- Weź mnie zanieś,bo mi się nie chce iść-powiedział Chłop
-Pewnie! Jeszcze czego! Zresztą opita jestem i mi samej ciężko jakoś...
Zaczęliśmy wspominać nasze wcześniejsze wygłupy u znajomych ,gdy Chłop nie chciał iść do samochodu,by jechać do domu i zażartował podobnie : "zanieś mnie"
Niewiele wtedy myśląc nastawiłam kark ,by wskoczył na barana co on skwapliwie uczynił.Śmiechu było co niemiara, a ja sama ledwie szłam (ze śmiechu) z Chłopem na plecach.
Śmieliśmy się z tego mego wyczynu,aż Dżon się spłoszył.Oboje zaczęliśmy go nawoływac "kici,kici" ale on dumnie pomaszerował swoimi kocimi ścieżkami.I tyleśmy go widzieli....aż do czasu gdy w piwnicznej kuchni nabieraliśmy ciepłą wodę dla cieląt i usłyszeliśmy skrobanie w blaszany parapet.
-No zobacz jak szybko mu się do nas zanudziło-rzekł Chłop.
-Wpuszczę go.
-Ale nie przez okno!
-Oj tam!Otworzę okno i wezmę go na ręce.Nic Ci nie powywraca,nie bój się o swoje dynie.Zobacz jak on prosi,by go wpuścić...
Kot został wpuszczony,ale niecierpliwie szukał swego miejsca pod biurkiem (tu foto)
Miejsca nie było,bo biurko emigrowało w cieplejsze miejsce.Jednak piwniczna kuchnia zyskała nowy mebel w postaci obrotowego krzesła do komputera.Krzesło mam wyczyścić i odstawić we właściwe miejsce czyli przed komputer.Tymczasem krzesło cierpliwie czeka na czyszczenie ,a ja w miedzyczasie gdy Chłop napuszcza ciepłą wodę kręcę się na nim jak na karuzeli.Chłop patrzy i mówi:-oj dzieciaku ,dzieciaku- i oczy mu się śmieją ;)
-Chcesz się pokręcić -pytam
-Nie ma czasu,bo trzeba Dereszka i Łaciatkę napoić.
-Jeszcze tylko raz -mówię prosząco i zakręcam się na krześle z okrzykiem "juhuuuuuuuu"
Po czym idziemy na podwórko.Tam trzeba wygłaskać cielęta i nowo zakupione krowy.Krowy sami nazwaliśmy(bo zazwyczaj robiły to dzieci,ale dzieci dorastają a zwierzęta muszą mieć imiona ;) ).Jedna Ciapata bardzo lubi głaskanie,druga Bohunka vel Czorna.Z tą Bohunką to się przekomarzamy,bo Chłop mówi,że to moja kuzynka.Imię jej pochodzi od buńczucznego Bohuna i nawet dziś udowodniłam Chłopu,że mam rację .Przeczytałam mu fragment powieści "Ogniem i Mieczem"
"... ty będziesz jak księżna Wiśniowiecka, zamków ci nazdobywam, pół Ukrainy ci daruję - bo choć ja Kozak, nie szlachcic, ale ataman buńczuczny, pode mną dziesięć tysięcy mołojców chodzi, więcej niż pod kniaziem Jaremą. Proś, czego chcesz, byleś nie chciała uciekać ode mnie - byleś została ze mną, hołubko, a pokochała!..."
-I co Bohun buńczuczny jest!? i pokazałam Chłopu język.
Teściowa określiła nasze przekomarzanie,że my 2 szkodne koty i najlepiej nas do worka wsadzić to się pogodzimy.
-Mamo! Toż my się nie kłócimy!-śmieje się Chłop.
-Wariaty i tyle-powiedziała udobruchana teściowa.
-Sama mówisz,że Ciapata jest jak pies bo normalnie się łasi ,a z nas się śmiejesz,że wariaty-powiedziałam z obrażoną miną do teściowej.
Wariatami byliśmy już sporo czasu temu,gdy kilka lat temu z koleżanką biegałyśmy na czworaka po dywanie ,a na naszych plecach jeździły moje dzieci.Ileż było radości i zabawy i dla nas i dla dzieci.Zepuła wszystko sąsiadka,która niespodzianie weszła i była zgorszona naszymi poczynaniami.
My jednak to systematycznie wspominamy oglądając stare papierowe zdjęcia.Ponadto od kilku lat systematycznie chodzimy jeździć na workach z sianem.Zbiera się wtedy spora grupa ,a Chłop żartuje,że wszystkie siano ze stodoły zniknie,by wszystkim worki ponapychać.Do zabawy dołączają koledzy Młodego i raz była moja kumpela z pracy z dziećmi i z mężem.Okrzyki radości rozlegały się po całej okolicy.Było bardzo wesoło .Wiem,że niejeden dorosły by do nas dołączył,gdyby nie stwierdzenie,że dorosłym nie wypada.
-Wypada,wypada-mówię krótko do tych powąpiewających.
Dziwnym trafem młodzież zjeżająca na workach nie twierdzi,że my dorośli robimy coś złego szalejąc na śniegu.To dorośli tak twierdzą.
-Chyba nie dorośli do tego by się dobrze bawić-mówię sama do siebie(ale to ich problem-myślę sama do siebie)
Bardzo podoba mi się myśl :
"Na to, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo nigdy nie jest za późno."
Anthony Robbins
W chwili gdy pisałam post Chłop narzekał i pokrzykiwał wysłuchując wiadomości w TV.Mówiono o współtwórcy,
kultowych już, polskich bajek "Reksio" i "Bolek i Lolek" i o tym jak 86-letni
animator żyje w fatalnych warunkach. Chłop ubolewał nad tym,bo Reksia bardzo lubi i Bolka i Lolka też.Ubolewał nad losem ludzkim jaki to niewdzięczny jest (ten los czy ludzie ...? ).Ubolewał nad chorym dzieckiem.Po obejrzeniu prognozy (śnieg nadają ;> ) zasnął jak dziecko na kanapie.Na kanapach tych jeszcze 3 lata temu(gdy młodzież obojga uczęszczała do gimnazjum) toczyły się zażarte walki ojciec kontra Młode.Młodzież chciała do spółki pokonać ojca.Kończyło sę krzykami teściowej,że durnie,że wariaty,że wszystko pościągane i bałagan robią.Byli straszeni przez babcię pasem i wszyscy ze śmiechem uciekali(Chłop też ;D).
...i to jest
wg mnie prawda.Jako dziecko zawsze chciałam bawić się kasztanami,ale
nikt nie chciał ze mną iść ich nazbierać.Bo to daleko było i właściciela
kasztanowca moja rodzina nie lubiła.Więc obecnie nie odmawiam sobie
radości ze zbierania i noszenia kasztanów.mam poduszki z kasztanów,mam kasztany w torebkach i we wszystkich możliwych kieszeniach jesiennych ubrań.
-Oj matka,matka-mówi Młody,gdy kucam by wziąść kilka kasztanów ,które spadły na asfalt jeden z głównych ulic naszego pobliskiego miasteczka-Jak mała dziewczynka się zachowujesz!
-Bachór normalnie-zgrywa się kumpela z pracy,gdy podczas przebierania się do pracy wyskoczy mi z kieszeni kasztan i potoczy się w jej kierunku.
-Oddaj mi mego kasztana i to już-przekomarzamy się
-Po co je nosisz-pyta druga
-By nie mieć reumatyzmu-żartuję ;)
Po prostu lubię kasztany.Tu mam małą galerię (Moje kasztany)
Wracając do nadchodzącej zimy;>
Zostałam obdarowana czapą na zimę,a dokładnie peruwianką.Wystąpiłam w niej w drodze do i z pracy.Oglądali się za mną i żartowali,a ja miałam ubaw z tego jak mnie ludzie określą w takiej czapce.Zazwyczaj oglądano i żartowano.Jedna starsza koleżanka powiedziała,że "dzieciaki w takich chodzą"
-Toż ja nie stara baba przecież-odpowiedziałam i pobiegłam w kierunku swego auta
W oczekiwaniu na koleżankę co ze mną jeździ włączyłam muzykę.Dość głośno ;D
p.s. czcionkę poprawię wkrótce,bo mi się coś namieszało ;>
Dziękuję,że mogłam zajrzeć do Ciebie:*
OdpowiedzUsuńewe
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńLove u :*
OdpowiedzUsuńPysy.
Się zdublowałam
Jeju, jak ja chcę do Ciebie...
OdpowiedzUsuńPaszcza mi się śmieje :)
I brawo! Jak czytam to nie mogę powstrzymać uśmiechu! Jak niewielu jest ludzi bez zadęcia i nadęcia, normalnych, fajnych- takich jak Wy. Chyba będę tu częstym gościem;)
OdpowiedzUsuńDziwne tematy drążysz w swoich wpisach. Dziwne pewnie dla wielu i dla wielu niewygodne. Albo po prostu tematy nie do poruszenia. Cały czas o tym myślę, ale nie umiem tak fajnie o tym napisać, jak Ty. Żeby Twoje wpisy zebrać "do kupy", wyszła by fajna książka. Nie dla wszystkich. Dla "innych". Jakoś tak wyszło, że dawno nie zaglądałam do Ciebie. Aj tam, w ogóle mało do kogo zaglądałam. To życie... Przy rozmowie naszej byłaś zwykłą, "swojską" babką. Tu widzę głębię i dojrzałość myślenia. Zaskoczyło to mnie. Ale bardzo miło zaskoczyło :) Odkryłaś mi się z zupełnie innej strony. Ale lubię taką wszechstronność ! :)
OdpowiedzUsuńJak "potrenuję" tu na blogu to kto wie ;)
UsuńTo życie...czasami zmusza mnie do takiego wnikliwego myślenia...
Fajnie nam się gadało :)))