Kilka ostatnich dni płynęło jako tako nijako . Ani nic złego , ani nic dobrego . Ot takie tam po prostu rozmemłanie ...I to nie ważne , że prawidłowo powinno być rozmamłanie , bo i tak wiadomo o co chodzi . Totalny brak energii i chęci do życia dopada mnie co jakiś czas . Ot tak bez przyczyny . Ani nie ma nowego stresu , ani nowego problemu . Ot tak po prostu samo z siebie się bierze . A może się mylę , a o tym nie wiem ...? ( !!! )
Ale każda czynność dnia stanowi wtedy problem . Nawet poranna pobudka i poranne obowiązki w obejściu .
Uczucie zmęczenia dopada mimo , że dzień jeszcze na dobre nie rozpoczął się . Myśli krążą wokół jednej czynności ...jakby tu położyć się i poczytać i ewentualnie zdrzemnąć ...
Tak było i wczoraj . Znalazłam pretekst , by położyć się " na chwilkę " .
Po przebudzeniu kawa i takie tam " nic".
Pogadałam z Młodymi (Młodym i jego dziewczyną ) i miałam zamiar wziąźć się za gotowanie bogracza . Młoda mnie wyręczyła smażyć pieczarki , cebulę , kiełbasę i mięso z łopatki . Pokroiła też pozostałe dodatki do tejże potrawy . A ja snułam się z kąta w kąt . Jedyne co zrobiłam to zacierkę ( poprosiłam Młodą , by pomogła mi ją poskubać ... ) . Jedyne co zrobiłam oprócz doprawienia bogracza to napiłam dobytek i zrzuciłam słomę ze strychu obory na podściół i podrzuciłam ją cielaczkom i ich mamom . Przy okazji zrobiłam foto cielaczka , by wysłać koleżance , która jest jak ja rozmemłana , ale chce pokazać cielaczka co jest u "cioci " . Plącząc się w kuchni usłyszałam krzyk Chłopa :
-Co tam się dzieje do cholery ?!!!
W oborze był ryk niesamowity i Chłop pobiegł jakby biegł w jakimś wyścigu .
Ja rozmawiałam w Młodą i coś tam robiłam . Zapewne byle co , bo na nic konkretnego się nie zdecydowałam . Ani na odkurzanie , ani na sprzątanie , ani na pieczenie ciasta .Z ledwością zalazłam do ogródka , by wysiać ogórki na późniejszy zbiór oraz koper i kukurydzę . Nawet rządek marchwi pozbawiłam chwastów !
A potem przygotowałam rower na wieczorną przejażdżkę .
Przy wieczornym dojeniu Chłop poinformował mnie , że właśnie w południe nasza buńczuczna krowa spacerowała sobie po oborze w towarzystwie cielęcia . I z racji swej buńczuczności pobruła swymi czubatymi rogami inną , a dokładnie swą córkę , która jest już dorosła (klik ) .
Wtedy zapaliła się mi lampka kontrolna !!! Przez moje rozmemłanie mogło dojść do tragedii !!! Robiąc zdjęcie musiałam niedokładnie zamknąć drzwi do zagrody .
- Dość rozmemłania ! - krzyknęłam do Chłopa ( w sumie bardziej sama do siebie ) .
Na domiar wszystkiego zostawiłam gotującą się kawę zbożową !!!! Zapach poczułam przez otwarte okno ...
Na przejażdżce rowerowej zrobiłam kilka rozmemłanych fotek . Jaki stan fotografa takie fotki - pomyślałam ...
Śmiech mnie tylko ogarnął , gdy robiłam dwie ostatnie fotki i w ostatniej chwili zauważyłam lecącego nietoperza . Przeleciał tuż nad moją głową , a ja robiąc unik o mało co nie przewróciłam się o leżący rower !!!
I zakończyłam dzień ze świadomością , że jutro tak nie może być !
Dziś z samego rana przystąpiłam do działania ;)) .
Pomogłam w dojeniu , pomyłam konwie i sprzęt od dojenia , wodą po myciu podlałam kwiaty i trochę warzyw , wypuściłam kury na wybieg i zaopatrzyłam je w świeżą wodę i jedzenie .
Wodę z poprzedniego dnia zaniosłam do ogródka . Chłopa zmusztrowałam ostro , by zdjął robocze ubranie , które od razu powędrowało do prania . Ugotowałam mleko do kawy zbożowej ( wywar już był ) ,zjadłam śniadanie , zebrałam pranie z poprzedniego dnia ,odkurzyłam , pomyłam podłogi , zrobiłam porządki wraz totalnym wietrzeniem szafy . Gdzieś tam w międzyczasie zrobiłam ciasto i ucięłam pogawędkę ze znajomymi , którzy wpadli do nas niespodziewanie .
Rower jest przygotowany do dłuższego wyjazdu .
Telefon , aparat i w drogę !
Jadąc będę nucić Juniora Stress : "Znam ten stan "( klik ) .
Tak , tak . Znam u siebie ten stan ...Albo mega power albo rozmemłanie ;)) .

A jak to jest? Ja na wybywanie na wycieczki mam power, a na prace domowe rozmemlanie. Cos ze mna nie w porzadku? :)
OdpowiedzUsuńRozmemłanie to wg słowników m.in brak energii i wigoru , oklapnięcie . Właśnie taka byłam ostatnio . Oklapnięta i beż życia .Jak przejechana żaba , która jeszcze żyje .Ale dałam sama sobie przysłowiowego kopa i dziś zaliczyłam aktywny dzień i przy pracach domowych i na wycieczce rowerowej .
UsuńPanterko - ja myślę, że z Tobą wszystko w porządku :) I to najlepszym :)
OdpowiedzUsuńRozmemłanie - też znam ten stan, ostatnio zbyt mi bliski :(
Ale dobrze, że się pozbierałas. To zapewne wszystko przez pełnię.
Tak powiadasz ???
UsuńOczywiście, że tak :)
UsuńO, ja znam ten stan. Nie lubię go bardzo bo mam poczucie marnowania czasu, a mimo to nie mogę się zniego wyrwać. Za to uwielbiam dzień po- ale wtedy człowiek ma energii i chęci! Więc może taki ,,restrat" przez rozmemłanie jest nam po prostu potrzebny ;)
OdpowiedzUsuńNajgorzej jak rozmemłanie trwa dłużej niż dzień ;)
Usuń