Jednym słowem można powiedzieć,że taki trochę roboczy pęd...Albo gorący letni czas na wsi.Albo letni stres ;/
Zaczęło się gdy rozkryliśmy z plandeki kombajn zbożowy i gdy przeliczyliśmy ile trzeba kasy na przygotowanie go do żniw.Kasa gdzieś tam na drzewach rośnie jak to ktoś niedawno wspominał...
Ile trzeba pracy,by wyruszyć w pole i by zarobić wie tylko ten kto jest posiadaczem maszyny kosząco-młócącej.I ponadto niektórzy już wiedzą ile można zarobić,a najgorsze ,że ja nie wiem /:
Oprócz nadchodzących żniw młodzież do pracy w nieznane.Do pracy poleconej przez koleżankę.Do pracy z noclegami w nowo wybudowanych "hotelikach" na terenie bardzo dużej plantacji borówek.Dojazd tam też był sporym stresem za kierownicą z powodu braku konkretnych info gdzie jechać,z powodu objazdów i remontów dróg w stolicy Podlasia,z powodu ślimaczego tempa w drodze powrotnej i z powodu policji co stała z radarem na bardzo długiej prostej,gdzie wszyscy wyprzedzają wlokące się "kołowe ślimaki".Wiem,wiem... Każdy kierowca powinien zapłacić ok 1000 zł mandatu,by zapełnić dziurę budżetową ;>.Trudnoświetnie!Przeszczęśliwam,że na prawie 400 przejechanych km jeden jedyny raz wdepnęłam w gaz i zamelinowana w krzaczorach policja mnie zapała na fazie końcowej manewru zwanego wyprzedzaniem.Zmęczona i zła na ten materialny świat zaliczyłam jeszcze wizytę w firmie świadczącej usługi geodezyjne i zirytowana dniem ucięłam sobie drzemkę przed nocną zmianą w firmie.Nocna zmiana i dzienne robienie przetworów z wiśni,porzeczek i ogórków.Dojenie,gotowanie,dzwonienie i jeżdżenie za sprawunkami.Itp i itd... By pospać szkoda czasu,bo robota wygląda z każdego zakamarka,a krasnali do roboty nie ma.Płakać się chce i co możliwe odkładam na potem.Ale mimo wszystko zazwyczaj dopiero 20 minut przed wyjazdem do pracy wskakuję pod prysznic,suszę się,robię oko i jak zwykle na dobiegu.W pracy w myślach układam schemat dnia następnego,ale schemat zazwyczaj głośno wali się w gruz ,gdy wracam ok 6.15 z pracy.Ściągam buty i ubranie i śpię zanim przyłożę głowę do poduszki.Weekend też roboczy,a zwłaszcza niedziela.Śmiać się chce ,gdy wywieszam po południu pranie,a jadąca rowerem kobieta paczy na mnie i pewnie myśli:-pranie w niedzielę??? Taaaa...pranie,smalczyk do chleba i kiszonego zrobiony,obiad na poniedziałek przygotowany,zioła poskładane w słoje,strych ogarnięty i piwnica ze słoikami.Jak będę mieć czas też se pojeżdżę rowerem... ;)
Ale,żeby atrakcji nie było za mało i niedziela mimo wszystko nie była za spokojna zachorowała nam krasula- mamuśka 2-dniowego byczka Aleksandra.Noc spana mało i wczesny poranek niespokojny z powodu wizyty weterynarza.Ale odetchnęliśmy,bo oboje mają się dobrze,a weterynarz zainkasował tylko 160 zł za 10 minutową wizytę.Takie to życie na wsi...
Bratucha zaoferował się pomagać i wspólnie z Chłopem odpalili kombajn(wcześniej wypędzając pszczoły,które zagnieździły się w hederze-( komu tu się nie wiedzie-gadam z ironią,bo "kto ma pszczoły ten ma mniód" ;]) i wspólnie przygotowują plac pod budowę,która ma ruszyć gdzieś pomiędzy-pomiędzy żniwami.Ja zamawiam i dowożę co Chłopy potrzebują,załatwiam ostatnie sprawy związane z budową.Jak paczę na paliki co je geodeci pozostawili wytyczając granicę działki i budynku to czuję mrowienie przez plecy i lekkie przerażenie.Ale mimo,że bankomat mi pokazuje figę to i ja mu też pokaże!A co!Gotując obiad i jednocześnie piekąc ciasto łapię się na tym,że nie zajadam letnich stresów i sama sobie tego gratuluję!!!Choć stresują mnie nie opielone i nie ścięte jeszcze truskawki i niemożność pójścia na kurki to wiem,że lada dzień znajdę i na to czas.Czas pokaże-jak to ktoś gadał ;>
Żartuję też sama ze sobą,że wkładanie ogórków do słoików odstresowuje,więc polecam tym co mają letniego stresa ;D
W międzyczasie napisałam conieco i wrzuciłam na pendrive i przy okazji sprawunków w mieście korzystałam z bibliotecznego neta,by Ci co mnie szukają w necie wiedzieli,że teraz jest gorący czas u mnie i ponadto mam brak neta z powodu swoich niekompetencji komputerowych ;)
........i chyba bardzo lapidarnie napisałam ;)
I śmiać mi się chce jak paczam na swoje nogi ;D
Ot dama w porwanych trampkach ;D
Ale pazur krwisty i bez odpryskow. I to sie liczy!
OdpowiedzUsuńDuzo wytrzymalosci! Po zniwach sie poluzuje.
Musisz to przeżyć byle do jesieni będzie lżej...
OdpowiedzUsuńnajważniejsze że czerwonym lakierem machnięty a co;)
OdpowiedzUsuńCześć, to ja z Blogownic :) Bo chyba pierwszy raz piszę u Ciebie na tym blogu komentarz.
OdpowiedzUsuńPlan dnia masz faktycznie napięty, ale dbaj trochę o siebie, dziewczyno. I dobrze, ze organizm zmusza Cię do snu, bo takie braki sieją spustoszenie w organizmie. Wie to doskonale np. mój chłop, a pośrednio i ja.
Polakierowany pazurek zawsze wygląda elegancko, nawet w podartym trampku :) o czym swiadczy dobitnie Twoje zdjęcie.
A propos zdjęć - w zeszłym roku dostałam pamiątke z wakacji, przy zjeździe z wiaduktu w Szczecinku, rozpędzilam się do zawrotnej prędkości 63 km/h przy obowiązującej 50 Posłałam w eter straży miejskiej wiele miłych słów i znaków pokoju :P
160 zł za 10 minut też bym tak chciała. Ogólnie fajnie piszesz o rzeczach poważnych. Ja dawno ciasta nie piekłam... tak się zastanawiam co by tu zrobić...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i zapraszam częściej:)
Witaj w klubie Kochana! :) I co my takie durne jesteśmy? Też mam wszystkiego dość, i też kręcę się w kółko. I chyba w najbliższym czasie zmienić tego się nie da :) Życzę dużo sił i cierpliwości!
OdpowiedzUsuńOj Kruszynko trampki mega wyjsciowe, kobiety sukcesu moga Ci pozazdroscic.
OdpowiedzUsuńWalcz Ty kokietko z tymi ogorkami i trzymaj sie dzielnie, a, ze sie trzymasz to widac, slychac ale nie czuc:)
Pazur przepiekny, pozdrawiam:)
Jest dobrze, skoro jest czas na kolor ;)
OdpowiedzUsuńA poza tym sił na te całą rzeczywistość:)