Nie obiecuję,że to co napiszę będzie jakoś uporządkowane...będą wspomnienia i rozmyślania zarówno radosne jak i te smutne.
Mieszkam w okolicy gdzie święta BN są obchodzone w dwóch obrządkach:katolickim i prawosławnym.Wyznawców jest mniej więcej pół na pół a ja zaliczam się do tych drugich.Chociaż nie wiem czy można mnie uznać za wyznawcę,bo moje praktyki religijne są mierne.Już jako dziecko zadawałam mnóstwo pytań dla dorosłych związanych z religią i świętami.Jako takiej odpowiedzi nie dostawałam.Zazwyczaj było to zdawkowe:tak ma być,taka jest tradycja itd.Nikt nie siadł i nie porozmawiał ze mną o magicznym czasie świąt.Dlatego święta z domu rodzinnego wspominam jakoś niechętnie-byłam dzieckiem-bo byłam,ale byli ważniejsi ode mnie ,a ja byłam zawsze gdzieś z tyłu i do czarnej roboty.Moja "toksyczna" mamusia nigdy mnie nie pogłaskała po głowie,nigdy nie przytuliła,nie mówiąc już o rozmowie...Po latach zrozumiałam jak mi tego brakowało...
Może dlatego do dziś sentymentem darzę wiersz Tadeusza Kubiaka "Wieczór wigilijny"
Biały obrus lśni na stole,
pod obrusem siano.
Płoną świeczki na choince,
co tu przyszła rano.
Na talerzu kluski z makiem,
karp jak księżyc srebrny.
Zasiadają wokół stołu
dziadek z babcią, krewni.
Już się z sobą podzielili
opłatkiem rodzice.
Już złożyli wszyscy wszystkim
moc serdecznych życzeń.
Kiedy mama się dzieliła
ze mną tym opłatkiem,
miała w oczach łzy, widziałem,
otarła ukradkiem.
Nie wiem, co też mama chciała
szepnąć mi do ucha:
bym na drzewach nie darł spodni,
pani w szkole słuchał…
Niedojrzałych jabłek nie jadł,
butów też nie brudził…
Nagle słyszę, mama szepce:
- Bądź dobry dla ludzi.
Po latach zrozumiałam jak mi tego brakowało,by ktoś z czułością tak do mnie powiedział...
Po latach wspominam jak nakazywano nam pościć do wigilijnej kolacji.Nie wiem co ten post miał wnieść w życie dziecka.Nie wiem też po co wymyślono zwyczaj próbowania wszystkich wigilijnych potraw.Pamiętam jak babcia powtarzała:-"Musisz wszystkiego spróbować ,bo ile nie spróbujesz tyle przyjemności cię ominie". Na kisiel z owsa i śledzia we wstrętnym oleju nie dawałam się namówić mimo wszystko.Dań zawsze miało być 12.Najbardziej mi przypadała do gustu smażona ryba,kapusta z grzybami,kotlety z suszonych grzybów,pszenne placki drożdżowe,sałatka warzywna zwana śmietnikiem,ryż z makiem(wiem teraz ,że to białoruski zwyczaj),kompot z suszonych gruszek.Najbardziej pamiętam wymienione potrawy,bo je lubiłam lub nie.
Pamiętam też,że prezenty kupowano tylko dlatego,"by w szkole nie gadali,że nie dostali prezentów"
Na stole był biały obrus,odświętne nakrycia wraz jednym dodatkowym.-Po co?-Bo tak trzeba!Tyle się dowiedziałam... Pod obrusem było siano z którego babcia kazała nam wróżyć wyciągając pojedyńcze źdźbła .Jakie było wyciągnięte źdźbło takie miało być zamążpójście.Np trawa krótka i bez wiechcia oznaczała,że blisko i chłopak miał być biedny.Już wtedy wydawało się mi to głupie i wcale tego nie brałam za zabawę.Od stołu nie powinno było się wstawać ,by kury dobrze jajka niosły.Wigilii zawsze towarzyszyła choinka sztuczna lub żywa.Na choince wisiały cukierki-sople,które wraz rodzeństwem wyjadaliśmy w tajemnicy i na miejsce cukierków wkładaliśmy przedmioty imitujące sople.Nieraz za to dostawaliśmy lanie.Tzn ja dostawałam jako najstarsza.Choinka była ubrana w co się dało.Były baletnice z papieru,których nienawidziłam.Były bombki wszelkiego kalibru i koloru.Był włos anielski i łańcuchy z papieru.Ostatnie lata mego dzieciństwa napawały mnie dumą,że choinkę zdobi łańcuch ze słomy i bibuły oczywiście mego wykonania.Była też obecna kolada czyli cienki snopek z niewymłóconej słomy robiony przez gospodarza.I właśnie ten gospodarz często,gęsto psuł atmosferę wigilii i świąt odurzeniem lub kacem alkoholowym.Dochodziły też częste kłótnie matki i babki.Ciągłe żale,pretensje,oskarżenia.
Mało kto by lubił takie święta...
To co z rzewnością wspominam to fakt,że po wigilii szłam do obory lub do chlewa,by posłuchać jak zwierzęta przemawiają ludzkim głosem.Zazwyczaj wynosiłam kawałek placka lub chleba.Żadne ze zwierząt nigdy nie przemówiło.Kończyło się na moim monologu skierowanym do zwierzaków. Monolog dotyczył niezbyt dobrego obchodzenia się z nimi przez gospodarza.Zwierzaki zawsze musiałam wygłaskać,by zrekompensować im cierpienie.
Czyli to wspomnienie też nie należy do najmilszych...
Jako 18-letnia mężatka postanowiłam coś zmienić w kwestii wigilii i świąt.Chciałam by było normalnie.Jak "u ludzi"...
Taką właśnie była wigilia u siostry Chłopa zamieszkałej na Śląsku.
Wrażenia moje były jak najbardziej pozytywne.Atmosfera była bardzo radosna i rodzinna. Szwagrostwo stanęło na wysokości zadania i czułam jakbym tych ludzi znała od bardzo dawna.Sympatycznych chwil nie zepsuły makówki i śledź w śmietanie(które jadłam z grzeczności) oraz moje gapiostwo przez które szwagier rozbił głowę.
Przy wigilijnym stole nie brakło nam tematów do rozmów.Ponadto dzieci szwagra hasały w papierowych maskach co im podlaski mikołaj przyniósł.
W ogóle to była nasza pierwsza wigilia młodego małżeństwa.Zostały z niej wspomnienia i papierowe zdjęcia,które niedawno oglądaliśmy z Młodą.
-Mamo! Jaka ty uśmiechnięta byłaś!-wykrzyknęła Młoda.
Kolejne święta bywały różne.Zdarzało się,że na kolację wigilijną mieliśmy konserwę rybną z dokrojoną cebulą,kupną sałatkę warzywną i kawałek śledzika.I było nam dobrze z tym. Ponadto co zrobić można w ciasnym domu,z małą ilością środków finansowych, z nikłą ilością czasu? Niewiele,ale zarazem dużo.Można ustawić choinkę,by dzieci miały z niej radochę,można zaprosić sąsiada,by w przebraniu Mikołaja odwiedził dzieci.Można się cieszyć z tego wszystkiego i cieszyć się,że inni się cieszą(w tym wypadku dzieci).
Wigilię zazwyczaj spędzaliśmy sami czyli domownicy.Czasami przyjeżdżał szwagier na "drugie święta".Raz zdarzyło się ,że niespodzianie swoją obecnością zaszczyciła nas moja matka.Nie wyjaśniła nawet co się stało,że tak nagle zapragnęła być z nami,a my nie pytaliśmy.Jednakże czuliśmy się nieswojo...Do dziś pamiętam jej zgorszenie na twarzy:-Jak to ?Prosfory nie macie? Nie było komu pójść do cerkwi po prosforę???
Gdy dzieci były ciut większe zaczęliśmy wspólnie układać menu wigilijne.Obowiązkowo kompot z suszu,śledzik tradycyjny,śledzik z grzybami marynowanymi i cebulą,smażona ryba,szuba,pierogi z kapustą i grzybami,barszcz z uszkami,kotlety z suszonych grzybów,kisiel(zamiast owsianego był owocowy specjalnie dla dzieci),sałatka wielowarzywna tzw śmietnik,drożdżowe racuszki z jabłkiem i rodzynkami,kapusta z grzybami.Dzieci chętnie pomagały w świątecznych przygotowaniach.Cieszyły się choinką nawet tę najmniejszą.Żeby zwiększyć im radość z choinki wymyśliliśmy,że uczepimy ją przy suficie tuż nad telewizorem.Niestety pomysł nasz spotkał się z niezbyt przychylną aprobatą,bo "to nie jest po chrześcijańsku wieszać drzewko"...
Tylko nikt mi nie powiedział gdzie mam umieścić choinkę w ciasnym domu,by małe dzieci były bezpieczne i zadowolone z obecności drzewka.
Minęło sporo lat,gdy w 2006 roku pierwsze święta spędzaliśmy w nowym domu.Choinka oczywiście była okazała i strojna.Chociaż nie taka jak bym ja chciała.Marzyły mi się dekoracje ze słomy i szyszek jodłowych.Dekoracje zakupiłam w markecie,a po szyszki wybrałam się osobiście.I to nic,że musiałam włazić wysoko na drzewo.Szyszki się prosiły,by być na naszej choince.Zresztą są tam do dziś-sprawdzałam niedawno ;)
Skwapliwie je zerwałam i pomalowałam sprey-em na kolor srebrny.
Problem był gdy choinkę trzeba było stroić.W teściowej też odezwały się jakieś tęsknoty i upierała się na różne,bardzo dziwne ozdoby.Ja ustąpiłam,a dzieci(obecnie młodzież) targuje się do dziś o wygląd choinki.Babcia swoje,a młodzi swoje. Chcą drzewko srebrno-niebieskie albo czerwono-złote.
Od tamtego czasu nie uczestniczę w ubieraniu choinki.Mimo tego będąc w lesie na grzybobraniu targuję się z Chłopem która choinka jest ładniejsza.Gdy przychodzi czas,by pójść i ją wyciąć zapominam ,gdzie rosła.Szczerze mówiąc wolałabym ,by drzewo zostało w lesie.Może jakiś grzyb by pod nim urósł...W ramach rekompensaty za wycinanie drzewek z lasu postanowiliśmy,że co roku będziemy sadzić na naszych działkach leśnych po 100 świerków.Zamiar ten wykonaliśmy na razie tylko raz.Świerki rosną ,a teściowa zamartwia się,że za niedługo będą je kraść i trzeba by było uciąć boczne gałęzie dla zniechęcenia.
-Przecież choinkę też kradniemy-odpowiadam z ironią,żalem i poczuciem winy jednocześnie.
-Jak ktoś nam ukradnie to chyba nie będzie wielkiego problemu.Bynajmniej dla mnie.Zresztą dosadzimy jeszcze,bo jest miejsce.Nic nie poradzę,że w tutejszym zwyczaju jest kradzież drzewek z lasu.
Odnośnie babci/teściowej mamy dosadne przemyślenia.Rok temu Młoda zwierzyła mi się w tajemnicy,że całe kieszonkowe oddała na słodycze dla dzieci z domu dziecka.W tym roku zamiast prezentów mikołajkowych kilka osób z jej klasy chciało zebrać pieniądze przeznaczone na owe upominki i przeznaczyć na podobny cel.Fochów było co niemiara,a Młoda się dziwiła:
-Jak można być tak ciemnym,by twierdzić ,że wolę dostać drobny prezent niż dać jakimś dzieciom...Mamo! Ludzie są po****ni!!!! I tak te bibeloty pójdą za jakiś czas do kosza!!!
-Co zrobisz jak nic nie zrobisz...-odpowiedziałam Młodej.
Młoda się zawzięła i jako wolontariusz spędza czas z dziećmi pomagając im odrabiać lekcje itp.Nie znam szczegółów.Wiem,że w jakiejś świetlicy.I jestem z niej dumna :)
Jeśli chodzi o prezenty to były one dla mnie zawsze koszmarem.Nawet ostatniego roku,gdy finanse pozwoliły na prawdziwe prezenty.Chłop i Młody dostali swetry, z których się bardzo ucieszyli.Teściowa apaszkę na punkcie których ma bzika.Młoda dostała komplet biżuterii,który okazał się nietrafionym prezentem.Ja dostałam w prezencie postanowienie,że nigdy więcej nie będę robić prezentów niespodzianek.
Wczorajszego wigilijnego dnia poszperałam po necie.
Poczytałam o pustym talerzyku i wspomniałam autorkę tego wątku. Trafiłam także na wigilijną opowieść i doszłam do smutnego wniosku,że nie wszyscy radują się ze świąt. Zamiast kolęd słuchałam Lady Pank
Te piosenki bardziej docierają do człowieka niż kolędy.
Ponadto przyniosłam ze strychu dekoracje świąteczne.Wszystko trzeba przetrzeć,odkurzyć i ewentualnie naprawić.
Stroik,który mi przyniósł listonosz stoi i dumnie się świeci.
Dziękuję!
Nie będę więcej ględzić!
Pomyślę o tym,że na wigilię zrobię zupę z ryby,którą wszyscy lubimy.Zrobię panierowane kapelusze suszonych grzybów,pstrąga z migdałami.Może rybę pod beszamelem? Obowiązkowo śledzik musi być i dużo grzybów marynowanych.I pierogi koniecznie,bo jak mówi Młody wigilia nie może być bez pierogów.Swoją drogą ciekawe czy będzie miał czas mi pomóc robić te pierogi.
Obiecałam sobie,że nie będę szaleć z jedzeniem.
Muszę się zmieścić w limicie finansowym przeciętnego Polaka ;).A prezentów nie będzie.Chyba,że bankomat mi nie pokaże figi i będzie można zrobić Młodym przelew "od Mikołaja".
We wczorajszy wigilijny wieczór wypiłam symboliczną lampkę wina,by być myślami z tymi co mieli o mnie myśleć w trakcie wieczerzy wigilijnej;z tymi co przysłali życzenia świąteczne;z tymi co dzwonili(tzn próbowali,ba ja jak zwykle nie zawsze pod tel jestem).Wspomniało mi się nieobecnych i tych co nie mam z nimi kontaktu.
Myślami byłam też z rodziną szwagra.Mój Chłop i młodzież pojechali w przeddzień wigilii.Dzwonią coraz z obawy czy wyrobię z tym wszystkim co zostało na mojej głowie.A ja wieczorem rozmawiałam jak zwykle z psem Benkiem,Mikim i Morusem.Kotom powiedziałam,że mają otwarte piwniczne okienko i mogą wyjść na podwórko.
Krowy i cielęta też gadały ze mną.Ponaglały,że chcą jeść i pić ;D
Na pobliskim stawie krzyczały kaczki.Krzyk ten przyjęłam za drwinę.
Dziś pójdę je upolować aparatem fotograficznym i to zaraz.
Ale wpierw złożę życzenia wszystkim czytelnikom mego bloga.
Życzę Wam dużo zdrowia,szczęścia i wszelkiej pomyślności.Niech się Wam dobrze dzieje!!!!
(a mówiłam,że nie umiem składać życzeń ;>)
Ponadto w święta lubię Sofię Rotaru.Może posłuchamy razem?
Kruszyno, piekne wspomnienia, choc nie wszystkie wesole. Teraz masz swoje wigilie, one sa inne, pelne ciepla i milosci. Wychowalas wspaniale dzieci, z corki mozesz byc bardzo dumna, to piekne czym sie zajmuje.
OdpowiedzUsuńBadz rowniez dumna z siebie!
Wreszcie masz święta takie jak pragniesz,wszystkiego najlepszego
OdpowiedzUsuńA ja miałam Ciebie u siebie. I w myślach i na stole :) I w sercu mym też masz swoje miejsce :)
OdpowiedzUsuńŻyczenia złożę Ci na Twoje święta :)
Smutne i bardzo wzruszające wspomnienia. Mając w pamięci te smutki dotyczące Świąt i nie tylko Świąt, tym bardziej powinnaś być dumna z siebie i dziękować Opatrzności, że tak wiele udało Ci się zmienić na lepsze. Twoje dzieci na szczęście nie będą miały już takich smutnych wspomnień i z tego należy się cieszyć i to jest powód do Twej dumy.
OdpowiedzUsuń