-Nie będziesz denerwować się bezpodstawnie?...Obiecujesz?
-Postaram się....ale nie mogę obiecać...
Składamy sobie wiele obietnic.Nieraz są to czcze obietnice czyli tzw. "obiecanki cacanki,a głupiemu radość".
Nieraz je dotrzymujemy,a nieraz stają się one naszą obsesją...
Taa... obiecałam sobie,że będę regularnej pisać na blogu,ale coraz mam ku temu jakieś przeszkody...
Ale piszę przecież...
Nawet zdjęcia dodaję ;) (nawet dziś)
Jakiś czas temu obiecałam sobie,że będę jeździć autem bardziej rozważnie. Dwa mandaty za przekroczenie prędkości i punkty karne zrobiły swoje.Gdy dojeżdżam do miejsca,gdzie zazwyczaj stoją "psy" zwalniam gaz i "psy" mijam z półuśmieszkiem...
Czy dotrzymuję danej sobie obietnicy...?
W marcu obiecałam sobie,że będę robić coniedzielne wypady rowerem i dodawać zdjęcia na blogu.
Dodałam tylko jedną relację .
Dziś złamałam obietnicę pedałowania w niedzielę,bo wczoraj sobie obiecałam,że dziś muszę wyspać się i odpocząć po kilku dniach ciężkiej pracy.
Po porannych zajęciach spałam prawie do południa,a potem czytałam.Danuta Gryka W "Pół świata z plecakiem i mężem" zakończyła swą książkę takim zdaniem: Obiecałam sobie.
Jako małolata obiecałam sobie,że będę dobra żoną,matką i synową(kolejność przypadkowa).
Że nauczę się tego czego nie umiem...
Że nie będę osobą,która sprawia,że życie z nią jest udręką...
....że będę robić wszystko co jest w mojej mocy,by Chłop patrzył na mnie wesołym wzrokiem zamiast .......(ehhh,nie o tym miało być...)
Wczoraj dzień spędziłam na pracach ogrodowych.
Obiecałam sobie jakiś czas temu,że zrobię miniplantację borówek i szparagów. Borówki zakupiłam i posadziłam rok temu.Jednak po roku nastąpiły zmiany planów i postanowiłam je przenieść w inne miejsce,gdzie będzie im lepiej.W miejsce,w którym nie będę uprawiać już żadnych warzyw,bo warzywa niezbyt się udają.
Tam posadziłam jakiś czas temu przekopane borówki.Jeden krzew kwitł nad podziw okazale.Do wczoraj....
Został przejechany i złamany przez traktor,którym Chłop wykonywał zabiegi spulchniające w pobliżu miniplantacji.Inne zostały przysypane ziemią.Moja złość była nie do opisania i słowa,które cisnęły się na usta były bardzo niereformowalne.Shamowałam się słuchając tłumaczeń,że nie zauważył i że i tak nie dam rady tego utrzymać jak należy,bo zielsko rośnie tam niesamowicie szybko.
-Ale ja chcę mieć własne borówki...-wyjęczałam
-Ale nie za wszelką cenę!Toż to ponad Twoje siły.
Skapitulowałam.Nie chcę,by obietnica była prawie obsesją i powodem do kłótni.Jutro obejrzę dokładnie uszkodzenia i ewentualnie opatrzę złamanie....
A szparagi....?
Mam miejsce upatrzone na nie.Kiedyś eksperymentowałyśmy z Młodą jedząc młode pędy asparagusa.
Mnie i Młodej smakowało i jednocześnie bawiło,że zostałyśmy krowami,bo przecie krowy jedzą kwiaty ;)
Spróbuję uprawy,bo obiecałam sobie,że będę mieć swoje szparagi, a nie chcę nadal być krową i nie chcę drażnić teściowej.Ma kobieta swoje lata i ma prawo do "niewiedzy".
Jutro poniedziałek,więc u mnie dzień bez internetu i bez komputera....choć różnie bywa z tą obietnicą daną samej sobie ;)
Obiecałam Chłopu,że nie będę długo klikać,więc wypada dotrzymać słowa ;)
Wystawię tylko do chłodzenia gar z bigosem.Obiecałam babci,że ugotuję specjalnie dla niej.I że ją odwiedzę!
A ileż to można sobie obiecywać????
Rob plany, nie obiecuj. Zawszec to mozna usprawiedliwic, ze z przyczyn obiektywnych plany spalily na panewce, a niespelnione obietnice brzmia mniej przyjaznie. Wszystko jest kwestia nazwy i podejscia. Ty obiecujesz, a zycie pisze swoje wlasne scenariusze, po co wiec sie stresowac? :)))
OdpowiedzUsuńCzasem nie warto za dużo obiecywać, bo i tak się nie uda. Ja już nic sobie nie obiecuję, bo potem tylko rozczarowanie i niesmak.
OdpowiedzUsuńKiedy byłam dzieckiem, mój Ojciec ciągle coś obiecywał...Były tych obietnic całe "tony"...Wierzyłam w nie, tak jak tylko dzieciak może wierzyć...W sumie...Nie dotrzymał ani jednej z nich...
OdpowiedzUsuńMoże dlatego nigdy nie złożyłam obietnicy, której nie mogła bym dotrzymać...
Tyle, że nie katuję się nimi w taki sposób jak Ty...