wtorek, 3 maja 2016

Prześladuje mnie durna baba ! Czy durna baba to też ja ...!?


Jakiś czas temu w czasie przerwy śniadaniowej w pracy roześmiałyśmy się z koleżanką z niezbyt wyszukanego dowcipu na temat sexu . Chichotałyśmy w duecie z czego koleżanka płakała ze śmiechu  ( ale ten typ tak ma ;) ) . Sporo młodszy kolega ,który przy tym samym stoliku parzył sobie kawę rzekł  z przekąsem:
-Durne baby ! Wam tylko jedno w głowie !
-No wiesz co !!! ... To już śmiać się nie można ? -odparła nieco zdumiona , a bardziej oburzona koleżanka .
-A może twoją czaszkę otworzymy (w amoku zapomniałam ,że fachowo to zwie się trepanacja ) i zobaczymy czy tam jest sieczka czy wiatr halny ? A może i sieczkę wywiało ?

 Kilka osób zaczęło śmiać się w głos , a kolega odmaszerował zniesmaczony tekstem durnej baby .

No ja sobie wypraszam , by moją niewinną wesołość zakłócał jakiś niezadowolony z życia (lub z siebie ) młodzieniec ! Jak nie podoba się to odmaszerować !


Często słyszy się  takie określenie . Durna baba .
Durna baba , bo zamiast siedzieć w domu i pilnować ogniska domowego szwenda się z psem po okolicy .
Durna baba , bo ma 50 lat , a ubiera się jak nastolatka .
Durna baba , bo  powoli jedzie autem .
Durna baba co koty wozi do weterynarza .
Durna baba , bo wyręcza chłopa z załatwiania męskich spraw .
To ostatnie  dotyczy jak najbardziej mnie . Często ludzie mówią mi wprost , że jestem durna , bo kupuję oleje ,smary , łożyska ( kryte i niekryte , kulkowe , stożkowe )a powinien robić to sam zainteresowany czyli mój Chłop !  Ale ja podobnie jak chłop ( mój czy nie mój ) wypytam w sklepie hydraulicznym  o dostępne bojlery i poszukam informacji czy lepszy jest bojler dwupłaszczowy czy  z podwójną wężownicą ...?

Niestety i tą durnotą się nie przejmuję . Skoro umiem kupić to co Chłop akurat potrzebuje i nie stawiam oporu ( bo i tak jadę do miasta ) to nie ma problemu . Chłop zajmie się w tym czasie czymś innym ( a może leży w cieniu pod gruszą - licho go wie ;) ) , a ja np. przed pójściem do pracy kupuję co potrzeba . I Chłop nie traci czasu i nie zużywa niepotrzebnie paliwa . Ot to!

Ostatnio przyłapałam się na tym , że nazywałam siebie durną babą !
I jeszcze ,żeby tego było mało trzasnęłam sama siebie w czoło ! Z plaskiem !!!
A było to tak...

Niedawno kupiłam sobie nowy komputer . Dość szybki i mega rozumny laptop .
No i z racji ,że bardzo mi się podoba i super ze mną współpracuje postanowiłam przerzucić na niego wszystkie swoje pliki  i foldery z pendrivów i komputera beneficjenta ( tu o nim pisałam-klik) .
Gdy pilnowałam garów gotujących się na piecu kaflowym postanowiłam w tzw. międzyczasie to zrobić . Przyniosłam laptopa i pomiędzy podkładaniem do pieca , przesuwaniem fajerek ( bo za mocno kipi ) zrzucałam foldery na pulpit laptopa . Zrzuciłam , usunęłam wszystko z nośników pamięci i je sformatowałam . Podlałam kwiaty  oraz doniczkowe oregano i szczypior  .
Zrobiłam sobie kubek zielonej herbaty i zadowolona z siebie usiadłam przed laptopem z myślą ,że trochę większy ład zaprowadzę w folderach zdjęciowych . Można sobie wyobrazić mnie ,gdy zobaczyłam, że zamiast folderów ze zdjęciami mam utworzone foldery z nadpisanym SKRÓT w których NIE MA ZDJĘĆ !!!!!!

Nie wiem czy serce mi stanęło czy zaczęło łomotać .
Ale plasnęłam sobie z płaskiej dłoni w czółko z okrzykiem : TY DURNA BABO !!!
Objęłam głowę rękoma i chciałam płakać z żalu do samej siebie .
-Ja pierdolę ...ja pierdolę !!! Zamiast kopiuj wklej to przeciągnęłam .Ale durna jestem...
-Nawet  ku**a  i nie popłaczę , bo łzy na klawiaturę polecą , a szkoda sprzętu ...

...i na myśl mi przyszło , że mam syna o wyuczonym zawodzie technik informatyk . Zadzwoniłam . I uspokoiłam się , bo zdjęcia są do odzyskania ...tylko być może będzie w nich większy bałagan niż był , a dokumenty tekstowe niekoniecznie mogą być odzyskane .
Już kilka godzin spędziłam na porządkowaniu sektorów i jeszcze nie koniec .


17 000 plików  jako tako jest ogarniętych  i wstępnie opisanych .Nie wiem ile jeszcze mi zostało , bo boję się zaglądać  , ale coś ok 24 GB ." Lost files" będzie mi się śnić po nocach chyba . No , ale jak tak to zostawić , gdy niektóre z utraconych zdjęć mają ok 8 lat ...?
Nasze pieski , których już nie ma z nami , zdjęcia z gór i innych wycieczek , wygłupy w kuchni(klik) , jedzenie , gotowanie  , pieczenie ... No jak ...? !

 Siedząc dziś rano przy kuchennym stole sortowałam zdjęcia i piłam kawę . Z laptopa z youtuba "sączyła się " spokojna muzyka . Chłop z zaciekawieniem przyszedł podejrzeć co ja robię .
-Szukam spokojnej muzyki , by słuchając porządkować te cholerne foldery .
-To włącz coś fajnego  to posłucham z tobą .
(Magda Maciejec- Zrozumieć ciszę -klik)




I tak słuchając muzyki i rozmawiając o wszystkim i o niczym przejrzałam kilka folderów . W międzyczasie rozmawialiśmy o Katarzynie II , o jej kochankach i jednym z nich Potiomkinie . Oraz o książkach Simona Sebag Montefiore i o potężnym kraju jakim jest Rosja .
-Muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora np . "Stalin. Dwór czerwonego cara." -powiedziałam Chłopu .

-A opowiesz mi ? -dopytywał Chłop .
-Opowiem , ale pod jednym warunkiem ! Że nie będziesz patrzył na mnie jak na durną babę co to tylko książki czyta !
-A kto ci  powiedział , że jesteś durna baba ???!!! Bo ja sobie nie przypominam żebym coś takiego mówił ,a sklerozy raczej nie mam jeszcze .
-A co to nie ma takich ,że mówią w ten sposób ?
-A niech sobie mówią . Zresztą sama mówisz ,że nie trzeba się przejmować tym co inni gadają .
-Ale wiesz jak takie gadanie wkurza  ! Robię zdjęcia , a tu ktoś znajomy pojawia się skądś znienacka i zagaduje :
-A co ty durna jakaś ,że tak fotografujesz ?  Toż nie ma na co patrzeć ! ...
 Cycki mi opadają wtedy do samego pępka jak to u durnej baby ...



A ja sobie dziś pofociłam ! O !
Z gminy do gminy i trochę wspomnień z dzieciństwa (klik)


P.S.
W sumie to samego określenia baba zamiast kobieta ,dziewczyna nie lubię !
P.S.2
Kiedyś już pisałam o babach ,ale w ciut innym kontekście ;)
Baby są od sprzątania! -klik



piątek, 22 kwietnia 2016

No kurde !

Dawno tak nie było , by przez krótki czas  wydarzyło się tyle dobrego.
OTÓŻ:
Po kilkudniowej nieobecności wrócił do domu kot Dżon .  (Tu o nim było -klik)
Jedna z naszych krasul "powiła" dużego , zdrowego cielaczka .
Młoda zadzwoniła , że ma w miarę wolny tydzień na uczelni  i jedzie do domu .
Młody wyręczył mnie z trudnego zadania jakim byłoby odwiedzenie mego rodzinnego domu .
Gotuję obiad i w międzyczasie sączę mocną kawę . Asystuje mi kot siedzący przy kuchence (muszę uważać , by go nie rozdeptać ! )  . Standard w sumie , ale cieszy ;)




Ponadto rano rozśmieszył mnie Chłop . Wymyślił sposób ,  by ciągle mieć pieniądze .
- Musisz włożyć portfel głęboko do kieszeni spodni , związać ręce z tyłu i tak ciągle chodzić . Nie będziesz wtedy sięgać do portfela i będziesz mieć pieniądze .
-A potrzeby ? No wiesz o czym mówię ...
-Przecież ręce masz z tyłu to kciukiem ściągniesz spodnie .
-Hmmm...a jak je włożyć spowrotem ...?
- A to trzeba ?
;))
 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Poniedziałek jaki cały tydzień taki i o tym jakich poniedziałków nie lubię .

Poniedziałek nie jest lubiany z tego co wiem ;) . W pracy nieraz słyszę , że "poniedziałek to dzień majsterski ". No tak... dwa dni błogiego lenistwa odwracają uwagę od tego ,że trzeba popracować . I poczucie obowiązku pracy jakby maleje . Wiele osób czuje rozleniwienie lub jak ja to nazywam "rozmemłanie". Owszem robią , ale ni przed nimi , ni za nimi . (Oczywiście ja też znam ten stan ! ) .

Mnie osobiście drażni niedziela i prawie wszechogólne twierdzenie , że w niedzielę nie powinno się NIC (!!!) robić . No dobra... Niech ktoś mi rzeczowo wytłumaczy co znaczy NIC nie robić... a poza tym co z tymi co pracują w niedzielę ?
Ja zazwyczaj po otwarciu  oczu układam w głowie co mam do zrobienia i co mogę zrobić później i planuję  nie bacząc na to jaki jest dzień tygodnia . Poniedziałek to jest jeden z siedmiu dni tygodnia ustanowiony jako pierwszy i  tyle .

Najbardziej nie lubię poniedziałków , gdy mam tydzień  pracy na 3 zmianę ( czyli od godziny 22 wieczorem do 6 rano ) . A moje nielubienie objawia się najbardziej we wtorek ... gdy budzę się ok południa  po odspaniu przepracowanego dnia i nocy . Nie wiem wtedy jak się nazywam , co powinnam zrobić i leżę próbując włączyć myślenie . Po przespaniu 7 godzin jestem zmęczona tak samo jak przed pójściem spać . Niby nic mi nie jest ,a nie czuję sił . Najlepiej byłoby , gdyby ktoś do kończyn doczepił sznureczki i nimi pociągał próbując wprawić mnie w ruch . Zwariować można !
Jednak zwlekam się w łóżka , bo potrzeba fizjologiczna jest silniejsza od stanu marionetki .
-Wypij kawę . Może postawi cię na nogi-radzi Chłop .
Ja od razu czuję spisek , bo domyślam się , że ma chęć ma łyk kawy ( lubi podpijać z mego kubka i robi to nałogowo !) .
Robię więc mocną kawę . Gorący napój powoduje , że robi mi się cieplej , bo od chwili przebudzenia trzęsie mnie jakby z zimna . Ale rozmemłanie nadal trzyma . Wczoraj za dużo na siebie wzięłam ,a i tak nie wykonałam tego co zaplanowałam . 24 godziny to stanowczo za mało na moje plany . Jednak poczucie satysfakcji odwalonej roboty jest , a zmęczenie to takie normalne następstwo .

Czas zostawić ten poniedziałek ,bo popadnę w paranoję jego przeżywania ;)
Przecież  wtorek  zaczął się kilka godzin temu , zaraz czeka mnie kolejna dniówka w pracy i potem moje wygodne łóżko . Mam nadzieję , że nie zmarznę w swej pracy do szpiku kości i , że uda mi się szybko wyspać i dojść do siebie po nocnej pracy ... bo mam już plany na jutro .



I tradycyjnie coś do posłuchania !


niedziela, 17 kwietnia 2016

Po co mi ten blog ...? Czyli trochę o wszystkim i trochę o niczym...

Gdy kilka lat temu poprosiłam swego syna , by pomógł mi założyć bloga to odparł:
-Blog  chcesz mieć ? Blogi piszą sami popaprańcy...( zamiast popapraniec było inne słowo , ale nie mogę go odnaleźć w pamięci , więc zastąpiłam "popaprańcem ) .
Przełknęłam gorzki żal i temat został zamknięty...
Ale o blogu nadal myślałam , bo niezły popapraniec ze mnie jest .
W końcu znalazłam czas i wytężyłam swoje komórki mózgowe i zaczęłam . ( Tu początki -klik ) .
Jak napisałam w nagłówku są to:
                     moje  przemyślenia , wspomnienia , radości , smutki , rozterki... Trochę o mnie, trochę   życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym...

I tak sobie myślę nieraz czy pisać czy nie napisać ? Czy publikować napisany post ? Czy drążyć temat , który akurat mnie zainteresował ? Czy szydzić i kpić z konkretnej sytuacji ? Czy opisać wariactwa (chodzi mi o zaistniałe lub istniejące sytuacje w rejonie, we wsi lub w kraju ) o jakich większość ludzi żyjących  nie ma pojęcia lub po prostu nie chce wiedzieć ?
I dlaczego o tym nie piszę ?
Boję się krytyki ...?
Brak mi czasu ...?
Czy jestem aż tak bardzo popaprana...?

Często opisuję zabawne sytuacje .Dlaczego tylko zabawne ? Bo po prostu chcę , by ludzie którzy to czytają  się śmiali ( a czytają jak wskazują statystyki) . Bo mam świadomość ,że każdy ma jakieś problemy mniejsze lub większe . I po prostu lubię jak ludzie się śmieją . A ,że się śmieją ze mnie nie stanowi to dla mnie jakiegoś problemu . Zresztą słynę z dużego poczucia humoru (dość specyficznego zresztą ) i niewiele osób wie , że gdzieś tam w środku siedzi mała wystraszona dziewczynka lub nastolatka o bardzo niskim poczuciu wartości albo też dorosła kobieta , która wie,że postępuje źle... bo nie rozumie sama siebie ...ale za wszelką cenę chce zrozumieć innych...

Mój brak rozumienia siebie zapewne trwałby w nieskończoność (albo bardzo długo ) , ale trafiłam na człowieka , który potrafił do mnie dotrzeć i obiektywnie popatrzeć na zastraszone dziecko przed czterdziestką . A to , że bardzo się skumplowaliśmy (wolę tę formę niż  "zaprzyjaźniliśmy się" ) przyczyniło się do tego , że potrafiłam "otworzyć się " i opowiedzieć bardzo wiele o sobie . Wiele z tych rozmów dało mi do myślenia i następnie dało bodziec do działania .
 Ostatnio zastanowił mnie fragment książki E. Herzyk DDD Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych :

"Jeśli zatem , kobieto jesteś przebojowa i towarzyska , masz męża i dzieci , osiągnięte sukcesy powodują , że czujesz się wartościowa i podążasz za aktualnymi trendami , powinnaś być szczęśliwa . Gdy natomiast wolisz spokojny tryb życia , jesteś introwertyczką , kobietą samotną , nie masz się czym pochwalić i trudno ci znaleźć coś dla siebie w ofercie kultury masowej to jesteś z góry skazana na nieszczęście . Ale nie martw się , wystarczy dostosować się do norm kobiety szczęśliwej - i sprawa załatwiona . A jeśli będziesz miała z tym problem udaj się do psychologa po poradę  jak to zrobić , albo na terapię (na której wzmocnisz tylko przekonanie ,że jest coś z tobą nie tak ) .
Ten nieco szyderczy ton ma na celu wykazanie , że to nie bycie DDA/DDD , ale uznanie wzorców kulturowych za obowiązujące i chęć dostosowania się do nich często  czyni ludzi nieszczęśliwymi. Powoduje , że zamiast żyć własnym życiem w zgodzie z sobą i utożsamiać szczęście z poczuciem spełnienia próbują odgrywać role wg napisanego przez innych scenariusza."

Zaznaczę , że jest to książka , którą chcę przeczytać (akurat dziś przegapiłam koniec licytacji na allegro ) , ale teraz odniosę się do zacytowanego tekstu i do swej osoby .

Czasem jestem przebojowa i towarzyska , ale nieraz mam pragnienie spokoju i samotności .
Tak . Śmiem twierdzić , że czasami bywa tak , że świat zewnętrzny mnie nie interesuje i sama ze sobą przerabiam swe przeżycia .

Mam męża i mam dzieci . Ale nie ukrywam , że dzieci chciałam mieć zawsze , ale bez męża . 

Osiągnięte sukcesy...?
Wybudowanie własnego domu ? Tchnięcie życia w zrujnowane gospodarstwo rolne ?
Dzieci , którymi mogłabym chwalić się bez końca (studentka medycyny i uczeń informatyki jako jedni z najlepszych na roku/w klasie ) ? Czy bardzo dobre relacje z dziećmi ?
Uważam za sukces to , że nie czuję potrzeby dostosowywania się do jakichkolwiek norm . 
Wielkim sukcesem jest też to , że sama sobie z tym poradziłam . Trudno było , ale jak szyderczo mówię nieraz sama do siebie , są to tak skomplikowane sprawy, że psycholog zwariuje ...

A emocje...?  I tu jest problem...
Prawdziwą  istotą syndromu (bardzo lubię słowo syndrom) DDA/DDD jest właśnie nieradzenie sobie z emocjami .
Czasami złość lub niefart zamieniam w żarty . Czasami klnę jak szewc (lub zrzeszenie szewców ) .
Czasami zamykam się sama w sobie i milczę , bo wiem , że wyżej dupy nie podskoczę .
Czasami walę pięścią w stół lub kopię nogą w ścianę . Czasami wyrzucam z siebie mnóstwo pomysłów na "naprawienie" trudnej sytuacji ,ale żadnego z nich nie wprowadzam w życie . Czasami mam ochotę chwycić w swe ręce  drugiego człowieka (tego który mnie skrzywdził ) i oddać mu pięknym za nadobne czyli też skrzywdzić . Chłop mój mówi , że nawet mogłabym zabić (czego jeszcze nie uczyniłam w swym 42 letnim życiu - czego nieraz żałuję ) .
Czasami płaczę ...
Często staram się zapomnieć , wymazać z pamięci ...

Czy trudno zrozumieć jak trudno jest pisać ...?
Mimo wszystko będę pisać chociaż nie wiem , gdzie mnie pisanie zaprowadzi ...

A co do syna , który uważał ,że blogi piszą popaprańcy ...
Kiedyś przeczytał post o pewnym Beztroskim (klik) (zapewne znalazł go pchany ciekawością co to za pulpit nawigacyjny ( ? ) i co ta antytechniczna matka tworzy ...? ) .
Potem ucałował mnie uradowany w podzięce za ten tekst ;)
Czyli warto pisać !


Na zakończenie 2 różne piosenki . Bardzo je lubię i gdybym miała wybrać jedną to poddaję się .





P.S. Czy ktoś pomógłby mi utworzyć zakładki ? Będę bardzo wdzięczna , bo szkoda mi czasu na szperanie ustawieniach ;)



niedziela, 28 lutego 2016

Pozytywy i negatywy . Z czego się cieszyć , a czym się martwić lub denerwować ...?

Postanowiłam sobie wypunktować j . w .
A więc :
1.
Koleżanka naprawiła mi maszynę do szycia . W sumie nie wymagała naprawy ,a ustawienia co dla mnie jest nie lada wyczynem , bo ... nie mam do takich prac cierpliwości...

2.
Kupiłam sobie 2 nowe książki : Ferben Lehre Bez pokory i Gościu Auto-Bio-Grabaż . Wydałam na to swą roboczą dniówkę...

3.
Byłam u dentysty .Przejrzała moje zęby , usunęła kamień nazębny i stwierdziła , że nie mam ubytków . We wrześniu minie 4 lata od mojej ostatniej wizyty u dentysty . Cieszę , się , że na nią trafiłam i nie żałuję ani grosza , który u niej zostawiłam . Były to pokaźne sumy , bo poprzedniczka leczyła na odwal (uwaga!) biorąc za to pieniądze .

4.
Zaczęłam pielgrzymkę po lekarzach z teściową. Trzeba z nią iść do gabinetu , bo nie ma pamięci do pojęć lekarskich i gubi się w ogromie gabinetów przychodni czy szpitala . Dobrze , że się w końcu zdecydowała , bo jeszcze trochę ,  a laska nie pomagałaby już jej w chodzeniu...
Mimo wszystko mam chęć , by ją zapytać czy nie boi się , że wstrzykną jej  pavulon . Oczywiście nie zrobię tego!

5.
Przychodzi na nas coraz częściej rudy kot . I to nie w celach "marcowych" , ale stołówkowych . Kilka razy widziałam jak wychodzi z naszego garażu , gdzie zazwyczaj zlewamy do kociej miski mleko z konwi . Cieszy mnie ten fakt , bo jego właścicielka zmarła , a u starszej pani , która chciała go adoptować chyba mu nie spodobało się , bo wrócił na swoje podwórko . Przy naszych 10 sztukach i 11 utrzyma się .
Dziś go pogłaskałam nawet , gdy zajadł się kawałkami wędlin.

6.
Koleżanka winiarka pochwaliła moje wino . -"Te co ja robię jest dobre , ale twoje jest zajebiste !"-powiedziała po degustacji . Butelki z jej winem też czekają na moją dalszą degustację w kuchennej szafce , bo spróbowałam tylko aroniowe .Wymieniłyśmy się doświadczeniami w produkcji domowego wina . Mam jej podać nazwę drożdży , które używam do produkcji wina . A tę wiedzę też mam dzięki pewnemu winiarzowi , który przewyższał mnie wiedzą i doświadczeniem i któremu szybko dorównałam ;)) .

7.
Utylizując zawartość zamrażarki gotuję bigos . Przy okazji zużywam kiszoną kapustę , której mam nadwyżki . Chłop się cieszy , bo będzie miał syte śniadania .
Cieszy się też , gdy mu mówię o zamiarach upieczenia sernika , bo kupiłam tanio trzykrotnie zmielony ser .
-Naleśniki , naleśniki ! -wykrzykuje . Jednocześnie oblizuje się i podskakuje jak mały chłopczyk , któremu obiecano kupno nowego samochodzika . Jednocześnie oczy jego śmieją się i promienieją . Lubię taki  "jego stan"...

8.
Lubię też , gdy mnie obejmuje i całuje i prosi bym nie denerwowała się nazywając mnie "narwantusem" , nerwusem itp ... Wie o podłożu mego zbyt emocjonalnego podchodzenia do niektórych spraw związanych z życiem osobistym . I rozumie to !

9.
Prawdopodobnie oboje jesteśmy na drodze do wyjaśnienia sporego problemu ciągnącego się latami .
To też powód do nerwów . W końcu nauczyliśmy się na spokojnie o tym rozmawiać i wysłuchać jedno drugie .

10.
Mimo trudów w pracy w mojej firmie stanowimy dość zżytą grupę jeśli chodzi o babską część personelu . Rzadkość w tych czasach , że w pracy jeden drugiemu pomaga zamiast "podkładać świnię" .

11.
Wciąż poznaję nowych ludzi i odświeżam bardzo stare znajomości . Np w szpitalu poznałam przedsiębiorczą i sympatyczną panią po czterdziestce z Warszawy . Zgadałam się z panią , która pracowała jako kucharka w internackiej stołówce . Pani ta dawała dla mnie i dla innych głodomorów ( a byli to tylko chłopacy !) niezjedzone porcje .
Obecnie jestem w kontakcie z przesympatyczną panią ze Stowarzyszenia Miłośników Zwierząt . Nie byłam w stanie sobie wyobrazić takiej osoby w rzeczywistości  i tak blisko ! Mam przed oczami jak uśpione koty (po zabiegu sterylizacji) przykrywa kocem .
Nowi ludzie niedawno zostali przyjęci do pracy w mojej firmie . A ja lubię poznawać nowych ludzi .
( Jakkolwiek dziwnie to brzmi i jakkolwiek ułoży się nasza znajomość) .

12.
Zrobiłam dziś sobie leniwą niedzielę . Po porannych obrządkach zaszyłam się w wygodnym łóżku z książką . Naprzemian czytałam i spałam . Na poduszkach i kołdrach nie było nawleczonej pościeli , bo ... zwleczoną uprałam , a następnej nie chciało mi się wyjmować z szafy .
Zjedliśmy "warzywa z patelni" dzięki  utylizowaniu zawartości zamrażarki .
Ja sobie klikałam , a Chłop patrzył w TV .
Niedzielna idylla ...

13.
Zakwitł hiacynt , którego dostałam od koleżanki w ramach przysługi . Podwiozłam ją na zakupy .
A hiacynt pachnie obłędnie i zastanawiam się czy nie przenieść go do sypialni ;) . Zastanawiam się też czy na oknie w sypialni nie postawić 5-litrowego balona z winem . Bardzo lubię słuchać bulgotania w rurce fermentacyjnej . Uspokaja mnie . Dziwne jest ,że bardzo podobny dźwięk jakim jest kapanie wody drażni...

14.
Postanowiłam kilka swoich zdjęć przerobić na papierowe . Może zrobię komuś miłą niespodziankę w postaci mini-albumu ?
Może zostawię je ot tak dla siebie ?
Oto kilka z nich .





    (  niestety nie znalazłam odpowiednika oryginału )

15.
Chłop mówi , że wszystko co mi radzi to dla mego dobra ;) .Słucham go , ale sama staram się ocenić co jest dla mnie dobre , a co nie . Słucham go nawet gdy mówi , że jestem szczęściarą . Hmmm...niechaj mu będzie ;)) . Zrobiłam dziś sobie niedzielny spacer . Tu zdjęcia (klik) .

 To były pozytywy . Teraz czas na negatywy ...

1.
Od jakiegoś czasu odbywam wędrówki po lekarzach . Mam nadzieję ,że to przejściowe i , że moje zdrowie nie szwankuje zbyt mocno .

2.
Młody przeszedł ciężką grypę i mimo zbliżających się 20 urodzin jest chorowity jak mały chłopak w wieku przedszkolnym . Młoda ma ciągle stan podgorączkowy i jako przyszły lekarz sama doszukuje się różnych chorób. Jest na etapie badań i niecierpliwie czekamy na wyniki . Chciałabym , by było to  permanentne przemęczenie z powodu ilości materiału do przyswojenia , który ma na 3 roku studiów medycznych .

3.
Ponadto Młody kupił sobie kolejne auto . Uznał ,że nie stać go na utrzymanie poprzedniego i wymienił na drugie -młodsze rocznikowo . Trudna decyzja dla nas rodziców czy pomóc mu w realizacji tego  trochę szalonego pomysłu ...

4.
Moja matka dzwoni do mnie z byle powodu . Nie cieszy mnie to , bo nie mam ochoty z nią rozmawiać o swoich problemach . Ani o niczym innym . Szydera Chłopa jest druzgocząca i podszyta  sarkazmem pomieszanym z ironią : -"Mamusia o Ciebie się martwi ? Dziwne to bardzo . "
Tylko my oboje rozumiemy tę szyderę ...

5.
Trudno mi zapanować nad moim głodem . Jestem świadoma , że za dużo jem , ale to jest silniejsze ode mnie . Ostatnio dołożyło mi 5 kg ...
Muszę się bardziej kontrolować ...

6.
Znów mam bolesne nagniotki na stopach . Uczucie podobne jakby wsypać żar do butów . Czeka mnie kolejna kuracja polegająca na smarowaniu .

7.
Patrząc na ludzi zatrudnionych w mojej firmie przez Agencję Pracy Tymczasowej czuję żal ( do kogo ??? ) za sposób w jaki ich się zatrudnia .Umowy o pracę na 2-3 tygodnie i potem "skierowanie" do innego zakładu pracy z którym powyższa Agencja ma umowę . Tragedia na rynku pracy to jedno (zwłaszcza na  moim "dzikim wschodzie" ) . Szacunek do ludzi , którzy chcą pracować to drugie . To tylko medialne pierdolenie , że trzecia umowa o pracę powinna być na czas nieokreślony i minimalna stawka za godzinę pracy powinna wynosić 12 zł . W końcu po coś są luki prawne ...

8.
Patrząc na politykę (która mnie brzydzi!) . Czy Bolek czy Lech ?
Czy prawdę zawiera Człowiek z teczki czy Człowiek z nadziei . Czy Wajda chce nas okłamać ?
Czy Cenckiewicz ukazuje nagą prawdę ?

9.
Polityka rolna też nie napawa optymizmem . Producenci mleka uzyskują marne grosze za jego sprzedaż . Kryzys i susza dołożyły się . Ale możliwa jest rekompensata . Opisane w Polityce .(klik)
Za wyprodukowanie nadwyżki mleka rolnicy muszą płacić kary W izbie rolniczej (klik).
Obecne ceny skupu mleka od ok 60 gr/ litr do 1,20 zł/litr . Chyba nie jest trudno wyobrazić radości z jaką krowy oddają mleko...




Wiele tak można wyliczać . I pozytywów i negatywów . Ważne , by nie skupić się na samych negatywach . Wiem, że nie jest to łatwe . Ale nie można dać się pogrążyć negatywom , bo to do niczego nie prowadzi . Chyba , że ktoś chce świadomie rozsiewać wokół negatywną aurę .
Ja wolę pozytywnie patrzeć na świat i nie rozpaczać z powodu ,że pobiłam Chłopu jego kubek lub ,że pan posiadający przechowalnię jabłek nie raczył ruszyć dupy ,by mi sprzedać 4 skrzynki jabłek odmiany ligol  (które uwielbiam!) , bo mu się nie opłaca czy nie chce ... Ja nie chciałam nawet słuchać wymówek i desperacko ruszyłam do auta . W akcie desperacji zwiedziłam rezerwat nad Bugiem (klik) .


Jest kilka trudnych momentów w których odechciewa mi się patrzeć na świat z optymizmem .

1.
Gdy ktoś na mnie krzyczy lub ma nie uzasadnione pretensje . Wtedy mogę się uruchomić i dość konstruktywnie i dobitnie "dać do wiwatu" lub popaść w stan beznadziei milcząc .

2.
Gdy zwraca mi się uwagę , że z byle czego się cieszę lub śmieję . Uwagi  tego typu gotują mi krew pod paznokciami . Niby niewinne ,a bolą ... A może sprawdza się teoria , którą gdzieś wyczytałam :
 "Jeśli potrafisz cieszyć się szczęściem innego człowieka jesteś naprawdę szczęśliwym człowiekiem "

Ojjjjj !!! Pomedytowałam ;) !!!

Moja medytacja sprzed  kilku lat (Medytacja-klik)