niedziela, 30 grudnia 2012

Co za dzień!

Rano obudził mnie jak zwykle budzik i jak zwykle nie chciało się wstawać.
Nie chcę,ale muszę się zwlec po 5-niestety,albo stety .Po porannych zajęciach  przy zwierzętach i innych z tym związanych zadumałam sobie,że się pobyczę.Ale chory Młody w czasie mojej nieobecności  zajał moje łóżko i zamierzenia spęzły na tym,że zrobiłam kawę sobie i herbatę Chłopu.Chłop oczywiście podkradał(podpijał ).Załączyłam komputer i poczytaliśmy sobie to i owo.Trochę podrutowałam(szalik na drutach robię jakby co). Z braku etatowego palacza pieca C.O. wypadło akuratnie na mnie.Więc ze spuszczoną głową podążyłam do piwnicy.Piec rozpalony,drzewa poskładane (co je wczoraj z braku rozrywki Chłop taczką nawoził), słoiki do wyniesienia na strych pomyte i ustawione w kartonie,koty wygłaskane i można by było coś w kuchni działać w związku z obiadem.Ale nic z tego,bo trzeba użyć tłuczka do schabowych ,a szanowna młodzież śpi.Zamyśliłam pójcie na spacer do lasu,ale zapchany syfon pod zlewozmywakiem  zabrał mi czas,pomógł rozciąć palucha.Na paluchu drugiej ręki odkryłam wbitą wielką drzazgę."Niedzielę trza święcić"(czy jakuś tak)-pomyślałam sobie.Chłop drzemał na kanapie i nie chciało mi się go budzić ,by dokończył rozróbę w kuchni.Młody miał trudności,by się zmieścić w szafce w celu złożenia syfonu.Z palcem na opatrunku skręciłam sama,a Młoda skwitowała:"Baby to wszystko muszą robić! Co za czasy!".
Obie zaczęłyśmy rządzić w kuchni.Młody został posłany po ziemniaki,marchew i mleko.W planach obiadowych była ryba pod beszamelem,schabowe i kotlety sojowe.Ponadto ziemniaki gotowane w mundurkach i tradycyjnie.Kapusta zasmażana z marchewką i suszonymi pomidorami.
-Mamo! A te ciasto zrobisz?-zapytała Młoda.
-Jak mikser będzie działał to tak.Jak nie będzie działał to ciasta nie będzie wcale albo się wkurzę i jutro nowy zakupię.
-Ojciec! Mikser naprawiać marsz!-stanowczo ale żartobliwie krzyknęła Młoda w kierunku kanapy.
-Czego się drzesz?On już naprawia.Widziałem jak chodziłem po ziemniaki.
Fajnie tak z młodymi pogadać.Jedno mi opowiada jak było na wczorajszym ślubie cywilnym i przyjęciu po nim.Drugie co robili na urodzinach u kolegi.Przy okazji sprzeczka kto obiera obieraczką  i kto  najmniej naobierał.Wyszło,że ja najmniej.
-Będę mniej jeść i już.
-Pewnie-śmieje się Młody-ja najwięcej naobierałem i najwięcej zjem.
-Jedz moją porcję-mówi Młoda.
-A co boisz się,że przytyjesz?
-Taa.Jasne!Od dwóch ziemniaków!
 I zaczęli się sprzeczać na żarty.Bardzo lubię owe ich przekomarzanie i jak to teściowa zwie"szlifowanie języków"
W oczekiwaniu na ziemniaki Młody zaległ na kanapie z laptopem.Młoda nie byłaby sobą gdyby go nie zaczepiała.Normalna ich zabawa polegająca na zaczepianiu się,drażnieniu ściąganym kocem itp.
-Ojej! już go nie zaczepiam,bo babcia siedzi na krześle przy komputerze i pilnuje-szepnęła mi na ucho Młoda.Jakby mało było mi gimnastyki pod zlewem to jeszcze gaz się skończył.
-Cholera!Trzeba butlę zmienić, a Chłopy wyginęli nagle-poskarżyła się Młoda.
-Zaraz wymienię.Spoko!A bo to pierwszy raz.
-Oj mamo,mamo! Ten ojciec za dobrze ma.
-Noo!Mam sprawny mikser!-oznajmił Chłop wkraczając dumnie do kuchni.
-Noo! A my mamy obiad pyszny!-odpowiedziała Młoda.
-Pyszna ryba!Tak pyszna,że gotowam siedzieć przed piekarnikiem z wywieszonym jęzorem
-Zaraz spróbujemy-roześmiał się Chłop.
I co się zdarza raz na 100 lat wszyscy zasiedliśmy do obiadu.
-I powiedz tatusiu,że pyszną rybkę zrobiłam-zatrzepotała rzęsami Młoda.
-Może być-tradycyjnie odrzekł Chłop.
-No wiesz!Może być!!! Też mi coś! Oddawaj jak tak mówisz!-bulwersowała się (oczywiście na żarty Młoda)
-Duraki-kręcił głową Młody.
-Babciu? Dobra ryba.Prawda?
-Bardzo dobra-odpowiada babcia.
-Nie marudzić przy jedzeniu!Zaraz mam dla Was robotę!-wcięłam się w słowo.
-Co wymyśliłaś?-mówiły pytające spojrzenia młodzieży,bo do nich kierowałam te słowa..Wynieść słoiki na strych trzeba,sprawdzić czy okienko w kotłowni otwarte,by koty mogły chodzić,sprawdzić piec,zagnieść ciasto pod sernik.
-Nawet w niedzielę nie da spokoju-marudził Młody.
-A czym ty taki zmęczony biedactwo-zgrywała się Młoda chcą go potarmosić po włosach
-Wyjdź!-bronił się Młody-Nie kudłacz mnie.Wczoraj pomagałem mamie, aTy byłaś na baletach.
-A po Ciebie to gdzie jeździłam?Też byleś na baletach.
-Ojtam! Posiedziałem z kolegą 3 godziny,a że pociągu ani autobusu nie ma to moja kochana mamusia po mnie przyjechała.
-To teraz w ramach kochanej mamusi pomożesz!
-Hahahaha.Ale się wrobiłeś-śmiała się Młoda.
   Wieczór minął niepostrzeżenie .gadałyśmy sobie to z Młodą,to z Młodym.Kruszyliśmy przy tym zioła na przyprawy .
-Tak pachnie ,że szok.
-Toż to z ogródka to pachnie inaczej niż ze sklepu.
-Mamo.Jutro koniecznie do krawcowej pojedziemy.I do koleżanki mnie zawieziesz.
-Mam inne wyjcie?
-Masz! dać mi samochód-i  tu uśmiech z wyszczerzeniem zębów.
-Już pół prawka mam,a drugie pół lada dzień.
-No jak zdasz jazdę za pierwszym razem to szacunek tobie!!!
-Mam taką nadzieję.
-Nadzieja matką głupich ;)
-Głupia jesteś? Nie sądzę
-Tak mi się powiedziało tylko.
   Minął dzień,minął i nastał wieczór.Włączyłam swoje ulubione radio internetowe i słuchając muzyki zawzięcie drutowałam.Potem przeprowadziłam ciekawą konwersację na skype.Potem znów do kuchni.Przygotowując sernik do pieczenia musiałam odpędzać się od intruzów.A to mak mi pojadali,a to ser i uciekali z chichotem po kątach.
Chłop siedział na kanapie i wcinał dynię na słodko ze słoika zaabsorbowany   "Tańczącym z wilkami"
-Jak ten przetwór -zapytałam.Odpowiedzi nie było,a my z Młodym wymieniliśmy się porozumiewawczym mrugnięciem oka.
-Słyszysz????
-Czego się drzesz?
-Pytam czy przetwór dobry.
-Dobry.
-To D. robiła
-Bardzo dobry!
-Hahahaha.Masz mamo patent.Jak coś gotujesz  lub robisz to mów,że ktoś inny robił to będzie Cię chwalił.
  Młody przymierzał szalik.
-No matka! Zaskakujesz mnie.
-Czym???
-Tym,że umiesz na drutach robić,a potem tym,że wyrobisz się w obiecanym terminie z tego co widzę.
-Staram się.
I dostałam buziaka od 182 cm młodzieńca.Młoda zrobiła polewę do sernik(jak aksamitna jej wychodzi!!!!) i zabroniła wraz z  groźbą odebrania życia ruszać blachę z ciastem.
Ja spróbowałam i prze to poparzyłam jęzor.W sumie chyba za to,że o 21 nie powinnam jeść ciasta.Ale ja tylko mały kawałeczek...Sprawdziłam czy dobrze upieczone ;)

Chachali się jeszcze niedawno ,a już cisza.
Cieszę się,że dogadują się ,że mają wspólne plany,wspólne tajemnice.Jak byli mali to tłukli się prawie na zabój.Pewno śpią.Laptopy  jak zwykle pod łóżkami. Wszyscy śpią, a ja siedzę przy "klikadle" i klikam.
To był dzień!

I tak słuchając radia utkwiła mi w głowie ta piosenka.Zresztą chyba mało znana lub zapomniana



4 komentarze:

  1. No tak, znow sie zbiesil ten komputer! I tak dobrze, ze niewywala Ci calych zapisow w kosmos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywala,a jakże ;>
      Niestety nie mogę go wywalić,bo bankomat mi figę pokazuje coraz ;>
      Tylko nie wiem czy w kosmos :P
      Bo jak tak to tam jest zaśmiecone,że hej! :D

      Usuń
    2. Mnie jakos na szczescie nie kradnie i nie wywala postow, ale czesto sie zawiesza, co doprowadza mnie do bialej goraczki. Zbieram pilnie na nowy, ale jeszcze mi troche brakuje.
      Dzien mieliscie rodzinnie-fajny. U nas tez byl duzy ruch, bo malzonek mial urodziny (co za glupi termin!)

      Usuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !