piątek, 9 grudnia 2016

Prawdziwa nauka.

Prawdziwa nauka zacznie się jak zaczniecie pracę na stanowisku operator wózka w firmie w której pracujecie.

To są słowa wypowiedziane przez Pana z dozoru technicznego do 5 osób wybranych z grupy kilkunastu pracowników uczęszczających na kurs operatora wózka widłowego jezdniowego z napędem silnikowym i wymianą butli gazowych. Firma w której pracuję zafundowała taki kurs jako kurs doszkalający (oczywiście słono płacąc za 4 godziny nauk). Wśród wybrańców byłam i ja. Pan na początek zasypał nas gradem pytań. Gdy utwierdził się w przekonaniu, że jest zaskoczony...pozytywnie (!!!) naszą wiedzą przeszliśmy do praktyki.

Używajcie klaksonu! Nie zważajcie,że ktoś do was krzyczy np. czego trąbisz debilu. Klakson to bezpieczeństwo! Nie oszczędzajcie akumulatora jeżdżąc bez świateł. To wasze i innych bezpieczeństwo! Lusterka w wózkach są, ale nie polecam ich używania! Patrzcie uważnie gdzie jedziecie, oglądajcie się za siebie! Zazwyczaj w firmach produkcyjnych jest ciasnota i mnóstwo maszyn i urządzeń, które łatwo uszkodzić nawet lekkim dotknięciem wózka. Odmawiajcie nadzorowi wykonania waszym zdaniem niebezpiecznej pracy. 

Tak "grzmiał" do nas Pan. Na moje zapytanie czy mężczyźni łatwiej przyswajają jazdę wózkiem widłowym odpowiedział:

50 % facetów to debile i mówię to ja facet!

Ostatnie słowa mocno podkreślił i nie dał się przekonać, że debilami można nazwać połowę społeczeństwa bez rozróżnienia na płeć czy wiek i posiadaną wiedzę wyuczoną.

Życzę powodzenia! Zwłaszcza paniom.



Żeby zobrazować specyfikę mojej pracy zaznaczam, że pracuję przy obsłudze automatów pakujących  mrożonki warzywne lub owocowe w jednostkowe torebki foliowe. Niektóre z nich można kupić w znanych sieciówkach.

Praca wózkowego  polega na podwożeniu/odwożeniu tego co ma być lub jest już zapakowane i  materiałów potrzebnych do produkcji typu kartony, folia. Mrożonki pakowane są w torebki po 400, 450,750, 900, 1000, 2500 lub 10000 gram. Torebki są ułożone w kartonach (po 1, 2, 10, 12 lub 20 sztuk) ustawionych na palety. Wysokość palety zależy od poszczególnych zamówień lub innych widzimisię firm. Zazwyczaj ważne jest, by wysokość palety była adekwatna do możliwości załadunkowych tirów. Mrożonki pakowane są na 5 liniach produkcyjnych.Wydajność linii produkcyjnych to ok 80-90 ton przez 8 godzin. Wydajność z różnych przyczyn ulega zmianie. Awaria, zmiana asortymentu lub zmiana firmy, mycie i dezynfekcja linii. Lub po prostu brak obsady.

Pracę jako wózkarz/wózkowa rozpoczęłam z marszu i w czasie,gdy wydział zaczął pracować pełną parą w systemie czterobrygadowym (klik dla zainteresowanych).

Tak wyglądają czynności wózkowych odwożących (bo są jeszcze inni wózkowi) :
Wjazd na halę produkcyjną, rozeznanie się skąd najszybciej trzeba zabrać pełną paletę i jednocześnie podstawić pustą.Trzeba pamiętać jaką, bo palet używa się 3 rodzaje.
Podjazd do palety, wcelowanie wideł, powolne uniesienie ładunku i odjazd tyłem.
Po wyjeździe z hali ustawienie palety z mrożonkami na foliarce/owijarce.
Po owinięciu streczem należy nakleić tzw "bacze" (batch) czyli 4 etykiety z wszelkimi oznaczeniami.
Następnie paleta zostaje odwieziona na magazyn przechowalniczy (-22 stopnie). Tam należy ją dość precyzyjnie wstawić  na automatyczne rolki. Każda paleta musi być sczytana z batch-a  i wciągnięta do ewidencji magazynowej. Czyli wózek ma na wyposażeniu czytnik kodów i komputer. Czas kiedy następuje sczytanie zależne jest od dogadania się wspólników, bowiem 1 wózek ma takowe wyposażenie(mam na myśli wózki "odwożące", bo komputer i czytnik mają prawie wszystkie).
Proste, nieprawdaż?
Bo cóż to jest podwieźć puste palety i odwieźć pełne i je "zastreczować" w ilości ok 120 sztuk palet przez 8 godzin?
-To jest proste-powiedział mi Pan kierownik na egzaminie zakładowym.
-Taaaa....Lot w kosmos też jest prosty. Wsiada się w rakietę i leci. Pewnie, że proste...-odpowiedziałam z zamierzonym sarkazmem ale mimo sarkazmu mina była niezbyt pewna.
-Pani da radę, bo z opinii nadzoru jest pani konkretną osobą.

Tak więc daję sobie radę, bo jeśli nie to co? Ucieknę z krzykiem i płaczem? Rzekomo nieźle sobie radzę jak na osobę bez doświadczenia. ALE!!!
Przez 2 dni pracy jako wózkarz miałam wpadki typu:
-lądowanie z palety rol folii przeznaczonej do produkcji z wysokości ok 1,5 metra; którą to paletę na ochotnika chciałam wyjąć z regału (1 dzień pracy);
-ustawienie palety na automatyczne rolki tak,że paleta skosiła się i zblokowała rolki automatycznie podające ładunek na magazyn (2 dzień pracy);
-wywrócenie się palety z kartonami z tychże automatycznych rolek (2 dzień pracy);
-zbyt szybkie podniesienie palety z kartonami przy odwożeniu z linii produkcyjnej skutkiem czego kilka kartonów z góry spadło.

Strasznie bulwersuję się gdy ktokolwiek mnie pogania. Na turbo doładowaniu nie jeżdżę i nie mam doświadczenia. A wszelakie wpadki muszę "naprawiać' sama pracując na kilkukrotnie zwiększonych obrotach.

Co mi podoba się?
Pracuję w męskim towarzystwie.
Czas pracy mija błyskawicznie (2 godziny jakby 30 minut).
Nie pracuję przy sortowaniu przy taśmach, myciu linii w temperaturze ok. 4stopnie +/-
Nie pracuję w bezpośrednim sąsiedztwie hałaśliwych maszyn i urządzeń. Krotność przekroczenia NDN 2,5 - 9.

Co mi nie podoba się?
Jako kobieta-operator wózka widłowego czuję się dyskryminowana przez kolegów starszych fachem.
Pracuję pod presją czasu.
Mój wspólnik to młody mało doświadczony pracownik z 3-miesięcznym stażem.
A o pomoc wskazane (najlepiej nie wskazane!) upominać się...

Skutki zdrowotne dwudniowej jazdy wózkiem.
1 dzień- ból pomiędzy kostką a śródstopiem (kość skokowa lub wiązadło skokowo-strzałkowe).
2 dzień-ból kolan po 6 godzinach pracy!!! Uczucie podobne jak po przejechaniu 100 km rowerem.
Dolegliwości ustąpiły po konkretnym odpoczynku.

Na takim wózku odbywam prawdziwą naukę.

Palety z kartonami.

Foliarka/owijarka.

*** Zdjęcia pobrane z internetu.

Jestem dobrej myśli, bo trening czyni mistrza;)
Ciekawi mnie jak sobie radzi koleżanka z kursu, bo nie mam z nią styczności, bowiem pracujemy na innych zmianach produkcyjnych. Ja dziś będę kończyć o 22, a Ona będzie zaczynać. Może wymienimy się uwagami...?

czwartek, 8 grudnia 2016

Mogłabym tak zawsze.

Tzn. codziennie...

Spokojnie, bez pośpiechu obudzić się.
Zdziwić się w myślach jak to można spać przez 9 godzin? (W sensie,że bardzo długo).
Sprawdzić skutki nocnego buszowania kotki Tośki w kuchni.
Oczywiście wygłaskać ją, wymiziać i posłuchać jej rozkosznego mruczenia.
W trakcie porannych obrządków głaskać koty, które jako eskorta honorowa "prowadziły" mnie do obory.
Na śniadanie zjeść powoli kanapki, wypić wodę z miodem i limonką i zaparzyć siemię lniane.
Przygotować drożdżówkę i piec do pieczenia.
Przesortować warzywa i ziemniaki.
Na piecu kaflowym ugotować:
-drobne ziemniaki dla kur,
-obiado-kolację dla psów i kotów,
-sos grzybowy na obiad dla ludzi.
Umyć się, ubrać i lekko podmalować oko i udać się na sprawunki do miasta.
Po powrocie  upiec chleb,mięso i drożdżówkę w piecu opalanym drzewem.
Porozmawiać telefonicznie z córką i z synem. Napisać sms-y do znajomych.
W trakcie wieczornych obrządków żartować z Chłopem.
-Patrzcie kiciusie! Jakaś baba farbowana!
-Czego się wydzierasz???? Koty przestraszysz!
-One i tak wystraszone twego koloru włosów! (histeryczne chachachanie)
-Zaraz Ci lanie spuszczę!
-A ja się tak boję,że sram w majty.(znów chachanie).
Szarpaniana  "na niby".
-Aućććććć! Drapiesz! Masz pazury jak Belzebub! I masz je obciąć! I masz się ogolić! Bo jak nie to w krzaki z dzikami pójdziesz spać!
-A bo co?
-A bo mi nie podobasz się takim.
-A ty masz włosy z rudego na zielony przemalować!A potem na niebieski!!! Bo rudy nie podoba mi się i tyle.
-Ile?
-Co ile?
-No mówisz i tyle to pytam ile.
-Lisica chytra.
-A ty dzik.

Wieczorem przyłapać Chłopa na samotnym wżeraniu czekolady.
Zjeść jogurt "samorobny" z siemieniem lnianym(zaparzonym rano) i musem owocowym.
Słuchać muzyki relaksacyjnej (klik)  z mruczącą trzynogą Tośką w wezgłowiu.
I wysnuć taką refleksję:
Bo w życiu powinien być kompromis. Pomiędzy tym co chcę, muszę, powinnam i mogłabym.

Chcę żyć bez ciągłego pośpiechu.
Jednak bywa tak,że muszę coś robić bardzo szybko, bo życie do tego zmusza.
Powinnam zdystansować się do wielu spraw.
Tak jak dziś mogłabym codziennie. Bez pośpiechu.
Ale jutro muszę iść do pracy, a tam nie da się tak jak chcę.

A chciałabym jak najczęściej patrzeć na swoje koty.

Kajtek.

Bandytek-Kangurek.

Karambol.

Tośka Trzynoga.
Po powrocie z 8-godzinnego tyrania mruczenie kota jest jak miód dla niedźwiadka :)
A o mojej pracy będzie jutro. Już napisane i zaplanowane! I chcę i mogę poszło w parze !



poniedziałek, 7 listopada 2016

A dokąd to? Dokąd...? A dlaczego...?

Ostatnimi czasy zapytuję samą siebie dokąd to ja tak pędzę?!
Nosz qrva dokąd???!
I już nawet postanowiłam, że jak kiedyś pójdę do nieba to nieźle nastukam tym świętym co to moim niepoczciwym żywotem sterują! Obiję im ryje, bo im się należy! Dlaczego innym nie wytyczyli życia tak, by gonili własny ogon? Nosz qrva dlaczego?
Wiele mogę  zrozumieć, że trzeba bądź muszę, ale czasami już nie mam siły i chęci na ten ośli pęd.
Aby tylko zjeść, spać i s**ć był czas!
Uffff.......

Niedawno była wiosna radosna. Wszystko zieleniło się i jakby rodziło  na nowo. Dzień coraz dłuższy i coraz cieplej.

Potem było lato szalone. Sianokosy, żniwa i inne pierdoły jak to na wsi  w czynnym gospodarstwie rolnym. 2 tygodnie urlopu i potem kilka dni L4.
Ufffff....ciężko było....

Jesień i czas, by zwolnić...przed zimą.
A gówno prawda! Od kilku dni przybieram się do upieczenia ciasta. Bez okazji. Tzn. po to, by popatrzeć na swego Chłopa-łasucha jak z lubością je wżera zapijając mlekiem lub gorzką herbatą.
A marchew, pietruszka, brukiew i por jeszcze rosną. A ja zamiast zrobić z tym co trzeba siadam na rower i zasuwam do lasu. Po co? Na co...?

By przemierzyć leśne drogi i na ich poboczach nazbierać kani, maślaków, zielonek i kurek.
By spotkać się z pięknym łosiem.
By pobyć z sobą sam na sam.
By zastopować, bo ogon od ciągłego ganiania go boli od trzymania się w jednej pozycji...

Wczoraj miałam napisać o autoironii ostatniej niedzieli. Taki tytuł sobie wymyśliłam zbierając kanie.
Nie napisałam, bo ostatnio ok 22 zasypiam bardzo szybko. Tyle dobrego, że mogę spać, bo bywa różnie.
No i muszę, no i muszę gnać, bo o 4.30 pobudka!!!
Ufff....aby do zimy. Może szybciej sen będzie morzył i nie będę myśleć o tym czego jeszcze nie zrobiłam...bo inaczej zwariuję!







niedziela, 31 lipca 2016

Poranne rozmowy 'po swojomu' # Czyli 'w nas tak howorat' .

   Bardzo lubię być w takich miejscach , gdzie toczą się luźne rozmowy po chachłacku , po swojomu czyli w miejscowym dialekcie . Znam tę gwarę , rozumiem , ale mówić ... nie bardzo mi wychodzi . Mam chęć ( w miarę możliwości zapisywać takie różne 'rozhawaory' ) .

*** 

Godzina 6.05 rano . Przy budynku z szyldem mleczarni  odbierającej mleko od tutejszych rolników stoi samochód osobowy . Właściciel dowozi mleko autem , bo ma dość  daleko do zbiornika . Dawnych skupów mleka /zlewni tez nie ma . Potocznie się mówi , że ktoś ma zbiornik na mleko . Zazwyczaj jest to większy dostawca , który 'bierze' mleko od mniejszych i pobiera za to opłatę jako rekompensatę za utrzymanie zbiornika . Zazwyczaj jest to podciągnięte pod działalność rolniczą związaną z większym ubezpieczeniem społecznym . Ludzie w wieku około po pięćdziesiątce przywożą na wózkach 30-60 litrów mleka . Zależy ile kto ma krów lub w jakiej fazie laktacji są . Ludzie wylewając mleko do zbiornika prowadzą ciekawe rozmowy . Niby 'o niczym' , ale lubię je słuchać ;) .


- No bacz...Wże po szostoj , a szcze nie odczynione ... Śpiat za dołho .
- Oj tam . Poczekamy raz . Na nas czekają to i my poczekamy .
-Bacz...Taja menda wże jede z plotok . Spati nie może czy jak ...? Wsie wiadomości znaje , a jak nie znaje to wypytaje ...A desz ty jezdził tak rano ? Do baby jakiej ?
- No a szto ty takij ciekawyj ? 
- A szto ? Zapytać nie mohu ?
-Chłopcy ! Nie swaryteś z samoho rana ! Dawajte małoko i wże !
- Aj , nie pohaniaj ! Ja ledwo żywyj ...
- A po czom ?
- Aj . Hościa ja mieł . Prynios flachu bimbru śmierdziaczaho i naczepił się szcztoby z nimi piti . Ja ze dwa kieliszki wypił , nie bolsz . I tak o połnocy spati poszli . Ledwo do łożka jeho zahnał . A moja baba jaka złośna była !!!!!
- Bo nie mieła z kim spati ! Hahaha...
- Aj . Wam mołodym to tolki figle w hołowie . Aj. Ja staryj chuj wże .
- A ja sama dziś spała , bo moj chłop w robotie byw . Ale jak dobre samomu na wielikim łożku .
- Oooo ! I ja sam spaw . bo i moja żonka w robotie .
- To tom ty tak chyczej przyletieł z rowerom i małakom , bo bez baby nie moh wytrymat . Skaży czy ty na plotki poszoł czy na baby . Wiafdomości to zachotieł czy baby ? 
- Odjebiś ! Dobre ?
-Toż ja żartuju , ty bałwanie ! Durnyj jakijś ...
- Sam durnyj . Pierdolisz chujwi szto .
- Czoho nerwy ? Sam spał to byłó do mene pryjti . Ja sama i ty sam a nasze w robotie ,a my by pospali razem i wsio . Z odnej wioski to nie zhinułoby .
- Hahahaha....jak wydumała !
- A szto tu dumat . Treba sobie pomahati !
- Pomoc susiedzka musił byti ! Ty pomohczy dziewczynie bańki wyjmati z samohoda , bo zahoworył sia o babach i ni chuja nie dumajesz tiepier .
- Sam pomahaj ! Moimi rukami chocz pomahati komu ! Ja jedu bo zaraz karowy budut chnati na pastewniki i chujowo bude jechać .
- Rowerom pojedesz , samochodom to prejebane  ! Karowy idut pomału ,a ty s tyłu jedesz .A toj  co  żene nie podumaje , by zhoniti karowu do boku tylko jede sobie rowerykom jak nic .
- Za tiche auto majesz i nie czuje .
-Czuje , czuje .Ohlanuł się raz i wsio . z pitsot metrów ja za nim jechał .Jak tak bude szcze raz to zjebku dam i wsio !
- Chłopcy ! Bude doszcz szcze padał czy już wypadał się w choleru !?
- A cholera joho znaje . Z doszczom ! Żniwa treba robiti , a tu doszcz i doszcz ! 
- Jedem doma, bo zaraz sioma  hodina bude .
- No to do zawtra !

wtorek, 26 lipca 2016

Cyrk z tymi chłopami . Z serii rozmowy niekontrolowane z życia wzięte .

- Leczo , które wam dałam smakowało ?
- Dobre ! Jedliśmy , aż uszy się nam chlapały !
- Młody swoje wyrzucił . Dobrze , że tobie dowiózł . Swoją porcję wywalił , bo raz , że źle zakręcone ( w co nie wierzę ! bo sprawdzam , bo wiem jak to jest , gdy wiezie się coś autem w bagażniku ) ; a dwa to mu skwaśniało . Jeszcze z żalem do mnie , bo niby to z mojej winy bluza uwalona w leczo . 'Nowa bluza' - z jakim przekąsem to powiedział !!!
- Czemu mnie to nie dziwi ! Hahaha !
-Dobrze , że ma dziewczynę , która pamięta co było w bagażniku i zajrzała tam . Bez bab ludzkość by nie istniała , bo chłopskie nasienie* by nie przetrwało . Hahaha !
- Racja !!!
- Mówię do Chłopa swego dziś : "idź przynieś paprykę z piwnicy , stoi w kartonie na stole , naprzeciw schodów , wiesz . "  I wiesz , że wlazł aż pod schody tam gdzie mam ustawione pełne słoiki ??? Chyba chciał wziąść tę w słoikach ! Akurat zajrzałam przypadkowo i zwróciłam mu uwagę to się rozzłościł na mnie !
- Bez bab by skiśli i pleśnią zarośli ! Zastanawiam się czy mój współlokator nie jest spokrewniony z twoim chłopem . Tak samo grzebie w szafie i rozlewa wodę jak się kąpie . Jak gęś jakaś ! A nawet jest lepszy , bo jak na zapas zaczynam krzyczeć to szybko wyciera podłogę ! Ręcznikiem !!! Ja palpitacji dostanę , bo gdzież podłogę ręcznikiem wycierać!!!
- Majtami niech wyciera ! Ale jak dużo wody to ręcznik lepiej - przyznaję mu rację . Hahaha !
- Cyrk z tymi chłopami . Jak usłyszał , że o nim mówię ( nie podsłuchiwał , ale zapewne ręcznik i łazienka go "gryzły " więc odezwał się w nim instynkt samoobronny )  to dźgnął mnie w bok i czyniąc to przywalił w talerze , których napiętrzył  przy komputerze . Taki był hałas , że aż wystraszyłam się . A ten sobie poszedł i spierdział się głośno jak świnia i mówi , że to ze strachu !!!


*chłopskie nasienie-ironicznie o mężczyznach ;)



p.s. jak tu zmotywować się do zrobienia zakładek ????

poniedziałek, 25 lipca 2016

Matka ! Jak to jest być matką ?

Takie pytanie zadała mi moja córka ...



  Wróciła wtedy z praktyk w szpitalu , zrobiła obiad i na moje zaproszenie wlazła ze mną do łóżka . W ubraniu !
A ja jakaś niedospana byłam po pracy po nocnej zmianie i na jej pytanie odpowiedziałam :
-Hmmm...trudne pytanie . Ale raczej łatwo nie jest ...Zresztą wiesz , że ja nie szaleję za bachorami . Ot wskazane jest urodzić , by podtrzymać ten marny gatunek jakim jest homo sapiens .
- Oj mamo !!!! Małe dzieci są słodkie !!!
- Jadłaś już ? Bo z tego co wiem kanibalem nie jesteś .

Gromki śmiech .



Ciąża była poważnie zagrożona i sporo czasu przebywałam w szpitalu . Dużo przytyłam , jednak w czerwcu jeździłam fiatem 126 p na pole , by zrywać truskawki . Cena skupu była tak wysoka , że za 20-30 kg była niezła dniówka .

Nie zwracałam uwagi na przesądy , które mi często powtarzano .
-Nie można chodzić pod sznurkami jak wiesza się pranie , bo dziecko będzie okręcone pępowiną .
Chyba dlatego dziecko  'pchało się' na świat jakoś niemrawo , a ja żartowałam , że czeka na niedzielę i będzie to leń .
Piątek i sobota były ciężkie , bo nie dość , że bóle to jeszcze upały doskwierały . Dopiero po tych 2 dniach uznaliśmy , że jedziemy po dziecko do szpitala . W niedzielę !
I jakże ! Urodziła się okręcona pępowiną i wymęczona (tak określiły pielęgniarki przyznając 10 punktów wg skali Apgar ).
2200 gram i 49 cm długości . Nogi i ręce były jak patyki . Aż strach było brać na ręce takie maleństwo ...

Po miesiącu ważyła 3500 gram . Ciągnęła cyca i spała ,więc rosła .

A teraz ...?

- Matka ......!!! Kiedy ja te bachory urodzę ...? Jeszcze 3 lata studiów , potem specjalizacja ...Trzydziestka mnie zastanie ... A nawet gdyby  to nie podrzucę tobie do pilnowania , bo pracujesz . Młoda jesteś i do emerytury daleko . A jak mówisz , że będziesz tyrać do setki ..... Jak te bachory wyhodować ...?

Gromki śmiech .


Miała 2 lata , gdy zaczęła stroić fochy . Z niezadowolenia kładła się na podłogę i waliła głową .
Kiedyś zrobiła to w sklepie , bo nie chciałam jej kupić batona . Wyszłam nie zwracając uwagi na jej zachowanie . Jakaś kobieta ofuknęła mnie oburzona :
- Pani dziecko płacze i uderza głową o podłogę , a pani nic ?????
- Zajmie się pani swoimi dziećmi jeśli je posiada -odpowiedziałam i wyszłam ze sklepu .
Dziecko moje wybiegło tuż za mną i biorąc mnie za rękę zapytało:
- Gdzie teraz jedziemy mamusiu ? Do domku ?

Po takich występach odwiedziliśmy psychologa dziecięcego , który nakierował nas i wskazał źródło problemu . Dziecko pilnowane przez rodzica/ów , którzy stosują zakazy , nakazy i co wolno a co nie , a potem ( w czasie pracy rodziców ) dziecko pilnuje babcia  u której panuje zasada 'rób co chcesz,bo pozwalam ci na wszystko'  ma właśnie takie zachowania .

- Nie wolno dzieciom pozwalać na wszystko , bo wlazą na głowę . I oczywiście nie mogą mieć na zawołanie wszystkiego co chcą  ! Małe dziecko powinno doświadczać  samo . Oczywiście pod kontrolą rodzica . Małe dzieci to ciut nie terroryści ( śmiech )  - tak prawi moja 22-latka mojej koleżance , która ma 4-letniego synka .
- Zapytaj mojej matki to ci powie !


W wieku 16 lat uparła się na biwak z koleżankami . Domyślałam się , że jest to jakiś przekręt , bo było bardzo dużo zamieszania i zmian planów . Wydało się przypadkiem za jakiś czas , ale nikomu nie przyznałam się , że wiem .
Gdy w wieku 17 lat zapytała czy może jechać na Woodstock zapytałam dlaczego nie pytała mnie rok temu ...
- Bałam się , że mi nie pozwolisz .
- A jakbym pozwoliła ?
- To tato nie zgodziłby się . Więcej tak nie zrobię . Tylko powiedz mi skąd ty to wiesz ???!!!
- Nie powiem i tyle . Pewne 'rzeczy' ma się tylko dla siebie .
- Mamo....

- Nie pojadę na Woodstock , bo w tym roku jest wcześniej , a ja mam w tym czasie praktyki i naukę do ostatniego egzaminu , który chcę zaliczyć na 4 lub jeszcze lepiej na 4,5 .
- Jak na 3 zaliczysz to też będzie dobrze .
- Ale będziesz mnie musiała utrzymywać przez rok , a tak to mi zapłacą . Porozmawiam z ordynatorem w szpitalu , żeby 2 tygodnie odrobić w sierpniu a teraz będę zakuwać .
- Podziwiam twój zapał ...
- A mam inne wyjście !!! Lepiej było iść do pracy choćby na kasjerkę w markecie . Teraz rozumiem dlaczego tak sceptycznie podchodziłaś do mojej medycyny . Matka ! Ja mam coraz częściej dość !!!!
- Ja w sumie też ...


Gdy tylko nadarzy się okazja , że jesteśmy razem to rozmawiamy . I śmiejemy się do łez i  płaczemy obie z powodu nadmiaru problemów .
- Mamo ! Odpuść , bo popadniesz w jakąś nerwicę . Nie zmienisz świata i nie zmienisz  ludzi .


 I dziś tak sobie myślę ...
Fajnie być matką . Umówiłam się z chłopakiem swej córki  poza jej plecami .
Ale będzie zaskoczona , gdy dowie się , że wspólnie główkowaliśmy jak zrobi  niespodziankę  jej na urodziny ! Chociaż Ona mówi , że jej najlepszym prezentem będzie zdanie egzaminu z patofizjologii .
I już od godziny 0.25 leci roczek 23 !

Najlepszego kuchareczko ; ) (klik)


Okiem matki - 'będę mieć dzieci'(  klik ) i 'sesja zdjęciowa' ( klik ) .










czwartek, 21 lipca 2016

To był wariacki dzień .

Gdy wczoraj rano jechałam autem i nuciłam sobie piosenkę , która była akurat emitowana w Radiu Białystok nie spodziewałam się ,że piosenka ta będzie mnie prześladować ...
 "Nie poganiaj mnie , bo tracę oddech , nie poganiaj mnie , bo gubię rytm ..."-śpiewała Olga Jackowska , a ja potem myjąc konwie po mleku fałszowałam sama sobie i dla siebie . Nawet jakiś ptak przyfrunął i przychylając głowę patrzył w moim kierunku zanim go koty przegoniły .
6.45.
Idę zrywać ogórki . I miało być szybko , bo niby wiele tego nie ma .
Jeden kosz . Jedno wiadro ...Wiaderko i jeszcze połowa do zebrania ! A tu Chłop z zapytaniem czy mu pomogę przy grabieniu trawy  dla cieląt .
-Jedź koś to pomogę .
A tu jeszcze ogórki poplątały się z dynią i dynię trzeba zawrócić . I musztardowiec wywrócony i sałata zaczyna gnić . Trzeba jedno podwiązać , drugie powyrywać i oddać kurom . I cukinia urosła ! Pietruszka też ściele się na dróżce z agrotkaniany i prosi się o zerwanie . Tu jest mój ogródek :) . Po wstępnym przesortowaniu warzyw uznałam , że nie będę ich przerabiać , bo po prostu nie zdążę !


8.10
Postanowiam wraz Chłopem ,że zjemy śniadanie i wypijemy kawę i wtedy za robotę . Ja myślami na strychu , bo tam mam słoiki i planuję w myślach co robić z tak pokaźnych zbiorów . I chyba czasu mi zbraknie , bo od 14 czeka mnie dniówka w mojej pracy !

8.45 .
Idę na strych .
Mnóstwo kartonów , toreb , reklamówek ze słoikami i wieczkami . Opróżnione , umyte i postawione gdzie popadnie . Część słoików i wieczek stoi posortowana w kartonach , ale ta część mnie nie interesuje , bo to pozostałości z poprzedniego sezonu przetwarzania . Zanurzam się w tym bałaganie i wybieram takie słoiki jakie mnie interesują . Robię to w pozycji "z wypiętą do góry dupą " . Pozycja taka sama jak przy zrywaniu ogórków . Przekładam te słoiki i przekładam i nijak nie mogę znaleźć takich jak trzeba . Wkurzam się w mgnieniu oka (sama na siebie oczywiście ! ) i zaczynam sortować słoiki w kartony . Gdy już mam około połowy ogarnięte to zbieram się , bo słyszę klakson ciągnika . To nasz sygnał umowny i w ten sposób Chłop nawołuje mnie do grabienia . Biegnę po schodach z katonami . Strych . Pierwsze piętro . Parter . Piwnica . Czerwona jak burak prawie rzucam kartonami w piwnicznej kuchni . Wybiegając z domu patrzę na swoje zbiory . Klnę głośno w myślach ! Nie zdążę !

10.20 .
- Zostawię przetwarzanie na jutro - zagaduję do Chłopa, gdy grabimy trawę .
- A ty chcesz to dzisiaj jeszcze robić ???? Kiedy ??? 11 zaraz . Nawet bym ci pomógł ,ale to i tak nic nie zmieni .
- Ano ,bo trzeba pomyć i warzywa i słoiki . Nazrywam jeszcze fasoli , bo zerknęłam niechcący i już coś się żółciło . I koleżankom nazrywam zielska , bo tak bujnie wszystko rośnie , że ścieżek nie widać pomiędzy zagonami . AAAAA ! I do miasta na 15 minut mi trzeba .
- O ogórkach zapomnij !

11.30.
Telefonicznie umawiam się ze znajomymi na odbiór cukinii , natki pietruszki i selera . Na godzinę 13.30 czyli tuż przed pracą .

12.10.
Słoiki już gotowe i szkoda tracić czas ,więc biorę wiadro i idę zrywać fasolę .

12.23.
Dzwoni telefon . Sygnał telefonu oznajmia , że to Młody .
- Mamuśkaaaa . Mam problema . Ja pracuję do 17 ,a trzeba mi odebrać klucze . Takie do naprawy auta . Już zamówiłem i są zarezerwowane . Odbierzesz ?
- A zapytałeś mnie czy mam czas ?
- No pewnie nie masz . Ale weź odbierz , coo ? Ten sklep jest blisko ....( i tu tłumaczenie ...)
- Napisz mi smsa jak się nazywają te klucze  i jak wejść do tego sklepu , bo ja naet nie wiem , że on tam jest ....
- Zestaw kluczy do przewodów hamulcowch , cena 32 zł ,wejście od drogi, czerwonymi drzwiami i na 1 piętro .

12.45.
Zlecam teściowej robotę . Oskubanie z ogonków fasoli . Jest tego 15 litrowe wiadro . Tak z kilogram możesz pokroić , to zużyjemy na bieżąco . Resztę zblanszuję i zamrożę .

12.55.
Wbiegam do domu . Po drodze zdejmuję buty i wpadam do łazienki . 3 minuty pod prysznicem . Ręcznik ! Czesanie się i mycie zębów ! I szybko coś z szafy na siebie . Telefon , torebka i biegiem do auta . Po drodze wrzucam do bagażnika cukinie i natki .

13.15 .
Miły pan nie śpiesząc się "zdejmuje rezerwację z komputera itd" . Ja w tym czasie innformuję smsem , że ciut spóźnię się .

13.24.
W ARR zdaję kwitek informujący o przemieszczeniu bydła .

13.26.
Jechać do pobliskiego sklepu autem czy biec ? Biec ! Będzie szybciej , bo nie wiadomo czy jest miejsce do parkowania .
Przewieszam torbę prze ramię i biegnę .
W sklepie nie biorąc nawet koszyka czy wózka biegnę do pieczywa . Chwytam pakowane bułki z musli i bułki  śniadaniowe (a nigdy nie kupuję pakowanych ! ) . Na stoisku warzywnym biorę pomidory i wrzucam je do koszyka . O kurde ! Toż ja nie mam koszyka !!!!!
- Przepraszam . Śpieszę się ...
- Nic nie szkodzi -uśmiecha się pani której podrzuciłam pomidory .

13.36.
Wyjeżdżam w kierunku firmy .
Na parkingu czekają  "odbiorcy " warzyw .
- Sorki , że czekaliście ,ale miałam dziś jakiś wariacki dzień ...
- U ciebie to często tak jest -odpowiada koleżanka

13.40.
Odbijam czipa na portierni .

13.55.
Moja praca polega na sortowaniu warzyw przy taśmie .
UFFFFFFF!!!!!! Trochę spokoju ! Można będzie wreszcie wytchnąć . Jednak pozycja stojąca przypomina o odbytym dziś zginaniu się w ogródku i na strychu . Część lędźwiowa cierpi...


18.30.
Wyznaczono mnie do innej pracy , bo przy poprzedniej zakończono partię/zamówienie .
Część linii do pakowania jest nowa ( i tuż po reklamacji ) a ja osobiście pakowanie ryżu (ugotowany i zamrożony ) czarno widzę . I tak też było . Włączniki były niekompatybilne i wszystkie silniki pracowały a jeden od taśmy sortowniczej zatrzymywał się wg swego indywidualnego widzimisię . A sporą ilość kilogramów ryżu musiałam przesuwać po taśmie do następnego podajnika . Jak robiłam to powoli to surowiec sypał się na posadzkę . Krzyk mój nic nie dawał , bo na hali jest straszny hałas ( ok 80 - 100 dB ) . Ponadto trzeba zwracać uwagę , aby jakieś ciało obce nie trafiło się w surowcu .

20.00.
MAM DOŚĆ !!!!
Boli mi część lędźwiowa kręgosłupa ,ręce ,nogi i jest mi słabo . Zwołani elektrycy , automatycy i inni są bezradni . JA TEŻ !!! A zamówienie jest pilne , a osób do jakiejkolwiek pomocy brak z powodu braków  w załodze (spowodowanymi redukcją zatrudnienia ) .

20.30.
Zmienia mnie brygadzistka na tzw "siku" . Przy okazji wbiegam do pokoju socjalnego i ze swej szafki wyjmuję czekoladę . Zjadam ok 1/3 całości , zapijam wodą i mam zamiar wracać , bo wiem ,że inne koleżanki chcą albo na "siku" albo wymienić rękawice lub po prostu wytchnąć od tego wariactwa . Nadal trzeba ręcznie popychać surowiec . Przy "dobrych wiatrach " przez 8 godzin pakuje się ok 20 ton . Ja nie wiem ile "napchałam " , ale niewiele . Ale tyle , by mieć dość .

22 .15.
Dojeżdżam do domu. Jak na złość w radiu leci piosenka  A . M . Jopek
"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
  Na pierwszej stacji, teraz, tu!
  Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
  Przez życie nie chce gnać bez tchu...
 ...bo życie przecież po to jest ,żeby pożyć
  by spytać siebie : mieć czy być?"
- No tak kurde ...A ja chcę i mieć i być ! -pomyślałam sobie .

Zastałam zamieszanie w domu . Bratucha mój i Chłop szwendali się po podwórku . Chłop zatrudnił Brata do zbierania jaj z kurnika  i czegoś tam jeszcze . Ponadto oznajmił mi , że pozbawił mnie kłopotu , bo oddał skrzynkę ogórków .

Okazało się , że oddał moje ulubione ogórki drobnobrodawkowe , które wysortowałam do zrobienia korniszonów .
Trudnoświetnie ! Jeszcze urosną :)) .

Dziś (czyli  już wczoraj...) wszystko zostało przetworzone . Powstały konserwowe , 2 rodzaje sałatki do słoika , fasola szparagowa powędrowała do zamrażarki , a część na patelnię na bieżące zjedzenie jako fasola szparagowa w sosie pomidorowym  . Właśnie pasteryzacja została zakończona . Dzielnie towarzyszyły mi 3 koty z czego jeden skorzystał z piwnicznego okna , a 2 zmęczone zasnęły :)


Kończąc ten nie wariacki już dzień ( bo i w pracy było odrobinę spokojniej ) przypominam sobie inne szalone dni .o których już pisałam . Kumulacja trwa 2013(klik) .  No i ogarnięte(klik) .

Echhhh....gdzieś kiedyś czytałam , że wariackie dni są najwięcej warte . A może inaczej to brzmiało ...?


niedziela, 17 lipca 2016

Rozmowy niekontrolowane ;) .




- Popatrz jak psianka nakurwia !
- Co robi ???!!!
- Nooo...rośnie xD
- Jak będziesz tak brzydko mówił to więcej Wam kwiatka nie kupię ;P





- Już dojechaliście ?
- O taaaak ! Jest 3. 53  rano ;D
- Ja pracuję a Ty wczasujesz .
- Tak bywa :P
- Pozdrów morze ode mnie ...
- Jak kimnę się to to zrobię xD.






- Ładne ? :D
- Jak nie jak tak !
- Nie będę Cb drażnić fotkami ;P
- Na żywo bym wolała !!!!!
- Może kiedyś pojedziesz ;) .
- Zapiszę se w testamencie , by po skremowaniu  rozsypali me prochy w morzu . Może wtedy !
- No weź......




- A może wolisz orgazm za 22 złote ? ;D ( konieczny  klik w foto z lewej ! )
- Żebym to ja 22 zeta miała ! Hahahaha...
- Kurde ! I ja goły i wesoły ;D .
- A ja fajne auta oglądam . Może zamienisz alfę na starego citroena ?
- Jak mi dasz na takiego to dzisiaj od razu wracamy i zmieniam xD
- Kurde ! Pączka i colę na minus kupiłam , a ten mi tu z taką propozycją ! ;D
- Spokojnie . Ja na minus drugi dzień będę się kimał w hostelu . A w poniedziałek muszę dać radę załatwić się z uczelnią ... Bo o 4 rano pociąg do Białegostoku i kiedy to spać ;/ ? O 11 trzeba załatwić papiery na uczelni przez te kilka godzin i jeszcze 100 km do domu wracać autem do domu , by we wtorek pójść do pracy . Aż strach być takim zmęczonym ...
- Znam ten stan ...Dasz radę ;*
- Chcieliśmy już nawet przełożyć godzinę wyjazdu , ale wszystko zarezerwowane . Wszystkie ludziska do Gdańska chyba zjechali . Wszędzie tłok.



- Citroeny będą do obejrzenia . Na lapku jakby coś w folderze old auta .
-  Spoko . Popatrzam jak będę miał wolny czas ...
- Ciekawe który Ci się spodoba najbardziej ?
- Pewnie żaden , bo mam swój wymarzony :)) .
Ponadto mamuśka możesz mi telefon doładować ;D . A ja w ramach rewanżu tygrysa szablozębnego mogę Ci przywieźć lub słonia .Tylko słoń ma ciosy dziwacznie jakoś -byś nie była zaskoczona hahaha . W Zoo jesteśmy .








 Notka to pretendent do stworzenia zakładki  o tytule jak w tytule ;) .
Będę tam zbierać różne ciekawe rozmówki . Nie tylko z synem ;) 
Powyższe rozmówki i smsy , mmsy  z ostatnich dwóch dni .
Warto to kontynuować choćby po to , by zarchiwizować radość z dobrych relacji z dzieckiem . Może dziecko kiedyś przeczyta te bazgroły i powie samo do siebie :
-Oj matka matka ...
        (Jakbym słyszała ten głos ;) )

Moja specjalność to łapanie srok ? I niekoniecznie skutecznie ;)) .


I nie chodzi mi o łapanie ptaków , bo ani ze mnie ornitolog , ani kucharz co każdego ptaka zamieni w
pyszną potrawę , ani jakaś poroniona istota , która chciałaby trzymać srokę w klatce zamiast papugi < wow! > . Chodzi mi o przysłowiowe łapanie srok czyli załatwienie kilku spraw jednocześnie . I fakt faktem ,bo nie da się złapać kilku srok za ogon/y . Mówi się ,że można ich złapać 2 czy 5 .
 A jak jeszcze jedna doleci w międzyczasie ????
Tak było dziś i u mnie ( zresztą nie tylko dziś tak bywa !!! ) .

Po pracy na nocnej zmianie miałam zamiar wziąść się solidnie za robotę w domu . Ale , że noc w pracy nie była lekka i ponadto gnębiło mnie złe samopoczucie postanowiłam rano przespać się.
I tu już "załatwiłam" jedną srokę , bo przed snem zaczęłam czytać ciekawą książkę Danuta Stenka ,Łukasz Maciejewski - Flirtując z życiem . Książka kusiła od dawna ,ale ...  ( !?)

Plan dnia zapisany jako notatka w telefonie :
-posprzątać kuchnię ,
-posadzić kwiaty ozdobne w tym lawendę i grudnik ,
-posadzić pomidory koktajlowe do donicy (samosiejki) i posadzić rukolę ,
-zrobić nalewkę z moreli ,
-spróbować wina z mniszka co je dostałam do degustacji  od koleżanki "winiarki
-zrobić pranie (tzn pralka je zrobi ) ,
-dokończyć sprzątanie "na zarobek",
-upiec biszkopt (i jakie t ma być ciasto...? bo brak pomysłu )
-posortować słoiki i wieczka ,
-poskładać dokumenty w segregatory ,
-poskładać poprzednie pranie ,
...itd...bo jeszcze to co nie zaplanowane , a mus zrobić ;)



I wszystko byłoby w porządku , gdyby ... nie nadleciała dodatkowa sroka ;)) . Sprzątanie i część sadzenia miałam za sobą , gdy...
... naszą drogą przed domem przejechało kilka lub kilkanaście zabytkowych samochodów ! Teściowa i Chłop zaczęli wiwatować

na ich widok , ja popadłam w popłoch nie wiedząc co robić . Końcem końców pobiegłam do łazienki myć się , potem zrobić się na "do ludzi " i wsiadłam do auta i pognałam po ich śladzie.

Trochę czasu zajęło mi znalezienie miejsca postoju , ale warto było  (KLIK - Zlot Zabytkowych Citroenów ) .
Wiedząc , że nigdzie nie pojadą (znałam już plan zlotu ) szwendałam się powoli , patrzyłam i rozmyślałam ...

-Miałam pomóc Chłopu , a pojechałam sobie ot tak bez słowa ...
Wyrzuty sumienia złagodził pączek z czekoladą  popity coca-cola ;) .

I żeby nie było tak ,że miałam bardzo silne te wyrzuty sumienia to w drodze powrotnej odwiedziłam swe ulubione miejsce pod wierzbą w Maćkowiczach  ( klik w te miejsce ) . Popatrzyłam na rzekę i porozmawiałam z sympatycznym panem ,który niedawno nabył pobliski domek . Po powrocie do domu przejrzałam plan dnia i zrobiłam co najważniejsze czyli skończyłam zaplanowane sadzenie . Pomogłam Chłopu przy zwierzętach opowiadając o widzianych starych autach .
-Było zostać na paradę tych samochodów -zagaił Chłop .



-A było ...Wyrwałam z domu jak guma z majtek , a w domu tyle roboty ...
-Przecież sama mówisz , że robota to głupota .
-Mówić , a robić ! Pogadać to ja zawsze mogę !



I tak :
- nalewki nie zrobiłam , bo uznałam , że morele mogą poczekać lub można je dodać do ciasta (może jednak rano zrobię ...) ,
- słoiki posortuję , a jak nie posortuję to kary nikt mi za to nie da ,
-dokumenty leżały i nadal leżeć będą , bo tylko ja w nich odnajduję się ( Chłop to by w uporządkowanych rozpierduchę zrobił , gdyby czegoś szukał ,więc warto...? ) ,
-sprzątanie na zarobek...? A ile można sprzątać ? W domu sprzątam , w pracy sprzątam (pracuję przy automatach pakujących warzywa lub owoce ,więc wiadomo ) i jeszcze dodatkowe sprzątanie za pieniądze . Pilne nie jest , a zostało na kilka minut .
-Prania poskładam jak więcej się naskłada ! Ooo!

Ponad program poradliłam (napowietrzyłam)  zagony z bazylią , cebulą , porem i selerem . Posadziłam swoje ulubione astry lulu do wielkiego dziurawego gara  . Rukola też znalazła w końcu swoje miejsce ( tu było o rukoli -klik ) .Rozkoszowałam się zapachem maciejki i widokiem bujnie rosnącego ogrodu . Psom dałam mokrą karmę "z pałki" , kotom suchą karmę .
Przepraszająco powiedziałam czworonogom :
 - Jutro wam nagotuję gar jedzenia . Będą warzywa + makaron
+mięso . Zabrałam jaja z kurnika .
Pospacerowałam po swoim ranczo i przygotowałam pastwisko na jutrzejszy wypas (zamknęłam wjazdy ) . Gdy już było ciemno obserwowałam (chyba) nietoperze ,które co wieczór latają przy naszych domach . Obstawiamy fakt , że zamieszkują piwnicę naszego starego domu . I kilka ciekawych fotek zrobiłam wk******ąc się , że nie mam odpowiedniego sprzętu .


I tak dużo tego !
 Konkluzja taka , że trzeba właściwe sroki za ogony łapać ,a nie wszystkie jak popadnie ;P

Krasula zrobiła sobie wianek ;))
To intrygujący widok . Wrócę do niego ...

Nietoperz ...?


LULU! Trzeba iść spać ...?

LULU w garze ;)

niedziela, 22 maja 2016

Z rozmemłaniem precz !



Kilka ostatnich dni płynęło jako tako nijako . Ani nic złego , ani nic dobrego . Ot takie tam po prostu rozmemłanie ...I to nie ważne , że prawidłowo powinno być rozmamłanie , bo i tak wiadomo  o co chodzi . Totalny brak energii i chęci do życia dopada mnie co jakiś czas . Ot tak bez przyczyny . Ani nie ma nowego stresu , ani nowego problemu . Ot tak po prostu samo z siebie się bierze . A może się mylę , a o tym nie wiem ...? ( !!! )
Ale każda czynność dnia stanowi wtedy problem . Nawet poranna pobudka i poranne obowiązki w obejściu .
Uczucie zmęczenia dopada mimo , że dzień jeszcze na dobre nie rozpoczął się . Myśli krążą wokół jednej czynności ...jakby tu położyć się i poczytać i ewentualnie zdrzemnąć ...
Tak było i wczoraj . Znalazłam pretekst , by położyć się " na chwilkę " .
Po przebudzeniu kawa i takie tam " nic".
Pogadałam z Młodymi (Młodym i jego dziewczyną ) i miałam zamiar wziąźć się za gotowanie bogracza . Młoda mnie wyręczyła smażyć pieczarki , cebulę , kiełbasę i mięso z łopatki . Pokroiła też pozostałe dodatki do tejże potrawy . A ja snułam się z kąta w kąt . Jedyne co zrobiłam to zacierkę ( poprosiłam Młodą , by pomogła mi ją poskubać ... ) . Jedyne co zrobiłam oprócz doprawienia bogracza to napiłam dobytek i zrzuciłam słomę ze strychu obory na podściół i podrzuciłam ją cielaczkom i ich mamom . Przy okazji zrobiłam foto cielaczka , by wysłać koleżance , która jest jak ja rozmemłana , ale chce pokazać cielaczka co jest u "cioci " . Plącząc się w kuchni usłyszałam krzyk Chłopa :
-Co tam się dzieje do cholery ?!!!
W oborze był ryk niesamowity i Chłop pobiegł jakby biegł w jakimś wyścigu .
Ja rozmawiałam w Młodą i coś tam robiłam . Zapewne byle co , bo na nic konkretnego się nie zdecydowałam . Ani na odkurzanie , ani na sprzątanie , ani na pieczenie ciasta .Z ledwością zalazłam do ogródka , by wysiać ogórki na późniejszy zbiór oraz koper i kukurydzę . Nawet rządek marchwi pozbawiłam chwastów !
A potem przygotowałam rower na wieczorną przejażdżkę .

Przy wieczornym dojeniu Chłop poinformował mnie , że właśnie w południe nasza buńczuczna krowa spacerowała sobie po oborze w  towarzystwie cielęcia . I z racji swej buńczuczności pobruła swymi czubatymi rogami inną , a dokładnie swą córkę , która jest już dorosła (klik ) .
Wtedy zapaliła się mi lampka kontrolna !!! Przez moje rozmemłanie mogło dojść do tragedii !!! Robiąc zdjęcie musiałam niedokładnie zamknąć drzwi do zagrody .

- Dość rozmemłania ! - krzyknęłam do Chłopa ( w sumie bardziej sama do siebie ) .
Na domiar wszystkiego zostawiłam gotującą się kawę zbożową !!!! Zapach poczułam przez otwarte okno ...

Na przejażdżce rowerowej zrobiłam kilka rozmemłanych fotek . Jaki stan fotografa takie fotki - pomyślałam ...







 Śmiech mnie tylko ogarnął , gdy robiłam dwie ostatnie fotki i w ostatniej chwili zauważyłam lecącego nietoperza . Przeleciał tuż nad moją głową , a ja robiąc unik o mało co nie przewróciłam się o leżący rower !!!

 I zakończyłam dzień ze świadomością , że jutro tak nie może być !

  Dziś z samego rana przystąpiłam do działania  ;)) .
Pomogłam w dojeniu , pomyłam konwie  i sprzęt od dojenia , wodą po myciu podlałam kwiaty i trochę warzyw , wypuściłam kury na wybieg i zaopatrzyłam je w świeżą wodę i jedzenie .
Wodę z poprzedniego dnia zaniosłam do ogródka . Chłopa zmusztrowałam ostro , by zdjął robocze ubranie , które od razu powędrowało do prania . Ugotowałam mleko do kawy zbożowej ( wywar już był ) ,zjadłam śniadanie , zebrałam pranie z poprzedniego dnia ,odkurzyłam , pomyłam podłogi , zrobiłam porządki wraz totalnym wietrzeniem szafy . Gdzieś tam w międzyczasie zrobiłam ciasto i ucięłam pogawędkę ze znajomymi , którzy wpadli do nas niespodziewanie .
Rower jest przygotowany do dłuższego wyjazdu .
Telefon , aparat i w drogę !
Jadąc będę nucić Juniora Stress : "Znam ten stan "( klik ) .
Tak , tak . Znam u siebie ten stan ...Albo mega power albo rozmemłanie ;)) .













czwartek, 19 maja 2016

Chyba będę mieć dzieci !!!

I  wcale nie chodzi o to , że jestem w ciąży  i chcę mieć kolejne potomstwo i przez to 500+ . Nawet o tym nie myślę !
Chodzi o to ,że moje już dorosłe dzieci po zakończeniu roku szkolnego / akademickiego będą zamieszkiwać razem z nami . I nie , nie były jak na razie do tej pory wydziedziczone , gdy mieszkały poza domem . To edukacja była przyczyną ich migracji ze wsi do stolicy Podlasia . Bo cóż ja poradzę , że zezwoliłam na "bachurskie fanaberie" ( cytat wypowiedzi znajomej )  edukowania się o 100 km od domu ( jakby tu szkół i nie było ) ? Ale nie będę się nad tym rozczulać   i rozpisywać . Przy ostatniej wizycie w domu Młoda powiedziała :

- Ty mati ( matka ) i ty batku (ojciec ) . Ja tak wydumała(wymyśliła ) ... W tym roku na wakacje nie pójdę do żadnej pracy . Będę w domu i będę pomagać paść krowy  hahahaha ... Ale na poważnie . Będę opiekować się babuszką ( babcią ) po operacji , będę grzebać w ogródku , chodzić na grzyby , biegać z psami , głaskać nasze kiciusie  , doić krowy , gotować , a wy dla swego pasożyta dacie parę groszy , by pasożyt pojechał na Woodstock ...? ( I tu był mega inteligentnie szelmowski uśmieszek z szybkim mruganiem rzęsami ;)) )
-SUPER !!!
-HURA ! HURA ! HURA !
Chłop z tej radości ,aż zatupał nogami siedząc na krześle , a ja miałam na pysku nie banana , a kiść bananów!
- A od kiedy ty tak po ruskiemu choworysz ( mówisz ) ?
-Bo ja dziewka ze łsi i wmieju ( umiem ) choworyt ( mówić ) po swojomu ( po swojemu ) .
-Dobra , mów normalnie i mnie nie wnerwiaj .A za pasożyta to ci zaraz przywalę !
-No , bo ja to taka wesz wychodowana na waszym łonie , 22 lata , a kormiti  (karmić) potreba  (trzeba ).
-Dobra , dobra . Kocioł zupy nawarmy ( nagotujemy ) i bedziem żryć ! I sałaty narobimy ze śmietaną .
-Łoj matka ! A ty sałatu posiejała (sałatę posiała ) ? Bo ja już gotowa stać na swych czterech kończynach i ją wżerać jak krowa trawę !!! Już się nie mogę doczekać czasu , aż uwolnię się od miasta , od ludzi , od hałasu . Chce mi się na wieś !


Dziś w rozmowie telefonicznej Młody mi rzekł :
-Wiesz mamuchna ... przemyślałem sprawę i jestem wstępnie umówiony na rozmowę o pracę .
Ale sęk w tym ,że zapewne będziesz mieć moją gębę do karmienia , bo chcę pracować blisko domu ,a nie jak wcześniej planowałem w stolicy Podlasia . Tak będę mógł tatuśkowi w żniwach pomóc czy w czymkolwiek innym . Poza tym nie chce mi się gnić latem w mieście w blokowisku . Respektujesz mamuśka takiego pomysła ?
-Jeszcze pytasz ! Fajnie będzie , wy oboje w domu , bo Młoda też będzie i wymyśliła , że do pracy nie pójdzie .
-Należy się jej laba . Ciężko zamulała na stypendium rektorskie ,więc teraz ciut wytchnienia powinna złapać .
-Dzięki temu , że ona zamulała ty miałeś większe datki , wiesz ?
-No może na bystrzachę nie wyglądam ,ale swoje wiem mamuśka hahaha . Kumam ,  że tylko mnie musieliście finansować . Z matmy wybitny prawie jestem ,więc rachuję trochę  hahaha .Kończę , bo lecę na ostatnią maturkę . Ustny z angola . Pa mamuśka !

Tak więc czeka mnie rozgardiasz domowy jak przed laty  i świadomość , że moje małe dzieci to już duże dzieci ...












wtorek, 3 maja 2016

Prześladuje mnie durna baba ! Czy durna baba to też ja ...!?


Jakiś czas temu w czasie przerwy śniadaniowej w pracy roześmiałyśmy się z koleżanką z niezbyt wyszukanego dowcipu na temat sexu . Chichotałyśmy w duecie z czego koleżanka płakała ze śmiechu  ( ale ten typ tak ma ;) ) . Sporo młodszy kolega ,który przy tym samym stoliku parzył sobie kawę rzekł  z przekąsem:
-Durne baby ! Wam tylko jedno w głowie !
-No wiesz co !!! ... To już śmiać się nie można ? -odparła nieco zdumiona , a bardziej oburzona koleżanka .
-A może twoją czaszkę otworzymy (w amoku zapomniałam ,że fachowo to zwie się trepanacja ) i zobaczymy czy tam jest sieczka czy wiatr halny ? A może i sieczkę wywiało ?

 Kilka osób zaczęło śmiać się w głos , a kolega odmaszerował zniesmaczony tekstem durnej baby .

No ja sobie wypraszam , by moją niewinną wesołość zakłócał jakiś niezadowolony z życia (lub z siebie ) młodzieniec ! Jak nie podoba się to odmaszerować !


Często słyszy się  takie określenie . Durna baba .
Durna baba , bo zamiast siedzieć w domu i pilnować ogniska domowego szwenda się z psem po okolicy .
Durna baba , bo ma 50 lat , a ubiera się jak nastolatka .
Durna baba , bo  powoli jedzie autem .
Durna baba co koty wozi do weterynarza .
Durna baba , bo wyręcza chłopa z załatwiania męskich spraw .
To ostatnie  dotyczy jak najbardziej mnie . Często ludzie mówią mi wprost , że jestem durna , bo kupuję oleje ,smary , łożyska ( kryte i niekryte , kulkowe , stożkowe )a powinien robić to sam zainteresowany czyli mój Chłop !  Ale ja podobnie jak chłop ( mój czy nie mój ) wypytam w sklepie hydraulicznym  o dostępne bojlery i poszukam informacji czy lepszy jest bojler dwupłaszczowy czy  z podwójną wężownicą ...?

Niestety i tą durnotą się nie przejmuję . Skoro umiem kupić to co Chłop akurat potrzebuje i nie stawiam oporu ( bo i tak jadę do miasta ) to nie ma problemu . Chłop zajmie się w tym czasie czymś innym ( a może leży w cieniu pod gruszą - licho go wie ;) ) , a ja np. przed pójściem do pracy kupuję co potrzeba . I Chłop nie traci czasu i nie zużywa niepotrzebnie paliwa . Ot to!

Ostatnio przyłapałam się na tym , że nazywałam siebie durną babą !
I jeszcze ,żeby tego było mało trzasnęłam sama siebie w czoło ! Z plaskiem !!!
A było to tak...

Niedawno kupiłam sobie nowy komputer . Dość szybki i mega rozumny laptop .
No i z racji ,że bardzo mi się podoba i super ze mną współpracuje postanowiłam przerzucić na niego wszystkie swoje pliki  i foldery z pendrivów i komputera beneficjenta ( tu o nim pisałam-klik) .
Gdy pilnowałam garów gotujących się na piecu kaflowym postanowiłam w tzw. międzyczasie to zrobić . Przyniosłam laptopa i pomiędzy podkładaniem do pieca , przesuwaniem fajerek ( bo za mocno kipi ) zrzucałam foldery na pulpit laptopa . Zrzuciłam , usunęłam wszystko z nośników pamięci i je sformatowałam . Podlałam kwiaty  oraz doniczkowe oregano i szczypior  .
Zrobiłam sobie kubek zielonej herbaty i zadowolona z siebie usiadłam przed laptopem z myślą ,że trochę większy ład zaprowadzę w folderach zdjęciowych . Można sobie wyobrazić mnie ,gdy zobaczyłam, że zamiast folderów ze zdjęciami mam utworzone foldery z nadpisanym SKRÓT w których NIE MA ZDJĘĆ !!!!!!

Nie wiem czy serce mi stanęło czy zaczęło łomotać .
Ale plasnęłam sobie z płaskiej dłoni w czółko z okrzykiem : TY DURNA BABO !!!
Objęłam głowę rękoma i chciałam płakać z żalu do samej siebie .
-Ja pierdolę ...ja pierdolę !!! Zamiast kopiuj wklej to przeciągnęłam .Ale durna jestem...
-Nawet  ku**a  i nie popłaczę , bo łzy na klawiaturę polecą , a szkoda sprzętu ...

...i na myśl mi przyszło , że mam syna o wyuczonym zawodzie technik informatyk . Zadzwoniłam . I uspokoiłam się , bo zdjęcia są do odzyskania ...tylko być może będzie w nich większy bałagan niż był , a dokumenty tekstowe niekoniecznie mogą być odzyskane .
Już kilka godzin spędziłam na porządkowaniu sektorów i jeszcze nie koniec .


17 000 plików  jako tako jest ogarniętych  i wstępnie opisanych .Nie wiem ile jeszcze mi zostało , bo boję się zaglądać  , ale coś ok 24 GB ." Lost files" będzie mi się śnić po nocach chyba . No , ale jak tak to zostawić , gdy niektóre z utraconych zdjęć mają ok 8 lat ...?
Nasze pieski , których już nie ma z nami , zdjęcia z gór i innych wycieczek , wygłupy w kuchni(klik) , jedzenie , gotowanie  , pieczenie ... No jak ...? !

 Siedząc dziś rano przy kuchennym stole sortowałam zdjęcia i piłam kawę . Z laptopa z youtuba "sączyła się " spokojna muzyka . Chłop z zaciekawieniem przyszedł podejrzeć co ja robię .
-Szukam spokojnej muzyki , by słuchając porządkować te cholerne foldery .
-To włącz coś fajnego  to posłucham z tobą .
(Magda Maciejec- Zrozumieć ciszę -klik)




I tak słuchając muzyki i rozmawiając o wszystkim i o niczym przejrzałam kilka folderów . W międzyczasie rozmawialiśmy o Katarzynie II , o jej kochankach i jednym z nich Potiomkinie . Oraz o książkach Simona Sebag Montefiore i o potężnym kraju jakim jest Rosja .
-Muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora np . "Stalin. Dwór czerwonego cara." -powiedziałam Chłopu .

-A opowiesz mi ? -dopytywał Chłop .
-Opowiem , ale pod jednym warunkiem ! Że nie będziesz patrzył na mnie jak na durną babę co to tylko książki czyta !
-A kto ci  powiedział , że jesteś durna baba ???!!! Bo ja sobie nie przypominam żebym coś takiego mówił ,a sklerozy raczej nie mam jeszcze .
-A co to nie ma takich ,że mówią w ten sposób ?
-A niech sobie mówią . Zresztą sama mówisz ,że nie trzeba się przejmować tym co inni gadają .
-Ale wiesz jak takie gadanie wkurza  ! Robię zdjęcia , a tu ktoś znajomy pojawia się skądś znienacka i zagaduje :
-A co ty durna jakaś ,że tak fotografujesz ?  Toż nie ma na co patrzeć ! ...
 Cycki mi opadają wtedy do samego pępka jak to u durnej baby ...



A ja sobie dziś pofociłam ! O !
Z gminy do gminy i trochę wspomnień z dzieciństwa (klik)


P.S.
W sumie to samego określenia baba zamiast kobieta ,dziewczyna nie lubię !
P.S.2
Kiedyś już pisałam o babach ,ale w ciut innym kontekście ;)
Baby są od sprzątania! -klik



piątek, 22 kwietnia 2016

No kurde !

Dawno tak nie było , by przez krótki czas  wydarzyło się tyle dobrego.
OTÓŻ:
Po kilkudniowej nieobecności wrócił do domu kot Dżon .  (Tu o nim było -klik)
Jedna z naszych krasul "powiła" dużego , zdrowego cielaczka .
Młoda zadzwoniła , że ma w miarę wolny tydzień na uczelni  i jedzie do domu .
Młody wyręczył mnie z trudnego zadania jakim byłoby odwiedzenie mego rodzinnego domu .
Gotuję obiad i w międzyczasie sączę mocną kawę . Asystuje mi kot siedzący przy kuchence (muszę uważać , by go nie rozdeptać ! )  . Standard w sumie , ale cieszy ;)




Ponadto rano rozśmieszył mnie Chłop . Wymyślił sposób ,  by ciągle mieć pieniądze .
- Musisz włożyć portfel głęboko do kieszeni spodni , związać ręce z tyłu i tak ciągle chodzić . Nie będziesz wtedy sięgać do portfela i będziesz mieć pieniądze .
-A potrzeby ? No wiesz o czym mówię ...
-Przecież ręce masz z tyłu to kciukiem ściągniesz spodnie .
-Hmmm...a jak je włożyć spowrotem ...?
- A to trzeba ?
;))
 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Poniedziałek jaki cały tydzień taki i o tym jakich poniedziałków nie lubię .

Poniedziałek nie jest lubiany z tego co wiem ;) . W pracy nieraz słyszę , że "poniedziałek to dzień majsterski ". No tak... dwa dni błogiego lenistwa odwracają uwagę od tego ,że trzeba popracować . I poczucie obowiązku pracy jakby maleje . Wiele osób czuje rozleniwienie lub jak ja to nazywam "rozmemłanie". Owszem robią , ale ni przed nimi , ni za nimi . (Oczywiście ja też znam ten stan ! ) .

Mnie osobiście drażni niedziela i prawie wszechogólne twierdzenie , że w niedzielę nie powinno się NIC (!!!) robić . No dobra... Niech ktoś mi rzeczowo wytłumaczy co znaczy NIC nie robić... a poza tym co z tymi co pracują w niedzielę ?
Ja zazwyczaj po otwarciu  oczu układam w głowie co mam do zrobienia i co mogę zrobić później i planuję  nie bacząc na to jaki jest dzień tygodnia . Poniedziałek to jest jeden z siedmiu dni tygodnia ustanowiony jako pierwszy i  tyle .

Najbardziej nie lubię poniedziałków , gdy mam tydzień  pracy na 3 zmianę ( czyli od godziny 22 wieczorem do 6 rano ) . A moje nielubienie objawia się najbardziej we wtorek ... gdy budzę się ok południa  po odspaniu przepracowanego dnia i nocy . Nie wiem wtedy jak się nazywam , co powinnam zrobić i leżę próbując włączyć myślenie . Po przespaniu 7 godzin jestem zmęczona tak samo jak przed pójściem spać . Niby nic mi nie jest ,a nie czuję sił . Najlepiej byłoby , gdyby ktoś do kończyn doczepił sznureczki i nimi pociągał próbując wprawić mnie w ruch . Zwariować można !
Jednak zwlekam się w łóżka , bo potrzeba fizjologiczna jest silniejsza od stanu marionetki .
-Wypij kawę . Może postawi cię na nogi-radzi Chłop .
Ja od razu czuję spisek , bo domyślam się , że ma chęć ma łyk kawy ( lubi podpijać z mego kubka i robi to nałogowo !) .
Robię więc mocną kawę . Gorący napój powoduje , że robi mi się cieplej , bo od chwili przebudzenia trzęsie mnie jakby z zimna . Ale rozmemłanie nadal trzyma . Wczoraj za dużo na siebie wzięłam ,a i tak nie wykonałam tego co zaplanowałam . 24 godziny to stanowczo za mało na moje plany . Jednak poczucie satysfakcji odwalonej roboty jest , a zmęczenie to takie normalne następstwo .

Czas zostawić ten poniedziałek ,bo popadnę w paranoję jego przeżywania ;)
Przecież  wtorek  zaczął się kilka godzin temu , zaraz czeka mnie kolejna dniówka w pracy i potem moje wygodne łóżko . Mam nadzieję , że nie zmarznę w swej pracy do szpiku kości i , że uda mi się szybko wyspać i dojść do siebie po nocnej pracy ... bo mam już plany na jutro .



I tradycyjnie coś do posłuchania !


niedziela, 17 kwietnia 2016

Po co mi ten blog ...? Czyli trochę o wszystkim i trochę o niczym...

Gdy kilka lat temu poprosiłam swego syna , by pomógł mi założyć bloga to odparł:
-Blog  chcesz mieć ? Blogi piszą sami popaprańcy...( zamiast popapraniec było inne słowo , ale nie mogę go odnaleźć w pamięci , więc zastąpiłam "popaprańcem ) .
Przełknęłam gorzki żal i temat został zamknięty...
Ale o blogu nadal myślałam , bo niezły popapraniec ze mnie jest .
W końcu znalazłam czas i wytężyłam swoje komórki mózgowe i zaczęłam . ( Tu początki -klik ) .
Jak napisałam w nagłówku są to:
                     moje  przemyślenia , wspomnienia , radości , smutki , rozterki... Trochę o mnie, trochę   życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym...

I tak sobie myślę nieraz czy pisać czy nie napisać ? Czy publikować napisany post ? Czy drążyć temat , który akurat mnie zainteresował ? Czy szydzić i kpić z konkretnej sytuacji ? Czy opisać wariactwa (chodzi mi o zaistniałe lub istniejące sytuacje w rejonie, we wsi lub w kraju ) o jakich większość ludzi żyjących  nie ma pojęcia lub po prostu nie chce wiedzieć ?
I dlaczego o tym nie piszę ?
Boję się krytyki ...?
Brak mi czasu ...?
Czy jestem aż tak bardzo popaprana...?

Często opisuję zabawne sytuacje .Dlaczego tylko zabawne ? Bo po prostu chcę , by ludzie którzy to czytają  się śmiali ( a czytają jak wskazują statystyki) . Bo mam świadomość ,że każdy ma jakieś problemy mniejsze lub większe . I po prostu lubię jak ludzie się śmieją . A ,że się śmieją ze mnie nie stanowi to dla mnie jakiegoś problemu . Zresztą słynę z dużego poczucia humoru (dość specyficznego zresztą ) i niewiele osób wie , że gdzieś tam w środku siedzi mała wystraszona dziewczynka lub nastolatka o bardzo niskim poczuciu wartości albo też dorosła kobieta , która wie,że postępuje źle... bo nie rozumie sama siebie ...ale za wszelką cenę chce zrozumieć innych...

Mój brak rozumienia siebie zapewne trwałby w nieskończoność (albo bardzo długo ) , ale trafiłam na człowieka , który potrafił do mnie dotrzeć i obiektywnie popatrzeć na zastraszone dziecko przed czterdziestką . A to , że bardzo się skumplowaliśmy (wolę tę formę niż  "zaprzyjaźniliśmy się" ) przyczyniło się do tego , że potrafiłam "otworzyć się " i opowiedzieć bardzo wiele o sobie . Wiele z tych rozmów dało mi do myślenia i następnie dało bodziec do działania .
 Ostatnio zastanowił mnie fragment książki E. Herzyk DDD Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych :

"Jeśli zatem , kobieto jesteś przebojowa i towarzyska , masz męża i dzieci , osiągnięte sukcesy powodują , że czujesz się wartościowa i podążasz za aktualnymi trendami , powinnaś być szczęśliwa . Gdy natomiast wolisz spokojny tryb życia , jesteś introwertyczką , kobietą samotną , nie masz się czym pochwalić i trudno ci znaleźć coś dla siebie w ofercie kultury masowej to jesteś z góry skazana na nieszczęście . Ale nie martw się , wystarczy dostosować się do norm kobiety szczęśliwej - i sprawa załatwiona . A jeśli będziesz miała z tym problem udaj się do psychologa po poradę  jak to zrobić , albo na terapię (na której wzmocnisz tylko przekonanie ,że jest coś z tobą nie tak ) .
Ten nieco szyderczy ton ma na celu wykazanie , że to nie bycie DDA/DDD , ale uznanie wzorców kulturowych za obowiązujące i chęć dostosowania się do nich często  czyni ludzi nieszczęśliwymi. Powoduje , że zamiast żyć własnym życiem w zgodzie z sobą i utożsamiać szczęście z poczuciem spełnienia próbują odgrywać role wg napisanego przez innych scenariusza."

Zaznaczę , że jest to książka , którą chcę przeczytać (akurat dziś przegapiłam koniec licytacji na allegro ) , ale teraz odniosę się do zacytowanego tekstu i do swej osoby .

Czasem jestem przebojowa i towarzyska , ale nieraz mam pragnienie spokoju i samotności .
Tak . Śmiem twierdzić , że czasami bywa tak , że świat zewnętrzny mnie nie interesuje i sama ze sobą przerabiam swe przeżycia .

Mam męża i mam dzieci . Ale nie ukrywam , że dzieci chciałam mieć zawsze , ale bez męża . 

Osiągnięte sukcesy...?
Wybudowanie własnego domu ? Tchnięcie życia w zrujnowane gospodarstwo rolne ?
Dzieci , którymi mogłabym chwalić się bez końca (studentka medycyny i uczeń informatyki jako jedni z najlepszych na roku/w klasie ) ? Czy bardzo dobre relacje z dziećmi ?
Uważam za sukces to , że nie czuję potrzeby dostosowywania się do jakichkolwiek norm . 
Wielkim sukcesem jest też to , że sama sobie z tym poradziłam . Trudno było , ale jak szyderczo mówię nieraz sama do siebie , są to tak skomplikowane sprawy, że psycholog zwariuje ...

A emocje...?  I tu jest problem...
Prawdziwą  istotą syndromu (bardzo lubię słowo syndrom) DDA/DDD jest właśnie nieradzenie sobie z emocjami .
Czasami złość lub niefart zamieniam w żarty . Czasami klnę jak szewc (lub zrzeszenie szewców ) .
Czasami zamykam się sama w sobie i milczę , bo wiem , że wyżej dupy nie podskoczę .
Czasami walę pięścią w stół lub kopię nogą w ścianę . Czasami wyrzucam z siebie mnóstwo pomysłów na "naprawienie" trudnej sytuacji ,ale żadnego z nich nie wprowadzam w życie . Czasami mam ochotę chwycić w swe ręce  drugiego człowieka (tego który mnie skrzywdził ) i oddać mu pięknym za nadobne czyli też skrzywdzić . Chłop mój mówi , że nawet mogłabym zabić (czego jeszcze nie uczyniłam w swym 42 letnim życiu - czego nieraz żałuję ) .
Czasami płaczę ...
Często staram się zapomnieć , wymazać z pamięci ...

Czy trudno zrozumieć jak trudno jest pisać ...?
Mimo wszystko będę pisać chociaż nie wiem , gdzie mnie pisanie zaprowadzi ...

A co do syna , który uważał ,że blogi piszą popaprańcy ...
Kiedyś przeczytał post o pewnym Beztroskim (klik) (zapewne znalazł go pchany ciekawością co to za pulpit nawigacyjny ( ? ) i co ta antytechniczna matka tworzy ...? ) .
Potem ucałował mnie uradowany w podzięce za ten tekst ;)
Czyli warto pisać !


Na zakończenie 2 różne piosenki . Bardzo je lubię i gdybym miała wybrać jedną to poddaję się .





P.S. Czy ktoś pomógłby mi utworzyć zakładki ? Będę bardzo wdzięczna , bo szkoda mi czasu na szperanie ustawieniach ;)