czwartek, 21 lipca 2016

To był wariacki dzień .

Gdy wczoraj rano jechałam autem i nuciłam sobie piosenkę , która była akurat emitowana w Radiu Białystok nie spodziewałam się ,że piosenka ta będzie mnie prześladować ...
 "Nie poganiaj mnie , bo tracę oddech , nie poganiaj mnie , bo gubię rytm ..."-śpiewała Olga Jackowska , a ja potem myjąc konwie po mleku fałszowałam sama sobie i dla siebie . Nawet jakiś ptak przyfrunął i przychylając głowę patrzył w moim kierunku zanim go koty przegoniły .
6.45.
Idę zrywać ogórki . I miało być szybko , bo niby wiele tego nie ma .
Jeden kosz . Jedno wiadro ...Wiaderko i jeszcze połowa do zebrania ! A tu Chłop z zapytaniem czy mu pomogę przy grabieniu trawy  dla cieląt .
-Jedź koś to pomogę .
A tu jeszcze ogórki poplątały się z dynią i dynię trzeba zawrócić . I musztardowiec wywrócony i sałata zaczyna gnić . Trzeba jedno podwiązać , drugie powyrywać i oddać kurom . I cukinia urosła ! Pietruszka też ściele się na dróżce z agrotkaniany i prosi się o zerwanie . Tu jest mój ogródek :) . Po wstępnym przesortowaniu warzyw uznałam , że nie będę ich przerabiać , bo po prostu nie zdążę !


8.10
Postanowiam wraz Chłopem ,że zjemy śniadanie i wypijemy kawę i wtedy za robotę . Ja myślami na strychu , bo tam mam słoiki i planuję w myślach co robić z tak pokaźnych zbiorów . I chyba czasu mi zbraknie , bo od 14 czeka mnie dniówka w mojej pracy !

8.45 .
Idę na strych .
Mnóstwo kartonów , toreb , reklamówek ze słoikami i wieczkami . Opróżnione , umyte i postawione gdzie popadnie . Część słoików i wieczek stoi posortowana w kartonach , ale ta część mnie nie interesuje , bo to pozostałości z poprzedniego sezonu przetwarzania . Zanurzam się w tym bałaganie i wybieram takie słoiki jakie mnie interesują . Robię to w pozycji "z wypiętą do góry dupą " . Pozycja taka sama jak przy zrywaniu ogórków . Przekładam te słoiki i przekładam i nijak nie mogę znaleźć takich jak trzeba . Wkurzam się w mgnieniu oka (sama na siebie oczywiście ! ) i zaczynam sortować słoiki w kartony . Gdy już mam około połowy ogarnięte to zbieram się , bo słyszę klakson ciągnika . To nasz sygnał umowny i w ten sposób Chłop nawołuje mnie do grabienia . Biegnę po schodach z katonami . Strych . Pierwsze piętro . Parter . Piwnica . Czerwona jak burak prawie rzucam kartonami w piwnicznej kuchni . Wybiegając z domu patrzę na swoje zbiory . Klnę głośno w myślach ! Nie zdążę !

10.20 .
- Zostawię przetwarzanie na jutro - zagaduję do Chłopa, gdy grabimy trawę .
- A ty chcesz to dzisiaj jeszcze robić ???? Kiedy ??? 11 zaraz . Nawet bym ci pomógł ,ale to i tak nic nie zmieni .
- Ano ,bo trzeba pomyć i warzywa i słoiki . Nazrywam jeszcze fasoli , bo zerknęłam niechcący i już coś się żółciło . I koleżankom nazrywam zielska , bo tak bujnie wszystko rośnie , że ścieżek nie widać pomiędzy zagonami . AAAAA ! I do miasta na 15 minut mi trzeba .
- O ogórkach zapomnij !

11.30.
Telefonicznie umawiam się ze znajomymi na odbiór cukinii , natki pietruszki i selera . Na godzinę 13.30 czyli tuż przed pracą .

12.10.
Słoiki już gotowe i szkoda tracić czas ,więc biorę wiadro i idę zrywać fasolę .

12.23.
Dzwoni telefon . Sygnał telefonu oznajmia , że to Młody .
- Mamuśkaaaa . Mam problema . Ja pracuję do 17 ,a trzeba mi odebrać klucze . Takie do naprawy auta . Już zamówiłem i są zarezerwowane . Odbierzesz ?
- A zapytałeś mnie czy mam czas ?
- No pewnie nie masz . Ale weź odbierz , coo ? Ten sklep jest blisko ....( i tu tłumaczenie ...)
- Napisz mi smsa jak się nazywają te klucze  i jak wejść do tego sklepu , bo ja naet nie wiem , że on tam jest ....
- Zestaw kluczy do przewodów hamulcowch , cena 32 zł ,wejście od drogi, czerwonymi drzwiami i na 1 piętro .

12.45.
Zlecam teściowej robotę . Oskubanie z ogonków fasoli . Jest tego 15 litrowe wiadro . Tak z kilogram możesz pokroić , to zużyjemy na bieżąco . Resztę zblanszuję i zamrożę .

12.55.
Wbiegam do domu . Po drodze zdejmuję buty i wpadam do łazienki . 3 minuty pod prysznicem . Ręcznik ! Czesanie się i mycie zębów ! I szybko coś z szafy na siebie . Telefon , torebka i biegiem do auta . Po drodze wrzucam do bagażnika cukinie i natki .

13.15 .
Miły pan nie śpiesząc się "zdejmuje rezerwację z komputera itd" . Ja w tym czasie innformuję smsem , że ciut spóźnię się .

13.24.
W ARR zdaję kwitek informujący o przemieszczeniu bydła .

13.26.
Jechać do pobliskiego sklepu autem czy biec ? Biec ! Będzie szybciej , bo nie wiadomo czy jest miejsce do parkowania .
Przewieszam torbę prze ramię i biegnę .
W sklepie nie biorąc nawet koszyka czy wózka biegnę do pieczywa . Chwytam pakowane bułki z musli i bułki  śniadaniowe (a nigdy nie kupuję pakowanych ! ) . Na stoisku warzywnym biorę pomidory i wrzucam je do koszyka . O kurde ! Toż ja nie mam koszyka !!!!!
- Przepraszam . Śpieszę się ...
- Nic nie szkodzi -uśmiecha się pani której podrzuciłam pomidory .

13.36.
Wyjeżdżam w kierunku firmy .
Na parkingu czekają  "odbiorcy " warzyw .
- Sorki , że czekaliście ,ale miałam dziś jakiś wariacki dzień ...
- U ciebie to często tak jest -odpowiada koleżanka

13.40.
Odbijam czipa na portierni .

13.55.
Moja praca polega na sortowaniu warzyw przy taśmie .
UFFFFFFF!!!!!! Trochę spokoju ! Można będzie wreszcie wytchnąć . Jednak pozycja stojąca przypomina o odbytym dziś zginaniu się w ogródku i na strychu . Część lędźwiowa cierpi...


18.30.
Wyznaczono mnie do innej pracy , bo przy poprzedniej zakończono partię/zamówienie .
Część linii do pakowania jest nowa ( i tuż po reklamacji ) a ja osobiście pakowanie ryżu (ugotowany i zamrożony ) czarno widzę . I tak też było . Włączniki były niekompatybilne i wszystkie silniki pracowały a jeden od taśmy sortowniczej zatrzymywał się wg swego indywidualnego widzimisię . A sporą ilość kilogramów ryżu musiałam przesuwać po taśmie do następnego podajnika . Jak robiłam to powoli to surowiec sypał się na posadzkę . Krzyk mój nic nie dawał , bo na hali jest straszny hałas ( ok 80 - 100 dB ) . Ponadto trzeba zwracać uwagę , aby jakieś ciało obce nie trafiło się w surowcu .

20.00.
MAM DOŚĆ !!!!
Boli mi część lędźwiowa kręgosłupa ,ręce ,nogi i jest mi słabo . Zwołani elektrycy , automatycy i inni są bezradni . JA TEŻ !!! A zamówienie jest pilne , a osób do jakiejkolwiek pomocy brak z powodu braków  w załodze (spowodowanymi redukcją zatrudnienia ) .

20.30.
Zmienia mnie brygadzistka na tzw "siku" . Przy okazji wbiegam do pokoju socjalnego i ze swej szafki wyjmuję czekoladę . Zjadam ok 1/3 całości , zapijam wodą i mam zamiar wracać , bo wiem ,że inne koleżanki chcą albo na "siku" albo wymienić rękawice lub po prostu wytchnąć od tego wariactwa . Nadal trzeba ręcznie popychać surowiec . Przy "dobrych wiatrach " przez 8 godzin pakuje się ok 20 ton . Ja nie wiem ile "napchałam " , ale niewiele . Ale tyle , by mieć dość .

22 .15.
Dojeżdżam do domu. Jak na złość w radiu leci piosenka  A . M . Jopek
"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
  Na pierwszej stacji, teraz, tu!
  Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
  Przez życie nie chce gnać bez tchu...
 ...bo życie przecież po to jest ,żeby pożyć
  by spytać siebie : mieć czy być?"
- No tak kurde ...A ja chcę i mieć i być ! -pomyślałam sobie .

Zastałam zamieszanie w domu . Bratucha mój i Chłop szwendali się po podwórku . Chłop zatrudnił Brata do zbierania jaj z kurnika  i czegoś tam jeszcze . Ponadto oznajmił mi , że pozbawił mnie kłopotu , bo oddał skrzynkę ogórków .

Okazało się , że oddał moje ulubione ogórki drobnobrodawkowe , które wysortowałam do zrobienia korniszonów .
Trudnoświetnie ! Jeszcze urosną :)) .

Dziś (czyli  już wczoraj...) wszystko zostało przetworzone . Powstały konserwowe , 2 rodzaje sałatki do słoika , fasola szparagowa powędrowała do zamrażarki , a część na patelnię na bieżące zjedzenie jako fasola szparagowa w sosie pomidorowym  . Właśnie pasteryzacja została zakończona . Dzielnie towarzyszyły mi 3 koty z czego jeden skorzystał z piwnicznego okna , a 2 zmęczone zasnęły :)


Kończąc ten nie wariacki już dzień ( bo i w pracy było odrobinę spokojniej ) przypominam sobie inne szalone dni .o których już pisałam . Kumulacja trwa 2013(klik) .  No i ogarnięte(klik) .

Echhhh....gdzieś kiedyś czytałam , że wariackie dni są najwięcej warte . A może inaczej to brzmiało ...?


niedziela, 17 lipca 2016

Rozmowy niekontrolowane ;) .




- Popatrz jak psianka nakurwia !
- Co robi ???!!!
- Nooo...rośnie xD
- Jak będziesz tak brzydko mówił to więcej Wam kwiatka nie kupię ;P





- Już dojechaliście ?
- O taaaak ! Jest 3. 53  rano ;D
- Ja pracuję a Ty wczasujesz .
- Tak bywa :P
- Pozdrów morze ode mnie ...
- Jak kimnę się to to zrobię xD.






- Ładne ? :D
- Jak nie jak tak !
- Nie będę Cb drażnić fotkami ;P
- Na żywo bym wolała !!!!!
- Może kiedyś pojedziesz ;) .
- Zapiszę se w testamencie , by po skremowaniu  rozsypali me prochy w morzu . Może wtedy !
- No weź......




- A może wolisz orgazm za 22 złote ? ;D ( konieczny  klik w foto z lewej ! )
- Żebym to ja 22 zeta miała ! Hahahaha...
- Kurde ! I ja goły i wesoły ;D .
- A ja fajne auta oglądam . Może zamienisz alfę na starego citroena ?
- Jak mi dasz na takiego to dzisiaj od razu wracamy i zmieniam xD
- Kurde ! Pączka i colę na minus kupiłam , a ten mi tu z taką propozycją ! ;D
- Spokojnie . Ja na minus drugi dzień będę się kimał w hostelu . A w poniedziałek muszę dać radę załatwić się z uczelnią ... Bo o 4 rano pociąg do Białegostoku i kiedy to spać ;/ ? O 11 trzeba załatwić papiery na uczelni przez te kilka godzin i jeszcze 100 km do domu wracać autem do domu , by we wtorek pójść do pracy . Aż strach być takim zmęczonym ...
- Znam ten stan ...Dasz radę ;*
- Chcieliśmy już nawet przełożyć godzinę wyjazdu , ale wszystko zarezerwowane . Wszystkie ludziska do Gdańska chyba zjechali . Wszędzie tłok.



- Citroeny będą do obejrzenia . Na lapku jakby coś w folderze old auta .
-  Spoko . Popatrzam jak będę miał wolny czas ...
- Ciekawe który Ci się spodoba najbardziej ?
- Pewnie żaden , bo mam swój wymarzony :)) .
Ponadto mamuśka możesz mi telefon doładować ;D . A ja w ramach rewanżu tygrysa szablozębnego mogę Ci przywieźć lub słonia .Tylko słoń ma ciosy dziwacznie jakoś -byś nie była zaskoczona hahaha . W Zoo jesteśmy .








 Notka to pretendent do stworzenia zakładki  o tytule jak w tytule ;) .
Będę tam zbierać różne ciekawe rozmówki . Nie tylko z synem ;) 
Powyższe rozmówki i smsy , mmsy  z ostatnich dwóch dni .
Warto to kontynuować choćby po to , by zarchiwizować radość z dobrych relacji z dzieckiem . Może dziecko kiedyś przeczyta te bazgroły i powie samo do siebie :
-Oj matka matka ...
        (Jakbym słyszała ten głos ;) )

Moja specjalność to łapanie srok ? I niekoniecznie skutecznie ;)) .


I nie chodzi mi o łapanie ptaków , bo ani ze mnie ornitolog , ani kucharz co każdego ptaka zamieni w
pyszną potrawę , ani jakaś poroniona istota , która chciałaby trzymać srokę w klatce zamiast papugi < wow! > . Chodzi mi o przysłowiowe łapanie srok czyli załatwienie kilku spraw jednocześnie . I fakt faktem ,bo nie da się złapać kilku srok za ogon/y . Mówi się ,że można ich złapać 2 czy 5 .
 A jak jeszcze jedna doleci w międzyczasie ????
Tak było dziś i u mnie ( zresztą nie tylko dziś tak bywa !!! ) .

Po pracy na nocnej zmianie miałam zamiar wziąść się solidnie za robotę w domu . Ale , że noc w pracy nie była lekka i ponadto gnębiło mnie złe samopoczucie postanowiłam rano przespać się.
I tu już "załatwiłam" jedną srokę , bo przed snem zaczęłam czytać ciekawą książkę Danuta Stenka ,Łukasz Maciejewski - Flirtując z życiem . Książka kusiła od dawna ,ale ...  ( !?)

Plan dnia zapisany jako notatka w telefonie :
-posprzątać kuchnię ,
-posadzić kwiaty ozdobne w tym lawendę i grudnik ,
-posadzić pomidory koktajlowe do donicy (samosiejki) i posadzić rukolę ,
-zrobić nalewkę z moreli ,
-spróbować wina z mniszka co je dostałam do degustacji  od koleżanki "winiarki
-zrobić pranie (tzn pralka je zrobi ) ,
-dokończyć sprzątanie "na zarobek",
-upiec biszkopt (i jakie t ma być ciasto...? bo brak pomysłu )
-posortować słoiki i wieczka ,
-poskładać dokumenty w segregatory ,
-poskładać poprzednie pranie ,
...itd...bo jeszcze to co nie zaplanowane , a mus zrobić ;)



I wszystko byłoby w porządku , gdyby ... nie nadleciała dodatkowa sroka ;)) . Sprzątanie i część sadzenia miałam za sobą , gdy...
... naszą drogą przed domem przejechało kilka lub kilkanaście zabytkowych samochodów ! Teściowa i Chłop zaczęli wiwatować

na ich widok , ja popadłam w popłoch nie wiedząc co robić . Końcem końców pobiegłam do łazienki myć się , potem zrobić się na "do ludzi " i wsiadłam do auta i pognałam po ich śladzie.

Trochę czasu zajęło mi znalezienie miejsca postoju , ale warto było  (KLIK - Zlot Zabytkowych Citroenów ) .
Wiedząc , że nigdzie nie pojadą (znałam już plan zlotu ) szwendałam się powoli , patrzyłam i rozmyślałam ...

-Miałam pomóc Chłopu , a pojechałam sobie ot tak bez słowa ...
Wyrzuty sumienia złagodził pączek z czekoladą  popity coca-cola ;) .

I żeby nie było tak ,że miałam bardzo silne te wyrzuty sumienia to w drodze powrotnej odwiedziłam swe ulubione miejsce pod wierzbą w Maćkowiczach  ( klik w te miejsce ) . Popatrzyłam na rzekę i porozmawiałam z sympatycznym panem ,który niedawno nabył pobliski domek . Po powrocie do domu przejrzałam plan dnia i zrobiłam co najważniejsze czyli skończyłam zaplanowane sadzenie . Pomogłam Chłopu przy zwierzętach opowiadając o widzianych starych autach .
-Było zostać na paradę tych samochodów -zagaił Chłop .



-A było ...Wyrwałam z domu jak guma z majtek , a w domu tyle roboty ...
-Przecież sama mówisz , że robota to głupota .
-Mówić , a robić ! Pogadać to ja zawsze mogę !



I tak :
- nalewki nie zrobiłam , bo uznałam , że morele mogą poczekać lub można je dodać do ciasta (może jednak rano zrobię ...) ,
- słoiki posortuję , a jak nie posortuję to kary nikt mi za to nie da ,
-dokumenty leżały i nadal leżeć będą , bo tylko ja w nich odnajduję się ( Chłop to by w uporządkowanych rozpierduchę zrobił , gdyby czegoś szukał ,więc warto...? ) ,
-sprzątanie na zarobek...? A ile można sprzątać ? W domu sprzątam , w pracy sprzątam (pracuję przy automatach pakujących warzywa lub owoce ,więc wiadomo ) i jeszcze dodatkowe sprzątanie za pieniądze . Pilne nie jest , a zostało na kilka minut .
-Prania poskładam jak więcej się naskłada ! Ooo!

Ponad program poradliłam (napowietrzyłam)  zagony z bazylią , cebulą , porem i selerem . Posadziłam swoje ulubione astry lulu do wielkiego dziurawego gara  . Rukola też znalazła w końcu swoje miejsce ( tu było o rukoli -klik ) .Rozkoszowałam się zapachem maciejki i widokiem bujnie rosnącego ogrodu . Psom dałam mokrą karmę "z pałki" , kotom suchą karmę .
Przepraszająco powiedziałam czworonogom :
 - Jutro wam nagotuję gar jedzenia . Będą warzywa + makaron
+mięso . Zabrałam jaja z kurnika .
Pospacerowałam po swoim ranczo i przygotowałam pastwisko na jutrzejszy wypas (zamknęłam wjazdy ) . Gdy już było ciemno obserwowałam (chyba) nietoperze ,które co wieczór latają przy naszych domach . Obstawiamy fakt , że zamieszkują piwnicę naszego starego domu . I kilka ciekawych fotek zrobiłam wk******ąc się , że nie mam odpowiedniego sprzętu .


I tak dużo tego !
 Konkluzja taka , że trzeba właściwe sroki za ogony łapać ,a nie wszystkie jak popadnie ;P

Krasula zrobiła sobie wianek ;))
To intrygujący widok . Wrócę do niego ...

Nietoperz ...?


LULU! Trzeba iść spać ...?

LULU w garze ;)

niedziela, 22 maja 2016

Z rozmemłaniem precz !



Kilka ostatnich dni płynęło jako tako nijako . Ani nic złego , ani nic dobrego . Ot takie tam po prostu rozmemłanie ...I to nie ważne , że prawidłowo powinno być rozmamłanie , bo i tak wiadomo  o co chodzi . Totalny brak energii i chęci do życia dopada mnie co jakiś czas . Ot tak bez przyczyny . Ani nie ma nowego stresu , ani nowego problemu . Ot tak po prostu samo z siebie się bierze . A może się mylę , a o tym nie wiem ...? ( !!! )
Ale każda czynność dnia stanowi wtedy problem . Nawet poranna pobudka i poranne obowiązki w obejściu .
Uczucie zmęczenia dopada mimo , że dzień jeszcze na dobre nie rozpoczął się . Myśli krążą wokół jednej czynności ...jakby tu położyć się i poczytać i ewentualnie zdrzemnąć ...
Tak było i wczoraj . Znalazłam pretekst , by położyć się " na chwilkę " .
Po przebudzeniu kawa i takie tam " nic".
Pogadałam z Młodymi (Młodym i jego dziewczyną ) i miałam zamiar wziąźć się za gotowanie bogracza . Młoda mnie wyręczyła smażyć pieczarki , cebulę , kiełbasę i mięso z łopatki . Pokroiła też pozostałe dodatki do tejże potrawy . A ja snułam się z kąta w kąt . Jedyne co zrobiłam to zacierkę ( poprosiłam Młodą , by pomogła mi ją poskubać ... ) . Jedyne co zrobiłam oprócz doprawienia bogracza to napiłam dobytek i zrzuciłam słomę ze strychu obory na podściół i podrzuciłam ją cielaczkom i ich mamom . Przy okazji zrobiłam foto cielaczka , by wysłać koleżance , która jest jak ja rozmemłana , ale chce pokazać cielaczka co jest u "cioci " . Plącząc się w kuchni usłyszałam krzyk Chłopa :
-Co tam się dzieje do cholery ?!!!
W oborze był ryk niesamowity i Chłop pobiegł jakby biegł w jakimś wyścigu .
Ja rozmawiałam w Młodą i coś tam robiłam . Zapewne byle co , bo na nic konkretnego się nie zdecydowałam . Ani na odkurzanie , ani na sprzątanie , ani na pieczenie ciasta .Z ledwością zalazłam do ogródka , by wysiać ogórki na późniejszy zbiór oraz koper i kukurydzę . Nawet rządek marchwi pozbawiłam chwastów !
A potem przygotowałam rower na wieczorną przejażdżkę .

Przy wieczornym dojeniu Chłop poinformował mnie , że właśnie w południe nasza buńczuczna krowa spacerowała sobie po oborze w  towarzystwie cielęcia . I z racji swej buńczuczności pobruła swymi czubatymi rogami inną , a dokładnie swą córkę , która jest już dorosła (klik ) .
Wtedy zapaliła się mi lampka kontrolna !!! Przez moje rozmemłanie mogło dojść do tragedii !!! Robiąc zdjęcie musiałam niedokładnie zamknąć drzwi do zagrody .

- Dość rozmemłania ! - krzyknęłam do Chłopa ( w sumie bardziej sama do siebie ) .
Na domiar wszystkiego zostawiłam gotującą się kawę zbożową !!!! Zapach poczułam przez otwarte okno ...

Na przejażdżce rowerowej zrobiłam kilka rozmemłanych fotek . Jaki stan fotografa takie fotki - pomyślałam ...







 Śmiech mnie tylko ogarnął , gdy robiłam dwie ostatnie fotki i w ostatniej chwili zauważyłam lecącego nietoperza . Przeleciał tuż nad moją głową , a ja robiąc unik o mało co nie przewróciłam się o leżący rower !!!

 I zakończyłam dzień ze świadomością , że jutro tak nie może być !

  Dziś z samego rana przystąpiłam do działania  ;)) .
Pomogłam w dojeniu , pomyłam konwie  i sprzęt od dojenia , wodą po myciu podlałam kwiaty i trochę warzyw , wypuściłam kury na wybieg i zaopatrzyłam je w świeżą wodę i jedzenie .
Wodę z poprzedniego dnia zaniosłam do ogródka . Chłopa zmusztrowałam ostro , by zdjął robocze ubranie , które od razu powędrowało do prania . Ugotowałam mleko do kawy zbożowej ( wywar już był ) ,zjadłam śniadanie , zebrałam pranie z poprzedniego dnia ,odkurzyłam , pomyłam podłogi , zrobiłam porządki wraz totalnym wietrzeniem szafy . Gdzieś tam w międzyczasie zrobiłam ciasto i ucięłam pogawędkę ze znajomymi , którzy wpadli do nas niespodziewanie .
Rower jest przygotowany do dłuższego wyjazdu .
Telefon , aparat i w drogę !
Jadąc będę nucić Juniora Stress : "Znam ten stan "( klik ) .
Tak , tak . Znam u siebie ten stan ...Albo mega power albo rozmemłanie ;)) .













czwartek, 19 maja 2016

Chyba będę mieć dzieci !!!

I  wcale nie chodzi o to , że jestem w ciąży  i chcę mieć kolejne potomstwo i przez to 500+ . Nawet o tym nie myślę !
Chodzi o to ,że moje już dorosłe dzieci po zakończeniu roku szkolnego / akademickiego będą zamieszkiwać razem z nami . I nie , nie były jak na razie do tej pory wydziedziczone , gdy mieszkały poza domem . To edukacja była przyczyną ich migracji ze wsi do stolicy Podlasia . Bo cóż ja poradzę , że zezwoliłam na "bachurskie fanaberie" ( cytat wypowiedzi znajomej )  edukowania się o 100 km od domu ( jakby tu szkół i nie było ) ? Ale nie będę się nad tym rozczulać   i rozpisywać . Przy ostatniej wizycie w domu Młoda powiedziała :

- Ty mati ( matka ) i ty batku (ojciec ) . Ja tak wydumała(wymyśliła ) ... W tym roku na wakacje nie pójdę do żadnej pracy . Będę w domu i będę pomagać paść krowy  hahahaha ... Ale na poważnie . Będę opiekować się babuszką ( babcią ) po operacji , będę grzebać w ogródku , chodzić na grzyby , biegać z psami , głaskać nasze kiciusie  , doić krowy , gotować , a wy dla swego pasożyta dacie parę groszy , by pasożyt pojechał na Woodstock ...? ( I tu był mega inteligentnie szelmowski uśmieszek z szybkim mruganiem rzęsami ;)) )
-SUPER !!!
-HURA ! HURA ! HURA !
Chłop z tej radości ,aż zatupał nogami siedząc na krześle , a ja miałam na pysku nie banana , a kiść bananów!
- A od kiedy ty tak po ruskiemu choworysz ( mówisz ) ?
-Bo ja dziewka ze łsi i wmieju ( umiem ) choworyt ( mówić ) po swojomu ( po swojemu ) .
-Dobra , mów normalnie i mnie nie wnerwiaj .A za pasożyta to ci zaraz przywalę !
-No , bo ja to taka wesz wychodowana na waszym łonie , 22 lata , a kormiti  (karmić) potreba  (trzeba ).
-Dobra , dobra . Kocioł zupy nawarmy ( nagotujemy ) i bedziem żryć ! I sałaty narobimy ze śmietaną .
-Łoj matka ! A ty sałatu posiejała (sałatę posiała ) ? Bo ja już gotowa stać na swych czterech kończynach i ją wżerać jak krowa trawę !!! Już się nie mogę doczekać czasu , aż uwolnię się od miasta , od ludzi , od hałasu . Chce mi się na wieś !


Dziś w rozmowie telefonicznej Młody mi rzekł :
-Wiesz mamuchna ... przemyślałem sprawę i jestem wstępnie umówiony na rozmowę o pracę .
Ale sęk w tym ,że zapewne będziesz mieć moją gębę do karmienia , bo chcę pracować blisko domu ,a nie jak wcześniej planowałem w stolicy Podlasia . Tak będę mógł tatuśkowi w żniwach pomóc czy w czymkolwiek innym . Poza tym nie chce mi się gnić latem w mieście w blokowisku . Respektujesz mamuśka takiego pomysła ?
-Jeszcze pytasz ! Fajnie będzie , wy oboje w domu , bo Młoda też będzie i wymyśliła , że do pracy nie pójdzie .
-Należy się jej laba . Ciężko zamulała na stypendium rektorskie ,więc teraz ciut wytchnienia powinna złapać .
-Dzięki temu , że ona zamulała ty miałeś większe datki , wiesz ?
-No może na bystrzachę nie wyglądam ,ale swoje wiem mamuśka hahaha . Kumam ,  że tylko mnie musieliście finansować . Z matmy wybitny prawie jestem ,więc rachuję trochę  hahaha .Kończę , bo lecę na ostatnią maturkę . Ustny z angola . Pa mamuśka !

Tak więc czeka mnie rozgardiasz domowy jak przed laty  i świadomość , że moje małe dzieci to już duże dzieci ...