A ważne jest zdrowie! Najlepiej by było szlachetne!
Ważne też jest szczęście( np gdy jedziesz za szybko i mijasz patrol policyjny i z ironią myślisz : nie zdążyli mnie zatrzymać ;) )
Pieniądze też są ważne,ale nie w tak dużym stopniu jak w/w.
Ponoć szczęścia nie dają,ale bardzo ujowo bez nich żyć.
I najlepiej nie mieć ich bardzo,bardzo dużo,bo wtedy też się miesza w głowie...Noo...chyba,że nie traktujemy ich jak dar od świętojańskiego kwiatu paproci...
Bardzo ważni są przyjaciele.Ale tacy prawdziwi co nie wyszydzą jak popełnimy/popełniliśmy błąd/błędy;nie wyśmieją naszych wspomnień i wynurzeń,a chcą zrozumieć i pomóc.Tacy wiedzą kiedy zagadać,by poprawić humor(w sumie nie znając przyczyny jego braku),kiedy napisać sms,kiedy milczeć i być z boku i nawet o nic nie pytać...Takim przyjaciołom ,by się chciało rąbka nieba uchylić...
Ostatnio zrozumiałam,że w życiu jest bardzo ważne,że człowiekowi musi być dobrze z samym sobą.Może to zawiłe i trudne,a może proste jak drut zwinięty na kłębek;ale ja to dopiero zrozumiałam.Mimo,że przypadkiem jestem na tym padole i mimo tego,że kiedyś myślałam,że "po chuj mnie powołali na ten świat?"
Moje przemyślenia i wspomnienia potrafią mnie doprowadzić do łez.Ale czy całe życie trzeba narzekać i gnuśnieć?Życie to walka,a jest o co walczyć.O radosny telefon od dziecka,o głupie żarty o 5 nad ranem w pracy z koleżanką ,o 10 minut pod prysznicem z ulubioną muzyką lecącą z telefonu,o stwierdzenie Chłopa :"jutro zdążysz zrobić".
Życie to jak jazda rowerem bez trzymanki...
Jako 7 lub 8-letnie dziecko nauczyłam się jeździć rowerem.Był to rower z ramą i o wiele za duży dla mnie.Chciałam dorównać rówieśnikom i pojechać "bez trzymanki".Zaliczyłam upadek na bruk i żwir,a potem lanie za skrzywioną kierownicę w rowerze.Jazdy bez trzymanki nie próbowałam.... Do niedawna,bo w końcu się odważyłam po latach.Przyjemnie jechać słonecznym wieczorem asfaltem wijącym się wzdłuż rzeki Bug :)
Tak więc można się odważyć i przeanalizować swoje życie i zrozumieć ,że nie jesteś sobą,bo te stare mroczki ciągną się jak smród.Trzeba te mroczki ustawić w odpowiednim miejscu,przestawić klapki w mózgu i uświadomić sobie,że samo "machnięcie ręką " na ważne sprawy nie wystarczy.
Uświadomiłam sobie pewne sprawy i idę przed życie z szelmowskim uśmieszkiem.Nauczyłam się ,by po 22 nie zajadać stresów,uświadomiłam sobie,że nikt mi nie broni jedzenia i nikt mnie nie musztruje dla samej musztry.Nauczyłam się bardziej obiektywnie oceniać sytuacje życiowe i nie stresować się z byle powodu.Zrozumiałam,że najbliżsi mnie pouczają tylko i wyłącznie dla mego dobra,a nie by mnie upokorzyć.Nie wiem czemu w uszach mi ciągle brzmi wokal z piosenki Ferben Lehre:"Ja nie jestem Twoim wrogiem!nie!nie!zapamiętaj to sobie/wyobraź to sobie"
Chyba ostatnimi czasy za dużo słucham tej muzyki,ale nic nie poradzę,że lubię. i nic nie poradzę,że lata temu ktoś do mnie mówił jakby cytując pierwsze zdanie..Pamiętam,ale wtedy nie potrafiłam tego jeszcze zrozumieć.
Aaaaa....ważne jest w życiu też by być nieszkodliwym wariatem.Co to jest nieszkodliwe wariactwo?
Np.na znajomym aucie na tylnej zakurzonej szybie napisać pseudo kolegi/właściciela auta.Koleżance nakazać na klęczka wąchać konwalie na firmowym klombie z kwiatami .Wziąść cudzego męża pod rękę i biec z rozpędem,by wskoczyć do dmuchanego dziecinnego basenu z wodą.O 1 w nocy dopingować Chłopa w zawodach w skakaniu na skakance.Jechać rowerem z telefonem w cyckonoszu i słuchać muzyki(słuchawki się zepsuły ;D ).Czy to zachowanie wariata czy dzieciaka to nie wiem,ale wiem,że nieszkodliwe,a wnoszące ciut radości i uśmiechu w szare nasze życie. (Tu pisałam o tym> )
Czasami jak startuję sprzed garażu swoim autem ,a Chłop swymi
niebieskimi roześmianymi oczyma paczy i mówi:Pomału jedź wariatko ty
moja.
Ja podgłaśniam muzykę i ruszam z miejsca z gazem ostro wciśniętym,że rwie spod kół.
-"Będziesz tankować to zapłacisz za to!"- wykrzykuje rozbawiony
I to jest ważne-tolerancja!
Tolerancja przez duże T naszych większych i mniejszych dziwactw i wariactw.
W naszym życiu też trzeba być trochę(aby nie za dużo!) samolubem.Trzeba się tego trochę pouczyć,bo to nie jest zbyt łatwe ...by
wejść do łazienki,gdzie jest ufajdany zlew i odwrócić się od niego i
szeptać półgłosem:"nie widzę cię brudasie,nie widzę cię brudasie".
Potem szelmowsko puścić oko do odbicia w lustrze i powiedzieć:"dobrze że siebie widzę" ;)
Aaaaa
i wszem i wobec i każdemu z osobna ogłosić,że każdy ma rączki i wie
gdzie jest lodówka i piwnica w naszym domu(no i kuchenka do gotowana czy
innych czynności związanych z zaspakajaniem głodu).
I tak młodzież sama się pożywi po powrocie ze szkoły,bo matka ma rano kaprys spać do ok 11 ,a potem idzie do pracy na 14 .Przeżyją i kolejny raz udowodnią kto robi najlepszą jajecznicę.Ponadto odkurzą i powieszą pranie.Chcąc by tradycji było zadość(by był swojski bałagan) zostawią niepozywane naczynia i wesoło zawołają po 22:-"Mamuchna!posiedź z nami na kanapie!Krasnale pozmywają!;D "
Bądźmy zdrowi i szczęśliwi,żyjmy w zgodzie z samym z sobą,szanujmy przyjaciół i innych nam życzliwych ludzi i tolerujmy się wzajemnie,a będzie zajebiście!!! I sra ta ta ta,sra ta ta ta miejmy w sobie coś z wariata ;D
p.s.pomadka mi się złamała ;)
ale na lustrze dało się napisać ;D

Kocham Cię Moja Wariatko! :*
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię czytać Wariatko:)
OdpowiedzUsuńNic dodać, nic ująć. Po prostu cała Jaśka:))
OdpowiedzUsuń