niedziela, 31 lipca 2016

Poranne rozmowy 'po swojomu' # Czyli 'w nas tak howorat' .

   Bardzo lubię być w takich miejscach , gdzie toczą się luźne rozmowy po chachłacku , po swojomu czyli w miejscowym dialekcie . Znam tę gwarę , rozumiem , ale mówić ... nie bardzo mi wychodzi . Mam chęć ( w miarę możliwości zapisywać takie różne 'rozhawaory' ) .

*** 

Godzina 6.05 rano . Przy budynku z szyldem mleczarni  odbierającej mleko od tutejszych rolników stoi samochód osobowy . Właściciel dowozi mleko autem , bo ma dość  daleko do zbiornika . Dawnych skupów mleka /zlewni tez nie ma . Potocznie się mówi , że ktoś ma zbiornik na mleko . Zazwyczaj jest to większy dostawca , który 'bierze' mleko od mniejszych i pobiera za to opłatę jako rekompensatę za utrzymanie zbiornika . Zazwyczaj jest to podciągnięte pod działalność rolniczą związaną z większym ubezpieczeniem społecznym . Ludzie w wieku około po pięćdziesiątce przywożą na wózkach 30-60 litrów mleka . Zależy ile kto ma krów lub w jakiej fazie laktacji są . Ludzie wylewając mleko do zbiornika prowadzą ciekawe rozmowy . Niby 'o niczym' , ale lubię je słuchać ;) .


- No bacz...Wże po szostoj , a szcze nie odczynione ... Śpiat za dołho .
- Oj tam . Poczekamy raz . Na nas czekają to i my poczekamy .
-Bacz...Taja menda wże jede z plotok . Spati nie może czy jak ...? Wsie wiadomości znaje , a jak nie znaje to wypytaje ...A desz ty jezdził tak rano ? Do baby jakiej ?
- No a szto ty takij ciekawyj ? 
- A szto ? Zapytać nie mohu ?
-Chłopcy ! Nie swaryteś z samoho rana ! Dawajte małoko i wże !
- Aj , nie pohaniaj ! Ja ledwo żywyj ...
- A po czom ?
- Aj . Hościa ja mieł . Prynios flachu bimbru śmierdziaczaho i naczepił się szcztoby z nimi piti . Ja ze dwa kieliszki wypił , nie bolsz . I tak o połnocy spati poszli . Ledwo do łożka jeho zahnał . A moja baba jaka złośna była !!!!!
- Bo nie mieła z kim spati ! Hahaha...
- Aj . Wam mołodym to tolki figle w hołowie . Aj. Ja staryj chuj wże .
- A ja sama dziś spała , bo moj chłop w robotie byw . Ale jak dobre samomu na wielikim łożku .
- Oooo ! I ja sam spaw . bo i moja żonka w robotie .
- To tom ty tak chyczej przyletieł z rowerom i małakom , bo bez baby nie moh wytrymat . Skaży czy ty na plotki poszoł czy na baby . Wiafdomości to zachotieł czy baby ? 
- Odjebiś ! Dobre ?
-Toż ja żartuju , ty bałwanie ! Durnyj jakijś ...
- Sam durnyj . Pierdolisz chujwi szto .
- Czoho nerwy ? Sam spał to byłó do mene pryjti . Ja sama i ty sam a nasze w robotie ,a my by pospali razem i wsio . Z odnej wioski to nie zhinułoby .
- Hahahaha....jak wydumała !
- A szto tu dumat . Treba sobie pomahati !
- Pomoc susiedzka musił byti ! Ty pomohczy dziewczynie bańki wyjmati z samohoda , bo zahoworył sia o babach i ni chuja nie dumajesz tiepier .
- Sam pomahaj ! Moimi rukami chocz pomahati komu ! Ja jedu bo zaraz karowy budut chnati na pastewniki i chujowo bude jechać .
- Rowerom pojedesz , samochodom to prejebane  ! Karowy idut pomału ,a ty s tyłu jedesz .A toj  co  żene nie podumaje , by zhoniti karowu do boku tylko jede sobie rowerykom jak nic .
- Za tiche auto majesz i nie czuje .
-Czuje , czuje .Ohlanuł się raz i wsio . z pitsot metrów ja za nim jechał .Jak tak bude szcze raz to zjebku dam i wsio !
- Chłopcy ! Bude doszcz szcze padał czy już wypadał się w choleru !?
- A cholera joho znaje . Z doszczom ! Żniwa treba robiti , a tu doszcz i doszcz ! 
- Jedem doma, bo zaraz sioma  hodina bude .
- No to do zawtra !

wtorek, 26 lipca 2016

Cyrk z tymi chłopami . Z serii rozmowy niekontrolowane z życia wzięte .

- Leczo , które wam dałam smakowało ?
- Dobre ! Jedliśmy , aż uszy się nam chlapały !
- Młody swoje wyrzucił . Dobrze , że tobie dowiózł . Swoją porcję wywalił , bo raz , że źle zakręcone ( w co nie wierzę ! bo sprawdzam , bo wiem jak to jest , gdy wiezie się coś autem w bagażniku ) ; a dwa to mu skwaśniało . Jeszcze z żalem do mnie , bo niby to z mojej winy bluza uwalona w leczo . 'Nowa bluza' - z jakim przekąsem to powiedział !!!
- Czemu mnie to nie dziwi ! Hahaha !
-Dobrze , że ma dziewczynę , która pamięta co było w bagażniku i zajrzała tam . Bez bab ludzkość by nie istniała , bo chłopskie nasienie* by nie przetrwało . Hahaha !
- Racja !!!
- Mówię do Chłopa swego dziś : "idź przynieś paprykę z piwnicy , stoi w kartonie na stole , naprzeciw schodów , wiesz . "  I wiesz , że wlazł aż pod schody tam gdzie mam ustawione pełne słoiki ??? Chyba chciał wziąść tę w słoikach ! Akurat zajrzałam przypadkowo i zwróciłam mu uwagę to się rozzłościł na mnie !
- Bez bab by skiśli i pleśnią zarośli ! Zastanawiam się czy mój współlokator nie jest spokrewniony z twoim chłopem . Tak samo grzebie w szafie i rozlewa wodę jak się kąpie . Jak gęś jakaś ! A nawet jest lepszy , bo jak na zapas zaczynam krzyczeć to szybko wyciera podłogę ! Ręcznikiem !!! Ja palpitacji dostanę , bo gdzież podłogę ręcznikiem wycierać!!!
- Majtami niech wyciera ! Ale jak dużo wody to ręcznik lepiej - przyznaję mu rację . Hahaha !
- Cyrk z tymi chłopami . Jak usłyszał , że o nim mówię ( nie podsłuchiwał , ale zapewne ręcznik i łazienka go "gryzły " więc odezwał się w nim instynkt samoobronny )  to dźgnął mnie w bok i czyniąc to przywalił w talerze , których napiętrzył  przy komputerze . Taki był hałas , że aż wystraszyłam się . A ten sobie poszedł i spierdział się głośno jak świnia i mówi , że to ze strachu !!!


*chłopskie nasienie-ironicznie o mężczyznach ;)



p.s. jak tu zmotywować się do zrobienia zakładek ????

poniedziałek, 25 lipca 2016

Matka ! Jak to jest być matką ?

Takie pytanie zadała mi moja córka ...



  Wróciła wtedy z praktyk w szpitalu , zrobiła obiad i na moje zaproszenie wlazła ze mną do łóżka . W ubraniu !
A ja jakaś niedospana byłam po pracy po nocnej zmianie i na jej pytanie odpowiedziałam :
-Hmmm...trudne pytanie . Ale raczej łatwo nie jest ...Zresztą wiesz , że ja nie szaleję za bachorami . Ot wskazane jest urodzić , by podtrzymać ten marny gatunek jakim jest homo sapiens .
- Oj mamo !!!! Małe dzieci są słodkie !!!
- Jadłaś już ? Bo z tego co wiem kanibalem nie jesteś .

Gromki śmiech .



Ciąża była poważnie zagrożona i sporo czasu przebywałam w szpitalu . Dużo przytyłam , jednak w czerwcu jeździłam fiatem 126 p na pole , by zrywać truskawki . Cena skupu była tak wysoka , że za 20-30 kg była niezła dniówka .

Nie zwracałam uwagi na przesądy , które mi często powtarzano .
-Nie można chodzić pod sznurkami jak wiesza się pranie , bo dziecko będzie okręcone pępowiną .
Chyba dlatego dziecko  'pchało się' na świat jakoś niemrawo , a ja żartowałam , że czeka na niedzielę i będzie to leń .
Piątek i sobota były ciężkie , bo nie dość , że bóle to jeszcze upały doskwierały . Dopiero po tych 2 dniach uznaliśmy , że jedziemy po dziecko do szpitala . W niedzielę !
I jakże ! Urodziła się okręcona pępowiną i wymęczona (tak określiły pielęgniarki przyznając 10 punktów wg skali Apgar ).
2200 gram i 49 cm długości . Nogi i ręce były jak patyki . Aż strach było brać na ręce takie maleństwo ...

Po miesiącu ważyła 3500 gram . Ciągnęła cyca i spała ,więc rosła .

A teraz ...?

- Matka ......!!! Kiedy ja te bachory urodzę ...? Jeszcze 3 lata studiów , potem specjalizacja ...Trzydziestka mnie zastanie ... A nawet gdyby  to nie podrzucę tobie do pilnowania , bo pracujesz . Młoda jesteś i do emerytury daleko . A jak mówisz , że będziesz tyrać do setki ..... Jak te bachory wyhodować ...?

Gromki śmiech .


Miała 2 lata , gdy zaczęła stroić fochy . Z niezadowolenia kładła się na podłogę i waliła głową .
Kiedyś zrobiła to w sklepie , bo nie chciałam jej kupić batona . Wyszłam nie zwracając uwagi na jej zachowanie . Jakaś kobieta ofuknęła mnie oburzona :
- Pani dziecko płacze i uderza głową o podłogę , a pani nic ?????
- Zajmie się pani swoimi dziećmi jeśli je posiada -odpowiedziałam i wyszłam ze sklepu .
Dziecko moje wybiegło tuż za mną i biorąc mnie za rękę zapytało:
- Gdzie teraz jedziemy mamusiu ? Do domku ?

Po takich występach odwiedziliśmy psychologa dziecięcego , który nakierował nas i wskazał źródło problemu . Dziecko pilnowane przez rodzica/ów , którzy stosują zakazy , nakazy i co wolno a co nie , a potem ( w czasie pracy rodziców ) dziecko pilnuje babcia  u której panuje zasada 'rób co chcesz,bo pozwalam ci na wszystko'  ma właśnie takie zachowania .

- Nie wolno dzieciom pozwalać na wszystko , bo wlazą na głowę . I oczywiście nie mogą mieć na zawołanie wszystkiego co chcą  ! Małe dziecko powinno doświadczać  samo . Oczywiście pod kontrolą rodzica . Małe dzieci to ciut nie terroryści ( śmiech )  - tak prawi moja 22-latka mojej koleżance , która ma 4-letniego synka .
- Zapytaj mojej matki to ci powie !


W wieku 16 lat uparła się na biwak z koleżankami . Domyślałam się , że jest to jakiś przekręt , bo było bardzo dużo zamieszania i zmian planów . Wydało się przypadkiem za jakiś czas , ale nikomu nie przyznałam się , że wiem .
Gdy w wieku 17 lat zapytała czy może jechać na Woodstock zapytałam dlaczego nie pytała mnie rok temu ...
- Bałam się , że mi nie pozwolisz .
- A jakbym pozwoliła ?
- To tato nie zgodziłby się . Więcej tak nie zrobię . Tylko powiedz mi skąd ty to wiesz ???!!!
- Nie powiem i tyle . Pewne 'rzeczy' ma się tylko dla siebie .
- Mamo....

- Nie pojadę na Woodstock , bo w tym roku jest wcześniej , a ja mam w tym czasie praktyki i naukę do ostatniego egzaminu , który chcę zaliczyć na 4 lub jeszcze lepiej na 4,5 .
- Jak na 3 zaliczysz to też będzie dobrze .
- Ale będziesz mnie musiała utrzymywać przez rok , a tak to mi zapłacą . Porozmawiam z ordynatorem w szpitalu , żeby 2 tygodnie odrobić w sierpniu a teraz będę zakuwać .
- Podziwiam twój zapał ...
- A mam inne wyjście !!! Lepiej było iść do pracy choćby na kasjerkę w markecie . Teraz rozumiem dlaczego tak sceptycznie podchodziłaś do mojej medycyny . Matka ! Ja mam coraz częściej dość !!!!
- Ja w sumie też ...


Gdy tylko nadarzy się okazja , że jesteśmy razem to rozmawiamy . I śmiejemy się do łez i  płaczemy obie z powodu nadmiaru problemów .
- Mamo ! Odpuść , bo popadniesz w jakąś nerwicę . Nie zmienisz świata i nie zmienisz  ludzi .


 I dziś tak sobie myślę ...
Fajnie być matką . Umówiłam się z chłopakiem swej córki  poza jej plecami .
Ale będzie zaskoczona , gdy dowie się , że wspólnie główkowaliśmy jak zrobi  niespodziankę  jej na urodziny ! Chociaż Ona mówi , że jej najlepszym prezentem będzie zdanie egzaminu z patofizjologii .
I już od godziny 0.25 leci roczek 23 !

Najlepszego kuchareczko ; ) (klik)


Okiem matki - 'będę mieć dzieci'(  klik ) i 'sesja zdjęciowa' ( klik ) .










czwartek, 21 lipca 2016

To był wariacki dzień .

Gdy wczoraj rano jechałam autem i nuciłam sobie piosenkę , która była akurat emitowana w Radiu Białystok nie spodziewałam się ,że piosenka ta będzie mnie prześladować ...
 "Nie poganiaj mnie , bo tracę oddech , nie poganiaj mnie , bo gubię rytm ..."-śpiewała Olga Jackowska , a ja potem myjąc konwie po mleku fałszowałam sama sobie i dla siebie . Nawet jakiś ptak przyfrunął i przychylając głowę patrzył w moim kierunku zanim go koty przegoniły .
6.45.
Idę zrywać ogórki . I miało być szybko , bo niby wiele tego nie ma .
Jeden kosz . Jedno wiadro ...Wiaderko i jeszcze połowa do zebrania ! A tu Chłop z zapytaniem czy mu pomogę przy grabieniu trawy  dla cieląt .
-Jedź koś to pomogę .
A tu jeszcze ogórki poplątały się z dynią i dynię trzeba zawrócić . I musztardowiec wywrócony i sałata zaczyna gnić . Trzeba jedno podwiązać , drugie powyrywać i oddać kurom . I cukinia urosła ! Pietruszka też ściele się na dróżce z agrotkaniany i prosi się o zerwanie . Tu jest mój ogródek :) . Po wstępnym przesortowaniu warzyw uznałam , że nie będę ich przerabiać , bo po prostu nie zdążę !


8.10
Postanowiam wraz Chłopem ,że zjemy śniadanie i wypijemy kawę i wtedy za robotę . Ja myślami na strychu , bo tam mam słoiki i planuję w myślach co robić z tak pokaźnych zbiorów . I chyba czasu mi zbraknie , bo od 14 czeka mnie dniówka w mojej pracy !

8.45 .
Idę na strych .
Mnóstwo kartonów , toreb , reklamówek ze słoikami i wieczkami . Opróżnione , umyte i postawione gdzie popadnie . Część słoików i wieczek stoi posortowana w kartonach , ale ta część mnie nie interesuje , bo to pozostałości z poprzedniego sezonu przetwarzania . Zanurzam się w tym bałaganie i wybieram takie słoiki jakie mnie interesują . Robię to w pozycji "z wypiętą do góry dupą " . Pozycja taka sama jak przy zrywaniu ogórków . Przekładam te słoiki i przekładam i nijak nie mogę znaleźć takich jak trzeba . Wkurzam się w mgnieniu oka (sama na siebie oczywiście ! ) i zaczynam sortować słoiki w kartony . Gdy już mam około połowy ogarnięte to zbieram się , bo słyszę klakson ciągnika . To nasz sygnał umowny i w ten sposób Chłop nawołuje mnie do grabienia . Biegnę po schodach z katonami . Strych . Pierwsze piętro . Parter . Piwnica . Czerwona jak burak prawie rzucam kartonami w piwnicznej kuchni . Wybiegając z domu patrzę na swoje zbiory . Klnę głośno w myślach ! Nie zdążę !

10.20 .
- Zostawię przetwarzanie na jutro - zagaduję do Chłopa, gdy grabimy trawę .
- A ty chcesz to dzisiaj jeszcze robić ???? Kiedy ??? 11 zaraz . Nawet bym ci pomógł ,ale to i tak nic nie zmieni .
- Ano ,bo trzeba pomyć i warzywa i słoiki . Nazrywam jeszcze fasoli , bo zerknęłam niechcący i już coś się żółciło . I koleżankom nazrywam zielska , bo tak bujnie wszystko rośnie , że ścieżek nie widać pomiędzy zagonami . AAAAA ! I do miasta na 15 minut mi trzeba .
- O ogórkach zapomnij !

11.30.
Telefonicznie umawiam się ze znajomymi na odbiór cukinii , natki pietruszki i selera . Na godzinę 13.30 czyli tuż przed pracą .

12.10.
Słoiki już gotowe i szkoda tracić czas ,więc biorę wiadro i idę zrywać fasolę .

12.23.
Dzwoni telefon . Sygnał telefonu oznajmia , że to Młody .
- Mamuśkaaaa . Mam problema . Ja pracuję do 17 ,a trzeba mi odebrać klucze . Takie do naprawy auta . Już zamówiłem i są zarezerwowane . Odbierzesz ?
- A zapytałeś mnie czy mam czas ?
- No pewnie nie masz . Ale weź odbierz , coo ? Ten sklep jest blisko ....( i tu tłumaczenie ...)
- Napisz mi smsa jak się nazywają te klucze  i jak wejść do tego sklepu , bo ja naet nie wiem , że on tam jest ....
- Zestaw kluczy do przewodów hamulcowch , cena 32 zł ,wejście od drogi, czerwonymi drzwiami i na 1 piętro .

12.45.
Zlecam teściowej robotę . Oskubanie z ogonków fasoli . Jest tego 15 litrowe wiadro . Tak z kilogram możesz pokroić , to zużyjemy na bieżąco . Resztę zblanszuję i zamrożę .

12.55.
Wbiegam do domu . Po drodze zdejmuję buty i wpadam do łazienki . 3 minuty pod prysznicem . Ręcznik ! Czesanie się i mycie zębów ! I szybko coś z szafy na siebie . Telefon , torebka i biegiem do auta . Po drodze wrzucam do bagażnika cukinie i natki .

13.15 .
Miły pan nie śpiesząc się "zdejmuje rezerwację z komputera itd" . Ja w tym czasie innformuję smsem , że ciut spóźnię się .

13.24.
W ARR zdaję kwitek informujący o przemieszczeniu bydła .

13.26.
Jechać do pobliskiego sklepu autem czy biec ? Biec ! Będzie szybciej , bo nie wiadomo czy jest miejsce do parkowania .
Przewieszam torbę prze ramię i biegnę .
W sklepie nie biorąc nawet koszyka czy wózka biegnę do pieczywa . Chwytam pakowane bułki z musli i bułki  śniadaniowe (a nigdy nie kupuję pakowanych ! ) . Na stoisku warzywnym biorę pomidory i wrzucam je do koszyka . O kurde ! Toż ja nie mam koszyka !!!!!
- Przepraszam . Śpieszę się ...
- Nic nie szkodzi -uśmiecha się pani której podrzuciłam pomidory .

13.36.
Wyjeżdżam w kierunku firmy .
Na parkingu czekają  "odbiorcy " warzyw .
- Sorki , że czekaliście ,ale miałam dziś jakiś wariacki dzień ...
- U ciebie to często tak jest -odpowiada koleżanka

13.40.
Odbijam czipa na portierni .

13.55.
Moja praca polega na sortowaniu warzyw przy taśmie .
UFFFFFFF!!!!!! Trochę spokoju ! Można będzie wreszcie wytchnąć . Jednak pozycja stojąca przypomina o odbytym dziś zginaniu się w ogródku i na strychu . Część lędźwiowa cierpi...


18.30.
Wyznaczono mnie do innej pracy , bo przy poprzedniej zakończono partię/zamówienie .
Część linii do pakowania jest nowa ( i tuż po reklamacji ) a ja osobiście pakowanie ryżu (ugotowany i zamrożony ) czarno widzę . I tak też było . Włączniki były niekompatybilne i wszystkie silniki pracowały a jeden od taśmy sortowniczej zatrzymywał się wg swego indywidualnego widzimisię . A sporą ilość kilogramów ryżu musiałam przesuwać po taśmie do następnego podajnika . Jak robiłam to powoli to surowiec sypał się na posadzkę . Krzyk mój nic nie dawał , bo na hali jest straszny hałas ( ok 80 - 100 dB ) . Ponadto trzeba zwracać uwagę , aby jakieś ciało obce nie trafiło się w surowcu .

20.00.
MAM DOŚĆ !!!!
Boli mi część lędźwiowa kręgosłupa ,ręce ,nogi i jest mi słabo . Zwołani elektrycy , automatycy i inni są bezradni . JA TEŻ !!! A zamówienie jest pilne , a osób do jakiejkolwiek pomocy brak z powodu braków  w załodze (spowodowanymi redukcją zatrudnienia ) .

20.30.
Zmienia mnie brygadzistka na tzw "siku" . Przy okazji wbiegam do pokoju socjalnego i ze swej szafki wyjmuję czekoladę . Zjadam ok 1/3 całości , zapijam wodą i mam zamiar wracać , bo wiem ,że inne koleżanki chcą albo na "siku" albo wymienić rękawice lub po prostu wytchnąć od tego wariactwa . Nadal trzeba ręcznie popychać surowiec . Przy "dobrych wiatrach " przez 8 godzin pakuje się ok 20 ton . Ja nie wiem ile "napchałam " , ale niewiele . Ale tyle , by mieć dość .

22 .15.
Dojeżdżam do domu. Jak na złość w radiu leci piosenka  A . M . Jopek
"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
  Na pierwszej stacji, teraz, tu!
  Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
  Przez życie nie chce gnać bez tchu...
 ...bo życie przecież po to jest ,żeby pożyć
  by spytać siebie : mieć czy być?"
- No tak kurde ...A ja chcę i mieć i być ! -pomyślałam sobie .

Zastałam zamieszanie w domu . Bratucha mój i Chłop szwendali się po podwórku . Chłop zatrudnił Brata do zbierania jaj z kurnika  i czegoś tam jeszcze . Ponadto oznajmił mi , że pozbawił mnie kłopotu , bo oddał skrzynkę ogórków .

Okazało się , że oddał moje ulubione ogórki drobnobrodawkowe , które wysortowałam do zrobienia korniszonów .
Trudnoświetnie ! Jeszcze urosną :)) .

Dziś (czyli  już wczoraj...) wszystko zostało przetworzone . Powstały konserwowe , 2 rodzaje sałatki do słoika , fasola szparagowa powędrowała do zamrażarki , a część na patelnię na bieżące zjedzenie jako fasola szparagowa w sosie pomidorowym  . Właśnie pasteryzacja została zakończona . Dzielnie towarzyszyły mi 3 koty z czego jeden skorzystał z piwnicznego okna , a 2 zmęczone zasnęły :)


Kończąc ten nie wariacki już dzień ( bo i w pracy było odrobinę spokojniej ) przypominam sobie inne szalone dni .o których już pisałam . Kumulacja trwa 2013(klik) .  No i ogarnięte(klik) .

Echhhh....gdzieś kiedyś czytałam , że wariackie dni są najwięcej warte . A może inaczej to brzmiało ...?


niedziela, 17 lipca 2016

Rozmowy niekontrolowane ;) .




- Popatrz jak psianka nakurwia !
- Co robi ???!!!
- Nooo...rośnie xD
- Jak będziesz tak brzydko mówił to więcej Wam kwiatka nie kupię ;P





- Już dojechaliście ?
- O taaaak ! Jest 3. 53  rano ;D
- Ja pracuję a Ty wczasujesz .
- Tak bywa :P
- Pozdrów morze ode mnie ...
- Jak kimnę się to to zrobię xD.






- Ładne ? :D
- Jak nie jak tak !
- Nie będę Cb drażnić fotkami ;P
- Na żywo bym wolała !!!!!
- Może kiedyś pojedziesz ;) .
- Zapiszę se w testamencie , by po skremowaniu  rozsypali me prochy w morzu . Może wtedy !
- No weź......




- A może wolisz orgazm za 22 złote ? ;D ( konieczny  klik w foto z lewej ! )
- Żebym to ja 22 zeta miała ! Hahahaha...
- Kurde ! I ja goły i wesoły ;D .
- A ja fajne auta oglądam . Może zamienisz alfę na starego citroena ?
- Jak mi dasz na takiego to dzisiaj od razu wracamy i zmieniam xD
- Kurde ! Pączka i colę na minus kupiłam , a ten mi tu z taką propozycją ! ;D
- Spokojnie . Ja na minus drugi dzień będę się kimał w hostelu . A w poniedziałek muszę dać radę załatwić się z uczelnią ... Bo o 4 rano pociąg do Białegostoku i kiedy to spać ;/ ? O 11 trzeba załatwić papiery na uczelni przez te kilka godzin i jeszcze 100 km do domu wracać autem do domu , by we wtorek pójść do pracy . Aż strach być takim zmęczonym ...
- Znam ten stan ...Dasz radę ;*
- Chcieliśmy już nawet przełożyć godzinę wyjazdu , ale wszystko zarezerwowane . Wszystkie ludziska do Gdańska chyba zjechali . Wszędzie tłok.



- Citroeny będą do obejrzenia . Na lapku jakby coś w folderze old auta .
-  Spoko . Popatrzam jak będę miał wolny czas ...
- Ciekawe który Ci się spodoba najbardziej ?
- Pewnie żaden , bo mam swój wymarzony :)) .
Ponadto mamuśka możesz mi telefon doładować ;D . A ja w ramach rewanżu tygrysa szablozębnego mogę Ci przywieźć lub słonia .Tylko słoń ma ciosy dziwacznie jakoś -byś nie była zaskoczona hahaha . W Zoo jesteśmy .








 Notka to pretendent do stworzenia zakładki  o tytule jak w tytule ;) .
Będę tam zbierać różne ciekawe rozmówki . Nie tylko z synem ;) 
Powyższe rozmówki i smsy , mmsy  z ostatnich dwóch dni .
Warto to kontynuować choćby po to , by zarchiwizować radość z dobrych relacji z dzieckiem . Może dziecko kiedyś przeczyta te bazgroły i powie samo do siebie :
-Oj matka matka ...
        (Jakbym słyszała ten głos ;) )

Moja specjalność to łapanie srok ? I niekoniecznie skutecznie ;)) .


I nie chodzi mi o łapanie ptaków , bo ani ze mnie ornitolog , ani kucharz co każdego ptaka zamieni w
pyszną potrawę , ani jakaś poroniona istota , która chciałaby trzymać srokę w klatce zamiast papugi < wow! > . Chodzi mi o przysłowiowe łapanie srok czyli załatwienie kilku spraw jednocześnie . I fakt faktem ,bo nie da się złapać kilku srok za ogon/y . Mówi się ,że można ich złapać 2 czy 5 .
 A jak jeszcze jedna doleci w międzyczasie ????
Tak było dziś i u mnie ( zresztą nie tylko dziś tak bywa !!! ) .

Po pracy na nocnej zmianie miałam zamiar wziąść się solidnie za robotę w domu . Ale , że noc w pracy nie była lekka i ponadto gnębiło mnie złe samopoczucie postanowiłam rano przespać się.
I tu już "załatwiłam" jedną srokę , bo przed snem zaczęłam czytać ciekawą książkę Danuta Stenka ,Łukasz Maciejewski - Flirtując z życiem . Książka kusiła od dawna ,ale ...  ( !?)

Plan dnia zapisany jako notatka w telefonie :
-posprzątać kuchnię ,
-posadzić kwiaty ozdobne w tym lawendę i grudnik ,
-posadzić pomidory koktajlowe do donicy (samosiejki) i posadzić rukolę ,
-zrobić nalewkę z moreli ,
-spróbować wina z mniszka co je dostałam do degustacji  od koleżanki "winiarki
-zrobić pranie (tzn pralka je zrobi ) ,
-dokończyć sprzątanie "na zarobek",
-upiec biszkopt (i jakie t ma być ciasto...? bo brak pomysłu )
-posortować słoiki i wieczka ,
-poskładać dokumenty w segregatory ,
-poskładać poprzednie pranie ,
...itd...bo jeszcze to co nie zaplanowane , a mus zrobić ;)



I wszystko byłoby w porządku , gdyby ... nie nadleciała dodatkowa sroka ;)) . Sprzątanie i część sadzenia miałam za sobą , gdy...
... naszą drogą przed domem przejechało kilka lub kilkanaście zabytkowych samochodów ! Teściowa i Chłop zaczęli wiwatować

na ich widok , ja popadłam w popłoch nie wiedząc co robić . Końcem końców pobiegłam do łazienki myć się , potem zrobić się na "do ludzi " i wsiadłam do auta i pognałam po ich śladzie.

Trochę czasu zajęło mi znalezienie miejsca postoju , ale warto było  (KLIK - Zlot Zabytkowych Citroenów ) .
Wiedząc , że nigdzie nie pojadą (znałam już plan zlotu ) szwendałam się powoli , patrzyłam i rozmyślałam ...

-Miałam pomóc Chłopu , a pojechałam sobie ot tak bez słowa ...
Wyrzuty sumienia złagodził pączek z czekoladą  popity coca-cola ;) .

I żeby nie było tak ,że miałam bardzo silne te wyrzuty sumienia to w drodze powrotnej odwiedziłam swe ulubione miejsce pod wierzbą w Maćkowiczach  ( klik w te miejsce ) . Popatrzyłam na rzekę i porozmawiałam z sympatycznym panem ,który niedawno nabył pobliski domek . Po powrocie do domu przejrzałam plan dnia i zrobiłam co najważniejsze czyli skończyłam zaplanowane sadzenie . Pomogłam Chłopu przy zwierzętach opowiadając o widzianych starych autach .
-Było zostać na paradę tych samochodów -zagaił Chłop .



-A było ...Wyrwałam z domu jak guma z majtek , a w domu tyle roboty ...
-Przecież sama mówisz , że robota to głupota .
-Mówić , a robić ! Pogadać to ja zawsze mogę !



I tak :
- nalewki nie zrobiłam , bo uznałam , że morele mogą poczekać lub można je dodać do ciasta (może jednak rano zrobię ...) ,
- słoiki posortuję , a jak nie posortuję to kary nikt mi za to nie da ,
-dokumenty leżały i nadal leżeć będą , bo tylko ja w nich odnajduję się ( Chłop to by w uporządkowanych rozpierduchę zrobił , gdyby czegoś szukał ,więc warto...? ) ,
-sprzątanie na zarobek...? A ile można sprzątać ? W domu sprzątam , w pracy sprzątam (pracuję przy automatach pakujących warzywa lub owoce ,więc wiadomo ) i jeszcze dodatkowe sprzątanie za pieniądze . Pilne nie jest , a zostało na kilka minut .
-Prania poskładam jak więcej się naskłada ! Ooo!

Ponad program poradliłam (napowietrzyłam)  zagony z bazylią , cebulą , porem i selerem . Posadziłam swoje ulubione astry lulu do wielkiego dziurawego gara  . Rukola też znalazła w końcu swoje miejsce ( tu było o rukoli -klik ) .Rozkoszowałam się zapachem maciejki i widokiem bujnie rosnącego ogrodu . Psom dałam mokrą karmę "z pałki" , kotom suchą karmę .
Przepraszająco powiedziałam czworonogom :
 - Jutro wam nagotuję gar jedzenia . Będą warzywa + makaron
+mięso . Zabrałam jaja z kurnika .
Pospacerowałam po swoim ranczo i przygotowałam pastwisko na jutrzejszy wypas (zamknęłam wjazdy ) . Gdy już było ciemno obserwowałam (chyba) nietoperze ,które co wieczór latają przy naszych domach . Obstawiamy fakt , że zamieszkują piwnicę naszego starego domu . I kilka ciekawych fotek zrobiłam wk******ąc się , że nie mam odpowiedniego sprzętu .


I tak dużo tego !
 Konkluzja taka , że trzeba właściwe sroki za ogony łapać ,a nie wszystkie jak popadnie ;P

Krasula zrobiła sobie wianek ;))
To intrygujący widok . Wrócę do niego ...

Nietoperz ...?


LULU! Trzeba iść spać ...?

LULU w garze ;)