?



Piękny słoneczny wiosenny dzień. Pierwsze dźwięki poranku to radosne świergolenie ptaków, szum bocianich skrzydeł i skomlenie psa, który domaga się wyjścia za potrzebą fizjologiczną.
Wokół wszystko zaczyna się budzić do życia czyli zielenić. Opady sprzed kilku dni i poranna rosa sprzyjają temu, by zieleń coraz bardziej stawała się zielona.
Termometr za oknem pokazuje 20+, pies nie chce wracać do domu, koty chętnie wylegują się w nasłonecznionych miejscach coraz to przeganiane przez czarnego, podpalanego mieszańca "terieropodobnego". Wszystko się ożywia. Tylko nie ja...



Około godziny ósmej padam na swoje łóżko. Najchętniej zagrzebałabym się pod kołdrę i spała!
Ale tylko padłam...
Leżałam z zarzuconymi za głowę rękoma i nogami zwisającymi z łóżka. I nasłuchiwałam czy coś mnie boli czy to tylko "niedowład człowieka"...
Jakby ktoś mnie w tym momencie zobaczył zapewne pomyślałby, że odwaliłam jakąś ciężką pracę fizyczną. A ja tylko "wzięłam udział" w obrządkach i przespacerowałam się z psem.













Patrzę na swego psa i myślę, że chciałabym mieć tyle energii co on...
Jeszcze 8 godzin pracy  mnie czeka...
...a ja wolałabym ten czas spędzić śpiąc, śpiąc, śpiąc...
Sen wiosenny...?
Czy zwykłe przesilenie?
 A może niezwykłe?!!!
Uhhhhhh...ehhhhhh...
:(