piątek, 22 kwietnia 2016

No kurde !

Dawno tak nie było , by przez krótki czas  wydarzyło się tyle dobrego.
OTÓŻ:
Po kilkudniowej nieobecności wrócił do domu kot Dżon .  (Tu o nim było -klik)
Jedna z naszych krasul "powiła" dużego , zdrowego cielaczka .
Młoda zadzwoniła , że ma w miarę wolny tydzień na uczelni  i jedzie do domu .
Młody wyręczył mnie z trudnego zadania jakim byłoby odwiedzenie mego rodzinnego domu .
Gotuję obiad i w międzyczasie sączę mocną kawę . Asystuje mi kot siedzący przy kuchence (muszę uważać , by go nie rozdeptać ! )  . Standard w sumie , ale cieszy ;)




Ponadto rano rozśmieszył mnie Chłop . Wymyślił sposób ,  by ciągle mieć pieniądze .
- Musisz włożyć portfel głęboko do kieszeni spodni , związać ręce z tyłu i tak ciągle chodzić . Nie będziesz wtedy sięgać do portfela i będziesz mieć pieniądze .
-A potrzeby ? No wiesz o czym mówię ...
-Przecież ręce masz z tyłu to kciukiem ściągniesz spodnie .
-Hmmm...a jak je włożyć spowrotem ...?
- A to trzeba ?
;))
 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Poniedziałek jaki cały tydzień taki i o tym jakich poniedziałków nie lubię .

Poniedziałek nie jest lubiany z tego co wiem ;) . W pracy nieraz słyszę , że "poniedziałek to dzień majsterski ". No tak... dwa dni błogiego lenistwa odwracają uwagę od tego ,że trzeba popracować . I poczucie obowiązku pracy jakby maleje . Wiele osób czuje rozleniwienie lub jak ja to nazywam "rozmemłanie". Owszem robią , ale ni przed nimi , ni za nimi . (Oczywiście ja też znam ten stan ! ) .

Mnie osobiście drażni niedziela i prawie wszechogólne twierdzenie , że w niedzielę nie powinno się NIC (!!!) robić . No dobra... Niech ktoś mi rzeczowo wytłumaczy co znaczy NIC nie robić... a poza tym co z tymi co pracują w niedzielę ?
Ja zazwyczaj po otwarciu  oczu układam w głowie co mam do zrobienia i co mogę zrobić później i planuję  nie bacząc na to jaki jest dzień tygodnia . Poniedziałek to jest jeden z siedmiu dni tygodnia ustanowiony jako pierwszy i  tyle .

Najbardziej nie lubię poniedziałków , gdy mam tydzień  pracy na 3 zmianę ( czyli od godziny 22 wieczorem do 6 rano ) . A moje nielubienie objawia się najbardziej we wtorek ... gdy budzę się ok południa  po odspaniu przepracowanego dnia i nocy . Nie wiem wtedy jak się nazywam , co powinnam zrobić i leżę próbując włączyć myślenie . Po przespaniu 7 godzin jestem zmęczona tak samo jak przed pójściem spać . Niby nic mi nie jest ,a nie czuję sił . Najlepiej byłoby , gdyby ktoś do kończyn doczepił sznureczki i nimi pociągał próbując wprawić mnie w ruch . Zwariować można !
Jednak zwlekam się w łóżka , bo potrzeba fizjologiczna jest silniejsza od stanu marionetki .
-Wypij kawę . Może postawi cię na nogi-radzi Chłop .
Ja od razu czuję spisek , bo domyślam się , że ma chęć ma łyk kawy ( lubi podpijać z mego kubka i robi to nałogowo !) .
Robię więc mocną kawę . Gorący napój powoduje , że robi mi się cieplej , bo od chwili przebudzenia trzęsie mnie jakby z zimna . Ale rozmemłanie nadal trzyma . Wczoraj za dużo na siebie wzięłam ,a i tak nie wykonałam tego co zaplanowałam . 24 godziny to stanowczo za mało na moje plany . Jednak poczucie satysfakcji odwalonej roboty jest , a zmęczenie to takie normalne następstwo .

Czas zostawić ten poniedziałek ,bo popadnę w paranoję jego przeżywania ;)
Przecież  wtorek  zaczął się kilka godzin temu , zaraz czeka mnie kolejna dniówka w pracy i potem moje wygodne łóżko . Mam nadzieję , że nie zmarznę w swej pracy do szpiku kości i , że uda mi się szybko wyspać i dojść do siebie po nocnej pracy ... bo mam już plany na jutro .



I tradycyjnie coś do posłuchania !


niedziela, 17 kwietnia 2016

Po co mi ten blog ...? Czyli trochę o wszystkim i trochę o niczym...

Gdy kilka lat temu poprosiłam swego syna , by pomógł mi założyć bloga to odparł:
-Blog  chcesz mieć ? Blogi piszą sami popaprańcy...( zamiast popapraniec było inne słowo , ale nie mogę go odnaleźć w pamięci , więc zastąpiłam "popaprańcem ) .
Przełknęłam gorzki żal i temat został zamknięty...
Ale o blogu nadal myślałam , bo niezły popapraniec ze mnie jest .
W końcu znalazłam czas i wytężyłam swoje komórki mózgowe i zaczęłam . ( Tu początki -klik ) .
Jak napisałam w nagłówku są to:
                     moje  przemyślenia , wspomnienia , radości , smutki , rozterki... Trochę o mnie, trochę   życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym...

I tak sobie myślę nieraz czy pisać czy nie napisać ? Czy publikować napisany post ? Czy drążyć temat , który akurat mnie zainteresował ? Czy szydzić i kpić z konkretnej sytuacji ? Czy opisać wariactwa (chodzi mi o zaistniałe lub istniejące sytuacje w rejonie, we wsi lub w kraju ) o jakich większość ludzi żyjących  nie ma pojęcia lub po prostu nie chce wiedzieć ?
I dlaczego o tym nie piszę ?
Boję się krytyki ...?
Brak mi czasu ...?
Czy jestem aż tak bardzo popaprana...?

Często opisuję zabawne sytuacje .Dlaczego tylko zabawne ? Bo po prostu chcę , by ludzie którzy to czytają  się śmiali ( a czytają jak wskazują statystyki) . Bo mam świadomość ,że każdy ma jakieś problemy mniejsze lub większe . I po prostu lubię jak ludzie się śmieją . A ,że się śmieją ze mnie nie stanowi to dla mnie jakiegoś problemu . Zresztą słynę z dużego poczucia humoru (dość specyficznego zresztą ) i niewiele osób wie , że gdzieś tam w środku siedzi mała wystraszona dziewczynka lub nastolatka o bardzo niskim poczuciu wartości albo też dorosła kobieta , która wie,że postępuje źle... bo nie rozumie sama siebie ...ale za wszelką cenę chce zrozumieć innych...

Mój brak rozumienia siebie zapewne trwałby w nieskończoność (albo bardzo długo ) , ale trafiłam na człowieka , który potrafił do mnie dotrzeć i obiektywnie popatrzeć na zastraszone dziecko przed czterdziestką . A to , że bardzo się skumplowaliśmy (wolę tę formę niż  "zaprzyjaźniliśmy się" ) przyczyniło się do tego , że potrafiłam "otworzyć się " i opowiedzieć bardzo wiele o sobie . Wiele z tych rozmów dało mi do myślenia i następnie dało bodziec do działania .
 Ostatnio zastanowił mnie fragment książki E. Herzyk DDD Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych :

"Jeśli zatem , kobieto jesteś przebojowa i towarzyska , masz męża i dzieci , osiągnięte sukcesy powodują , że czujesz się wartościowa i podążasz za aktualnymi trendami , powinnaś być szczęśliwa . Gdy natomiast wolisz spokojny tryb życia , jesteś introwertyczką , kobietą samotną , nie masz się czym pochwalić i trudno ci znaleźć coś dla siebie w ofercie kultury masowej to jesteś z góry skazana na nieszczęście . Ale nie martw się , wystarczy dostosować się do norm kobiety szczęśliwej - i sprawa załatwiona . A jeśli będziesz miała z tym problem udaj się do psychologa po poradę  jak to zrobić , albo na terapię (na której wzmocnisz tylko przekonanie ,że jest coś z tobą nie tak ) .
Ten nieco szyderczy ton ma na celu wykazanie , że to nie bycie DDA/DDD , ale uznanie wzorców kulturowych za obowiązujące i chęć dostosowania się do nich często  czyni ludzi nieszczęśliwymi. Powoduje , że zamiast żyć własnym życiem w zgodzie z sobą i utożsamiać szczęście z poczuciem spełnienia próbują odgrywać role wg napisanego przez innych scenariusza."

Zaznaczę , że jest to książka , którą chcę przeczytać (akurat dziś przegapiłam koniec licytacji na allegro ) , ale teraz odniosę się do zacytowanego tekstu i do swej osoby .

Czasem jestem przebojowa i towarzyska , ale nieraz mam pragnienie spokoju i samotności .
Tak . Śmiem twierdzić , że czasami bywa tak , że świat zewnętrzny mnie nie interesuje i sama ze sobą przerabiam swe przeżycia .

Mam męża i mam dzieci . Ale nie ukrywam , że dzieci chciałam mieć zawsze , ale bez męża . 

Osiągnięte sukcesy...?
Wybudowanie własnego domu ? Tchnięcie życia w zrujnowane gospodarstwo rolne ?
Dzieci , którymi mogłabym chwalić się bez końca (studentka medycyny i uczeń informatyki jako jedni z najlepszych na roku/w klasie ) ? Czy bardzo dobre relacje z dziećmi ?
Uważam za sukces to , że nie czuję potrzeby dostosowywania się do jakichkolwiek norm . 
Wielkim sukcesem jest też to , że sama sobie z tym poradziłam . Trudno było , ale jak szyderczo mówię nieraz sama do siebie , są to tak skomplikowane sprawy, że psycholog zwariuje ...

A emocje...?  I tu jest problem...
Prawdziwą  istotą syndromu (bardzo lubię słowo syndrom) DDA/DDD jest właśnie nieradzenie sobie z emocjami .
Czasami złość lub niefart zamieniam w żarty . Czasami klnę jak szewc (lub zrzeszenie szewców ) .
Czasami zamykam się sama w sobie i milczę , bo wiem , że wyżej dupy nie podskoczę .
Czasami walę pięścią w stół lub kopię nogą w ścianę . Czasami wyrzucam z siebie mnóstwo pomysłów na "naprawienie" trudnej sytuacji ,ale żadnego z nich nie wprowadzam w życie . Czasami mam ochotę chwycić w swe ręce  drugiego człowieka (tego który mnie skrzywdził ) i oddać mu pięknym za nadobne czyli też skrzywdzić . Chłop mój mówi , że nawet mogłabym zabić (czego jeszcze nie uczyniłam w swym 42 letnim życiu - czego nieraz żałuję ) .
Czasami płaczę ...
Często staram się zapomnieć , wymazać z pamięci ...

Czy trudno zrozumieć jak trudno jest pisać ...?
Mimo wszystko będę pisać chociaż nie wiem , gdzie mnie pisanie zaprowadzi ...

A co do syna , który uważał ,że blogi piszą popaprańcy ...
Kiedyś przeczytał post o pewnym Beztroskim (klik) (zapewne znalazł go pchany ciekawością co to za pulpit nawigacyjny ( ? ) i co ta antytechniczna matka tworzy ...? ) .
Potem ucałował mnie uradowany w podzięce za ten tekst ;)
Czyli warto pisać !


Na zakończenie 2 różne piosenki . Bardzo je lubię i gdybym miała wybrać jedną to poddaję się .





P.S. Czy ktoś pomógłby mi utworzyć zakładki ? Będę bardzo wdzięczna , bo szkoda mi czasu na szperanie ustawieniach ;)



niedziela, 28 lutego 2016

Pozytywy i negatywy . Z czego się cieszyć , a czym się martwić lub denerwować ...?

Postanowiłam sobie wypunktować j . w .
A więc :
1.
Koleżanka naprawiła mi maszynę do szycia . W sumie nie wymagała naprawy ,a ustawienia co dla mnie jest nie lada wyczynem , bo ... nie mam do takich prac cierpliwości...

2.
Kupiłam sobie 2 nowe książki : Ferben Lehre Bez pokory i Gościu Auto-Bio-Grabaż . Wydałam na to swą roboczą dniówkę...

3.
Byłam u dentysty .Przejrzała moje zęby , usunęła kamień nazębny i stwierdziła , że nie mam ubytków . We wrześniu minie 4 lata od mojej ostatniej wizyty u dentysty . Cieszę , się , że na nią trafiłam i nie żałuję ani grosza , który u niej zostawiłam . Były to pokaźne sumy , bo poprzedniczka leczyła na odwal (uwaga!) biorąc za to pieniądze .

4.
Zaczęłam pielgrzymkę po lekarzach z teściową. Trzeba z nią iść do gabinetu , bo nie ma pamięci do pojęć lekarskich i gubi się w ogromie gabinetów przychodni czy szpitala . Dobrze , że się w końcu zdecydowała , bo jeszcze trochę ,  a laska nie pomagałaby już jej w chodzeniu...
Mimo wszystko mam chęć , by ją zapytać czy nie boi się , że wstrzykną jej  pavulon . Oczywiście nie zrobię tego!

5.
Przychodzi na nas coraz częściej rudy kot . I to nie w celach "marcowych" , ale stołówkowych . Kilka razy widziałam jak wychodzi z naszego garażu , gdzie zazwyczaj zlewamy do kociej miski mleko z konwi . Cieszy mnie ten fakt , bo jego właścicielka zmarła , a u starszej pani , która chciała go adoptować chyba mu nie spodobało się , bo wrócił na swoje podwórko . Przy naszych 10 sztukach i 11 utrzyma się .
Dziś go pogłaskałam nawet , gdy zajadł się kawałkami wędlin.

6.
Koleżanka winiarka pochwaliła moje wino . -"Te co ja robię jest dobre , ale twoje jest zajebiste !"-powiedziała po degustacji . Butelki z jej winem też czekają na moją dalszą degustację w kuchennej szafce , bo spróbowałam tylko aroniowe .Wymieniłyśmy się doświadczeniami w produkcji domowego wina . Mam jej podać nazwę drożdży , które używam do produkcji wina . A tę wiedzę też mam dzięki pewnemu winiarzowi , który przewyższał mnie wiedzą i doświadczeniem i któremu szybko dorównałam ;)) .

7.
Utylizując zawartość zamrażarki gotuję bigos . Przy okazji zużywam kiszoną kapustę , której mam nadwyżki . Chłop się cieszy , bo będzie miał syte śniadania .
Cieszy się też , gdy mu mówię o zamiarach upieczenia sernika , bo kupiłam tanio trzykrotnie zmielony ser .
-Naleśniki , naleśniki ! -wykrzykuje . Jednocześnie oblizuje się i podskakuje jak mały chłopczyk , któremu obiecano kupno nowego samochodzika . Jednocześnie oczy jego śmieją się i promienieją . Lubię taki  "jego stan"...

8.
Lubię też , gdy mnie obejmuje i całuje i prosi bym nie denerwowała się nazywając mnie "narwantusem" , nerwusem itp ... Wie o podłożu mego zbyt emocjonalnego podchodzenia do niektórych spraw związanych z życiem osobistym . I rozumie to !

9.
Prawdopodobnie oboje jesteśmy na drodze do wyjaśnienia sporego problemu ciągnącego się latami .
To też powód do nerwów . W końcu nauczyliśmy się na spokojnie o tym rozmawiać i wysłuchać jedno drugie .

10.
Mimo trudów w pracy w mojej firmie stanowimy dość zżytą grupę jeśli chodzi o babską część personelu . Rzadkość w tych czasach , że w pracy jeden drugiemu pomaga zamiast "podkładać świnię" .

11.
Wciąż poznaję nowych ludzi i odświeżam bardzo stare znajomości . Np w szpitalu poznałam przedsiębiorczą i sympatyczną panią po czterdziestce z Warszawy . Zgadałam się z panią , która pracowała jako kucharka w internackiej stołówce . Pani ta dawała dla mnie i dla innych głodomorów ( a byli to tylko chłopacy !) niezjedzone porcje .
Obecnie jestem w kontakcie z przesympatyczną panią ze Stowarzyszenia Miłośników Zwierząt . Nie byłam w stanie sobie wyobrazić takiej osoby w rzeczywistości  i tak blisko ! Mam przed oczami jak uśpione koty (po zabiegu sterylizacji) przykrywa kocem .
Nowi ludzie niedawno zostali przyjęci do pracy w mojej firmie . A ja lubię poznawać nowych ludzi .
( Jakkolwiek dziwnie to brzmi i jakkolwiek ułoży się nasza znajomość) .

12.
Zrobiłam dziś sobie leniwą niedzielę . Po porannych obrządkach zaszyłam się w wygodnym łóżku z książką . Naprzemian czytałam i spałam . Na poduszkach i kołdrach nie było nawleczonej pościeli , bo ... zwleczoną uprałam , a następnej nie chciało mi się wyjmować z szafy .
Zjedliśmy "warzywa z patelni" dzięki  utylizowaniu zawartości zamrażarki .
Ja sobie klikałam , a Chłop patrzył w TV .
Niedzielna idylla ...

13.
Zakwitł hiacynt , którego dostałam od koleżanki w ramach przysługi . Podwiozłam ją na zakupy .
A hiacynt pachnie obłędnie i zastanawiam się czy nie przenieść go do sypialni ;) . Zastanawiam się też czy na oknie w sypialni nie postawić 5-litrowego balona z winem . Bardzo lubię słuchać bulgotania w rurce fermentacyjnej . Uspokaja mnie . Dziwne jest ,że bardzo podobny dźwięk jakim jest kapanie wody drażni...

14.
Postanowiłam kilka swoich zdjęć przerobić na papierowe . Może zrobię komuś miłą niespodziankę w postaci mini-albumu ?
Może zostawię je ot tak dla siebie ?
Oto kilka z nich .





    (  niestety nie znalazłam odpowiednika oryginału )

15.
Chłop mówi , że wszystko co mi radzi to dla mego dobra ;) .Słucham go , ale sama staram się ocenić co jest dla mnie dobre , a co nie . Słucham go nawet gdy mówi , że jestem szczęściarą . Hmmm...niechaj mu będzie ;)) . Zrobiłam dziś sobie niedzielny spacer . Tu zdjęcia (klik) .

 To były pozytywy . Teraz czas na negatywy ...

1.
Od jakiegoś czasu odbywam wędrówki po lekarzach . Mam nadzieję ,że to przejściowe i , że moje zdrowie nie szwankuje zbyt mocno .

2.
Młody przeszedł ciężką grypę i mimo zbliżających się 20 urodzin jest chorowity jak mały chłopak w wieku przedszkolnym . Młoda ma ciągle stan podgorączkowy i jako przyszły lekarz sama doszukuje się różnych chorób. Jest na etapie badań i niecierpliwie czekamy na wyniki . Chciałabym , by było to  permanentne przemęczenie z powodu ilości materiału do przyswojenia , który ma na 3 roku studiów medycznych .

3.
Ponadto Młody kupił sobie kolejne auto . Uznał ,że nie stać go na utrzymanie poprzedniego i wymienił na drugie -młodsze rocznikowo . Trudna decyzja dla nas rodziców czy pomóc mu w realizacji tego  trochę szalonego pomysłu ...

4.
Moja matka dzwoni do mnie z byle powodu . Nie cieszy mnie to , bo nie mam ochoty z nią rozmawiać o swoich problemach . Ani o niczym innym . Szydera Chłopa jest druzgocząca i podszyta  sarkazmem pomieszanym z ironią : -"Mamusia o Ciebie się martwi ? Dziwne to bardzo . "
Tylko my oboje rozumiemy tę szyderę ...

5.
Trudno mi zapanować nad moim głodem . Jestem świadoma , że za dużo jem , ale to jest silniejsze ode mnie . Ostatnio dołożyło mi 5 kg ...
Muszę się bardziej kontrolować ...

6.
Znów mam bolesne nagniotki na stopach . Uczucie podobne jakby wsypać żar do butów . Czeka mnie kolejna kuracja polegająca na smarowaniu .

7.
Patrząc na ludzi zatrudnionych w mojej firmie przez Agencję Pracy Tymczasowej czuję żal ( do kogo ??? ) za sposób w jaki ich się zatrudnia .Umowy o pracę na 2-3 tygodnie i potem "skierowanie" do innego zakładu pracy z którym powyższa Agencja ma umowę . Tragedia na rynku pracy to jedno (zwłaszcza na  moim "dzikim wschodzie" ) . Szacunek do ludzi , którzy chcą pracować to drugie . To tylko medialne pierdolenie , że trzecia umowa o pracę powinna być na czas nieokreślony i minimalna stawka za godzinę pracy powinna wynosić 12 zł . W końcu po coś są luki prawne ...

8.
Patrząc na politykę (która mnie brzydzi!) . Czy Bolek czy Lech ?
Czy prawdę zawiera Człowiek z teczki czy Człowiek z nadziei . Czy Wajda chce nas okłamać ?
Czy Cenckiewicz ukazuje nagą prawdę ?

9.
Polityka rolna też nie napawa optymizmem . Producenci mleka uzyskują marne grosze za jego sprzedaż . Kryzys i susza dołożyły się . Ale możliwa jest rekompensata . Opisane w Polityce .(klik)
Za wyprodukowanie nadwyżki mleka rolnicy muszą płacić kary W izbie rolniczej (klik).
Obecne ceny skupu mleka od ok 60 gr/ litr do 1,20 zł/litr . Chyba nie jest trudno wyobrazić radości z jaką krowy oddają mleko...




Wiele tak można wyliczać . I pozytywów i negatywów . Ważne , by nie skupić się na samych negatywach . Wiem, że nie jest to łatwe . Ale nie można dać się pogrążyć negatywom , bo to do niczego nie prowadzi . Chyba , że ktoś chce świadomie rozsiewać wokół negatywną aurę .
Ja wolę pozytywnie patrzeć na świat i nie rozpaczać z powodu ,że pobiłam Chłopu jego kubek lub ,że pan posiadający przechowalnię jabłek nie raczył ruszyć dupy ,by mi sprzedać 4 skrzynki jabłek odmiany ligol  (które uwielbiam!) , bo mu się nie opłaca czy nie chce ... Ja nie chciałam nawet słuchać wymówek i desperacko ruszyłam do auta . W akcie desperacji zwiedziłam rezerwat nad Bugiem (klik) .


Jest kilka trudnych momentów w których odechciewa mi się patrzeć na świat z optymizmem .

1.
Gdy ktoś na mnie krzyczy lub ma nie uzasadnione pretensje . Wtedy mogę się uruchomić i dość konstruktywnie i dobitnie "dać do wiwatu" lub popaść w stan beznadziei milcząc .

2.
Gdy zwraca mi się uwagę , że z byle czego się cieszę lub śmieję . Uwagi  tego typu gotują mi krew pod paznokciami . Niby niewinne ,a bolą ... A może sprawdza się teoria , którą gdzieś wyczytałam :
 "Jeśli potrafisz cieszyć się szczęściem innego człowieka jesteś naprawdę szczęśliwym człowiekiem "

Ojjjjj !!! Pomedytowałam ;) !!!

Moja medytacja sprzed  kilku lat (Medytacja-klik)




niedziela, 17 stycznia 2016

O niedzielnej lekkości bytu (czyt. pełnej wrażeń!) i czy wszyscy wokół mają głupawkę i czy do trzech razy sztuka? ;)

Chyba każdy człowiek pracujący zawodowo oczekuje niedzieli...!?
I chyba nie mylę się.
Chyba,że ktoś oczekuje soboty i niedzieli ;)
Dla mnie bardziej oczekiwana jest niedziela z racji że zarówno i w sobotę i w niedzielę mam podobne obowiązki ;)

Dziś dzień rozpoczęłam ok 6 i jakoś w tym czasie robiłam zimowe  zdjęcia (o tutaj!)
Potem zajrzałam do kotłowni,pogadałam ze swoją kocią ferajną.W trakcie wybierania popiołu z popielnika obserwowałam jak chrupią swoje kocie chrupki,a gdy potem w piecu wesoło trzaskał ogień patrzyłam i słuchałam jak błogo mruczą.
Potem zajęłam się codziennością,czyli parzeniem herbaty,zdejmowaniem suchego prania z kaloryferów i wywieszeniem następnego,szperaniem  w internecie,słuchaniem regionalnego radia i przygotowaniem śniadanio-obiadu czyli tzw śniadanie z obiadem za jednym zasiadem :)
Upichciałam roladki ze schabu z suszonymi pomidorami z oleju w sosie śmietanowo-cebulowym.Do tego surówka z "kapusty z Pekinu",papryki z przeceny i cebuli obranej przez Chłopa.
-Do czego to doszło-marudził Chłop-muszę obierać cebulę i  jeszcze muszę kroić...
-Nie płakać mi tu!Chłopaki nie płaczą!-zgrywałam się,a skrycie cieszyłam się,że szybciej wszystko przygotuję.
-W nagrodę dostaniesz słodkiego soku z malin do herbaty!
-A ciasto jakieś będzie?
-Jest keks...
-Hura!Hura!Hura!
-..ale w zamrażarce.
-Uuuuu...-zmartwił się Chłop-a przyniesiesz?bo ja bym wyjął,ale nie wiem gdzie jest i zaraz będziesz się złościć,żem pogrzebał jak sobaka.
-Przyniosę,przyniosę.A przy okazji wyjmę kości naszym sobakom.Tylko masz ich nie zjeść!!!!!-pogroziłam wymachując łyżką.
-Odstąpię Tobie część.
-Nie udawaj,żeś taki dobry ,bo kto uwierzy jeszcze!
-Ot brechuny,brechuny!!!-skwitowała teściowa,która niby patrząc w TV na bokserski pojedynek słyszała nasze pogadanki.
-A ty mamo patrz czy dobrze Szpilka boksuje i pilnuj kanapy-rzucił Chłop mrugając porozumiewawczo do mnie (ale że po co to nie wiem!).
-Jak zwykle nie ma soli i nie ma octu w surówce.Jak dla świni-marudził Chłop próbując surówkę.
-Niech se prosiaczek doprawi-odfuknęłam,bo nie po drodze mi ze smakiem Chłopa-bo prosiaczek jest pełnosprytny przecie.
-Kurde.Wczoraj zostałem niedźwiadkiem ,bo lubię miód.I nawet zrozumiem,że zgrywacie się z H. ze mnie,że miód najlepszy jest z kocimi chrupkami(poprosiłam koleżankę H.,by mi kupiła m.in. miód i chrupki kotom),no ale prosiak to lekkie przegięcie.
-Cicho,bo Ci łeb utnę i będzie po zabiegu-zgromiłam-i w końcu powiedz gdzie schowałeś mój pokrowiec od aparatu cyfrowego!!!!
-COOO????JAAAA?
-A co nóg dostał i se poszedł na piwo?
-Nie wiem.Nie mam pojęcia.Ale jak chcesz to mogę Ci postawić piwo-oznajmił Chłop.
-Jak se  chcesz to ja Ci postawię.Ale nie piwo!!!!
-Oooooo! Ja wiem,że bystra jesteś!
-Ale nie wiesz jeszcze za co Ci te piwo chcę postawić.

Po posiłku za jednym przysiadem każdy zajął się czymś innym. Ja szperałam w folderach zdjęciowych i w internecie,Chłop patrzył w Tv,a teściowa zmywała.
-Nażer sie to zrobi sztoniebut*-gadała do zlewozmywaka po swojomu (czyli po chachłacku).

-Idziesz ze mną na podwórko?-zagaił po jakimś czasie Chłop-szybciej obrobimy się to niedziela będzie dłuższa.
-Hahaha...o sobie mówisz,no nie? ;P. Dobra,dobra,idę.Zrobię pare fotek,nazrzucam Ci słomy i siana,zaniosę ciepłej wody kurom i psom.
Gdy buszowałam w sąsieku usłyszałam z obory wrzask Chłopa:
-Hej,ho,cho no szybko! Biegusiem!
Wrzask wydał mi się jakiś płaczliwy,wiec zbiegłam po drabinie.Pomyślałam,że coś się stało,bo ileż można rżnąć głupa...?
Chłop poił krowy i ponaglał mnie:
-No chodź tu do mnie i masz telefon.
Zanim szeptem zapytałam kto dzwoni do mnie na jego telefon usłyszałam miły głos;
-Mamo! Jak nazwiesz trzecie dziecko?
-Ło matko i córko i babko i prababko!!!!Młoda nie jest w ciąży!!!!Nie wierzę!!!-przemknęło mi przez myśl lotem błyskawicy.
-A czyje dziecko? Co masz na myśli?
-No twoje przecież,bo ja nie mam żadnego i na razie mieć nie powinnam-roześmiała się mi do ucha-Taki sen miałam.Że urodziłaś trzecie dziecko i że pojechałaś z nim na Śląsk do wujka i wszyscy się nim opiekowali,nosili na rękach...
-DOŚĆ!ZAMKNIJ SIĘ!!! A Ty nie śmiej się jak idiota!!!!-wrzasnęłam do tłumiącego śmiech Chłopa,bo......-i tu już zadęłam się i... zabrakło mi argumentu...
-Mamo! Nie złość się.Ale co ja poradzę,że mam takie poronione sny i że nie lubisz bachorów-i znów porcja gromkiego śmiechu do słuchawki.
Ze mnie zeszło powietrze i przeszłyśmy do normalnej pogawędki.
Chłop nadal chichotał i by nakręcić sytuację zapytał;
-Czy chcesz wiedzieć za co mam Ci to piwo postawić?
-Nie chcę!-warknęłam-i ja Tobie też nic stawiać nie będę-powiedziałam buńczucznie.
-HHAHAHAHAHA!!!!! Ale ja o piwie mówię a nie o stawianiu czegoś tam.Postawię Ci piwo za to,że poszłaś na podwórko.
-Dziękuję!Smacznego!- Nie lubię piwa.Ot tak po prostu nie lubię.
-Aaaaa.Zaraz będziemy mieć gości.
-????
-Dzwonili do mnie,że przyjadą.Zrobisz kawę i ten keks pewnie rozmarzł już.
-Jak do Ciebie dzwonili to Twoi goście i zrobisz im Ty kawę.

Goście przyjechali.Chłop zrobił kawę sam.I dla gości i dla mnie :))).Po dość długich pogawędkach panowie postanowili napić się trunku co robi wódę z mózgu(wróć!!! -wodę!).Dalej rozmawialiśmy podzieleni na 2 grupki.Jeden z gości politykował z Chłopem na temat rolnictwa ( i ten był kierowcą,więc wody z mózgu nie robił sobie),a drugi mając ciut wody w mózgu spoglądał na moje zdjęcia.Akurat dodawałam je na bloggera.
- Ciekawe hobby-zagaił,więc pokazałam mu swoje perełki.M.in  TĘ-(klik)
-Ale ładne zdjęcia.Jakby na pocztówki.
-Ona cały czas pstryka i marudzi,że ma słaby aparat.A zdjęcia ładne robi.Pokaż te koty w mitusie (O te! -klik)
-Te kotki mają u was lepiej niż u pana Boga za piecem.Widziałem jak przyjechaliśmy jak wchodzą swoim wejściem chyba do piwnicy-powiedział gość z wodą w mózgu ;)
Tu już Chop zszedł z dyskusji o rolnictwie na kocie opowieści i zażerał się rozmrożonym keksem.
Głupawka jakby minęła,ale gotując wieczorem zupę na jutro zauważyłam pusty kubek po śmietanie.
-Co to-pytam Chłopa.
-Dżon wypił-odpowiedział wzruszając ramionami.
Kot Dżon tymczasem smacznie spał pod kaloryferem...
-Zresztą po co śmietana do zupy teraz.Doda się jutro przy jedzeniu,bo tak może skwaśnieć.
-Taaa....skwaśnieje w twoim brzuchu  do rana-rzekłam uszczypliwie.
-Cały czas robisz ze mnie balona.Jak z tym pokrowcem od aparatu-powiedziałam z lekkim fochem.
-Ale ja go nie brałem naprawdę-prawie płacząc kolejny raz kłamał w ten sam sposób.-Nawet nie wiedziałem gdzie on leży!!!!!
-Leżał na blacie kuchennym tuż przy telefonie.Przygotowałam nawet smycz,by nie zgubić go kolejny raz.Bo trzy razy zgubiłam ,a niby do trzech razy sztuka.A teraz sztuką będzie, by go znaleźć...

   ...a było tak z tym pokrowcem:
1 raz zgubiłam,gdy w czasie letnich przejażdżek rowerowych zauważyłam dziki na polu sąsiadującym z naszym dobrze rokującym pszenżytem,a że wystraszone pobiegły w tym kierunku to postanowiłam je wystraszyć.Z aparatem cyfrowym w jednym ręku,a zapewne pokrowcem w drugim i 2 metrowym kijem z uwiązanym foliowym workiem (to rzekome straszaki na dziki miały być z których to dziki sobie drwiły) biegłam w kierunku szeleszczącego zboża.Biegłam miedzą i chciałam nagrać film,by pokazać Chłopu,że tam były(o głupia ty babo!).gdy dziki wyskoczyły ze zboża sąsiada kilka metrów przede mną zaczęłam wrzeszczeć:
-A wy mendy nochate! Do lasu ryć a nie pole!Wyp*******!!!!!
Dziki w popłochu pobiegły do pobliskiego lasu a ja stałam w zbożu i od razu pomyślałam:
-Przez te nochate zgubiłam pokrowiec...K****!!!
Nie wiem na co byłam bardziej zła.Czy na dziki czy na brak pokrowca,którego nie znalazłam z powodu zapadającego zmierzchu.A potem dnia następnego...
Tu są te dziki,tyle że więcej liczebnie(klik).
Ale w trakcie jesiennej orki Chłop przyszedł i oznajmił:
-Wyorałem dwie rzeczy.Pocisk i takie coś...
I pokazał mi mój pokrowiec,którego szukałam  tuż po żniwach,gdy widoczność była znacznie lepsza niż w rosnącym jeszcze zbożu.Pocisk jakoś szczególnie mnie nie zainteresował,bo przecie pokrowiec ważniejszy!
 ;)
Tu foto z orki,a ja zrezygnowana szwendałam się po okolicy(klik)


2 raz zgubiłam   poprzedniej niedzieli.A wszystko przez to,że włożyłam aparat do kieszeni bluzy,bo miałam porobić zdjęcia naszym pierwiastkom z cielakami.W trakcie dojenia na wyścigi z cielakiem zauważyłam brak sprzętu w kieszeni!!!!! Od razu zapomniałam o dojeniu i gorączkowo zaczęłam macać nogą słomę pod krową ważącą ok 700 kg i beztrosko ssącym ją cielakiem.Wpierw macałam,a potem już nerwowo kopałam klnąc w myślach na swoją bezmyślność!!!!!Wstyd nawet było mi przyznać się Chłopu do porażki.Po kilku minutach odetchnęłam z ulgą!!!!!
Jest!!! Jeszcze drżącymi rękoma zrobiłam foto cielaczkowi.Warte nerwów,no nie? ;)


3 raz zgubiłam  TEŻ poprzedniej niedzieli,gdy to Benek wziął mnie na spacerek(klik).
Fajnie się spacerowało.Rozmawiałam przez telefon z kolegą,potem z Młodym aż zaczęło zmierzchać.A,że ok 5-6 km byłam od domu postanowiłam ruszyć z buta krótszą trasą.Niestety było to niemożliwe,bo okazało się,że nie mam pokrowca od aparatu.Wystraszona nie byłam jak w południe ,ale zła sama na siebie.
-Dobrze,że białe gówno napadało to łatwo znajdę.I znalazłam .



Powiadomiłam Młodego,że gadając z nim o jego studniówce i o tym,że wyglądał jak gówniarz na zdjęciach i że jego dziewczyna wyglądała bardzo ładnie w czerwonej sukience zgubiłam pokrowiec.I że zaraz go znalazłam.Syn nakazał mi szybki powrót do domu,bo dziki mnie zjedzą na kolację.I miał rację,bo z Benkiem natknęliśmy się na małe stadko. Benek je przepędził a ja nie wiem kto był bardziej wystraszony: ja czy dziki ;].
Najbardziej zdziwiło mnie,gdy na moje wejście do domu Chłop zagaił:
-Gdzie mam teraz jechać orać?
Wytrzeszczyłam na niego swoje oczy nie wiedząc o co mu chodzi!!!
-No pokrowca szukać!!!
-SKĄD TO WIESZ????
-.....................
-No nie! Kabel jeden podkablował.Mały był i zawsze kablował i teraz kabluje!
-Eeee...tam...W teleekspresie gadali...-powiedział niewinnie Chłop.
Szybko chwyciłam jego telefon,ale niestety połączenia z Młodym nie było.
-Od razu Cię pouczył jak usunąć połączenie...?
-O czym ty mówisz?jakie połączenie?
Młody nie odbierał telefonu,ale w sms powoływał na świadka swą dziewczynę,że nie,że oni nic nie mówili.Do dziś nie odkryłam prawdy,gdzie jest pokrowiec.A smycz czeka na zgubę,by ją uwiązać.
-Kurde! A sama niedawno śmiałam się z Młodej,która gubi rękawice ,że potrzebne jej są troczki.A tu sama będę latać z troczkami.Tzn.ze smyczą.Aby nie pomylić się i aby Benek mnie na niej nie prowadził;D

 I tak sobie myślę patrząc na słit-fotki,które sobie machnęłam na spacerze.
Ile w tej głowie jest głupawki,głupoty i mądroty?


Wiem,że nos jest zadarty,krzywy i ma wygląd kartofla ;D
Ktoś oceni inaczej? ;]





*-najadł się to zrób chociaż cokolwiek

P.S. W ZWIĄZKU ZE ZMIANAMI NA STRONIE PROSZĘ O UWAGI ODNOŚNIE CZYTELNOŚCI.
Postaram się nie popełnić gafy przy ulepszaniu ;)