niedziela, 9 listopada 2014

I weź tu nie wierz w sny!

      Wszystkie opisane wydarzenia działy się naprawdę 25 sierpnia w godzinach porannych w moim domu i w mojej obecności.Nic nie jest zmyślone.Mogą być zmienione drobne nieistotne szczegóły spowodowane lekką utratą pamięci autorki tego opowiadania czyli mnie ;)))
A że pamięci całkowicie nie straciłam post piszę ku przestrodze,ku pamięci wydarzenia i jednocześnie uczestniczę w zabawie u Pantery .Czyli zaczynamy ;))


-JA PIERDOLĘ!!!!-wrzasnęłam siadając na baczność w łóżku.
-Co ci się śniło ?-zapytał zaspany Chłop.
-Ja pierdolę-powiedziałam już bardziej flegmatycznie nasłuchując szybko bijącego serca,które biło jednocześnie pod lewym cycem i w obu uszach.Zbierałam myśli,by w skrócie opowiedzieć swój sen.
-Śniło mi się,że nasza młoda krowa Pyza ma węże w swoim wnętrzu-powiedziałam z nietęgą miną
-Głupia ty...-odrzekł zniesmaczony Chłop- I jak zwykle śnią  Ci się głupoty.
-Ale wiesz jak te węże były widoczne ?...jakby krowa była ze szkła...a najdziwniejsze jest to,że widziałam to wszystko przez otwór odbytnicy,który był tak duży,że te węże mogły swobodnie wypadać...jednak one siedziały w środku...i mimo ,że krowa była przeźroczysta ja zaglądałam od tyłu...
-Głupie jak zwykle...ale czy ty kiedyś miałaś mądre sny...?
Nie warto było już zasypiać na nowo.Zresztą kto by spał po takiej dawce adrenaliny...Uporczywie myślałam skąd taki głupi sen (naprawdę nie śni mi się nic mądrego!). I wymyśliłam.Rozmawiałam niedawno z Chłopem o naszej krowie, o problemach związanych ze sztuczną inseminacją i naturalnym zapłodnieniem.Kilka dni temu w pracy słyszałam opowiadanie koleżanki o wężu w jej ogródku.O tym jak mąż koleżanki chciał wypłoszyć grabiami węża z ogródka warzywnego;o tym jak koleżanka zaklinała się,że nie pójdzie zrywać ogórków(bo tam wylegiwał się wąż);o tym jak wszystkie okna i drzwi ma szczelnie pozamykane. Koledzy-żartownisie zgrywali się z niej,że ma zapewne węża w łóżku.Ta siedząc na krześle kuliła się ze strachu i rękoma osłaniała głowę jakby w oczekiwaniu na jakieś razy.
-Weź przestań!!!!-wydzierała się przy tym.
Mimo widocznego strachu opowiedziała nam,że wąż "wyniósł się" na murek ogrodzenia i do domu nie powinien wtargnąć.
Wymieniliśmy się opiniami,że to zapewne zaskroniec;że jest niegroźny;że jest pod ochroną gatunkową i że nie należy do przyjemności mieć takiego w swoim otoczeniu.


Szukaliśmy z Młodym w piwnicy ze słoikami opakowania po filtrze paliwa do naszego auta.Położyłam je na brzegowej półce ze słoikami by było na widoku.Zamiast opakowania znalazłam 2 markery.Zapewne opisywałam przetwory i w zwykłym pośpiechu lub roztargnieniu je zostawiłam.Mazaki schowałam do kieszeni spodni.Opakowania nie było.A było wcześniej!!!Znów czeka mnie żmudne szukanie numeru filtra w katalogu volkswagena podle roku,modelu i mocy auta...A było gotowe...Młody oddelegował się z Chłopem do prac "jakichśtam" a ja starałam się zaplanować sobie robotę przed robotą.Czy zajrzeć do ogródka i sprawdzić czy ogórki nie narosły? Czy wybrać się do lasu na relaksująco-pożyteczny spacer z psem i przynieść pięknych,jakby pluszowych podgrzybków do suszenia?Może w końcu coś normalnego ugotować? Wszystkie składniki na leczo zalegają w lodówce.A i ogórki na sałatkę na zimę trzeba skroić...
Wybrałam 2 ostatnie opcje.
-Cholera z tymi mazakami!!! Dokąd ja je będę nosić-zamomrotałam sama do siebie.Pomaszerowałam ochoczo do piwnicznej kuchni trzymając rękę w kieszeni,by nie zapomnieć i  niezwłocznie umieścić mazaki w przyborniku na oknie.Wpierw odpaliłam swój stary,buczący komputer.
-Zanim się rozbuja przygotuję sobie robotę.W sensie nastawię wodę na kawę,pomyję warzywa-pomyślałam.
-Kurde z tym mazakiem!!!-znów się zezłościłam sama na siebie.
Skierowałam się ku oknu,gdzie stał przybornik.Wyjęłam mazaki z kieszeni i już,już chciałam je włożyć,gdy nagle zobaczyłam i usłyszałam!!!!!
-SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS!!!!!!!!!!!!!!!






-A TYYYYYY!!!!!!!!-i zabrakło mi słów/słowa( i zapewne miało to być przekleństwo)
-Sssssssssssssssssssssssss.....
-Jakżeś  ty tu wlazł...i czego...jakbym nie miała zajęcia tylko (przekleństwo) się z tobą...
Pomyślałam o ironii wypowiedzianych przeze mnie słów i przypomniały mi się wszystkie głupie żarty z pracy i mój głupi sen.Wszystkie obrazy i myśli  przeleciały bardzo szybko i jakby w kalejdoskopie.Serce mi znów biło w kilku miejscach,trzęsły się ręce,dłonie były spocone,a sama miałam uczucie duszności.Intensywnie myślałam.Różnorodność pomysłów była tak wielka,że nie pamiętam wszystkich.Wiedziałam tylko jedno-muszę się pozbyć gada,bo do przyjemnych nie będzie należało,gdy wchodząc do piwnicy będę wpierw myśleć gdzie on zasyczy...W kotłowni? W pingpongowni(pomieszczenie ze stołem do ping-ponga)? W piwnicy  z przetworami?
W kuchni w której obecnie stoję i myślę bardzo intensywnie.Lewa cześć skroni zdrętwiała,a pod skronią pulsowało tak,że pomyślałam,że lada chwila wypryśnie mi mózg rozrywając czaszkę...
-Co ja mam z tobą zrobić uju jeden....
-Sssssssssssssssssssssssss
Najlepiej by wyszedł tędy,którędy wszedł czyli przez okno.Okno było uchylone,ale zmyślnie przywiązane do zaszczepek okiennych,tak by kot nie wkradł się do kuchni.Od razu skojarzyło mi się,że dzień wcześniej młody kot drapał ramy okienne i wrzeszczał jak opętany.Nigdy tak nie zachowywał się.Do głowy mi wtedy nie przyszło,że to może być ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem...Ponadto wcześniej wąż był widziany przez teściową w pobliskiej płożącej się tui. "Gdzieś" uciekł przed niechybną śmiercią,a tuja została wykarczowana...
   Wyszłam na zewnątrz pełna obaw czy syczący diabeł nie pomknie dalej.
Teściowa wraz z sąsiadką prowadziły plotkarską konwersację:
-A ty znajesz? Ty baczyła? a A ty czuła szto w sklepie howoryli(tłum.- a ty wiesz?a ty widziałaś? a ty słyszałaś co w sklepie mówili? )
-Tak! Wy sobie plotkujecie a w piwnicy na oknie siedzi wąż!-powiedziałam bardzo oznajmiająco.
-Szto takojeeeee? (tłum. co takiego? )
-No wąż siedzi na oknie-powiedziałam bardziej dobitnie.
-A skul ta bladzina wziała sie? (tłum.-a skąd ta bladź się wzięła? )
-Po prostu wlazła przez okno.
Obejrzałam piwniczne okno.




-Tak! To wczoraj wieczorem jak wróciłam z pracy kot tłukł się przy oknie.Jakże on mi chilli nie połamał...
Wróciłam do piwnicznej kuchni.Stanęłam przed oknem i z premedytacją zasyczaczałam.
-Sssssssssssssssssssssssss skur******! Czegoś tu przylazł?????
Kombinowałam jakby go wypłoszyć.
Nieźle się nagimnastykowałam,ale otworzyłam szerzej okno i uniosłam firanko-moskitierę do góry,by zaskroniec miał jak wypełznąć spowrotem.


Szturchałam go sztotką do mycia butelek,ale on tylko syczał i pokazywał mi język! W końcu w afekcie też mu pokazałam!!!!Komentarze sąsiadki i teściowej doprowadzały mnie do szału.
-A woźmii i wbij bladzinu( tłum.a weź i zabij bladź)
-Tak! Zabij! Na oknie i tuż nad komputerem!!!Zamiast bić językami proponuję pobić się z weżem.
-Bacz kuda taja bladzina wlezła.A woźmii i szto z niej zrobii-sejmowały babcie(widać odrobinę na foto)/tłum.patrz gdzie ta bladź wlazla.I weź coś z nią zrób)
Wiedziałam,że wąż będzie na mojej głowie.Tzn. na moim oknie,ale moja głowa by i okno było całe(komputer też) i węża nie było.I weź tu coś zrób....
I zazwyczaj jak to bywa w ekstremalnych sytuacjach olśniło mnie!!!!
Przesunęłam komputer,podstawiłam dużą miskę w kształcie kwadratu,dopasowałam do niej dużą deskę do krojenia.Mój skrzętny plan polegał na tym,by strącić węża do miski i szybko przykryć go deską i jeszcze szybciej wynieść w pobliskie krzaki.Z premedytacją zaczęłam go drażnić ponownie szczotką do butelek.
-Wynoś się uju jeden! I to już!!!!
-Ssssssssssssssssssssssssssss....
-Ja ci zaraz posyczę!!!!!!Wypierdalaj!
Szczotkę do butelek zamieniłam na szczotkę do zamiatania.I włosa więcej i pole manewru pewniejsze,bo trzonek dłuższy.
-No wyjobuj(tłum.wynoś się)!!!!!-popadłam już w furię.
-Wyjobuj,albo se buty z ciebie zrobię!!!!
Drażniłam go nadal szczotką do zamiatania i klęłam jak zrzeszenie szewców.
Wił się i widać było,że mu się nie podoba zabawa.


 Syczał coraz cześciej i coraz dłużej,a ja nie mogłam się doczekać aż pójdzie w lukę pomiędzy futryną okna a moskitiero-firanką lub spadnie do miski.


Wypezł prawie cały z przybornika i nadal syczał i miotał językiem.Wiedziałam,że to lada chwila nastąpi.Albo spadnie,albo spierdoli za okno.Babki coś tam gadały za oknem,ale to do mnie nie docierało.Ja miałam jeden cel-pozbyć się nieproszonego gościa.


Nagle MYK i go nie było!!!! Wkurwił się niemożliwie na mnie i popełzł przez okno.Nastąpiło to nagle.Ulamki sekundy normalnie!Pobiegłam co sił za nim(nie przez okno tylko standardowym wyjściem na zewnątrz),ale za wężem ani widu,ani słychu...


Nieśmiało zajrzałam zza węgło,gdzie przy drugim oknie stały papryki.
-Pewnie żeś polazł w pobliskie krzaki...A siedź tam dowoli uju jeden!!!!!-kiwałam niewidocznemu wężowi pięścią i męłłam w ustach przekleństwa.Nie panowałam nad sobą.Mimo,że nie mam jakiegoś obsesyjnego lęku przed wężami to trzęsłam się jak galareta.
-UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF! Dobrze że se poszedł w pisdu!
 W tej rozterce nie wiedziałam co z sobą zrobić.Wąż zabrał mi czas,a tu zaraz trzeba do pracy się zbierać.Leczo nie będę gotować-zadecydowałam sama przed sobą! Zimny prysznic trochę mnie ostudził, a potem przyjacielska rozmowa ze znajomym.A w pracy już żartowałam,że koleżanki zaraziły mnie wężami ;)
Akcja działa się w tym miejscu.Jak sobie wspomnę to się wzdrygam,choć do strachliwych nie należę raczej ;)



-PppSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS!!!!!!
Strząchnęło mną.....Dlaczego? Przecież to było i minęło ;)




p.s.
Mogłabym napisać wiele horrorów i o wiele straszniejszych.
Horror z życia wzięty były o mojej rodzinie.O imbecylach,nieudacznikach.Nie piszę,bo po prostu mam alergię na głupotę.
Inny horror były z agitacji przedwyborczych w naszej gminie.O tym,że w polityce są ważne "miękkie fotele i grube portfele" i że "ten się liczy kto ma władzę"
Nie piszę,bo brzydzę się polityką.
Nie wiem czy opisany horror kogoś wystraszył...Mnie tak ....

4 komentarze:

  1. Przeczytać, a przeżyć osobiście to jednak dwie różne rzeczy. Tez pewnie bałabym się gadziny i kombinowała, jak się jej pozbyć z domu jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co na to chłop? :D
    Rany, ja bym jednak się chyba nie zbliżyła, nawet do zaskrońca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brr wszystko się może zdarzyć ale zdjęcia wyszły!

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !