poniedziałek, 22 grudnia 2014

Chce mi się skakać!

Uświadomiłam sobie,że to już święta. Czyli dni wolne od pracy i dni w których cała rodzina jest razem.Tego się trzymam,bo całego rwetesu świątecznego nie lubię.
Uświadomiłam sobie,że za 2 dni o tej porze będę daleko od domu, by te święta  celebrować.
STOOOOOOP!!! Być z rodziną ze strony Chłopa i cieszyć się  z tego powodu ;)
Uświadomiłam sobie,że wspólnie zwiedzimy prawdziwą kopalnię (co było moim cichym malutkim marzeniem ;) )
...że będę musiała odnaleźć się w towarzystwie osoby chorej na schizofrenię(kiedyś nie miałam sił...uciekałam wprost...)
Uświadomiłam sobie,że odwiedzę przy okazji znajomych (takich netowych ;) ) i wspólnie z nimi pogadam i po delektuję towarzystwem sympatycznych ludzi:)).
Może uda mi się przejechać szybkim samochodem z piskiem opon...?
Może zwiedzę ciekawe miejsca?
Może (jak to bywa już tradycyjnie) przeżyję jakiś  "przebój"  w pociągu ? ;)

Będę mieć czas na rozmowy z Młodą podczas kilku godzinnej podróży pociągiem.
Oderwę się od pracy zawodowej i obowiązków domowo-gospodarskich.
Ekscesy z pracy nie zaćmią mi radości z wyjazdu,o nie!
Mój lekarz prowadzący nie będzie mnie więcej wnerwiać,o nie!
Nie dam się smutkom i złym wspomnieniom i złym przeżyciom .Nie i już !!!
Chce mi się skakać ,śmiać,tańczyć z radości!
I niech  ktoś mi zabroni pośpiewać na głos!
;D







środa, 26 listopada 2014

Żadna praca nie hańbi czyli dobrze,że mam pracę.

Oczywiście,że zgadzam się z tym co napisałam w tytule! Przecież ktoś musi wywozić śmieci czy płynne nieczystości ; bebrać się usmarowanymi rękoma  w silniku samochodu czy innego sprzętu ; robić zastrzyki czy sprzątać domy,lokale,szkoły,szpitale . Zapewne jest wiele rzekomo haniebnych i wstydliwych prac,ale akurat te przyszły mi do głowy.Najważniejsze jest to , by zwykły człowiek zrozumiał,że ktoś to musi robić , by koło zwane szarym , codziennym życiem mogło trwać.Chyba,że ktoś wymyśli zastępstwo tych zawodów,bo rzekomo pralka wypierze,a zmywarka zmywa;)
Jako,że ani nie urodziłam się księżniczką,ani żaden książę nie chciał mnie porwać z domu rodzinnego mam to co mam.Mieszkam na wsi i dodatkowo pracuję zawodowo.
Zdarza mi się dość często uruchomić,gdy ktoś ze znajomych nieoczekiwanie robi mi przytyki :
-Jak tam?Napasłaś krowy? Rogi twarde miały?
Zazwyczaj  rzucam na poczekaniu wymyśloną odpowiedź:
-Ja lubię twarde rogi,ale u byków !  Jak chcesz to możemy zagłębić się w ten temat.
-Nie stać mnie na poganiacza bydła niestety...
-Chłop nie chce nic robić i mnie wykorzystuje jak może do wszystkiego ;D
Robiący mi przytyk albo się śpiesznie wycofuje,albo kontynuuje dalej sprośne żarty,a mnie bardzo cieszy jak zrozumie,że walnął gafę.Przecież mleko pijemy,a nie bierze się ono tylko i wyłącznie z kartonu,butelki czy mlekomatu . Pisałam kiedyś trochę na ten temat TU i conieco  TUTAJ
Praca jak praca.Aby można było kupić mleko lub inne produkty mleczarskie musi być krowa i musi być "obsłużona". Nakarmiona,napojona i wyrelaksowana ;). I niestety( lub stety...) życie mi się tak ułożyło,że tym zajmuję się.Ktoś by rzekł:
-Nie chciało się do szkoły chodzić to zapieprzaj jako robol.
Ale to nie do końca tak...
Czasami tak się układa,że wybór jest tylko wybraniem mniejszego zła.Tak było i w moim przypadku.
Już od wczesnego dzieciństwa wykorzystywano mnie do wszelakich prac w gospodarstwie i łudzono,że będę mieć za to pieniądze,których nie otrzymałam do dziś.Ponadto wszelkie zarobione w jakikolwiek sposób pieniądze zostały mi w bestialski sposób zabierane.Byłam po prostu okradana.Najgorzej bolało,że przez najbliższych...
Wiedziałam,że muszę mieć swoje pieniądze,a żeby je mieć to muszę pracować.Naukę w L.O porzuciłam,by kontynuować ją w równoległej klasie zawodówki,która...gwarantowała pracę po ukończeniu tejże zawodówki.Gdy zdałam egzaminy i podpisałam umowę o pracę na czas nieokreślony myślałam,że mam nie gwiazdkę z nieba,ale sam księżyc wraz z Twardowskim .Moja radość była nie do opisania.Wyszłam za mąż i rozpoczęłam pracę.Pierwsze pobory są bardzo pamiętne,bo:
- były źle naliczone i otrzymałam je z opóźnieniem,
-jak już je otrzymałam to trzeba było zapłacić za usługę koszenia zboża kombajnem,
-to były moje zarobione pieniądze,których nikt mi nie zabrał,a sama wiedziałam,że muszę wspólnie z mężem walczyć o przetrwanie.
Pracowałam jako mrożonkowa w zakładzie przetwórstwa owocowo-warzywnego. Mąż pracował w zakładzie tkackim obsługując krosna elektryczne,na których robiono tzw. dywany ( czyli narzuty na wersalkę i fotele bardzo modne w tym czasie i w tym rejonie).Było jeszcze bardzo zaniedbane gospodarstwo rolne,którym zajmował się w większości Chłop i jego matka,a moja teściowa . Chłopu szkoda było pozostawić "matkowiznę" i tak ciągnęliśmy te sroki za ogon...Potem urodziła się Młoda.Z obawy,że mogę być zwolniona z pracy jeśli skorzystam z urlopu wychowawczego wróciłam do pracy.Poza tym dramatycznie potrzebowaliśmy pieniędzy,bo rozpoczęliśmy budowę domu.Jako małżeństwo z 3-letnim stażem,rocznym dzieckiem,pieniędzmi cudem odzyskanymi z mojej własnej książeczki mieszkaniowej zaczęliśmy desperacką walkę o swój dom.Desperaci,bo mając mało kasy rozpoczęliśmy budowę.Desperaci,bo dom jest duży.Wg mnie za duży,ale dziś uznaję to za leczenie kompleksów rodzinnych rodziny mego Chłopa.
Po drodze Chłop stracił pracę w zakładzie tkackim. Moda na dywany przemijała powoli i pracował,ale umowa o pracę była rozwiązana a on o tym nic nie wiedział.Pracował na telefon czyli na zawołanie pracodawcy.A że praca była płatna jak była to całkowicie zrezygnował.Szybko znalazł pracę w stolarni.Co prawda na czarno,ale kogo to interesowało czy na czarno czy na biało...Budowa domu rozpoczęta,stare auto się psuje i na świecie przypadkowo pojawił się Młody.Stolarz płacił dobrze,ale praca była zazwyczaj na wyjazdach i to dość odległych.Wszystkie prace ciężko było pogodzić.Gdzieś w trakcie zakończyliśmy budowę domu.Gdzieś w trakcie kupiliśmy nowego fiata 126p. Chłop zaczął pracować na szkółce leśnej.W mojej firmie też było nietęgo,bo byłam na urlopie przestojowym.O ile była praca na szkólce pakowałam się do auta i jechałam dorobić do przestojowego.Następnie Chłop podjął pracę jako operator wózka widłowego w pobliskiej firmie.Pracował tam sezonowo z racji specjalizacji zakładu-produkcja kostki brukowej-czyli zimą brak pracy.Pracował tam 2 sezony.Często przynosił kanapki do domu,bo nie miał ich kiedy zjeść...Potem wyjechał do pracy do Belgii.Luty,marzec i kwiecień z tego czasu wspominam jako swój roboczy koszmar.Dom, dzieci, praca (z własnego wyboru co drugi tydzień pracowałam na 3 zmianę);obsługa małego gospodarstwa rolnego wraz pomocną,ale często niezadowoloną teściową itd..itp...Ze stresu dostałam łupieżu,który przeraził moją fryzjerkę.Miałam kask na głowie z tym,że z tego kasku wyrastały włosy...Chłop wrócił zza granicy zestresowany ,ale żywy...Znajomy,który załatwił pracę chciał wystawić Chłopa do wiatru.Nie będę rozdrabniać się o szczegóły... Za zarobione przez Chłopa i przez mnie pieniądze założyliśmy w nowym domu wodę,C.O. i wymieniliśmy w znacznej części stare płoty na nowe.Potem Chłop dorabiał w mojej firmie na tzw. umowę o dzieło.Rozładowywał samochody z warzywami,zakręcał beczki z przecierami.Jego dniówka była 2 lub 3 razy większa od mojej.
Następnie był ZUL.Skrót oznacza zakład usług leśnych.Początkowo była to praca na tzw"słowo".ZUlowiec zlecał Chłopu zwiezienie drzewa z konkretnej powierzchni.Pieniądze były, owszem.Ale zużycie maszyn,ubrań i zdrowia niekoniecznie rekompensowało ciężką pracę. Wtedy to grupa znajomych chcąca zarobić i skorzystać na interesie wpadła na genialny pomysł.Chłop i pewien nasz dobry znajomy mieli wspomóc finansowo innego znajomego,by ten podjął się bycia ZULowcem(poprzednik się zrzekł).Wspólny wkład do interesu  wyniósł około 1/2 mojego rocznego dochodu z mojej firmy.Było to wadium i inne koszty związane z założeniem firmy.Jak się okazało później była to bomba szerokiego rażenia.Ale zanim "okrzyknięty szef" ZULowiec okazał się zwykłym cwaniakiem nadużywającym alkoholu Chłop najeździł się do lasu.Często pomagałam mu w tej ciężkiej pracy.Jako nowa leśna firma sprostaliśmy sporemu wyzwaniu.Zalesiliśmy powierzchnię ok 12 ha  w wyznaczonym przez nadleśnictwo terminie. Pracowało przy tym ok 40 osób pod nadzorem leśników i naszym.Trzeba było dowieźć ludzi,sprzęt,sadzonki.Ludzie byli różni.Jedni pracowali bo przyszli do pracy,a inni pracowali bo przyszli zarobić.Niektórzy ludzie niszczyli sprzęt,by mieć przestój ( kilka szpadli przez jeden dzień to tylko jednostki potrafią zużyć ).Inni dwoili się i troili,by mieć pracę jak "w przyszłości trafi się znów".Tym sposobem do dziś mam zapas szpadli i tym samym na kilka żyć mi ich wystarczy i tym samym wiem jak ludzie szanują pracę...
I mimo,że rynek pracy u nas jest bardzo mikry odetchnęłam z ulgą jak ta praca nagle się "urwała".Rozumiem,że są wydatki,bo trzeba w dzisiejszych czasach posiadać środki płatnicze,ale są pewne granice.Nie chce mi się już przechwalać doświadczeniami w "pracach".Ktoś sobie pomyśli,że można to rzucić i poszukać coś lepszego...Można...Nawet kiedyś miałam zamiar zwolnić się .Firma wymuszała drastycznym cięciem płac-albo się godzisz,albo pracujesz za znacznie mniej.I gdyby nie Chłop,który "urobił"  mnie zapewne nie byłabym mrożonkową z 22-letnim stażem.
Może bym wyjechała...Ale nie miałabym chyba sumienia by zostawić małe dzieci i bardzo opornie idzie mi nauka języków(dla wiadomości - uczę się chętnie i szybko,ale aby nie języków).
Może bym podszlifowała swoje wykształcenie...Ale z drugiej strony za co jakbym nie miała pracy...?

Także cieszę się że mam pracę.Jestem pomiędzy ludźmi i zarabiam mniej więcej tyle co wynosi najniższa krajowa brutto(na rękę mam +/- odpowiednik tego ). Pewnie,że nie skaczę z radości.Pracuję w systemie 3-zmianowym,w hałasie i w temperaturze ok 4 stopni  przy mrożonych warzywach,a dokładnie przy obsłudze automatów pakujących. W pewnym dyskoncie owadzim można kupić produkty mojej firmy.
Chłop zajmuje się gospodarstwem rolnym.
Właśnie mnie ponagla,że trzeba spać,bo rano jutro do pracy.
A ja pogubiłam się w swoim toku myślenia i nie wiem co jeszcze chciałam dodać...
AAAAA
Zapewne to,że chciałam poskładać swe myśli po przeczytaniu postu u Róży Wigeland.
Niekoniecznie to udało się...
Wiem,że wszyscy walczymy o przetrwanie czyli o godne życie.
Czy czasami w walce o godne życie nie zatracamy swej godności...?




piątek, 21 listopada 2014

No i zaczęło się!!!

19 listopada z powodu złego samopoczucia zapadłam w sen przedzimowy.Nawet nie wiedziałam,że są to iście prawdziwe oznaki zbliżającej się zimy.Bolało mi gardło,więc po obowiązkach porannych czmychnęłam do sypialni.Naprzemiennie spałam i czytałam i nawet nie chciało mi się ruszyć do telefonu ,który coraz oznajmiał odebranie wiadomości.Gdy w końcu postanowiłam odczytać wiadomości uświadomiłam sobie,że za 23 minuty powinnam wyjechać do pracy!
Zdążyłam ;)
A wiadomości informowały,że w Białymstoku spadł pierwszy śnieg.I ku memu zdziwieniu ok 21 zaczęło padać u nas!!!
Trzeba było omiatać auto ze śniegu,powoli jechać na (jeszcze letnich oponach) i kląć siarczyście "po co to białe gówno pada? "
No, ale się wzięło i napadało.
Rankiem Chłop rozdarł się:
-Wstawaj,bo śniegu napadało!
Przekornie pomyślałam,że jak gdyby go nie było to bym mogła pospać ...? ;>
-Ja pojadę autem,bo letnie opony a ślisko jest.
Pojechał i po powrocie oznajmił,że koniecznie trzeba założyć zimowe opony,bo nie dał rady wjechać do garażu.Szkoda tylko,że ja wpadłam na to już kilka dni temu ;>
Po porannej krzątaninie w oborze postanowiłam  ucieszyć się trochę śniegiem.
Mam już tyle zdjęć z zimy,że byłam zła sama na siebie,że je robię...
Ale uznałam to za dokument,że 20 listopada był u nas pierwszy śnieg ;)






Gdy po porannym spacerze zajęłam się robotą w kuchni do domu wbiegł zdyszany Chłop.
Chodź szybko z aparatem zrobić zdjęcie!Szybko,bo rozlazą się!!!
-O co ci chodzi?Zresztą nie mam czasu na pierdoły.
Po tonie głosu poznałam,że chodzi o jakąś błahostkę.
-Wszystkie koty zebrały się w oborze i śpią w mitusie (dla ciekawskich)
Wręczyłam Chłopu aparat i taki oto mitus mam :)))


Sztuk 7.Ponoć jest to oznaka zbliżającej się zimy...Już nie wspomnę o tym,że są ciągle nienajedzone.
A jeszcze bardziej nie wspomnę,że ja mam podobnie. Cóż...trzeba będzie łańcuch na lodówkę i kłódkę na garnek...
I żeby te zapasy tłuszczu przepalić wskazana szybka łopatologia przy odrzucaniu białego gówna ;>


Obecny magazyn opału.I poniżej droga,którą trzeba jeździć na letnich jeszcze oponach bowiem wczorajsze kolejki w warsztatach mechanicznych skutecznie mnie odstraszyły.Nie tylko mój chłop myślał:"na ostatnią chwilę"...
Właśnie podobny nawis śniegu rymsnął na glebę.Podskoczyłam na krześle komputera,bo śnieg zjechał z dachu domu,który jest raczej wysoki.Dobrze,że jest go niewiele i rozbryzga się spadając.


Moje zimy z foto-bloga:
Brzydka zima
Po końcu świata
Białe wspomnienia
Zimno
Przynajmniej ładnie jest

Tak suma sumarum dobrze,że jakikolwiek opad spadł.Prawdziwe opady deszczu w naszym rejonie były pod koniec sierpnia. Do tych pór tylko mżyło zamiast padać.Ziemia jest sucha tak ,że podczas orki pojawiał się kurz.Dziwne to,bo w innych rejonach kraju lało jak z cebra.Więc dobre i to...

Wraz opadami śniegu pojawiło się gadanie wśród znajomych:
-Aby na święta był śnieg.
Mnie to strasznie irytuje,bo jak już napada to jest marudzenie,że napadało.I albo za mało,albo za dużo.A to,że jest/czy było sucho nikomu nie przeszkadza...No cóż...każdego martwi co innego ...

Słucham i patrzę na ogarniającą większość ludzi przedświąteczną gorączkę.Przeglądają gazetki reklamowe i planują co kupić.A to prezenty,a to dekoracje świąteczne,a to jedzenie,a to miski na surówki,a to nowe widelce,a to nową kołdrę(bo jest po prostu tania!!!).
I znów se myślę:
-ZACZĘŁO SIĘ!!!!
Bo ileż można mieć bibelotów wszelakich i ileż można kupować jedzenia z promocji!?
Zastanawiam się nieraz czy większość ludzi nie ma kompleksów pokomunistycznego społeczeństwa? Czy prawdziwsze jest moje myślenie czy fakt,że chodzi tylko o polską gościnność?
Niby tak mało zarabiamy a tak dużo wydajemy.Omijam sklepy jak mogę i aż mnie rzuca na myśl,że będzie trzeba cokolwiek kupić na święta!!! Postanowiłam,że:
-zero prezentów!!!
-ciasta tylko 2/max 3
-jedzenie = minimalizm
KONIEC I BASTA!

Czy w związku z tym,że przybywa mi lat coraz bardziej nie lubię świąt? Czy ten stan będzie się pogłębiał?
Moja dumka świąteczna (klik)   
Wiem,że zimę strawię jakoś,ale z tym drugim ciężko będzie.




niedziela, 9 listopada 2014

I weź tu nie wierz w sny!

      Wszystkie opisane wydarzenia działy się naprawdę 25 sierpnia w godzinach porannych w moim domu i w mojej obecności.Nic nie jest zmyślone.Mogą być zmienione drobne nieistotne szczegóły spowodowane lekką utratą pamięci autorki tego opowiadania czyli mnie ;)))
A że pamięci całkowicie nie straciłam post piszę ku przestrodze,ku pamięci wydarzenia i jednocześnie uczestniczę w zabawie u Pantery .Czyli zaczynamy ;))


-JA PIERDOLĘ!!!!-wrzasnęłam siadając na baczność w łóżku.
-Co ci się śniło ?-zapytał zaspany Chłop.
-Ja pierdolę-powiedziałam już bardziej flegmatycznie nasłuchując szybko bijącego serca,które biło jednocześnie pod lewym cycem i w obu uszach.Zbierałam myśli,by w skrócie opowiedzieć swój sen.
-Śniło mi się,że nasza młoda krowa Pyza ma węże w swoim wnętrzu-powiedziałam z nietęgą miną
-Głupia ty...-odrzekł zniesmaczony Chłop- I jak zwykle śnią  Ci się głupoty.
-Ale wiesz jak te węże były widoczne ?...jakby krowa była ze szkła...a najdziwniejsze jest to,że widziałam to wszystko przez otwór odbytnicy,który był tak duży,że te węże mogły swobodnie wypadać...jednak one siedziały w środku...i mimo ,że krowa była przeźroczysta ja zaglądałam od tyłu...
-Głupie jak zwykle...ale czy ty kiedyś miałaś mądre sny...?
Nie warto było już zasypiać na nowo.Zresztą kto by spał po takiej dawce adrenaliny...Uporczywie myślałam skąd taki głupi sen (naprawdę nie śni mi się nic mądrego!). I wymyśliłam.Rozmawiałam niedawno z Chłopem o naszej krowie, o problemach związanych ze sztuczną inseminacją i naturalnym zapłodnieniem.Kilka dni temu w pracy słyszałam opowiadanie koleżanki o wężu w jej ogródku.O tym jak mąż koleżanki chciał wypłoszyć grabiami węża z ogródka warzywnego;o tym jak koleżanka zaklinała się,że nie pójdzie zrywać ogórków(bo tam wylegiwał się wąż);o tym jak wszystkie okna i drzwi ma szczelnie pozamykane. Koledzy-żartownisie zgrywali się z niej,że ma zapewne węża w łóżku.Ta siedząc na krześle kuliła się ze strachu i rękoma osłaniała głowę jakby w oczekiwaniu na jakieś razy.
-Weź przestań!!!!-wydzierała się przy tym.
Mimo widocznego strachu opowiedziała nam,że wąż "wyniósł się" na murek ogrodzenia i do domu nie powinien wtargnąć.
Wymieniliśmy się opiniami,że to zapewne zaskroniec;że jest niegroźny;że jest pod ochroną gatunkową i że nie należy do przyjemności mieć takiego w swoim otoczeniu.


Szukaliśmy z Młodym w piwnicy ze słoikami opakowania po filtrze paliwa do naszego auta.Położyłam je na brzegowej półce ze słoikami by było na widoku.Zamiast opakowania znalazłam 2 markery.Zapewne opisywałam przetwory i w zwykłym pośpiechu lub roztargnieniu je zostawiłam.Mazaki schowałam do kieszeni spodni.Opakowania nie było.A było wcześniej!!!Znów czeka mnie żmudne szukanie numeru filtra w katalogu volkswagena podle roku,modelu i mocy auta...A było gotowe...Młody oddelegował się z Chłopem do prac "jakichśtam" a ja starałam się zaplanować sobie robotę przed robotą.Czy zajrzeć do ogródka i sprawdzić czy ogórki nie narosły? Czy wybrać się do lasu na relaksująco-pożyteczny spacer z psem i przynieść pięknych,jakby pluszowych podgrzybków do suszenia?Może w końcu coś normalnego ugotować? Wszystkie składniki na leczo zalegają w lodówce.A i ogórki na sałatkę na zimę trzeba skroić...
Wybrałam 2 ostatnie opcje.
-Cholera z tymi mazakami!!! Dokąd ja je będę nosić-zamomrotałam sama do siebie.Pomaszerowałam ochoczo do piwnicznej kuchni trzymając rękę w kieszeni,by nie zapomnieć i  niezwłocznie umieścić mazaki w przyborniku na oknie.Wpierw odpaliłam swój stary,buczący komputer.
-Zanim się rozbuja przygotuję sobie robotę.W sensie nastawię wodę na kawę,pomyję warzywa-pomyślałam.
-Kurde z tym mazakiem!!!-znów się zezłościłam sama na siebie.
Skierowałam się ku oknu,gdzie stał przybornik.Wyjęłam mazaki z kieszeni i już,już chciałam je włożyć,gdy nagle zobaczyłam i usłyszałam!!!!!
-SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS!!!!!!!!!!!!!!!






-A TYYYYYY!!!!!!!!-i zabrakło mi słów/słowa( i zapewne miało to być przekleństwo)
-Sssssssssssssssssssssssss.....
-Jakżeś  ty tu wlazł...i czego...jakbym nie miała zajęcia tylko (przekleństwo) się z tobą...
Pomyślałam o ironii wypowiedzianych przeze mnie słów i przypomniały mi się wszystkie głupie żarty z pracy i mój głupi sen.Wszystkie obrazy i myśli  przeleciały bardzo szybko i jakby w kalejdoskopie.Serce mi znów biło w kilku miejscach,trzęsły się ręce,dłonie były spocone,a sama miałam uczucie duszności.Intensywnie myślałam.Różnorodność pomysłów była tak wielka,że nie pamiętam wszystkich.Wiedziałam tylko jedno-muszę się pozbyć gada,bo do przyjemnych nie będzie należało,gdy wchodząc do piwnicy będę wpierw myśleć gdzie on zasyczy...W kotłowni? W pingpongowni(pomieszczenie ze stołem do ping-ponga)? W piwnicy  z przetworami?
W kuchni w której obecnie stoję i myślę bardzo intensywnie.Lewa cześć skroni zdrętwiała,a pod skronią pulsowało tak,że pomyślałam,że lada chwila wypryśnie mi mózg rozrywając czaszkę...
-Co ja mam z tobą zrobić uju jeden....
-Sssssssssssssssssssssssss
Najlepiej by wyszedł tędy,którędy wszedł czyli przez okno.Okno było uchylone,ale zmyślnie przywiązane do zaszczepek okiennych,tak by kot nie wkradł się do kuchni.Od razu skojarzyło mi się,że dzień wcześniej młody kot drapał ramy okienne i wrzeszczał jak opętany.Nigdy tak nie zachowywał się.Do głowy mi wtedy nie przyszło,że to może być ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem...Ponadto wcześniej wąż był widziany przez teściową w pobliskiej płożącej się tui. "Gdzieś" uciekł przed niechybną śmiercią,a tuja została wykarczowana...
   Wyszłam na zewnątrz pełna obaw czy syczący diabeł nie pomknie dalej.
Teściowa wraz z sąsiadką prowadziły plotkarską konwersację:
-A ty znajesz? Ty baczyła? a A ty czuła szto w sklepie howoryli(tłum.- a ty wiesz?a ty widziałaś? a ty słyszałaś co w sklepie mówili? )
-Tak! Wy sobie plotkujecie a w piwnicy na oknie siedzi wąż!-powiedziałam bardzo oznajmiająco.
-Szto takojeeeee? (tłum. co takiego? )
-No wąż siedzi na oknie-powiedziałam bardziej dobitnie.
-A skul ta bladzina wziała sie? (tłum.-a skąd ta bladź się wzięła? )
-Po prostu wlazła przez okno.
Obejrzałam piwniczne okno.




-Tak! To wczoraj wieczorem jak wróciłam z pracy kot tłukł się przy oknie.Jakże on mi chilli nie połamał...
Wróciłam do piwnicznej kuchni.Stanęłam przed oknem i z premedytacją zasyczaczałam.
-Sssssssssssssssssssssssss skur******! Czegoś tu przylazł?????
Kombinowałam jakby go wypłoszyć.
Nieźle się nagimnastykowałam,ale otworzyłam szerzej okno i uniosłam firanko-moskitierę do góry,by zaskroniec miał jak wypełznąć spowrotem.


Szturchałam go sztotką do mycia butelek,ale on tylko syczał i pokazywał mi język! W końcu w afekcie też mu pokazałam!!!!Komentarze sąsiadki i teściowej doprowadzały mnie do szału.
-A woźmii i wbij bladzinu( tłum.a weź i zabij bladź)
-Tak! Zabij! Na oknie i tuż nad komputerem!!!Zamiast bić językami proponuję pobić się z weżem.
-Bacz kuda taja bladzina wlezła.A woźmii i szto z niej zrobii-sejmowały babcie(widać odrobinę na foto)/tłum.patrz gdzie ta bladź wlazla.I weź coś z nią zrób)
Wiedziałam,że wąż będzie na mojej głowie.Tzn. na moim oknie,ale moja głowa by i okno było całe(komputer też) i węża nie było.I weź tu coś zrób....
I zazwyczaj jak to bywa w ekstremalnych sytuacjach olśniło mnie!!!!
Przesunęłam komputer,podstawiłam dużą miskę w kształcie kwadratu,dopasowałam do niej dużą deskę do krojenia.Mój skrzętny plan polegał na tym,by strącić węża do miski i szybko przykryć go deską i jeszcze szybciej wynieść w pobliskie krzaki.Z premedytacją zaczęłam go drażnić ponownie szczotką do butelek.
-Wynoś się uju jeden! I to już!!!!
-Ssssssssssssssssssssssssssss....
-Ja ci zaraz posyczę!!!!!!Wypierdalaj!
Szczotkę do butelek zamieniłam na szczotkę do zamiatania.I włosa więcej i pole manewru pewniejsze,bo trzonek dłuższy.
-No wyjobuj(tłum.wynoś się)!!!!!-popadłam już w furię.
-Wyjobuj,albo se buty z ciebie zrobię!!!!
Drażniłam go nadal szczotką do zamiatania i klęłam jak zrzeszenie szewców.
Wił się i widać było,że mu się nie podoba zabawa.


 Syczał coraz cześciej i coraz dłużej,a ja nie mogłam się doczekać aż pójdzie w lukę pomiędzy futryną okna a moskitiero-firanką lub spadnie do miski.


Wypezł prawie cały z przybornika i nadal syczał i miotał językiem.Wiedziałam,że to lada chwila nastąpi.Albo spadnie,albo spierdoli za okno.Babki coś tam gadały za oknem,ale to do mnie nie docierało.Ja miałam jeden cel-pozbyć się nieproszonego gościa.


Nagle MYK i go nie było!!!! Wkurwił się niemożliwie na mnie i popełzł przez okno.Nastąpiło to nagle.Ulamki sekundy normalnie!Pobiegłam co sił za nim(nie przez okno tylko standardowym wyjściem na zewnątrz),ale za wężem ani widu,ani słychu...


Nieśmiało zajrzałam zza węgło,gdzie przy drugim oknie stały papryki.
-Pewnie żeś polazł w pobliskie krzaki...A siedź tam dowoli uju jeden!!!!!-kiwałam niewidocznemu wężowi pięścią i męłłam w ustach przekleństwa.Nie panowałam nad sobą.Mimo,że nie mam jakiegoś obsesyjnego lęku przed wężami to trzęsłam się jak galareta.
-UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF! Dobrze że se poszedł w pisdu!
 W tej rozterce nie wiedziałam co z sobą zrobić.Wąż zabrał mi czas,a tu zaraz trzeba do pracy się zbierać.Leczo nie będę gotować-zadecydowałam sama przed sobą! Zimny prysznic trochę mnie ostudził, a potem przyjacielska rozmowa ze znajomym.A w pracy już żartowałam,że koleżanki zaraziły mnie wężami ;)
Akcja działa się w tym miejscu.Jak sobie wspomnę to się wzdrygam,choć do strachliwych nie należę raczej ;)



-PppSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS!!!!!!
Strząchnęło mną.....Dlaczego? Przecież to było i minęło ;)




p.s.
Mogłabym napisać wiele horrorów i o wiele straszniejszych.
Horror z życia wzięty były o mojej rodzinie.O imbecylach,nieudacznikach.Nie piszę,bo po prostu mam alergię na głupotę.
Inny horror były z agitacji przedwyborczych w naszej gminie.O tym,że w polityce są ważne "miękkie fotele i grube portfele" i że "ten się liczy kto ma władzę"
Nie piszę,bo brzydzę się polityką.
Nie wiem czy opisany horror kogoś wystraszył...Mnie tak ....

sobota, 8 listopada 2014

No i ogarnięte ;)

W radiu sączy się muzyka.
W piecu pali się aż huczy.
Chleb rośnie w blachach.
Pasztet też w blachach przygotowany do pieczenia.
Żeberka w sosie musztardowo-ostropaprykowym z dużą ilością cebuli i czosnku pachną obłędnie.
Ziemniaki naobierane przez teściową zaraz będą ugotowane.
Nową wędzarnię obejrzałam.
Wszystko ogarnięte.
Po szybkim śniadaniu pozmywane i po działaniach kuchennych też.
Przypomina mi się zdarzenie sprzed kilku dni,kiedy to przez telefon wymieniliśmy się z Beztroskim dość ostrymi zdaniami.Rozłączyłam się uznając rozmowę za niewnoszącą nic konkretnego do konkretnego problemu. Otóż......
===============================================
W tym dniu jak zwykle codzienne obowiązki,szybkie śniadanie dla Chłopa i Bratuchy. I pieczenie chleba i  mięsiw wszelakich w piecu.Niby nic ,ale bieganiny jest. A to po drzewo do pieca ; a to "zrób nam szybką kawę i daj po lampce wina". I jakby tej codziennej deptaniny było mało to jeszcze pytanie Chłopa:
"- A może pojedziesz do miasta i kupisz kątownika...? "
-Kurde! Przecież muszę pilnować pieca-żachnęłam się.
- Wcześniej młody pisze ,by mu jego kasę na konto przelać,a ja odpisuję że nie mam czasu,a ten się złości bo mówił 2 dni wcześniej by to zrobić.Ale 3 dni wcześniej przecież wpłacałeś im pieniądze na czynsz i drobne wydatki i można by było przy okazji wpłacić te jego na jego konto.Wystarczyło przypomnieć,że trzeba te pieniądze wpłacić. Teraz do mnie z pretensją że nie mogę znaleźć czasu,a on chce dać Młodej bo ta  nie ma pieniędzy na bilet,by przyjechać do domu-tłumaczę Chłopu wyrzucając z siebie słowa jednym tchem.
-Nie złość się-rzecze Chłop-pilnuj by chleb się dobrze upiekł,a po kątownik jutro pojedziesz.Tylko jak zdążysz to jedź i wpłać te jego pieniądze.
-Kurde! Mógł sam je wziąść i sobie wpłacić.Przecież banki nie są dostępne tylko i wyłącznie w naszym mieście!!!

Złość mnie wzięła i ton głosu poszedł w górę. Gdy chleb się upiekł (szybko,bo udało mi się idealnie napalić w piecu)  pomyślałam sobie,że jeszcze zdążę pojechać do banku przed rozpoczęciem dniówki w pracy.I wtedy się zaczęło!!! Zapytałam Młodego smsem  gdzie jest kasa.Odpowiedź brzmiała: w witrynce w dużym kubku. Nosz jego mać!!!Przejrzałam wszystkie kubki i nic.Chłop przejrzał i też nic.Zła byłam jak stado szerszeni,ale wpadłam na pomysł,że wpłacę niedużą sumę na konto Młodej.I tak zrobiłam. W banku grzecznie zwróciłam uwagę pewnemu panu,że wcina się w kolejkę.W sklepie,gdzie sprzedają stal wszelaką poprosiłam kierownika by mnie szybko obsłużyli.Jechałam dość szybko i dzięki kierowcy tira(mrugnął mi światłami,że policja) nie zarobiłam punktów karnych i mandatu.Do pracy zdążyłam.Niecierpliwie czekałam aż Młody przyjedzie i pokaże w którym dużym kubku są jego pieniądze.

Pokazał...
Były...
W przyciemnianej szklance! A my idioci nie widzieliśmy...

Zła byłam,że narzucono mi obowiązek pilnowania czyichś pieniędzy.
Zła byłam,bo żadne argumenty nie docierają do Chłopa,by normalny rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy zmienić na konto internetowe.
W dodatku usłyszałam od Beztroskiego:
-Ty jakiś nie ogar jesteś!!!
Zmełłam w ustach to co mi się na nie cisnęło,ale nic nie rzekłam. Ja nie ogarnięta!!!???
Może są dziedziny życia w których raczkuję,ale codzienne życie staram się jakoś sobie organizować.

Tak się złożyło,że okrutny los  kazał za kilka dni Młodemu zadzwonić do mnie z pytaniem:
-Mamo,a nie ma w domu moich kluczy od mieszkania?
-Nie ma synku.Ale pamiętam,że tuż przed odjazdem włożyłeś je do kieszeni. Pytałam Cię wtedy o breloczek co zniknął od moich kluczy samochodowych.Pokazałeś mi ten breloczek wraz kluczami do waszego mieszkania.Więc klucze masz ty.
Były podejrzenia,że ktoś je(klucze) skradł. Były już nawet plany,że pod nieobecność  Młodych zaufany kolega będzie w mieszkaniu by go pilnować.
I jak się przyznać ludziom,którzy wynajęli mieszkanie,że znów zgubiliśmy klucze...??? !

A klucze były na łóżku.Nie wiem co tam robiły...Zapewne leżały...
A ponoć przerzucił je z 10 razy(łóżko ? czy pościel ? -nie dochodziłam,a miałam chęć zapytać ironicznie ;> )...i ...nie ogarnia...

==============================================
Taaa...czasami nie ogarniam tej kuwety zwanej życiem.Ale to czasami!
I tak pytając 'po młodzieżowemu'...;)
Czy ja jestem nieOGAR...???

Także synku mój(jeśli kiedykolwiek to przeczytasz-a czytasz czasami) napiszę Ci tu i teraz(bo w codziennym rwetesie możemy zapomnieć o tym porozmawiać ;)  )...

Wyobraź sobie,że nieogarnianie codzienności zdarza się w dzisiejszych czasach nie tylko dla mnie i nie tylko dla Ciebie.Wszyscy jesteśmy zabiegani.Tylko trzeba to chcieć zrozumieć,a nie od razu uderzać w grube struny ;>

Nie ogarniam jak możesz mnie nie rozumieć???
;D


A tu moje dzisiejsze pieczenie :)
Chleb tuż przed włożeniem do pieca


I pasztet z mięsa z królika, z kurczaka,z wieprzowej wątróbki.Swoją drogą nie ogarniam jak to się stało,że kot mi ukradł drobiowe wątróbki ;D


Nieogar,nie ogarniam-co brzmi lepiej ? ;))

wtorek, 30 września 2014

O wrześniowej obfitości...

Wrzesień obfitował w spotkania z ludźmi i w ...emocje.
W pierwszy weekend goście długo,długo oczekiwani i bardzo,bardzo sympatyczni.Rozmowy przy stole,zbieranie grzybów,wycieczki samochodowe i te słowa jakiś czas temu wypowiedziane : "kocham ciebie jako człowieka".
W drugi weekend następni goście.Dorosły syn z matką chorą na schizofrenię.Młodzieniec też mi powiedział: 'jak byłem bajtlem to nie lubiłem ciebie,ale teraz ci powiem,że fajna babka z ciebie,fajnie się z tobą gada"
Kolejny weekend ja z Chłopem byliśmy gośćmi.Nowe mieszkanie i urodziny 6-latki.Znów długie wieczorne rozmowy i dyskusje.Na temat pieniędzy,życia,doceniania czyjejś pracy ; na temat dorastających dzieci.
Kolejny gość nie czekał do weekendu,bo przyjechał na kilka dni.Przyjechał,by odpocząć a ciężko pracował pomagając we wszelakich pracach.Ot taki wieloletni przyjaciel rodziny z którym można pogadać,napić się wódki i "diabłu łeb ukręcić ".
To takie pozytywne spotkania i pozytywni  ludzie.
Były też spotkania i rozmowy pozytywne inaczej i pełne innych emocji.
-Wlej mi kielicha.
-Podaj mi powód z jakiego chcesz napić się wódki!
-Zdenerwowany jestem i muszę się napić.
-Wiesz co??? Ja jestem tak zdenerwowana ,że powinnam 3 flaszki z gwinta wypić,ale tego nie robię.
-Ale ja nie mogę.Muszę wypić...przecież znasz moją sytuację.
-Oboje jesteście popierdoleni! Ty z piciem,ona z modleniem się.
-Wlej mi jeszcze wódki....
-Wiesz co??????!!!!!!!!!!! A nic ....już ci wóda mózg z organizmu wypłukała...
-Kochana...
-Nie mów do mnie kochana!!!!!!! Było tak mówić 30 lat temu!!!
-Mogę resztę wziąść do domu...?
-A weź.Tylko nie chlaj z gwinta.I nie szukaj u mnie pieniędzy na swoje potrzeby,bo ja podcieram się papierem toaletowym a nie banknotami!


19.09 byłam w pracy i otrzymywałam smy:
*teoria zdana;D
*71/74 xD
*zaoszczędzone 30 zł,jak zdam praktyczny to razem zaoszczędzę 170 zeta xD
*plac zdany xD
*zdane!
Beztroski jest już kierowcą!<hura>
Ten sam młodzieniec zapisał mnie na wizytę do lekarza. W poradni,która znajduje się w szpitalu klinicznym.Tylko,że w Białymstoku jest kilka szpitali klinicznych.Jak tam trafiłam dzięki pomocy Młodej(która w jednym z klinicznych  odbywała praktyki studenckie) i dzięki temu,że Beztroski mi wytłumaczył w rozmowie telefonicznej,gdzie jest owa przychodnia nie będę pisać.Fakt,faktem popłakałam się ze złości i z niemocy.Obok lądował helikopter, z karetki wywożono chorego,ludzie  maszerowali z pośpiechem,a ja biegłam za Młodą by znaleźć przychodnię w olbrzymich kompleksach szpitalnych.Zapewne moja domniemana choroba jest niczym w porównaniu z innymi i nie powinnam narzekać...

Mimo,że nie "powinnam narzekać bo mam dom,mam co jeść"  ruszyłam podwaliny własnego świata,który tak pieczołowicie sama budowałam.
Aby nie pozwolić nerwom aktywować się popatrzę na zdjęcia z 10 września.
Widoki są ładniejsze dzięki osobom,które ze mną były :)
Dziękówa !
Za to,że mogliśmy razem popatrzeć na moje ulubione miejsca :)
I za to,że możemy pofilozofować jak wszystko się zmienia ;)





sobota, 27 września 2014

Tak sobie słucham...

Nieraz zastanawiam się jaki wpływ ma na człowieka muzyka?
Co "daje" muzyka dla mnie?
Czy to że słucham danego rodzaju muzyki coś mówi o słuchaczu?
Ja słucham różnej muzyki.
Nieraz się słyszy; "głupia cipa ,myśli,że o niej śpiewają...".
Ja nie jestem głupią cipą (w sumie dla samego żeńskiego rzeczownika bojów toczyć nie będę,a wymieniony przymiotnik to wg mnie pojęcie względne ;)  )
Ja słucham i myślę;analizuję i przemyślam(jak to odmienić prawidłowo-przemyślowuję chciałoby się rzec).Słucham rocka, punk-rocka,rocka alternatywnego,ska,ska-punk,poezji śpiewanej,miejskiego folku,folku,hip-hopu i rapu (ale to wybrane),trochę metalu,bigbit;lubię Annę Jantar,Krawczyka,polską muzykę lat 60 i 70(w/w gatunki muzyczne skopiowałam ze swego profilu).
 "Dobry" tekst lub "dobra" muzyka po prostu mnie powala( w pozytywnym sensie znaczenia tego słowa).

   Czasami nie jestem w stanie słuchać danej muzyki mimo,że ją lubię.Dlaczego? Może dlatego,że tekst (jestem zwolennikiem polskiej muzyki) daje do myślenia,bo akurat albo chce się o czymś myśleć albo nie.
Ktoś posłucha ze mną? 


 

Obierałam ziemniak,tarłam je;potem przyprawiałam.Podlaska kiszka ziemniaczana z ryżem i z krwią pieczona w piecu kaflowym opalanym drzewem.Gdy płomienie trzaskają w piecu,kiszka i babka ziemniaczana czeka do pieczenia można posłuchać muzyki,przy okazji pozmywać,przy okazji pomyśleć.Jak dobrze,że mam taką ostoję w postaci piwnicznej kuchni z piecem kaflowym,ze starym komputerem,z zimną niedopitą kawą,z oknem przez które słuchać rozmowy domowników...
Jak jestem sama zazwyczaj zwiększam decybele(oczywiście w granicach jakiegoś rozsądku...).
Ktoś słucha ze mną...?

                                       

                                        

                                       

                                          
   
                                                                              
                                                                                                                  

                                  

                                 

Oraz na inną nutę ...

 




                             

Tekst Kazimierczaka siedzi mi w głowie. Dodaje mi motywacji,odwagi , siły i chęci do walki.Ale o tym może następnym razem...

sobota, 16 sierpnia 2014

Czy to zły dzień ...?

Mało bez czego a pokłóciłabym się z Chłopem.Zgrzytnęłam tylko zębami ;potem je zacisłam;potem zaszkliły mi się oczy z niemocy i rzuciłam krótkie hasło:
-Idę do lasu.Może nazbieram trochę kurek to zrobię pierogi ...
Nie wiem czy mi coś odrzekł,bo dość szybko oddaliłam się zostawiając go na pastwisku.Wcześniej pędziliśmy razem krowy i rozmawialiśmy na drażliwy temat.Rozmawialiśmy spokojnie,ale ta niepohamowana złość i niemoc wyszła ze mnie nagle.Chyba za bardzo tłamszona jest...
Kurek kilka znalazłam,ale mało.Nawet nie chciało mi się ich przebierać.Tak samo z cukinią.Leży i czeka na przerób.Jabłka też proszą się do obrania i do sokownika.

 Bankomat nie chciał dać mi pieniędzy alarmując jakoś niedorzecznie, że mam nieczytelną kartę! Noż kurwa z pierdoloną cywilizacją!!!! Dwa razy płaciłam kartą i była czytelna! Musiałam skorzystać z innego bankomatu,który umie czytać  ;>

Ustawiałam słoiki w piwnicy.Nie wiem jak to się stało,ale oparzyłam się.Mam plamę wielkości jaja pomiędzy łokciem a nadgarstkiem.Dotknęłam przez nieuwagę oprawkę przenośnego światła.
Potem świeżo zakupionym nożem drasnęłam się ...Nie mocno,ale mam rankę w okolicy klatki piersiowej.Jakby zamiast wisiorka ;/
Obierki z cukinii wrzucałam nie tam gdzie trzeba,a cukinię do obierek.
Szukałam wagi patrząc na nią .
Niosłam mleko w kubku 2-litrowym.Rozlało się.Zamiast w garnek to za garnek ;/
Gdy do zagotowanego mleka wlewałam kwaśne chlupło mi ponownie(powinnam gotowane wlać do kwaśnego ;/  )
Wrrrrr......Mam niemoc twórczą,a powinnam mieć moc.
Staram się z nikim nie rozmawiać,bo czuję,że mam zły dzień.
Zapewne zaraz popada.Nie wiem czy to dobrze czy nie...

Dopiję kawę.
Obiorę tę cholerną cukinię i te cholerne jabłka.
Mam nadzieję,że twaróg wyjdzie mi zajebisty z chlupoczącego mleka ;>
Posłucham muzyki.Może zajmę czymś swój mózg,by nie myślał ,że mam zły dzień...






niedziela, 6 lipca 2014

Przez dwa tygodnie...

W/w czas rozpoczęłam w bardzo dziwaczny sposób ;)
A to przytykami koleżanek z pracy,że : ...dziś dzień przytulania... a że jutro dzień seksu
 ;D
Po powrocie do domu na kuchennym stole oczekiwała mnie micha sałaty że śmietaną zrobiona przez Chłopa mego i Szwagra mego.Ponadto zobaczyłam dziwnie błyszczące oczy u panów co było znakiem kontynuowania tutejszej tradycji zwanej "wiankowym" (czyli zakończenie pracy, odebranie roboty i sowite opicie w/w)Jako,że na drugi dzień zaplanowane było bielenie obory szybko poszliśmy spać.
Przez dwa tygodnie codziennie chodziłam szybko spać ;)
Ale i robiłam wiele innych "rzeczy" (że tak rzeknę ;)  )

zbierałam kurki
jadłam poziomki prosto z krzaczka w lesie
słuchałam stukania dzięcioła
cykania świerszczy w trawie
patrzyłam na niebo
patrzyłam na portale pogodowe by "przepowiedzieć" czy będzie padać
niecierpliwie wyglądałam bocianków w gnieździe by stwierdzić że jest ich 3 sztuki młodych
obserwowałam jaskółki budujące gniazdo w w nowej oborze i w garażu
zasypiając słyszałam świergolenie ptaków wszelakich;czasem szelest deszczu w rynnie
jeździłam autem z otwartym szyberdachem  i przy okazji fałszowałam przeokrutnie wraz jakimś DJ co mi "leciał" ze starego kaseciaka
robiłam twaróg
robiłam ser  (o taki)
piekłam drożdżówki czasem chleb
robiłam masło ze śmietany od swoich krów (ziołowo-czosnkowe najlepsze! )
warzywa w ogrodzie wypieliłam tak,że nigdy tak nie było
nasadziłam kwiatów w donice,by teściowa miała zajęcie przestawiać je coraz w inne miejsce ;)
w oknach piwnicznej kuchni samodzielnie zrobiłam moskitiery od wstrętnych much
zaplanowałam przemeblowanie w tejże kuchni
czytałam książki(Poradnik pozytywnego myślenia,I będę żyć, i coś jeszcze(nie pamiętam tytułu ;))
z ironicznym uśmieszkiem patrzyłam na rozpacz Chłopa gdy zepsuł się telewizor
z nieukrywaną radością szybko wyłączałam komputer,gdy z braku wieczornej rozrywki przy TV padała propozycja "idziemy spać"
;D
wkładałam dziurawe skarpety piętą do góry/wyrzucić szkoda,szyć się nie chce,a na robocze mogą być ;)
wkładałam zbyt obszerne spodnie dresowe i z uwag Chłopa wnioskowałam ,że wyglądam jak Sindbad/nie sprawdzałam nawet ;)
robiłam soki i dżemy z truskawek
robiłam soki z kwiatów bzu czarnego/przy okazji nalewkę z  dodatkiem cytryny i arcydzięgla
głaskałam cielęta drażniąc się z Chłopem/on nazywa cielęta Kraśniaki(od ich koloru)  a ja (przekornie) Koźlaki
wspólnie z teściową doglądałyśmy kury siedzącej na jajach
ja pierwsza odkryłam,że już wykluły się kurczęta!!!!
uczestniczyłam w akcji ratunkowej młodych kociąt,które nie potrafiły zejść z dachu starego domu
nazwałam je Kajtki( 2 chłopczyki i 1 dziewczynka)
gadałam z bocianem co przyleciał na dach mego domu/by leciał se srać gdzie indziej ;>
dotrzymałam towarzystwa Chłopu w bardzo niemiłej wizycie u pewnego cwaniaka
jeździłam z Chłopem autem po okolicznych polach i słuchałam jak piał z zachwytu,że nasze zboże najładniejsze w okolicy
leżeliśmy z Chłopem na polnej drodze porośniętej wysoką trawą i wygłupialiśmy się jak małolaty
z premedytacją musiałam wtedy ( i nie tylko wtedy! ) mordować!
...komary,muszki i inne brzęczące plugastwa
rozmawialiśmy o naszym dzieciństwie
Chłop mówił do mnie:"dzieciaku ty mój"
a ja do niego:"tak tatusiu"
rozśmieszał mnie wtedy w dość wyszukany sposób jeśli zważyć powagę sytuacji
grabiłam siano na podmokłej łące
podrzucałam  siano do dmuchawy,a ta dalej w czeluście stodoły
po zmroku chodziłam do ogródka po sałatę i rzodkiewki(świeciłam sobie telefonem) by zjeść spóźnioną kolację
fikałam fikołki radości na trawie gdy Młoda powiadomiła,że zdała najgorszy egzamin jakim jest anatomia
zbierałam zarobkowo kurki by zarobić na opłacenie abonamentów za nasze telefony komórkowe i 2 przeglądy techniczne traktorów
w trakcie zbierania kurek prowadziłam dość długie rozmowy telefoniczne
dałam się namówić na zakupy w taniej odzieży (second hand)
w związku z powyższym zrobiłam ostre wietrzenie szafy polegające na naładowaniu worka ubrań(za luźnych lub nie używanych przeze mnie przez ostatnimi czasy)
gotowałam namiętnie kompoty -jabłko,cytryna,odrobina cukru i mięta-mój ulubiony smak
pojechałam z Chłopem do metropolii wojewódzkiej, by w Media Markt Nie Dla Idiotów kupić nowe TV(kupiliśmy w innym sklepie RTV  ;)  )
pomyłam okna,poprałam firanki,powycierałam,powymiatałam
 jadąc na przyczepie z sianem upatrzyłam na polu drzewo jarzębiny(będzie ekologiczny jarzębiak jesienią)
o poranku Chłop wypatrzył stado dzików
kolejne stado,które przebiegło  przed traktorem(ok 30 sztuk różnej wielkości/wieku)  wywołało moje kolejne zdziwienie-dlaczego nigdy nie spotykamy się w lesie?
w trakcie wędrówek za kurkami wypatrzyłam rumiankowe pole-ale jeszcze nie nazbierałam ;>
nie naprawiłam klik-klak w zlewie
nie poszyłam-drobiazgi,ale kopiec leży do dziś
nie posortowałam słoików i nakrętek
nie zrobiłam inwentaryzacji piwnicy z przetworami i nalewkami
za mało było czasu na tym urlopie ;)))
wszak od 9 czerwca byłam na 2-tygodniowym urlopie wypoczynkowym płatnym...
i jeszcze by się przydało do tych pór ;)
I pomyśleć ,że już 2 tygodnie pracy za mną <szok>

Mini relacja foto z urlopu.











Więcej zdjęć na takie tam pstrykanie  i    z wiejskiego podwórka.






niedziela, 27 kwietnia 2014

Obiecanki cacanki.

-Nie będziesz denerwować się bezpodstawnie?...Obiecujesz?
-Postaram się....ale nie mogę obiecać...


Składamy sobie wiele obietnic.Nieraz są to czcze obietnice czyli tzw. "obiecanki cacanki,a głupiemu radość".
Nieraz je dotrzymujemy,a nieraz stają się one naszą obsesją...

Taa... obiecałam sobie,że będę regularnej pisać na blogu,ale  coraz mam ku temu jakieś przeszkody...
Ale piszę przecież...
Nawet zdjęcia dodaję ;) (nawet dziś)

Jakiś czas temu obiecałam sobie,że będę jeździć autem bardziej rozważnie. Dwa mandaty za przekroczenie prędkości i punkty karne zrobiły swoje.Gdy dojeżdżam do miejsca,gdzie zazwyczaj stoją "psy" zwalniam gaz i "psy" mijam z półuśmieszkiem...
Czy dotrzymuję danej sobie obietnicy...?


W marcu obiecałam sobie,że będę robić coniedzielne wypady rowerem i dodawać zdjęcia na blogu.
Dodałam tylko jedną relację .
Dziś złamałam obietnicę pedałowania w niedzielę,bo wczoraj sobie obiecałam,że dziś muszę wyspać się  i odpocząć po kilku dniach ciężkiej pracy.
Po porannych zajęciach spałam prawie do południa,a potem czytałam.Danuta Gryka W "Pół świata z plecakiem i mężem" zakończyła swą książkę takim zdaniem: Obiecałam sobie.


Jako małolata obiecałam sobie,że będę dobra żoną,matką i synową(kolejność przypadkowa).
Że nauczę się tego czego nie umiem...
Że nie będę osobą,która sprawia,że życie z nią jest udręką...
....że będę robić wszystko co jest w mojej mocy,by Chłop patrzył na mnie wesołym wzrokiem zamiast .......(ehhh,nie o tym miało być...)

Wczoraj dzień spędziłam na pracach ogrodowych.
Obiecałam sobie jakiś czas temu,że zrobię miniplantację borówek i   szparagów. Borówki zakupiłam i posadziłam rok temu.Jednak po roku nastąpiły zmiany planów i postanowiłam je przenieść w inne miejsce,gdzie będzie im lepiej.W miejsce,w którym nie będę uprawiać już żadnych warzyw,bo  warzywa niezbyt się udają.
Tam posadziłam jakiś czas temu przekopane borówki.Jeden krzew kwitł nad podziw okazale.Do wczoraj....
Został przejechany i złamany przez traktor,którym Chłop wykonywał zabiegi spulchniające w pobliżu miniplantacji.Inne zostały przysypane ziemią.Moja złość była nie do opisania i słowa,które cisnęły się na usta były bardzo niereformowalne.Shamowałam się słuchając tłumaczeń,że nie zauważył i że i tak nie dam rady tego utrzymać jak należy,bo zielsko rośnie tam niesamowicie szybko.
-Ale ja chcę mieć własne borówki...-wyjęczałam
-Ale nie za wszelką cenę!Toż to ponad Twoje siły.
Skapitulowałam.Nie chcę,by obietnica była prawie obsesją i powodem do kłótni.Jutro obejrzę dokładnie uszkodzenia i ewentualnie opatrzę złamanie....
A szparagi....?
Mam miejsce upatrzone na nie.Kiedyś eksperymentowałyśmy z Młodą jedząc młode pędy asparagusa. 
Mnie i Młodej smakowało i jednocześnie bawiło,że zostałyśmy krowami,bo przecie krowy jedzą kwiaty ;)
Spróbuję uprawy,bo obiecałam sobie,że będę mieć swoje szparagi, a nie chcę nadal być krową i nie chcę drażnić teściowej.Ma kobieta swoje lata i ma prawo do "niewiedzy".


Jutro poniedziałek,więc u mnie  dzień bez internetu i bez komputera....choć różnie  bywa z tą obietnicą daną samej sobie ;)

Obiecałam Chłopu,że nie będę długo klikać,więc wypada dotrzymać słowa ;)
Wystawię tylko do chłodzenia gar z bigosem.Obiecałam babci,że ugotuję specjalnie dla niej.I że ją odwiedzę!


A ileż to można sobie obiecywać????



piątek, 14 marca 2014

Działanie w afekcie !

O mały włos się nie pokłóciłam dziś z Chłopem.Tzn chodziło o więcej niż o włos,w sumie nawet o warkocz...
A zaczęło się od tego,że poszło o kasę ;P
Opowiadałam Chłopu jak przemiła Pani w banku namawiała mnie na oszczędzanie.Bym po 100 zł odkładała co miesiąc na jakąś tam lokatę,a ja nie chciałam nawet by Pani traciła czas,bo stan konta mówił sama za siebie ;).Chłop głaskał i czochrał cielęta i chyba mnie nie słuchał...?
-Chyba zagram w tego totka-powiedziałam dojąc krowę.
-COOOOOOOO? Ja Ci dam totka! Lepiej sobie kawałek ryby kup to lepiej będzie! Niech no tylko ja znajdę kupon w twoim portfelu!-i tu kiwał mi bardzo groźnie palcem,aż cielęta uciekły  wystraszone ;)
-Taaaa....10 złotych nie umie znaleźć w moim portfelu,a kupon podejmuje się zobaczyć-pomyślałam.
-Widzisz jakiego masz głupiego gospodarza-zagaiłam do krasuli -kiedyś miał szansę mieć dużo kasy,a nie skorzystał.

    A było to tak...
Pojechaliśmy we troje do pobliskiego miasteczka.Chłop,szwagier i ja.Celu wypadu nie pamiętam,bo był to czas świąt,a ja z racji świąt mam czasami luki w pamięci ;)
Poszliśmy do skrzydlatego dyskontu na drobne zakupy,a że humory nam dopisywały to szaleliśmy na zakupach;)
Wpierw prosiłam by Chłop powoził mnie wózkiem,bo mi nogi bolą od łażenia po tak wielkim sklepie za jedynym chlebem,masłem i czosnkiem.Chłop badawczo na mnie patrzył,a szwagier skwapliwie chciał wykonać moją prośbę.Ale ja wpadłam na ciekawszy pomysł.Zauważyłam ochroniarza,który bacznie nam się przypatrywał.Więc wyszarpnęłam wózek Chłopu i wycedziłam:-ja prowadzę!
W przepastnym wózku już był czosnek,po drodze wrzuciłam chleb.Pan ochroniarz teraz patrzył w całkiem innym kierunku.
-Jaki cwany!-pomyślałam.
-Przepraszam...Mogę coś zapytać...?
-Tak.Słucham.
-Wie pan.Mamy tu taki malutki problem.Nie wie pan czy w bankomacie jest dużo pieniędzy...? Bo my tu  zaparkowaliśmy przy samym wejściu i w dodatku tyłem(to ostatnie zmyśliłam na poczekaniu ); i mamy zacny cel,by bankomat we troje wyrwać z posadzki i umieścić w aucie.Jak pan myśli?Czy bankomat zmieści się w bagażniku passata kombi? Bo ja myślę,że upchniemy,a moi panowie mówią że nie da rady....
Spojrzałam na swoich Chłopów.Jednemu oczy latały prawo-lewo-góra-dół ;drugi trzymał się za brzuch by ten  nie opadł mu ze śmiechu na posadzkę.Jaką miał minę Pan ochroniarz nawet nie wiem,bo poszłam w kierunku nabiału po masło :)))
Jeszcze jedna akcja się wydarzyła.Spotkaliśmy koleżankę,a ta zajrzała ciekawie mi do wózka i pyta:-A co ty takie małe zakupy zrobiłaś?
-Wiesz...-odpowiedziałam jej w miarę dyskretnie i cicho na tzw "ucho" -Chłop zamyka przede mną lodówkę ,zabrania mi jeść i kupuję tylko tyle ile zjem sama i by mi się nie zepsuło.Wiesz jak to jest...
Patrzyła na mnie zdumiona i zszokowana,a ja strzelałam oczami ze strachu czy Chłop nie idzie.To by było dopiero!!!!

  Potem jechaliśmy naszą krajową 19,która biegnie przez nasze miasteczko i przez jego centrum m.in.
Chłop powoził,ja jako pasażer z boku,a zmęczony wrażeniami szwagier z tyłu.Chłop komentował fakt łatania dziury budżetowej przez fotoradary i takowy był tuż przed nami.Z premedytacją  pokazałam mu język ! Ooo! Najwyżej będę mieć fotę pamiątkową! Teraz to Chłop się uśmiał.
-Co ci się dziś stało -zapytał śmiejąc się.
-A to,że każdy wie,że pieniądze bierze się z bankomatu i te pieniądze fotoradar może zabrać na mandat!

Uffffff ! Odreagowałam śmiechem.


Pisząc ostatnie 2 wyrazy zastanowiłam się nad ich sensem i doczytałam conieco. Ponoć artysta komediowy Bill Cosby powiedział kiedyś: „Jeśli potrafisz się śmiać z ciężkiej sytuacji tzn. że ją przetrwasz”.
Hmmmm....minus w bankomacie,kredyt do spłacania...A bo to pierwszy raz się zdarza?
Hmmmm....2 mandaty za przekroczenie prędkości ...czas przywyknąć lub dostosować się do ograniczeń prędkości.I to akurat chciałabym by się więcej nie zdarzyło!!!
Boooo! Inaczej policjantowi pokażę język,gdy mnie chwyci na "suszarę"(swoją drogą-ciekawe czy bym się odważyła tak twarz w twarz  ;D ;D ;D )

środa, 12 marca 2014

Baby są od sprzątania!

Kobieta-puch marny. Słabiutkie toto jest ;często nie ma pojęcia,że koło w samochodzie się wymienia ;stworzenie marudne i zapatrzone w siebie.Hmmm...tak często się słyszy głosy silnej płci o tej słabej.
ALE!
Przytoczę przykład.
Siedzimy w pracy na przerwie obiadowej i rozmawiamy na różne tematy.Kobiety,dziewczyny,baby opowiadają o pewnym wspólnym znajomym jakie to on ciasta piecze,jakie obiady gotuje,zawsze sam sprząta itd...Przez to zapewne jego połowica ma czas na ploteczki i nicnierobienie.Inna grupa rozmawia na  tematy związane z pracą.Ja słucham jednych i drugich( jak dobrze mieć podzielną uwagę! ) Nagle do mnie docierają  słowa dwudziestokilkuletniego chłopaka.Powiedział to stwierdzając:
-Baby są od sprzątania.
Na taki tekst bardzo szybko się uruchamiam!
-Hola!Hola kolego!Chyba trochę się mylisz! Ja i inne baby bardzo często wykonujemy prace,które robisz TY(i wyliczyłam kolejno) !!! I czy w związku z tym odpadną Ci ręce jak pomożesz posprzątać? .... Ponadto nie sądziłam,że taki młody człowiek myśli tak starymi stereotypami!
  Uchhhhhhhhhh!!! Przy okazji zapytam go po co sam myje kubek po kawie,bo to też babska robota przecie...

Przytoczę drugi przykład.
W swojej pracy muszę nieraz skorzystać z preparatu ,który jest pakowany w 25 lub 30 litrowe baniaki.Jeśli brak takowego idę do magazynku i niosę na stanowisko pracy.W obrębie wzroku jest zwyczaj do 10 panów.Każdy z nich mógłby oderwać się od swej czynności na te 2 minuty i pomóc mi słabej kobiecie.Przecie to panowie są silni.Z całej obsady jest 2,którzy biegną by pomóc i jeszcze potrafią opieprzyć,że sama dźwigam.Czasami zdarzy się ,że jakiś desperat ma "dzień dobroci dla bab" i łaskawie pomoże.
Mi tam nie ciężko i zazwyczaj nikogo nie proszę.Raz na tydzień lub dwa mogę zatalaszczyć ten baniak.
Sorry!!!! Czasami,w wyjątkowych sytuacjach proszę.Ale to czasami ;)

Przykład kolejny(sprzed lat ).
Na firmowym parkingu zmagam się ze swoim fiatem 126 p.Miał "odpały" ,bo nie chciał odpalać bez przyczyny.Tzn przyczyna była [dla zainteresowanych moją motoryzacją].
Otóż po godzinie 14 po zakończonej pracy okazało się,że właśnie odpał nastąpił.Tzn nieodpał !
Przyczyna? Brak iskry.Instrukcji udzielił mi mój Chłop co w takim przypadku robić(w sumie mogę powiedzieć,że pozostawił mnie na pastwę losu :/  ).Otóż należało wymienić świecę.Ale nie chodzi mi o sprawy mechaniczne.Chodzi mi o to,że z ludzi wychodzących z pracy z dość dużej firmy nikt się nie zainteresował,by mi pomóc.Nikt! Żaden facet! A rzekomo oni tak się znają....
Gdy już straciłam wszelką nadzieję i gdy wymieniłam chyba z 5 świec i gdy miałam już chęć użyć zapalniczki w pobliżu baka z benzyną (!!!!), a fiacik dalej tylko podskakiwał kaszląc objawił się przesympatyczny Pan! I ku uciesze mojej zaraz zrobiło się zbiegowisko doradców i mędrców. Z tym,że zabrudzone ręce miałam tylko ja i przesympatyczny Pan.W końcu fiacik odpalił.Od tak.Z radości na uciechę.Na świecy,która była w użyciu przy pierwszej próbie uruchomienia. Hmmmmm.....Przesympatyczny Pan dociekał  przyczyny buntu auta,a widzowie coraz to mi sugerowali  domniemaną awarię.Oczywiście wszyscy się mylili.

Przykład kolejny.Sprzed lat bardzo wielu.
Będąc u swej serdecznej koleżanki zauważyłam dziwne zachowanie jej chłopaka.Chodził po domu(po JEJ!!! domu) i sprawdzał palcem pokłady zalegającego kurzu! Zrobił to ot tak jakby od niechcenia przysłuchując się naszemu plaplaniu "co dziś robiłam".I tak z perspektywy czasu...
Nosz kurna !!!!! Rozumiem,że Chłop mój narzeka,że musi w kasku po domu chodzić (by mu pająk na łeb nagle nie skoczył).
Rozumiem,że nadmienia,że musi se kupić gacie,bo mu te jakoś "wyszły"( a te leżą poprane i poskładane z tym,że akurat nie w miejscu do tego przeznaczonym-nie miałam czasu ich tam położyć albo najnormalniej zapomniałam !).
Jestem nawet w stanie zrozumieć puste słoiki w lodówce ( Chłopie Ty mój!-przecież w kącie w kuchni stoi urządzenie zwane lodówka,a nie zmywarka; zmywarki przecie nie mamy ;) )
Rozumiem też powyjmowane i powyrzucane z szafy  spodnie,koszulki czy koszule robocze(rozumiem,że się śpieszy,ale kurna mać kiedyś i tak kupię mu kuferek w którym sobie pokopie,pogrzebie i zakryje wiekiem i będzie cacy ;)  )
Rozumiem,że na moje narzekania na trudne babskie dni łączy się ze mną w bólu i stwierdza:
-Dobra! Dla twojej spokojności jutro będę miał ciotę.Pożyczysz mi podpaskę?
 No i tu jest problem...Czy podpaska zda egzamin u miesiączkującego faceta? ;D



P.S.
Że panowie plotkują,obgadują,sieją intrygi  nie będę już pisać,bo mi się po prostu nie chce.Ale tak jest i  nie jest to tylko przywarą babską !
A że są panowie,którzy szanują kobiety bez względu na ich poglądy też nie będą pisać.Ale są tacy!

Przypomniała mi się piosenka Alicji Majewskiej ;)




Tak se słucham na słuchawkach,a mi Chłop zagląda przez ramię ;>
-OOOOOOOO! To ta babka co w piwnicznej kuchni na plakacie wisi!!!!!
-Oszzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz........-pomyślałam sobie.Babę z plakatu podziwia i rozpoznaje ,a na mnie nie spojrzał gdy wróciłam do domu po 3 godzinnym pobycie na mieście  (w tym wizyta u fryzjera) .
-Kupiłaś końcówkę do sprężarki? Bo muszę alternator w traktorze przedmuchać
Taaaa...faceci...Podzielna uwaga to nie ich domena :P
Szczęściem Chłop zauważył,że będzie spał z ostrzyżoną babą ;>
W nagrodę pozwoliłam mu dokonać wyboru ;)
Nawet zauważył,że to ta sama osoba,a ja dowiedziałam się kto to słuchając piosenki i czytając komentarze pod ;D
(chociaż podpis widnieje na plakacie ;D-ale mam prawo nie zwrócić na to uwagi ;P )








-Wypijemy herbaty?-pyta Chłop.
-Jak wstawisz czajnik...
-A co zjemy na kolację?
-Ja herbatę zieloną a wcześniej czerwone jabłko.
-Hahaha.Cwaniara.Poszukam sobie coś do zjedzenia.
-Ciesz się,że Ci cytrynę do herbaty kupiłam!-wykrzykuję sprzed komputera
-Kurde! Już dwa dni nie było obiadu.Poza tym w lodówce tylko cebula,marchew i papryczka chilli.Kawałek pasztetu i kawałek sera-pomyślałam...
-Opierdol Ci się należy,że nie dbasz o Chłopa-marudził.Ale poczęstował mnie surówką z papryczek.WOW! Jaka dobra!


sobota, 8 marca 2014

Dumki zgryźliwej baby czyli myśli uczesane ;)

Jeśli chodzi o zgryźliwość to raczej taka nie jestem...Raczej! Bo kobieta zmienną jest! I ja jako kobieta-baba mam prawo do zgryźliwości.Chociaż ta moja zgryźliwość to takie bardzo swoiste i ciężkie poczucie humoru. Tak ja dumam przynajmniej...

Dziś mi się nadumało wiele.Czy to z powodu święta miałam dzień do zadumy czy przyszło samo.Tego nawet czort i i Belzebub nie wie,a co dopiero ja!!!

Wczoraj skwapliwie zaplanowałam sobie dzisiejszy dzień.Ujęłam ciut roboty z dzisiaj  i wczoraj późnym wieczorem upiekłam chleb i tartę z owocami i budyniem.Ciekawe czy dużo jest takich durni jak ja,że w dniu gdy idą na nocną zmianę naplanują sobie full roboty. No dobra! Jestem dureń,bo o 6 rano będąc jeszcze bez przyodziewku domagam się od Chłopa pyszczyska (tak po swojemu zwiemy buziak,pocałunek).No żeby nie było,że Chłop mój to pierdoła;że nie pamięta ! Pamięta! A jakże! A że poczęstował mnie tylko jednym pyszczyskiem to ja domagałam się jeszcze!jeszcze! i zaszantażowałam go,że jak odmówi to sam będzie doił krowy.Nic nie ma do stracenia,bo za więcej cycek potrzyma ;D

Podoić,ogarnąć kuchnię,w głos się zachwycić :- o jaka ja fajna dziewczynka!!!jakiego dobrego chleba napiekłam!!! z cebulą i z kapustą kiszoną!chwalę siebie!chwalę!
Bo do uja wafla jak sama siebie nie pochwalę to nikt tego nie zrobi !!!
Dobra samochwało! Zasuwaj do piwnicy i worki z popiołem wytalaszaj na podwórko! I przesiewaj koszykiem/przez koszyk?(jak poprawnie,bo mózg mi się odgramatykował!!!!)
Nasypać,przesiać,wysypać odpady do kubła.Nasypać,przesiać,wysypać odpady do kubła....i tak około godziny.W międzyczasie pali się w piecu,grzeje się woda,grzeje się ziemia.
Ja pierdolę! Ziemia powinna już mieć kiełkujące papryki! Ja pierdolę! Jak ja mogłam zapomnieć!?
Ciul tam-jutro posieję.Wyrośnie też!

A czego ten Chłop się drzeee...??? Phi! Chwali mnie !!!!???? Że ja robocza Maryna jestem ! O kurwa! Wataha wilków w lesie zdechła!!!! Mój Chłop mnie chwali!!!!!
Taaa....pochwalę ja go zaniedługo jak mi kaptura w piecu nie podwiesi,jak mi wieszaka nie umocuje .A oświetlenie z łazienki to najbardziej po terminie. Hehehe...ale on znajdzie i wymówkę i zajęcie.A wiertarki nie pozwoli mi użyć bo to,bo sro! bo to ,bo tamto!!!!! Uchhhhhhhhhhhhhhh!
Nabijałam się,że go zleję na boki tym kijem co kaptur w piecu podpiera.A on odwzajemnił mi te nabijanie się.Śmiał się,że dobrze,że nie mam fiuta,bo by jakaś baba miała przejebane. Phi! Nawet nie wie jak kiedyś chciałam być facetem jak byłam małą dziewczynką.Jak zwykle kiwał palcem i groził mi :noooo! bo jak zdejmę majtki i wleję po gołej dupie.Hehehe...niedawno wymyśliłam,że kobiety powinno się lać! i to fiutem po gołej dupie!!! A jak się z tego zaśmiewamy nieraz! Hahaahahaha...Dobrze mieć ostry jęzor.Nie można wtedy narzekać ,że noże tępe !

Karrrrrrrrrrwwwwwwwwwwwwaaaaaaaaaa! Kiedy ja się nauczę w końcu je sama ostrzyć????????????
Chłop nie ma czasu,a jak ma czas to mu się nie chce.Aja na osełce ni w ząb,bo mam coś z koordynacją ruchową chyba nie tak  i za cholerę nie mogę się tego nauczyć choć bardzo,bardzo chcę!!!!

Hehe...Mody mnie chwycił za rękaw i przyciągnął do siebie tak,że gdybym była ciapą to bym leżała na dnie garażu.A wszystko to zrobił po to by mnie soczyście sponiewierać buziakiem z okazji mego święta.
Bachor wredny!Poleruje ten motor jak nawiedzony i obaj z Chłopem mędrkują i politykują .A godzinę temu darli koty o końcówkę do wiertarki wytykając sobie wzajemnie "beztroskość" i kto po kim ma.
Wysiliłam się na krótkie, dobitne :spierdalajcie...
Teraz się zgrywają ze mnie,że ja biegam z taczką.Bo biegam! Obora,taczka,łopata,odpady fasoli-bieg pod dom-ok 100 metrów-ze wzgórka to szybko.Pod dom,wiadro,gorąca woda,wiadro,gorąca woda,wiadro gorąca woda,zlać wodę,bieg pod oborę,wywrotka z pędem do wanny.Tak 4 razy.W międzyczasie odpisywałam na smsy i pisałam je.Zrobiłam pusty przebieg i przed dom zajechałam pustą taczką.Zmmęłam treściwe przekleństwo(zrzeszenie szewców by nie powstydziło się ) i pobiegłam spowrotem. Kury,psy,koty plątały się przed taczką,a koty to mnie eskortowały.Hehehe...myślały,że idę doić- nienażarte pasożyty...Slalom na czas pomiędzy zwierzakami mógł się zakończyć siurowato(nie będę treściwie,więc upiększam),bo przez omijanie psa wjechałam na kamień i taczka chciała dosięgnąć mojej szczęki.Biegłam z górki i właśnie wtedy na pusto.
Ja pierdolę! Bym wreszcie miała proste zęby ;D .Humor mi się poprawił po pomyślunku naprawy szczeny,ale,że nie wyobrażam sobie siebie w protezie to zrobiłam szybki zawrót i pobiegłam po towar.
Karrrrwa!!!!!Obiecałam babci,że będę na 14. A tu jeszcze żarcie zrobić;oddzwonić,bo telefon smyra mnie w kieszeni już któryś raz i jeszcze Chłop mnie spod prysznica wygania,bo go nagle oświeciło zebranie wioskowe na którym MUSI być!Ja pierdolę!Mam na sobie 6 łyżek zaparzonej kawy!!!!! I woda niezbyt ciepła.Yyyyyyycccchhhhhhhhhhhhhhhhhhhh!!!!!!!!!!!!!!!

Babcia już od zmysłów odchodziła czemu mnie jeszcze nie ma(nie dlaczego-tylko czemu ;)  ).
Uśmiechnęła się gdy jej przekazałam pozdrowienia od Chłopa,a gdy ucałowałam ją to podniosła głowę z poduszki.Tak dumała co się stało,że mnie nie ma.Herbata ostygła.Przecież chlapnę zimną!Nic mi nie będzie!

Brat wżerał obiad,bratowa krzątała się po kuchni. Ależ on się podnieca tą robotą.Ale jak ja nie umie być w pracy ani ślepy,ani głuchy...Jego córka skakała po mnie.Jasia!Jasia!Jasia! Syszyyyysz?????
Jeju!!!!!!Dobrze,że mam duże bachory!!!!!!

Przyszedł bazyliszek.Znów  patrzy na mnie jak na starym zdjęciu.Kurwa! Czy z taką miną wyzionie ducha????Bo jak tak to ja nie piszę się na stypę pożegnalną własnej matki!!!!
Ufffffffffff !!!!!Odpowiedziałam grzecznie zamiast odpierdolić ostro.Super zajebiście!!!Nawet nie musiałam gryźć się w język!
Z bratuchą spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.Sister przyjechała.Ja pierdolę!Święto kobiet zgoniło wszystkie baby z rodziny! Babcia siedziała i słuchała.Chłonęła! I była taka zadowolona! Wcześniej mnie przywołała,obmacała i wcisnęła mi banknot.Dzięki babciu!W końcu pójdę do fryzjera.Cholera! A może szkoda kasy....? Huragan skurwiel wywiał z bankomatu nawet i to czego w nim nie było.Ale uj tam.Na pytanie bazyliszka skąd bierzemy pieniądze odpowiadam:jak się seksujemy to rano są pieniądze pod materacem.Hahaha.Jak kiedyś na zapytanie co za śmieszny grzejnik odpowiedziałam,że do suszenia kondomów,a to był zwykły dekoracyjny potocznie zwany skarpetkowym.Do dziś mi Chłop to wypomina,że odpyskowałam mamusi,a ja mu odpalam,że tak mnie wychował.Miałam przecie tak mało lat....
"A breszy matwoj wiop" -rzucał nieraz w amoku.Teraz ze śmiechem wspomina te moje brechanie;)
O ja pindolę! Spindalam do wyrka udać,że grzecznie leżę i odpoczywam przed nocną zmianą!!!!
O kurwa! Idzie! Zjebka!
"A ty joptwoj mać!Ty miela spati!!!!A szto ty robisz?????? Bo ja woźmu skinu tobie majtki i po gołej dupie wleju......"
I oczy mu skakały jak dla emotka z gg :D ;D:D
Kazałam mu tłumaczyć co gada,albo po polsku przemawiać ;D
To potoczne rzekomo i rzekomo nie wiem czy mi ktoś to prawilno wytłumaczy ;D
O kurwa!!!!! Ale smród!!!!!Nie,nie z obory.To ten pierdolony rozpuszczalnik.Weź tego Beztroskiego odpędź od tego motoru,bo zaćpa się tym smrodem.
A ja se wody walnę,chleba zjem.Hmmmm....z boczkiem?ze smalcem?z serkiem pleśniowym?z makrelą?
hmmm...szlachta panie-tyle w lodówce!!!!
Jak to mówią:dość buiednie żyć! Smaż matka całe jajko!
....a może herbatka zielona?
A może muzyki posłucham?Wszyscy wybyli do piwnicy "ćpać" i podziwiać wypolerowanego motura to ja posłucham.A tyle czasu myślałam co to za tekst....?A to Leśmian w wykonaniu Swobodnej....




Zajebista nuta.Przeszło mi przedwiosenne odrętwienie i dam radę słuchać muzyki.To jeszcze raz!
Ty przychodzisz do mnie jak noc majowa.....

Kurde! Poprosiłam teściową by mi zdjęcie zrobiła.Ale teraz nie pokaże ;P
Wiem,wiem...wredna,podła bladzina jestem !
Tak mi koleżanka zawsze dogaduje (żartobliwie)
Maułpa kazała pewnie swemu chłopu wysłać mi życzenia.Spapugowała moje (też spapugowane) szczęścia zdrowia pomarańczy niech ci chłop twój nago tańczy.Odżyczyłam mu by też tańczył nago i w dodatku żonglował pomarańczami.Choćby dwoma ;)

Jaki to dureń tę robotę w nocy wydumał????
Jutro się wygniję,bo niedziela.
A gówno! Spakować transport żarła zamrożonego i innych"przydasi".I jak będzie ładna pogoda to koniecznie spacer z psami.Hmmm...chyba skorzystam z zaproszenia poleżenia ;)
Może mi kanapkę do/na kanapy/ę ktoś przyniesie ;)