Moje przemyślenia,wspomnienia,radości,smutki,rozterki...
Trochę o mnie,
trochę o życiu
i o całym "bałaganie" z nim związanym...
Stosuję bardzo prostą filozofię Alice Roosevelt Longworth : Napełnij to co jest puste. Opróżnij to co jest pełne. Podrap tam gdzie swędzi.
Lubię poznawać świat i ludzi.
I wcale nie chodzi o to , że jestem w ciąży i chcę mieć kolejne potomstwo i przez to 500+ . Nawet o tym nie myślę !
Chodzi o to ,że moje już dorosłe dzieci po zakończeniu roku szkolnego / akademickiego będą zamieszkiwać razem z nami . I nie , nie były jak na razie do tej pory wydziedziczone , gdy mieszkały poza domem . To edukacja była przyczyną ich migracji ze wsi do stolicy Podlasia . Bo cóż ja poradzę , że zezwoliłam na "bachurskie fanaberie" ( cytat wypowiedzi znajomej ) edukowania się o 100 km od domu ( jakby tu szkół i nie było ) ? Ale nie będę się nad tym rozczulać i rozpisywać . Przy ostatniej wizycie w domu Młoda powiedziała :
- Ty mati ( matka ) i ty batku (ojciec ) . Ja tak wydumała(wymyśliła ) ... W tym roku na wakacje nie pójdę do żadnej pracy . Będę w domu i będę pomagać paść krowy hahahaha ... Ale na poważnie . Będę opiekować się babuszką ( babcią ) po operacji , będę grzebać w ogródku , chodzić na grzyby , biegać z psami , głaskać nasze kiciusie , doić krowy , gotować , a wy dla swego pasożyta dacie parę groszy , by pasożyt pojechał na Woodstock ...? ( I tu był mega inteligentnie szelmowski uśmieszek z szybkim mruganiem rzęsami ;)) )
-SUPER !!!
-HURA ! HURA ! HURA !
Chłop z tej radości ,aż zatupał nogami siedząc na krześle , a ja miałam na pysku nie banana , a kiść bananów!
- A od kiedy ty tak po ruskiemu choworysz ( mówisz ) ?
-Bo ja dziewka ze łsi i wmieju ( umiem ) choworyt ( mówić ) po swojomu ( po swojemu ) .
-Dobra , mów normalnie i mnie nie wnerwiaj .A za pasożyta to ci zaraz przywalę !
-No , bo ja to taka wesz wychodowana na waszym łonie , 22 lata , a kormiti (karmić) potreba (trzeba ).
-Dobra , dobra . Kocioł zupy nawarmy ( nagotujemy ) i bedziem żryć ! I sałaty narobimy ze śmietaną .
-Łoj matka ! A ty sałatu posiejała (sałatę posiała ) ? Bo ja już gotowa stać na swych czterech kończynach i ją wżerać jak krowa trawę !!! Już się nie mogę doczekać czasu , aż uwolnię się od miasta , od ludzi , od hałasu . Chce mi się na wieś !
Dziś w rozmowie telefonicznej Młody mi rzekł :
-Wiesz mamuchna ... przemyślałem sprawę i jestem wstępnie umówiony na rozmowę o pracę .
Ale sęk w tym ,że zapewne będziesz mieć moją gębę do karmienia , bo chcę pracować blisko domu ,a nie jak wcześniej planowałem w stolicy Podlasia . Tak będę mógł tatuśkowi w żniwach pomóc czy w czymkolwiek innym . Poza tym nie chce mi się gnić latem w mieście w blokowisku . Respektujesz mamuśka takiego pomysła ?
-Jeszcze pytasz ! Fajnie będzie , wy oboje w domu , bo Młoda też będzie i wymyśliła , że do pracy nie pójdzie .
-Należy się jej laba . Ciężko zamulała na stypendium rektorskie ,więc teraz ciut wytchnienia powinna złapać .
-Dzięki temu , że ona zamulała ty miałeś większe datki , wiesz ?
-No może na bystrzachę nie wyglądam ,ale swoje wiem mamuśka hahaha . Kumam , że tylko mnie musieliście finansować . Z matmy wybitny prawie jestem ,więc rachuję trochę hahaha .Kończę , bo lecę na ostatnią maturkę . Ustny z angola . Pa mamuśka !
Tak więc czeka mnie rozgardiasz domowy jak przed laty i świadomość , że moje małe dzieci to już duże dzieci ...
Jakiś czas temu w czasie przerwy śniadaniowej w pracy roześmiałyśmy się z koleżanką z niezbyt wyszukanego dowcipu na temat sexu . Chichotałyśmy w duecie z czego koleżanka płakała ze śmiechu ( ale ten typ tak ma ;) ) . Sporo młodszy kolega ,który przy tym samym stoliku parzył sobie kawę rzekł z przekąsem:
-Durne baby ! Wam tylko jedno w głowie !
-No wiesz co !!! ... To już śmiać się nie można ? -odparła nieco zdumiona , a bardziej oburzona koleżanka .
-A może twoją czaszkę otworzymy (w amoku zapomniałam ,że fachowo to zwie się trepanacja ) i zobaczymy czy tam jest sieczka czy wiatr halny ? A może i sieczkę wywiało ?
Kilka osób zaczęło śmiać się w głos , a kolega odmaszerował zniesmaczony tekstem durnej baby .
No ja sobie wypraszam , by moją niewinną wesołość zakłócał jakiś niezadowolony z życia (lub z siebie ) młodzieniec ! Jak nie podoba się to odmaszerować !
Często słyszy się takie określenie . Durna baba .
Durna baba , bo zamiast siedzieć w domu i pilnować ogniska domowego szwenda się z psem po okolicy .
Durna baba , bo ma 50 lat , a ubiera się jak nastolatka .
Durna baba , bo powoli jedzie autem .
Durna baba co koty wozi do weterynarza .
Durna baba , bo wyręcza chłopa z załatwiania męskich spraw .
To ostatnie dotyczy jak najbardziej mnie . Często ludzie mówią mi wprost , że jestem durna , bo kupuję oleje ,smary , łożyska ( kryte i niekryte , kulkowe , stożkowe )a powinien robić to sam zainteresowany czyli mój Chłop ! Ale ja podobnie jak chłop ( mój czy nie mój ) wypytam w sklepie hydraulicznym o dostępne bojlery i poszukam informacji czy lepszy jest bojler dwupłaszczowy czy z podwójną wężownicą ...?
Niestety i tą durnotą się nie przejmuję . Skoro umiem kupić to co Chłop akurat potrzebuje i nie stawiam oporu ( bo i tak jadę do miasta ) to nie ma problemu . Chłop zajmie się w tym czasie czymś innym ( a może leży w cieniu pod gruszą - licho go wie ;) ) , a ja np. przed pójściem do pracy kupuję co potrzeba . I Chłop nie traci czasu i nie zużywa niepotrzebnie paliwa . Ot to!
Ostatnio przyłapałam się na tym , że nazywałam siebie durną babą !
I jeszcze ,żeby tego było mało trzasnęłam sama siebie w czoło ! Z plaskiem !!! A było to tak...
Niedawno kupiłam sobie nowy komputer . Dość szybki i mega rozumny laptop .
No i z racji ,że bardzo mi się podoba i super ze mną współpracuje postanowiłam przerzucić na niego wszystkie swoje pliki i foldery z pendrivów i komputera beneficjenta ( tu o nim pisałam-klik) .
Gdy pilnowałam garów gotujących się na piecu kaflowym postanowiłam w tzw. międzyczasie to zrobić . Przyniosłam laptopa i pomiędzy podkładaniem do pieca , przesuwaniem fajerek ( bo za mocno kipi ) zrzucałam foldery na pulpit laptopa . Zrzuciłam , usunęłam wszystko z nośników pamięci i je sformatowałam . Podlałam kwiaty oraz doniczkowe oregano i szczypior .
Zrobiłam sobie kubek zielonej herbaty i zadowolona z siebie usiadłam przed laptopem z myślą ,że trochę większy ład zaprowadzę w folderach zdjęciowych . Można sobie wyobrazić mnie ,gdy zobaczyłam, że zamiast folderów ze zdjęciami mam utworzone foldery z nadpisanym SKRÓT w których NIE MA ZDJĘĆ !!!!!!
Nie wiem czy serce mi stanęło czy zaczęło łomotać .
Ale plasnęłam sobie z płaskiej dłoni w czółko z okrzykiem : TY DURNA BABO !!!
Objęłam głowę rękoma i chciałam płakać z żalu do samej siebie .
-Ja pierdolę ...ja pierdolę !!! Zamiast kopiuj wklej to przeciągnęłam .Ale durna jestem...
-Nawet ku**a i nie popłaczę , bo łzy na klawiaturę polecą , a szkoda sprzętu ...
...i na myśl mi przyszło , że mam syna o wyuczonym zawodzie technik informatyk . Zadzwoniłam . I uspokoiłam się , bo zdjęcia są do odzyskania ...tylko być może będzie w nich większy bałagan niż był , a dokumenty tekstowe niekoniecznie mogą być odzyskane .
Już kilka godzin spędziłam na porządkowaniu sektorów i jeszcze nie koniec .
17 000 plików jako tako jest ogarniętych i wstępnie opisanych .Nie wiem ile jeszcze mi zostało , bo boję się zaglądać , ale coś ok 24 GB ." Lost files" będzie mi się śnić po nocach chyba . No , ale jak tak to zostawić , gdy niektóre z utraconych zdjęć mają ok 8 lat ...?
Nasze pieski , których już nie ma z nami , zdjęcia z gór i innych wycieczek , wygłupy w kuchni(klik) , jedzenie , gotowanie , pieczenie ... No jak ...? !
Siedząc dziś rano przy kuchennym stole sortowałam zdjęcia i piłam kawę . Z laptopa z youtuba "sączyła się " spokojna muzyka . Chłop z zaciekawieniem przyszedł podejrzeć co ja robię .
-Szukam spokojnej muzyki , by słuchając porządkować te cholerne foldery .
-To włącz coś fajnego to posłucham z tobą . (Magda Maciejec- Zrozumieć ciszę -klik)
I tak słuchając muzyki i rozmawiając o wszystkim i o niczym przejrzałam kilka folderów . W międzyczasie rozmawialiśmy o Katarzynie II , o jej kochankach i jednym z nich Potiomkinie . Oraz o książkach Simona Sebag Montefiore i o potężnym kraju jakim jest Rosja .
-Muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora np . "Stalin. Dwór czerwonego cara." -powiedziałam Chłopu .
-A opowiesz mi ? -dopytywał Chłop .
-Opowiem , ale pod jednym warunkiem ! Że nie będziesz patrzył na mnie jak na durną babę co to tylko książki czyta !
-A kto ci powiedział , że jesteś durna baba ???!!! Bo ja sobie nie przypominam żebym coś takiego mówił ,a sklerozy raczej nie mam jeszcze .
-A co to nie ma takich ,że mówią w ten sposób ?
-A niech sobie mówią . Zresztą sama mówisz ,że nie trzeba się przejmować tym co inni gadają .
-Ale wiesz jak takie gadanie wkurza ! Robię zdjęcia , a tu ktoś znajomy pojawia się skądś znienacka i zagaduje :
-A co ty durna jakaś ,że tak fotografujesz ? Toż nie ma na co patrzeć ! ...
Cycki mi opadają wtedy do samego pępka jak to u durnej baby ...
P.S.
W sumie to samego określenia baba zamiast kobieta ,dziewczyna nie lubię !
P.S.2
Kiedyś już pisałam o babach ,ale w ciut innym kontekście ;) Baby są od sprzątania! -klik
Dawno tak nie było , by przez krótki czas wydarzyło się tyle dobrego.
OTÓŻ:
Po kilkudniowej nieobecności wrócił do domu kot Dżon . (Tu o nim było -klik)
Jedna z naszych krasul "powiła" dużego , zdrowego cielaczka .
Młoda zadzwoniła , że ma w miarę wolny tydzień na uczelni i jedzie do domu .
Młody wyręczył mnie z trudnego zadania jakim byłoby odwiedzenie mego rodzinnego domu .
Gotuję obiad i w międzyczasie sączę mocną kawę . Asystuje mi kot siedzący przy kuchence (muszę uważać , by go nie rozdeptać ! ) . Standard w sumie , ale cieszy ;)
Ponadto rano rozśmieszył mnie Chłop . Wymyślił sposób , by ciągle mieć pieniądze .
- Musisz włożyć portfel głęboko do kieszeni spodni , związać ręce z tyłu i tak ciągle chodzić . Nie będziesz wtedy sięgać do portfela i będziesz mieć pieniądze .
-A potrzeby ? No wiesz o czym mówię ...
-Przecież ręce masz z tyłu to kciukiem ściągniesz spodnie .
-Hmmm...a jak je włożyć spowrotem ...?
- A to trzeba ?
;))
Poniedziałek nie jest lubiany z tego co wiem ;) . W pracy nieraz słyszę , że "poniedziałek to dzień majsterski ". No tak... dwa dni błogiego lenistwa odwracają uwagę od tego ,że trzeba popracować . I poczucie obowiązku pracy jakby maleje . Wiele osób czuje rozleniwienie lub jak ja to nazywam "rozmemłanie". Owszem robią , ale ni przed nimi , ni za nimi . (Oczywiście ja też znam ten stan ! ) .
Mnie osobiście drażni niedziela i prawie wszechogólne twierdzenie , że w niedzielę nie powinno się NIC (!!!) robić . No dobra... Niech ktoś mi rzeczowo wytłumaczy co znaczy NIC nie robić... a poza tym co z tymi co pracują w niedzielę ?
Ja zazwyczaj po otwarciu oczu układam w głowie co mam do zrobienia i co mogę zrobić później i planuję nie bacząc na to jaki jest dzień tygodnia . Poniedziałek to jest jeden z siedmiu dni tygodnia ustanowiony jako pierwszy i tyle .
Najbardziej nie lubię poniedziałków , gdy mam tydzień pracy na 3 zmianę ( czyli od godziny 22 wieczorem do 6 rano ) . A moje nielubienie objawia się najbardziej we wtorek ... gdy budzę się ok południa po odspaniu przepracowanego dnia i nocy . Nie wiem wtedy jak się nazywam , co powinnam zrobić i leżę próbując włączyć myślenie . Po przespaniu 7 godzin jestem zmęczona tak samo jak przed pójściem spać . Niby nic mi nie jest ,a nie czuję sił . Najlepiej byłoby , gdyby ktoś do kończyn doczepił sznureczki i nimi pociągał próbując wprawić mnie w ruch . Zwariować można !
Jednak zwlekam się w łóżka , bo potrzeba fizjologiczna jest silniejsza od stanu marionetki .
-Wypij kawę . Może postawi cię na nogi-radzi Chłop .
Ja od razu czuję spisek , bo domyślam się , że ma chęć ma łyk kawy ( lubi podpijać z mego kubka i robi to nałogowo !) .
Robię więc mocną kawę . Gorący napój powoduje , że robi mi się cieplej , bo od chwili przebudzenia trzęsie mnie jakby z zimna . Ale rozmemłanie nadal trzyma . Wczoraj za dużo na siebie wzięłam ,a i tak nie wykonałam tego co zaplanowałam . 24 godziny to stanowczo za mało na moje plany . Jednak poczucie satysfakcji odwalonej roboty jest , a zmęczenie to takie normalne następstwo .
Czas zostawić ten poniedziałek ,bo popadnę w paranoję jego przeżywania ;)
Przecież wtorek zaczął się kilka godzin temu , zaraz czeka mnie kolejna dniówka w pracy i potem moje wygodne łóżko . Mam nadzieję , że nie zmarznę w swej pracy do szpiku kości i , że uda mi się szybko wyspać i dojść do siebie po nocnej pracy ... bo mam już plany na jutro .
Gdy kilka lat temu poprosiłam swego syna , by pomógł mi założyć bloga to odparł:
-Blog chcesz mieć ? Blogi piszą sami popaprańcy...( zamiast popapraniec było inne słowo , ale nie mogę go odnaleźć w pamięci , więc zastąpiłam "popaprańcem ) .
Przełknęłam gorzki żal i temat został zamknięty...
Ale o blogu nadal myślałam , bo niezły popapraniec ze mnie jest .
W końcu znalazłam czas i wytężyłam swoje komórki mózgowe i zaczęłam . ( Tu początki -klik ) .
Jak napisałam w nagłówku są to:
moje przemyślenia , wspomnienia , radości , smutki , rozterki...
Trochę o mnie,
trochę życiu
i o całym "bałaganie" z nim związanym...
I tak sobie myślę nieraz czy pisać czy nie napisać ? Czy publikować napisany post ? Czy drążyć temat , który akurat mnie zainteresował ?Czy szydzić i kpić z konkretnej sytuacji ? Czy opisać wariactwa (chodzi mi o zaistniałe lub istniejące sytuacje w rejonie, we wsi lub w kraju ) o jakich większość ludzi żyjących nie ma pojęcia lub po prostu nie chce wiedzieć ?
I dlaczego o tym nie piszę ?
Boję się krytyki ...?
Brak mi czasu ...?
Czy jestem aż tak bardzo popaprana...?
Często opisuję zabawne sytuacje .Dlaczego tylko zabawne ? Bo po prostu chcę , by ludzie którzy to czytają się śmiali ( a czytają jak wskazują statystyki) . Bo mam świadomość ,że każdy ma jakieś problemy mniejsze lub większe . I po prostu lubię jak ludzie się śmieją . A ,że się śmieją ze mnie nie stanowi to dla mnie jakiegoś problemu . Zresztą słynę z dużego poczucia humoru (dość specyficznego zresztą ) i niewiele osób wie , że gdzieś tam w środku siedzi mała wystraszona dziewczynka lub nastolatka o bardzo niskim poczuciu wartości albo też dorosła kobieta , która wie,że postępuje źle... bo nie rozumie sama siebie ...ale za wszelką cenę chce zrozumieć innych...
Mój brak rozumienia siebie zapewne trwałby w nieskończoność (albo bardzo długo ) , ale trafiłam na człowieka , który potrafił do mnie dotrzeć i obiektywnie popatrzeć na zastraszone dziecko przed czterdziestką . A to , że bardzo się skumplowaliśmy (wolę tę formę niż "zaprzyjaźniliśmy się" ) przyczyniło się do tego , że potrafiłam "otworzyć się " i opowiedzieć bardzo wiele o sobie . Wiele z tych rozmów dało mi do myślenia i następnie dało bodziec do działania .
Ostatnio zastanowił mnie fragment książki E. Herzyk DDD Dorosłe dziewczynki z rodzin dysfunkcyjnych :
"Jeśli zatem , kobieto jesteś przebojowa i towarzyska , masz męża i dzieci , osiągnięte sukcesy powodują , że czujesz się wartościowa i podążasz za aktualnymi trendami , powinnaś być szczęśliwa . Gdy natomiast wolisz spokojny tryb życia , jesteś introwertyczką , kobietą samotną , nie masz się czym pochwalić i trudno ci znaleźć coś dla siebie w ofercie kultury masowej to jesteś z góry skazana na nieszczęście . Ale nie martw się , wystarczy dostosować się do norm kobiety szczęśliwej - i sprawa załatwiona . A jeśli będziesz miała z tym problem udaj się do psychologa po poradę jak to zrobić , albo na terapię (na której wzmocnisz tylko przekonanie ,że jest coś z tobą nie tak ) .
Ten nieco szyderczy ton ma na celu wykazanie , że to nie bycie DDA/DDD , ale uznanie wzorców kulturowych za obowiązujące i chęć dostosowania się do nich często czyni ludzi nieszczęśliwymi. Powoduje , że zamiast żyć własnym życiem w zgodzie z sobą i utożsamiać szczęście z poczuciem spełnienia próbują odgrywać role wg napisanego przez innych scenariusza."
Zaznaczę , że jest to książka , którą chcę przeczytać (akurat dziś przegapiłam koniec licytacji na allegro ) , ale teraz odniosę się do zacytowanego tekstu i do swej osoby .
Czasem jestem przebojowa i towarzyska , ale nieraz mam pragnienie spokoju i samotności .
Tak . Śmiem twierdzić , że czasami bywa tak , że świat zewnętrzny mnie nie interesuje i sama ze sobą przerabiam swe przeżycia .
Mam męża i mam dzieci . Ale nie ukrywam , że dzieci chciałam mieć zawsze , ale bez męża .
Osiągnięte sukcesy...?
Wybudowanie własnego domu ? Tchnięcie życia w zrujnowane gospodarstwo rolne ?
Dzieci , którymi mogłabym chwalić się bez końca (studentka medycyny i uczeń informatyki jako jedni z najlepszych na roku/w klasie ) ? Czy bardzo dobre relacje z dziećmi ?
Uważam za sukces to , że nie czuję potrzeby dostosowywania się do jakichkolwiek norm .
Wielkim sukcesem jest też to , że sama sobie z tym poradziłam . Trudno było , ale jak szyderczo mówię nieraz sama do siebie , są to tak skomplikowane sprawy, że psycholog zwariuje ...
A emocje...? I tu jest problem...
Prawdziwą istotą syndromu (bardzo lubię słowo syndrom) DDA/DDD jest właśnie nieradzenie sobie z emocjami .
Czasami złość lub niefart zamieniam w żarty . Czasami klnę jak szewc (lub zrzeszenie szewców ) .
Czasami zamykam się sama w sobie i milczę , bo wiem , że wyżej dupy nie podskoczę .
Czasami walę pięścią w stół lub kopię nogą w ścianę . Czasami wyrzucam z siebie mnóstwo pomysłów na "naprawienie" trudnej sytuacji ,ale żadnego z nich nie wprowadzam w życie . Czasami mam ochotę chwycić w swe ręce drugiego człowieka (tego który mnie skrzywdził ) i oddać mu pięknym za nadobne czyli też skrzywdzić . Chłop mój mówi , że nawet mogłabym zabić (czego jeszcze nie uczyniłam w swym 42 letnim życiu - czego nieraz żałuję ) .
Czasami płaczę ...
Często staram się zapomnieć , wymazać z pamięci ...
Czy trudno zrozumieć jak trudno jest pisać ...?
Mimo wszystko będę pisać chociaż nie wiem , gdzie mnie pisanie zaprowadzi ...
A co do syna , który uważał ,że blogi piszą popaprańcy ...
Kiedyś przeczytał post o pewnym Beztroskim (klik) (zapewne znalazł go pchany ciekawością co to za pulpit nawigacyjny ( ? ) i co ta antytechniczna matka tworzy ...? ) .
Potem ucałował mnie uradowany w podzięce za ten tekst ;)
Czyli warto pisać !
Na zakończenie 2 różne piosenki . Bardzo je lubię i gdybym miała wybrać jedną to poddaję się .
P.S. Czy ktoś pomógłby mi utworzyć zakładki ? Będę bardzo wdzięczna , bo szkoda mi czasu na szperanie ustawieniach ;)