-Hehehe.Nie możesz sobie miejsca znaleźć,to siedzisz w kotłowni na kocu lub roboczym polarze,to gdzieś w czeluściach kombajnu(kombajn nakryty plandeką stwarza zaciszne miejsce dla kocich drzemek),to na posłaniu pod kaloryferem.Cwaniak jesteś-powiedziałam głaskając seniora kociej ferajny.
Otwierałam lodówkę,by sięgnąć po samorobny jogurt,który zażywam w ramach terapii antybiotykowej.Kot rozwrzeszczał się jakby ktoś ze skóry go obdzierał.
-Dostałeś już swoją dolę.Teraz możesz spać aż do znudzenia!
Zajrzałam do blachy z upieczonym dziś sernikiem.Ubyło!
Zajrzałam do miski w której "rośnie" rozczyn na chleb.
Zajrzałam do lustra.Zbyt krótko przycięte włosy są obecnie w sam raz.Blond grzywka kwalifikuje się do ponownego malowania.Zmarszczyłam brwi.Potem je uniosłam do góry jakbym była zdziwiona.Potem puściłam prawe oczko do odbicia w lustrze.Potem zrobiłam minę z serii głupio-śmiesznych.Czasami jest tak ,że oboje z Chłopem myjąc zęby przepychamy się pod lustrem(a niby przed umywalką) i robimy głupie miny do siebie.Czy raczej do odbicia w lustrze...? Czasami wygłupy przybiorą miarę i Chłop ustępuje kończąc mycie zębów w WC,gdzie jest mała umywalka lub pod prysznicem.Czasami ja dostaję nagłego wściku i idę precz z łazienki.Wtedy On mnie prosi:
-No nie wygłupiaj się...i idź umyj zęby...
Oboje mamy takie nieplanowane "naloty"
Często nasze dzieci (21 i 19 lat) śmieją się i żartują mówiąc:
-Jak dzieciaki się zachowujecie!
-A czy to czemuś lub komuś szkodzi?-pytam
-No nie-odpowiadają skruszeni.
Wiedzą jakie było nasze dzieciństwo,bo często o tym rozmawiamy.I wiedzą też jak można mieć spartaczony umysł poprzez błędy rodziców w wychowaniu dzieci.I wiedzą jak trudno wszystko poskładać,by nie zepsuć jak zepsuli Ci co nas wychowywali.
Dla mnie dzieciństwo było bardzo trudne.Ja jako bękart,moja wyrodna matka i ojczym alkoholik sprawiały,że nieraz bałam się spać,oddychać i w ogóle żyć.Przykładów przytaczać nie będę,bo są zbyt drastyczne.Gdyby nie moja babcia możliwe,że nie pisałabym tego co w tej chwili piszę (tu było o Babci).
Chłop też nie miał wesoło,bo priorytetem jego ojca było nicnierobienie.I to w pełnym sensie znaczenia tego słowa.Takich leni,złodziei domowych(kradnących z własnego domu i podwórka) i alkoholików nie znam. Chłop w wieku ok 13 lat "robił jak stary".Matka Chłopa pracowała w pobliskim zakładzie ,by zarobić na podatki,chleb dla rodziny i na papierosy dla męża...Dobra kobieta,ale też miała swe priorytety,z którymi niekoniecznie się zgodzę.M.in Chłop pozostał na roli,bo jak zostawić siedlisko i pole o które polało się tyle potu,znoju i łez.Polu i siedlisku,z którego babkę,a potem matkę Chłopa chcieli "wysiedlić" sąsiedzi,znajomi czy nawet rodzina...Wszystko dlatego,że te kobiety nie miały oparcia w normalnie(na tamte czasy) myślącym mężczyźnie...
Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić jak trudno jest żyć dwóm takim potargańcom...? Tzn. nie jest...BYŁO! Nie wiem co sprawiło,że nie zwariowaliśmy ze sobą.Może to jakaś wola życia...?
Życia innego jakie znaliśmy? Normalnego życia...?A może to ukryte gdzieś marzenia...O normalnej rodzinie.O rodzinie gdzie sobie wzajemnie się pomaga,podtrzymuje na duchu w razie niepowodzeń,rozmawia,śmieje się.Gdzie otwarcie rozmawia się o problemach...O rodzinie gdzie nikt z nikogo nie szydzi i nikt nikogo nie wykorzystuje fizycznie i psychicznie.Wiem,że Chłop mój o tym marzył mimo,że mówił mi ,że myślał "że będzie normalnie"(i chodzi tu o moją rodzinę).Nieraz o tym rozmawialiśmy i rozmawiamy.Oboje wiemy,że normalność jak każde pojęcie jest pojęciem względnym i że każdy ma swoją normalność. Naszą normalnością jest to,że nieraz ja mu ulegam, a On nieraz ulega dla mnie (jakkolwiek śmiesznie to brzmi).
"Dwa wariaty"-nieraz słyszę.Jest to mówione zarówno w kontekście pozytywnym jak i negatywnym.
Gdy ktoś przedstawia to negatywnie to uśmiecham się pobłażliwie.Nie zamierzam się tłumaczyć wszystkim dookoła ze swego życia.
Sporo rozmawiam z ludźmi.Nie wiem jak to się dzieje,ale często wysłuchuję zwierzeń.Często są to dość intymne zwierzenia i dość złożone problemy.Często problem rozbija się o dzieciństwo i sposób wychowania,a ja mam jakieś wyczulenie na te sprawy i szczególnie zwracam na to uwagę.Jedni rodzice wychowywali brutalnie,jedni trzymali pod kloszem.Inni pokazywali świat z dobrej i złej strony.
Gdzie jest tajemnica w wychowaniu dzieci? I czy jest...?
Gdzie jest tajemnica szczęśliwego dzieciństwa? I czy jest...?
Czy dziecko wyrwane spod pręgierza rodziców zdoła samodzielnie egzystować?
Czy będzie "wychowane na ludzi" i dla ludzi ...?
Zazdroszczę rodziców co wychowują dzieci na ludzi i dla ludzi.I nie ważne czy żyją skromnie czy opływają w dostatki.Ważne jest spojrzenie na świat jakie przekazują dzieciom.
Nie mam marzeń co do swoich dzieci.Jedynie marzy mi się,by pomagać spełniać im ich marzenia.
Młoda studiuje medycynę.Jako mała dziewczynka chciała być policjantką.Nie wiem co lepsze,a co gorsze.To jej wybór.W sumie to ją podziwiam za ten wybór mimo,że tego nie okazuję.Chociaż do samozachwytu nad swoją osobą jest jej daleko.(O Młodej)
Młody niedawno zakupił stare auto za pieniądze,które dostał od cioć i babć na 18 urodziny.
Odradzaliśmy mu zakup,bo to 3 stare auto jakie posiadamy.
Ale kupił.I cieszy się z tego faktu i ubolewa,że utrzymanie auta kosztuje.
Ale wie ,że wszystko ma swoje dobre i złe strony. O Młodym i tu też o Nim.
Mam jeszcze jedną głupią zazdrość w sobie.
Zazdroszczę sama sobie!
P.S.
Post powstał na podstawie przemyśleń po przeczytaniu Nie zawsze może być kawior i odpowiedzi na ten post Droga....
Chciałam skomentować,ale jakoś nie składało mi się.
Chciałam napisać u LAVIOLETTE,że słucham z Młodymi piosenek z youtuba,że Młoda bardzo lubi T.Love i To wychowanie. I,że nieraz chciałabym wiedzieć co myśli słuchając tej piosenki...Bardzo wsłuchuje się i ... " zawiesza się"...
Tak na marginesie to lubię Turbo i Dorosłe dzieci.
Oraz Perfect i Bla bla,bla
Słucham też nieraz Krystyny Prońko i jej Modlitwy.
Wiele przemyśleń tłucze się w mej głowie,gdy słucham muzyki.Tak wiele,że nie da się tego spisać.
Wiem jedno:szczęście to stan umysłu i jestem szczęśliwa,że to wiem.
Kolejne błędne stwierdzenie...?
Jak napisałas od razu polecialam do Ciebie z ciekawości i ... z tego wstrząsu, że to już druga osoba pod wpływem mego posta dzieli sie takimi powaznymi przemysleniami. Czytałam jednym tchem... Nie bede nic już mówić, ale jestem bardzo wzruszona... tym co piszesz... i babcią... i dziećmi....
OdpowiedzUsuńTeż... Dorosłe dzieci... I Modlitwa..... I inne...
"Wiem jedno:szczęście to stan umysłu i jestem szczęśliwa,że to wiem." - wszystko się zawarło w tym ostatnim zdaniu. Dziękuję...
Być inspiracją - to dla mnie zaszczyt :)
OdpowiedzUsuńOboje z Chlopem dokonaliscie czegos wielkiego z Waszym zyciem, bo nielatwo wydostac sie ze stereotypu. Wiekszosc tkwi w nim i przekazuje go swoim dzieciom, a one dalej swoim. Oboje macie ogromna sile przebicia i wole zmian na lepsze, nie poddaliscie sie marazmowi srodowisk. Wielki szacunek!
OdpowiedzUsuńPodziwiam nieustannie osoby takie, jak Ty, czy Twój Chłop, które zamiast topić swoje żale za utraconym dzieciństwem w nałogach, wyszliście z tego, tworząc Rodzinę. Wiadomo - nikt idealny nie jest, ale Wasze dzieci czują sie zapewne w domu bezpieczne i kochane. A Wy trwacie razem, ku zazdrości innych pewnie ;)
OdpowiedzUsuńCzytam i się uśmiecham..."Wariaty"...Miło wiedzieć, że nie jesteśmy jak "mamuty" na wymarciu...Tam gdzieś jest "Dziewczyna z hektarami" i Jej "Chłop"...Oporniki...
OdpowiedzUsuńW stadzie "Wariatom" raźniej...Pozdrawiamy ;o)
Teraz to ja się też nad tym zastanawiać zaczęłam ... oboje z mężem, mieliśmy nie wesołe dzieciństwo, a jednak stworzyliśmy chyba całkiem fajną trzy osobową rodzinkę i też na często wygłupy w głowie, na co nas syn kręci niepokojąco głową :-)
OdpowiedzUsuńPS: A jak kiedyś dostałyśmy z moją przyjaciółką ostrej głupawki to mój młody na spytał "czy wy kiedyś zmądrzejecie??" Na co my jednocześnie "NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE" może w życiu właśnie chodzi o to, żeby być bardziej dorosłym jako dziecko :-)