Tak się zastanawiam...Czy ja jestem głupia czy mądra.Czy ani jedno ani drugie i jestem jak te zwierzątko w potrzasku.Nawet zastanawiam się czy nie jestem małpą co bije się o "śpsiutego" banana...?Fakt faktem oba pojęcia(mądrość i głupota) są pojęciami względnymi.Zastanawiam się często nad ludźmi...Coraz częściej myślę,że się im nie tylko w głowach,ale i w dupach poprzewracało!Co ich motywuje do takiego czy innego postępowania.Mądrość,głupota,brak rozrywki,ciekawość,kompleksy czy może wszystko po trochę ?Czy mądrzy ludzie z czasem głupieją a głupcy mądrzeją?Wysłuchałam i mądrych i głupich i głupio-mądrych i każdy ma po trochu racji...i ja sama zgłupiałam.I rozmowa na tematy ogólne sfinalizowana,że " jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze" i przy okazji temat "czy pieniądze dają szczęście" i zasłyszana przeze mnie odpowiedź że "tak że dają szczęście bo wszędzie można pojechać i można pójść do lekarza"...Myślę sobie-czy fakt posiadania dużej ilości pieniędzy(bo o taką chodziło w rozmowie) daje szczęście czy daje poczucie bezpieczeństwa? Czy ja jestem idiotka nie kumająca ,że świat zbudowany jest na pieniądzu(rzekomo i sexie )???Czy po prostu nie umiem się z tym pogodzić?Czy nie chcę się z tym pogodzić?
Jak sobie myślę o konkretnych osobach to mi się naprzemiennie chce i płakać i śmiać.Zaznaczam,że tyczy się to osób z reala, osób poznanych wirtualnie i osób które znam wirtualno-realnie.Wszystko zebrało się do kupy i drażni mnie,irytuje i deprymuje.Nawet mogę powiedzieć ,że !*^%$%%%...(tu powinnam zakląć ,ale nie będę...). Nie umiem sobie ułożyć we łbie tego,że ludzie lubią sobie komplikować życie i szukają dziury w całym.Współpracownicom cały czas powtarzam od lat,że powinniśmy być zgraną brygadą i sobie pomagać.Pomagać sobie w pracy pomagamy,ale z tym "zgraniem się" bywa różnie. Dziś mnie poniósł nerw w czasie tyrania(tak zwę swą pracę i nie ma tu wcale ironii) i powiedziałam co myślę krótko,dobitnie i wyraźnie.Koleżanki tylko stwierdziły,że hormony mi buzują,bo młoda już nie jestem.No cóż...Jeszcze nie ryczę,ale za kilka mieisęcy ryczący wiek zaliczę.A hormony mi nie buzują tylko mam dość słuchania wszelakich spowiedzi i skarg i rozkminiania "kto ma rację" i prawie żądania,by się obstawić po którejś stronie.Nigdy nie byłam stronnicza,a zawsze starałam się każdego zrozumieć i to jest szkopuł mego wściku.Żeby było śmiesznie na moim ulubionym forum wojna na kopie i to kolejna wojna z podawaniem cytatów co kto powiedział choć w sumie nic nie powiedział i rozkładaniu dyskusji na czynniki pierwsze lub pierwsiejsze.Słowo pisane mimo wszystko jest ciut inne niż mówione,bo brak zwykłego patrzenia w oczy,brak gestów,mimiki itp i bardzo szybko wychodzą niedomówienia/"niedopisania" a co się tym wiąże- boje o nic...Do słowa pisanego trzeba mieć mały dystans i dlatego wolę dyskusję w realu i raczej w pojedynkę, gdzie widzę mimikę i gesty.To też jest ważne.Niedomówienia/niedopisania/niezrozumienia robią swoje.Często w takim przypadku stawia się "ofiarę" pod ścinę i jedzie po niej na oklep.Widziałam to na innych forach,na których byłam uczestnikiem lub tylko zarejestrowanym obserwatorem lub "czytaczem" jak ktoś woli.Nie wypowiadałam się nigdy raczej w kontrowersyjnych wątkach,bo nie lubię udowadniać,że osioł ma garb od noszenia tobołków,a wielbłąd jest pustynnym jeleniem,a ja mam na drugie imię "nałogowy kłótliwy internauta i mędrzec". Że będę myśleć kto i co mi zarzuca lub cierpi do mnie wirtualnie.Że będę żyć problemami wirtualnymi mając problemy w realu.Zastanawia mnie fakt czy moje koleżanki z pracy nie piły tego samego szaleju co koleżanki z forum.Z koleżankami z pracy się dogadam i sobie wyjaśnimy co,jak i gdzie.Koleżanki z forum niech sobie nawarzone piwo piją beze mnie,bo nie mam ochoty patrzeć kto więcej może wypić i czuć się jak plebs co nie wie za kim ma się obstawić.Czy za żebrakiem czy za niewolnikiem...
Co ja poradzę,że problemy znanych mi osób chłonę jak gąbka i to wychodzi mi bokiem lub obecnie łokciem,który jest nieswój.Wychodzi mi też w ten sposób,że ze złości i stresu nażarłam się wczoraj wieczorową porą...Niewiele...Kawałek kiełbasy ułamanej z prętka (bez chleba oczywiście),1/2 opakowania serka waniliowego z prawdziwą wanilią(czyli 1/2 kg),całą czekoladę z bakaliami,2 batony w polewie czekoladowej i zapiłam to 3 szklankami wody.Wiem,że jest to beznadziejnie głupie,ale ja zajadam w ten sposób stresy i tłumaczę to sama przed sobą kompleksami z dzieciństwa.Walczę z tym i odniosłam sukces,bo schudłam sporo.Czy tak trudno zacząć zmieniać świat od swojej osoby,a nie żądać od innych by się zmieniali ,bo są "nie fer"...?
Można sobie nawet wyparzyć język i zacząć myśleć zanim się cokolwiek powie/napisze.
Życzę powodzenia!
p.s.jeśli ktoś z czytających poczuje się urażony to przepraszam z góry,ale ja opisałam swoje przemyślenia a chyba mogę,bo rzekomo w wolnym kraju żyjemy(co też jest pojęciem względnym).
p.s2.
dziś batonów nie było ;> i innych słodkości na nerwy też nie;>
Zwyciężyłam sama przed sobą,bo jadłam żarłam !!!!HURA!
p.s 3.
chyba znów sobie zrobię dzień bez neta ;>
i podejrzewam ,że będę go robić coraz częściej...
bo jaka tu rozrywka..? chyba tylko muzyka...
posłucham se rzekomo wiejskiego,komediowego hip-hopu i zrobię hip-hop do łóżka ;>
Ludzie sie porobili jakies takie przewrazliwione, drazliwe, wystarczy slowo i awantura gotowa. Nawet slowo niewinne i w dobrej wierze wypowiedziane. Ale co sie dziwic, wszyscy chodza zestresowani. Zamiast jednak oszczeszic sobie dodatkowych stresogennych sytuacji i zalagodzic rodzacy sie spor, wala na oslep i po calosci, zeby upuscic zlosc gryzaca ich od srodka. W efekcie czuja sie jeszcze gorzej. A usmiech i obrocenie sprawy w zart mogloby zdzialac cuda.
OdpowiedzUsuńHmmm, ja tez zazeram nerwy.
Buzka!
Człowiekowi ręce opadają na to wszystko i już nie wiadomo, co robić, co myśleć .... Poruszyłaś ważną kwestię zgrania w pracy. Niestety tego u nas brak. Totalnie brak. Każdy sobie, a pracodawcy wykorzystują to z całą perfidią i zaangażowaniem. A ludzie gną karki coraz nizej, niżej i nie rozumieją, że można się podnieść i inaczej to wszystko załatwiać.
OdpowiedzUsuńI zgadza się ,słowo pisane może być inaczej odebrane aniżeli mówione, stąd potem burze w internecie.
Dzień bez netu jak najbardziej :)
Spokojności życzę i Tobie, i sobie, i wszystkim .
Bo zwykła, ludzka wrażliwość, zrozumienie drugiego człowieka, to jakby ostatnio towar deficytowy :(
OdpowiedzUsuńZgadzam się z tobą - chcesz coś zmienić to zmień siebie, swoje nastawienie do sprawy, naucz się dystansować najpierw do siebie a potem do innych, bądź szczerą dla siebie, dla innych bądź grzeczną :D - hardziej się go opłaca... Wg mnie głupi nigdy nie zmądrzeje ale mądry może też się czasem wygłupić :). Pieniądz nie daje szczęścia ale ułatwia znacznie życie itd. itp. I pozdrowienia :).
OdpowiedzUsuń"hardziej się go opłaca" - może i hardziej ...ale miało byc: bardziej się to opłaca. Przepraszam za skorzystanie z programu- 'podpowiadacza'
UsuńRównież zwrot (w osobie drugiej np. chcesz...) nie jest zwrotem do Ciebie ale niby tak 'bezosobowo' choć 'osobowo' - no wlaśnie łatwiej to powiedzieć niż napisać (wyrazić tekstem) - tu też się zgadzam, że trudniej się pisze niż mówi :).
Mam podobne przemyślenia i odczucia tylko nie potrafię ich ubierać w słowa.
OdpowiedzUsuńDzia :*
Mi się chyba za dużo myśli,bo boli mnie głowa i nie mogę spać w noc ,bo mam niewietrzony koc ;))
OdpowiedzUsuńDziś też byłam świadkiem sytuacji,że drobne słowo wystarczyło,by kobiety skakały sobie do zębów.
Ludzie! Więcej dystansu do życia i ciut luzu!!!
To pisałam ja ;)
Usuń