czwartek, 21 lipca 2016

To był wariacki dzień .

Gdy wczoraj rano jechałam autem i nuciłam sobie piosenkę , która była akurat emitowana w Radiu Białystok nie spodziewałam się ,że piosenka ta będzie mnie prześladować ...
 "Nie poganiaj mnie , bo tracę oddech , nie poganiaj mnie , bo gubię rytm ..."-śpiewała Olga Jackowska , a ja potem myjąc konwie po mleku fałszowałam sama sobie i dla siebie . Nawet jakiś ptak przyfrunął i przychylając głowę patrzył w moim kierunku zanim go koty przegoniły .
6.45.
Idę zrywać ogórki . I miało być szybko , bo niby wiele tego nie ma .
Jeden kosz . Jedno wiadro ...Wiaderko i jeszcze połowa do zebrania ! A tu Chłop z zapytaniem czy mu pomogę przy grabieniu trawy  dla cieląt .
-Jedź koś to pomogę .
A tu jeszcze ogórki poplątały się z dynią i dynię trzeba zawrócić . I musztardowiec wywrócony i sałata zaczyna gnić . Trzeba jedno podwiązać , drugie powyrywać i oddać kurom . I cukinia urosła ! Pietruszka też ściele się na dróżce z agrotkaniany i prosi się o zerwanie . Tu jest mój ogródek :) . Po wstępnym przesortowaniu warzyw uznałam , że nie będę ich przerabiać , bo po prostu nie zdążę !


8.10
Postanowiam wraz Chłopem ,że zjemy śniadanie i wypijemy kawę i wtedy za robotę . Ja myślami na strychu , bo tam mam słoiki i planuję w myślach co robić z tak pokaźnych zbiorów . I chyba czasu mi zbraknie , bo od 14 czeka mnie dniówka w mojej pracy !

8.45 .
Idę na strych .
Mnóstwo kartonów , toreb , reklamówek ze słoikami i wieczkami . Opróżnione , umyte i postawione gdzie popadnie . Część słoików i wieczek stoi posortowana w kartonach , ale ta część mnie nie interesuje , bo to pozostałości z poprzedniego sezonu przetwarzania . Zanurzam się w tym bałaganie i wybieram takie słoiki jakie mnie interesują . Robię to w pozycji "z wypiętą do góry dupą " . Pozycja taka sama jak przy zrywaniu ogórków . Przekładam te słoiki i przekładam i nijak nie mogę znaleźć takich jak trzeba . Wkurzam się w mgnieniu oka (sama na siebie oczywiście ! ) i zaczynam sortować słoiki w kartony . Gdy już mam około połowy ogarnięte to zbieram się , bo słyszę klakson ciągnika . To nasz sygnał umowny i w ten sposób Chłop nawołuje mnie do grabienia . Biegnę po schodach z katonami . Strych . Pierwsze piętro . Parter . Piwnica . Czerwona jak burak prawie rzucam kartonami w piwnicznej kuchni . Wybiegając z domu patrzę na swoje zbiory . Klnę głośno w myślach ! Nie zdążę !

10.20 .
- Zostawię przetwarzanie na jutro - zagaduję do Chłopa, gdy grabimy trawę .
- A ty chcesz to dzisiaj jeszcze robić ???? Kiedy ??? 11 zaraz . Nawet bym ci pomógł ,ale to i tak nic nie zmieni .
- Ano ,bo trzeba pomyć i warzywa i słoiki . Nazrywam jeszcze fasoli , bo zerknęłam niechcący i już coś się żółciło . I koleżankom nazrywam zielska , bo tak bujnie wszystko rośnie , że ścieżek nie widać pomiędzy zagonami . AAAAA ! I do miasta na 15 minut mi trzeba .
- O ogórkach zapomnij !

11.30.
Telefonicznie umawiam się ze znajomymi na odbiór cukinii , natki pietruszki i selera . Na godzinę 13.30 czyli tuż przed pracą .

12.10.
Słoiki już gotowe i szkoda tracić czas ,więc biorę wiadro i idę zrywać fasolę .

12.23.
Dzwoni telefon . Sygnał telefonu oznajmia , że to Młody .
- Mamuśkaaaa . Mam problema . Ja pracuję do 17 ,a trzeba mi odebrać klucze . Takie do naprawy auta . Już zamówiłem i są zarezerwowane . Odbierzesz ?
- A zapytałeś mnie czy mam czas ?
- No pewnie nie masz . Ale weź odbierz , coo ? Ten sklep jest blisko ....( i tu tłumaczenie ...)
- Napisz mi smsa jak się nazywają te klucze  i jak wejść do tego sklepu , bo ja naet nie wiem , że on tam jest ....
- Zestaw kluczy do przewodów hamulcowch , cena 32 zł ,wejście od drogi, czerwonymi drzwiami i na 1 piętro .

12.45.
Zlecam teściowej robotę . Oskubanie z ogonków fasoli . Jest tego 15 litrowe wiadro . Tak z kilogram możesz pokroić , to zużyjemy na bieżąco . Resztę zblanszuję i zamrożę .

12.55.
Wbiegam do domu . Po drodze zdejmuję buty i wpadam do łazienki . 3 minuty pod prysznicem . Ręcznik ! Czesanie się i mycie zębów ! I szybko coś z szafy na siebie . Telefon , torebka i biegiem do auta . Po drodze wrzucam do bagażnika cukinie i natki .

13.15 .
Miły pan nie śpiesząc się "zdejmuje rezerwację z komputera itd" . Ja w tym czasie innformuję smsem , że ciut spóźnię się .

13.24.
W ARR zdaję kwitek informujący o przemieszczeniu bydła .

13.26.
Jechać do pobliskiego sklepu autem czy biec ? Biec ! Będzie szybciej , bo nie wiadomo czy jest miejsce do parkowania .
Przewieszam torbę prze ramię i biegnę .
W sklepie nie biorąc nawet koszyka czy wózka biegnę do pieczywa . Chwytam pakowane bułki z musli i bułki  śniadaniowe (a nigdy nie kupuję pakowanych ! ) . Na stoisku warzywnym biorę pomidory i wrzucam je do koszyka . O kurde ! Toż ja nie mam koszyka !!!!!
- Przepraszam . Śpieszę się ...
- Nic nie szkodzi -uśmiecha się pani której podrzuciłam pomidory .

13.36.
Wyjeżdżam w kierunku firmy .
Na parkingu czekają  "odbiorcy " warzyw .
- Sorki , że czekaliście ,ale miałam dziś jakiś wariacki dzień ...
- U ciebie to często tak jest -odpowiada koleżanka

13.40.
Odbijam czipa na portierni .

13.55.
Moja praca polega na sortowaniu warzyw przy taśmie .
UFFFFFFF!!!!!! Trochę spokoju ! Można będzie wreszcie wytchnąć . Jednak pozycja stojąca przypomina o odbytym dziś zginaniu się w ogródku i na strychu . Część lędźwiowa cierpi...


18.30.
Wyznaczono mnie do innej pracy , bo przy poprzedniej zakończono partię/zamówienie .
Część linii do pakowania jest nowa ( i tuż po reklamacji ) a ja osobiście pakowanie ryżu (ugotowany i zamrożony ) czarno widzę . I tak też było . Włączniki były niekompatybilne i wszystkie silniki pracowały a jeden od taśmy sortowniczej zatrzymywał się wg swego indywidualnego widzimisię . A sporą ilość kilogramów ryżu musiałam przesuwać po taśmie do następnego podajnika . Jak robiłam to powoli to surowiec sypał się na posadzkę . Krzyk mój nic nie dawał , bo na hali jest straszny hałas ( ok 80 - 100 dB ) . Ponadto trzeba zwracać uwagę , aby jakieś ciało obce nie trafiło się w surowcu .

20.00.
MAM DOŚĆ !!!!
Boli mi część lędźwiowa kręgosłupa ,ręce ,nogi i jest mi słabo . Zwołani elektrycy , automatycy i inni są bezradni . JA TEŻ !!! A zamówienie jest pilne , a osób do jakiejkolwiek pomocy brak z powodu braków  w załodze (spowodowanymi redukcją zatrudnienia ) .

20.30.
Zmienia mnie brygadzistka na tzw "siku" . Przy okazji wbiegam do pokoju socjalnego i ze swej szafki wyjmuję czekoladę . Zjadam ok 1/3 całości , zapijam wodą i mam zamiar wracać , bo wiem ,że inne koleżanki chcą albo na "siku" albo wymienić rękawice lub po prostu wytchnąć od tego wariactwa . Nadal trzeba ręcznie popychać surowiec . Przy "dobrych wiatrach " przez 8 godzin pakuje się ok 20 ton . Ja nie wiem ile "napchałam " , ale niewiele . Ale tyle , by mieć dość .

22 .15.
Dojeżdżam do domu. Jak na złość w radiu leci piosenka  A . M . Jopek
"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
  Na pierwszej stacji, teraz, tu!
  Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
  Przez życie nie chce gnać bez tchu...
 ...bo życie przecież po to jest ,żeby pożyć
  by spytać siebie : mieć czy być?"
- No tak kurde ...A ja chcę i mieć i być ! -pomyślałam sobie .

Zastałam zamieszanie w domu . Bratucha mój i Chłop szwendali się po podwórku . Chłop zatrudnił Brata do zbierania jaj z kurnika  i czegoś tam jeszcze . Ponadto oznajmił mi , że pozbawił mnie kłopotu , bo oddał skrzynkę ogórków .

Okazało się , że oddał moje ulubione ogórki drobnobrodawkowe , które wysortowałam do zrobienia korniszonów .
Trudnoświetnie ! Jeszcze urosną :)) .

Dziś (czyli  już wczoraj...) wszystko zostało przetworzone . Powstały konserwowe , 2 rodzaje sałatki do słoika , fasola szparagowa powędrowała do zamrażarki , a część na patelnię na bieżące zjedzenie jako fasola szparagowa w sosie pomidorowym  . Właśnie pasteryzacja została zakończona . Dzielnie towarzyszyły mi 3 koty z czego jeden skorzystał z piwnicznego okna , a 2 zmęczone zasnęły :)


Kończąc ten nie wariacki już dzień ( bo i w pracy było odrobinę spokojniej ) przypominam sobie inne szalone dni .o których już pisałam . Kumulacja trwa 2013(klik) .  No i ogarnięte(klik) .

Echhhh....gdzieś kiedyś czytałam , że wariackie dni są najwięcej warte . A może inaczej to brzmiało ...?


3 komentarze:

  1. Cieszymy się, że słuchasz Radia Białystok. Życzymy mniej zagonionych dni... i może trafisz kiedyś na Bednarka i Euforię :)
    Pozdrawiamy z deszczowego Białegostoku!

    OdpowiedzUsuń
  2. A byłam w okolicy, pomogłabym :), niesamowity bieg ale teraz ile smaczności przez cała zimę....jeśli dotrwają :)

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !