Wrzesień obfitował w spotkania z ludźmi i w ...emocje.
W pierwszy weekend goście długo,długo oczekiwani i bardzo,bardzo sympatyczni.Rozmowy przy stole,zbieranie grzybów,wycieczki samochodowe i te słowa jakiś czas temu wypowiedziane : "kocham ciebie jako człowieka".
W drugi weekend następni goście.Dorosły syn z matką chorą na schizofrenię.Młodzieniec też mi powiedział: 'jak byłem bajtlem to nie lubiłem ciebie,ale teraz ci powiem,że fajna babka z ciebie,fajnie się z tobą gada"
Kolejny weekend ja z Chłopem byliśmy gośćmi.Nowe mieszkanie i urodziny 6-latki.Znów długie wieczorne rozmowy i dyskusje.Na temat pieniędzy,życia,doceniania czyjejś pracy ; na temat dorastających dzieci.
Kolejny gość nie czekał do weekendu,bo przyjechał na kilka dni.Przyjechał,by odpocząć a ciężko pracował pomagając we wszelakich pracach.Ot taki wieloletni przyjaciel rodziny z którym można pogadać,napić się wódki i "diabłu łeb ukręcić ".
To takie pozytywne spotkania i pozytywni ludzie.
Były też spotkania i rozmowy pozytywne inaczej i pełne innych emocji.
-Wlej mi kielicha.
-Podaj mi powód z jakiego chcesz napić się wódki!
-Zdenerwowany jestem i muszę się napić.
-Wiesz co??? Ja jestem tak zdenerwowana ,że powinnam 3 flaszki z gwinta wypić,ale tego nie robię.
-Ale ja nie mogę.Muszę wypić...przecież znasz moją sytuację.
-Oboje jesteście popierdoleni! Ty z piciem,ona z modleniem się.
-Wlej mi jeszcze wódki....
-Wiesz co??????!!!!!!!!!!! A nic ....już ci wóda mózg z organizmu wypłukała...
-Kochana...
-Nie mów do mnie kochana!!!!!!! Było tak mówić 30 lat temu!!!
-Mogę resztę wziąść do domu...?
-A weź.Tylko nie chlaj z gwinta.I nie szukaj u mnie pieniędzy na swoje potrzeby,bo ja podcieram się papierem toaletowym a nie banknotami!
19.09 byłam w pracy i otrzymywałam smy:
*teoria zdana;D
*71/74 xD
*zaoszczędzone 30 zł,jak zdam praktyczny to razem zaoszczędzę 170 zeta xD
*plac zdany xD
*zdane!
Beztroski jest już kierowcą!<hura>
Ten sam młodzieniec zapisał mnie na wizytę do lekarza. W poradni,która znajduje się w szpitalu klinicznym.Tylko,że w Białymstoku jest kilka szpitali klinicznych.Jak tam trafiłam dzięki pomocy Młodej(która w jednym z klinicznych odbywała praktyki studenckie) i dzięki temu,że Beztroski mi wytłumaczył w rozmowie telefonicznej,gdzie jest owa przychodnia nie będę pisać.Fakt,faktem popłakałam się ze złości i z niemocy.Obok lądował helikopter, z karetki wywożono chorego,ludzie maszerowali z pośpiechem,a ja biegłam za Młodą by znaleźć przychodnię w olbrzymich kompleksach szpitalnych.Zapewne moja domniemana choroba jest niczym w porównaniu z innymi i nie powinnam narzekać...
Mimo,że nie "powinnam narzekać bo mam dom,mam co jeść" ruszyłam podwaliny własnego świata,który tak pieczołowicie sama budowałam.
Aby nie pozwolić nerwom aktywować się popatrzę na zdjęcia z 10 września.
Widoki są ładniejsze dzięki osobom,które ze mną były :)
Dziękówa !
Za to,że mogliśmy razem popatrzeć na moje ulubione miejsca :)
I za to,że możemy pofilozofować jak wszystko się zmienia ;)
Widze, ze tytul bloga zmienilas! I co Ci ta biedna dziewczyna przeszkadzala? :)))
OdpowiedzUsuńA gdzież ci ona biedna...
UsuńZresztą... 'biedna' to pojęcie względne ...
To się działo u Ciebie sporo. A z lekarzami to najgorzej zacząć chodzić ... zawsze coś wynajdą i w łapy chwycą ;)
OdpowiedzUsuńCzasem bywasz dziwna. Często bywasz dziwna. Nie zawsze Cie rozumiem. Ale rozumiem.Większość przemyśleń jak z głowy mi wyjmujesz...
OdpowiedzUsuń