Właśnie kipią śliwki i pachnie sztuka mięsa na obiad dla Chłopów co pracują na naszej budowie.Bigos czeka na dogotowanie,bo wczoraj padałam po 18 i o 21 byłam gotowa by iść na nocną zmianę.Bigos ponoć 3 dni gotujemy i tak zapewne będzie. Zaraz wyjazd do miasta na sprawunki związane z budową itp.
Wczoraj zadałam Chłopu pytanie:-Chcesz się pokłócić czy zły jesteś,że nie ma obiadu...? Ale za 20 minut panowie jedli i żartowaliśmy co to jeszcze można na szybkiego robić ;)
Nie wiem jak to jest tam gdzie kierują moim żywotem,ale pewnie mają tam wielki bałagan ;>
Wczoraj wyjazd do urzędu gminy z Młodą,drobne zakupy i krótka wizyta w ARR w celu odebrania paszportu dla cielaczka.Spać mi się chciało,ale Młoda powoziła autem więc miałam labę dopóki mi nie wręczyła kluczy i powiedziała,że "znikam na chyba 2 dni".Drobne prace przy remoncie wynajętego mieszkania i rekompensata za pracowite wakacje kryją się za tym znikaniem.Młody zawzięcie naprawia motor i bardzo zakręcony jest składaniem silnika i skrzyni biegów i coraz to prosi bym mu coś podtrzymała lub przytrzymała.Z tego powodu conieco mi powidła śliwkowe przywarły do dna ;)
To napisałam 30 lipca i zapewne oderwana od kompa pobiegłam robić coś innego.Dziś /jak mi się uda /C.D.
Przed chwilą byłam na balkonie,by zebrać pranie.Niewiele,bo 3 automaty wisiały uprane i wysuszone i już chyba 3 dzień tak sobie się suszyły i wilgotniały od porannych mgieł i wczesno-jesiennych deszczy.Idąc ze strychu umyśliłam pozbawić sznurki przyodziewku.Składałam ubrania na pół i przewieszałam przez balustradę balkonu sortując na kupki:to Chłopa,to moje,to Młodej,to Młodego i te duże czyli pościel,koce ręczniki.Składając słuchałam konwersacji Chłopa i Teściowej na podwórku czy robić tak czy inaczej itp.Mi zaprzątnęła głowę myśl jak tu się zabrać ze wszystkim.Kopiec prania,bielizna i skarpety zapakowane do kosmetyczki,buty związane sznurowadłami i przewieszone przez ramię i słoik z którym wracałam przecie ze strychu.Wszystko zaniosłam i rozłożyłam na oparciach foteli i kanap w celu dosychania.Nawet słoik cały!Trza se radzić-pomyślałam-(rzekł baca zawiązując buta stringami-tak kiedyś komuś powiedziałam) i nie chodzić po kilka razy by nie tracić czasu.Zeszłam do piwnicznej kuchni,a tam olaboga!!!!Sok z gruszek z sokownika kapie na podłogę!Szybko zabezpieczyłam wężyk ściskającym drucikiem i wytarłam podłogę.Dobrze,że niewiele,bo szkoda soku.I zapomniałam o druciku!!Ponadto szkoda pracy,bo rano doprowadziłam kuchnię do błysku.W internetowym radiu leciała piosenka,którą bardzo lubię i nie lubię.Lubię,bo lubię piosenki z przekazem i nie lubię jej zarazem bo słuchając mimowolnie skłaniam się do przemyśleń o swoim życiu.Szczęściem piosenka się skończyła ,a ja zajęłam się krojeniem gruszek do suszenia i na nalewkę.Umyłam się,wskoczyłam w spodnie i w bluzę z kapturem i w swoje ulubione adidasy.Bieliznę jakby co też mam na sobie ;P ;P ;P mimo,że idę pracować w godzinach nocnych.Śmiechawko-głupawka mnie bierze ;)
Wrócę jednak jeszcze do czasu żniw...Kombinowaliśmy jakby bez pomocy Młodych obkosić swoje pola i trochę zarobić dodatkowo na usługach.Chłop pilnował kombajnu,a moim zadaniem była szybka interwencja w razie awarii i odwożenie zboża z pola.Szło dobrze,awarii nie było zbytnio,ale zdarzały się nieciekawe sytuacje.Np:kosimy duży areał pola.W oczekiwaniu na pełny zbiornik jeżdżę sobie kombajnem z Chłopem jako pasażer na gapę.Ledwie stoję na rozgrzanej blasze podestu,bo mam trampki z cienką podeszwą,a upał jak nie wiem co.Potem jadę traktorem ze zbożem.Mam odczepić przyczepę pełną zboża i podczepić drugą;pustą na zboże i szybko wracać na pole.Niespodziewanie nie radzę sobie przy odczepianiu,klnę ze złości,potem płaczę. Potem i klnę i płaczę jednocześnie.Udaje się! Za pierwszym podjazdem trafiam na zaczep pustej przyczepy,podczepiam i szybko na pole by Chłop nie czekał.Zajeżdżam akurat ,gdy kończy kosić.Zsypuje zboże i jedzie na usługi,a ja do domu.Parkuję traktor na środku podwórka,bo nie mam jeszcze zdolności cofania traktorem z przyczepą(muszę poćwiczyć ;) ).Niech se Chłop sam wcofie ;)
Za kilka dni śmiejemy się późnym wieczorem wspólnie z Chłopem,że kiedyś któreś z nas zesra się w biegu ;D.Jest to koniec tygodnia,koniec 3 zmiany u mnie w pracy i mamy pokoszone zboże i siano schowane w stodole.Siano sama obracałam korzystając z traktora i maszyny zwanej obracarką.Nikogo nie rozjechałam,siano zgrabione w równe wałki i w sposób taki,że nie było problemu by zajeżdżać traktorem z przyczepą samozbierającą.Chłop w ramach pochwały zaproponował wieczorny toast wódką żurawinową :)
Potem zaczęła się budowa.Jednocześnie zaczęła się wprowadzka do wynajętego mieszkania dla mojej studentki i mego ucznia.Drobny remont i inne małe problemy związane z zamieszkaniem w stolicy Podlasia odległej o 110 km.Kopiec dokumentów do stypendium socjalnego,które trzeba zgromadzić.Dodatkowo kilka wizyt w bankach i innych urzędach co mógłby zrobić Chłop,a robię ja.Ponadto ogórki,pomidory,cukinie,papryki,śliwki i inne dary natury trzeba pakować do słoików,bo młodzież zapowiada,że "wszystko zeżremy!".
Sam fakt,że sos pomidorowo-paprykowo-czosnkowo-cukiniowy jest zrobiony z 30 kg samych pomidorów mówi chyba sam za siebie.
W międzyczasie muszę wyrzucać na luz i też robić co lubię.Np wioząc telefon Chłopu na pole(zapomniał z pośpiechu) pstrykam kilka fotek. Kupuję co mi Chłop nakazał i szwendam się po mieście,bo znudził mi się ciągły pośpiech.Wcześniej w czasie wolnego dnia robiliśmy zakupy razem,ale zapomnieliśmy o niektórych rzeczach.Chyba z powodu śmiesznej sytuacji...Gadam do Chłopa:-chodź na lody.Idziemy.Zamawiamy średnie włoskie z polewą czekoladową i każę Chłopu płacić.Żali się biedaczysko młodej dziewczynie w okienku budki z lodami,że wredna żona bo zaprosiła go na lody,a płacić nie chce ;]
I tu też przerwa,bo zaklikałam się i mało co nie zapomniałam,że ok 21.30 muszę wyjeżdżać do pracy.
Budowa idzie jakoś.Spełniam rolę ekspresowego dostawcy,gdy nagle okazuje się,że jest potrzebny jakiś inny rodzaj drutu,mniejsze gwoździe czy tarcza widiowa do szlifierki kątowej.Rola kucharki to jest oczywiście oczywista.Często pomaga lub wyręcza mnie Młoda,która jest tam wszędzie,gdzie nie mamy czasu lub zapomnimy zajrzeć.A to psom wodę zaniesie,a to cielakom trawy nawozi,a to słomy do obory,a to jajka pozbiera,a to ziemniaków nakopie.Mówi,że jest bardziej zmęczona i pracą i myśleniem "co studiować".Mam ciągle w głowie jej ironiczno-żartobliwie-żałosny okrzyk:-"Matka!Co ja mam ze sobą robić w tym życiu!?" Takie pytanie zadawała sobie jeszcze w gimnazjum,a teraz mówi,że będzie rzucać monetą,by wybrać wydział na Akademii Medycznej:lekarsko-dentystyczny (na którym jest jeszcze) lekarski(na który została przyjęta w ostatniej rekrutacji).I jeszcze zostaje ten żal,że może kierunek na który została przyjęta w pierwszej rekrutacji Robotyka i Automatyka maszyn były lepszy jeśli chodzi o rynek pracy...
Przerwa kilkuminutowa...
Dużo tego wszytkiego jest i nawet się nie pamięta co się wczoraj robiło.Śmieszne incydenty często zapadają w pamięci jak np pies,który został Prezesem ;)
Dzwonię do Chłopa by dopytać się o rodzaj tarczy do szlifierki,a ten nie odbiera.Złość mnie bierze,a okazuje się,że niesłusznie,bo pies zabawił się telefonem Chłopa gryząc go.Telefon traci zasięg i Chłop jest nieosiągalny,a ja po wyjaśnieniu się sprawy śmieję się do łez.Z tymi telefonami to dobra sprawa.Gdy ktoś do mnie dzwoni słyszę melodię i słowa : "wszystko samo za mnie się robi,wszystko samo za mnie się dzieje...".
Zazwyczaj telefon dzwoni jak coś robię,a mam tylko 2 ręce.A czasami mi się gadać nawet nie chce...
Ponadto rozpoczął się sezon grzybowy.Udało mi się nawet 3 razy pójść do lasu i nazbierać trochę.
Teraz szybko kończę,bo mam do zasłoikowania masę gruszkową i kanie czubajki do smażenia .Może zrobię je w zalewie octowej ? Może zadzwonię do Młodej i zapytam czy podjęła już tę ważną decyzję?Albo do Młodego,by podroczyć się z nim,że jego motor stoi nakryty plandeką i że nie dam rady tej bestii ruszyć by zaprowadzić do garażu i że rdzewieje mu jego aprilia na deszczu ;) Może nastawię pranie,bo jakiś kopiec z ubraniami powstaje ;) Może obiorę,pokroję i zamrożę cukinię?Może pójdę zobaczyć ile jest jeszcze bzu czarnego na drzewach i w jakim stanie są śliwki węgierki po ostatnich opadach deszczu...Bo na grzyby to już zbraknie czasu.Ehhh...grzyby...Znowu może mi się przyśni,że Chłop z Młodą na wyścigi zbierają prawdziwki.Nie wiem czy będzie czas na sny,bo trzeba szybko spać i iść na noc do pracy ;)
Ooooooo! Już mi Chłop robotę zapodał !
I ja,nie lubiąca zimy mówię coraz częściej:aby do zimy!!!
P.s.Błędy gramatyczne i stylistyczne być może poprawię wkrótce.Szkoda mi czasu na "editki" ;)
Jaska, skad Ty na to wszystko czas znajdujesz?
OdpowiedzUsuńI blagam Cie, nie pisz wiecej na raty!
życie..życie jest nowelą.....
OdpowiedzUsuńDziewczyno ze wsi - cześć i czołem!
OdpowiedzUsuńJakbym czytała o sobie :))))
(tylko u mnie trzech chłopa do ciągnika)