środa, 28 września 2011

Flesz.

Wszystkie pytania padły tak znienacka,że odpowiadałam jak automat nie mając czasu na zastanowienie....!
-Gdzie się ożenił twój brat?
-A dlaczego pani pyta?
-A tak...
-W  M.
-A ile on ma lat?
-...................30
-A twoja siostra się spółkuje z G.?
-Nie wiem.Nie interesi mnie kto z kim sie spółkuje...
-A gdzie mieszka N.S.?
-Kto???
-Siostra tego kierowcy z K.
-Aaaaa.To nie N. tylko J.
-A gdzie mieszka?
-Nie żyje już.
-A na co umarła?
-Nie wiem.
-A tego kierowcę  z K. znasz?
-Znam.To mój wujek.
-A jak on ma na imię?
-J.
-To ty pochodzisz z tej rodziny?????aaaachaaaaaaaaaa....
-Tak


I niestety! Niezmiernie ciekawy dialog został  niespodziewanie przerwany.;)

C.D.N.  ????
Postaram się by nie doszło do tego,bo nie  cierpię takich fleszy!!!!
A tu mnie flesz zaskoczył i oniemiałam i odpowiadałam<wow>





P.S.Imiona, nazwiska i nazwy miejscowości zostały zapisane dużymi literami z kropką po nich.

poniedziałek, 26 września 2011

Smutno mi...

...a powód wcale nie jest błahy...
Śmierć!
Śmierć osoby,którą znałam wirtualnie.

ZNAŁAM to może za wielkie słowo,bo znałam Go z  wypowiedzi na dwóch forach...
Znałam z nicka i awatra.Nasze awatry często sąsiadowały...
To tak mało,a zarazem wiele...
Gadaliśmy o gotowaniu,o zwierzakach,o duperelach.O życiu po prostu.
Jego wypowiedzi to prosta riposta,żart podszyty lekką ironią.
Był sympatycznym gościem.
Był młody.
Miał żonę i dzieci.
Dla nich gotował.

Wyobrażam sobie pustkę i żal jaki czują...

   Jarek będzie mi się kojarzył z moim piecem kaflowym.
Gdy napisałam ,że chcę mieć prawdziwy piec kaflowy to zasugerował,że pieprzenie się z węglem, popiołem....
Pewnie jeszcze nieraz zwilgotnieją mi oczy jak będę rozpalać w piecu...

    Zazdrościł tego co mam za płotem,czyli bliskości lasu.To taka pozytywna zazdrość!!!
Dziewczynom z forum nakazał : Tańcząc pogo pamiętajcie, by trzymać język za zębami. Tak, wiem, to będzie trudne:)
Opisywał pogodę tak : Spadam, turlają beczki co sekundę tam wysoko. Może uda się nie zmoknąć? 
 Zmokłem, wyschłem, zmokłem i znowu wyschłem. Taka ta burza cienka była. Zanim do ziemi doleciało to już wysychało.

Na poprawę humoru mieliśmy taki sam sposób-kieliszeczek czegoś dobrego...

Szok jakiego doznałam czytając o śmierci Jarka już się we mnie zadomowił,ale powieki wilgotnieją jak o tym myślę.
Kto by pomyślał...toż to tylko wirtualna znajomość...
Kto by pomyślał,że za nickiem i awatrem,kryje się osoba ,której śmierć przeżywać będą ludzie z krwi i kości...

 Wirtualne znicze,epitafium i spoczywaj w spokoju to grzecznościowe formułki...
Jarku...


ach!idę palić w piecu...
Smutno mi,ale nie będę płakać!!!





piątek, 2 września 2011

Ale mnie nakręca :)

W międzyczasie posłuchuję muzyki.Staram się poznać całą twórczość Grabaża.A ta mnie nakręca!!!
Puszczę ją Chłopu.Ciekawe jak zareaguje...Pokręci wskazującym palcem po skroni czy dołoży ją do tych co mu się spodobają. Chory na wszystko słuchaliśmy oboje,więc może i z tą tak będzie.Może nie tylko będziemy słuchać :P:P:P



Dzień jak każdy inny...

Pobudka jak zwykle 5.10(jak ja nie cierpię wcześnie wstawać-zwłaszcza po pracy na drugiej zmianie!!!)
Ale wstaję ,bo trza Chłopu pomóc.
Około 6 myślę czy Młody wstanie do szkoły,bo wypada wstać ,bo "szkoła się zaczęła".
Młody wstaje i się sam obsługuje w kuchni,w łazience itd..
A ja umyta wskakuję pod kołdrę ;)
Jak ja lubię swoje łóżko i swoją kołdrę.
I poduszkę też!!!
Nastawiam telefon by mnie obudził o 8.
Po krótkim namyśle...o 9  ;)
Śpię snem dziecka czyli nieświadoma tego co się dzieje w domu i wokół niego.Przez sen słyszę(jest uchylone okno ) jak teściowa targuje się z kotami,że są lenie;jak samochód wiozący pieczywo nadmiernie używa klaksonu;jak Chłop mówi,że na kilka godzin idzie pomóc sąsiadowi;jak narzeka,że nie ma kuriera z zamówionym towarem...A ja śpię sobie smacznie...
Cholera!Spóźniłam się do pracy!!!!
Zadzwonię po urlop,bo wstyd się przyznać że zaspałam na drugą zmianę :(
Ale urlop co drugi dzień to nie za dobrze...?
Na szczęście oczy moje ujrzały na telefonie czas pobudki czyli godzinę 9.
Śniło mi się,że zaspałam i traf trafem sygnał  budzika z komórki zbiegł się z sygnałem  telefonu stacjonarnego.Nie odebrałam,bo nie chciało mi się biec na łeb na szyję.Zadzwoni jeszcze raz.Acha dzwoni na komórkę...Koleżanka zaprasza na aronię.
-Nie dziś -odpowiadam-ale będę mieć na uwadze,by jak najszybciej odwiedzić cię z wiaderkiem.
-Zrywaj ile chcesz.A co porabiasz dziś...? Może na kawę wpadnij...
-Dzięki!Ale mam trochę roboty przed pracą...

Chyba nie wypadało mówić,że śpię w biały dzień...nie...? ;)
Zrobiłam kawę i leniwie ją wypiłam przed kompem(tak się toto ustrojstwo teraz nazywa :D)
Następnie uświadomiłam sobie,że należałoby obiad zrobić :D
Kurczak gotowy przyprawiony w lodówce,więc do tego będzie dziki ryż i sałatka jaka kto chce(jak zwykle chyba ze 3 słoiki rozpoczęte w lodówce)

Kurczaka obsmażyłam krótko na gorącej patelni i wrzuciłam do duszenia z liściem laurowym,zielem angielskim,porem,marchewką,suszoną pietruszką i selerem;przesmażoną cebulą i czosnkiem.Wlałam marynaty  kikkoman.Pyrkał sobie do miękkości.Chłop sprzed domu wykrzykiwał,że coś pachnie.Aż koty się zlazły przed dom.Wiedzą bestie,że my z tych co dzielimy się posiłkiem:D
Kurczak pyrkał,a ja zmagałam się z kopcem prania.Kopiec był niezły i nieźle pokręcony bo co rusz ktoś potrzebował czegoś upranego i wywracał wszystko(tzn kopiec) do góry nogami w nerwowym poszukiwaniu bluzy,koszulki bądź spodni...I wszystkiemu winna "pomagaczka".
Czyli pralka automatyczna,która wzięła i się zepsuła przez co utworzył się kopiec na koszu z brudną bielizną sięgający do pół prysznica.Kopiec po upraniu poszedł do mojej sypialni,by umieścić się w przepastnej szafie.

Tak więc składałam kopiec i czułam się jak matka Polka.Pranie,sprzątanie,gotowanie,dzieci,praca.Tylko matka Polka nie sypia w biały dzień:D.To ja jednak jestem z innej bajki.Rozśmieszyło mnie,że na nic moje składanie, bo Chłop i tak zaraz zrobi burdel na swoich półkach.Na razie wygląda tak,ale wiem,że na niedługo.

Obiecałam mu już uroczyście,że kupię mu kufer i tam będzie sobie grzebał.Pogrzebie,zatrzaśnie wieko i elegancko.Porządek jak się patrzy:D . I ma  do wyboru-kufer,albo nauczyć się wyjmować ubrania z szafy nie zostawiając burdelu.Na razie narzeka jaki to on nieszczęśliwy,bo go wszędzie opierdalają -nawet po wizycie w swej własnej szafie :P:P:P


Składając ubrania Młodej zauważyłam,że chyba głupawka mnie dopada.Koszulka kupiona do prac domowych dostała przeznaczenie na treningi:P
A kupiłam ją za zeta:P

 I robi furorę na treningach i zawodach:P


Wow!Niech ktoś za mnie pranie wywiesi i posortuje skarpety całej rodzinki.PLissssssssssssss!
A ja spożytkuję ten czas należycie:P

Na prysznic i na wysączenie zielonej lub białej herbaty(nie wiem jaka mi się zaparzy)

Ach! I niech ktoś za mnie do pracy pójdzie.Tylko 8 godzin w chłodni,hałasie ok 80 dB i za najniższą krajową.
Jakoś mnie to dziś nie drażni.Może temu,że Chłop mi wmawia,że się urodziłam pod szczęśliwą gwiazdą...?
Nawet nie wiem o co mu chodzi :P
Alem prze szczęśliwa z tego powodu ;)

I prze szczęśliwa,że od 10.00 do 12.30 etapami napisałam tego posta.