czwartek, 14 marca 2013

Jak mogłaś!...Będzie motoryzacyjnie ;)

Bez samochodu nie da się żyć.Przynajmniej u mnie gdzie najbliższa stacja PKP i PKS jest oddalona o 3 km.Zdawałoby się,że niedaleko,że można dojść na busa lub pociąg,ale co z tego jak nie ma żadnego autobusu by dojechać na godzinę 8 (na późniejsze lekcje też nie  ;/ ) do szkoły i do pracy(w systemie 3 zmianowym)
Linie nierentowne i tyle.Ponadto ludzie wolą autem ,bo wygodniej,jedziesz kiedy chcesz lub kiedy potrzebujesz itd...
Do tych co nie wyobrażają sobie życia bez samochodu zaliczam się ja.Już jako nastolatka marzyłam o jak najszybszym posiadaniu prawa jazdy i swego auta(auto miało być nieduże i najlepiej niemieckie o kolorze szary metalik ).Na prawo jazdy dała mi babcia i obiecała pomóc w zakupie fiata 126 p.Czas pokrzyżował  plany.Prawko otrzymałam w 1991 roku jako nieletnia.Skorzystałam z łatwiejszej formy zdania egzaminu(bo każdy wtedy zdawał ).Samochód miał mój "kawaler"/czyli obecny Chłop.Nie było to nic wystrzałowego tylko fiat 126 p z silnikiem o poj 600(czyli 594 cm3) i z licencji włoskiej.Auto było z rocznika 1975 i żartowaliśmy,że dobrze ,bo jesteśmy w podobnym wieku(ja i auto ).Auto wytrzymało moje pierwsze nieporadne próby w jeżdżeniu,gdy w deszcz wyjechałam odebrać teściową z PKS.Teściowa nie przyjechała,a ja nie mogąc jej wypatrzeć w tłumie(3 busy wtedy zajeżdżały na PKS przez 10 minut) pomyślałam,że poszła skrótami.Nie myśląc wiele pojechałam  w kierunku mniemanej trasy i jadąc wypatrywałam czy nie idzie wzdłuż torów.I te tory i moje rozglądanie się wraz niedoświadczeniem były przyczyną mojej przygody i strachu.Przejechałam przez 2 tory kolejowe(mam dreszcze jak to sobie przypominam).Szczęściem była to bocznica kolejowa.Wjechałam wpierw na 1 tor podskakując do góry na fotelu.Auto zgasło, a ja wyskoczyłam z niego jak z procy.Obejrzałam sytuację(zauważyłam,że dróżnik mi się przygląda) i postanowiłam cofnąć.Skutek był taki,że albo umiejętności do kitu,albo tor za wysoki.Postanowiłam jechać do przodu.3 sztuki szyn przeskoczyłam z sercem w gardle i głową tuż przy dachu malucha siedząc oczywiście za kierownicą i jej używając.Nie wiem co sobie pomyślał ów dróżnik,ale ja miałam stracha,że maluch się lada chwila rozpadnie.Zapomniałam o mającej przyjechać teściowej(nie przyjechała wtedy wcale ) i oglądałam się we wsteczne lusterko czy części nie odpadają i czy nie ma jakiegoś wycieku.Zajechałam do domu i wrzeszczałam do  Chłopa:
-Właź pod samochód i patrz czy wszystko jak trzeba bo po torach jechałam!!!!!!
Chłop wpierw musiał opanować śmiech( co mu się niestety nie udało zbytnio) i stwierdził:
-Jak dojechałaś z torów do domu to wszystko gra.
Ale samochód obejrzał.Uszczerbku nie było żadnego.Potem ciągle potrzebował mojej pomocy,gdy cokolwiek naprawiał.
-"Jak nie będziesz pomagała to nie będzie chciał cię wozić"-żartował.
No i zazwyczaj dotrzymywałam Chłopu towarzystwa podając mu wszelkie potrzebne przy naprawie klucze.Po maluchu z licencji mieliśmy ich jeszcze sztuk 2.Jeden do dziś stoi za stodołą i czeka na złomowanie(z czasów gdy można było wyrejestrować).Rocznik 1987.Powoził nas lat 5.Poszedł w rozsypkę po moim najeździe na wysoki krawężnik,bo zawieszenie po tym zdarzeniu było stanu miernego.Zapadła decyzja,że musimy kupić drugie auto.Nowe.Był to fiat 126p elx town z kat.I o ten samochód często się sprzeczamy :P.Pojechaliśmy po niego autobusem i oboje po pracy po nocnej zmianie. Było to 13.08.1999.Umówione było,że samochód ma być moją własnością(to miało być zabezpieczenie na wypadek rozwodu ;>).Chłop z tego się zaśmiewał,ale co tam! Miał być mój i już!
-Dobra,dobra-będziesz miała samochód...-udobruchiwał mnie.
I z powodu,że byłam właścicielem auta to nakazał mi jeździć na przeglądy techniczne.Jeździłam,bo w nowym aucie był dopiero po 3 latach a potem za kolejne 2.Jestem gadułą i na 2 przeglądzie zgadałam się z Panem diagnostą,że "małe toto i zimą wpieprza benzynę jak wielkie auto"
Pan zasugerował ,że niekoniecznie duże auto wpieprza benzynę.Postawiłam pytanie:-jakie duże,wygodne i ekonomiczne auto by Pan polecił?
-Passata combi z silnikiem 1,9 TDI  model auta B4(czyli lata prod 1993-97).Samochody mają zawieszenie jednowahaczowe stalowe co jest bardzo korzystne w porównaniu z nowszymi modelami (np B5) gdzie jest zawieszenie wielowahaczowe aluminiowe (chodzi o przód auta)
Wg opinii diagnosty najlepsze modele są z 1996.
Zajechałam do domu zaaferowana wiadomościami.Chłop się zgrywał,że jutro jedziemy po drugi samochód...;>.Było to w 2004 roku,a w 2007 kupiliśmy wspomnianego passata stając się posiadaczami malucha i passata.Oba zielone :)
Passat tak mi przypadł do gustu ,że czułam się w nim jakby po urodzeniu  od razu wsadzili mnie za jego kierownicę :)).Znajomi się dziwili:jak parkujesz takim dużym,jak zawracasz się itd.Śmiałam się w duszy z tych pytań bo dużym łatwiej niż małym ;)Ponadto wygodny,pakowny,mało zużywa ON.
Wracając do malucha ;). Nie wiem jak to się stało,ale od chwili kupna nowego malucha(czyli mego auta) na przeglądy i do mechaników jeździłam i jeżdżę ja.No...Chłop ogranicza się do drobnych napraw ;)
Maluch kupiony 13 miał swoje fanaberie i to nieraz przyprawiało Chłopa do szału.
-Nigdy więcej fiata!!!-wykrzykiwał wkurzony Chłop,gdy mu anonsowałam,że odpalił mi chyba za 15 razem.
-Nie ma iskry na świecy i dlatego nie odpala-mamrotał Chłop.-Ale potem nie wiadomo skąd kręci jak szalony.
Maluch miał swoje...Miał miejsca(były to stałe miejsca) gdzie jechał i nagle gasł.Po ponownym przekręceniu stacyjki odpalał jakby nigdy nic.Ponadto miałam wrażenie,że "kopie".
-Oddaj mu-śmiał się Chłop-jak to jest,że twój samochód się kopie?Chyba byłaś niedobra dla niego -dokuczał mi.
W końcu przestał się ze mnie zgrywać,bo w czasie jazdy auto zapaliło się.Tylko szybka i trzeźwa reakcja uchroniła od katastrofy i skończyło się na stopionej instalacji elektrycznej.Samochodem dało się jechać,ale działały awaryjne zamiast kierunkowskazów i nie dawało się zgasić silnika(wrzucaliśmy 4 bieg w tym celu).Kilku mechaników odmówiło naprawy instalacji.Ten co się podjął znalazł przyczynę naszego pecha(maluch kupowany był 13 ,a w pecha do dziś nie wierzę ).Kabelek  idący do światła cofania  ocierał o tylną oś.To powodowało zwarcie i samochód dostawał w/w fanaberii. I ile to osób się głowiło dlaczego palą się bezpieczniki od wycieraczek i światła cofania(podpięte to jest pod jeden bezpiecznik).Nie wspomnę tu o swej złości ,gdy musiałam jechać do stolicy województwa 110 km w deszcz i coraz zmieniać bezpiecznik,by wycieraczki działały(a w końcu przy otwartym oknie sama sobie przecierać gumą do ściągania wody-dobrze że to małe auto ;/ ).
Po wymianie instalacji maluch był już normalny.Normalny,ale ostro zużyty jak stwierdził mechanik.No cóż...Pomógł nam pobudować i wykończyć nowy dom.Woził  dzieci do szkoły,mleko do punktu skupu,mnie do pracy i na zakupy.W trakcie gdy Chłop pracował w ZUL(Zakład Usług Leśnych) dowoził ludzi do lasu,piły i inne leśne narzędzia.Często ponad swoje siły...
Jechało nim 15 metrów terakoty i 2 baby(czyli ja i teściowa).Ledwo pod wzgórek jechał,a teściowa chciała wysiąść :D
-Jak się zatrzymam to nie wiem jak ruszę- i piłowałam go na 2,a potem 1 biegu.
Woził cement,kleje,2 metrowy rury PCV,a nawet cielaka(szkoda nam było by marzł jadąc na przyczepie z traktorem ).
W 2010 roku  na przeglądzie zapadł werdykt:
-Badania techniczne podbijam ostatni raz.Chyba,że naprawicie(i tu była lista....),ale nie wiem czy się to wam opłaca.
Dyskutowaliśmy z Chłopem w domu.
-Trzeba rozglądać się za drugim samochodem.
Przejeździliśmy jeszcze sporo czasu,ale był problem bo bez badań technicznych to wiadomo.
W 2011 tak strasznie odczuliśmy brak sprawnego auta,że postanowiliśmy odwiedzić giełdę w Słomczynie.Choć z góry było wiadomo,że jedziemy tylko dla zorientowania się,bo kto dziś kupuje auto na giełdzie.Szukaliśmy fiata seicento lub volkswagena golfa 3. Dwa dni później pojechałam z Młodym do Warszawy obejrzeć golfa 3 w wersji Bon Jovi i ewentualnie kupić.Kupiliśmy,przyjechaliśmy.Młody oznajmił,że to będzie w przyszłości jego auto.
-Takie stare auto będziesz chciał?-żartowałam .
-Ale w dobrym stanie.I masz dbać o mego golfa,bo nie pozwolę Ci nim jeździć- też żartował Młody.
Samochód został oclony,zarejestrowany;przeszedł przegląd techniczny i wszelkie potrzebne zabiegi u mechanika typu wymiana oleju,filtrów i rozrządu.Na zimę dostał pokrowce,wycieraczki/chodniczki i  nowe opony zimowe.W serwisie wymiany opon wzbudził zainteresowanie oczekujących w kolejce panów.
-Gdzie go kobito wytrzasnęłaś?
-Ale w dobrym stanie jest!Wygląda jakby miał o połowę mniej lat niż ma.

Zostaliśmy więc posiadaczami 3 aut,ale szybko zapadła decyzja,że złomujemy malucha.Zachowała mi się tylko jedna fotka zrobiona tuż przed wyjazdem do Hajnówki na autozłom.Inne fotki zjadła awaria komputera a ta jest dzięki temu,że kiedyś wrzuciłam ją na forum.Maluchem powoził Chłop a ja jako pilot eskapady jechałam z przodu passatem.Gdy załatwiliśmy wszystkie formalności i wsiadaliśmy do auta Chłop zaczął marudzić:
-Biedny maluszek,pójdzie na żyletki...
-Nie marudź!Jedziemy do domu.
-Jak mogłaś mu to zrobić?Jak mogłaś!!!Toż to twój samochód -dalej jęczał Chłop.W ten sposób zresztą zgrywa się do dziś przy okazji wspominania  naszego fiacika. Oto pozostałe wspomnienie.


 Mimo wszystko żal mi było mego środka przemieszczania się,mego maluszka,mego "peżota "126 p(tak go żartobliwie nazywaliśmy,bo kiedyś podobał  mi się peugeot 106 ).Tyle wspomnień dobrych i złych...No i było to moje auto ;)
Po załatwieniu formalności  związanych z wyrejestrowaniem pocieszałam się tym,że przecież i tak mam auto,bo właścicielem golfa jestem ja.
Obecnie golfem jeździ świeżo upieczony młody kierowca.Śmiejemy się,że mamy więcej o jednego potencjalnego kandydata do zapełniania dziury budżetowej,a Młoda protestuje,bo jeździ (rzekomo!) zgodnie z przepisami i u nas nie radarów(na szczęście! )i ponadto jest zima przecież ;).
Młodszy Młody zazdrosny jest o prawo jazdy siostry i narzeka,że za późno urodzony  i że musi się godzić na to,że jest tylko pasażerem.Pociesza się jednak zdanym egzaminem teoretycznym na kat T i A1.Młoda po odebraniu prawa jazdy wykorzystuje każdą okazję,by siąść za kółkiem.Bardzo lubi jeździć i śmiejemy się,że ma to po kimś ;).Jeździła już nawet samodzielnie i najdziwniejsze nikt jakoś szczególnie tego nie przeżył(tzn nie umartwiał się).Chłop przekimał ten czas na kanapie przed Tv,a ja byłam na spacerze(klik).
Młoda wróciła cała,zdrowa i zadowolona.Opowiadała przejechane ok 45 km(nie sprawdzałam licznika ;P )
-A jeszcze latem nie wiedziałam,który to pedał gazu, a który hamulec-żartowała.
Kilkukrotnie jeszcze jeździła do psiapsióły,podwoziła brata do kolegi,była na zakupach.Udało się jej poprowadzić auto krajową 19 na trasie od naszego domu do Białegostoku(bagatela ok 120 km.).Chłop upierał się,by do samego centrum  nie jechała,bo "cośtam,cośtam...";a Młoda się droczyła,że w tym mieście zdawała egzaminy i lepiej sobie poradzi niż ojciec ;)
Było żartów co niemiara i Młoda nawet kilka razy wyprzedziła ;).Z  okazji rodzinnej podróży powstał nawet wierszyk napisany przez kolegę i przysłany smsem ;) ( w odpowiedzi na mój sms: "Trzymaj kciuki!Młoda powozi do B-stoku! ;) "

Chwyta Młoda kierownicę i wyjeżdża na ulicę.
Jedzie,pędzi jak Kubica,mija ludzi na ulicach.
Ojciec już spocony cały i w fotelu jakiś mały.
Szepce cicho i nieśmiało"aby tak dojechać cało;
Żeby gdzieś nie zrobić kuku na najbliższym drogi łuku"
Ale Młoda nie wymięka;koła piszczą,silnik stęka,
No i daje mu po garach,wyprzedzanym mówi NARA
No bo Młoda zuch dziewucha z miną od ucha do ucha.
Nie szarżuje lecz z umiarem,by nie mieć foty z fotoradarem,
Bo to fota nieprzydatna i na fejsa też nie zdatna.
Matka rumieniec ma na swych licach i cała spięta jak dziewica.
Nie bój się matka,miej błysk w swym oku,
A szczęśliwie i wesoło dojedziecie do Białegostoku.

...i powiem,że wierszyk w pełni oddaje powagę sytuacji ;)
Młody siedział jako pasażer obok kierowcy,ja za kierowcą,a Chłop obok mnie.Chłop ciągle instruował Młodą co w końcu zaczęło ją drażnić.Mimo tego zachowała zimną krew i za parkowała pod Media Markt mówiąć:"A gadałam,że poradzę sobie!".Dalej powoził Chłop.Zaaferowany zapakowanym autem(kupiliśmy karnisze i inne materiały wykończeniowe) zagapił się i źle skręcił.Zrobiliśmy rondo i wyjechaliśmy jak należy.W aucie było ciasno i Młody z Młodą jechali w bardzo dziwnej pozycji :D.Młody siedział z rozszerzonymi  nogami ,a twarzą do niego siedziała w kucki Młoda(potem klęczała ).Na nic były prośby,by  Młody pojechał komunikacją MPK(ma bilet miesięczny z racji pobierania nauk w Bstoku).Jednak postanowili oboje jechać i już ;D.Remontowane ulice przyczyniły się do tego,że musieliśmy trochę kluczyć po mieście,a Chłop denerwował się śmiejącymi się do łez Młodymi.Ja na przednim siedzeniu udawałam opanowanie trzymając bagaże na kolanach i pomiędzy nogami :D.Wreszcie Młody wysiadł przed swoim internatem i uśmiany pozbawił mnie plecaka i torby podróżnej.Wyjechaliśmy z parkingu i Chłop pojechał prosto "pod prąd".Szybko zauważył gafę tłumacząc,że mu się pomyliło z inną częścią tej ulicy(część jest jednokierunkowa, a część standardowa i na tej standardowej właśnie pruł pod prund ;) ).Młoda tylko mrugnęła do mnie,ale widziałam kątem oka jak powstrzymuje wybuch śmiechu.W końcu wypakowaliśmy drugie dziecko i mając więcej luzu pognaliśmy do domu.Chłop się odstresował w trasie,a ja siedziałam cicho i odpisywałam na smsy od Młodej i Młodego :P.Nie ma jak to zgrana rodzina ;)

 Lubię swoje auta i bez nich nie wyobrażam sobie egzystencji.Z niecierpliwością czekam na wiosnę,by zmyć z nich sól drogową i wyczyścić wnętrza.Mam nadzieję,że zarówno kierowcy i pasażerowie mi w tym pomogą.Czy trudnością jest wjechać/wyjechać do naszego garażu?Dla mnie nie!Dla Młodej tak ;)



Tył passata w śniegu,bo z powodu dużych kopców śniegu u koleżanki w bramie musiałam sobie zrobić miejsce spychając śnieg zderzakiem.Co poradzę,że to długie auto ;)Mimo wszystko jest moim i mego Chłopa faworytem.Ale zawsze z zaznaczeniem,że to był mój pomysł na markę i model auta .Młoda lubuje się w jeździe golfem,a Młody w tym co stoi pomiędzy samochodami czyli Hondą Cbr.Golfa też trochę lubię,bo na placu firmowym robi fajniejsze zrywy z półobrotem niż passat. Dobrze,że Chłop o tym nie wie,bo była by reprymenda;).  Mimo moich wyczynów za kierownicą mam stałego pasażera co jeździ ze mną do pracy.Czasem musi słuchać głośnej muzyki(mam w tym cel-zagłuszam monolog "plotkowy" ),a czasem musi przeżyć dreszcz poślizgu kontrolowanego albo podobnego ruszania z dużą ilością obrotów.Dziś wieczorem zapewne jak zwykle wyjadę z garażu(do pracy na trzecią zmianę),a Chłop będzie zamykał drzwi.Jak zwykle użyję klaksonu i pomacham mu na "do zobaczenia rano".
 Jak zwykle będzie wymachiwał rękoma i wołał :"szybko nie jedź" lub"ślisko jest" albo"uważaj łobuzico".Jak zwykle wyjadę na swoją wojewódzką drogę i zrobię próbę przyczepności.Jak zwykle pod firmą zaparkuję na grubość lakieru lub na krawężniku(z powodu małej ilości miejsc do parkowania).
Hmmm...chyba dziś passatem pojadę :)

4 komentarze:

  1. Zrobilam prawko w wieku 16 lat, kiedys tak bylo mozna i tak se pomykam od tego czasu. Pomykam, bo jakos do roboty musze dotrzec, ale nie lubie jezdzic i robie to tylko wtedy, kiedy naprawde musze. Wole byc wozona, wtedy sobie spokojnie spie, bo kocham spac i auto zawsze mnie wprowadza w letarg.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam dylemat ;) bo lubię i spać i jeździć autem ;) i jakoś muszę to godzić.Bywało,że wracając z nocnej zmiany śliniłam sama sobie powieki,by mi się oczy nie zamykały.Wozić to wolę sama siebie,bo jakoś bardziej ufam sobie niż innym. Nie wiem czy inni się boją ze mną jeździć ;)
    Nie zauważyłam u nikogo strachu mimo wszystko.Chyba,że bali się bać ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaska, czy Ty w koncu zaczniesz pisac?
    Masz na zachete limeryk o sobie:
    http://swiattodzungla.blogspot.de/p/panterowe.html

    OdpowiedzUsuń
  4. No... Bardzo mnie urzekła ta historia. Naprawdę fajna. Lubię babki, które mają pojęcie o motoryzacji i choć trochę się nią interesują. Lubię też, gdy o tym mówią/piszą, bo mają bardzo ciekawy punkt widzenia.

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !