niedziela, 10 marca 2013

Powiedz jak mnie kochasz!



Chodzę wokół tego tematu już około miesiąca i nie wiem od czego zacząć...
Temat na czasie,bo Walentynki już przeleciały i 8 marca też.Ileż to słów rzuconych na wiatr wyszeptano,wykrzyczano,napisano...? Ileż to gadżetów zakupiono i ileż z nich powędrowało już do śmietnika? Ileż bukietów kwiatów zakupiono i wysłano z dopiskiem I love you. Ile z tych bukietów zostanie zasuszonych na pamiątkę,a ile zwiędnie w niezmienianej w wazonie wodzie?
Nieraz się zastanawiam po co się ludzie obnoszą ze swoim kochaniem.Czy to musi być na pokaz czy tylko ja to tak odbieram?Mam od dawna takie głupie hobby(albo zboczenie ;> ),że obserwuję pary i wyobrażam sobie jaki jest ich związek.Czy jest im razem dobrze,czy są z sobą tylko z przyzwyczajenia i /lub dla dzieci.Czy w ich związku jest przyjaźń,partnerstwo,tolerancja dla drugiej osoby.Czy jest wzajemny szacunek? Czy potrafią się dogadać ze sobą?I to nie tylko w kwestii co dziś gotujemy,ale w każdej? Czy mimo sprzeczek i kłótni potrafią wspólnie rozwiązywać małe i duże problemy?
Strasznie trudne jest to bycie razem.Strasznie trudne to kochanie!
Co lub kogo  można kochać?
I tak sobie wymyśliłam biorąc pod uwagę obserwacje z życia ,własne doświadczenia i historie przeczytane w literaturze wszelkiego rodzaju:
-można kochać życie,
-można kochać świat i ludzi,
-można kochać mężczyznę lub kobietę,
-można kochać dzieci i/lub rodziców(chociaż do rodziców można żywić szacunek/ale to moje odczucia/,ale   są tacy co twierdzą,że kochają rodziców,
-można kochać dobrze zjeść i wypić,
-można kochać szybką jazdę samochodem i głośną muzykę(chociaż ja twierdzę,że to uwielbiam;ale są tacy co to kochają),
-można kochać pieniądze i inne dobra materialne,
-można kochać Boga,
Pewnie jest jeszcze jakieś "kochanie",które pominęłam,ale nie będę nad tym dedukować,bo nie na tym mam się skupić.

Przejrzałam definicje tego słowa.
Kochać wg słownika języka polskiego-darzyć kogoś uczuciem miłości albo bardzo lubić kogoś lub coś;żywić do płci odmiennej gorące uczucie połączone z pożądaniem.

Miłość wg w/w słownika-głębokie przywiązanie do kogoś lub czegoś;silne,namiętne uczucie
Wikipedia inaczej interpretuje słowo miłość
Definicja definicją,a życie życiem.
Konstanty Ildefons Gałczyński tak tłumaczy:
Rozmowa liryczna

Kiedyś sama próbowałam coś sklecić na konkurs radiowy.Siedziałam w domu na urlopie macierzyńskim i postanowiłam "określić" moją miłość.Nigdzie nie wysłałam swych wypocin,ale gdzieś tam w internecie są i zamieszczę je tu.

                                    Moja miłość.
Moja miłość jest wspaniała...
chociaż tak niedoskonała...
czasami nie wie co chce
wybucha złością bez przyczyny
krzywi się grymasi płacze
...mój aniołek jedyny...

A gdy śpi łagodny uśmiech ma na twarzy
jasne powieki opuszczone na oczy

Patrzeć na nią-to samo co marzyć...
Żyć z nią-to kochać i przez nią być kochaną
..tak jak dzieci naprawdę kochają.

-Matka?To o mnie napisałaś?-pyta moja Młoda.Nic nie odpowiedziałam.Zobaczyłam jej  wilgotniejące oczy.
-Nawet fajne!-odpowiedziała po chwili.

Może i fajne.Nie pamiętam jakie to myśli tłukły się po mojej głowie,gdy rano z Chłopem patrzaliśmy na śpiące dziecko.Ale fakt faktem,że już jako 20-latka miałam jakieś przemyślenia na temat kochania kogoś,tylko po prostu nie miałam czasu nad tym się zastanawiać.Jednak lata mijają,a ja obserwuję i wyciągam wnioski.Lubię obserwować-pisałam przecież.
   Patrzę na pożycie małżeńskie bliskiej mi znajomej,która urodzona na Sylwestra zażądała od męża dowodów miłości w postaci pięknej sukni i wspaniałego balu.Świeżo poślubiony małżonek kupił jej piękną suknię balową(lub wieczorową-nie znam się) i wspólnie wybrali się na bal sylwestrowy.Nie wiem na ile i komu ten bal był udany ,bowiem małżonek jest bardzo mało taneczny,ale za to bardzo kieliszkowy(oj lubi i to bardzo!).Pod przysięgą nie pił i pewnie z musu tańczył.Ale to nie o tym miało być ...
Suknia za jakiś czas była niepotrzebna,bo małżonce zmieniła się figura.I tak trafiła do mojej szafy,że niby moja Młoda zechce skorzystać jak dorośnie.Suknia wisiała i czekała na lepsze czasy.Po latach znalazłam osobę dla której  Chłop nie chciał kupić sukni i zafundować balu,a jak się domyślam jest lepszym mężem niż ten od drogich sukni.Małżonek od drogich sukni kupił jeszcze nie jedną.Ostatnio też byli na balu i uraczyli mnie obejrzeniem fotek.Małżonka jak zwykle dumna z sukni,ale w tajemnicy mi się zwierzyła,że musieli się szybko zwijać,bo małżonek nie nadawał się,by go oglądano w towarzystwie.Kilkanaście lat temu jak się pobierali stwierdzono,że "dobrze wybrała,bo bogaty,dobrze zarabia,ma nowy samochód,zaradnego ojca". I kocha swoją żonę,bo publicznie to deklarował.Teraz kocha ciągi alkoholowe (trwające w porywach ok 2 tygodni) i przesiadywanie w wiejskim sklepie.Ale suknię żonie zapewne kupi nową mimo,że wie o wyskokach żony "w bok ". Wspaniałe małżeństwo-mówią ludzie,gdy widzą ich na niedzielnej mszy.
  Inna para to dwoje bardzo młodych ludzi.Była to wielka miłość,niekończące się rozmowy w klatce schodowej,niekończące się rozmowy przez telefon.Młodzi nie mogli bez siebie żyć i wszędzie byli razem.Potem znalazła się ciąża.Potem ślub.Urodziło się dziecko.Dzieckiem cały czas zajmowali się rodzice,a młodzi byli zajęci sobą.W końcu wielka miłość przeistoczyła się w wielką nienawiść.Rozwód w trakcie,a dzieckiem zajmują się dziadkowie.
  Kolejna młoda sympatyczna para.Ją znam od dziecka.Mądra,wrażliwa dziewczyna,która potrafi samodzielnie myśleć.Chłopaka poznała w okresie szkoły średniej,potem się pobrali.Nieraz oglądałam ich zdjęcia na portalu Nasza Klasa(jak jeszcze miałam tam konto).W oczy biły ich radosne uśmiechy.Potem pojawiły się dzieci.Młoda małżonka i matka dwójki dzieci ukończyła studia.Mieszkają w dużym mieście z dala od rodziców.Tylko wnikliwy obserwator wie co się dzieje w wynajmowanym przez nich mieszkaniu.Byłam,widziałam i miałam chęć wziąść za bary faceta,który z papierosem i piwem siedział przy komputerze beztrosko grając w jakaś grę,gdy dwoje dzieci płakało;piekarnik pikał,bo właśnie upiekły się paszteciki i dzwonił telefon(bardzo pilny rzekomo).Ponadto ja akurat się objawiłam,by dostarczyć przesyłkę od rodziców ze wsi i zostałam zaproszona na kawę i paszteciki.Chciałam pomóc przy płaczących dzieciach,ale szybciej mi wręczono piwo.Wiadomo przez kogo.Wymigałam się pokazując kluczyki od auta.W drodze do domu przypomniało się mi ich wesele,gdy na oczepinach była zabawa pokazująca jak młody mąż kocha młodą żonę.Zabawa szydera jak dla mnie.Nie lubię wesel i oczepin.I stwierdzenia "jakie wesele takie życie".
   Moje wesele dla mnie było beznadziejne.Zaplanowane w atmosferze jadu i zgryźliwości ze strony mojej rodziny.Przeżyłam to w imię zdobycia świętego spokoju i odizolowania się od toksycznej rodziny.W trakcie ślubu była burza,a w trakcie dojazdu na miejsce imprezy stłuczka samochodowa z udziałem 6 aut w tym naszego 17-letniego malucha.Ludzie obrażeń nie odnieśli,a pokrzywdzonych pogodziła wezwana na wesele policja.Od razu po weselu wybyłam do mężowskiego domu z dwoma pokojami i kuchnią.Dwóch zakompleksionych durni się pobrało i chciało jakoś żyć.Priorytetem  była budowa nowego domu.Po 14 latach się wprowadziliśmy do nowego domu.Sukces!Przez te lata było mnóstwo kłótni,sprzeczek,niedomówień zazwyczaj z błahych powodów albo z powodu kompleksów z dzieciństwa.Nieraz miałam dość wszystkiego,nieraz deklarowałam gotowość do rozwodu. Byłam wstrząśnięta za bary z zapytaniem:"dziewczyno! jak z tobą żyć?!"
Nie umiałam odpowiedzieć na postawione wówczas pytanie,a o swoich wadach zdawałam sobie doskonale sprawę.
Chłopu swemu powinnam podziękować za otwarcie mi oczu na wiele spraw.Za troskę o nerwusa i raptusa.Za to,że na moją prośbę malował mi włosy na blond mimo,że woli ich naturalny kolor.Za to,że w trudnych chwilach przytulał mnie i gadał:"Czego ryczysz głupia? Dobrze będzie!"
Za to,że kazał mi ubierać spódnicę mini lub bluzkę z dekoltem,by wyeksponować moje kobiece atuty.
Za to,że martwił się o moje zdrowie kilkukrotnie bardziej niż rodzona matka.Za to,że wieszał za mnie pranie lub pielił zarośnięte warzywa.Za to,że smażył mi jajka na boczku.Za to,że nie robił mi awantury za zupę z marynowanych grzybów,która była nie jadalna.Za to,że nie zwracał uwagi na swojski bałagan w domu.
Za długie rozmowy w lesie na grzybobraniu i za rozmowy w nocy przed zaśnięciem i rano po przebudzeniu.Za wspólną radość z zakupionego auta czy wygodnych butów.
Za porannego buziaka z okazji dnia kobiet czy z okazji urodzin lub innego święta.
W ramach podzięki nie zwracam uwagi na jego wady.Trzeba się tego nauczyć,by żyć bez krępacji.By na żartobliwe:"Ty moja wariatko" nie wyskoczyć z tekstem:"Lepiej umyj po sobie zlew"
 I czy to jest kochanie...?

Na forum,którego jestem uczestnikiem dyskutowano na temat Walentynek i Kochania.Może ktoś ma chęć poczytać?
O walentynkach i o tym  co to jest kochanie

Dodam,że lata temu żartowaliśmy z Chłopem,że jak będziemy już starzy(jak to głupio brzmi-mimo wszystko) to będziemy siedzieć w piwnicy za piecem i pić wino.Kto wiedział ok 15 lat temu,że tak może się stać naprawdę...?O moim piecu(klik)Tu też o piecu było(klik)
Teraz mam piec,mam dobre swojskie wino i zdarza się nam wspólnie siedzieć za tym piecem(niekoniecznie pijąc wino ;D)
I mimo,że czasem mi źle samej ze sobą i mymi myślami to śmiem stwierdzić,że dobrze mi!!!
I takie stwierdzenie mi wystarcza.Nie trzeba mi bukietów kwiatów i innych kosztownych prezentów(w sumie nie bardzo nas na takie zbytki stać ;/ )
Czasami wilgotnieją mi oczy gdy  w odpowiedzi na ostre upomnienie  dostanę od Młodego sms treści:"I tak Cię kocham  XD ".Ponadto na tematy "kochania" i "miłowania" lubię gadać ze swymi Młodymi.Takie świeże myślenie się przydaje czasem ;).Młody twierdzi,że Walentynki powinny trwać cały rok.Co robił i gdzie był ze swoją dziewczyną nie chciał mi powiedzieć.Ponadto w ten dzień umówił się z Młodą(czyli siostrą) i jej koleżanką z internackiego pokoju na superową sałatkę łososiową w pobliskim barze.Jakiś czas temu zlecił mi wypatrzenie ładnego i przytulaśnego misia dla swojej dziewczyny na urodziny.Śmiać mi się chciało,bo Chłop mój kiedyś też sprawił mi taki prezent i skutecznie go przede mną ukrył w naszym małym wówczas mieszkaniu.Misia później skutecznie katowały nasze dzieci jeżdżąc na nim jak na koniu.Obecnie  miś wypatroszony z wypełnienia leży na strychu.Ponadto Młody ostatnio pouczał ojca (czyli Chłopa) o zbliżającym się Dniu Kobiet-słyszałam niechcący ;>.Trzeba jakoś uczcić te święto-gadał ojcu.My jednak uczciliśmy po swojemu.Kieliszek nalewki malinowej i wieczorne pogaduszki o tym jak to komputery w firmie zastrajkowały i była 3-godzinna laba.O tym,że firma z zachodnim kapitałem ,a hołduje nadal komunistycznemu  świętu dokładając kobietom do poborów całe 90 zł brutto.
Nie przeszkadza mi owe święto.Grzecznie dygam(biorąc w opuszki palców szwy swoich roboczych spodni ;D) w podziękowaniu za życzenia od kolegów z pracy.Cieszę się,gdy ukochany szwagier do mnie zadzwoni z życzeniami i przy okazji pogada.Cieszy mnie poranne "Wszystkiego dobrego z okazji babskiego święta" i soczysty buziak z tej okazji od Chłopa.Cieszy mnie że obecnie kobiety są postrzegane jako partnerzy(nie wiem czy to trafne słowo,ale nic innego mi nie przychodzi na myśl);a nie matki,kucharki i sprzątaczki.Jednym słowem służki do obsługi życia codziennego i do nocnych uciech  panów pragnących zaspokoić tylko i wyłącznie swe potrzeby erotyczne.Przy okazji kawał mi się przypomniał o zdenerwowanym mężu,który przychodzi do domu z pracy i szuka pretekstu do kłótni z żoną.Mówi do żony:
-Podaj mi obiad!!
Żona grzecznie podaje mu ciepły,pachnący obiad.
-Czemu nie ma gazety do poczytania?!
Żona szubko przynosi mężowi gazetę.A mąż szuka kolejnego pretekstu.
-Właź pod stół!
Żona potulnie wchodzi.
-Daj głos!!
Na takie hasło żona szczeka.
-A ty k****! Na swojego szczekasz?!!!
    Owszem kobieta jest tak skonstruowana,że ma rodzić dzieci,ale czy tylko ona ma o nie dbać?Jeśli chce pracować zawodowo to "babskie" obowiązki można podzielić. Urlop tacierzyński panowie tatusiowie powinni wykorzystać w celu w jakim on jest przeznaczony(a bywa różnie-wiem to z obserwacji).Trochę najadę na niektórych panów,ale trudno-taki mój  babski kaprys.
Strasznie mnie denerwują komentarze typu: "baba za kółkiem".Jakby posiadanie prawa jazdy było przywilejem tylko i wyłącznie męskim.Jak sobie baba radzi to niech jeździ autem i nic facetowi do tego ;>
Jakiś czas temu w mojej firmie była sensacja! Zauważyli to panowie oczywiście...Pod rampę załadunkową zajechał tir z tabliczką z żeńskiem imieniem za przednią szybą.Panowie będący akurat na przerwie obiadowej wyglądali z zaciekawieniem przez okno i głośno komentowali poczynania Krysi.Krysia perfekcyjnie cofnęła tirem.Panowie dopingowali skandując :kry-sia,kry-sia,kry-sia...i dorzucali trochę obraźliwe komentarze
Głupie zachowanie panów mnie zirytowało i zapytałam któregoś ze skandujących:-"Dobrze się czujesz dopingując przez okno?Krysia i tak Cb nie słyszy!Może wyjdź i z bliska wyraź swe obawy,że rozbije rampę!". Pan zbaraniał!
Po tej akcji  inny kolega opowiedział mi o Francuzce,która kiedyś przyjechała po towar.Sam fakt ile km pokonała  z Francji na Podlasie dużo znaczy. Jeżdżę do warsztatu samochodowego,który prowadzi małżeństwo.Oboje pracują przy wymianie opon,przy naprawie aut.Idzie im to bardzo sprytnie.W moim pobliskim miasteczku(ok 17 tysięcznym) autobusem MPK kieruje kobieta .Tu jest artykuł w lokalnej gazecie Kobieta kierowca(klik).Ponadto w mojej firmie kobiety jeżdżą wózkami widłowymi. Jeżdżą tak samo dobrze jak mężczyźni,a warunki są dość trudne do płynnego poruszania się wózkiem.Ponadto kobiety w mojej firmie obsługują dużą część maszyn i urządzeń.Jedne robią to chętnie,inne się buntują.Dla mnie osobiście się podoba praca za kółkiem i żałuję,że nie zrobiłam uprawnień na wózek.Ale kto wie...?Ponadto kiedyś marzyła mi się praca listonosza,który by samochodem rozwoził ludziom listy i pieniądze.Obecnie chyba kurier jest odpowiednikiem.Chłop się  sprzecza ze mną,że bym sobie nie poradziła,bo...(przyczyn tysiące ;P ).Jednak ja pracy nie zmieniam,a na te konto jeżdżę w sezonie letnim jako goniec po wszelkiego rodzaju części zamienne do różnych maszyn, po oleje itp.A odnośnie maszyn to przypomniało mi się,że Chłop będąc uczestnikiem kursu operatora kombajnu  zbożowego mówił,że była na kursie młoda kobieta.Była pilnym słuchaczem(w odróżnieniu od męskiego grona).Jej znajomi mówili,że mąż leje paliwo,czyści sita,sprawdza stan podzespołów ,a ona obkasza pola swoje i sąsiadów.Dla mnie to już wyższa szkoła jazdy,bo za kółkiem bez zespołu maszyn tnących,młócących,odsiewających to łatwizna.Mój Chłop z kolegą żartuje,że nauczy mnie(a kolega swoją żonę) obsługi kombajnu zbożowego.Gdy się zdarza,że obie spotkamy się na polnej drodze jadąc traktorami zawsze się zatrzymujemy i żartujemy.Ostatnio ona wracała ze zbożem ,a ja jechałam po zboże.Nawet  żartowałam,że bardzo jej twarzowo w traktorze bez kabiny,z ciemnymi włosami  na tle przyczepy pełnej zboża.Ona żartowała,że czapka z daszkiem do tyłu i okulary też mi pasują i że jesteśmy babki -robotnice.Szkoda,że nie miałam czym zrobić zdjęcia ;)
 I tak sobie myślę,że jeśli kobieta sobie radzi to czemu ma nie robić tego co jej się podoba?A zwłaszcza jak ma chęci i predyspozycje do tego? Te co chcą pachnieć i pięknie wyglądać niech to robią,bo też to robią dobrze i też to jest potrzebne ;)
   Ponadto chciałam jeszcze dodać,że feministką nie jestem,ale uważam,że każdy facet powinien mieć bóle miesiączkowe i wszelkie dolegliwości z tym związane.I nie wykręcać mi się tu,że panowie muszą się golić. Zazwyczaj następuje to 2 razy w tygodniu i to jest wielką tragedią dla panów.Denerwuje mnie ,bo nie lubię nieogolonych facetów(nie mylić z zarośniętymi  w sensie,że noszą brodę lub wąsy). Cóż !Chyba mam spaczone poczucie estetyki ;))

Tak więc panowie i panie!
Dbajcie o swoje relacje międzyludzkie,a wszystko się ułoży!

Łał!Się naprodukowałam trochę i by przyśpieszyć tok moich myśli podrzucę kilka kawałków muzycznych.
Sporo utworów znam z forum muzycznego,gdzie na Walentynki uczestnicy w ramach zabawy podrzucali swoje ulubione piosenki o miłości.Moim faworytem jest oczywiście Grabaż.Często zastanawiam się jakie on ma dylematy pisząc teksty do swoich piosenek.













                                         


I na koniec lekka nuta w  rytmie disco polo.Ten gościu też ma problem,którego nie umie rozwiązać ;)




Wy posłuchajcie ,a ja się oddalę (nie powiem gdzie  ;D)




P.S.Proszę o  bezcelowe nierozpowszechnianie  moich prywatnych przemyśleń,a przemyślne wyciąganie własnych  wniosków!!!!!

4 komentarze:

  1. Jakie to dziwne, ze przed slubem mlodzi szepcza sobie kilka razy dziennie gorace wyznania milosne, a z chwila zalozenia obraczek, zapominaja o tym.
    Chociaz moze lepiej zachowaniem i czynami wyrazac milosc, zamiast pustoslowiem? Dlaczego w tak wielu zwiazkach zanika czulosc, a ludzie przestaja ze soba rozmawiac? Skad jest tak wiele rozpadow malzenstw? Ich milosc byla rzekoma i pozorna, zabraklo jej w nielatwej codziennosci. Zrywy nastepuja w dzien koniet, walentynki, urodziny, imieniny, pozniej wraca szarosc, obojetnosc i frustracja, nierzadko zalewana alkoholem.
    Udane malzenstwo to takie, w ktorym oboje ida na kompromis, akceptuja swoje male wady i ktore z czasem przerodzi sie w przyjazn, a tematow do rozmowy nigdy nie braknie. To moja recepta na udany zwiazek. Moj trwa juz 32 rok.

    Przyjemnej niedzieli, Kruszynko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od potężnego kryzysu, kilka lat temu, w moim własnym związku zrozumiałam, że nie najważniejsze jest ja a my. Zresztą nie tylko ja. Od tamtej pory hołduje powiedzeniu, że prawdziwa miłość to głęboka przyjaźń z chwilami erotyzmu.
    Masz absolutną rację: szanujmy się na wzajem i dbajmy o relacje międzyludzkie :D



    PySy.
    Sukienka ma się świetnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. miłość i szacunek to podstawa związku...

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !