Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2018

Cóż to się stało...?

Sama nie wierzę w to co się stało kilka dni temu...Nie wierzę, ale to jest fakt niezaprzeczalny! Otóż kilka dni temu (chyba ze 3...) założyłam konto na portalu społecznościowym. Tak! Jestem użytkownikiem FB, fejskuka, srajbuka, fejsa,fejsunia,fejsboga.


I jak to mawiają: z braku rozrywki wódka i dziwki.
A u mnie z braku roboty w głowie głupoty ;).
A wszystkiemu jest winne L4, mój Chłop i moje przemyślenia. A kilka dni wylegiwania się w łóżku zrobiło swoje.



Chłop marudził:
-Nie czytaj tych książek tylko śpij lub odpoczywaj.
-Zostaw tego laptopa, bo szkoda mi twoich oczu.
-Zrób sobie herbatę zamiast czytać czy oglądać "cośtam" w laptopie.

Te gdakanie Chłopa to było jak mantra. Gdy wchodził do domu to prawa ręka z lewą robiły zakład co będzie powiedziane ;). A jak nic nie mówił to spojrzenie było bardzo wymowne ;).


Gdy tak siedzisz w domu i boli ci głowa i mimo to starasz się myśleć to coś wymyślisz. Więc wymyśliłam, że jak będę mieć FB to ten fakt ułatwi mi kontakt z wieloma osobami. Bo z GaduGadu czy Skype już chyba nie korzysta się...?
No i założyłam se fejsa ;D.
Więc żyję!!!! (Bo rzekomo kto nie jest na fejsie ten nie żyje).

Moje sposprzeżenia po kilku dniach:
1. Przerażają mnie ludzie, którzy robią łapanki na znajomych. Nie widziałam na oczy, nie słyszałam na uszy, nie czytałam o takich a tu mnie zapraszają do znajomych!!!! Ba! A zazwyczaj to tacy znajomi co łaskawie  "cześć" wybąkają, bo "wyżej sram niż dupę mam i na plebs nie paczam" też mnie zapraszają. O nie! W łapankach to ja uczestniczyć nie będę!

2. Przerażają mnie ludzie, którzy non stop coś wrzucają na Fb. Czy u nich czas jest z gumy?????

3. Przerażają mnie głupoty które wrzucają.

4. Przeraża mnie fakt, że piszą wszystko o sobie ze szczegółami!




Poza tym facebook jest wszystkowiedzący. Tzn. chce być.
Zapytuje:
-jakie masz hobby,
-jakie jest twoje życiowe motto,
-co sprawia, że jesteś szczęśliwy,
-co chciałbyś zwiedzić,
-gdzie mieszkasz, dane kontaktowe i podstawowe informacje, rodzina i związki, wydarzenia z życia.
Rzekomo może to być publiczne lub nie.
Rzekomo znajomych "podsuwa" wg wieku, miejsca zamieszkania, preferencji zawodowych, firmy w której pracujesz, adresu email na który np zalogujesz się.
Itd..itp...
Znalazłam ciekawy artykuł, który polecam do przeczytania Ile Facebook wie o tobie(KLIK)

I co? Nie przeraża?
Mnie trochę tak...
W sumie życie przeraża...
...ale przecież żyję!


I ten straszny FB nie jest straszny, ale trzeba do tego z dystansem. Możliwie najmniej danych o sobie.
Jeśli ktoś mnie zna to wie o mnie conieco. Po co obnosić się z tym przed całym światem.
A FB ma bardzo dobre komunikatory w które wbudowany jest czat video i rozmowy głosowe.
I to było mi potrzebne w jednym miejscu!


Niedawno Młody mi napisał, że komuś powiedział, że jego matka, która broniła się zaciekle to teraz siedzi na fejsie. Moja odpowiedź:
-Synku! Siedzę na krześle!
Swoją drogą to powinien o tym napisać na srejsie...Wtedy to by była jazda! Wszyscy by wiedzieli!!!!



piątek, 16 lutego 2018

Dzień legata...

Dzień legata, a jutro jego brata.
To powiedzenie mojej babci, które (nie wiem czemu) utrwaliło się w mej pamięci. Bo legat to  wg słowników poseł,wysłannik lub przedstawiciel. A babci chodziło konkretnie o lenia. Więc przyjmijmy, że legat to przedstawiciel nicnierobienia ;).


   W ostatnią sobotę siedząc przy kuchennym stole z młodym kuzynostwem ze Śląska sączyliśmy południową kawę. I tak sobie rozmawialiśmy o ich pobycie u nas, o ciągle napiętym czasie, o zmęczeniu z powodu ciągłego pośpiechu, z powodu przeziębienia czy te grypy itp. I wspólnie ustaliliśmy ów dzień legata na niedzielę. Oczywiście obgadaliśmy temat regionalizmów białostockich (klik).
W niedzielę młodzi powiadomili nas, że cały dzień przebimbali. No cóż...mogliśmy pochwalić się tym samym.

Jako,że brak snu odczuwaliśmy oboje z Chłopem to po porannych obowiązkach na podwórku i w oborze; po rozpaleniu pieca C.O. czmychnęliśmy do sypialni. Niech komuś do głowy nie przychodzi, że my mieliśmy w głowie jakieś igraszki!!! O NIE!!! Spaliśmy jak zabici tak, że nawet moszczący się w nogach pies nam nie przeszkadzał. Przeszkodził tylko telefon, który Chłop w zapomnieniu zostawił w kieszeni. Szybko przepędziłam z sypialni Chłopa, bo ten rozmawia wrzeszcząc niemożebnie. Sen przerwał mi sen lub wrażenie, że ktoś nade mną stoi...

-Jak mamuśka...? Pospałaś?-zapytał Młody. Miał jeszcze na sobie oznaki niewyspania, ale On tak ma zawsze.
-Która godzina...?
-Zaraz dwunasta mamuśka.

No nieźle myślę sobie...

W kuchni zastałam Dziewczynę Młodego i jej koleżankę obierające ziemniaki. Rozśmieszyło mnie to, bo gościnnie nie wszyscy obierają ziemniaki ;)). W sumie Młody i jego Dziewczyna zadeklarowali się dzień wcześniej, że przygotują obiad.
Sączyłam kawę i rozmawiałam z kolegami Młodego, których to wizyta pokryła się w czasie z wizytą kuzynostawa ze Śląska. A Młody wraz Dziewczyną uwijali się przy produkcji "zawijków" czyli schabu z papryką, ogórkiem konserwowym i serem żółtym. Mój wkład w obiad to było przygotowanie dwóch rodzai kompotu i pozmywanie po obiedzie. Młodzież rozjechała się po obiedzie, a Chłop po prostu wypędził mnie z domu.
-Dość legatowania! To dla twego dobra jak poruszasz się.



Nie powiem, że mnie to jakoś specjalnie uszczęśliwiło, ale siana  nazrzucałam na dwa dni karmienia i pospacerowałam z psem. Jakieś ptasiory ściergoliły wiosennie i przelatywały z drzewa na drzewo. Jakby mi chciały zrobić na złość...A ja chciałam jak najszybciej z kawą i książką umościć się wygodnie w swoim łóżku. Oczywiście wsparta kilkoma poduszeczkami jakbym za chwilę miała się wywrócić. I cały czas jak jakaś mantra powracało mi te legatowanie na myśl. Jakbym miała wyrzuty sumienia...


Poniedziałek postanowiłam zacząć energicznie. Od rana uwijałam się pomiędzy kuchnią, łazienką i kuchnią piwniczną. W tzw międzyczasie biegając na podwórko i w miejsce ważnych wydarzeń (koparka kubot-klik).
Pozmywałam w dwóch kuchniach wszytko co było możliwe, ugotowałam pyszną zupę jarzynowo-grzybową, zrobiłam twaróg, zamroziłam wędliny, których całe mnóstwo naprodukowaliśmy kilka dni temu. W piwnicznej kuchni ugotowałam ziemniaki dla kur i gar jedzenia dla kotowatych. Nastawiłam 2 prania i poskładałam zaległe. Na koniec ugotowałam kisiel, by po powrocie z pracy nie jeść (tzn nie żreć...). Tuż przed wyjściem do pracy dopadł mnie ból głowy.
-To chyba od tego legatowania...-pomyśla zgryźliwie sama o sobie.
W trakcie pracy do kolekcji pojawił się ból gardła, migdała i ucha. Dało o sobie znać przechodzone do pracy przeziębienie...
I we wtorek werdykt lekarza przedłużył moje legatowanie. L4...
Gdy oznajmiłam w domu to usłyszałam momrotanie teściowej, że "znów legat będzie spał"...
Chłop odrzekł, że "w końcu dobrze odpoczniesz i porządnie wykurujesz się".
Nawet wtedy, przy złym samopoczuciu chciałam na wiele decybeli puścić piosenkę z Akademii Pana Kleksa "Na tapczanie siedzi leń". Ale uznałam to za niewłaściwe, bo moja teściowa z tych co szydery i ironii nie rozumie.


Także był dzień legata, potem jego brata, potem jego bratowej itd. itp.
Chłop mnie pilnował, bym jak najwięcej spała. Coraz to zaglądał do sypialni i zabierał mi z rąk czytaną książkę. Nieraz musiałam go przywoływać do porządku, że nie mogę ciągle spać!!!!
Spałam, czytałam, surfowałam po internecie, jadłam, piłam herbatki, robiłam inhalacje.Kontaktowałam się z koleżankami z pracy i innymi znajomymi. Nie wiem jak teściowej serce z żalu nie pękło czy wątroba nie zgniła. Bo przecież kobieta na wsi nie może leżeć, czytać czy inne byle-jakie rzeczy robić!!!!
Byle-jakie znaczy nieproduktywne- tłumacząc z języka wioskowego na język normalny ;).
W sumie w tym czasie mogłam rozliczyć podatek i takie tam inne domowe zajęcia. Ale co wyleżałam się i wyspałam TO MOJE! I mam nadzieję, że grypa czy przeziębienie (jak zwał tak zwał, ale upierdliwe!!!) nie powróci.



W sumie to babcia miała rację mówiąc, że "dziś dzień legata, a jutro jego brata". Bo legat jednodniowy to nie legat.




poniedziałek, 1 maja 2017

Źle ze mną.

A nawet bardzo źle!
W sobotę spadłam ze schodów.
Nagromadziłam sobie pracy w kuchni. Wszystko dlatego, że w piątek po powrocie z pracy miałam lenia. W sobotę gotowałam galaretę, robiłam chleb i ciasto drożdżowe. Pieczenie w piecu kaflowym opalanym drzewem. Przygotowałam mięso na niedzielny obiad, sałatki na lekką kolację, odkurzałam i myłam podłogi. Po zakończeniu wymienionych prac obiecałam Chłopu pomoc przy załadowaniu obornika. Ale przed tym sprawdziłam czy galareta jest zimna i czy przypadkiem już nie zastyga. Garnek był wystawiony na schody przed domem. Podniosłam pokrywkę i uznałam, że to co w garnku jest jeszcze dość ciepłe. Nakryłam pokrywkę i odwróciłam się i ... runęłam. Wylądowałam na swej przepięknej terakocie. Nogi na schodach (czyli w górze), a ręce na terakocie werandy i dupa jakoś-takoś w górze. Zaklęłam tak siarczyście, że nie wiem jak balkon nie urwał się i nie spadł na moją nieszczęsną głowę ... ale szybciej wstałam niż upadłam i prawie normalnie poszłam w kierunku obory. Po drodze czułam ból piszczeli obu kończyn i zrobiłam wstępne oględziny. Na jednej nodze odbiły się 3 ranty schodów z terakoty; a na drugiej dwa. Jedno niewielkie otarcie i opuchnięte kolano i lekki ból dłoni (oparłam się padając). Chłop zripostował, że karoseria cała, więc nie jest źle. Córka (studentka medycyny 4 roku) nakazała robić okłady z lodu.
-Taaaa....chyba ze śmietankowego bambino w czekoladzie...
-Z lodu mamo, a nie z lodów!!!!!
-Skąd ci lodu wezmę? Zima już minęła, a w zamrażarce nie ma. Ważniejsze jest to, że  nie mogę nijak zrozumieć jak w taki bezsensowny sposób upadłam???? Rozmyślania i dywagacje na ten temat zaprzątnęły mi głowę.
Zastanawiam się nad tym do tych pór...


Jak można stojąc na drugim stopniu (chyba...) odwrócić się i przewrócić się...?
NO JAK???


Przeze mnie jedna z naszych krów została niewydojona w niedzielę wieczorem.
Jak to się stało, że orzekłam Chłopu, że już wszystkie wydojone to naprawdę nie wiem!
 Albo mi upadek zaszkodził, albo odór obornika, albo nie wiem co...
Tzn. domyślam się...


Przeze mnie woda w bojlerze była niezbyt ciepła dziś rano.
Chłop wysłał mnie, by zamknąć podwiew i szyber w piecu c.o. i przestawić sterownik pompki c.o.
Podwiew zamknęłam, sterownik przestawiłam, a szyber został otwarty...i ciepło poszło sobie...
W sumie mogę złożyć winę na Chłopa, że mnie wysłał zamiast sam iść; ale już nie miałam argumentów na swoją obronę.

Po prostu źle ze mną...

Chyba spełnia się teoria mego Chłopa, który kilka lat temu wysnuł taką opowieść:
" Jadę ja przez sąsiednią wieś i widzę, że jakaś zgarbiona staruszka chodzi. Przyglądam się uważniej i patrzę, patrzę... a to starość mojej Jaśki! Kurcze! Jak ona już blisko jest!"

Wtedy było mi do śmiechu.
Teraz ...?


Poniższe zdjęcia też dowodzą prawdziwości moich powyższych wywodów.

Niedziela godz 19.55

Poniedziałek godz. 20.15
 W niedzielę nie miałam ładowarki i na ostatniej energii baterii zrobiłam zdjęcie.
Dziś miałam wyjętą baterię (była w ładowarce), wyjętą kartę pamięci (była w laptopie). Zanim zabiegłam z podwórka, złożyłam aparat i znów zabiegłam na podwórko spektakl na niebie mijał.
Chłop z daleka skandował, bym szybciej biegła, a ja po prostu nie mogłam, bo z pośpiechu mogły mi się cycki urwać! Na szczęście mam jeszcze pomiędzy cyckami wisiorek, a nie pępek ;)) !!!

Trzeba iść zamknąć drzwi na klucz, by cichcem starucha nie wlazła. Może ominie mój dom i pójdzie dalej...?
;))

sobota, 18 marca 2017

Permanentne zmęczenie...

Zastanawiam się jaki odsetek ludzi żyje tak jak ja-jak w kołowrotku...
Zdaję sobie sprawę, że  wiele ludzi pracuje na dwa etaty. Ale czy oni są ciągle zmęczeni? Nie wiem... Nie umiem wypytywać i ciągnąć za język.
Dziś w pracy byłam na przerwie z koleżanką, która tak ja mieszka na wsi, ma dobytek i oboje z mężem pracują. Nie wiem konkretnie jaki ma dobytek, ale wiem, że na pewno cielęta i kury. Rozmawiała z kolegą i wymieniali się poglądami na temat porannego wstawania. Kolega wstaje o 4.20, by wyjść z psem, wypić kawę i trochę po 5 wyruszyć na piechotę do pracy (ma blisko). O podobnej godzinie wstaje koleżanka , a godzina wstawania zależna jest od tego czy mąż pracuje na 6, 7 lub 14. Jak oboje mają na 6 to wstają po 4, robią wspólnie obrządki, piją kawę, robią kanapki, myją się itd...i jadą do pracy.

-Jestem głodna jak pies-zagaiła koleżanka.
-Ja w sumie też,  ale nie mam czasu na jedzenie.


 W czasie racy czułam dokuczliwy głód. Mimo,że na śniadanie ok godziny 8 zjadłam bułkę i wypiłam kawę i ok 10 był firmowy posiłek regeneracyjny w postaci zupy i "wkładki" (czyli wędlina lub coś "wędlinopodobne"). Gdy po 12.30 zmienił mnie kolega "na chwilkę, bo może siku chcę" dopadł mnie głód. Bułkę ze śniadania zjadłam w mgnieniu oka zapijając herbatą (herbata zaparzona przez koleżankę i dolana zimną wodą, by szybciej wypić...). I dalej do roboty!



Budzik w telefonie budzi miłą dla ucha muzyką o 4.40. Zazwyczaj przed budzikiem przychodzi pies i staje na dwóch łapach przy łóżku i patrzy na mnie prosząco.
-Czokiiiiiiii....jeszcze poczekaj... chodź! Wskakuj na łóżko!
Pies posłusznie wskakuje na łóżko i zwija się w kłębek.
Po kilku minutach włącza się drzemka...
Na kawę nawet nie mam ochoty, kanapki nie zjem, bo nie chce mi się robić. W lusterku widzę pokudłane włosy, przekrwione oczy i usta w kształcie podkowy...
Szczotkuję włosy, przemywam twarz. Do oczu zapuszczam kropelki zapobiegające zespołowi suchego oka. Ubieram się szybko, bo pies z przechyloną głową stoi i merda ogonem. Czeka...
Wychodzę z psem i przy okazji otwieram garaż. Rozbiegany pies nie ma ochoty na powrót do domu, ale ja jestem nieugięta. Kanapki do pracy mus zrobić, trochę umalować oko i wyszczotkować zęby. Trzeba też wyjąć produkty z zamrażarki na obiad. Na odchodne głaskam psa, który umościł się koło Chłopa.

W pracy jazda bez trzymanki czyli na czas. Jazda z racji tego,że pracuję jako operator wózka. Przeciętnie ze wspólnikiem odwozimy z linii produkcyjnych ok 120-160 palet wyrobu gotowego.  Dziś sama odwiozłam powyżej 90. Po pracy zholowałam zepsute auto kolegi i przyciągnęłam jego przyczepkę samochodową na swoje podwórko. Gdy schylałam się, by odczepić zaczep przyczepki poczułam ból w szyi i boku i nie wiem gdzie jeszcze. Miałam wrażenie jakbym tę przyczepkę holowała ręcznie... Ale ból to skutek jazdy tyłem wózkiem widłowym z ładunkiem. Zaznaczę, że jazdy pod presją czasową . Aby zobrazować conieco sprzęt,którego jestem operatorem wyszukałam film na youtube:


W takim tempie (jak na powyższym filmie) podjeżdżam do palety z wyrobem gotowym i wstawiam to na foliarkę. Reszta jest na gazie do dechy! Przykład poniżej z tymże pokonuję dość długie trasy z ładunkiem. Ale tempo zbliżone ;).



Dobrze, że po powrocie do domu jest gotowy obiad i nie trzeba sterczeć przy kuchni!!!! Po obiedzie dobrze trochę odpocząć lub uciąć drzemkę. Drzemka niestety niemożliwa, bo piętro wyżej Młoda składa meble, przykręca listwy podłogowe i mówi, że mam psa i powinnam z nim biegać dla własnego zdrowia! Biegać...??? Gdy wszystkie części ciała odmawiają posłuszeństwa, bo jestem wyzuta sama z siebie...Aby nie słuchać wiercenia, stukania i nieadekwatnych do mega samopoczucia  żartów idę z psem na długi spacer do lasu, by po powrocie iść na spacer do obory, by pomóc Chłopu przy pracach wszelakich. Nagle okazuje się, że nie ma prądu. Wpadamy w panikę, bo kto  w ciemnościach zrobi obrządki???? W popłochu wyszukujemy wszystkie możliwe latarki. Po kilku minutach prąd pojawia się. Aby wieczór był dłuższy również dla Chłopa to pomagam mu nosić słomę, paszę dla krów; zrzucam siano z góry z sąsieka i roznoszę je krowom i cielętom. Zazwyczaj pomagam w tylko dojeniu. Prócz tego  karmię podwórkowe koty i psy. W domu jest jeszcze wieczorna robota. Mięso przyprawić trzeba, podkarmić rozczyn na chleb, rozwiesić 2 porcje prania.
Po tak aktywnych dniach padam ze zmęczenia i zasypiam w mgnieniu oka. Innym razem nie mogę spać ze zmęczenia...
A taki kołowrotek pracowy mam ciągle z mniejszym lub większym nasileniem lub z innymi rodzjami prac ( w zależności od dat w kalendarzu).

W szalonym zabieganym świecie brak czasu na odpoczynek. Ciągle trzeba coś zrobić, coś kupić, gdzieś pojechać. Zawsze jest  coś...
W parze idzie zmęczenie fizyczne z psychicznym. A może to drugie przeważa...?
Może niektóre sprawy trzeba mniej brać "do/na siebie"...?
Męczy  cywilizacja...?
...bo tablet zawiesza się, przerwa w dostawie prądu, a wraz z tym złość, bo rachunków nie da się opłacić (nie ma prądu-nie ma internetu, a rachunki jak zwykle na ostatnią chwilę...), nie zrobi się zaplanowanych czynności domowych z powodu przerw w dostawie prądu...

Zieeeeewwwwwwww.....


Znalezione w sieci.
 Często mówię (i to bardzo poważnie), że odpocznę jak pagibnę*.
I  jest to brutalna prawda w żartobliwej oprawie.


*pagibnę-gwara chachłacka-umrę.





wtorek, 26 lipca 2016

Cyrk z tymi chłopami . Z serii rozmowy niekontrolowane z życia wzięte .

- Leczo , które wam dałam smakowało ?
- Dobre ! Jedliśmy , aż uszy się nam chlapały !
- Młody swoje wyrzucił . Dobrze , że tobie dowiózł . Swoją porcję wywalił , bo raz , że źle zakręcone ( w co nie wierzę ! bo sprawdzam , bo wiem jak to jest , gdy wiezie się coś autem w bagażniku ) ; a dwa to mu skwaśniało . Jeszcze z żalem do mnie , bo niby to z mojej winy bluza uwalona w leczo . 'Nowa bluza' - z jakim przekąsem to powiedział !!!
- Czemu mnie to nie dziwi ! Hahaha !
-Dobrze , że ma dziewczynę , która pamięta co było w bagażniku i zajrzała tam . Bez bab ludzkość by nie istniała , bo chłopskie nasienie* by nie przetrwało . Hahaha !
- Racja !!!
- Mówię do Chłopa swego dziś : "idź przynieś paprykę z piwnicy , stoi w kartonie na stole , naprzeciw schodów , wiesz . "  I wiesz , że wlazł aż pod schody tam gdzie mam ustawione pełne słoiki ??? Chyba chciał wziąść tę w słoikach ! Akurat zajrzałam przypadkowo i zwróciłam mu uwagę to się rozzłościł na mnie !
- Bez bab by skiśli i pleśnią zarośli ! Zastanawiam się czy mój współlokator nie jest spokrewniony z twoim chłopem . Tak samo grzebie w szafie i rozlewa wodę jak się kąpie . Jak gęś jakaś ! A nawet jest lepszy , bo jak na zapas zaczynam krzyczeć to szybko wyciera podłogę ! Ręcznikiem !!! Ja palpitacji dostanę , bo gdzież podłogę ręcznikiem wycierać!!!
- Majtami niech wyciera ! Ale jak dużo wody to ręcznik lepiej - przyznaję mu rację . Hahaha !
- Cyrk z tymi chłopami . Jak usłyszał , że o nim mówię ( nie podsłuchiwał , ale zapewne ręcznik i łazienka go "gryzły " więc odezwał się w nim instynkt samoobronny )  to dźgnął mnie w bok i czyniąc to przywalił w talerze , których napiętrzył  przy komputerze . Taki był hałas , że aż wystraszyłam się . A ten sobie poszedł i spierdział się głośno jak świnia i mówi , że to ze strachu !!!


*chłopskie nasienie-ironicznie o mężczyznach ;)



p.s. jak tu zmotywować się do zrobienia zakładek ????

poniedziałek, 25 lipca 2016

Matka ! Jak to jest być matką ?

Takie pytanie zadała mi moja córka ...



  Wróciła wtedy z praktyk w szpitalu , zrobiła obiad i na moje zaproszenie wlazła ze mną do łóżka . W ubraniu !
A ja jakaś niedospana byłam po pracy po nocnej zmianie i na jej pytanie odpowiedziałam :
-Hmmm...trudne pytanie . Ale raczej łatwo nie jest ...Zresztą wiesz , że ja nie szaleję za bachorami . Ot wskazane jest urodzić , by podtrzymać ten marny gatunek jakim jest homo sapiens .
- Oj mamo !!!! Małe dzieci są słodkie !!!
- Jadłaś już ? Bo z tego co wiem kanibalem nie jesteś .

Gromki śmiech .



Ciąża była poważnie zagrożona i sporo czasu przebywałam w szpitalu . Dużo przytyłam , jednak w czerwcu jeździłam fiatem 126 p na pole , by zrywać truskawki . Cena skupu była tak wysoka , że za 20-30 kg była niezła dniówka .

Nie zwracałam uwagi na przesądy , które mi często powtarzano .
-Nie można chodzić pod sznurkami jak wiesza się pranie , bo dziecko będzie okręcone pępowiną .
Chyba dlatego dziecko  'pchało się' na świat jakoś niemrawo , a ja żartowałam , że czeka na niedzielę i będzie to leń .
Piątek i sobota były ciężkie , bo nie dość , że bóle to jeszcze upały doskwierały . Dopiero po tych 2 dniach uznaliśmy , że jedziemy po dziecko do szpitala . W niedzielę !
I jakże ! Urodziła się okręcona pępowiną i wymęczona (tak określiły pielęgniarki przyznając 10 punktów wg skali Apgar ).
2200 gram i 49 cm długości . Nogi i ręce były jak patyki . Aż strach było brać na ręce takie maleństwo ...

Po miesiącu ważyła 3500 gram . Ciągnęła cyca i spała ,więc rosła .

A teraz ...?

- Matka ......!!! Kiedy ja te bachory urodzę ...? Jeszcze 3 lata studiów , potem specjalizacja ...Trzydziestka mnie zastanie ... A nawet gdyby  to nie podrzucę tobie do pilnowania , bo pracujesz . Młoda jesteś i do emerytury daleko . A jak mówisz , że będziesz tyrać do setki ..... Jak te bachory wyhodować ...?

Gromki śmiech .


Miała 2 lata , gdy zaczęła stroić fochy . Z niezadowolenia kładła się na podłogę i waliła głową .
Kiedyś zrobiła to w sklepie , bo nie chciałam jej kupić batona . Wyszłam nie zwracając uwagi na jej zachowanie . Jakaś kobieta ofuknęła mnie oburzona :
- Pani dziecko płacze i uderza głową o podłogę , a pani nic ?????
- Zajmie się pani swoimi dziećmi jeśli je posiada -odpowiedziałam i wyszłam ze sklepu .
Dziecko moje wybiegło tuż za mną i biorąc mnie za rękę zapytało:
- Gdzie teraz jedziemy mamusiu ? Do domku ?

Po takich występach odwiedziliśmy psychologa dziecięcego , który nakierował nas i wskazał źródło problemu . Dziecko pilnowane przez rodzica/ów , którzy stosują zakazy , nakazy i co wolno a co nie , a potem ( w czasie pracy rodziców ) dziecko pilnuje babcia  u której panuje zasada 'rób co chcesz,bo pozwalam ci na wszystko'  ma właśnie takie zachowania .

- Nie wolno dzieciom pozwalać na wszystko , bo wlazą na głowę . I oczywiście nie mogą mieć na zawołanie wszystkiego co chcą  ! Małe dziecko powinno doświadczać  samo . Oczywiście pod kontrolą rodzica . Małe dzieci to ciut nie terroryści ( śmiech )  - tak prawi moja 22-latka mojej koleżance , która ma 4-letniego synka .
- Zapytaj mojej matki to ci powie !


W wieku 16 lat uparła się na biwak z koleżankami . Domyślałam się , że jest to jakiś przekręt , bo było bardzo dużo zamieszania i zmian planów . Wydało się przypadkiem za jakiś czas , ale nikomu nie przyznałam się , że wiem .
Gdy w wieku 17 lat zapytała czy może jechać na Woodstock zapytałam dlaczego nie pytała mnie rok temu ...
- Bałam się , że mi nie pozwolisz .
- A jakbym pozwoliła ?
- To tato nie zgodziłby się . Więcej tak nie zrobię . Tylko powiedz mi skąd ty to wiesz ???!!!
- Nie powiem i tyle . Pewne 'rzeczy' ma się tylko dla siebie .
- Mamo....

- Nie pojadę na Woodstock , bo w tym roku jest wcześniej , a ja mam w tym czasie praktyki i naukę do ostatniego egzaminu , który chcę zaliczyć na 4 lub jeszcze lepiej na 4,5 .
- Jak na 3 zaliczysz to też będzie dobrze .
- Ale będziesz mnie musiała utrzymywać przez rok , a tak to mi zapłacą . Porozmawiam z ordynatorem w szpitalu , żeby 2 tygodnie odrobić w sierpniu a teraz będę zakuwać .
- Podziwiam twój zapał ...
- A mam inne wyjście !!! Lepiej było iść do pracy choćby na kasjerkę w markecie . Teraz rozumiem dlaczego tak sceptycznie podchodziłaś do mojej medycyny . Matka ! Ja mam coraz częściej dość !!!!
- Ja w sumie też ...


Gdy tylko nadarzy się okazja , że jesteśmy razem to rozmawiamy . I śmiejemy się do łez i  płaczemy obie z powodu nadmiaru problemów .
- Mamo ! Odpuść , bo popadniesz w jakąś nerwicę . Nie zmienisz świata i nie zmienisz  ludzi .


 I dziś tak sobie myślę ...
Fajnie być matką . Umówiłam się z chłopakiem swej córki  poza jej plecami .
Ale będzie zaskoczona , gdy dowie się , że wspólnie główkowaliśmy jak zrobi  niespodziankę  jej na urodziny ! Chociaż Ona mówi , że jej najlepszym prezentem będzie zdanie egzaminu z patofizjologii .
I już od godziny 0.25 leci roczek 23 !

Najlepszego kuchareczko ; ) (klik)


Okiem matki - 'będę mieć dzieci'(  klik ) i 'sesja zdjęciowa' ( klik ) .










czwartek, 21 lipca 2016

To był wariacki dzień .

Gdy wczoraj rano jechałam autem i nuciłam sobie piosenkę , która była akurat emitowana w Radiu Białystok nie spodziewałam się ,że piosenka ta będzie mnie prześladować ...
 "Nie poganiaj mnie , bo tracę oddech , nie poganiaj mnie , bo gubię rytm ..."-śpiewała Olga Jackowska , a ja potem myjąc konwie po mleku fałszowałam sama sobie i dla siebie . Nawet jakiś ptak przyfrunął i przychylając głowę patrzył w moim kierunku zanim go koty przegoniły .
6.45.
Idę zrywać ogórki . I miało być szybko , bo niby wiele tego nie ma .
Jeden kosz . Jedno wiadro ...Wiaderko i jeszcze połowa do zebrania ! A tu Chłop z zapytaniem czy mu pomogę przy grabieniu trawy  dla cieląt .
-Jedź koś to pomogę .
A tu jeszcze ogórki poplątały się z dynią i dynię trzeba zawrócić . I musztardowiec wywrócony i sałata zaczyna gnić . Trzeba jedno podwiązać , drugie powyrywać i oddać kurom . I cukinia urosła ! Pietruszka też ściele się na dróżce z agrotkaniany i prosi się o zerwanie . Tu jest mój ogródek :) . Po wstępnym przesortowaniu warzyw uznałam , że nie będę ich przerabiać , bo po prostu nie zdążę !


8.10
Postanowiam wraz Chłopem ,że zjemy śniadanie i wypijemy kawę i wtedy za robotę . Ja myślami na strychu , bo tam mam słoiki i planuję w myślach co robić z tak pokaźnych zbiorów . I chyba czasu mi zbraknie , bo od 14 czeka mnie dniówka w mojej pracy !

8.45 .
Idę na strych .
Mnóstwo kartonów , toreb , reklamówek ze słoikami i wieczkami . Opróżnione , umyte i postawione gdzie popadnie . Część słoików i wieczek stoi posortowana w kartonach , ale ta część mnie nie interesuje , bo to pozostałości z poprzedniego sezonu przetwarzania . Zanurzam się w tym bałaganie i wybieram takie słoiki jakie mnie interesują . Robię to w pozycji "z wypiętą do góry dupą " . Pozycja taka sama jak przy zrywaniu ogórków . Przekładam te słoiki i przekładam i nijak nie mogę znaleźć takich jak trzeba . Wkurzam się w mgnieniu oka (sama na siebie oczywiście ! ) i zaczynam sortować słoiki w kartony . Gdy już mam około połowy ogarnięte to zbieram się , bo słyszę klakson ciągnika . To nasz sygnał umowny i w ten sposób Chłop nawołuje mnie do grabienia . Biegnę po schodach z katonami . Strych . Pierwsze piętro . Parter . Piwnica . Czerwona jak burak prawie rzucam kartonami w piwnicznej kuchni . Wybiegając z domu patrzę na swoje zbiory . Klnę głośno w myślach ! Nie zdążę !

10.20 .
- Zostawię przetwarzanie na jutro - zagaduję do Chłopa, gdy grabimy trawę .
- A ty chcesz to dzisiaj jeszcze robić ???? Kiedy ??? 11 zaraz . Nawet bym ci pomógł ,ale to i tak nic nie zmieni .
- Ano ,bo trzeba pomyć i warzywa i słoiki . Nazrywam jeszcze fasoli , bo zerknęłam niechcący i już coś się żółciło . I koleżankom nazrywam zielska , bo tak bujnie wszystko rośnie , że ścieżek nie widać pomiędzy zagonami . AAAAA ! I do miasta na 15 minut mi trzeba .
- O ogórkach zapomnij !

11.30.
Telefonicznie umawiam się ze znajomymi na odbiór cukinii , natki pietruszki i selera . Na godzinę 13.30 czyli tuż przed pracą .

12.10.
Słoiki już gotowe i szkoda tracić czas ,więc biorę wiadro i idę zrywać fasolę .

12.23.
Dzwoni telefon . Sygnał telefonu oznajmia , że to Młody .
- Mamuśkaaaa . Mam problema . Ja pracuję do 17 ,a trzeba mi odebrać klucze . Takie do naprawy auta . Już zamówiłem i są zarezerwowane . Odbierzesz ?
- A zapytałeś mnie czy mam czas ?
- No pewnie nie masz . Ale weź odbierz , coo ? Ten sklep jest blisko ....( i tu tłumaczenie ...)
- Napisz mi smsa jak się nazywają te klucze  i jak wejść do tego sklepu , bo ja naet nie wiem , że on tam jest ....
- Zestaw kluczy do przewodów hamulcowch , cena 32 zł ,wejście od drogi, czerwonymi drzwiami i na 1 piętro .

12.45.
Zlecam teściowej robotę . Oskubanie z ogonków fasoli . Jest tego 15 litrowe wiadro . Tak z kilogram możesz pokroić , to zużyjemy na bieżąco . Resztę zblanszuję i zamrożę .

12.55.
Wbiegam do domu . Po drodze zdejmuję buty i wpadam do łazienki . 3 minuty pod prysznicem . Ręcznik ! Czesanie się i mycie zębów ! I szybko coś z szafy na siebie . Telefon , torebka i biegiem do auta . Po drodze wrzucam do bagażnika cukinie i natki .

13.15 .
Miły pan nie śpiesząc się "zdejmuje rezerwację z komputera itd" . Ja w tym czasie innformuję smsem , że ciut spóźnię się .

13.24.
W ARR zdaję kwitek informujący o przemieszczeniu bydła .

13.26.
Jechać do pobliskiego sklepu autem czy biec ? Biec ! Będzie szybciej , bo nie wiadomo czy jest miejsce do parkowania .
Przewieszam torbę prze ramię i biegnę .
W sklepie nie biorąc nawet koszyka czy wózka biegnę do pieczywa . Chwytam pakowane bułki z musli i bułki  śniadaniowe (a nigdy nie kupuję pakowanych ! ) . Na stoisku warzywnym biorę pomidory i wrzucam je do koszyka . O kurde ! Toż ja nie mam koszyka !!!!!
- Przepraszam . Śpieszę się ...
- Nic nie szkodzi -uśmiecha się pani której podrzuciłam pomidory .

13.36.
Wyjeżdżam w kierunku firmy .
Na parkingu czekają  "odbiorcy " warzyw .
- Sorki , że czekaliście ,ale miałam dziś jakiś wariacki dzień ...
- U ciebie to często tak jest -odpowiada koleżanka

13.40.
Odbijam czipa na portierni .

13.55.
Moja praca polega na sortowaniu warzyw przy taśmie .
UFFFFFFF!!!!!! Trochę spokoju ! Można będzie wreszcie wytchnąć . Jednak pozycja stojąca przypomina o odbytym dziś zginaniu się w ogródku i na strychu . Część lędźwiowa cierpi...


18.30.
Wyznaczono mnie do innej pracy , bo przy poprzedniej zakończono partię/zamówienie .
Część linii do pakowania jest nowa ( i tuż po reklamacji ) a ja osobiście pakowanie ryżu (ugotowany i zamrożony ) czarno widzę . I tak też było . Włączniki były niekompatybilne i wszystkie silniki pracowały a jeden od taśmy sortowniczej zatrzymywał się wg swego indywidualnego widzimisię . A sporą ilość kilogramów ryżu musiałam przesuwać po taśmie do następnego podajnika . Jak robiłam to powoli to surowiec sypał się na posadzkę . Krzyk mój nic nie dawał , bo na hali jest straszny hałas ( ok 80 - 100 dB ) . Ponadto trzeba zwracać uwagę , aby jakieś ciało obce nie trafiło się w surowcu .

20.00.
MAM DOŚĆ !!!!
Boli mi część lędźwiowa kręgosłupa ,ręce ,nogi i jest mi słabo . Zwołani elektrycy , automatycy i inni są bezradni . JA TEŻ !!! A zamówienie jest pilne , a osób do jakiejkolwiek pomocy brak z powodu braków  w załodze (spowodowanymi redukcją zatrudnienia ) .

20.30.
Zmienia mnie brygadzistka na tzw "siku" . Przy okazji wbiegam do pokoju socjalnego i ze swej szafki wyjmuję czekoladę . Zjadam ok 1/3 całości , zapijam wodą i mam zamiar wracać , bo wiem ,że inne koleżanki chcą albo na "siku" albo wymienić rękawice lub po prostu wytchnąć od tego wariactwa . Nadal trzeba ręcznie popychać surowiec . Przy "dobrych wiatrach " przez 8 godzin pakuje się ok 20 ton . Ja nie wiem ile "napchałam " , ale niewiele . Ale tyle , by mieć dość .

22 .15.
Dojeżdżam do domu. Jak na złość w radiu leci piosenka  A . M . Jopek
"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
  Na pierwszej stacji, teraz, tu!
  Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
  Przez życie nie chce gnać bez tchu...
 ...bo życie przecież po to jest ,żeby pożyć
  by spytać siebie : mieć czy być?"
- No tak kurde ...A ja chcę i mieć i być ! -pomyślałam sobie .

Zastałam zamieszanie w domu . Bratucha mój i Chłop szwendali się po podwórku . Chłop zatrudnił Brata do zbierania jaj z kurnika  i czegoś tam jeszcze . Ponadto oznajmił mi , że pozbawił mnie kłopotu , bo oddał skrzynkę ogórków .

Okazało się , że oddał moje ulubione ogórki drobnobrodawkowe , które wysortowałam do zrobienia korniszonów .
Trudnoświetnie ! Jeszcze urosną :)) .

Dziś (czyli  już wczoraj...) wszystko zostało przetworzone . Powstały konserwowe , 2 rodzaje sałatki do słoika , fasola szparagowa powędrowała do zamrażarki , a część na patelnię na bieżące zjedzenie jako fasola szparagowa w sosie pomidorowym  . Właśnie pasteryzacja została zakończona . Dzielnie towarzyszyły mi 3 koty z czego jeden skorzystał z piwnicznego okna , a 2 zmęczone zasnęły :)


Kończąc ten nie wariacki już dzień ( bo i w pracy było odrobinę spokojniej ) przypominam sobie inne szalone dni .o których już pisałam . Kumulacja trwa 2013(klik) .  No i ogarnięte(klik) .

Echhhh....gdzieś kiedyś czytałam , że wariackie dni są najwięcej warte . A może inaczej to brzmiało ...?


czwartek, 19 maja 2016

Chyba będę mieć dzieci !!!

I  wcale nie chodzi o to , że jestem w ciąży  i chcę mieć kolejne potomstwo i przez to 500+ . Nawet o tym nie myślę !
Chodzi o to ,że moje już dorosłe dzieci po zakończeniu roku szkolnego / akademickiego będą zamieszkiwać razem z nami . I nie , nie były jak na razie do tej pory wydziedziczone , gdy mieszkały poza domem . To edukacja była przyczyną ich migracji ze wsi do stolicy Podlasia . Bo cóż ja poradzę , że zezwoliłam na "bachurskie fanaberie" ( cytat wypowiedzi znajomej )  edukowania się o 100 km od domu ( jakby tu szkół i nie było ) ? Ale nie będę się nad tym rozczulać   i rozpisywać . Przy ostatniej wizycie w domu Młoda powiedziała :

- Ty mati ( matka ) i ty batku (ojciec ) . Ja tak wydumała(wymyśliła ) ... W tym roku na wakacje nie pójdę do żadnej pracy . Będę w domu i będę pomagać paść krowy  hahahaha ... Ale na poważnie . Będę opiekować się babuszką ( babcią ) po operacji , będę grzebać w ogródku , chodzić na grzyby , biegać z psami , głaskać nasze kiciusie  , doić krowy , gotować , a wy dla swego pasożyta dacie parę groszy , by pasożyt pojechał na Woodstock ...? ( I tu był mega inteligentnie szelmowski uśmieszek z szybkim mruganiem rzęsami ;)) )
-SUPER !!!
-HURA ! HURA ! HURA !
Chłop z tej radości ,aż zatupał nogami siedząc na krześle , a ja miałam na pysku nie banana , a kiść bananów!
- A od kiedy ty tak po ruskiemu choworysz ( mówisz ) ?
-Bo ja dziewka ze łsi i wmieju ( umiem ) choworyt ( mówić ) po swojomu ( po swojemu ) .
-Dobra , mów normalnie i mnie nie wnerwiaj .A za pasożyta to ci zaraz przywalę !
-No , bo ja to taka wesz wychodowana na waszym łonie , 22 lata , a kormiti  (karmić) potreba  (trzeba ).
-Dobra , dobra . Kocioł zupy nawarmy ( nagotujemy ) i bedziem żryć ! I sałaty narobimy ze śmietaną .
-Łoj matka ! A ty sałatu posiejała (sałatę posiała ) ? Bo ja już gotowa stać na swych czterech kończynach i ją wżerać jak krowa trawę !!! Już się nie mogę doczekać czasu , aż uwolnię się od miasta , od ludzi , od hałasu . Chce mi się na wieś !


Dziś w rozmowie telefonicznej Młody mi rzekł :
-Wiesz mamuchna ... przemyślałem sprawę i jestem wstępnie umówiony na rozmowę o pracę .
Ale sęk w tym ,że zapewne będziesz mieć moją gębę do karmienia , bo chcę pracować blisko domu ,a nie jak wcześniej planowałem w stolicy Podlasia . Tak będę mógł tatuśkowi w żniwach pomóc czy w czymkolwiek innym . Poza tym nie chce mi się gnić latem w mieście w blokowisku . Respektujesz mamuśka takiego pomysła ?
-Jeszcze pytasz ! Fajnie będzie , wy oboje w domu , bo Młoda też będzie i wymyśliła , że do pracy nie pójdzie .
-Należy się jej laba . Ciężko zamulała na stypendium rektorskie ,więc teraz ciut wytchnienia powinna złapać .
-Dzięki temu , że ona zamulała ty miałeś większe datki , wiesz ?
-No może na bystrzachę nie wyglądam ,ale swoje wiem mamuśka hahaha . Kumam ,  że tylko mnie musieliście finansować . Z matmy wybitny prawie jestem ,więc rachuję trochę  hahaha .Kończę , bo lecę na ostatnią maturkę . Ustny z angola . Pa mamuśka !

Tak więc czeka mnie rozgardiasz domowy jak przed laty  i świadomość , że moje małe dzieci to już duże dzieci ...












wtorek, 3 maja 2016

Prześladuje mnie durna baba ! Czy durna baba to też ja ...!?


Jakiś czas temu w czasie przerwy śniadaniowej w pracy roześmiałyśmy się z koleżanką z niezbyt wyszukanego dowcipu na temat sexu . Chichotałyśmy w duecie z czego koleżanka płakała ze śmiechu  ( ale ten typ tak ma ;) ) . Sporo młodszy kolega ,który przy tym samym stoliku parzył sobie kawę rzekł  z przekąsem:
-Durne baby ! Wam tylko jedno w głowie !
-No wiesz co !!! ... To już śmiać się nie można ? -odparła nieco zdumiona , a bardziej oburzona koleżanka .
-A może twoją czaszkę otworzymy (w amoku zapomniałam ,że fachowo to zwie się trepanacja ) i zobaczymy czy tam jest sieczka czy wiatr halny ? A może i sieczkę wywiało ?

 Kilka osób zaczęło śmiać się w głos , a kolega odmaszerował zniesmaczony tekstem durnej baby .

No ja sobie wypraszam , by moją niewinną wesołość zakłócał jakiś niezadowolony z życia (lub z siebie ) młodzieniec ! Jak nie podoba się to odmaszerować !


Często słyszy się  takie określenie . Durna baba .
Durna baba , bo zamiast siedzieć w domu i pilnować ogniska domowego szwenda się z psem po okolicy .
Durna baba , bo ma 50 lat , a ubiera się jak nastolatka .
Durna baba , bo  powoli jedzie autem .
Durna baba co koty wozi do weterynarza .
Durna baba , bo wyręcza chłopa z załatwiania męskich spraw .
To ostatnie  dotyczy jak najbardziej mnie . Często ludzie mówią mi wprost , że jestem durna , bo kupuję oleje ,smary , łożyska ( kryte i niekryte , kulkowe , stożkowe )a powinien robić to sam zainteresowany czyli mój Chłop !  Ale ja podobnie jak chłop ( mój czy nie mój ) wypytam w sklepie hydraulicznym  o dostępne bojlery i poszukam informacji czy lepszy jest bojler dwupłaszczowy czy  z podwójną wężownicą ...?

Niestety i tą durnotą się nie przejmuję . Skoro umiem kupić to co Chłop akurat potrzebuje i nie stawiam oporu ( bo i tak jadę do miasta ) to nie ma problemu . Chłop zajmie się w tym czasie czymś innym ( a może leży w cieniu pod gruszą - licho go wie ;) ) , a ja np. przed pójściem do pracy kupuję co potrzeba . I Chłop nie traci czasu i nie zużywa niepotrzebnie paliwa . Ot to!

Ostatnio przyłapałam się na tym , że nazywałam siebie durną babą !
I jeszcze ,żeby tego było mało trzasnęłam sama siebie w czoło ! Z plaskiem !!!
A było to tak...

Niedawno kupiłam sobie nowy komputer . Dość szybki i mega rozumny laptop .
No i z racji ,że bardzo mi się podoba i super ze mną współpracuje postanowiłam przerzucić na niego wszystkie swoje pliki  i foldery z pendrivów i komputera beneficjenta ( tu o nim pisałam-klik) .
Gdy pilnowałam garów gotujących się na piecu kaflowym postanowiłam w tzw. międzyczasie to zrobić . Przyniosłam laptopa i pomiędzy podkładaniem do pieca , przesuwaniem fajerek ( bo za mocno kipi ) zrzucałam foldery na pulpit laptopa . Zrzuciłam , usunęłam wszystko z nośników pamięci i je sformatowałam . Podlałam kwiaty  oraz doniczkowe oregano i szczypior  .
Zrobiłam sobie kubek zielonej herbaty i zadowolona z siebie usiadłam przed laptopem z myślą ,że trochę większy ład zaprowadzę w folderach zdjęciowych . Można sobie wyobrazić mnie ,gdy zobaczyłam, że zamiast folderów ze zdjęciami mam utworzone foldery z nadpisanym SKRÓT w których NIE MA ZDJĘĆ !!!!!!

Nie wiem czy serce mi stanęło czy zaczęło łomotać .
Ale plasnęłam sobie z płaskiej dłoni w czółko z okrzykiem : TY DURNA BABO !!!
Objęłam głowę rękoma i chciałam płakać z żalu do samej siebie .
-Ja pierdolę ...ja pierdolę !!! Zamiast kopiuj wklej to przeciągnęłam .Ale durna jestem...
-Nawet  ku**a  i nie popłaczę , bo łzy na klawiaturę polecą , a szkoda sprzętu ...

...i na myśl mi przyszło , że mam syna o wyuczonym zawodzie technik informatyk . Zadzwoniłam . I uspokoiłam się , bo zdjęcia są do odzyskania ...tylko być może będzie w nich większy bałagan niż był , a dokumenty tekstowe niekoniecznie mogą być odzyskane .
Już kilka godzin spędziłam na porządkowaniu sektorów i jeszcze nie koniec .


17 000 plików  jako tako jest ogarniętych  i wstępnie opisanych .Nie wiem ile jeszcze mi zostało , bo boję się zaglądać  , ale coś ok 24 GB ." Lost files" będzie mi się śnić po nocach chyba . No , ale jak tak to zostawić , gdy niektóre z utraconych zdjęć mają ok 8 lat ...?
Nasze pieski , których już nie ma z nami , zdjęcia z gór i innych wycieczek , wygłupy w kuchni(klik) , jedzenie , gotowanie  , pieczenie ... No jak ...? !

 Siedząc dziś rano przy kuchennym stole sortowałam zdjęcia i piłam kawę . Z laptopa z youtuba "sączyła się " spokojna muzyka . Chłop z zaciekawieniem przyszedł podejrzeć co ja robię .
-Szukam spokojnej muzyki , by słuchając porządkować te cholerne foldery .
-To włącz coś fajnego  to posłucham z tobą .
(Magda Maciejec- Zrozumieć ciszę -klik)




I tak słuchając muzyki i rozmawiając o wszystkim i o niczym przejrzałam kilka folderów . W międzyczasie rozmawialiśmy o Katarzynie II , o jej kochankach i jednym z nich Potiomkinie . Oraz o książkach Simona Sebag Montefiore i o potężnym kraju jakim jest Rosja .
-Muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora np . "Stalin. Dwór czerwonego cara." -powiedziałam Chłopu .

-A opowiesz mi ? -dopytywał Chłop .
-Opowiem , ale pod jednym warunkiem ! Że nie będziesz patrzył na mnie jak na durną babę co to tylko książki czyta !
-A kto ci  powiedział , że jesteś durna baba ???!!! Bo ja sobie nie przypominam żebym coś takiego mówił ,a sklerozy raczej nie mam jeszcze .
-A co to nie ma takich ,że mówią w ten sposób ?
-A niech sobie mówią . Zresztą sama mówisz ,że nie trzeba się przejmować tym co inni gadają .
-Ale wiesz jak takie gadanie wkurza  ! Robię zdjęcia , a tu ktoś znajomy pojawia się skądś znienacka i zagaduje :
-A co ty durna jakaś ,że tak fotografujesz ?  Toż nie ma na co patrzeć ! ...
 Cycki mi opadają wtedy do samego pępka jak to u durnej baby ...



A ja sobie dziś pofociłam ! O !
Z gminy do gminy i trochę wspomnień z dzieciństwa (klik)


P.S.
W sumie to samego określenia baba zamiast kobieta ,dziewczyna nie lubię !
P.S.2
Kiedyś już pisałam o babach ,ale w ciut innym kontekście ;)
Baby są od sprzątania! -klik



niedziela, 28 lutego 2016

Pozytywy i negatywy . Z czego się cieszyć , a czym się martwić lub denerwować ...?

Postanowiłam sobie wypunktować j . w .
A więc :
1.
Koleżanka naprawiła mi maszynę do szycia . W sumie nie wymagała naprawy ,a ustawienia co dla mnie jest nie lada wyczynem , bo ... nie mam do takich prac cierpliwości...

2.
Kupiłam sobie 2 nowe książki : Ferben Lehre Bez pokory i Gościu Auto-Bio-Grabaż . Wydałam na to swą roboczą dniówkę...

3.
Byłam u dentysty .Przejrzała moje zęby , usunęła kamień nazębny i stwierdziła , że nie mam ubytków . We wrześniu minie 4 lata od mojej ostatniej wizyty u dentysty . Cieszę , się , że na nią trafiłam i nie żałuję ani grosza , który u niej zostawiłam . Były to pokaźne sumy , bo poprzedniczka leczyła na odwal (uwaga!) biorąc za to pieniądze .

4.
Zaczęłam pielgrzymkę po lekarzach z teściową. Trzeba z nią iść do gabinetu , bo nie ma pamięci do pojęć lekarskich i gubi się w ogromie gabinetów przychodni czy szpitala . Dobrze , że się w końcu zdecydowała , bo jeszcze trochę ,  a laska nie pomagałaby już jej w chodzeniu...
Mimo wszystko mam chęć , by ją zapytać czy nie boi się , że wstrzykną jej  pavulon . Oczywiście nie zrobię tego!

5.
Przychodzi na nas coraz częściej rudy kot . I to nie w celach "marcowych" , ale stołówkowych . Kilka razy widziałam jak wychodzi z naszego garażu , gdzie zazwyczaj zlewamy do kociej miski mleko z konwi . Cieszy mnie ten fakt , bo jego właścicielka zmarła , a u starszej pani , która chciała go adoptować chyba mu nie spodobało się , bo wrócił na swoje podwórko . Przy naszych 10 sztukach i 11 utrzyma się .
Dziś go pogłaskałam nawet , gdy zajadł się kawałkami wędlin.

6.
Koleżanka winiarka pochwaliła moje wino . -"Te co ja robię jest dobre , ale twoje jest zajebiste !"-powiedziała po degustacji . Butelki z jej winem też czekają na moją dalszą degustację w kuchennej szafce , bo spróbowałam tylko aroniowe .Wymieniłyśmy się doświadczeniami w produkcji domowego wina . Mam jej podać nazwę drożdży , które używam do produkcji wina . A tę wiedzę też mam dzięki pewnemu winiarzowi , który przewyższał mnie wiedzą i doświadczeniem i któremu szybko dorównałam ;)) .

7.
Utylizując zawartość zamrażarki gotuję bigos . Przy okazji zużywam kiszoną kapustę , której mam nadwyżki . Chłop się cieszy , bo będzie miał syte śniadania .
Cieszy się też , gdy mu mówię o zamiarach upieczenia sernika , bo kupiłam tanio trzykrotnie zmielony ser .
-Naleśniki , naleśniki ! -wykrzykuje . Jednocześnie oblizuje się i podskakuje jak mały chłopczyk , któremu obiecano kupno nowego samochodzika . Jednocześnie oczy jego śmieją się i promienieją . Lubię taki  "jego stan"...

8.
Lubię też , gdy mnie obejmuje i całuje i prosi bym nie denerwowała się nazywając mnie "narwantusem" , nerwusem itp ... Wie o podłożu mego zbyt emocjonalnego podchodzenia do niektórych spraw związanych z życiem osobistym . I rozumie to !

9.
Prawdopodobnie oboje jesteśmy na drodze do wyjaśnienia sporego problemu ciągnącego się latami .
To też powód do nerwów . W końcu nauczyliśmy się na spokojnie o tym rozmawiać i wysłuchać jedno drugie .

10.
Mimo trudów w pracy w mojej firmie stanowimy dość zżytą grupę jeśli chodzi o babską część personelu . Rzadkość w tych czasach , że w pracy jeden drugiemu pomaga zamiast "podkładać świnię" .

11.
Wciąż poznaję nowych ludzi i odświeżam bardzo stare znajomości . Np w szpitalu poznałam przedsiębiorczą i sympatyczną panią po czterdziestce z Warszawy . Zgadałam się z panią , która pracowała jako kucharka w internackiej stołówce . Pani ta dawała dla mnie i dla innych głodomorów ( a byli to tylko chłopacy !) niezjedzone porcje .
Obecnie jestem w kontakcie z przesympatyczną panią ze Stowarzyszenia Miłośników Zwierząt . Nie byłam w stanie sobie wyobrazić takiej osoby w rzeczywistości  i tak blisko ! Mam przed oczami jak uśpione koty (po zabiegu sterylizacji) przykrywa kocem .
Nowi ludzie niedawno zostali przyjęci do pracy w mojej firmie . A ja lubię poznawać nowych ludzi .
( Jakkolwiek dziwnie to brzmi i jakkolwiek ułoży się nasza znajomość) .

12.
Zrobiłam dziś sobie leniwą niedzielę . Po porannych obrządkach zaszyłam się w wygodnym łóżku z książką . Naprzemian czytałam i spałam . Na poduszkach i kołdrach nie było nawleczonej pościeli , bo ... zwleczoną uprałam , a następnej nie chciało mi się wyjmować z szafy .
Zjedliśmy "warzywa z patelni" dzięki  utylizowaniu zawartości zamrażarki .
Ja sobie klikałam , a Chłop patrzył w TV .
Niedzielna idylla ...

13.
Zakwitł hiacynt , którego dostałam od koleżanki w ramach przysługi . Podwiozłam ją na zakupy .
A hiacynt pachnie obłędnie i zastanawiam się czy nie przenieść go do sypialni ;) . Zastanawiam się też czy na oknie w sypialni nie postawić 5-litrowego balona z winem . Bardzo lubię słuchać bulgotania w rurce fermentacyjnej . Uspokaja mnie . Dziwne jest ,że bardzo podobny dźwięk jakim jest kapanie wody drażni...

14.
Postanowiłam kilka swoich zdjęć przerobić na papierowe . Może zrobię komuś miłą niespodziankę w postaci mini-albumu ?
Może zostawię je ot tak dla siebie ?
Oto kilka z nich .





    (  niestety nie znalazłam odpowiednika oryginału )

15.
Chłop mówi , że wszystko co mi radzi to dla mego dobra ;) .Słucham go , ale sama staram się ocenić co jest dla mnie dobre , a co nie . Słucham go nawet gdy mówi , że jestem szczęściarą . Hmmm...niechaj mu będzie ;)) . Zrobiłam dziś sobie niedzielny spacer . Tu zdjęcia (klik) .

 To były pozytywy . Teraz czas na negatywy ...

1.
Od jakiegoś czasu odbywam wędrówki po lekarzach . Mam nadzieję ,że to przejściowe i , że moje zdrowie nie szwankuje zbyt mocno .

2.
Młody przeszedł ciężką grypę i mimo zbliżających się 20 urodzin jest chorowity jak mały chłopak w wieku przedszkolnym . Młoda ma ciągle stan podgorączkowy i jako przyszły lekarz sama doszukuje się różnych chorób. Jest na etapie badań i niecierpliwie czekamy na wyniki . Chciałabym , by było to  permanentne przemęczenie z powodu ilości materiału do przyswojenia , który ma na 3 roku studiów medycznych .

3.
Ponadto Młody kupił sobie kolejne auto . Uznał ,że nie stać go na utrzymanie poprzedniego i wymienił na drugie -młodsze rocznikowo . Trudna decyzja dla nas rodziców czy pomóc mu w realizacji tego  trochę szalonego pomysłu ...

4.
Moja matka dzwoni do mnie z byle powodu . Nie cieszy mnie to , bo nie mam ochoty z nią rozmawiać o swoich problemach . Ani o niczym innym . Szydera Chłopa jest druzgocząca i podszyta  sarkazmem pomieszanym z ironią : -"Mamusia o Ciebie się martwi ? Dziwne to bardzo . "
Tylko my oboje rozumiemy tę szyderę ...

5.
Trudno mi zapanować nad moim głodem . Jestem świadoma , że za dużo jem , ale to jest silniejsze ode mnie . Ostatnio dołożyło mi 5 kg ...
Muszę się bardziej kontrolować ...

6.
Znów mam bolesne nagniotki na stopach . Uczucie podobne jakby wsypać żar do butów . Czeka mnie kolejna kuracja polegająca na smarowaniu .

7.
Patrząc na ludzi zatrudnionych w mojej firmie przez Agencję Pracy Tymczasowej czuję żal ( do kogo ??? ) za sposób w jaki ich się zatrudnia .Umowy o pracę na 2-3 tygodnie i potem "skierowanie" do innego zakładu pracy z którym powyższa Agencja ma umowę . Tragedia na rynku pracy to jedno (zwłaszcza na  moim "dzikim wschodzie" ) . Szacunek do ludzi , którzy chcą pracować to drugie . To tylko medialne pierdolenie , że trzecia umowa o pracę powinna być na czas nieokreślony i minimalna stawka za godzinę pracy powinna wynosić 12 zł . W końcu po coś są luki prawne ...

8.
Patrząc na politykę (która mnie brzydzi!) . Czy Bolek czy Lech ?
Czy prawdę zawiera Człowiek z teczki czy Człowiek z nadziei . Czy Wajda chce nas okłamać ?
Czy Cenckiewicz ukazuje nagą prawdę ?

9.
Polityka rolna też nie napawa optymizmem . Producenci mleka uzyskują marne grosze za jego sprzedaż . Kryzys i susza dołożyły się . Ale możliwa jest rekompensata . Opisane w Polityce .(klik)
Za wyprodukowanie nadwyżki mleka rolnicy muszą płacić kary W izbie rolniczej (klik).
Obecne ceny skupu mleka od ok 60 gr/ litr do 1,20 zł/litr . Chyba nie jest trudno wyobrazić radości z jaką krowy oddają mleko...




Wiele tak można wyliczać . I pozytywów i negatywów . Ważne , by nie skupić się na samych negatywach . Wiem, że nie jest to łatwe . Ale nie można dać się pogrążyć negatywom , bo to do niczego nie prowadzi . Chyba , że ktoś chce świadomie rozsiewać wokół negatywną aurę .
Ja wolę pozytywnie patrzeć na świat i nie rozpaczać z powodu ,że pobiłam Chłopu jego kubek lub ,że pan posiadający przechowalnię jabłek nie raczył ruszyć dupy ,by mi sprzedać 4 skrzynki jabłek odmiany ligol  (które uwielbiam!) , bo mu się nie opłaca czy nie chce ... Ja nie chciałam nawet słuchać wymówek i desperacko ruszyłam do auta . W akcie desperacji zwiedziłam rezerwat nad Bugiem (klik) .


Jest kilka trudnych momentów w których odechciewa mi się patrzeć na świat z optymizmem .

1.
Gdy ktoś na mnie krzyczy lub ma nie uzasadnione pretensje . Wtedy mogę się uruchomić i dość konstruktywnie i dobitnie "dać do wiwatu" lub popaść w stan beznadziei milcząc .

2.
Gdy zwraca mi się uwagę , że z byle czego się cieszę lub śmieję . Uwagi  tego typu gotują mi krew pod paznokciami . Niby niewinne ,a bolą ... A może sprawdza się teoria , którą gdzieś wyczytałam :
 "Jeśli potrafisz cieszyć się szczęściem innego człowieka jesteś naprawdę szczęśliwym człowiekiem "

Ojjjjj !!! Pomedytowałam ;) !!!

Moja medytacja sprzed  kilku lat (Medytacja-klik)




niedziela, 17 stycznia 2016

O niedzielnej lekkości bytu (czyt. pełnej wrażeń!) i czy wszyscy wokół mają głupawkę i czy do trzech razy sztuka? ;)

Chyba każdy człowiek pracujący zawodowo oczekuje niedzieli...!?
I chyba nie mylę się.
Chyba,że ktoś oczekuje soboty i niedzieli ;)
Dla mnie bardziej oczekiwana jest niedziela z racji że zarówno i w sobotę i w niedzielę mam podobne obowiązki ;)

Dziś dzień rozpoczęłam ok 6 i jakoś w tym czasie robiłam zimowe  zdjęcia (o tutaj!)
Potem zajrzałam do kotłowni,pogadałam ze swoją kocią ferajną.W trakcie wybierania popiołu z popielnika obserwowałam jak chrupią swoje kocie chrupki,a gdy potem w piecu wesoło trzaskał ogień patrzyłam i słuchałam jak błogo mruczą.
Potem zajęłam się codziennością,czyli parzeniem herbaty,zdejmowaniem suchego prania z kaloryferów i wywieszeniem następnego,szperaniem  w internecie,słuchaniem regionalnego radia i przygotowaniem śniadanio-obiadu czyli tzw śniadanie z obiadem za jednym zasiadem :)
Upichciałam roladki ze schabu z suszonymi pomidorami z oleju w sosie śmietanowo-cebulowym.Do tego surówka z "kapusty z Pekinu",papryki z przeceny i cebuli obranej przez Chłopa.
-Do czego to doszło-marudził Chłop-muszę obierać cebulę i  jeszcze muszę kroić...
-Nie płakać mi tu!Chłopaki nie płaczą!-zgrywałam się,a skrycie cieszyłam się,że szybciej wszystko przygotuję.
-W nagrodę dostaniesz słodkiego soku z malin do herbaty!
-A ciasto jakieś będzie?
-Jest keks...
-Hura!Hura!Hura!
-..ale w zamrażarce.
-Uuuuu...-zmartwił się Chłop-a przyniesiesz?bo ja bym wyjął,ale nie wiem gdzie jest i zaraz będziesz się złościć,żem pogrzebał jak sobaka.
-Przyniosę,przyniosę.A przy okazji wyjmę kości naszym sobakom.Tylko masz ich nie zjeść!!!!!-pogroziłam wymachując łyżką.
-Odstąpię Tobie część.
-Nie udawaj,żeś taki dobry ,bo kto uwierzy jeszcze!
-Ot brechuny,brechuny!!!-skwitowała teściowa,która niby patrząc w TV na bokserski pojedynek słyszała nasze pogadanki.
-A ty mamo patrz czy dobrze Szpilka boksuje i pilnuj kanapy-rzucił Chłop mrugając porozumiewawczo do mnie (ale że po co to nie wiem!).
-Jak zwykle nie ma soli i nie ma octu w surówce.Jak dla świni-marudził Chłop próbując surówkę.
-Niech se prosiaczek doprawi-odfuknęłam,bo nie po drodze mi ze smakiem Chłopa-bo prosiaczek jest pełnosprytny przecie.
-Kurde.Wczoraj zostałem niedźwiadkiem ,bo lubię miód.I nawet zrozumiem,że zgrywacie się z H. ze mnie,że miód najlepszy jest z kocimi chrupkami(poprosiłam koleżankę H.,by mi kupiła m.in. miód i chrupki kotom),no ale prosiak to lekkie przegięcie.
-Cicho,bo Ci łeb utnę i będzie po zabiegu-zgromiłam-i w końcu powiedz gdzie schowałeś mój pokrowiec od aparatu cyfrowego!!!!
-COOO????JAAAA?
-A co nóg dostał i se poszedł na piwo?
-Nie wiem.Nie mam pojęcia.Ale jak chcesz to mogę Ci postawić piwo-oznajmił Chłop.
-Jak se  chcesz to ja Ci postawię.Ale nie piwo!!!!
-Oooooo! Ja wiem,że bystra jesteś!
-Ale nie wiesz jeszcze za co Ci te piwo chcę postawić.

Po posiłku za jednym przysiadem każdy zajął się czymś innym. Ja szperałam w folderach zdjęciowych i w internecie,Chłop patrzył w Tv,a teściowa zmywała.
-Nażer sie to zrobi sztoniebut*-gadała do zlewozmywaka po swojomu (czyli po chachłacku).

-Idziesz ze mną na podwórko?-zagaił po jakimś czasie Chłop-szybciej obrobimy się to niedziela będzie dłuższa.
-Hahaha...o sobie mówisz,no nie? ;P. Dobra,dobra,idę.Zrobię pare fotek,nazrzucam Ci słomy i siana,zaniosę ciepłej wody kurom i psom.
Gdy buszowałam w sąsieku usłyszałam z obory wrzask Chłopa:
-Hej,ho,cho no szybko! Biegusiem!
Wrzask wydał mi się jakiś płaczliwy,wiec zbiegłam po drabinie.Pomyślałam,że coś się stało,bo ileż można rżnąć głupa...?
Chłop poił krowy i ponaglał mnie:
-No chodź tu do mnie i masz telefon.
Zanim szeptem zapytałam kto dzwoni do mnie na jego telefon usłyszałam miły głos;
-Mamo! Jak nazwiesz trzecie dziecko?
-Ło matko i córko i babko i prababko!!!!Młoda nie jest w ciąży!!!!Nie wierzę!!!-przemknęło mi przez myśl lotem błyskawicy.
-A czyje dziecko? Co masz na myśli?
-No twoje przecież,bo ja nie mam żadnego i na razie mieć nie powinnam-roześmiała się mi do ucha-Taki sen miałam.Że urodziłaś trzecie dziecko i że pojechałaś z nim na Śląsk do wujka i wszyscy się nim opiekowali,nosili na rękach...
-DOŚĆ!ZAMKNIJ SIĘ!!! A Ty nie śmiej się jak idiota!!!!-wrzasnęłam do tłumiącego śmiech Chłopa,bo......-i tu już zadęłam się i... zabrakło mi argumentu...
-Mamo! Nie złość się.Ale co ja poradzę,że mam takie poronione sny i że nie lubisz bachorów-i znów porcja gromkiego śmiechu do słuchawki.
Ze mnie zeszło powietrze i przeszłyśmy do normalnej pogawędki.
Chłop nadal chichotał i by nakręcić sytuację zapytał;
-Czy chcesz wiedzieć za co mam Ci to piwo postawić?
-Nie chcę!-warknęłam-i ja Tobie też nic stawiać nie będę-powiedziałam buńczucznie.
-HHAHAHAHAHA!!!!! Ale ja o piwie mówię a nie o stawianiu czegoś tam.Postawię Ci piwo za to,że poszłaś na podwórko.
-Dziękuję!Smacznego!- Nie lubię piwa.Ot tak po prostu nie lubię.
-Aaaaa.Zaraz będziemy mieć gości.
-????
-Dzwonili do mnie,że przyjadą.Zrobisz kawę i ten keks pewnie rozmarzł już.
-Jak do Ciebie dzwonili to Twoi goście i zrobisz im Ty kawę.

Goście przyjechali.Chłop zrobił kawę sam.I dla gości i dla mnie :))).Po dość długich pogawędkach panowie postanowili napić się trunku co robi wódę z mózgu(wróć!!! -wodę!).Dalej rozmawialiśmy podzieleni na 2 grupki.Jeden z gości politykował z Chłopem na temat rolnictwa ( i ten był kierowcą,więc wody z mózgu nie robił sobie),a drugi mając ciut wody w mózgu spoglądał na moje zdjęcia.Akurat dodawałam je na bloggera.
- Ciekawe hobby-zagaił,więc pokazałam mu swoje perełki.M.in  TĘ-(klik)
-Ale ładne zdjęcia.Jakby na pocztówki.
-Ona cały czas pstryka i marudzi,że ma słaby aparat.A zdjęcia ładne robi.Pokaż te koty w mitusie (O te! -klik)
-Te kotki mają u was lepiej niż u pana Boga za piecem.Widziałem jak przyjechaliśmy jak wchodzą swoim wejściem chyba do piwnicy-powiedział gość z wodą w mózgu ;)
Tu już Chop zszedł z dyskusji o rolnictwie na kocie opowieści i zażerał się rozmrożonym keksem.
Głupawka jakby minęła,ale gotując wieczorem zupę na jutro zauważyłam pusty kubek po śmietanie.
-Co to-pytam Chłopa.
-Dżon wypił-odpowiedział wzruszając ramionami.
Kot Dżon tymczasem smacznie spał pod kaloryferem...
-Zresztą po co śmietana do zupy teraz.Doda się jutro przy jedzeniu,bo tak może skwaśnieć.
-Taaa....skwaśnieje w twoim brzuchu  do rana-rzekłam uszczypliwie.
-Cały czas robisz ze mnie balona.Jak z tym pokrowcem od aparatu-powiedziałam z lekkim fochem.
-Ale ja go nie brałem naprawdę-prawie płacząc kolejny raz kłamał w ten sam sposób.-Nawet nie wiedziałem gdzie on leży!!!!!
-Leżał na blacie kuchennym tuż przy telefonie.Przygotowałam nawet smycz,by nie zgubić go kolejny raz.Bo trzy razy zgubiłam ,a niby do trzech razy sztuka.A teraz sztuką będzie, by go znaleźć...

   ...a było tak z tym pokrowcem:
1 raz zgubiłam,gdy w czasie letnich przejażdżek rowerowych zauważyłam dziki na polu sąsiadującym z naszym dobrze rokującym pszenżytem,a że wystraszone pobiegły w tym kierunku to postanowiłam je wystraszyć.Z aparatem cyfrowym w jednym ręku,a zapewne pokrowcem w drugim i 2 metrowym kijem z uwiązanym foliowym workiem (to rzekome straszaki na dziki miały być z których to dziki sobie drwiły) biegłam w kierunku szeleszczącego zboża.Biegłam miedzą i chciałam nagrać film,by pokazać Chłopu,że tam były(o głupia ty babo!).gdy dziki wyskoczyły ze zboża sąsiada kilka metrów przede mną zaczęłam wrzeszczeć:
-A wy mendy nochate! Do lasu ryć a nie pole!Wyp*******!!!!!
Dziki w popłochu pobiegły do pobliskiego lasu a ja stałam w zbożu i od razu pomyślałam:
-Przez te nochate zgubiłam pokrowiec...K****!!!
Nie wiem na co byłam bardziej zła.Czy na dziki czy na brak pokrowca,którego nie znalazłam z powodu zapadającego zmierzchu.A potem dnia następnego...
Tu są te dziki,tyle że więcej liczebnie(klik).
Ale w trakcie jesiennej orki Chłop przyszedł i oznajmił:
-Wyorałem dwie rzeczy.Pocisk i takie coś...
I pokazał mi mój pokrowiec,którego szukałam  tuż po żniwach,gdy widoczność była znacznie lepsza niż w rosnącym jeszcze zbożu.Pocisk jakoś szczególnie mnie nie zainteresował,bo przecie pokrowiec ważniejszy!
 ;)
Tu foto z orki,a ja zrezygnowana szwendałam się po okolicy(klik)


2 raz zgubiłam   poprzedniej niedzieli.A wszystko przez to,że włożyłam aparat do kieszeni bluzy,bo miałam porobić zdjęcia naszym pierwiastkom z cielakami.W trakcie dojenia na wyścigi z cielakiem zauważyłam brak sprzętu w kieszeni!!!!! Od razu zapomniałam o dojeniu i gorączkowo zaczęłam macać nogą słomę pod krową ważącą ok 700 kg i beztrosko ssącym ją cielakiem.Wpierw macałam,a potem już nerwowo kopałam klnąc w myślach na swoją bezmyślność!!!!!Wstyd nawet było mi przyznać się Chłopu do porażki.Po kilku minutach odetchnęłam z ulgą!!!!!
Jest!!! Jeszcze drżącymi rękoma zrobiłam foto cielaczkowi.Warte nerwów,no nie? ;)


3 raz zgubiłam  TEŻ poprzedniej niedzieli,gdy to Benek wziął mnie na spacerek(klik).
Fajnie się spacerowało.Rozmawiałam przez telefon z kolegą,potem z Młodym aż zaczęło zmierzchać.A,że ok 5-6 km byłam od domu postanowiłam ruszyć z buta krótszą trasą.Niestety było to niemożliwe,bo okazało się,że nie mam pokrowca od aparatu.Wystraszona nie byłam jak w południe ,ale zła sama na siebie.
-Dobrze,że białe gówno napadało to łatwo znajdę.I znalazłam .



Powiadomiłam Młodego,że gadając z nim o jego studniówce i o tym,że wyglądał jak gówniarz na zdjęciach i że jego dziewczyna wyglądała bardzo ładnie w czerwonej sukience zgubiłam pokrowiec.I że zaraz go znalazłam.Syn nakazał mi szybki powrót do domu,bo dziki mnie zjedzą na kolację.I miał rację,bo z Benkiem natknęliśmy się na małe stadko. Benek je przepędził a ja nie wiem kto był bardziej wystraszony: ja czy dziki ;].
Najbardziej zdziwiło mnie,gdy na moje wejście do domu Chłop zagaił:
-Gdzie mam teraz jechać orać?
Wytrzeszczyłam na niego swoje oczy nie wiedząc o co mu chodzi!!!
-No pokrowca szukać!!!
-SKĄD TO WIESZ????
-.....................
-No nie! Kabel jeden podkablował.Mały był i zawsze kablował i teraz kabluje!
-Eeee...tam...W teleekspresie gadali...-powiedział niewinnie Chłop.
Szybko chwyciłam jego telefon,ale niestety połączenia z Młodym nie było.
-Od razu Cię pouczył jak usunąć połączenie...?
-O czym ty mówisz?jakie połączenie?
Młody nie odbierał telefonu,ale w sms powoływał na świadka swą dziewczynę,że nie,że oni nic nie mówili.Do dziś nie odkryłam prawdy,gdzie jest pokrowiec.A smycz czeka na zgubę,by ją uwiązać.
-Kurde! A sama niedawno śmiałam się z Młodej,która gubi rękawice ,że potrzebne jej są troczki.A tu sama będę latać z troczkami.Tzn.ze smyczą.Aby nie pomylić się i aby Benek mnie na niej nie prowadził;D

 I tak sobie myślę patrząc na słit-fotki,które sobie machnęłam na spacerze.
Ile w tej głowie jest głupawki,głupoty i mądroty?


Wiem,że nos jest zadarty,krzywy i ma wygląd kartofla ;D
Ktoś oceni inaczej? ;]





*-najadł się to zrób chociaż cokolwiek

P.S. W ZWIĄZKU ZE ZMIANAMI NA STRONIE PROSZĘ O UWAGI ODNOŚNIE CZYTELNOŚCI.
Postaram się nie popełnić gafy przy ulepszaniu ;)