Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żart. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2018

Cóż to się stało...?

Sama nie wierzę w to co się stało kilka dni temu...Nie wierzę, ale to jest fakt niezaprzeczalny! Otóż kilka dni temu (chyba ze 3...) założyłam konto na portalu społecznościowym. Tak! Jestem użytkownikiem FB, fejskuka, srajbuka, fejsa,fejsunia,fejsboga.


I jak to mawiają: z braku rozrywki wódka i dziwki.
A u mnie z braku roboty w głowie głupoty ;).
A wszystkiemu jest winne L4, mój Chłop i moje przemyślenia. A kilka dni wylegiwania się w łóżku zrobiło swoje.



Chłop marudził:
-Nie czytaj tych książek tylko śpij lub odpoczywaj.
-Zostaw tego laptopa, bo szkoda mi twoich oczu.
-Zrób sobie herbatę zamiast czytać czy oglądać "cośtam" w laptopie.

Te gdakanie Chłopa to było jak mantra. Gdy wchodził do domu to prawa ręka z lewą robiły zakład co będzie powiedziane ;). A jak nic nie mówił to spojrzenie było bardzo wymowne ;).


Gdy tak siedzisz w domu i boli ci głowa i mimo to starasz się myśleć to coś wymyślisz. Więc wymyśliłam, że jak będę mieć FB to ten fakt ułatwi mi kontakt z wieloma osobami. Bo z GaduGadu czy Skype już chyba nie korzysta się...?
No i założyłam se fejsa ;D.
Więc żyję!!!! (Bo rzekomo kto nie jest na fejsie ten nie żyje).

Moje sposprzeżenia po kilku dniach:
1. Przerażają mnie ludzie, którzy robią łapanki na znajomych. Nie widziałam na oczy, nie słyszałam na uszy, nie czytałam o takich a tu mnie zapraszają do znajomych!!!! Ba! A zazwyczaj to tacy znajomi co łaskawie  "cześć" wybąkają, bo "wyżej sram niż dupę mam i na plebs nie paczam" też mnie zapraszają. O nie! W łapankach to ja uczestniczyć nie będę!

2. Przerażają mnie ludzie, którzy non stop coś wrzucają na Fb. Czy u nich czas jest z gumy?????

3. Przerażają mnie głupoty które wrzucają.

4. Przeraża mnie fakt, że piszą wszystko o sobie ze szczegółami!




Poza tym facebook jest wszystkowiedzący. Tzn. chce być.
Zapytuje:
-jakie masz hobby,
-jakie jest twoje życiowe motto,
-co sprawia, że jesteś szczęśliwy,
-co chciałbyś zwiedzić,
-gdzie mieszkasz, dane kontaktowe i podstawowe informacje, rodzina i związki, wydarzenia z życia.
Rzekomo może to być publiczne lub nie.
Rzekomo znajomych "podsuwa" wg wieku, miejsca zamieszkania, preferencji zawodowych, firmy w której pracujesz, adresu email na który np zalogujesz się.
Itd..itp...
Znalazłam ciekawy artykuł, który polecam do przeczytania Ile Facebook wie o tobie(KLIK)

I co? Nie przeraża?
Mnie trochę tak...
W sumie życie przeraża...
...ale przecież żyję!


I ten straszny FB nie jest straszny, ale trzeba do tego z dystansem. Możliwie najmniej danych o sobie.
Jeśli ktoś mnie zna to wie o mnie conieco. Po co obnosić się z tym przed całym światem.
A FB ma bardzo dobre komunikatory w które wbudowany jest czat video i rozmowy głosowe.
I to było mi potrzebne w jednym miejscu!


Niedawno Młody mi napisał, że komuś powiedział, że jego matka, która broniła się zaciekle to teraz siedzi na fejsie. Moja odpowiedź:
-Synku! Siedzę na krześle!
Swoją drogą to powinien o tym napisać na srejsie...Wtedy to by była jazda! Wszyscy by wiedzieli!!!!



piątek, 16 lutego 2018

Dzień legata...

Dzień legata, a jutro jego brata.
To powiedzenie mojej babci, które (nie wiem czemu) utrwaliło się w mej pamięci. Bo legat to  wg słowników poseł,wysłannik lub przedstawiciel. A babci chodziło konkretnie o lenia. Więc przyjmijmy, że legat to przedstawiciel nicnierobienia ;).


   W ostatnią sobotę siedząc przy kuchennym stole z młodym kuzynostwem ze Śląska sączyliśmy południową kawę. I tak sobie rozmawialiśmy o ich pobycie u nas, o ciągle napiętym czasie, o zmęczeniu z powodu ciągłego pośpiechu, z powodu przeziębienia czy te grypy itp. I wspólnie ustaliliśmy ów dzień legata na niedzielę. Oczywiście obgadaliśmy temat regionalizmów białostockich (klik).
W niedzielę młodzi powiadomili nas, że cały dzień przebimbali. No cóż...mogliśmy pochwalić się tym samym.

Jako,że brak snu odczuwaliśmy oboje z Chłopem to po porannych obowiązkach na podwórku i w oborze; po rozpaleniu pieca C.O. czmychnęliśmy do sypialni. Niech komuś do głowy nie przychodzi, że my mieliśmy w głowie jakieś igraszki!!! O NIE!!! Spaliśmy jak zabici tak, że nawet moszczący się w nogach pies nam nie przeszkadzał. Przeszkodził tylko telefon, który Chłop w zapomnieniu zostawił w kieszeni. Szybko przepędziłam z sypialni Chłopa, bo ten rozmawia wrzeszcząc niemożebnie. Sen przerwał mi sen lub wrażenie, że ktoś nade mną stoi...

-Jak mamuśka...? Pospałaś?-zapytał Młody. Miał jeszcze na sobie oznaki niewyspania, ale On tak ma zawsze.
-Która godzina...?
-Zaraz dwunasta mamuśka.

No nieźle myślę sobie...

W kuchni zastałam Dziewczynę Młodego i jej koleżankę obierające ziemniaki. Rozśmieszyło mnie to, bo gościnnie nie wszyscy obierają ziemniaki ;)). W sumie Młody i jego Dziewczyna zadeklarowali się dzień wcześniej, że przygotują obiad.
Sączyłam kawę i rozmawiałam z kolegami Młodego, których to wizyta pokryła się w czasie z wizytą kuzynostawa ze Śląska. A Młody wraz Dziewczyną uwijali się przy produkcji "zawijków" czyli schabu z papryką, ogórkiem konserwowym i serem żółtym. Mój wkład w obiad to było przygotowanie dwóch rodzai kompotu i pozmywanie po obiedzie. Młodzież rozjechała się po obiedzie, a Chłop po prostu wypędził mnie z domu.
-Dość legatowania! To dla twego dobra jak poruszasz się.



Nie powiem, że mnie to jakoś specjalnie uszczęśliwiło, ale siana  nazrzucałam na dwa dni karmienia i pospacerowałam z psem. Jakieś ptasiory ściergoliły wiosennie i przelatywały z drzewa na drzewo. Jakby mi chciały zrobić na złość...A ja chciałam jak najszybciej z kawą i książką umościć się wygodnie w swoim łóżku. Oczywiście wsparta kilkoma poduszeczkami jakbym za chwilę miała się wywrócić. I cały czas jak jakaś mantra powracało mi te legatowanie na myśl. Jakbym miała wyrzuty sumienia...


Poniedziałek postanowiłam zacząć energicznie. Od rana uwijałam się pomiędzy kuchnią, łazienką i kuchnią piwniczną. W tzw międzyczasie biegając na podwórko i w miejsce ważnych wydarzeń (koparka kubot-klik).
Pozmywałam w dwóch kuchniach wszytko co było możliwe, ugotowałam pyszną zupę jarzynowo-grzybową, zrobiłam twaróg, zamroziłam wędliny, których całe mnóstwo naprodukowaliśmy kilka dni temu. W piwnicznej kuchni ugotowałam ziemniaki dla kur i gar jedzenia dla kotowatych. Nastawiłam 2 prania i poskładałam zaległe. Na koniec ugotowałam kisiel, by po powrocie z pracy nie jeść (tzn nie żreć...). Tuż przed wyjściem do pracy dopadł mnie ból głowy.
-To chyba od tego legatowania...-pomyśla zgryźliwie sama o sobie.
W trakcie pracy do kolekcji pojawił się ból gardła, migdała i ucha. Dało o sobie znać przechodzone do pracy przeziębienie...
I we wtorek werdykt lekarza przedłużył moje legatowanie. L4...
Gdy oznajmiłam w domu to usłyszałam momrotanie teściowej, że "znów legat będzie spał"...
Chłop odrzekł, że "w końcu dobrze odpoczniesz i porządnie wykurujesz się".
Nawet wtedy, przy złym samopoczuciu chciałam na wiele decybeli puścić piosenkę z Akademii Pana Kleksa "Na tapczanie siedzi leń". Ale uznałam to za niewłaściwe, bo moja teściowa z tych co szydery i ironii nie rozumie.


Także był dzień legata, potem jego brata, potem jego bratowej itd. itp.
Chłop mnie pilnował, bym jak najwięcej spała. Coraz to zaglądał do sypialni i zabierał mi z rąk czytaną książkę. Nieraz musiałam go przywoływać do porządku, że nie mogę ciągle spać!!!!
Spałam, czytałam, surfowałam po internecie, jadłam, piłam herbatki, robiłam inhalacje.Kontaktowałam się z koleżankami z pracy i innymi znajomymi. Nie wiem jak teściowej serce z żalu nie pękło czy wątroba nie zgniła. Bo przecież kobieta na wsi nie może leżeć, czytać czy inne byle-jakie rzeczy robić!!!!
Byle-jakie znaczy nieproduktywne- tłumacząc z języka wioskowego na język normalny ;).
W sumie w tym czasie mogłam rozliczyć podatek i takie tam inne domowe zajęcia. Ale co wyleżałam się i wyspałam TO MOJE! I mam nadzieję, że grypa czy przeziębienie (jak zwał tak zwał, ale upierdliwe!!!) nie powróci.



W sumie to babcia miała rację mówiąc, że "dziś dzień legata, a jutro jego brata". Bo legat jednodniowy to nie legat.




poniedziałek, 1 maja 2017

Źle ze mną.

A nawet bardzo źle!
W sobotę spadłam ze schodów.
Nagromadziłam sobie pracy w kuchni. Wszystko dlatego, że w piątek po powrocie z pracy miałam lenia. W sobotę gotowałam galaretę, robiłam chleb i ciasto drożdżowe. Pieczenie w piecu kaflowym opalanym drzewem. Przygotowałam mięso na niedzielny obiad, sałatki na lekką kolację, odkurzałam i myłam podłogi. Po zakończeniu wymienionych prac obiecałam Chłopu pomoc przy załadowaniu obornika. Ale przed tym sprawdziłam czy galareta jest zimna i czy przypadkiem już nie zastyga. Garnek był wystawiony na schody przed domem. Podniosłam pokrywkę i uznałam, że to co w garnku jest jeszcze dość ciepłe. Nakryłam pokrywkę i odwróciłam się i ... runęłam. Wylądowałam na swej przepięknej terakocie. Nogi na schodach (czyli w górze), a ręce na terakocie werandy i dupa jakoś-takoś w górze. Zaklęłam tak siarczyście, że nie wiem jak balkon nie urwał się i nie spadł na moją nieszczęsną głowę ... ale szybciej wstałam niż upadłam i prawie normalnie poszłam w kierunku obory. Po drodze czułam ból piszczeli obu kończyn i zrobiłam wstępne oględziny. Na jednej nodze odbiły się 3 ranty schodów z terakoty; a na drugiej dwa. Jedno niewielkie otarcie i opuchnięte kolano i lekki ból dłoni (oparłam się padając). Chłop zripostował, że karoseria cała, więc nie jest źle. Córka (studentka medycyny 4 roku) nakazała robić okłady z lodu.
-Taaaa....chyba ze śmietankowego bambino w czekoladzie...
-Z lodu mamo, a nie z lodów!!!!!
-Skąd ci lodu wezmę? Zima już minęła, a w zamrażarce nie ma. Ważniejsze jest to, że  nie mogę nijak zrozumieć jak w taki bezsensowny sposób upadłam???? Rozmyślania i dywagacje na ten temat zaprzątnęły mi głowę.
Zastanawiam się nad tym do tych pór...


Jak można stojąc na drugim stopniu (chyba...) odwrócić się i przewrócić się...?
NO JAK???


Przeze mnie jedna z naszych krów została niewydojona w niedzielę wieczorem.
Jak to się stało, że orzekłam Chłopu, że już wszystkie wydojone to naprawdę nie wiem!
 Albo mi upadek zaszkodził, albo odór obornika, albo nie wiem co...
Tzn. domyślam się...


Przeze mnie woda w bojlerze była niezbyt ciepła dziś rano.
Chłop wysłał mnie, by zamknąć podwiew i szyber w piecu c.o. i przestawić sterownik pompki c.o.
Podwiew zamknęłam, sterownik przestawiłam, a szyber został otwarty...i ciepło poszło sobie...
W sumie mogę złożyć winę na Chłopa, że mnie wysłał zamiast sam iść; ale już nie miałam argumentów na swoją obronę.

Po prostu źle ze mną...

Chyba spełnia się teoria mego Chłopa, który kilka lat temu wysnuł taką opowieść:
" Jadę ja przez sąsiednią wieś i widzę, że jakaś zgarbiona staruszka chodzi. Przyglądam się uważniej i patrzę, patrzę... a to starość mojej Jaśki! Kurcze! Jak ona już blisko jest!"

Wtedy było mi do śmiechu.
Teraz ...?


Poniższe zdjęcia też dowodzą prawdziwości moich powyższych wywodów.

Niedziela godz 19.55

Poniedziałek godz. 20.15
 W niedzielę nie miałam ładowarki i na ostatniej energii baterii zrobiłam zdjęcie.
Dziś miałam wyjętą baterię (była w ładowarce), wyjętą kartę pamięci (była w laptopie). Zanim zabiegłam z podwórka, złożyłam aparat i znów zabiegłam na podwórko spektakl na niebie mijał.
Chłop z daleka skandował, bym szybciej biegła, a ja po prostu nie mogłam, bo z pośpiechu mogły mi się cycki urwać! Na szczęście mam jeszcze pomiędzy cyckami wisiorek, a nie pępek ;)) !!!

Trzeba iść zamknąć drzwi na klucz, by cichcem starucha nie wlazła. Może ominie mój dom i pójdzie dalej...?
;))

poniedziałek, 7 listopada 2016

A dokąd to? Dokąd...? A dlaczego...?

Ostatnimi czasy zapytuję samą siebie dokąd to ja tak pędzę?!
Nosz qrva dokąd???!
I już nawet postanowiłam, że jak kiedyś pójdę do nieba to nieźle nastukam tym świętym co to moim niepoczciwym żywotem sterują! Obiję im ryje, bo im się należy! Dlaczego innym nie wytyczyli życia tak, by gonili własny ogon? Nosz qrva dlaczego?
Wiele mogę  zrozumieć, że trzeba bądź muszę, ale czasami już nie mam siły i chęci na ten ośli pęd.
Aby tylko zjeść, spać i s**ć był czas!
Uffff.......

Niedawno była wiosna radosna. Wszystko zieleniło się i jakby rodziło  na nowo. Dzień coraz dłuższy i coraz cieplej.

Potem było lato szalone. Sianokosy, żniwa i inne pierdoły jak to na wsi  w czynnym gospodarstwie rolnym. 2 tygodnie urlopu i potem kilka dni L4.
Ufffff....ciężko było....

Jesień i czas, by zwolnić...przed zimą.
A gówno prawda! Od kilku dni przybieram się do upieczenia ciasta. Bez okazji. Tzn. po to, by popatrzeć na swego Chłopa-łasucha jak z lubością je wżera zapijając mlekiem lub gorzką herbatą.
A marchew, pietruszka, brukiew i por jeszcze rosną. A ja zamiast zrobić z tym co trzeba siadam na rower i zasuwam do lasu. Po co? Na co...?

By przemierzyć leśne drogi i na ich poboczach nazbierać kani, maślaków, zielonek i kurek.
By spotkać się z pięknym łosiem.
By pobyć z sobą sam na sam.
By zastopować, bo ogon od ciągłego ganiania go boli od trzymania się w jednej pozycji...

Wczoraj miałam napisać o autoironii ostatniej niedzieli. Taki tytuł sobie wymyśliłam zbierając kanie.
Nie napisałam, bo ostatnio ok 22 zasypiam bardzo szybko. Tyle dobrego, że mogę spać, bo bywa różnie.
No i muszę, no i muszę gnać, bo o 4.30 pobudka!!!
Ufff....aby do zimy. Może szybciej sen będzie morzył i nie będę myśleć o tym czego jeszcze nie zrobiłam...bo inaczej zwariuję!







wtorek, 26 lipca 2016

Cyrk z tymi chłopami . Z serii rozmowy niekontrolowane z życia wzięte .

- Leczo , które wam dałam smakowało ?
- Dobre ! Jedliśmy , aż uszy się nam chlapały !
- Młody swoje wyrzucił . Dobrze , że tobie dowiózł . Swoją porcję wywalił , bo raz , że źle zakręcone ( w co nie wierzę ! bo sprawdzam , bo wiem jak to jest , gdy wiezie się coś autem w bagażniku ) ; a dwa to mu skwaśniało . Jeszcze z żalem do mnie , bo niby to z mojej winy bluza uwalona w leczo . 'Nowa bluza' - z jakim przekąsem to powiedział !!!
- Czemu mnie to nie dziwi ! Hahaha !
-Dobrze , że ma dziewczynę , która pamięta co było w bagażniku i zajrzała tam . Bez bab ludzkość by nie istniała , bo chłopskie nasienie* by nie przetrwało . Hahaha !
- Racja !!!
- Mówię do Chłopa swego dziś : "idź przynieś paprykę z piwnicy , stoi w kartonie na stole , naprzeciw schodów , wiesz . "  I wiesz , że wlazł aż pod schody tam gdzie mam ustawione pełne słoiki ??? Chyba chciał wziąść tę w słoikach ! Akurat zajrzałam przypadkowo i zwróciłam mu uwagę to się rozzłościł na mnie !
- Bez bab by skiśli i pleśnią zarośli ! Zastanawiam się czy mój współlokator nie jest spokrewniony z twoim chłopem . Tak samo grzebie w szafie i rozlewa wodę jak się kąpie . Jak gęś jakaś ! A nawet jest lepszy , bo jak na zapas zaczynam krzyczeć to szybko wyciera podłogę ! Ręcznikiem !!! Ja palpitacji dostanę , bo gdzież podłogę ręcznikiem wycierać!!!
- Majtami niech wyciera ! Ale jak dużo wody to ręcznik lepiej - przyznaję mu rację . Hahaha !
- Cyrk z tymi chłopami . Jak usłyszał , że o nim mówię ( nie podsłuchiwał , ale zapewne ręcznik i łazienka go "gryzły " więc odezwał się w nim instynkt samoobronny )  to dźgnął mnie w bok i czyniąc to przywalił w talerze , których napiętrzył  przy komputerze . Taki był hałas , że aż wystraszyłam się . A ten sobie poszedł i spierdział się głośno jak świnia i mówi , że to ze strachu !!!


*chłopskie nasienie-ironicznie o mężczyznach ;)



p.s. jak tu zmotywować się do zrobienia zakładek ????

niedziela, 22 maja 2016

Z rozmemłaniem precz !



Kilka ostatnich dni płynęło jako tako nijako . Ani nic złego , ani nic dobrego . Ot takie tam po prostu rozmemłanie ...I to nie ważne , że prawidłowo powinno być rozmamłanie , bo i tak wiadomo  o co chodzi . Totalny brak energii i chęci do życia dopada mnie co jakiś czas . Ot tak bez przyczyny . Ani nie ma nowego stresu , ani nowego problemu . Ot tak po prostu samo z siebie się bierze . A może się mylę , a o tym nie wiem ...? ( !!! )
Ale każda czynność dnia stanowi wtedy problem . Nawet poranna pobudka i poranne obowiązki w obejściu .
Uczucie zmęczenia dopada mimo , że dzień jeszcze na dobre nie rozpoczął się . Myśli krążą wokół jednej czynności ...jakby tu położyć się i poczytać i ewentualnie zdrzemnąć ...
Tak było i wczoraj . Znalazłam pretekst , by położyć się " na chwilkę " .
Po przebudzeniu kawa i takie tam " nic".
Pogadałam z Młodymi (Młodym i jego dziewczyną ) i miałam zamiar wziąźć się za gotowanie bogracza . Młoda mnie wyręczyła smażyć pieczarki , cebulę , kiełbasę i mięso z łopatki . Pokroiła też pozostałe dodatki do tejże potrawy . A ja snułam się z kąta w kąt . Jedyne co zrobiłam to zacierkę ( poprosiłam Młodą , by pomogła mi ją poskubać ... ) . Jedyne co zrobiłam oprócz doprawienia bogracza to napiłam dobytek i zrzuciłam słomę ze strychu obory na podściół i podrzuciłam ją cielaczkom i ich mamom . Przy okazji zrobiłam foto cielaczka , by wysłać koleżance , która jest jak ja rozmemłana , ale chce pokazać cielaczka co jest u "cioci " . Plącząc się w kuchni usłyszałam krzyk Chłopa :
-Co tam się dzieje do cholery ?!!!
W oborze był ryk niesamowity i Chłop pobiegł jakby biegł w jakimś wyścigu .
Ja rozmawiałam w Młodą i coś tam robiłam . Zapewne byle co , bo na nic konkretnego się nie zdecydowałam . Ani na odkurzanie , ani na sprzątanie , ani na pieczenie ciasta .Z ledwością zalazłam do ogródka , by wysiać ogórki na późniejszy zbiór oraz koper i kukurydzę . Nawet rządek marchwi pozbawiłam chwastów !
A potem przygotowałam rower na wieczorną przejażdżkę .

Przy wieczornym dojeniu Chłop poinformował mnie , że właśnie w południe nasza buńczuczna krowa spacerowała sobie po oborze w  towarzystwie cielęcia . I z racji swej buńczuczności pobruła swymi czubatymi rogami inną , a dokładnie swą córkę , która jest już dorosła (klik ) .
Wtedy zapaliła się mi lampka kontrolna !!! Przez moje rozmemłanie mogło dojść do tragedii !!! Robiąc zdjęcie musiałam niedokładnie zamknąć drzwi do zagrody .

- Dość rozmemłania ! - krzyknęłam do Chłopa ( w sumie bardziej sama do siebie ) .
Na domiar wszystkiego zostawiłam gotującą się kawę zbożową !!!! Zapach poczułam przez otwarte okno ...

Na przejażdżce rowerowej zrobiłam kilka rozmemłanych fotek . Jaki stan fotografa takie fotki - pomyślałam ...







 Śmiech mnie tylko ogarnął , gdy robiłam dwie ostatnie fotki i w ostatniej chwili zauważyłam lecącego nietoperza . Przeleciał tuż nad moją głową , a ja robiąc unik o mało co nie przewróciłam się o leżący rower !!!

 I zakończyłam dzień ze świadomością , że jutro tak nie może być !

  Dziś z samego rana przystąpiłam do działania  ;)) .
Pomogłam w dojeniu , pomyłam konwie  i sprzęt od dojenia , wodą po myciu podlałam kwiaty i trochę warzyw , wypuściłam kury na wybieg i zaopatrzyłam je w świeżą wodę i jedzenie .
Wodę z poprzedniego dnia zaniosłam do ogródka . Chłopa zmusztrowałam ostro , by zdjął robocze ubranie , które od razu powędrowało do prania . Ugotowałam mleko do kawy zbożowej ( wywar już był ) ,zjadłam śniadanie , zebrałam pranie z poprzedniego dnia ,odkurzyłam , pomyłam podłogi , zrobiłam porządki wraz totalnym wietrzeniem szafy . Gdzieś tam w międzyczasie zrobiłam ciasto i ucięłam pogawędkę ze znajomymi , którzy wpadli do nas niespodziewanie .
Rower jest przygotowany do dłuższego wyjazdu .
Telefon , aparat i w drogę !
Jadąc będę nucić Juniora Stress : "Znam ten stan "( klik ) .
Tak , tak . Znam u siebie ten stan ...Albo mega power albo rozmemłanie ;)) .













czwartek, 19 maja 2016

Chyba będę mieć dzieci !!!

I  wcale nie chodzi o to , że jestem w ciąży  i chcę mieć kolejne potomstwo i przez to 500+ . Nawet o tym nie myślę !
Chodzi o to ,że moje już dorosłe dzieci po zakończeniu roku szkolnego / akademickiego będą zamieszkiwać razem z nami . I nie , nie były jak na razie do tej pory wydziedziczone , gdy mieszkały poza domem . To edukacja była przyczyną ich migracji ze wsi do stolicy Podlasia . Bo cóż ja poradzę , że zezwoliłam na "bachurskie fanaberie" ( cytat wypowiedzi znajomej )  edukowania się o 100 km od domu ( jakby tu szkół i nie było ) ? Ale nie będę się nad tym rozczulać   i rozpisywać . Przy ostatniej wizycie w domu Młoda powiedziała :

- Ty mati ( matka ) i ty batku (ojciec ) . Ja tak wydumała(wymyśliła ) ... W tym roku na wakacje nie pójdę do żadnej pracy . Będę w domu i będę pomagać paść krowy  hahahaha ... Ale na poważnie . Będę opiekować się babuszką ( babcią ) po operacji , będę grzebać w ogródku , chodzić na grzyby , biegać z psami , głaskać nasze kiciusie  , doić krowy , gotować , a wy dla swego pasożyta dacie parę groszy , by pasożyt pojechał na Woodstock ...? ( I tu był mega inteligentnie szelmowski uśmieszek z szybkim mruganiem rzęsami ;)) )
-SUPER !!!
-HURA ! HURA ! HURA !
Chłop z tej radości ,aż zatupał nogami siedząc na krześle , a ja miałam na pysku nie banana , a kiść bananów!
- A od kiedy ty tak po ruskiemu choworysz ( mówisz ) ?
-Bo ja dziewka ze łsi i wmieju ( umiem ) choworyt ( mówić ) po swojomu ( po swojemu ) .
-Dobra , mów normalnie i mnie nie wnerwiaj .A za pasożyta to ci zaraz przywalę !
-No , bo ja to taka wesz wychodowana na waszym łonie , 22 lata , a kormiti  (karmić) potreba  (trzeba ).
-Dobra , dobra . Kocioł zupy nawarmy ( nagotujemy ) i bedziem żryć ! I sałaty narobimy ze śmietaną .
-Łoj matka ! A ty sałatu posiejała (sałatę posiała ) ? Bo ja już gotowa stać na swych czterech kończynach i ją wżerać jak krowa trawę !!! Już się nie mogę doczekać czasu , aż uwolnię się od miasta , od ludzi , od hałasu . Chce mi się na wieś !


Dziś w rozmowie telefonicznej Młody mi rzekł :
-Wiesz mamuchna ... przemyślałem sprawę i jestem wstępnie umówiony na rozmowę o pracę .
Ale sęk w tym ,że zapewne będziesz mieć moją gębę do karmienia , bo chcę pracować blisko domu ,a nie jak wcześniej planowałem w stolicy Podlasia . Tak będę mógł tatuśkowi w żniwach pomóc czy w czymkolwiek innym . Poza tym nie chce mi się gnić latem w mieście w blokowisku . Respektujesz mamuśka takiego pomysła ?
-Jeszcze pytasz ! Fajnie będzie , wy oboje w domu , bo Młoda też będzie i wymyśliła , że do pracy nie pójdzie .
-Należy się jej laba . Ciężko zamulała na stypendium rektorskie ,więc teraz ciut wytchnienia powinna złapać .
-Dzięki temu , że ona zamulała ty miałeś większe datki , wiesz ?
-No może na bystrzachę nie wyglądam ,ale swoje wiem mamuśka hahaha . Kumam ,  że tylko mnie musieliście finansować . Z matmy wybitny prawie jestem ,więc rachuję trochę  hahaha .Kończę , bo lecę na ostatnią maturkę . Ustny z angola . Pa mamuśka !

Tak więc czeka mnie rozgardiasz domowy jak przed laty  i świadomość , że moje małe dzieci to już duże dzieci ...












wtorek, 3 maja 2016

Prześladuje mnie durna baba ! Czy durna baba to też ja ...!?


Jakiś czas temu w czasie przerwy śniadaniowej w pracy roześmiałyśmy się z koleżanką z niezbyt wyszukanego dowcipu na temat sexu . Chichotałyśmy w duecie z czego koleżanka płakała ze śmiechu  ( ale ten typ tak ma ;) ) . Sporo młodszy kolega ,który przy tym samym stoliku parzył sobie kawę rzekł  z przekąsem:
-Durne baby ! Wam tylko jedno w głowie !
-No wiesz co !!! ... To już śmiać się nie można ? -odparła nieco zdumiona , a bardziej oburzona koleżanka .
-A może twoją czaszkę otworzymy (w amoku zapomniałam ,że fachowo to zwie się trepanacja ) i zobaczymy czy tam jest sieczka czy wiatr halny ? A może i sieczkę wywiało ?

 Kilka osób zaczęło śmiać się w głos , a kolega odmaszerował zniesmaczony tekstem durnej baby .

No ja sobie wypraszam , by moją niewinną wesołość zakłócał jakiś niezadowolony z życia (lub z siebie ) młodzieniec ! Jak nie podoba się to odmaszerować !


Często słyszy się  takie określenie . Durna baba .
Durna baba , bo zamiast siedzieć w domu i pilnować ogniska domowego szwenda się z psem po okolicy .
Durna baba , bo ma 50 lat , a ubiera się jak nastolatka .
Durna baba , bo  powoli jedzie autem .
Durna baba co koty wozi do weterynarza .
Durna baba , bo wyręcza chłopa z załatwiania męskich spraw .
To ostatnie  dotyczy jak najbardziej mnie . Często ludzie mówią mi wprost , że jestem durna , bo kupuję oleje ,smary , łożyska ( kryte i niekryte , kulkowe , stożkowe )a powinien robić to sam zainteresowany czyli mój Chłop !  Ale ja podobnie jak chłop ( mój czy nie mój ) wypytam w sklepie hydraulicznym  o dostępne bojlery i poszukam informacji czy lepszy jest bojler dwupłaszczowy czy  z podwójną wężownicą ...?

Niestety i tą durnotą się nie przejmuję . Skoro umiem kupić to co Chłop akurat potrzebuje i nie stawiam oporu ( bo i tak jadę do miasta ) to nie ma problemu . Chłop zajmie się w tym czasie czymś innym ( a może leży w cieniu pod gruszą - licho go wie ;) ) , a ja np. przed pójściem do pracy kupuję co potrzeba . I Chłop nie traci czasu i nie zużywa niepotrzebnie paliwa . Ot to!

Ostatnio przyłapałam się na tym , że nazywałam siebie durną babą !
I jeszcze ,żeby tego było mało trzasnęłam sama siebie w czoło ! Z plaskiem !!!
A było to tak...

Niedawno kupiłam sobie nowy komputer . Dość szybki i mega rozumny laptop .
No i z racji ,że bardzo mi się podoba i super ze mną współpracuje postanowiłam przerzucić na niego wszystkie swoje pliki  i foldery z pendrivów i komputera beneficjenta ( tu o nim pisałam-klik) .
Gdy pilnowałam garów gotujących się na piecu kaflowym postanowiłam w tzw. międzyczasie to zrobić . Przyniosłam laptopa i pomiędzy podkładaniem do pieca , przesuwaniem fajerek ( bo za mocno kipi ) zrzucałam foldery na pulpit laptopa . Zrzuciłam , usunęłam wszystko z nośników pamięci i je sformatowałam . Podlałam kwiaty  oraz doniczkowe oregano i szczypior  .
Zrobiłam sobie kubek zielonej herbaty i zadowolona z siebie usiadłam przed laptopem z myślą ,że trochę większy ład zaprowadzę w folderach zdjęciowych . Można sobie wyobrazić mnie ,gdy zobaczyłam, że zamiast folderów ze zdjęciami mam utworzone foldery z nadpisanym SKRÓT w których NIE MA ZDJĘĆ !!!!!!

Nie wiem czy serce mi stanęło czy zaczęło łomotać .
Ale plasnęłam sobie z płaskiej dłoni w czółko z okrzykiem : TY DURNA BABO !!!
Objęłam głowę rękoma i chciałam płakać z żalu do samej siebie .
-Ja pierdolę ...ja pierdolę !!! Zamiast kopiuj wklej to przeciągnęłam .Ale durna jestem...
-Nawet  ku**a  i nie popłaczę , bo łzy na klawiaturę polecą , a szkoda sprzętu ...

...i na myśl mi przyszło , że mam syna o wyuczonym zawodzie technik informatyk . Zadzwoniłam . I uspokoiłam się , bo zdjęcia są do odzyskania ...tylko być może będzie w nich większy bałagan niż był , a dokumenty tekstowe niekoniecznie mogą być odzyskane .
Już kilka godzin spędziłam na porządkowaniu sektorów i jeszcze nie koniec .


17 000 plików  jako tako jest ogarniętych  i wstępnie opisanych .Nie wiem ile jeszcze mi zostało , bo boję się zaglądać  , ale coś ok 24 GB ." Lost files" będzie mi się śnić po nocach chyba . No , ale jak tak to zostawić , gdy niektóre z utraconych zdjęć mają ok 8 lat ...?
Nasze pieski , których już nie ma z nami , zdjęcia z gór i innych wycieczek , wygłupy w kuchni(klik) , jedzenie , gotowanie  , pieczenie ... No jak ...? !

 Siedząc dziś rano przy kuchennym stole sortowałam zdjęcia i piłam kawę . Z laptopa z youtuba "sączyła się " spokojna muzyka . Chłop z zaciekawieniem przyszedł podejrzeć co ja robię .
-Szukam spokojnej muzyki , by słuchając porządkować te cholerne foldery .
-To włącz coś fajnego  to posłucham z tobą .
(Magda Maciejec- Zrozumieć ciszę -klik)




I tak słuchając muzyki i rozmawiając o wszystkim i o niczym przejrzałam kilka folderów . W międzyczasie rozmawialiśmy o Katarzynie II , o jej kochankach i jednym z nich Potiomkinie . Oraz o książkach Simona Sebag Montefiore i o potężnym kraju jakim jest Rosja .
-Muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora np . "Stalin. Dwór czerwonego cara." -powiedziałam Chłopu .

-A opowiesz mi ? -dopytywał Chłop .
-Opowiem , ale pod jednym warunkiem ! Że nie będziesz patrzył na mnie jak na durną babę co to tylko książki czyta !
-A kto ci  powiedział , że jesteś durna baba ???!!! Bo ja sobie nie przypominam żebym coś takiego mówił ,a sklerozy raczej nie mam jeszcze .
-A co to nie ma takich ,że mówią w ten sposób ?
-A niech sobie mówią . Zresztą sama mówisz ,że nie trzeba się przejmować tym co inni gadają .
-Ale wiesz jak takie gadanie wkurza  ! Robię zdjęcia , a tu ktoś znajomy pojawia się skądś znienacka i zagaduje :
-A co ty durna jakaś ,że tak fotografujesz ?  Toż nie ma na co patrzeć ! ...
 Cycki mi opadają wtedy do samego pępka jak to u durnej baby ...



A ja sobie dziś pofociłam ! O !
Z gminy do gminy i trochę wspomnień z dzieciństwa (klik)


P.S.
W sumie to samego określenia baba zamiast kobieta ,dziewczyna nie lubię !
P.S.2
Kiedyś już pisałam o babach ,ale w ciut innym kontekście ;)
Baby są od sprzątania! -klik



niedziela, 17 stycznia 2016

O niedzielnej lekkości bytu (czyt. pełnej wrażeń!) i czy wszyscy wokół mają głupawkę i czy do trzech razy sztuka? ;)

Chyba każdy człowiek pracujący zawodowo oczekuje niedzieli...!?
I chyba nie mylę się.
Chyba,że ktoś oczekuje soboty i niedzieli ;)
Dla mnie bardziej oczekiwana jest niedziela z racji że zarówno i w sobotę i w niedzielę mam podobne obowiązki ;)

Dziś dzień rozpoczęłam ok 6 i jakoś w tym czasie robiłam zimowe  zdjęcia (o tutaj!)
Potem zajrzałam do kotłowni,pogadałam ze swoją kocią ferajną.W trakcie wybierania popiołu z popielnika obserwowałam jak chrupią swoje kocie chrupki,a gdy potem w piecu wesoło trzaskał ogień patrzyłam i słuchałam jak błogo mruczą.
Potem zajęłam się codziennością,czyli parzeniem herbaty,zdejmowaniem suchego prania z kaloryferów i wywieszeniem następnego,szperaniem  w internecie,słuchaniem regionalnego radia i przygotowaniem śniadanio-obiadu czyli tzw śniadanie z obiadem za jednym zasiadem :)
Upichciałam roladki ze schabu z suszonymi pomidorami z oleju w sosie śmietanowo-cebulowym.Do tego surówka z "kapusty z Pekinu",papryki z przeceny i cebuli obranej przez Chłopa.
-Do czego to doszło-marudził Chłop-muszę obierać cebulę i  jeszcze muszę kroić...
-Nie płakać mi tu!Chłopaki nie płaczą!-zgrywałam się,a skrycie cieszyłam się,że szybciej wszystko przygotuję.
-W nagrodę dostaniesz słodkiego soku z malin do herbaty!
-A ciasto jakieś będzie?
-Jest keks...
-Hura!Hura!Hura!
-..ale w zamrażarce.
-Uuuuu...-zmartwił się Chłop-a przyniesiesz?bo ja bym wyjął,ale nie wiem gdzie jest i zaraz będziesz się złościć,żem pogrzebał jak sobaka.
-Przyniosę,przyniosę.A przy okazji wyjmę kości naszym sobakom.Tylko masz ich nie zjeść!!!!!-pogroziłam wymachując łyżką.
-Odstąpię Tobie część.
-Nie udawaj,żeś taki dobry ,bo kto uwierzy jeszcze!
-Ot brechuny,brechuny!!!-skwitowała teściowa,która niby patrząc w TV na bokserski pojedynek słyszała nasze pogadanki.
-A ty mamo patrz czy dobrze Szpilka boksuje i pilnuj kanapy-rzucił Chłop mrugając porozumiewawczo do mnie (ale że po co to nie wiem!).
-Jak zwykle nie ma soli i nie ma octu w surówce.Jak dla świni-marudził Chłop próbując surówkę.
-Niech se prosiaczek doprawi-odfuknęłam,bo nie po drodze mi ze smakiem Chłopa-bo prosiaczek jest pełnosprytny przecie.
-Kurde.Wczoraj zostałem niedźwiadkiem ,bo lubię miód.I nawet zrozumiem,że zgrywacie się z H. ze mnie,że miód najlepszy jest z kocimi chrupkami(poprosiłam koleżankę H.,by mi kupiła m.in. miód i chrupki kotom),no ale prosiak to lekkie przegięcie.
-Cicho,bo Ci łeb utnę i będzie po zabiegu-zgromiłam-i w końcu powiedz gdzie schowałeś mój pokrowiec od aparatu cyfrowego!!!!
-COOO????JAAAA?
-A co nóg dostał i se poszedł na piwo?
-Nie wiem.Nie mam pojęcia.Ale jak chcesz to mogę Ci postawić piwo-oznajmił Chłop.
-Jak se  chcesz to ja Ci postawię.Ale nie piwo!!!!
-Oooooo! Ja wiem,że bystra jesteś!
-Ale nie wiesz jeszcze za co Ci te piwo chcę postawić.

Po posiłku za jednym przysiadem każdy zajął się czymś innym. Ja szperałam w folderach zdjęciowych i w internecie,Chłop patrzył w Tv,a teściowa zmywała.
-Nażer sie to zrobi sztoniebut*-gadała do zlewozmywaka po swojomu (czyli po chachłacku).

-Idziesz ze mną na podwórko?-zagaił po jakimś czasie Chłop-szybciej obrobimy się to niedziela będzie dłuższa.
-Hahaha...o sobie mówisz,no nie? ;P. Dobra,dobra,idę.Zrobię pare fotek,nazrzucam Ci słomy i siana,zaniosę ciepłej wody kurom i psom.
Gdy buszowałam w sąsieku usłyszałam z obory wrzask Chłopa:
-Hej,ho,cho no szybko! Biegusiem!
Wrzask wydał mi się jakiś płaczliwy,wiec zbiegłam po drabinie.Pomyślałam,że coś się stało,bo ileż można rżnąć głupa...?
Chłop poił krowy i ponaglał mnie:
-No chodź tu do mnie i masz telefon.
Zanim szeptem zapytałam kto dzwoni do mnie na jego telefon usłyszałam miły głos;
-Mamo! Jak nazwiesz trzecie dziecko?
-Ło matko i córko i babko i prababko!!!!Młoda nie jest w ciąży!!!!Nie wierzę!!!-przemknęło mi przez myśl lotem błyskawicy.
-A czyje dziecko? Co masz na myśli?
-No twoje przecież,bo ja nie mam żadnego i na razie mieć nie powinnam-roześmiała się mi do ucha-Taki sen miałam.Że urodziłaś trzecie dziecko i że pojechałaś z nim na Śląsk do wujka i wszyscy się nim opiekowali,nosili na rękach...
-DOŚĆ!ZAMKNIJ SIĘ!!! A Ty nie śmiej się jak idiota!!!!-wrzasnęłam do tłumiącego śmiech Chłopa,bo......-i tu już zadęłam się i... zabrakło mi argumentu...
-Mamo! Nie złość się.Ale co ja poradzę,że mam takie poronione sny i że nie lubisz bachorów-i znów porcja gromkiego śmiechu do słuchawki.
Ze mnie zeszło powietrze i przeszłyśmy do normalnej pogawędki.
Chłop nadal chichotał i by nakręcić sytuację zapytał;
-Czy chcesz wiedzieć za co mam Ci to piwo postawić?
-Nie chcę!-warknęłam-i ja Tobie też nic stawiać nie będę-powiedziałam buńczucznie.
-HHAHAHAHAHA!!!!! Ale ja o piwie mówię a nie o stawianiu czegoś tam.Postawię Ci piwo za to,że poszłaś na podwórko.
-Dziękuję!Smacznego!- Nie lubię piwa.Ot tak po prostu nie lubię.
-Aaaaa.Zaraz będziemy mieć gości.
-????
-Dzwonili do mnie,że przyjadą.Zrobisz kawę i ten keks pewnie rozmarzł już.
-Jak do Ciebie dzwonili to Twoi goście i zrobisz im Ty kawę.

Goście przyjechali.Chłop zrobił kawę sam.I dla gości i dla mnie :))).Po dość długich pogawędkach panowie postanowili napić się trunku co robi wódę z mózgu(wróć!!! -wodę!).Dalej rozmawialiśmy podzieleni na 2 grupki.Jeden z gości politykował z Chłopem na temat rolnictwa ( i ten był kierowcą,więc wody z mózgu nie robił sobie),a drugi mając ciut wody w mózgu spoglądał na moje zdjęcia.Akurat dodawałam je na bloggera.
- Ciekawe hobby-zagaił,więc pokazałam mu swoje perełki.M.in  TĘ-(klik)
-Ale ładne zdjęcia.Jakby na pocztówki.
-Ona cały czas pstryka i marudzi,że ma słaby aparat.A zdjęcia ładne robi.Pokaż te koty w mitusie (O te! -klik)
-Te kotki mają u was lepiej niż u pana Boga za piecem.Widziałem jak przyjechaliśmy jak wchodzą swoim wejściem chyba do piwnicy-powiedział gość z wodą w mózgu ;)
Tu już Chop zszedł z dyskusji o rolnictwie na kocie opowieści i zażerał się rozmrożonym keksem.
Głupawka jakby minęła,ale gotując wieczorem zupę na jutro zauważyłam pusty kubek po śmietanie.
-Co to-pytam Chłopa.
-Dżon wypił-odpowiedział wzruszając ramionami.
Kot Dżon tymczasem smacznie spał pod kaloryferem...
-Zresztą po co śmietana do zupy teraz.Doda się jutro przy jedzeniu,bo tak może skwaśnieć.
-Taaa....skwaśnieje w twoim brzuchu  do rana-rzekłam uszczypliwie.
-Cały czas robisz ze mnie balona.Jak z tym pokrowcem od aparatu-powiedziałam z lekkim fochem.
-Ale ja go nie brałem naprawdę-prawie płacząc kolejny raz kłamał w ten sam sposób.-Nawet nie wiedziałem gdzie on leży!!!!!
-Leżał na blacie kuchennym tuż przy telefonie.Przygotowałam nawet smycz,by nie zgubić go kolejny raz.Bo trzy razy zgubiłam ,a niby do trzech razy sztuka.A teraz sztuką będzie, by go znaleźć...

   ...a było tak z tym pokrowcem:
1 raz zgubiłam,gdy w czasie letnich przejażdżek rowerowych zauważyłam dziki na polu sąsiadującym z naszym dobrze rokującym pszenżytem,a że wystraszone pobiegły w tym kierunku to postanowiłam je wystraszyć.Z aparatem cyfrowym w jednym ręku,a zapewne pokrowcem w drugim i 2 metrowym kijem z uwiązanym foliowym workiem (to rzekome straszaki na dziki miały być z których to dziki sobie drwiły) biegłam w kierunku szeleszczącego zboża.Biegłam miedzą i chciałam nagrać film,by pokazać Chłopu,że tam były(o głupia ty babo!).gdy dziki wyskoczyły ze zboża sąsiada kilka metrów przede mną zaczęłam wrzeszczeć:
-A wy mendy nochate! Do lasu ryć a nie pole!Wyp*******!!!!!
Dziki w popłochu pobiegły do pobliskiego lasu a ja stałam w zbożu i od razu pomyślałam:
-Przez te nochate zgubiłam pokrowiec...K****!!!
Nie wiem na co byłam bardziej zła.Czy na dziki czy na brak pokrowca,którego nie znalazłam z powodu zapadającego zmierzchu.A potem dnia następnego...
Tu są te dziki,tyle że więcej liczebnie(klik).
Ale w trakcie jesiennej orki Chłop przyszedł i oznajmił:
-Wyorałem dwie rzeczy.Pocisk i takie coś...
I pokazał mi mój pokrowiec,którego szukałam  tuż po żniwach,gdy widoczność była znacznie lepsza niż w rosnącym jeszcze zbożu.Pocisk jakoś szczególnie mnie nie zainteresował,bo przecie pokrowiec ważniejszy!
 ;)
Tu foto z orki,a ja zrezygnowana szwendałam się po okolicy(klik)


2 raz zgubiłam   poprzedniej niedzieli.A wszystko przez to,że włożyłam aparat do kieszeni bluzy,bo miałam porobić zdjęcia naszym pierwiastkom z cielakami.W trakcie dojenia na wyścigi z cielakiem zauważyłam brak sprzętu w kieszeni!!!!! Od razu zapomniałam o dojeniu i gorączkowo zaczęłam macać nogą słomę pod krową ważącą ok 700 kg i beztrosko ssącym ją cielakiem.Wpierw macałam,a potem już nerwowo kopałam klnąc w myślach na swoją bezmyślność!!!!!Wstyd nawet było mi przyznać się Chłopu do porażki.Po kilku minutach odetchnęłam z ulgą!!!!!
Jest!!! Jeszcze drżącymi rękoma zrobiłam foto cielaczkowi.Warte nerwów,no nie? ;)


3 raz zgubiłam  TEŻ poprzedniej niedzieli,gdy to Benek wziął mnie na spacerek(klik).
Fajnie się spacerowało.Rozmawiałam przez telefon z kolegą,potem z Młodym aż zaczęło zmierzchać.A,że ok 5-6 km byłam od domu postanowiłam ruszyć z buta krótszą trasą.Niestety było to niemożliwe,bo okazało się,że nie mam pokrowca od aparatu.Wystraszona nie byłam jak w południe ,ale zła sama na siebie.
-Dobrze,że białe gówno napadało to łatwo znajdę.I znalazłam .



Powiadomiłam Młodego,że gadając z nim o jego studniówce i o tym,że wyglądał jak gówniarz na zdjęciach i że jego dziewczyna wyglądała bardzo ładnie w czerwonej sukience zgubiłam pokrowiec.I że zaraz go znalazłam.Syn nakazał mi szybki powrót do domu,bo dziki mnie zjedzą na kolację.I miał rację,bo z Benkiem natknęliśmy się na małe stadko. Benek je przepędził a ja nie wiem kto był bardziej wystraszony: ja czy dziki ;].
Najbardziej zdziwiło mnie,gdy na moje wejście do domu Chłop zagaił:
-Gdzie mam teraz jechać orać?
Wytrzeszczyłam na niego swoje oczy nie wiedząc o co mu chodzi!!!
-No pokrowca szukać!!!
-SKĄD TO WIESZ????
-.....................
-No nie! Kabel jeden podkablował.Mały był i zawsze kablował i teraz kabluje!
-Eeee...tam...W teleekspresie gadali...-powiedział niewinnie Chłop.
Szybko chwyciłam jego telefon,ale niestety połączenia z Młodym nie było.
-Od razu Cię pouczył jak usunąć połączenie...?
-O czym ty mówisz?jakie połączenie?
Młody nie odbierał telefonu,ale w sms powoływał na świadka swą dziewczynę,że nie,że oni nic nie mówili.Do dziś nie odkryłam prawdy,gdzie jest pokrowiec.A smycz czeka na zgubę,by ją uwiązać.
-Kurde! A sama niedawno śmiałam się z Młodej,która gubi rękawice ,że potrzebne jej są troczki.A tu sama będę latać z troczkami.Tzn.ze smyczą.Aby nie pomylić się i aby Benek mnie na niej nie prowadził;D

 I tak sobie myślę patrząc na słit-fotki,które sobie machnęłam na spacerze.
Ile w tej głowie jest głupawki,głupoty i mądroty?


Wiem,że nos jest zadarty,krzywy i ma wygląd kartofla ;D
Ktoś oceni inaczej? ;]





*-najadł się to zrób chociaż cokolwiek

P.S. W ZWIĄZKU ZE ZMIANAMI NA STRONIE PROSZĘ O UWAGI ODNOŚNIE CZYTELNOŚCI.
Postaram się nie popełnić gafy przy ulepszaniu ;)