Cały dzień 1 listopada spędziłam w piwnicznej kuchni.I to nie z okazji w/w dnia i licznych gości,którzy przyjechali na groby bliskich.Tak po prostu wcześniej zaplanowałam sobie robotę.Ranek rozpoczęty kawą i szperaniem w necie i odkryciem nowej piosenki Ferben Lehre,która wpadła mi do ucha i do głowy.
Cały czas szpiegował mnie Chłop co raz zaglądając do piwnicznej kuchni i marudząc:
-a czego to ty słuchasz...
-a co to za dym(a było to kadzidełko!)
-a szkoda tych malin z nalewki(i wyżerał łyżką :D )
-kapusta kiszona będzie za słona...
-znów siedzisz przy komputerze(a co to!zrelaksować się nie można :D )
Końcem końców mnie pochwalił,ale o tym później ;)
Streszczę krótko co poczyniłam:
-zakisiłam ok 30 kg kapusty,
-zrobiłam surówkę z kapusty,czosnku i marchewki(do obiadu,a nadwyżka do pasteryzacji będzie)
-zrobiłam obiad w postaci duszonego koguta(tj kurczaka) i w międzyczasie ugotowałam ziemniaki obrane przez teściową :)
-wstępnie ugotowałam bigos(bo dobry bigos niby 3 dni się gotuje)
-sałatka z kapusty,papryki,marchwi i cebuli i czosnku też zrobiona i doprawiona(jutro pasteryzacja)
-nalewka z aronii doprawiona sokiem z czarnych porzeczek i liści wiśni(pyszna jest!);rozlana do butelek i czeka na etykiety
-inne nalewki poustawiane na piwnicznych półkach,by na razie cieszyć oko ;)
-pietruszka i pasternak obrane i starte na tartce i się suszą nad kaflowym piecem;natka selera też
-sałatka jarzynowa zrobiona i zdegustowana
W międzyczasie zrobiłam przemeblowanie z gruntownymi porządkami w piwnicznej kuchni i w dwóch zamrażarkach.Uffffff! W międzyczasie też pomogłam Chłopu w pracach gospodarskich.W międzyczasie latałam no necie.Wszędzie prawie o cmentarzach itp.Lubię cmentarze,ale nie lubię Święta Zmarłych.Bardzo ciekawie i prawdziwie opisała to na swoim blogu graszka. Mam niemalże identyczne odczucia co do tego święta.
Ale wracając do tematu ...;)
Zapewne tak dobrze szły mi prace,bo miałam nadzór.I to nie w oostaci Chłopa ,a Johna ;)
John to mój koci pupil i bardzo lubię jak plącze się mi pod nogami.Albo siedzi i obserwuje moje poczynania.
Kot zadowolony.Chłop też.Jeszcze bardziej się zadowolił kot jak dostał kilka ochłapów mięsa.Chłop też pokraśniał jak go poczęstowałam nalewką z aronii.Nawet mnie pochwalił(mimo,że wyznaje zasadę:-pochwal babę ,a 3 dni głodny będziesz! )
- Wydaje mi się,że jest lepiej jak było.[To uznaję za pochwałę]
A jest tak:
Idealnego porządku nie ma,ale to piwniczna kuchnia ;)
I tak żeby nikt nie marudził poczęstuję nalewką z aronii.
Karafki są wiekowe i ponadto mają pamiętne etykietki(może niezbyt estetyczne ;/ )
Specjalnie ich nie zmyłam,by mieć pamiątkę,że w 2006 roku wprowadziliśmy się do nowego domu.Domu w którym mam piwniczną kuchnię w której mogę spędzić przeszło 12 godzin.W tej piwnicznej kuchni można wiele.Pichcić,słuchać muzyki,czytać książkę na łóżku za piecem,pić wódkę lub inne trunki.Można też wybierając popiół z popielnika pomyśleć o nieobecnym już wirtualnym znajomym.Można pomyśleć o dobrych i sympatycznych ludziach i o tych toksycznych też.
A może lepiej posłuchać muzyki ...?
Szczujesz i to wcale nie nalewką...
OdpowiedzUsuńewe
Fajnie masz przemeblowane :)
OdpowiedzUsuńw życiu na raz tyle roboty nie zrobiłam
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie kaflowe piece :-)
OdpowiedzUsuń