niedziela, 17 lipca 2016

Moja specjalność to łapanie srok ? I niekoniecznie skutecznie ;)) .


I nie chodzi mi o łapanie ptaków , bo ani ze mnie ornitolog , ani kucharz co każdego ptaka zamieni w
pyszną potrawę , ani jakaś poroniona istota , która chciałaby trzymać srokę w klatce zamiast papugi < wow! > . Chodzi mi o przysłowiowe łapanie srok czyli załatwienie kilku spraw jednocześnie . I fakt faktem ,bo nie da się złapać kilku srok za ogon/y . Mówi się ,że można ich złapać 2 czy 5 .
 A jak jeszcze jedna doleci w międzyczasie ????
Tak było dziś i u mnie ( zresztą nie tylko dziś tak bywa !!! ) .

Po pracy na nocnej zmianie miałam zamiar wziąść się solidnie za robotę w domu . Ale , że noc w pracy nie była lekka i ponadto gnębiło mnie złe samopoczucie postanowiłam rano przespać się.
I tu już "załatwiłam" jedną srokę , bo przed snem zaczęłam czytać ciekawą książkę Danuta Stenka ,Łukasz Maciejewski - Flirtując z życiem . Książka kusiła od dawna ,ale ...  ( !?)

Plan dnia zapisany jako notatka w telefonie :
-posprzątać kuchnię ,
-posadzić kwiaty ozdobne w tym lawendę i grudnik ,
-posadzić pomidory koktajlowe do donicy (samosiejki) i posadzić rukolę ,
-zrobić nalewkę z moreli ,
-spróbować wina z mniszka co je dostałam do degustacji  od koleżanki "winiarki
-zrobić pranie (tzn pralka je zrobi ) ,
-dokończyć sprzątanie "na zarobek",
-upiec biszkopt (i jakie t ma być ciasto...? bo brak pomysłu )
-posortować słoiki i wieczka ,
-poskładać dokumenty w segregatory ,
-poskładać poprzednie pranie ,
...itd...bo jeszcze to co nie zaplanowane , a mus zrobić ;)



I wszystko byłoby w porządku , gdyby ... nie nadleciała dodatkowa sroka ;)) . Sprzątanie i część sadzenia miałam za sobą , gdy...
... naszą drogą przed domem przejechało kilka lub kilkanaście zabytkowych samochodów ! Teściowa i Chłop zaczęli wiwatować

na ich widok , ja popadłam w popłoch nie wiedząc co robić . Końcem końców pobiegłam do łazienki myć się , potem zrobić się na "do ludzi " i wsiadłam do auta i pognałam po ich śladzie.

Trochę czasu zajęło mi znalezienie miejsca postoju , ale warto było  (KLIK - Zlot Zabytkowych Citroenów ) .
Wiedząc , że nigdzie nie pojadą (znałam już plan zlotu ) szwendałam się powoli , patrzyłam i rozmyślałam ...

-Miałam pomóc Chłopu , a pojechałam sobie ot tak bez słowa ...
Wyrzuty sumienia złagodził pączek z czekoladą  popity coca-cola ;) .

I żeby nie było tak ,że miałam bardzo silne te wyrzuty sumienia to w drodze powrotnej odwiedziłam swe ulubione miejsce pod wierzbą w Maćkowiczach  ( klik w te miejsce ) . Popatrzyłam na rzekę i porozmawiałam z sympatycznym panem ,który niedawno nabył pobliski domek . Po powrocie do domu przejrzałam plan dnia i zrobiłam co najważniejsze czyli skończyłam zaplanowane sadzenie . Pomogłam Chłopu przy zwierzętach opowiadając o widzianych starych autach .
-Było zostać na paradę tych samochodów -zagaił Chłop .



-A było ...Wyrwałam z domu jak guma z majtek , a w domu tyle roboty ...
-Przecież sama mówisz , że robota to głupota .
-Mówić , a robić ! Pogadać to ja zawsze mogę !



I tak :
- nalewki nie zrobiłam , bo uznałam , że morele mogą poczekać lub można je dodać do ciasta (może jednak rano zrobię ...) ,
- słoiki posortuję , a jak nie posortuję to kary nikt mi za to nie da ,
-dokumenty leżały i nadal leżeć będą , bo tylko ja w nich odnajduję się ( Chłop to by w uporządkowanych rozpierduchę zrobił , gdyby czegoś szukał ,więc warto...? ) ,
-sprzątanie na zarobek...? A ile można sprzątać ? W domu sprzątam , w pracy sprzątam (pracuję przy automatach pakujących warzywa lub owoce ,więc wiadomo ) i jeszcze dodatkowe sprzątanie za pieniądze . Pilne nie jest , a zostało na kilka minut .
-Prania poskładam jak więcej się naskłada ! Ooo!

Ponad program poradliłam (napowietrzyłam)  zagony z bazylią , cebulą , porem i selerem . Posadziłam swoje ulubione astry lulu do wielkiego dziurawego gara  . Rukola też znalazła w końcu swoje miejsce ( tu było o rukoli -klik ) .Rozkoszowałam się zapachem maciejki i widokiem bujnie rosnącego ogrodu . Psom dałam mokrą karmę "z pałki" , kotom suchą karmę .
Przepraszająco powiedziałam czworonogom :
 - Jutro wam nagotuję gar jedzenia . Będą warzywa + makaron
+mięso . Zabrałam jaja z kurnika .
Pospacerowałam po swoim ranczo i przygotowałam pastwisko na jutrzejszy wypas (zamknęłam wjazdy ) . Gdy już było ciemno obserwowałam (chyba) nietoperze ,które co wieczór latają przy naszych domach . Obstawiamy fakt , że zamieszkują piwnicę naszego starego domu . I kilka ciekawych fotek zrobiłam wk******ąc się , że nie mam odpowiedniego sprzętu .


I tak dużo tego !
 Konkluzja taka , że trzeba właściwe sroki za ogony łapać ,a nie wszystkie jak popadnie ;P

Krasula zrobiła sobie wianek ;))
To intrygujący widok . Wrócę do niego ...

Nietoperz ...?


LULU! Trzeba iść spać ...?

LULU w garze ;)

2 komentarze:

  1. A moja maciejka jeszcze nie kwitnie, za pozno ja wysialam, bo zapomnialam, ze mam. :(
    Bardzo mi sie podoba Twoje podejscie do sprawy, podobne do mojego. Robota nie zajac, wiec moze poczekac i tyle. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki tok rozumowania sobie wypracowałam .
      I chwalę sobie !

      Usuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !