Moje przemyślenia,wspomnienia,radości,smutki,rozterki... Trochę o mnie, trochę o życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym... Stosuję bardzo prostą filozofię Alice Roosevelt Longworth : Napełnij to co jest puste. Opróżnij to co jest pełne. Podrap tam gdzie swędzi. Lubię poznawać świat i ludzi.
sobota, 1 kwietnia 2017
Przesilenie...?
Piękny słoneczny wiosenny dzień. Pierwsze dźwięki poranku to radosne świergolenie ptaków, szum bocianich skrzydeł i skomlenie psa, który domaga się wyjścia za potrzebą fizjologiczną.
Wokół wszystko zaczyna się budzić do życia czyli zielenić. Opady sprzed kilku dni i poranna rosa sprzyjają temu, by zieleń coraz bardziej stawała się zielona.
Termometr za oknem pokazuje 20+, pies nie chce wracać do domu, koty chętnie wylegują się w nasłonecznionych miejscach coraz to przeganiane przez czarnego, podpalanego mieszańca "terieropodobnego". Wszystko się ożywia. Tylko nie ja...
Około godziny ósmej padam na swoje łóżko. Najchętniej zagrzebałabym się pod kołdrę i spała!
Ale tylko padłam...
Leżałam z zarzuconymi za głowę rękoma i nogami zwisającymi z łóżka. I nasłuchiwałam czy coś mnie boli czy to tylko "niedowład człowieka"...
Jakby ktoś mnie w tym momencie zobaczył zapewne pomyślałby, że odwaliłam jakąś ciężką pracę fizyczną. A ja tylko "wzięłam udział" w obrządkach i przespacerowałam się z psem.
Patrzę na swego psa i myślę, że chciałabym mieć tyle energii co on...
Jeszcze 8 godzin pracy mnie czeka...
...a ja wolałabym ten czas spędzić śpiąc, śpiąc, śpiąc...
Sen wiosenny...?
Czy zwykłe przesilenie?
A może niezwykłe?!!!
Uhhhhhh...ehhhhhh...
:(
sobota, 25 marca 2017
Będziesz stała przez cały rok.
Odruchowo spojrzałam w kierunku swej lewej.
-JEST! KURDE JEST! PRZYLECIAŁ!!! HURA!!!
-Co takiego?-zapytała mnie teściowa siedząca na ławce przed domem.
-No jak to co?! Bocian przeleciał! Patrz! Stoi na gnieździe!
-Oooo...Pierwszy bocian. To będziesz stała przez cały rok...-odpowiedziała teściowa.
-Mogę stać, mogę chodzić, ale najważniejsze, że bocian przyleciał!!!
Pobiegłam co sił w moich zmęczonych nogach po aparat fotograficzny. Przecież tak ważne wydarzenie trzeba zarejestrować!!!
Potem pobiegłam zobaczyć bociana. Jednocześnie drażnił mnie fakt, że bocian może odlecieć w każdej chwili. A, że miałam z sobą towarzysza na smyczy to bieg nie był łatwy. W jednym ręku aparat, który przygotowywałam do "pstryknięcia"; a w drugim ręku smycz z psem, który dostał szału do zabawy i biegł wraz ze mną jednocześnie podskakując i bawiąc się smyczą. Biegnąc zaczepiłam się o coś miękkiego i o mało nie rozłożyłam się na chodniku jak rozjechana żaba...
Ta myśl mnie rozbawiła i od razu pomyślałam sobie:
-Oj miałby bardzo długo bociek co jeść! Bo taką wielką żabę skonsumować... ;)
Będąc już blisko włączyłam aparat i pstryknęłam raz i drugi. Efekt bardzo, bardzo niezadowalający. Ponadto pies zaczął się niecierpliwić, bo nie lubi jakichkolwiek czynności związanych z robieniem zdjęć. Musiałam uspokajać psa i kombinować z ustawieniami co nie było łatwe z uwagi na zmarznięte dłonie. Gdy już ugłaskałam psa, a smycz założyłam tak, by mieć wolne ręce zaczęłam kombinować z ustawieniami aparatu bocian popatrzył i podumał i z gracją odleciał. A ja zostałam z psem, apartem w ręku i dowodem rzeczowym jaki jest widoczny po lewej stronie ;).
Płakać z tego powodu nie będę, bo jeszcze będą okazje do fotografowania (moich bocianów-klik).
W drodze powrotnej zauważyłam, że to coś o co się potknęłam to była olbrzymia ropucha. Brrrrrr....
-Nie chciałabym jej rozdeptać-pomyślałam tylko.
-Niech bocian się z nią rozprawi....
Pies dystyngowanie ominął ropuchę. Widać i dla niego nie po drodze z tym stworzeniem ;).
-A wiesz....-zagaiła teściowa, gdy wróciliśmy pod dom-wczoraj w radiu Simona Kossak opowiadała o bocianach. Mówiła, że pierwszy przylatuje zawsze bocian, a potem dopiero bocianicha. A bywa i tak, że bocianichi bijo się. Ale ta Simona gadała, że nie bijo się o bociana, a o gniazdo. I ta bocianicha co wygra zostaje partnerką bociana***.
-A wiesz, że ja taką scenę widziałam. Ale nie mogłam zrozumieć o co chodzi w tej bijatyce. Dwa bociany biją się, a jeden stoi i patrzy. Teraz już rozumiem...
To zdarzenie zaobserwowałam rok temu po przylocie mego bociana(klik). Niestety, nie miałam przy sobie sprzętu, by zrobić zdjęcia lub nagrać... ;/
A pierwszy bocian rok temu był 7 kwietnia (klik)
W tym roku zobaczyłam bociana po raz pierwszy 22 marca (zbrakło czasu i weny, by pisać na gorąco ;) )
A to bocianie widoki z czerwca 2016.
| Widok z przybliżenia tuż przed przejściem przez drogę asfaltową. |
| Widok w trakcie przechodzenia przez drogę. |
| Tuż przy gnieździe. |
| Zbliżenie. Bocian porządkuje gniazdo lub otula jaja...? |
| I oczekuje na bocianową,która zapewne poleciała na łowy. |
30.07.2016. godz20.50
| Oboje pilnują bocianiętek. |
Dlaczego lubię bociany?
Bo tak? ;)
Dla mnie jest to naturalny symbol walki o przetrwanie. Lecą tak daleko. Po co i dlaczego? Różne są teorie, ale ja nie zagłębiam się w to.Wiem, że wykorzystują dogodności natury takie jak wznoszące prądy powietrzne. Wiem, że wyrzucają z gniazd jaja lub nawet słabe potomstwo. Nieraz żartowałam, że wyrzucanie jej to naturalna antykoncepcja, a wyrzucanie piskląt to naturalna selekcja dająca większe szanse dla silniejszych (to już stwierdzenie).
No cóż...Czeka mnie nieszczęśliwy rok, bo pierwszego bociana widziałam stojącego na gnieździe ;). Trudnoświetnie! Przeboleję! W poprzednim roku pierwszy bocian był siedząco-klekoczący i jestem, żyję i mam się dobrze (chyba?!...bo zawsze może być lepiej). Klęsk nie było,urodzaj na polach względny, a w oborze wręcz wspaniały. Pieniądze rzecz nabyta w drodze ciężkiej pracy lub tyrania (oczywiście są jeszcze inne sposoby pozyskania pieniędzy, ale to nie dla mnie) i są po to, by je wydawać. Więc skąd dziw, że ich nie ma?;D
Żartujemy ostatnio, że bocian nam przyniósł trzecie dziecko. A jest nim adoptowany pies ( o tym kiedyś w przyszłości postaram się napisać).
A o przynoszeniu dzieci przez bociana pisałam w 2012-klik.
Mam nadzieję, że bociany będą mi towarzyszyć i pozwolą się fotografować.
Są bardzo fotogeniczne (klik)
Ciekawostki bocianie w ludowych wyobrażeniach (klik)
***słownictwo oryginalne-jak zasłyszane tak napisane ;)
sobota, 18 marca 2017
Permanentne zmęczenie...
Zastanawiam się jaki odsetek ludzi żyje tak jak ja-jak w kołowrotku...
Zdaję sobie sprawę, że wiele ludzi pracuje na dwa etaty. Ale czy oni są ciągle zmęczeni? Nie wiem... Nie umiem wypytywać i ciągnąć za język.
Dziś w pracy byłam na przerwie z koleżanką, która tak ja mieszka na wsi, ma dobytek i oboje z mężem pracują. Nie wiem konkretnie jaki ma dobytek, ale wiem, że na pewno cielęta i kury. Rozmawiała z kolegą i wymieniali się poglądami na temat porannego wstawania. Kolega wstaje o 4.20, by wyjść z psem, wypić kawę i trochę po 5 wyruszyć na piechotę do pracy (ma blisko). O podobnej godzinie wstaje koleżanka , a godzina wstawania zależna jest od tego czy mąż pracuje na 6, 7 lub 14. Jak oboje mają na 6 to wstają po 4, robią wspólnie obrządki, piją kawę, robią kanapki, myją się itd...i jadą do pracy.
-Jestem głodna jak pies-zagaiła koleżanka.
-Ja w sumie też, ale nie mam czasu na jedzenie.
W czasie racy czułam dokuczliwy głód. Mimo,że na śniadanie ok godziny 8 zjadłam bułkę i wypiłam kawę i ok 10 był firmowy posiłek regeneracyjny w postaci zupy i "wkładki" (czyli wędlina lub coś "wędlinopodobne"). Gdy po 12.30 zmienił mnie kolega "na chwilkę, bo może siku chcę" dopadł mnie głód. Bułkę ze śniadania zjadłam w mgnieniu oka zapijając herbatą (herbata zaparzona przez koleżankę i dolana zimną wodą, by szybciej wypić...). I dalej do roboty!
Budzik w telefonie budzi miłą dla ucha muzyką o 4.40. Zazwyczaj przed budzikiem przychodzi pies i staje na dwóch łapach przy łóżku i patrzy na mnie prosząco.
-Czokiiiiiiii....jeszcze poczekaj... chodź! Wskakuj na łóżko!
Pies posłusznie wskakuje na łóżko i zwija się w kłębek.
Po kilku minutach włącza się drzemka...
Na kawę nawet nie mam ochoty, kanapki nie zjem, bo nie chce mi się robić. W lusterku widzę pokudłane włosy, przekrwione oczy i usta w kształcie podkowy...
Szczotkuję włosy, przemywam twarz. Do oczu zapuszczam kropelki zapobiegające zespołowi suchego oka. Ubieram się szybko, bo pies z przechyloną głową stoi i merda ogonem. Czeka...
Wychodzę z psem i przy okazji otwieram garaż. Rozbiegany pies nie ma ochoty na powrót do domu, ale ja jestem nieugięta. Kanapki do pracy mus zrobić, trochę umalować oko i wyszczotkować zęby. Trzeba też wyjąć produkty z zamrażarki na obiad. Na odchodne głaskam psa, który umościł się koło Chłopa.
W pracy jazda bez trzymanki czyli na czas. Jazda z racji tego,że pracuję jako operator wózka. Przeciętnie ze wspólnikiem odwozimy z linii produkcyjnych ok 120-160 palet wyrobu gotowego. Dziś sama odwiozłam powyżej 90. Po pracy zholowałam zepsute auto kolegi i przyciągnęłam jego przyczepkę samochodową na swoje podwórko. Gdy schylałam się, by odczepić zaczep przyczepki poczułam ból w szyi i boku i nie wiem gdzie jeszcze. Miałam wrażenie jakbym tę przyczepkę holowała ręcznie... Ale ból to skutek jazdy tyłem wózkiem widłowym z ładunkiem. Zaznaczę, że jazdy pod presją czasową . Aby zobrazować conieco sprzęt,którego jestem operatorem wyszukałam film na youtube:
W takim tempie (jak na powyższym filmie) podjeżdżam do palety z wyrobem gotowym i wstawiam to na foliarkę. Reszta jest na gazie do dechy! Przykład poniżej z tymże pokonuję dość długie trasy z ładunkiem. Ale tempo zbliżone ;).
Dobrze, że po powrocie do domu jest gotowy obiad i nie trzeba sterczeć przy kuchni!!!! Po obiedzie dobrze trochę odpocząć lub uciąć drzemkę. Drzemka niestety niemożliwa, bo piętro wyżej Młoda składa meble, przykręca listwy podłogowe i mówi, że mam psa i powinnam z nim biegać dla własnego zdrowia! Biegać...??? Gdy wszystkie części ciała odmawiają posłuszeństwa, bo jestem wyzuta sama z siebie...Aby nie słuchać wiercenia, stukania i nieadekwatnych do mega samopoczucia żartów idę z psem na długi spacer do lasu, by po powrocie iść na spacer do obory, by pomóc Chłopu przy pracach wszelakich. Nagle okazuje się, że nie ma prądu. Wpadamy w panikę, bo kto w ciemnościach zrobi obrządki???? W popłochu wyszukujemy wszystkie możliwe latarki. Po kilku minutach prąd pojawia się. Aby wieczór był dłuższy również dla Chłopa to pomagam mu nosić słomę, paszę dla krów; zrzucam siano z góry z sąsieka i roznoszę je krowom i cielętom. Zazwyczaj pomagam w tylko dojeniu. Prócz tego karmię podwórkowe koty i psy. W domu jest jeszcze wieczorna robota. Mięso przyprawić trzeba, podkarmić rozczyn na chleb, rozwiesić 2 porcje prania.
Po tak aktywnych dniach padam ze zmęczenia i zasypiam w mgnieniu oka. Innym razem nie mogę spać ze zmęczenia...
A taki kołowrotek pracowy mam ciągle z mniejszym lub większym nasileniem lub z innymi rodzjami prac ( w zależności od dat w kalendarzu).
W szalonym zabieganym świecie brak czasu na odpoczynek. Ciągle trzeba coś zrobić, coś kupić, gdzieś pojechać. Zawsze jest coś...
W parze idzie zmęczenie fizyczne z psychicznym. A może to drugie przeważa...?
Może niektóre sprawy trzeba mniej brać "do/na siebie"...?
Męczy cywilizacja...?
...bo tablet zawiesza się, przerwa w dostawie prądu, a wraz z tym złość, bo rachunków nie da się opłacić (nie ma prądu-nie ma internetu, a rachunki jak zwykle na ostatnią chwilę...), nie zrobi się zaplanowanych czynności domowych z powodu przerw w dostawie prądu...
Zieeeeewwwwwwww.....
Często mówię (i to bardzo poważnie), że odpocznę jak pagibnę*.
I jest to brutalna prawda w żartobliwej oprawie.
*pagibnę-gwara chachłacka-umrę.
Zdaję sobie sprawę, że wiele ludzi pracuje na dwa etaty. Ale czy oni są ciągle zmęczeni? Nie wiem... Nie umiem wypytywać i ciągnąć za język.
Dziś w pracy byłam na przerwie z koleżanką, która tak ja mieszka na wsi, ma dobytek i oboje z mężem pracują. Nie wiem konkretnie jaki ma dobytek, ale wiem, że na pewno cielęta i kury. Rozmawiała z kolegą i wymieniali się poglądami na temat porannego wstawania. Kolega wstaje o 4.20, by wyjść z psem, wypić kawę i trochę po 5 wyruszyć na piechotę do pracy (ma blisko). O podobnej godzinie wstaje koleżanka , a godzina wstawania zależna jest od tego czy mąż pracuje na 6, 7 lub 14. Jak oboje mają na 6 to wstają po 4, robią wspólnie obrządki, piją kawę, robią kanapki, myją się itd...i jadą do pracy.
-Jestem głodna jak pies-zagaiła koleżanka.
-Ja w sumie też, ale nie mam czasu na jedzenie.
W czasie racy czułam dokuczliwy głód. Mimo,że na śniadanie ok godziny 8 zjadłam bułkę i wypiłam kawę i ok 10 był firmowy posiłek regeneracyjny w postaci zupy i "wkładki" (czyli wędlina lub coś "wędlinopodobne"). Gdy po 12.30 zmienił mnie kolega "na chwilkę, bo może siku chcę" dopadł mnie głód. Bułkę ze śniadania zjadłam w mgnieniu oka zapijając herbatą (herbata zaparzona przez koleżankę i dolana zimną wodą, by szybciej wypić...). I dalej do roboty!
Budzik w telefonie budzi miłą dla ucha muzyką o 4.40. Zazwyczaj przed budzikiem przychodzi pies i staje na dwóch łapach przy łóżku i patrzy na mnie prosząco.
-Czokiiiiiiii....jeszcze poczekaj... chodź! Wskakuj na łóżko!
Pies posłusznie wskakuje na łóżko i zwija się w kłębek.
Po kilku minutach włącza się drzemka...
Na kawę nawet nie mam ochoty, kanapki nie zjem, bo nie chce mi się robić. W lusterku widzę pokudłane włosy, przekrwione oczy i usta w kształcie podkowy...
Szczotkuję włosy, przemywam twarz. Do oczu zapuszczam kropelki zapobiegające zespołowi suchego oka. Ubieram się szybko, bo pies z przechyloną głową stoi i merda ogonem. Czeka...
Wychodzę z psem i przy okazji otwieram garaż. Rozbiegany pies nie ma ochoty na powrót do domu, ale ja jestem nieugięta. Kanapki do pracy mus zrobić, trochę umalować oko i wyszczotkować zęby. Trzeba też wyjąć produkty z zamrażarki na obiad. Na odchodne głaskam psa, który umościł się koło Chłopa.
W pracy jazda bez trzymanki czyli na czas. Jazda z racji tego,że pracuję jako operator wózka. Przeciętnie ze wspólnikiem odwozimy z linii produkcyjnych ok 120-160 palet wyrobu gotowego. Dziś sama odwiozłam powyżej 90. Po pracy zholowałam zepsute auto kolegi i przyciągnęłam jego przyczepkę samochodową na swoje podwórko. Gdy schylałam się, by odczepić zaczep przyczepki poczułam ból w szyi i boku i nie wiem gdzie jeszcze. Miałam wrażenie jakbym tę przyczepkę holowała ręcznie... Ale ból to skutek jazdy tyłem wózkiem widłowym z ładunkiem. Zaznaczę, że jazdy pod presją czasową . Aby zobrazować conieco sprzęt,którego jestem operatorem wyszukałam film na youtube:
W takim tempie (jak na powyższym filmie) podjeżdżam do palety z wyrobem gotowym i wstawiam to na foliarkę. Reszta jest na gazie do dechy! Przykład poniżej z tymże pokonuję dość długie trasy z ładunkiem. Ale tempo zbliżone ;).
Dobrze, że po powrocie do domu jest gotowy obiad i nie trzeba sterczeć przy kuchni!!!! Po obiedzie dobrze trochę odpocząć lub uciąć drzemkę. Drzemka niestety niemożliwa, bo piętro wyżej Młoda składa meble, przykręca listwy podłogowe i mówi, że mam psa i powinnam z nim biegać dla własnego zdrowia! Biegać...??? Gdy wszystkie części ciała odmawiają posłuszeństwa, bo jestem wyzuta sama z siebie...Aby nie słuchać wiercenia, stukania i nieadekwatnych do mega samopoczucia żartów idę z psem na długi spacer do lasu, by po powrocie iść na spacer do obory, by pomóc Chłopu przy pracach wszelakich. Nagle okazuje się, że nie ma prądu. Wpadamy w panikę, bo kto w ciemnościach zrobi obrządki???? W popłochu wyszukujemy wszystkie możliwe latarki. Po kilku minutach prąd pojawia się. Aby wieczór był dłuższy również dla Chłopa to pomagam mu nosić słomę, paszę dla krów; zrzucam siano z góry z sąsieka i roznoszę je krowom i cielętom. Zazwyczaj pomagam w tylko dojeniu. Prócz tego karmię podwórkowe koty i psy. W domu jest jeszcze wieczorna robota. Mięso przyprawić trzeba, podkarmić rozczyn na chleb, rozwiesić 2 porcje prania.
Po tak aktywnych dniach padam ze zmęczenia i zasypiam w mgnieniu oka. Innym razem nie mogę spać ze zmęczenia...
A taki kołowrotek pracowy mam ciągle z mniejszym lub większym nasileniem lub z innymi rodzjami prac ( w zależności od dat w kalendarzu).
W szalonym zabieganym świecie brak czasu na odpoczynek. Ciągle trzeba coś zrobić, coś kupić, gdzieś pojechać. Zawsze jest coś...
W parze idzie zmęczenie fizyczne z psychicznym. A może to drugie przeważa...?
Może niektóre sprawy trzeba mniej brać "do/na siebie"...?
Męczy cywilizacja...?
...bo tablet zawiesza się, przerwa w dostawie prądu, a wraz z tym złość, bo rachunków nie da się opłacić (nie ma prądu-nie ma internetu, a rachunki jak zwykle na ostatnią chwilę...), nie zrobi się zaplanowanych czynności domowych z powodu przerw w dostawie prądu...
Zieeeeewwwwwwww.....
![]() |
| Znalezione w sieci. |
I jest to brutalna prawda w żartobliwej oprawie.
*pagibnę-gwara chachłacka-umrę.
piątek, 9 grudnia 2016
Prawdziwa nauka.
Prawdziwa nauka zacznie się jak zaczniecie pracę na stanowisku operator wózka w firmie w której pracujecie.
To są słowa wypowiedziane przez Pana z dozoru technicznego do 5 osób wybranych z grupy kilkunastu pracowników uczęszczających na kurs operatora wózka widłowego jezdniowego z napędem silnikowym i wymianą butli gazowych. Firma w której pracuję zafundowała taki kurs jako kurs doszkalający (oczywiście słono płacąc za 4 godziny nauk). Wśród wybrańców byłam i ja. Pan na początek zasypał nas gradem pytań. Gdy utwierdził się w przekonaniu, że jest zaskoczony...pozytywnie (!!!) naszą wiedzą przeszliśmy do praktyki.
Używajcie klaksonu! Nie zważajcie,że ktoś do was krzyczy np. czego trąbisz debilu. Klakson to bezpieczeństwo! Nie oszczędzajcie akumulatora jeżdżąc bez świateł. To wasze i innych bezpieczeństwo! Lusterka w wózkach są, ale nie polecam ich używania! Patrzcie uważnie gdzie jedziecie, oglądajcie się za siebie! Zazwyczaj w firmach produkcyjnych jest ciasnota i mnóstwo maszyn i urządzeń, które łatwo uszkodzić nawet lekkim dotknięciem wózka. Odmawiajcie nadzorowi wykonania waszym zdaniem niebezpiecznej pracy.
Tak "grzmiał" do nas Pan. Na moje zapytanie czy mężczyźni łatwiej przyswajają jazdę wózkiem widłowym odpowiedział:
50 % facetów to debile i mówię to ja facet!
Ostatnie słowa mocno podkreślił i nie dał się przekonać, że debilami można nazwać połowę społeczeństwa bez rozróżnienia na płeć czy wiek i posiadaną wiedzę wyuczoną.
Życzę powodzenia! Zwłaszcza paniom.
Żeby zobrazować specyfikę mojej pracy zaznaczam, że pracuję przy obsłudze automatów pakujących mrożonki warzywne lub owocowe w jednostkowe torebki foliowe. Niektóre z nich można kupić w znanych sieciówkach.
Praca wózkowego polega na podwożeniu/odwożeniu tego co ma być lub jest już zapakowane i materiałów potrzebnych do produkcji typu kartony, folia. Mrożonki pakowane są w torebki po 400, 450,750, 900, 1000, 2500 lub 10000 gram. Torebki są ułożone w kartonach (po 1, 2, 10, 12 lub 20 sztuk) ustawionych na palety. Wysokość palety zależy od poszczególnych zamówień lub innych widzimisię firm. Zazwyczaj ważne jest, by wysokość palety była adekwatna do możliwości załadunkowych tirów. Mrożonki pakowane są na 5 liniach produkcyjnych.Wydajność linii produkcyjnych to ok 80-90 ton przez 8 godzin. Wydajność z różnych przyczyn ulega zmianie. Awaria, zmiana asortymentu lub zmiana firmy, mycie i dezynfekcja linii. Lub po prostu brak obsady.
Pracę jako wózkarz/wózkowa rozpoczęłam z marszu i w czasie,gdy wydział zaczął pracować pełną parą w systemie czterobrygadowym (klik dla zainteresowanych).
Tak wyglądają czynności wózkowych odwożących (bo są jeszcze inni wózkowi) :
Wjazd na halę produkcyjną, rozeznanie się skąd najszybciej trzeba zabrać pełną paletę i jednocześnie podstawić pustą.Trzeba pamiętać jaką, bo palet używa się 3 rodzaje.
Podjazd do palety, wcelowanie wideł, powolne uniesienie ładunku i odjazd tyłem.
Po wyjeździe z hali ustawienie palety z mrożonkami na foliarce/owijarce.
Po owinięciu streczem należy nakleić tzw "bacze" (batch) czyli 4 etykiety z wszelkimi oznaczeniami.
Następnie paleta zostaje odwieziona na magazyn przechowalniczy (-22 stopnie). Tam należy ją dość precyzyjnie wstawić na automatyczne rolki. Każda paleta musi być sczytana z batch-a i wciągnięta do ewidencji magazynowej. Czyli wózek ma na wyposażeniu czytnik kodów i komputer. Czas kiedy następuje sczytanie zależne jest od dogadania się wspólników, bowiem 1 wózek ma takowe wyposażenie(mam na myśli wózki "odwożące", bo komputer i czytnik mają prawie wszystkie).
Proste, nieprawdaż?
Bo cóż to jest podwieźć puste palety i odwieźć pełne i je "zastreczować" w ilości ok 120 sztuk palet przez 8 godzin?
-To jest proste-powiedział mi Pan kierownik na egzaminie zakładowym.
-Taaaa....Lot w kosmos też jest prosty. Wsiada się w rakietę i leci. Pewnie, że proste...-odpowiedziałam z zamierzonym sarkazmem ale mimo sarkazmu mina była niezbyt pewna.
-Pani da radę, bo z opinii nadzoru jest pani konkretną osobą.
Tak więc daję sobie radę, bo jeśli nie to co? Ucieknę z krzykiem i płaczem? Rzekomo nieźle sobie radzę jak na osobę bez doświadczenia. ALE!!!
Przez 2 dni pracy jako wózkarz miałam wpadki typu:
-lądowanie z palety rol folii przeznaczonej do produkcji z wysokości ok 1,5 metra; którą to paletę na ochotnika chciałam wyjąć z regału (1 dzień pracy);
-ustawienie palety na automatyczne rolki tak,że paleta skosiła się i zblokowała rolki automatycznie podające ładunek na magazyn (2 dzień pracy);
-wywrócenie się palety z kartonami z tychże automatycznych rolek (2 dzień pracy);
-zbyt szybkie podniesienie palety z kartonami przy odwożeniu z linii produkcyjnej skutkiem czego kilka kartonów z góry spadło.
Strasznie bulwersuję się gdy ktokolwiek mnie pogania. Na turbo doładowaniu nie jeżdżę i nie mam doświadczenia. A wszelakie wpadki muszę "naprawiać' sama pracując na kilkukrotnie zwiększonych obrotach.
Co mi podoba się?
Pracuję w męskim towarzystwie.
Czas pracy mija błyskawicznie (2 godziny jakby 30 minut).
Nie pracuję przy sortowaniu przy taśmach, myciu linii w temperaturze ok. 4stopnie +/-
Nie pracuję w bezpośrednim sąsiedztwie hałaśliwych maszyn i urządzeń. Krotność przekroczenia NDN 2,5 - 9.
Co mi nie podoba się?
Jako kobieta-operator wózka widłowego czuję się dyskryminowana przez kolegów starszych fachem.
Pracuję pod presją czasu.
Mój wspólnik to młody mało doświadczony pracownik z 3-miesięcznym stażem.
A o pomoc wskazane (najlepiej nie wskazane!) upominać się...
Skutki zdrowotne dwudniowej jazdy wózkiem.
1 dzień- ból pomiędzy kostką a śródstopiem (kość skokowa lub wiązadło skokowo-strzałkowe).
2 dzień-ból kolan po 6 godzinach pracy!!! Uczucie podobne jak po przejechaniu 100 km rowerem.
Dolegliwości ustąpiły po konkretnym odpoczynku.
Jestem dobrej myśli, bo trening czyni mistrza;)
Ciekawi mnie jak sobie radzi koleżanka z kursu, bo nie mam z nią styczności, bowiem pracujemy na innych zmianach produkcyjnych. Ja dziś będę kończyć o 22, a Ona będzie zaczynać. Może wymienimy się uwagami...?
To są słowa wypowiedziane przez Pana z dozoru technicznego do 5 osób wybranych z grupy kilkunastu pracowników uczęszczających na kurs operatora wózka widłowego jezdniowego z napędem silnikowym i wymianą butli gazowych. Firma w której pracuję zafundowała taki kurs jako kurs doszkalający (oczywiście słono płacąc za 4 godziny nauk). Wśród wybrańców byłam i ja. Pan na początek zasypał nas gradem pytań. Gdy utwierdził się w przekonaniu, że jest zaskoczony...pozytywnie (!!!) naszą wiedzą przeszliśmy do praktyki.
Używajcie klaksonu! Nie zważajcie,że ktoś do was krzyczy np. czego trąbisz debilu. Klakson to bezpieczeństwo! Nie oszczędzajcie akumulatora jeżdżąc bez świateł. To wasze i innych bezpieczeństwo! Lusterka w wózkach są, ale nie polecam ich używania! Patrzcie uważnie gdzie jedziecie, oglądajcie się za siebie! Zazwyczaj w firmach produkcyjnych jest ciasnota i mnóstwo maszyn i urządzeń, które łatwo uszkodzić nawet lekkim dotknięciem wózka. Odmawiajcie nadzorowi wykonania waszym zdaniem niebezpiecznej pracy.
Tak "grzmiał" do nas Pan. Na moje zapytanie czy mężczyźni łatwiej przyswajają jazdę wózkiem widłowym odpowiedział:
50 % facetów to debile i mówię to ja facet!
Ostatnie słowa mocno podkreślił i nie dał się przekonać, że debilami można nazwać połowę społeczeństwa bez rozróżnienia na płeć czy wiek i posiadaną wiedzę wyuczoną.
Życzę powodzenia! Zwłaszcza paniom.
Żeby zobrazować specyfikę mojej pracy zaznaczam, że pracuję przy obsłudze automatów pakujących mrożonki warzywne lub owocowe w jednostkowe torebki foliowe. Niektóre z nich można kupić w znanych sieciówkach.
Praca wózkowego polega na podwożeniu/odwożeniu tego co ma być lub jest już zapakowane i materiałów potrzebnych do produkcji typu kartony, folia. Mrożonki pakowane są w torebki po 400, 450,750, 900, 1000, 2500 lub 10000 gram. Torebki są ułożone w kartonach (po 1, 2, 10, 12 lub 20 sztuk) ustawionych na palety. Wysokość palety zależy od poszczególnych zamówień lub innych widzimisię firm. Zazwyczaj ważne jest, by wysokość palety była adekwatna do możliwości załadunkowych tirów. Mrożonki pakowane są na 5 liniach produkcyjnych.Wydajność linii produkcyjnych to ok 80-90 ton przez 8 godzin. Wydajność z różnych przyczyn ulega zmianie. Awaria, zmiana asortymentu lub zmiana firmy, mycie i dezynfekcja linii. Lub po prostu brak obsady.
Pracę jako wózkarz/wózkowa rozpoczęłam z marszu i w czasie,gdy wydział zaczął pracować pełną parą w systemie czterobrygadowym (klik dla zainteresowanych).
Tak wyglądają czynności wózkowych odwożących (bo są jeszcze inni wózkowi) :
Wjazd na halę produkcyjną, rozeznanie się skąd najszybciej trzeba zabrać pełną paletę i jednocześnie podstawić pustą.Trzeba pamiętać jaką, bo palet używa się 3 rodzaje.
Podjazd do palety, wcelowanie wideł, powolne uniesienie ładunku i odjazd tyłem.
Po wyjeździe z hali ustawienie palety z mrożonkami na foliarce/owijarce.
Po owinięciu streczem należy nakleić tzw "bacze" (batch) czyli 4 etykiety z wszelkimi oznaczeniami.
Następnie paleta zostaje odwieziona na magazyn przechowalniczy (-22 stopnie). Tam należy ją dość precyzyjnie wstawić na automatyczne rolki. Każda paleta musi być sczytana z batch-a i wciągnięta do ewidencji magazynowej. Czyli wózek ma na wyposażeniu czytnik kodów i komputer. Czas kiedy następuje sczytanie zależne jest od dogadania się wspólników, bowiem 1 wózek ma takowe wyposażenie(mam na myśli wózki "odwożące", bo komputer i czytnik mają prawie wszystkie).
Proste, nieprawdaż?
Bo cóż to jest podwieźć puste palety i odwieźć pełne i je "zastreczować" w ilości ok 120 sztuk palet przez 8 godzin?
-To jest proste-powiedział mi Pan kierownik na egzaminie zakładowym.
-Taaaa....Lot w kosmos też jest prosty. Wsiada się w rakietę i leci. Pewnie, że proste...-odpowiedziałam z zamierzonym sarkazmem ale mimo sarkazmu mina była niezbyt pewna.
-Pani da radę, bo z opinii nadzoru jest pani konkretną osobą.
Tak więc daję sobie radę, bo jeśli nie to co? Ucieknę z krzykiem i płaczem? Rzekomo nieźle sobie radzę jak na osobę bez doświadczenia. ALE!!!
Przez 2 dni pracy jako wózkarz miałam wpadki typu:
-lądowanie z palety rol folii przeznaczonej do produkcji z wysokości ok 1,5 metra; którą to paletę na ochotnika chciałam wyjąć z regału (1 dzień pracy);
-ustawienie palety na automatyczne rolki tak,że paleta skosiła się i zblokowała rolki automatycznie podające ładunek na magazyn (2 dzień pracy);
-wywrócenie się palety z kartonami z tychże automatycznych rolek (2 dzień pracy);
-zbyt szybkie podniesienie palety z kartonami przy odwożeniu z linii produkcyjnej skutkiem czego kilka kartonów z góry spadło.
Strasznie bulwersuję się gdy ktokolwiek mnie pogania. Na turbo doładowaniu nie jeżdżę i nie mam doświadczenia. A wszelakie wpadki muszę "naprawiać' sama pracując na kilkukrotnie zwiększonych obrotach.
Co mi podoba się?
Pracuję w męskim towarzystwie.
Czas pracy mija błyskawicznie (2 godziny jakby 30 minut).
Nie pracuję przy sortowaniu przy taśmach, myciu linii w temperaturze ok. 4stopnie +/-
Nie pracuję w bezpośrednim sąsiedztwie hałaśliwych maszyn i urządzeń. Krotność przekroczenia NDN 2,5 - 9.
Co mi nie podoba się?
Jako kobieta-operator wózka widłowego czuję się dyskryminowana przez kolegów starszych fachem.
Pracuję pod presją czasu.
Mój wspólnik to młody mało doświadczony pracownik z 3-miesięcznym stażem.
A o pomoc wskazane (najlepiej nie wskazane!) upominać się...
Skutki zdrowotne dwudniowej jazdy wózkiem.
1 dzień- ból pomiędzy kostką a śródstopiem (kość skokowa lub wiązadło skokowo-strzałkowe).
2 dzień-ból kolan po 6 godzinach pracy!!! Uczucie podobne jak po przejechaniu 100 km rowerem.
Dolegliwości ustąpiły po konkretnym odpoczynku.
![]() |
| Na takim wózku odbywam prawdziwą naukę. |
![]() |
| Palety z kartonami. |
![]() |
| Foliarka/owijarka. |
*** Zdjęcia pobrane z internetu.
Jestem dobrej myśli, bo trening czyni mistrza;)
czwartek, 8 grudnia 2016
Mogłabym tak zawsze.
Tzn. codziennie...
Spokojnie, bez pośpiechu obudzić się.
Zdziwić się w myślach jak to można spać przez 9 godzin? (W sensie,że bardzo długo).
Sprawdzić skutki nocnego buszowania kotki Tośki w kuchni.
Oczywiście wygłaskać ją, wymiziać i posłuchać jej rozkosznego mruczenia.
W trakcie porannych obrządków głaskać koty, które jako eskorta honorowa "prowadziły" mnie do obory.
Na śniadanie zjeść powoli kanapki, wypić wodę z miodem i limonką i zaparzyć siemię lniane.
Przygotować drożdżówkę i piec do pieczenia.
Przesortować warzywa i ziemniaki.
Na piecu kaflowym ugotować:
-drobne ziemniaki dla kur,
-obiado-kolację dla psów i kotów,
-sos grzybowy na obiad dla ludzi.
Umyć się, ubrać i lekko podmalować oko i udać się na sprawunki do miasta.
Po powrocie upiec chleb,mięso i drożdżówkę w piecu opalanym drzewem.
Porozmawiać telefonicznie z córką i z synem. Napisać sms-y do znajomych.
W trakcie wieczornych obrządków żartować z Chłopem.
-Patrzcie kiciusie! Jakaś baba farbowana!
-Czego się wydzierasz???? Koty przestraszysz!
-One i tak wystraszone twego koloru włosów! (histeryczne chachachanie)
-Zaraz Ci lanie spuszczę!
-A ja się tak boję,że sram w majty.(znów chachanie).
Szarpaniana "na niby".
-Aućććććć! Drapiesz! Masz pazury jak Belzebub! I masz je obciąć! I masz się ogolić! Bo jak nie to w krzaki z dzikami pójdziesz spać!
-A bo co?
-A bo mi nie podobasz się takim.
-A ty masz włosy z rudego na zielony przemalować!A potem na niebieski!!! Bo rudy nie podoba mi się i tyle.
-Ile?
-Co ile?
-No mówisz i tyle to pytam ile.
-Lisica chytra.
-A ty dzik.
Wieczorem przyłapać Chłopa na samotnym wżeraniu czekolady.
Zjeść jogurt "samorobny" z siemieniem lnianym(zaparzonym rano) i musem owocowym.
Słuchać muzyki relaksacyjnej (klik) z mruczącą trzynogą Tośką w wezgłowiu.
I wysnuć taką refleksję:
Bo w życiu powinien być kompromis. Pomiędzy tym co chcę, muszę, powinnam i mogłabym.
Chcę żyć bez ciągłego pośpiechu.
Jednak bywa tak,że muszę coś robić bardzo szybko, bo życie do tego zmusza.
Powinnam zdystansować się do wielu spraw.
Tak jak dziś mogłabym codziennie. Bez pośpiechu.
Ale jutro muszę iść do pracy, a tam nie da się tak jak chcę.
A chciałabym jak najczęściej patrzeć na swoje koty.
Po powrocie z 8-godzinnego tyrania mruczenie kota jest jak miód dla niedźwiadka :)
A o mojej pracy będzie jutro. Już napisane i zaplanowane! I chcę i mogę poszło w parze !
Spokojnie, bez pośpiechu obudzić się.
Zdziwić się w myślach jak to można spać przez 9 godzin? (W sensie,że bardzo długo).
Sprawdzić skutki nocnego buszowania kotki Tośki w kuchni.
Oczywiście wygłaskać ją, wymiziać i posłuchać jej rozkosznego mruczenia.
W trakcie porannych obrządków głaskać koty, które jako eskorta honorowa "prowadziły" mnie do obory.
Na śniadanie zjeść powoli kanapki, wypić wodę z miodem i limonką i zaparzyć siemię lniane.
Przygotować drożdżówkę i piec do pieczenia.
Przesortować warzywa i ziemniaki.
Na piecu kaflowym ugotować:
-drobne ziemniaki dla kur,
-obiado-kolację dla psów i kotów,
-sos grzybowy na obiad dla ludzi.
Umyć się, ubrać i lekko podmalować oko i udać się na sprawunki do miasta.
Po powrocie upiec chleb,mięso i drożdżówkę w piecu opalanym drzewem.
Porozmawiać telefonicznie z córką i z synem. Napisać sms-y do znajomych.
W trakcie wieczornych obrządków żartować z Chłopem.
-Patrzcie kiciusie! Jakaś baba farbowana!
-Czego się wydzierasz???? Koty przestraszysz!
-One i tak wystraszone twego koloru włosów! (histeryczne chachachanie)
-Zaraz Ci lanie spuszczę!
-A ja się tak boję,że sram w majty.(znów chachanie).
Szarpaniana "na niby".
-Aućććććć! Drapiesz! Masz pazury jak Belzebub! I masz je obciąć! I masz się ogolić! Bo jak nie to w krzaki z dzikami pójdziesz spać!
-A bo co?
-A bo mi nie podobasz się takim.
-A ty masz włosy z rudego na zielony przemalować!A potem na niebieski!!! Bo rudy nie podoba mi się i tyle.
-Ile?
-Co ile?
-No mówisz i tyle to pytam ile.
-Lisica chytra.
-A ty dzik.
Wieczorem przyłapać Chłopa na samotnym wżeraniu czekolady.
Zjeść jogurt "samorobny" z siemieniem lnianym(zaparzonym rano) i musem owocowym.
Słuchać muzyki relaksacyjnej (klik) z mruczącą trzynogą Tośką w wezgłowiu.
I wysnuć taką refleksję:
Bo w życiu powinien być kompromis. Pomiędzy tym co chcę, muszę, powinnam i mogłabym.
Chcę żyć bez ciągłego pośpiechu.
Jednak bywa tak,że muszę coś robić bardzo szybko, bo życie do tego zmusza.
Powinnam zdystansować się do wielu spraw.
Tak jak dziś mogłabym codziennie. Bez pośpiechu.
Ale jutro muszę iść do pracy, a tam nie da się tak jak chcę.
A chciałabym jak najczęściej patrzeć na swoje koty.
| Kajtek. |
| Bandytek-Kangurek. |
| Karambol. |
| Tośka Trzynoga. |
A o mojej pracy będzie jutro. Już napisane i zaplanowane! I chcę i mogę poszło w parze !
Subskrybuj:
Posty (Atom)



