sobota, 18 marca 2017

Permanentne zmęczenie...

Zastanawiam się jaki odsetek ludzi żyje tak jak ja-jak w kołowrotku...
Zdaję sobie sprawę, że  wiele ludzi pracuje na dwa etaty. Ale czy oni są ciągle zmęczeni? Nie wiem... Nie umiem wypytywać i ciągnąć za język.
Dziś w pracy byłam na przerwie z koleżanką, która tak ja mieszka na wsi, ma dobytek i oboje z mężem pracują. Nie wiem konkretnie jaki ma dobytek, ale wiem, że na pewno cielęta i kury. Rozmawiała z kolegą i wymieniali się poglądami na temat porannego wstawania. Kolega wstaje o 4.20, by wyjść z psem, wypić kawę i trochę po 5 wyruszyć na piechotę do pracy (ma blisko). O podobnej godzinie wstaje koleżanka , a godzina wstawania zależna jest od tego czy mąż pracuje na 6, 7 lub 14. Jak oboje mają na 6 to wstają po 4, robią wspólnie obrządki, piją kawę, robią kanapki, myją się itd...i jadą do pracy.

-Jestem głodna jak pies-zagaiła koleżanka.
-Ja w sumie też,  ale nie mam czasu na jedzenie.


 W czasie racy czułam dokuczliwy głód. Mimo,że na śniadanie ok godziny 8 zjadłam bułkę i wypiłam kawę i ok 10 był firmowy posiłek regeneracyjny w postaci zupy i "wkładki" (czyli wędlina lub coś "wędlinopodobne"). Gdy po 12.30 zmienił mnie kolega "na chwilkę, bo może siku chcę" dopadł mnie głód. Bułkę ze śniadania zjadłam w mgnieniu oka zapijając herbatą (herbata zaparzona przez koleżankę i dolana zimną wodą, by szybciej wypić...). I dalej do roboty!



Budzik w telefonie budzi miłą dla ucha muzyką o 4.40. Zazwyczaj przed budzikiem przychodzi pies i staje na dwóch łapach przy łóżku i patrzy na mnie prosząco.
-Czokiiiiiiii....jeszcze poczekaj... chodź! Wskakuj na łóżko!
Pies posłusznie wskakuje na łóżko i zwija się w kłębek.
Po kilku minutach włącza się drzemka...
Na kawę nawet nie mam ochoty, kanapki nie zjem, bo nie chce mi się robić. W lusterku widzę pokudłane włosy, przekrwione oczy i usta w kształcie podkowy...
Szczotkuję włosy, przemywam twarz. Do oczu zapuszczam kropelki zapobiegające zespołowi suchego oka. Ubieram się szybko, bo pies z przechyloną głową stoi i merda ogonem. Czeka...
Wychodzę z psem i przy okazji otwieram garaż. Rozbiegany pies nie ma ochoty na powrót do domu, ale ja jestem nieugięta. Kanapki do pracy mus zrobić, trochę umalować oko i wyszczotkować zęby. Trzeba też wyjąć produkty z zamrażarki na obiad. Na odchodne głaskam psa, który umościł się koło Chłopa.

W pracy jazda bez trzymanki czyli na czas. Jazda z racji tego,że pracuję jako operator wózka. Przeciętnie ze wspólnikiem odwozimy z linii produkcyjnych ok 120-160 palet wyrobu gotowego.  Dziś sama odwiozłam powyżej 90. Po pracy zholowałam zepsute auto kolegi i przyciągnęłam jego przyczepkę samochodową na swoje podwórko. Gdy schylałam się, by odczepić zaczep przyczepki poczułam ból w szyi i boku i nie wiem gdzie jeszcze. Miałam wrażenie jakbym tę przyczepkę holowała ręcznie... Ale ból to skutek jazdy tyłem wózkiem widłowym z ładunkiem. Zaznaczę, że jazdy pod presją czasową . Aby zobrazować conieco sprzęt,którego jestem operatorem wyszukałam film na youtube:


W takim tempie (jak na powyższym filmie) podjeżdżam do palety z wyrobem gotowym i wstawiam to na foliarkę. Reszta jest na gazie do dechy! Przykład poniżej z tymże pokonuję dość długie trasy z ładunkiem. Ale tempo zbliżone ;).



Dobrze, że po powrocie do domu jest gotowy obiad i nie trzeba sterczeć przy kuchni!!!! Po obiedzie dobrze trochę odpocząć lub uciąć drzemkę. Drzemka niestety niemożliwa, bo piętro wyżej Młoda składa meble, przykręca listwy podłogowe i mówi, że mam psa i powinnam z nim biegać dla własnego zdrowia! Biegać...??? Gdy wszystkie części ciała odmawiają posłuszeństwa, bo jestem wyzuta sama z siebie...Aby nie słuchać wiercenia, stukania i nieadekwatnych do mega samopoczucia  żartów idę z psem na długi spacer do lasu, by po powrocie iść na spacer do obory, by pomóc Chłopu przy pracach wszelakich. Nagle okazuje się, że nie ma prądu. Wpadamy w panikę, bo kto  w ciemnościach zrobi obrządki???? W popłochu wyszukujemy wszystkie możliwe latarki. Po kilku minutach prąd pojawia się. Aby wieczór był dłuższy również dla Chłopa to pomagam mu nosić słomę, paszę dla krów; zrzucam siano z góry z sąsieka i roznoszę je krowom i cielętom. Zazwyczaj pomagam w tylko dojeniu. Prócz tego  karmię podwórkowe koty i psy. W domu jest jeszcze wieczorna robota. Mięso przyprawić trzeba, podkarmić rozczyn na chleb, rozwiesić 2 porcje prania.
Po tak aktywnych dniach padam ze zmęczenia i zasypiam w mgnieniu oka. Innym razem nie mogę spać ze zmęczenia...
A taki kołowrotek pracowy mam ciągle z mniejszym lub większym nasileniem lub z innymi rodzjami prac ( w zależności od dat w kalendarzu).

W szalonym zabieganym świecie brak czasu na odpoczynek. Ciągle trzeba coś zrobić, coś kupić, gdzieś pojechać. Zawsze jest  coś...
W parze idzie zmęczenie fizyczne z psychicznym. A może to drugie przeważa...?
Może niektóre sprawy trzeba mniej brać "do/na siebie"...?
Męczy  cywilizacja...?
...bo tablet zawiesza się, przerwa w dostawie prądu, a wraz z tym złość, bo rachunków nie da się opłacić (nie ma prądu-nie ma internetu, a rachunki jak zwykle na ostatnią chwilę...), nie zrobi się zaplanowanych czynności domowych z powodu przerw w dostawie prądu...

Zieeeeewwwwwwww.....


Znalezione w sieci.
 Często mówię (i to bardzo poważnie), że odpocznę jak pagibnę*.
I  jest to brutalna prawda w żartobliwej oprawie.


*pagibnę-gwara chachłacka-umrę.





4 komentarze:

  1. Cóż, znam ten stan, choć nie mam gospodarstwa. Ostatnio, gdy byłam chora, odespałam zaległości... i co z tego? Po tygodniu już ani śladu po odpoczynku.

    OdpowiedzUsuń
  2. podziwiam ludzi takich jak ty, nie mam gospodarstwa, nie mam zwierząt, a i tak mam problem z ogarnięciem życia, cholera jak to czytam to dochodzę do wniosku, ze chyba po prostu potrzebuję kopa w d**e ... choć u mnie to górę bierze zmęczenie psychiczne ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, permanentne zmęczenie i stres to jakaś paranoja naszych czasów!
    Praca na czas to kolejna paranoja, ciekawam czy w Niemczech, albo Hiszpanii tak zapier .... jak nienormalni. Chyba niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak niestety jest, że każdy ciągle w biegu, że na życie normalne czasu nie ma. Jaki szok przeżyliśmy jak mąż pojechał do pracy za granicę i tam odgórnie jest ile godzin ma pracować i nawet nadgodziny są limitowane. Nikt nie będzie odpowiadał za błędy zmęczonego pracownika. Do tego dwa wolne dni w tygodniu to norma...I jak tu nie uciekać z naszego kraju pomimo przywiązania i umiłowania? Ech, płakać się chce jak słyszę to, co i Ty napisałaś...

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !