niedziela, 28 lutego 2016

Pozytywy i negatywy . Z czego się cieszyć , a czym się martwić lub denerwować ...?

Postanowiłam sobie wypunktować j . w .
A więc :
1.
Koleżanka naprawiła mi maszynę do szycia . W sumie nie wymagała naprawy ,a ustawienia co dla mnie jest nie lada wyczynem , bo ... nie mam do takich prac cierpliwości...

2.
Kupiłam sobie 2 nowe książki : Ferben Lehre Bez pokory i Gościu Auto-Bio-Grabaż . Wydałam na to swą roboczą dniówkę...

3.
Byłam u dentysty .Przejrzała moje zęby , usunęła kamień nazębny i stwierdziła , że nie mam ubytków . We wrześniu minie 4 lata od mojej ostatniej wizyty u dentysty . Cieszę , się , że na nią trafiłam i nie żałuję ani grosza , który u niej zostawiłam . Były to pokaźne sumy , bo poprzedniczka leczyła na odwal (uwaga!) biorąc za to pieniądze .

4.
Zaczęłam pielgrzymkę po lekarzach z teściową. Trzeba z nią iść do gabinetu , bo nie ma pamięci do pojęć lekarskich i gubi się w ogromie gabinetów przychodni czy szpitala . Dobrze , że się w końcu zdecydowała , bo jeszcze trochę ,  a laska nie pomagałaby już jej w chodzeniu...
Mimo wszystko mam chęć , by ją zapytać czy nie boi się , że wstrzykną jej  pavulon . Oczywiście nie zrobię tego!

5.
Przychodzi na nas coraz częściej rudy kot . I to nie w celach "marcowych" , ale stołówkowych . Kilka razy widziałam jak wychodzi z naszego garażu , gdzie zazwyczaj zlewamy do kociej miski mleko z konwi . Cieszy mnie ten fakt , bo jego właścicielka zmarła , a u starszej pani , która chciała go adoptować chyba mu nie spodobało się , bo wrócił na swoje podwórko . Przy naszych 10 sztukach i 11 utrzyma się .
Dziś go pogłaskałam nawet , gdy zajadł się kawałkami wędlin.

6.
Koleżanka winiarka pochwaliła moje wino . -"Te co ja robię jest dobre , ale twoje jest zajebiste !"-powiedziała po degustacji . Butelki z jej winem też czekają na moją dalszą degustację w kuchennej szafce , bo spróbowałam tylko aroniowe .Wymieniłyśmy się doświadczeniami w produkcji domowego wina . Mam jej podać nazwę drożdży , które używam do produkcji wina . A tę wiedzę też mam dzięki pewnemu winiarzowi , który przewyższał mnie wiedzą i doświadczeniem i któremu szybko dorównałam ;)) .

7.
Utylizując zawartość zamrażarki gotuję bigos . Przy okazji zużywam kiszoną kapustę , której mam nadwyżki . Chłop się cieszy , bo będzie miał syte śniadania .
Cieszy się też , gdy mu mówię o zamiarach upieczenia sernika , bo kupiłam tanio trzykrotnie zmielony ser .
-Naleśniki , naleśniki ! -wykrzykuje . Jednocześnie oblizuje się i podskakuje jak mały chłopczyk , któremu obiecano kupno nowego samochodzika . Jednocześnie oczy jego śmieją się i promienieją . Lubię taki  "jego stan"...

8.
Lubię też , gdy mnie obejmuje i całuje i prosi bym nie denerwowała się nazywając mnie "narwantusem" , nerwusem itp ... Wie o podłożu mego zbyt emocjonalnego podchodzenia do niektórych spraw związanych z życiem osobistym . I rozumie to !

9.
Prawdopodobnie oboje jesteśmy na drodze do wyjaśnienia sporego problemu ciągnącego się latami .
To też powód do nerwów . W końcu nauczyliśmy się na spokojnie o tym rozmawiać i wysłuchać jedno drugie .

10.
Mimo trudów w pracy w mojej firmie stanowimy dość zżytą grupę jeśli chodzi o babską część personelu . Rzadkość w tych czasach , że w pracy jeden drugiemu pomaga zamiast "podkładać świnię" .

11.
Wciąż poznaję nowych ludzi i odświeżam bardzo stare znajomości . Np w szpitalu poznałam przedsiębiorczą i sympatyczną panią po czterdziestce z Warszawy . Zgadałam się z panią , która pracowała jako kucharka w internackiej stołówce . Pani ta dawała dla mnie i dla innych głodomorów ( a byli to tylko chłopacy !) niezjedzone porcje .
Obecnie jestem w kontakcie z przesympatyczną panią ze Stowarzyszenia Miłośników Zwierząt . Nie byłam w stanie sobie wyobrazić takiej osoby w rzeczywistości  i tak blisko ! Mam przed oczami jak uśpione koty (po zabiegu sterylizacji) przykrywa kocem .
Nowi ludzie niedawno zostali przyjęci do pracy w mojej firmie . A ja lubię poznawać nowych ludzi .
( Jakkolwiek dziwnie to brzmi i jakkolwiek ułoży się nasza znajomość) .

12.
Zrobiłam dziś sobie leniwą niedzielę . Po porannych obrządkach zaszyłam się w wygodnym łóżku z książką . Naprzemian czytałam i spałam . Na poduszkach i kołdrach nie było nawleczonej pościeli , bo ... zwleczoną uprałam , a następnej nie chciało mi się wyjmować z szafy .
Zjedliśmy "warzywa z patelni" dzięki  utylizowaniu zawartości zamrażarki .
Ja sobie klikałam , a Chłop patrzył w TV .
Niedzielna idylla ...

13.
Zakwitł hiacynt , którego dostałam od koleżanki w ramach przysługi . Podwiozłam ją na zakupy .
A hiacynt pachnie obłędnie i zastanawiam się czy nie przenieść go do sypialni ;) . Zastanawiam się też czy na oknie w sypialni nie postawić 5-litrowego balona z winem . Bardzo lubię słuchać bulgotania w rurce fermentacyjnej . Uspokaja mnie . Dziwne jest ,że bardzo podobny dźwięk jakim jest kapanie wody drażni...

14.
Postanowiłam kilka swoich zdjęć przerobić na papierowe . Może zrobię komuś miłą niespodziankę w postaci mini-albumu ?
Może zostawię je ot tak dla siebie ?
Oto kilka z nich .





    (  niestety nie znalazłam odpowiednika oryginału )

15.
Chłop mówi , że wszystko co mi radzi to dla mego dobra ;) .Słucham go , ale sama staram się ocenić co jest dla mnie dobre , a co nie . Słucham go nawet gdy mówi , że jestem szczęściarą . Hmmm...niechaj mu będzie ;)) . Zrobiłam dziś sobie niedzielny spacer . Tu zdjęcia (klik) .

 To były pozytywy . Teraz czas na negatywy ...

1.
Od jakiegoś czasu odbywam wędrówki po lekarzach . Mam nadzieję ,że to przejściowe i , że moje zdrowie nie szwankuje zbyt mocno .

2.
Młody przeszedł ciężką grypę i mimo zbliżających się 20 urodzin jest chorowity jak mały chłopak w wieku przedszkolnym . Młoda ma ciągle stan podgorączkowy i jako przyszły lekarz sama doszukuje się różnych chorób. Jest na etapie badań i niecierpliwie czekamy na wyniki . Chciałabym , by było to  permanentne przemęczenie z powodu ilości materiału do przyswojenia , który ma na 3 roku studiów medycznych .

3.
Ponadto Młody kupił sobie kolejne auto . Uznał ,że nie stać go na utrzymanie poprzedniego i wymienił na drugie -młodsze rocznikowo . Trudna decyzja dla nas rodziców czy pomóc mu w realizacji tego  trochę szalonego pomysłu ...

4.
Moja matka dzwoni do mnie z byle powodu . Nie cieszy mnie to , bo nie mam ochoty z nią rozmawiać o swoich problemach . Ani o niczym innym . Szydera Chłopa jest druzgocząca i podszyta  sarkazmem pomieszanym z ironią : -"Mamusia o Ciebie się martwi ? Dziwne to bardzo . "
Tylko my oboje rozumiemy tę szyderę ...

5.
Trudno mi zapanować nad moim głodem . Jestem świadoma , że za dużo jem , ale to jest silniejsze ode mnie . Ostatnio dołożyło mi 5 kg ...
Muszę się bardziej kontrolować ...

6.
Znów mam bolesne nagniotki na stopach . Uczucie podobne jakby wsypać żar do butów . Czeka mnie kolejna kuracja polegająca na smarowaniu .

7.
Patrząc na ludzi zatrudnionych w mojej firmie przez Agencję Pracy Tymczasowej czuję żal ( do kogo ??? ) za sposób w jaki ich się zatrudnia .Umowy o pracę na 2-3 tygodnie i potem "skierowanie" do innego zakładu pracy z którym powyższa Agencja ma umowę . Tragedia na rynku pracy to jedno (zwłaszcza na  moim "dzikim wschodzie" ) . Szacunek do ludzi , którzy chcą pracować to drugie . To tylko medialne pierdolenie , że trzecia umowa o pracę powinna być na czas nieokreślony i minimalna stawka za godzinę pracy powinna wynosić 12 zł . W końcu po coś są luki prawne ...

8.
Patrząc na politykę (która mnie brzydzi!) . Czy Bolek czy Lech ?
Czy prawdę zawiera Człowiek z teczki czy Człowiek z nadziei . Czy Wajda chce nas okłamać ?
Czy Cenckiewicz ukazuje nagą prawdę ?

9.
Polityka rolna też nie napawa optymizmem . Producenci mleka uzyskują marne grosze za jego sprzedaż . Kryzys i susza dołożyły się . Ale możliwa jest rekompensata . Opisane w Polityce .(klik)
Za wyprodukowanie nadwyżki mleka rolnicy muszą płacić kary W izbie rolniczej (klik).
Obecne ceny skupu mleka od ok 60 gr/ litr do 1,20 zł/litr . Chyba nie jest trudno wyobrazić radości z jaką krowy oddają mleko...




Wiele tak można wyliczać . I pozytywów i negatywów . Ważne , by nie skupić się na samych negatywach . Wiem, że nie jest to łatwe . Ale nie można dać się pogrążyć negatywom , bo to do niczego nie prowadzi . Chyba , że ktoś chce świadomie rozsiewać wokół negatywną aurę .
Ja wolę pozytywnie patrzeć na świat i nie rozpaczać z powodu ,że pobiłam Chłopu jego kubek lub ,że pan posiadający przechowalnię jabłek nie raczył ruszyć dupy ,by mi sprzedać 4 skrzynki jabłek odmiany ligol  (które uwielbiam!) , bo mu się nie opłaca czy nie chce ... Ja nie chciałam nawet słuchać wymówek i desperacko ruszyłam do auta . W akcie desperacji zwiedziłam rezerwat nad Bugiem (klik) .


Jest kilka trudnych momentów w których odechciewa mi się patrzeć na świat z optymizmem .

1.
Gdy ktoś na mnie krzyczy lub ma nie uzasadnione pretensje . Wtedy mogę się uruchomić i dość konstruktywnie i dobitnie "dać do wiwatu" lub popaść w stan beznadziei milcząc .

2.
Gdy zwraca mi się uwagę , że z byle czego się cieszę lub śmieję . Uwagi  tego typu gotują mi krew pod paznokciami . Niby niewinne ,a bolą ... A może sprawdza się teoria , którą gdzieś wyczytałam :
 "Jeśli potrafisz cieszyć się szczęściem innego człowieka jesteś naprawdę szczęśliwym człowiekiem "

Ojjjjj !!! Pomedytowałam ;) !!!

Moja medytacja sprzed  kilku lat (Medytacja-klik)




niedziela, 17 stycznia 2016

O niedzielnej lekkości bytu (czyt. pełnej wrażeń!) i czy wszyscy wokół mają głupawkę i czy do trzech razy sztuka? ;)

Chyba każdy człowiek pracujący zawodowo oczekuje niedzieli...!?
I chyba nie mylę się.
Chyba,że ktoś oczekuje soboty i niedzieli ;)
Dla mnie bardziej oczekiwana jest niedziela z racji że zarówno i w sobotę i w niedzielę mam podobne obowiązki ;)

Dziś dzień rozpoczęłam ok 6 i jakoś w tym czasie robiłam zimowe  zdjęcia (o tutaj!)
Potem zajrzałam do kotłowni,pogadałam ze swoją kocią ferajną.W trakcie wybierania popiołu z popielnika obserwowałam jak chrupią swoje kocie chrupki,a gdy potem w piecu wesoło trzaskał ogień patrzyłam i słuchałam jak błogo mruczą.
Potem zajęłam się codziennością,czyli parzeniem herbaty,zdejmowaniem suchego prania z kaloryferów i wywieszeniem następnego,szperaniem  w internecie,słuchaniem regionalnego radia i przygotowaniem śniadanio-obiadu czyli tzw śniadanie z obiadem za jednym zasiadem :)
Upichciałam roladki ze schabu z suszonymi pomidorami z oleju w sosie śmietanowo-cebulowym.Do tego surówka z "kapusty z Pekinu",papryki z przeceny i cebuli obranej przez Chłopa.
-Do czego to doszło-marudził Chłop-muszę obierać cebulę i  jeszcze muszę kroić...
-Nie płakać mi tu!Chłopaki nie płaczą!-zgrywałam się,a skrycie cieszyłam się,że szybciej wszystko przygotuję.
-W nagrodę dostaniesz słodkiego soku z malin do herbaty!
-A ciasto jakieś będzie?
-Jest keks...
-Hura!Hura!Hura!
-..ale w zamrażarce.
-Uuuuu...-zmartwił się Chłop-a przyniesiesz?bo ja bym wyjął,ale nie wiem gdzie jest i zaraz będziesz się złościć,żem pogrzebał jak sobaka.
-Przyniosę,przyniosę.A przy okazji wyjmę kości naszym sobakom.Tylko masz ich nie zjeść!!!!!-pogroziłam wymachując łyżką.
-Odstąpię Tobie część.
-Nie udawaj,żeś taki dobry ,bo kto uwierzy jeszcze!
-Ot brechuny,brechuny!!!-skwitowała teściowa,która niby patrząc w TV na bokserski pojedynek słyszała nasze pogadanki.
-A ty mamo patrz czy dobrze Szpilka boksuje i pilnuj kanapy-rzucił Chłop mrugając porozumiewawczo do mnie (ale że po co to nie wiem!).
-Jak zwykle nie ma soli i nie ma octu w surówce.Jak dla świni-marudził Chłop próbując surówkę.
-Niech se prosiaczek doprawi-odfuknęłam,bo nie po drodze mi ze smakiem Chłopa-bo prosiaczek jest pełnosprytny przecie.
-Kurde.Wczoraj zostałem niedźwiadkiem ,bo lubię miód.I nawet zrozumiem,że zgrywacie się z H. ze mnie,że miód najlepszy jest z kocimi chrupkami(poprosiłam koleżankę H.,by mi kupiła m.in. miód i chrupki kotom),no ale prosiak to lekkie przegięcie.
-Cicho,bo Ci łeb utnę i będzie po zabiegu-zgromiłam-i w końcu powiedz gdzie schowałeś mój pokrowiec od aparatu cyfrowego!!!!
-COOO????JAAAA?
-A co nóg dostał i se poszedł na piwo?
-Nie wiem.Nie mam pojęcia.Ale jak chcesz to mogę Ci postawić piwo-oznajmił Chłop.
-Jak se  chcesz to ja Ci postawię.Ale nie piwo!!!!
-Oooooo! Ja wiem,że bystra jesteś!
-Ale nie wiesz jeszcze za co Ci te piwo chcę postawić.

Po posiłku za jednym przysiadem każdy zajął się czymś innym. Ja szperałam w folderach zdjęciowych i w internecie,Chłop patrzył w Tv,a teściowa zmywała.
-Nażer sie to zrobi sztoniebut*-gadała do zlewozmywaka po swojomu (czyli po chachłacku).

-Idziesz ze mną na podwórko?-zagaił po jakimś czasie Chłop-szybciej obrobimy się to niedziela będzie dłuższa.
-Hahaha...o sobie mówisz,no nie? ;P. Dobra,dobra,idę.Zrobię pare fotek,nazrzucam Ci słomy i siana,zaniosę ciepłej wody kurom i psom.
Gdy buszowałam w sąsieku usłyszałam z obory wrzask Chłopa:
-Hej,ho,cho no szybko! Biegusiem!
Wrzask wydał mi się jakiś płaczliwy,wiec zbiegłam po drabinie.Pomyślałam,że coś się stało,bo ileż można rżnąć głupa...?
Chłop poił krowy i ponaglał mnie:
-No chodź tu do mnie i masz telefon.
Zanim szeptem zapytałam kto dzwoni do mnie na jego telefon usłyszałam miły głos;
-Mamo! Jak nazwiesz trzecie dziecko?
-Ło matko i córko i babko i prababko!!!!Młoda nie jest w ciąży!!!!Nie wierzę!!!-przemknęło mi przez myśl lotem błyskawicy.
-A czyje dziecko? Co masz na myśli?
-No twoje przecież,bo ja nie mam żadnego i na razie mieć nie powinnam-roześmiała się mi do ucha-Taki sen miałam.Że urodziłaś trzecie dziecko i że pojechałaś z nim na Śląsk do wujka i wszyscy się nim opiekowali,nosili na rękach...
-DOŚĆ!ZAMKNIJ SIĘ!!! A Ty nie śmiej się jak idiota!!!!-wrzasnęłam do tłumiącego śmiech Chłopa,bo......-i tu już zadęłam się i... zabrakło mi argumentu...
-Mamo! Nie złość się.Ale co ja poradzę,że mam takie poronione sny i że nie lubisz bachorów-i znów porcja gromkiego śmiechu do słuchawki.
Ze mnie zeszło powietrze i przeszłyśmy do normalnej pogawędki.
Chłop nadal chichotał i by nakręcić sytuację zapytał;
-Czy chcesz wiedzieć za co mam Ci to piwo postawić?
-Nie chcę!-warknęłam-i ja Tobie też nic stawiać nie będę-powiedziałam buńczucznie.
-HHAHAHAHAHA!!!!! Ale ja o piwie mówię a nie o stawianiu czegoś tam.Postawię Ci piwo za to,że poszłaś na podwórko.
-Dziękuję!Smacznego!- Nie lubię piwa.Ot tak po prostu nie lubię.
-Aaaaa.Zaraz będziemy mieć gości.
-????
-Dzwonili do mnie,że przyjadą.Zrobisz kawę i ten keks pewnie rozmarzł już.
-Jak do Ciebie dzwonili to Twoi goście i zrobisz im Ty kawę.

Goście przyjechali.Chłop zrobił kawę sam.I dla gości i dla mnie :))).Po dość długich pogawędkach panowie postanowili napić się trunku co robi wódę z mózgu(wróć!!! -wodę!).Dalej rozmawialiśmy podzieleni na 2 grupki.Jeden z gości politykował z Chłopem na temat rolnictwa ( i ten był kierowcą,więc wody z mózgu nie robił sobie),a drugi mając ciut wody w mózgu spoglądał na moje zdjęcia.Akurat dodawałam je na bloggera.
- Ciekawe hobby-zagaił,więc pokazałam mu swoje perełki.M.in  TĘ-(klik)
-Ale ładne zdjęcia.Jakby na pocztówki.
-Ona cały czas pstryka i marudzi,że ma słaby aparat.A zdjęcia ładne robi.Pokaż te koty w mitusie (O te! -klik)
-Te kotki mają u was lepiej niż u pana Boga za piecem.Widziałem jak przyjechaliśmy jak wchodzą swoim wejściem chyba do piwnicy-powiedział gość z wodą w mózgu ;)
Tu już Chop zszedł z dyskusji o rolnictwie na kocie opowieści i zażerał się rozmrożonym keksem.
Głupawka jakby minęła,ale gotując wieczorem zupę na jutro zauważyłam pusty kubek po śmietanie.
-Co to-pytam Chłopa.
-Dżon wypił-odpowiedział wzruszając ramionami.
Kot Dżon tymczasem smacznie spał pod kaloryferem...
-Zresztą po co śmietana do zupy teraz.Doda się jutro przy jedzeniu,bo tak może skwaśnieć.
-Taaa....skwaśnieje w twoim brzuchu  do rana-rzekłam uszczypliwie.
-Cały czas robisz ze mnie balona.Jak z tym pokrowcem od aparatu-powiedziałam z lekkim fochem.
-Ale ja go nie brałem naprawdę-prawie płacząc kolejny raz kłamał w ten sam sposób.-Nawet nie wiedziałem gdzie on leży!!!!!
-Leżał na blacie kuchennym tuż przy telefonie.Przygotowałam nawet smycz,by nie zgubić go kolejny raz.Bo trzy razy zgubiłam ,a niby do trzech razy sztuka.A teraz sztuką będzie, by go znaleźć...

   ...a było tak z tym pokrowcem:
1 raz zgubiłam,gdy w czasie letnich przejażdżek rowerowych zauważyłam dziki na polu sąsiadującym z naszym dobrze rokującym pszenżytem,a że wystraszone pobiegły w tym kierunku to postanowiłam je wystraszyć.Z aparatem cyfrowym w jednym ręku,a zapewne pokrowcem w drugim i 2 metrowym kijem z uwiązanym foliowym workiem (to rzekome straszaki na dziki miały być z których to dziki sobie drwiły) biegłam w kierunku szeleszczącego zboża.Biegłam miedzą i chciałam nagrać film,by pokazać Chłopu,że tam były(o głupia ty babo!).gdy dziki wyskoczyły ze zboża sąsiada kilka metrów przede mną zaczęłam wrzeszczeć:
-A wy mendy nochate! Do lasu ryć a nie pole!Wyp*******!!!!!
Dziki w popłochu pobiegły do pobliskiego lasu a ja stałam w zbożu i od razu pomyślałam:
-Przez te nochate zgubiłam pokrowiec...K****!!!
Nie wiem na co byłam bardziej zła.Czy na dziki czy na brak pokrowca,którego nie znalazłam z powodu zapadającego zmierzchu.A potem dnia następnego...
Tu są te dziki,tyle że więcej liczebnie(klik).
Ale w trakcie jesiennej orki Chłop przyszedł i oznajmił:
-Wyorałem dwie rzeczy.Pocisk i takie coś...
I pokazał mi mój pokrowiec,którego szukałam  tuż po żniwach,gdy widoczność była znacznie lepsza niż w rosnącym jeszcze zbożu.Pocisk jakoś szczególnie mnie nie zainteresował,bo przecie pokrowiec ważniejszy!
 ;)
Tu foto z orki,a ja zrezygnowana szwendałam się po okolicy(klik)


2 raz zgubiłam   poprzedniej niedzieli.A wszystko przez to,że włożyłam aparat do kieszeni bluzy,bo miałam porobić zdjęcia naszym pierwiastkom z cielakami.W trakcie dojenia na wyścigi z cielakiem zauważyłam brak sprzętu w kieszeni!!!!! Od razu zapomniałam o dojeniu i gorączkowo zaczęłam macać nogą słomę pod krową ważącą ok 700 kg i beztrosko ssącym ją cielakiem.Wpierw macałam,a potem już nerwowo kopałam klnąc w myślach na swoją bezmyślność!!!!!Wstyd nawet było mi przyznać się Chłopu do porażki.Po kilku minutach odetchnęłam z ulgą!!!!!
Jest!!! Jeszcze drżącymi rękoma zrobiłam foto cielaczkowi.Warte nerwów,no nie? ;)


3 raz zgubiłam  TEŻ poprzedniej niedzieli,gdy to Benek wziął mnie na spacerek(klik).
Fajnie się spacerowało.Rozmawiałam przez telefon z kolegą,potem z Młodym aż zaczęło zmierzchać.A,że ok 5-6 km byłam od domu postanowiłam ruszyć z buta krótszą trasą.Niestety było to niemożliwe,bo okazało się,że nie mam pokrowca od aparatu.Wystraszona nie byłam jak w południe ,ale zła sama na siebie.
-Dobrze,że białe gówno napadało to łatwo znajdę.I znalazłam .



Powiadomiłam Młodego,że gadając z nim o jego studniówce i o tym,że wyglądał jak gówniarz na zdjęciach i że jego dziewczyna wyglądała bardzo ładnie w czerwonej sukience zgubiłam pokrowiec.I że zaraz go znalazłam.Syn nakazał mi szybki powrót do domu,bo dziki mnie zjedzą na kolację.I miał rację,bo z Benkiem natknęliśmy się na małe stadko. Benek je przepędził a ja nie wiem kto był bardziej wystraszony: ja czy dziki ;].
Najbardziej zdziwiło mnie,gdy na moje wejście do domu Chłop zagaił:
-Gdzie mam teraz jechać orać?
Wytrzeszczyłam na niego swoje oczy nie wiedząc o co mu chodzi!!!
-No pokrowca szukać!!!
-SKĄD TO WIESZ????
-.....................
-No nie! Kabel jeden podkablował.Mały był i zawsze kablował i teraz kabluje!
-Eeee...tam...W teleekspresie gadali...-powiedział niewinnie Chłop.
Szybko chwyciłam jego telefon,ale niestety połączenia z Młodym nie było.
-Od razu Cię pouczył jak usunąć połączenie...?
-O czym ty mówisz?jakie połączenie?
Młody nie odbierał telefonu,ale w sms powoływał na świadka swą dziewczynę,że nie,że oni nic nie mówili.Do dziś nie odkryłam prawdy,gdzie jest pokrowiec.A smycz czeka na zgubę,by ją uwiązać.
-Kurde! A sama niedawno śmiałam się z Młodej,która gubi rękawice ,że potrzebne jej są troczki.A tu sama będę latać z troczkami.Tzn.ze smyczą.Aby nie pomylić się i aby Benek mnie na niej nie prowadził;D

 I tak sobie myślę patrząc na słit-fotki,które sobie machnęłam na spacerze.
Ile w tej głowie jest głupawki,głupoty i mądroty?


Wiem,że nos jest zadarty,krzywy i ma wygląd kartofla ;D
Ktoś oceni inaczej? ;]





*-najadł się to zrób chociaż cokolwiek

P.S. W ZWIĄZKU ZE ZMIANAMI NA STRONIE PROSZĘ O UWAGI ODNOŚNIE CZYTELNOŚCI.
Postaram się nie popełnić gafy przy ulepszaniu ;)

piątek, 24 lipca 2015

Wszystko da się przeżyć...

I wcale nie wzoruję się na cytacie Wojciecha Kuczoka:

 "Przeżyć da się wszystko, oprócz własnej śmierci."

Można przeżyć...
... gdy Ci zaserwują zupę z kurek z dodatkiem fasoli po bretońsku(gotowiec ze słoika) i groszku konserwowego...
...gdy osoba chora na schizofrenię twierdzi,że zgrubiały naskórek na piętach nie da się usunąć(???);kawa jest dobra na kości(!!!),a coca-cola na mózg(!!!!)
...gdy sztućce rzekomo umyte są tłuste...
...gdy przez otwarte na oścież drzwi wlatują wstrętne muchy (w sypialni skrupulatnie je tłukę łapką na muchy,bo nie lubię jak ktoś zagląda mi do oczugdy śpię)
...bałagan w łazience,kilka kubków po kawie na blacie kuchennym,zalana płyta kuchenna...

             "Ludzie wojnę przeżyli i żyją i my musimy przeżyć problemy,które nas dotykają"

Do takiego wniosku doszłyśmy dziś w nocy z koleżanką.W nocy,bo pracowałyśmy na 3 zmianę.Zapierdol był niemiłosierny,ale przeżyliśmy wszyscy ;)
Na spokojnie i nie nerwowo.

Wczoraj (w dzień jeszcze) pocieszałam panią,która bała się badania endoskopowego.
Trzęsły się jej ręce i cała była spocona.
-Spokojnie.Przeżyje pani gastroskopię.Wszyscy przeżyli to i pani przeżyje.Niemiłe jest to badanie-fakt,ale trzeba to przeżyć-próbowałam pocieszyć.
-Wiem-odpowiedziała drżącym głosem-A pani nie boi się?-zapytała mnie z zaciekawieniem.
-Nie.Czuję się jakbym szła do koleżanki na kawę i pogaduszki-powiedziałam za śmiechem widząc zdumienie w oczach kobiety.Z sympatycznym lekarzem też żartowałam,bo zdumiały go moje duże oczy( z niewyspania zapewne) i to,że pracuję w nocy zamiast spać.
-Ja bym tego nie przeżył! Gdzież to pracować w nocy! Ratować życie ludzkie to rozumiem,ale pakować mrożonki!?-wykrzykiwał bardziej sam do siebie,bo nie mogłam już z nim polemizować,gdyż badanie było już w toku...
Przeżyłam je i mam się dobrze!

...przeżyłam i przetrawiłam zupę kurkowo-fasolowo-groszkową.Przemyłam sztućce i całą resztę. Przesortowałam kopiec ubrań.Zaraz zawieszę świeżo uprane firany i z ośmiolatką (jest u nas na wakacjach ) urządzimy akcję kryptonim <mucha>.


       Wszystko można przeżyć. I dobre i złe.
       Jak twierdzi Jan Twardowski:
       "W życiu mu­si być dob­rze i niedobrze.
       Bo jak jest tyl­ko dob­rze, to jest niedob­rze."


Trzeba tylko z dystansem patrzeć na świat,a czasami z przymrużeniem oka.
Czasami odpuścić,by nie zwariować.Martwić się tym co jest naprawdę ważne,a nie tym co mało istotne.
Wiem,że muszę przeżyć natłok wielu spraw i mnóstwa pracy.Wiem...
Dziś była pierwsza próba na polu...


Przeżyję!
Nie dam się zwariować!


p.s.
ośmiolatka wcina zupę z której wyławia kurki,
firany pachną,
a z komputera leci muzyka


tylko muchy są nadal złośliwe ;>

niedziela, 3 maja 2015

Sprzątanie szajsunga ;)



Od kiedy mam swego szajsunga staram się utrzymywać w nim siako taki porządek.I tak:
-nazwy własne osób mam zawsze(!) zapisane od nazwiska.
-nazwy najbliższych mam wpisane jako pierwsze kontakty(da się tak zrobić mimo,że ten ktoś nie jest na A ;) )i zapisane w całości są dużymi literami np:CHŁOP,MŁODY,MŁODA(oczywiście są to imiona)
-na koniec miesiąca kasuję wszystkie połączenia i ich czas i ilość wiadomości
-niektóre wiadomości chomikuję w "moich katalogach"
-osoby z którymi najczęściej mam kontakt telefoniczny mają przypisane melodie np Chłop-Enej-Myła moja,Młoda-Poparzeni Kawą Trzy-Kawałek do tańca,kumpel z którym często rozmawiam -Dżem-Żyj z całych sił,moja rodzinka-Świat wg Kiepskich Big Cyc.
Nie używam budzika,bo telefon mi za niego służy i wtedy mam go pod poduszką (wiem,że zdrowe to nie jest...)
Menadżer połączeń za m-sc kwiecień:
Połączenia wykonane: 2.35
Połączenia odebrane: 4.34
Wiadomości wysłane: 277
Wiadomości odebrane: 248

Wiadomości odebrane:
-Już w Białymstoku ;)
-Wiosna jak wiosna,dobrze że śniegu nie ma.
-106/120 z koła z antybiotyków :D szósty wynik na roku ;D
-Przejebane mieć mądre dzieci bo można się ze szczęścia posrać;))) Gratulacje!
-Śniło mi się,że byłam w Warszawie i wracałam do domu metrem bo zrobili połączenie aż do naszego domu ;D i teraz jest stacja metra u nas za garażem.Dostałam mandat za jazdę bez biletu,kosztował 42 zł chociaż schowałam się do kibla by uniknąć tego mandatu.Okazało się,że w kiblu są wielkie szyby i kanar podchodzi i dawaj bilet.W drodze rozkminiłam,że w W-wie świnie i pizza są dużo tańsze niż u nas i można je tu sprzedać i zarobić.Wróciliśmy do W-wy całą grupą,bo każdy dostał mandat.Każdy miał kupić po 2 prosiaki i po 2 pizze maxi ;D ;D ;D i wrócić i sprzedać.Miły sen bardzo;D.A i jeszcze ta W-wa to było Zakopane a na miejscu był jakiś psychopata,który nas hipnotyzował xD.

Wiadomości wysłane:
-Schab pieczony mogę zaoferować i flaki,które lekko słone są ;/
-Wyśpię się kiedyś,a w pracy nie było tak źle.Zresztą był czas przywyknąć ;.
-Kup 2 kg ogórków i kawałek kiełbasy cienkiej.
-Kurde!Ja Cb nie pobiję na sny.Ostatnio śniło mi się,że siedzę z kolegą na przystanku autobusowym w mojej rodzinnej miejscowości  i mamy gdzieś jechać razem,a jego żona mówi,że nie boi się nas razem puścić ;D.Wszystko było realne jak nie wiem co<szok>
-Dziś śniło mi się,że jechałam golfem bez włączonych świateł i fotoradar zrobił mi zdjęcie  hahaha.
-Maść na odciski Aflfarm.

Moje katalogi(wybiórcze ) :
-Znasz 3 kłamstwa studenta?Od jutra się uczę,od jutra nie  piję i dziękuję nie jestem głodny! ;)
-U nas tak waliło,że z przerażenia w trakcie jedzenia teściowej łyżka z rąk wypadła.Nie wiem czy nie walnęło nam w instalację,bo huknęło i błysnęło przy skrzynce z automatami od prądu.
-Wiesz coo? dzięki wielkie za życzenia,za portfel i za zawartość i wgl za wszystko kurde ;) ;***
-A za tego marcinka(ciasto) będę nosił Cię na rękach!!!!!
-Abyśmy zdażyłi zwieść 7 i 8 przyczepę słomy,bo burza idzie.Trzym kciukasy czym i jak się da!
-Jejku! Zasnęłam na siedząco w pracy w trakcie przerwy i śniło mi się,że "Chłop"(zamiennik imienia)  wynosi radio z piwnicy na strych bo zepsuło się.
-Nie dzwonić do 11,bo ubiję!! Bo śpię!!!
-Uważaj na siebie,bo śniło mi się,że miałaś wypadek samochodowy.
-Są wyniki z anty.Zdałam! 3,5 ;D Cud! ;D
-Są wyniki z pp.Mam 4.
-Na 100 m jestem na 6,na 400 chyba na 5 a sztafetą zajęłyśmy 2 miejsce i w następnym roku mam dodatkowe stypendium z tej okazji! xD.
-Dobry prezent dla ojca na urodziny mi się udał ;)
-Pewnie w pracy jesteś.Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.Miałam zaśpiewać,ale torturować Cię nie będę w tym dniu.Buziaki od wszystkich babek na te urodzinowe 2*18+vat ;D
-100 lat mamuśka! ;D
-Najlepszego stara dupo !;****
-Wyniki takie: polski podst  83%,angielski podst 98%,matma podst 96%%,biologia rozszerzona 80%,chemia rozszerzona 87%,angielski rozszerzony 71%.
-"Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi,bo nie jesteś sam(a)".Uśmiechnij się! Miłego dnia kumplu z wojska :)
-Niby nic się nie zmieniło,a dla XXXX lat przybyło.Noc ta sama ten sam dzionek a 40 ma skończone.Z tego powodu nie musi ryczeć,lecz z przebojem iść przez życie.
-Toć ja nie lekarz i to samo ci mówiłem:).Zmęczenie materiału i dlatego czekoladę gorzką kazałem ci jeść.I melisę parz,bo to dobrze działa na nerwy.Mniej roboty,więcej snu,a przed snem dziki sex i na uj ci doktory.Ty mnie słuchaj a zimą w trampkach chodzić nie będziesz;).Aaai jeszcze jakbyś spotkała tego co mi net i tel spier***** to mu walnij ode mnie ;)
-A co ty taka jak jakieś emo? Ciesz się kurde,lato przyszło,wszyscy weseli a ty narzekasz.
-Hahaha ;D aleś zabawna ;D  z tą starością to przesadzasz;>.My z Młodą mamy stosunkowo młodych rodziców;)















Kolejno:
-biały rower jaki chciałabym mieć-rozmawiałam z właścicielką,bardzo sympatyczną zresztą,widzę ją często jak "pomyka" na rowerze po mieście.
-wstawianie oktabina w windę bunkra zasypowego-z pracy.
-pieczone ślimaki i grzanki z masłem czosnkowym-smaczne było ;)
-pozostałości po motorze,który Młody zdecydował się sprzedawać na części.
-nielogiczny napis-fotka z pracy
-siew zboża jarego
-auto dostawcze(właśnie tak dowozimy zboże na odległe pola tzn zazwyczaj ja dowożę)
-kotka Karamba,
-mieszanka chińska,przy której produkcji pracowałam czyli fotka z pracy,
-prezent od kolegi zgrywusa-też fotka z pracy
-prezent od kolegi zgrywusa-fotka z pracy,
-testy skórne na alergię,
-napis na garażu w pobliskim miasteczku(ciekawe jak do tego ma się właściciel garażu),
-niespodzianka w pracy ;)(kolejna !)

Moje uwagi po sprzątaniu:
-bez telefonu trudno by było,ale by się przeżyło,
-chyba sentymentalna jestem,bo niektóre wiadomości mają nawet po 3 lata!!!
-bardzo lubię telefony rozsuwane tzw slajder i lubię się nim bawić rozsuwając i zsuwając(rzekomo to tik nerwowy...? )
-następny telefon ,będzie z lepszym aparatem do zdjęć,bo lubię fotografować dla samego fotografowania i jednocześnie poznawania i ewentualnie dyskusji np z Chłopem?czasami przechodzącej w sprzeczkę  ;)
-szajsunga mam od 6 września 2011 roku,a używany jest w dość drastycznych warunkach np niska temperatura w pracy,kurz w gospodarstwie rolnym,ogródku itd, duża wilgotność np w lesie podczas grzybobrania.

Chyba mało kto wyobraża sobie życie bez telefonu ;)
Przeżyłoby się,ale jak  jest to jest łatwiej.



piątek, 1 maja 2015

Świętować czy nie,a jeśli już to co i jak?

Wiele mam do powiedzenia na temat 3 dni świąt,ale  nie chcę się uruchamiać przed nocą ;>
Moje uwagi do świąt:
   Święto Pracy. Przepracowałam pilnie noc z 30 kwietnia na 1 maja w ramach 8 godzin pracy,przespałam się ok 5 godzin, potem pracowałam motyką w ogródku, potem przejechałam się traktorem MF 255 (by nie wyjść z wprawy-jak twierdzi mój Chłop/niech mu będzie że ma rację ;) ),w kuchni straciłam ok 3 godzin swego cennego czasu.Wystarczy tej pracy na 24-godzinną dobę!
  Dzień Flagi.  Nie posiadam flagi.Na pytania znajomych,dlaczego nie wywieszam wzruszam ramionami i niedbale mówię o wolności obywatelskiej.Proste.Nie chcę,nie mam ochoty to nie wywieszam.I nie życzę sobie,by ktoś twierdził,że nie jestem patriotą z powodu braku flagi na balkonie w dniu 2 maja.Rzekomo żyjemy w wolnym kraju...Rzekomo ...
  Święto Narodowe Trzeciego Maja. Czyli uchwalenie konstytucji 3 maja. Zbiór wyznaczników, praw,norm prawnych,moralnych itp. Gwarancja swobody i wolności obywatelskiej.
Można dużo pisać i mówić.Tylko...(patrz 1 linijka tekstu)










I żeby nie myśleć,nie mówić i nie pisać wypiję szklankę wina i pójdę spać.