sobota, 25 kwietnia 2015

Lubię robić dobrze ;D

Jakiś czas temu kolega z pracy w trakcie przerwy obiadowej wspomniał,że zjadłby swojskiego chleba.Oczywiście chodziło mu o taki pieczony w domu.
-Nooo...Taki świeży z masłem.Mniam,mniam...-mówię.
-A jeszcze jak pieczony w piecu chlebowym...-dodaję.
-No coś ty!!!!Taki chleb jeść z masłem!!!!? Toć to grzech!!!!
-A jak?-pytam.
-Sam.Bez żadnych dodatków.
Bez namysłu odpowiedziałam,że przy najbliższej okazji przyniosę mu kawałek.
Właśnie wczoraj to było.Kolega był wniebowzięty jak wynikało z tego co mi napisał w smsie. Rzekomo nie jadł nawet obiadu ;).
Uraczył się trzema pajdami chleba i stwierdził,że "chleb miodzio".
Czyli zrobiłam mu dobrze co skwapliwie potwierdził ;)
(Chleb wyglądał podobnie)



Moja koleżanka z pracy jest na zwolnieniu lekarskim.Odkleiła się/czy rozwarstwiła się siatkówka w  oku.Postanowiłyśmy ją odwiedzić.Koleżanka była przeszczęśliwa z tego powodu.Wspólnie przygotowałyśmy miejsce(ma bardzo małe mieszkanie),zrobiłyśmy kawę,nakroiłyśmy ciasta i zajęłyśmy się gadaniem na babskie tematy.A to o zdrowiu,a to o pracy,a to o tym,że takie spotkania to odskocznia od codziennego rejwachu. Zrobiłam/zrobiłyśmy dobrze i koleżance i sobie :)


I tak sobie pomyślałam...Niby nic ,a jak cieszy.Z 3 upieczonych chlebów połowę jednego oddalam koledze.Nie ubyło mi,nie zbiedniałam,a kolega zadowolony jak nie wiem co :)
Koleżankę odwiedziłam.Straciłam ogólnie ok 4 godzin,które poświęciłabym na....?
Nie wiem konkretnie co ;)

Lubię sprawiać ludziom przyjemność.Radość w oczach osoby,której zrobiłam dobrze jest nie do opisania.Poza tym dzielę się tym czym mogę się podzielić I co nie kosztuje mnie wiele.Chleb upieczony osobiście,jakiś sok lub syrop na przeziębienie,nalewka,wino,grzyby suszone lub marynowane.Lubię się zajmować tym co wymieniłam i lubię się tym dzielić.
Oczywiście nie oczekuję niczego w zamian!


Poza tym staram się robić dobrze sobie.Od kilku dni intensywnie używam roweru.I to nic,że jadę dość późno,bo ok godz 19.Nawet o tej porze zdążę nawdychać się zapachów przyrody,która ze zdwojoną siłą wybucha zielenią w różnych odcieniach,pachnie oszałamiająco młodymi trawami i kwiatami czeremchy. Jadąc w ciemnościach mogę patrzeć w niebo i jednocześnie nasłuchiwać szczekania lisa,trzasku łamanych gałęzi(zapewne jakiś większy spłoszony zwierz).Nie wiem jak to się dzieje,ale takie wypady rowerowe dają siłę do codziennej egzystencji.

Wczoraj żartowałam z Chłopem,że muszę mu zrobić dobrze.Narzekał,że boli mu głowa,bo wkurwiło go to co zobaczył na polu,a mianowicie ok 1,5 ha zboża jarego stratowały dziki.Zryły,zdeptały itp.Zboże jeszcze nie wzeszło,więc jest nadzieja,że materiał siewny nie poszedł na marne.
-Pamiętasz?-mówiłam-rok temu,a może nawet wcześniej też widywaliśmy zdeptane i zryte pola.Ale zboże porosło,bo przecież nie wybiorą z ziemi wszystkich ziaren.
-Dobrze,że posiałem dość gęsto-powiedział smętnie.
-Chyba trzeba pomyśleć o ogrodzeniu pól,bo nie ma innego wyjścia.
I opowiedział mi o planach i swoich pomysłach...

Uraczyłam Chłopa czekoladkami,które dostałam od koleżanki. A koleżanka sama je dostała wcześniej,a że niezbyt czekoladkowa jest,więc "puściła je w świat",a dokładnie przeze mnie przekazała je dla mego Chłopa.Coś tam marudziła,że skąpa jestem,że nie chcę swemu facetowi dogodzić i inne brednie,których nie będę powtarzać ;)
A Chłop jak to Chłop czekoladki skwapliwie ukrył,a dziś obdzielił nimi wszystkich pijących kawę ;)

Aaaaa! I znajomi wpadli dziś do nas na poranną kawę.Odkryli sklep gdzie sprzedają dobre ciasto i to za niezbyt wygórowaną cenę za kg. Oczywiście bez pieczenia mam ciasto w lodówce,bo znajomi kupili sobie i dla nas. Miłe to,nieprawdaż?











niedziela, 19 kwietnia 2015

O dzieciństwie, o zazdrości i o marzeniach...

Kilka minut temu wróciłam z podwórka.Wieczorne obrządzanie zakończone.Gdy wchodziłam do domu kot Dżon niespostrzeżenie wbiegł przede mną.Żartujemy z Chłopem,że wydaje mu się,że robi to niespostrzeżenie ;)
-Hehehe.Nie możesz sobie miejsca znaleźć,to siedzisz w kotłowni na kocu lub roboczym polarze,to gdzieś w czeluściach kombajnu(kombajn nakryty plandeką stwarza zaciszne miejsce dla kocich drzemek),to na posłaniu pod kaloryferem.Cwaniak jesteś-powiedziałam głaskając seniora kociej ferajny.
Otwierałam lodówkę,by sięgnąć po samorobny jogurt,który zażywam w ramach terapii antybiotykowej.Kot rozwrzeszczał się jakby ktoś ze skóry go obdzierał.
-Dostałeś już swoją dolę.Teraz możesz spać aż do znudzenia!
Zajrzałam do blachy z upieczonym dziś sernikiem.Ubyło!
Zajrzałam do miski w której "rośnie" rozczyn na chleb.
Zajrzałam do lustra.Zbyt krótko przycięte włosy są obecnie w sam raz.Blond grzywka kwalifikuje się do ponownego malowania.Zmarszczyłam brwi.Potem je uniosłam do góry jakbym była zdziwiona.Potem puściłam prawe oczko do odbicia w lustrze.Potem zrobiłam minę z serii głupio-śmiesznych.Czasami jest tak ,że oboje z Chłopem myjąc zęby  przepychamy się pod lustrem(a niby przed umywalką) i robimy głupie miny do siebie.Czy raczej do odbicia w lustrze...? Czasami wygłupy przybiorą miarę i Chłop ustępuje kończąc mycie zębów w WC,gdzie jest mała umywalka lub pod prysznicem.Czasami ja dostaję nagłego wściku i idę precz z łazienki.Wtedy On mnie prosi:
-No nie wygłupiaj się...i idź umyj zęby...
Oboje mamy takie nieplanowane "naloty"
Często nasze dzieci  (21 i 19 lat) śmieją się i żartują mówiąc:
-Jak dzieciaki się zachowujecie!
-A czy to czemuś lub komuś szkodzi?-pytam
-No nie-odpowiadają skruszeni.

Wiedzą jakie było nasze dzieciństwo,bo często o tym rozmawiamy.I wiedzą też jak można mieć spartaczony umysł poprzez błędy rodziców w wychowaniu dzieci.I wiedzą jak trudno wszystko poskładać,by nie zepsuć jak zepsuli  Ci co nas wychowywali.
Dla mnie dzieciństwo było bardzo trudne.Ja jako bękart,moja wyrodna matka i ojczym alkoholik sprawiały,że nieraz bałam się spać,oddychać i w ogóle żyć.Przykładów przytaczać nie będę,bo są zbyt drastyczne.Gdyby nie moja babcia możliwe,że nie pisałabym tego co w tej chwili piszę (tu było o Babci).
Chłop też nie miał wesoło,bo priorytetem jego ojca było nicnierobienie.I to w pełnym sensie znaczenia tego słowa.Takich leni,złodziei domowych(kradnących z własnego domu i podwórka) i alkoholików nie znam. Chłop w wieku ok 13 lat "robił jak stary".Matka Chłopa pracowała w pobliskim zakładzie ,by zarobić na podatki,chleb dla rodziny i na papierosy dla męża...Dobra kobieta,ale  też miała swe priorytety,z którymi niekoniecznie się zgodzę.M.in Chłop pozostał na roli,bo jak zostawić  siedlisko i pole o które polało się tyle potu,znoju i łez.Polu i siedlisku,z którego babkę,a potem matkę Chłopa chcieli "wysiedlić" sąsiedzi,znajomi czy nawet rodzina...Wszystko dlatego,że te kobiety nie miały oparcia w normalnie(na tamte czasy) myślącym mężczyźnie...

Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić jak trudno jest żyć dwóm takim potargańcom...? Tzn. nie jest...BYŁO! Nie wiem co sprawiło,że nie zwariowaliśmy ze sobą.Może to jakaś wola życia...?
Życia innego jakie znaliśmy? Normalnego życia...?A może to ukryte gdzieś marzenia...O normalnej rodzinie.O rodzinie gdzie sobie wzajemnie się pomaga,podtrzymuje na duchu w razie niepowodzeń,rozmawia,śmieje się.Gdzie otwarcie rozmawia się o problemach...O rodzinie gdzie nikt z nikogo nie szydzi i nikt nikogo nie wykorzystuje fizycznie i psychicznie.Wiem,że Chłop mój o tym marzył mimo,że mówił mi ,że myślał "że będzie normalnie"(i chodzi tu o moją rodzinę).Nieraz o tym rozmawialiśmy i rozmawiamy.Oboje wiemy,że normalność  jak każde pojęcie jest pojęciem względnym i że każdy ma swoją normalność. Naszą normalnością jest to,że nieraz ja mu ulegam, a On nieraz ulega dla mnie (jakkolwiek śmiesznie to brzmi).

"Dwa wariaty"-nieraz słyszę.Jest to mówione zarówno w kontekście pozytywnym jak i negatywnym.
Gdy ktoś przedstawia to negatywnie to uśmiecham się pobłażliwie.Nie zamierzam się tłumaczyć wszystkim dookoła ze swego życia.

Sporo rozmawiam z ludźmi.Nie wiem jak to się dzieje,ale często wysłuchuję zwierzeń.Często są to dość intymne zwierzenia i dość złożone problemy.Często problem rozbija się o dzieciństwo i sposób wychowania,a ja mam jakieś wyczulenie na te sprawy i szczególnie zwracam na to uwagę.Jedni rodzice wychowywali brutalnie,jedni trzymali pod kloszem.Inni pokazywali świat z dobrej i złej strony.
Gdzie jest tajemnica w wychowaniu dzieci?   I czy jest...?
Gdzie jest tajemnica szczęśliwego dzieciństwa? I czy jest...?
Czy dziecko wyrwane spod pręgierza rodziców  zdoła samodzielnie egzystować?
Czy będzie  "wychowane na ludzi" i dla ludzi ...?
Zazdroszczę  rodziców co wychowują dzieci na ludzi i dla ludzi.I nie ważne czy żyją skromnie czy opływają w dostatki.Ważne jest spojrzenie na świat jakie przekazują dzieciom.
Nie mam marzeń co do swoich dzieci.Jedynie marzy mi się,by pomagać spełniać im ich marzenia.

Młoda studiuje medycynę.Jako mała dziewczynka chciała być policjantką.Nie wiem co lepsze,a co gorsze.To jej wybór.W sumie to ją podziwiam za ten wybór mimo,że tego nie okazuję.Chociaż do samozachwytu nad swoją osobą jest jej daleko.(O Młodej)
Młody niedawno zakupił stare auto za pieniądze,które dostał od cioć i babć na 18 urodziny.
Odradzaliśmy mu zakup,bo to 3 stare auto jakie posiadamy.
Ale kupił.I cieszy się z tego faktu i ubolewa,że utrzymanie auta kosztuje.
Ale wie ,że wszystko ma swoje dobre i złe strony. O Młodym i tu też o Nim.

Mam jeszcze jedną głupią zazdrość w sobie.
Zazdroszczę sama sobie!




P.S.
Post powstał na podstawie przemyśleń po przeczytaniu  Nie zawsze może być kawior i odpowiedzi na ten post Droga....
Chciałam skomentować,ale jakoś nie składało mi się.
Chciałam napisać u LAVIOLETTE,że słucham z Młodymi piosenek z youtuba,że Młoda bardzo lubi T.Love i To wychowanie. I,że nieraz chciałabym wiedzieć co myśli słuchając tej piosenki...Bardzo wsłuchuje się i ... " zawiesza się"...
Tak na marginesie to lubię Turbo i Dorosłe dzieci.
Oraz Perfect i Bla bla,bla
Słucham też nieraz Krystyny Prońko i jej Modlitwy.
Wiele przemyśleń tłucze się w mej głowie,gdy słucham muzyki.Tak wiele,że nie da się tego spisać.
Wiem jedno:szczęście to stan umysłu i jestem szczęśliwa,że to wiem.
Kolejne błędne stwierdzenie...?



sobota, 18 kwietnia 2015

JEST!

Długo wypatrywałam.
Długo czekałam.
Martwiłam się.
Domyślałam się,że intuicja  podpowiadała opóźnienie i że kapryśna natura jest tego przyczyną.
Dziś zobaczyłam!
Z radości o  mało nie przewróciłam się na prostej drodze asfaltowej.
Odechciało mi się spać i zmęczenie odpuściło.
Lubię na nie patrzeć.Lubię obserwować jak wspólnie dbają o swe potomstwo ; jak walczą o przetrwanie...

Pogoda niezbyt wiosenna,bo lekki przymrozek "przeszedł" w lekkie opady śniegu z deszczem.
Zimno,chmurno i jakby jesiennie.
A  on (lub ona) stoi i paczy.




-Jakieś babsko przebiegło i błyska mi tu ! Lecę se na stare gniazdo...



Historia bocianiego gniazda (klik)

Pierwszy bocian w tym roku (klik).

środa, 1 kwietnia 2015

O planach i zmianach i to nie prima aprilis!

Z piwnicznej kuchni wyrzuciłam szafkę RTV.Wcześniej tę szafkę wyrzuciłam  z dużego pokoju (który moja czcigodna młodzież zwie salonem ;) ),bo nie pasowała do nowego TV.
I z braku rozrywki szafka powędrowała do piwnicznej kuchni.I tam stał na niej stary komputer.A że często odmawia ze mną współpracy,więc się na niego obraziłam i pójdzie w kąt.Łaskawie posłucham sobie z niego muzyki ;)
A szafkę wyrzuciłam.Tj.wyniosłam ;)
I szafka sobie stała i czekała,aż werwa do przemeblowań mi powróci.I ,że przyjdzie czas.Tzn.znajdzie się czas na porządki ;)
Nie wiem kto wpadł na pomysł,by z piwnicy wnieść tę szafkę na 1 piętro i przypisać se prawo do zrobienia w niej burdelu spożywczo-kwiatowego.
Tzn.wiem.Pomysł był mojej teściowej,a i zapewne jakieś dobroduszne krasnale jej pomagały.
Krasnale te nie wiedziały,że mam swoje plany.
Że chcę conieco zmienić.
Że chcę wykorzystać mebel wyrzucony po raz drugi.
Że to co rok temu wydawało mi się dobrym  tymczasowym rozwiązaniem obecnie drażni mnie niemożebnie!
Bo ileż czasu może trwać ten tymczas!?
Bo ileż czasu komputer może stać na ławostole?
A tyleż,ileż nie zachodzi potrzeba wykorzystania owego ławostołu.
Ewentualnie tyle na ile ma się czas i chęć by ten komputer zdejmować i stawiać najnormalniej w świecie w kącie na podłodze,gdy tymczasem wokół kręcą się dzieci w wieku przedszkolnym,szkolnym,babcie,ciocie,kot i osoby pod  lekkim wpływem (bo pod mocnym wpływem  to średnio sobie wyobrażam takich delikwentów w moim domu-ale to nie o tym temat ;] ).
Ewentualnie komputer mógłby stać na biurku.Genialne! Po co kombinować!?
Problem tkwi w tym,że biurka sztuk 2 pojechały do mieszkania studentów,a mi ktoś wybiera pieniądze z bankomatu i nie mogę zrealizować swego planu zagospodarowania kuchni.Plan jest tylko kasy brak.Mi brak kasy? Wszak mam jej tyle co włosów na głowie (a mam gęste!).Jestem przecie obrzydliwie bogata,bo pieniądze leżą mi pod łóżkiem.Dlaczego?A dlatego,że nawet nie znam mechanizmu działania tego czegoś,ale po udanym seksie pieniądze mam pod łóżkiem ;D pisałam tu
Nie każdy tak ma!.I nie zawsze te pieniądze jednak mam <załamka*nie wiadomo z jakiego powodu>
I tak z powodu  braków tego co wymieniłam nie mogę zrealizować swego zapotrzebowania!Na mebel ;) Jakież to błędne koło! I aby wyjść z tego obłędu wymyśliłam na kolejny "tymczas" .
Szafkę z 1 piętra sama zniosłam na parter.Kolejne błędne koło!!!!Mam wrażenie,że jestem w jakimś obłędzie ;]

Ale ileż mam dzielić swą uwagę pomiędzy wrzeszczące reklamami TV,wrzeszczącego Chłopa(w sumie gdyby nie paczał TV byłyby spokojniejszy,a to co rusz jakąś głupotę opatrzy lub usłyszy),wrzeszczącej teściowej ,która zazwyczaj skanduje słabszemu bokserowi(tak ! 75-latka uwielbia oglądać boks!). W pracy noszę słuchawki,ale w domu to bym wolała obyć się bez nich.No chyba,że około 00:00 w nocy zamiast robić pieniądze słucham muzyki(cholera-błędne koło znów,bo wybór pomiędzy muzyką a sexem jest trudnym wyborem ...)
I by ciut zniekształcić błędne koło w kuchni ustawiłam szafkę RTV.A na niej komputer,który zazwyczaj  chce ze mną współpracować.

Mam 2 kuchnie i w każdej z nich klikadło. I jak to mój Chłop mówi,że mam 2 królestwa.Najgorzej,że koronę i berło zgubiłam i sługi uciekły.Trudno.Dam se radę.Jakoś ogarnę.
I jeszcze mi Chłop marudzi,że powinnam po 22 już spać.Nic tylko pieniądze mu w głowie ! Wymówiłam się tym,że muszę osuszyć stopy po wymoczeniu,posmarować nagniotki magicznym preparatem,dojeść marchew,dopić zieloną herbatę i wypić lampkę wina.Ileż to wymówek jest,by nie być przy kasie! ;)

Ale tak zanim dopiję tę herbatę...;)
Jakiś dziki szał we mnie wstąpił,bo sporo sobie naplanowałam.Przede wszystkim przemeblowania.Kuchnia piwniczna-przemeblowana.
Kuchnia (jak ją nazwać-nie piwniczna? my mówimy "na górze" )-przemeblowana.
Duży pokój też.Pozostał mi jeden pokój.Jest sporadycznie używany,bo młodzież jest sporadycznie w domu i zrobiłam tam składzik szycia.Ile czasu to zalega to nie będę się chwalić,bo mi ktoś medal przyzna.Ale mam plany by to uporządkować czyli poszyć.Na razie najbardziej zadowolony z bałaganu jest nasz pupil Dżon i z grzeczności nie prezentuję bałaganu,bo w sumie mam sporo medali.To nic,że to Młodej i,że za bieganie ;D


Dżon zaraz zakłaczy moje szycie i to z tego powodu zaplanowałam szycie ;).A jak wszystko poszyję to wreszcie schowam maszynę do szycia i....zrobię przemeblowanie ! I lekkie porządki wiosenne.Okien myć nie muszę,bo jeszcze wszystko widać przez nie i nie muszę wydawać na płyny i męczyć się.Pajęczyn zbytnio nie ma,a babie lato niech se jeszcze powisi...do jesieni  zapewne ;)

Dobre wino zrobiłam,oj dobre!
Zaplanowałam sobie zmiany na blogu.Wszystko się zmienia to i bloga też wypadałoby.
W tzw międzyczasie będę eksperymentować z blogerem,a jak uda mi się współpraca to czas pokaże i okaże się czy jest ten czas.Plany na bloga mam tylko w głowie.Może nie wywieje z wiosennym wiatrem.Planuję też zmiany formy pisania.Może będzie trochę mądrzej ,ciut poważniej,mniej chaosu,mniej zdań złożonych współrzędnie podrzędnie i łącznie i nie wiem jak jeszcze.Tak piszę zawile i wiem o tym sama.

 Planuję sobie czas i z mego punktu widzenia wydaje mi się,że w miarę dobrze.
Jak pracuję na 3 zmianę i wiem,że mogę być skołowana po pracy w nocy to spisuję sobie na kartce co mam do zrobienia w najbliższych dniach np:
zrobić sok z żyworódki-nie zrobiony do dziś
poskładać drzewo
wyczyścić kabinę prysznica
wsypać trociny do worka i przywieźć do kotłowni
szycie- zostało tylko ok 60-70 % !!!
rozliczyć pit kolegi
przejrzeć karton z instrukcjami obsługi sprzętów wszelakich-wywalić niepotrzebne
zmielić grzyby suszone
posegregować nasiona
poszukać na strychu klosza oświetleniowego

Uffff! Zwariować można od tego wszystkiego  !
Ale mam satysfakcję,że na razie bez nakładu finansowego dopięłam swego!
W miejscu trefnej szafki RTV stał(pierwsze foto) stolik okolicznościowy(który zarekwirowaliśmy pod TV)


Pokrowiec na krzesło też w planie i najlepiej jak najtańszym kosztem ;)
Bo obecna narzuta nie podoba mi się,a to co jest pod narzutą  to jeszcze bardziej nie.
Krzesło jest dobre,ale jego obszycie pożałowania godne!
Więc kolejny plan...

Nic mi innego nie pozostaje jak umyć zęby i iść namiętnym szeptem powiedzieć,że w piątek idę na malucieńkie zakupy.Ciekawe czy mi odpowie,że karta do bankomatu jest w portfelu... ;)

A tak przy okazji to Kabaret Potem i Kochane pieniądze" mi się przypomniał.













piątek, 27 marca 2015

Treściwie.

Wczoraj były moje urodziny.
Czterdzieste pierwsze.
Nie,nie fetuję tego dnia  i nie mam żalu gdy ktoś zapomni mi pożyczyć "najlepszego",nie oczekuję prezentów i dowodów....(właściwie nie wiem jakiego słowa użyć-pamięci...? )...
Wiem,że ktoś zadzwoni,napisze smsa lub okaże w jakiś inny sposób ....co...(sympatię,że mnie lubi,że...)?