Odruchowo spojrzałam w kierunku swej lewej.
-JEST! KURDE JEST! PRZYLECIAŁ!!! HURA!!!
-Co takiego?-zapytała mnie teściowa siedząca na ławce przed domem.
-No jak to co?! Bocian przeleciał! Patrz! Stoi na gnieździe!
-Oooo...Pierwszy bocian. To będziesz stała przez cały rok...-odpowiedziała teściowa.
-Mogę stać, mogę chodzić, ale najważniejsze, że bocian przyleciał!!!
Pobiegłam co sił w moich zmęczonych nogach po aparat fotograficzny. Przecież tak ważne wydarzenie trzeba zarejestrować!!!
Potem pobiegłam zobaczyć bociana. Jednocześnie drażnił mnie fakt, że bocian może odlecieć w każdej chwili. A, że miałam z sobą towarzysza na smyczy to bieg nie był łatwy. W jednym ręku aparat, który przygotowywałam do "pstryknięcia"; a w drugim ręku smycz z psem, który dostał szału do zabawy i biegł wraz ze mną jednocześnie podskakując i bawiąc się smyczą. Biegnąc zaczepiłam się o coś miękkiego i o mało nie rozłożyłam się na chodniku jak rozjechana żaba...
Ta myśl mnie rozbawiła i od razu pomyślałam sobie:
-Oj miałby bardzo długo bociek co jeść! Bo taką wielką żabę skonsumować... ;)
Będąc już blisko włączyłam aparat i pstryknęłam raz i drugi. Efekt bardzo, bardzo niezadowalający. Ponadto pies zaczął się niecierpliwić, bo nie lubi jakichkolwiek czynności związanych z robieniem zdjęć. Musiałam uspokajać psa i kombinować z ustawieniami co nie było łatwe z uwagi na zmarznięte dłonie. Gdy już ugłaskałam psa, a smycz założyłam tak, by mieć wolne ręce zaczęłam kombinować z ustawieniami aparatu bocian popatrzył i podumał i z gracją odleciał. A ja zostałam z psem, apartem w ręku i dowodem rzeczowym jaki jest widoczny po lewej stronie ;).
Płakać z tego powodu nie będę, bo jeszcze będą okazje do fotografowania (moich bocianów-klik).
W drodze powrotnej zauważyłam, że to coś o co się potknęłam to była olbrzymia ropucha. Brrrrrr....
-Nie chciałabym jej rozdeptać-pomyślałam tylko.
-Niech bocian się z nią rozprawi....
Pies dystyngowanie ominął ropuchę. Widać i dla niego nie po drodze z tym stworzeniem ;).
-A wiesz....-zagaiła teściowa, gdy wróciliśmy pod dom-wczoraj w radiu Simona Kossak opowiadała o bocianach. Mówiła, że pierwszy przylatuje zawsze bocian, a potem dopiero bocianicha. A bywa i tak, że bocianichi bijo się. Ale ta Simona gadała, że nie bijo się o bociana, a o gniazdo. I ta bocianicha co wygra zostaje partnerką bociana***.
-A wiesz, że ja taką scenę widziałam. Ale nie mogłam zrozumieć o co chodzi w tej bijatyce. Dwa bociany biją się, a jeden stoi i patrzy. Teraz już rozumiem...
To zdarzenie zaobserwowałam rok temu po przylocie mego bociana(klik). Niestety, nie miałam przy sobie sprzętu, by zrobić zdjęcia lub nagrać... ;/
A pierwszy bocian rok temu był 7 kwietnia (klik)
W tym roku zobaczyłam bociana po raz pierwszy 22 marca (zbrakło czasu i weny, by pisać na gorąco ;) )
A to bocianie widoki z czerwca 2016.
| Widok z przybliżenia tuż przed przejściem przez drogę asfaltową. |
| Widok w trakcie przechodzenia przez drogę. |
| Tuż przy gnieździe. |
| Zbliżenie. Bocian porządkuje gniazdo lub otula jaja...? |
| I oczekuje na bocianową,która zapewne poleciała na łowy. |
30.07.2016. godz20.50
| Oboje pilnują bocianiętek. |
Dlaczego lubię bociany?
Bo tak? ;)
Dla mnie jest to naturalny symbol walki o przetrwanie. Lecą tak daleko. Po co i dlaczego? Różne są teorie, ale ja nie zagłębiam się w to.Wiem, że wykorzystują dogodności natury takie jak wznoszące prądy powietrzne. Wiem, że wyrzucają z gniazd jaja lub nawet słabe potomstwo. Nieraz żartowałam, że wyrzucanie jej to naturalna antykoncepcja, a wyrzucanie piskląt to naturalna selekcja dająca większe szanse dla silniejszych (to już stwierdzenie).
No cóż...Czeka mnie nieszczęśliwy rok, bo pierwszego bociana widziałam stojącego na gnieździe ;). Trudnoświetnie! Przeboleję! W poprzednim roku pierwszy bocian był siedząco-klekoczący i jestem, żyję i mam się dobrze (chyba?!...bo zawsze może być lepiej). Klęsk nie było,urodzaj na polach względny, a w oborze wręcz wspaniały. Pieniądze rzecz nabyta w drodze ciężkiej pracy lub tyrania (oczywiście są jeszcze inne sposoby pozyskania pieniędzy, ale to nie dla mnie) i są po to, by je wydawać. Więc skąd dziw, że ich nie ma?;D
Żartujemy ostatnio, że bocian nam przyniósł trzecie dziecko. A jest nim adoptowany pies ( o tym kiedyś w przyszłości postaram się napisać).
A o przynoszeniu dzieci przez bociana pisałam w 2012-klik.
Mam nadzieję, że bociany będą mi towarzyszyć i pozwolą się fotografować.
Są bardzo fotogeniczne (klik)
Ciekawostki bocianie w ludowych wyobrażeniach (klik)
***słownictwo oryginalne-jak zasłyszane tak napisane ;)



