Mnie osobiście drażni niedziela i prawie wszechogólne twierdzenie , że w niedzielę nie powinno się NIC (!!!) robić . No dobra... Niech ktoś mi rzeczowo wytłumaczy co znaczy NIC nie robić... a poza tym co z tymi co pracują w niedzielę ?
Ja zazwyczaj po otwarciu oczu układam w głowie co mam do zrobienia i co mogę zrobić później i planuję nie bacząc na to jaki jest dzień tygodnia . Poniedziałek to jest jeden z siedmiu dni tygodnia ustanowiony jako pierwszy i tyle .
Najbardziej nie lubię poniedziałków , gdy mam tydzień pracy na 3 zmianę ( czyli od godziny 22 wieczorem do 6 rano ) . A moje nielubienie objawia się najbardziej we wtorek ... gdy budzę się ok południa po odspaniu przepracowanego dnia i nocy . Nie wiem wtedy jak się nazywam , co powinnam zrobić i leżę próbując włączyć myślenie . Po przespaniu 7 godzin jestem zmęczona tak samo jak przed pójściem spać . Niby nic mi nie jest ,a nie czuję sił . Najlepiej byłoby , gdyby ktoś do kończyn doczepił sznureczki i nimi pociągał próbując wprawić mnie w ruch . Zwariować można !
Jednak zwlekam się w łóżka , bo potrzeba fizjologiczna jest silniejsza od stanu marionetki .
-Wypij kawę . Może postawi cię na nogi-radzi Chłop .
Ja od razu czuję spisek , bo domyślam się , że ma chęć ma łyk kawy ( lubi podpijać z mego kubka i robi to nałogowo !) .
Robię więc mocną kawę . Gorący napój powoduje , że robi mi się cieplej , bo od chwili przebudzenia trzęsie mnie jakby z zimna . Ale rozmemłanie nadal trzyma . Wczoraj za dużo na siebie wzięłam ,a i tak nie wykonałam tego co zaplanowałam . 24 godziny to stanowczo za mało na moje plany . Jednak poczucie satysfakcji odwalonej roboty jest , a zmęczenie to takie normalne następstwo .
Czas zostawić ten poniedziałek ,bo popadnę w paranoję jego przeżywania ;)
Przecież wtorek zaczął się kilka godzin temu , zaraz czeka mnie kolejna dniówka w pracy i potem moje wygodne łóżko . Mam nadzieję , że nie zmarznę w swej pracy do szpiku kości i , że uda mi się szybko wyspać i dojść do siebie po nocnej pracy ... bo mam już plany na jutro .
I tradycyjnie coś do posłuchania !
Oj, pamiętam jak robiłam na trzy zmiany.Rano trzeba było gnać do instytutu, i gnac na nocną zmianę.Ani w domu, ani w instytucie.
OdpowiedzUsuńPlany? Nie chcesz chyba powiedziec, ze bedziesz zakladki robic?
OdpowiedzUsuńJa na zmiany wprawdzie nie pracuje (zreszta nie dalabym rady w moim wieku), ale poniedzialek tez jest dla mnie bleee...
Dzisiaj już środa, co zdrowia doda :)
OdpowiedzUsuńNocki ciężkie są, sama nie pracowalam, ale mój mąż to i owszem. Co mu zdrowie dość mocno zrujnowało, bo przychodził po pracy i nie odsypiał, bo szkoda mu było dnia. Do tego wymarzł niejednokrotnie, dwie paczki fajek wypalił i na efekty nie trzeba było długo czekać - kilka lat raptem.