niedziela, 17 lipca 2016

Rozmowy niekontrolowane ;) .




- Popatrz jak psianka nakurwia !
- Co robi ???!!!
- Nooo...rośnie xD
- Jak będziesz tak brzydko mówił to więcej Wam kwiatka nie kupię ;P





- Już dojechaliście ?
- O taaaak ! Jest 3. 53  rano ;D
- Ja pracuję a Ty wczasujesz .
- Tak bywa :P
- Pozdrów morze ode mnie ...
- Jak kimnę się to to zrobię xD.






- Ładne ? :D
- Jak nie jak tak !
- Nie będę Cb drażnić fotkami ;P
- Na żywo bym wolała !!!!!
- Może kiedyś pojedziesz ;) .
- Zapiszę se w testamencie , by po skremowaniu  rozsypali me prochy w morzu . Może wtedy !
- No weź......




- A może wolisz orgazm za 22 złote ? ;D ( konieczny  klik w foto z lewej ! )
- Żebym to ja 22 zeta miała ! Hahahaha...
- Kurde ! I ja goły i wesoły ;D .
- A ja fajne auta oglądam . Może zamienisz alfę na starego citroena ?
- Jak mi dasz na takiego to dzisiaj od razu wracamy i zmieniam xD
- Kurde ! Pączka i colę na minus kupiłam , a ten mi tu z taką propozycją ! ;D
- Spokojnie . Ja na minus drugi dzień będę się kimał w hostelu . A w poniedziałek muszę dać radę załatwić się z uczelnią ... Bo o 4 rano pociąg do Białegostoku i kiedy to spać ;/ ? O 11 trzeba załatwić papiery na uczelni przez te kilka godzin i jeszcze 100 km do domu wracać autem do domu , by we wtorek pójść do pracy . Aż strach być takim zmęczonym ...
- Znam ten stan ...Dasz radę ;*
- Chcieliśmy już nawet przełożyć godzinę wyjazdu , ale wszystko zarezerwowane . Wszystkie ludziska do Gdańska chyba zjechali . Wszędzie tłok.



- Citroeny będą do obejrzenia . Na lapku jakby coś w folderze old auta .
-  Spoko . Popatrzam jak będę miał wolny czas ...
- Ciekawe który Ci się spodoba najbardziej ?
- Pewnie żaden , bo mam swój wymarzony :)) .
Ponadto mamuśka możesz mi telefon doładować ;D . A ja w ramach rewanżu tygrysa szablozębnego mogę Ci przywieźć lub słonia .Tylko słoń ma ciosy dziwacznie jakoś -byś nie była zaskoczona hahaha . W Zoo jesteśmy .








 Notka to pretendent do stworzenia zakładki  o tytule jak w tytule ;) .
Będę tam zbierać różne ciekawe rozmówki . Nie tylko z synem ;) 
Powyższe rozmówki i smsy , mmsy  z ostatnich dwóch dni .
Warto to kontynuować choćby po to , by zarchiwizować radość z dobrych relacji z dzieckiem . Może dziecko kiedyś przeczyta te bazgroły i powie samo do siebie :
-Oj matka matka ...
        (Jakbym słyszała ten głos ;) )

Moja specjalność to łapanie srok ? I niekoniecznie skutecznie ;)) .


I nie chodzi mi o łapanie ptaków , bo ani ze mnie ornitolog , ani kucharz co każdego ptaka zamieni w
pyszną potrawę , ani jakaś poroniona istota , która chciałaby trzymać srokę w klatce zamiast papugi < wow! > . Chodzi mi o przysłowiowe łapanie srok czyli załatwienie kilku spraw jednocześnie . I fakt faktem ,bo nie da się złapać kilku srok za ogon/y . Mówi się ,że można ich złapać 2 czy 5 .
 A jak jeszcze jedna doleci w międzyczasie ????
Tak było dziś i u mnie ( zresztą nie tylko dziś tak bywa !!! ) .

Po pracy na nocnej zmianie miałam zamiar wziąść się solidnie za robotę w domu . Ale , że noc w pracy nie była lekka i ponadto gnębiło mnie złe samopoczucie postanowiłam rano przespać się.
I tu już "załatwiłam" jedną srokę , bo przed snem zaczęłam czytać ciekawą książkę Danuta Stenka ,Łukasz Maciejewski - Flirtując z życiem . Książka kusiła od dawna ,ale ...  ( !?)

Plan dnia zapisany jako notatka w telefonie :
-posprzątać kuchnię ,
-posadzić kwiaty ozdobne w tym lawendę i grudnik ,
-posadzić pomidory koktajlowe do donicy (samosiejki) i posadzić rukolę ,
-zrobić nalewkę z moreli ,
-spróbować wina z mniszka co je dostałam do degustacji  od koleżanki "winiarki
-zrobić pranie (tzn pralka je zrobi ) ,
-dokończyć sprzątanie "na zarobek",
-upiec biszkopt (i jakie t ma być ciasto...? bo brak pomysłu )
-posortować słoiki i wieczka ,
-poskładać dokumenty w segregatory ,
-poskładać poprzednie pranie ,
...itd...bo jeszcze to co nie zaplanowane , a mus zrobić ;)



I wszystko byłoby w porządku , gdyby ... nie nadleciała dodatkowa sroka ;)) . Sprzątanie i część sadzenia miałam za sobą , gdy...
... naszą drogą przed domem przejechało kilka lub kilkanaście zabytkowych samochodów ! Teściowa i Chłop zaczęli wiwatować

na ich widok , ja popadłam w popłoch nie wiedząc co robić . Końcem końców pobiegłam do łazienki myć się , potem zrobić się na "do ludzi " i wsiadłam do auta i pognałam po ich śladzie.

Trochę czasu zajęło mi znalezienie miejsca postoju , ale warto było  (KLIK - Zlot Zabytkowych Citroenów ) .
Wiedząc , że nigdzie nie pojadą (znałam już plan zlotu ) szwendałam się powoli , patrzyłam i rozmyślałam ...

-Miałam pomóc Chłopu , a pojechałam sobie ot tak bez słowa ...
Wyrzuty sumienia złagodził pączek z czekoladą  popity coca-cola ;) .

I żeby nie było tak ,że miałam bardzo silne te wyrzuty sumienia to w drodze powrotnej odwiedziłam swe ulubione miejsce pod wierzbą w Maćkowiczach  ( klik w te miejsce ) . Popatrzyłam na rzekę i porozmawiałam z sympatycznym panem ,który niedawno nabył pobliski domek . Po powrocie do domu przejrzałam plan dnia i zrobiłam co najważniejsze czyli skończyłam zaplanowane sadzenie . Pomogłam Chłopu przy zwierzętach opowiadając o widzianych starych autach .
-Było zostać na paradę tych samochodów -zagaił Chłop .



-A było ...Wyrwałam z domu jak guma z majtek , a w domu tyle roboty ...
-Przecież sama mówisz , że robota to głupota .
-Mówić , a robić ! Pogadać to ja zawsze mogę !



I tak :
- nalewki nie zrobiłam , bo uznałam , że morele mogą poczekać lub można je dodać do ciasta (może jednak rano zrobię ...) ,
- słoiki posortuję , a jak nie posortuję to kary nikt mi za to nie da ,
-dokumenty leżały i nadal leżeć będą , bo tylko ja w nich odnajduję się ( Chłop to by w uporządkowanych rozpierduchę zrobił , gdyby czegoś szukał ,więc warto...? ) ,
-sprzątanie na zarobek...? A ile można sprzątać ? W domu sprzątam , w pracy sprzątam (pracuję przy automatach pakujących warzywa lub owoce ,więc wiadomo ) i jeszcze dodatkowe sprzątanie za pieniądze . Pilne nie jest , a zostało na kilka minut .
-Prania poskładam jak więcej się naskłada ! Ooo!

Ponad program poradliłam (napowietrzyłam)  zagony z bazylią , cebulą , porem i selerem . Posadziłam swoje ulubione astry lulu do wielkiego dziurawego gara  . Rukola też znalazła w końcu swoje miejsce ( tu było o rukoli -klik ) .Rozkoszowałam się zapachem maciejki i widokiem bujnie rosnącego ogrodu . Psom dałam mokrą karmę "z pałki" , kotom suchą karmę .
Przepraszająco powiedziałam czworonogom :
 - Jutro wam nagotuję gar jedzenia . Będą warzywa + makaron
+mięso . Zabrałam jaja z kurnika .
Pospacerowałam po swoim ranczo i przygotowałam pastwisko na jutrzejszy wypas (zamknęłam wjazdy ) . Gdy już było ciemno obserwowałam (chyba) nietoperze ,które co wieczór latają przy naszych domach . Obstawiamy fakt , że zamieszkują piwnicę naszego starego domu . I kilka ciekawych fotek zrobiłam wk******ąc się , że nie mam odpowiedniego sprzętu .


I tak dużo tego !
 Konkluzja taka , że trzeba właściwe sroki za ogony łapać ,a nie wszystkie jak popadnie ;P

Krasula zrobiła sobie wianek ;))
To intrygujący widok . Wrócę do niego ...

Nietoperz ...?


LULU! Trzeba iść spać ...?

LULU w garze ;)

niedziela, 22 maja 2016

Z rozmemłaniem precz !



Kilka ostatnich dni płynęło jako tako nijako . Ani nic złego , ani nic dobrego . Ot takie tam po prostu rozmemłanie ...I to nie ważne , że prawidłowo powinno być rozmamłanie , bo i tak wiadomo  o co chodzi . Totalny brak energii i chęci do życia dopada mnie co jakiś czas . Ot tak bez przyczyny . Ani nie ma nowego stresu , ani nowego problemu . Ot tak po prostu samo z siebie się bierze . A może się mylę , a o tym nie wiem ...? ( !!! )
Ale każda czynność dnia stanowi wtedy problem . Nawet poranna pobudka i poranne obowiązki w obejściu .
Uczucie zmęczenia dopada mimo , że dzień jeszcze na dobre nie rozpoczął się . Myśli krążą wokół jednej czynności ...jakby tu położyć się i poczytać i ewentualnie zdrzemnąć ...
Tak było i wczoraj . Znalazłam pretekst , by położyć się " na chwilkę " .
Po przebudzeniu kawa i takie tam " nic".
Pogadałam z Młodymi (Młodym i jego dziewczyną ) i miałam zamiar wziąźć się za gotowanie bogracza . Młoda mnie wyręczyła smażyć pieczarki , cebulę , kiełbasę i mięso z łopatki . Pokroiła też pozostałe dodatki do tejże potrawy . A ja snułam się z kąta w kąt . Jedyne co zrobiłam to zacierkę ( poprosiłam Młodą , by pomogła mi ją poskubać ... ) . Jedyne co zrobiłam oprócz doprawienia bogracza to napiłam dobytek i zrzuciłam słomę ze strychu obory na podściół i podrzuciłam ją cielaczkom i ich mamom . Przy okazji zrobiłam foto cielaczka , by wysłać koleżance , która jest jak ja rozmemłana , ale chce pokazać cielaczka co jest u "cioci " . Plącząc się w kuchni usłyszałam krzyk Chłopa :
-Co tam się dzieje do cholery ?!!!
W oborze był ryk niesamowity i Chłop pobiegł jakby biegł w jakimś wyścigu .
Ja rozmawiałam w Młodą i coś tam robiłam . Zapewne byle co , bo na nic konkretnego się nie zdecydowałam . Ani na odkurzanie , ani na sprzątanie , ani na pieczenie ciasta .Z ledwością zalazłam do ogródka , by wysiać ogórki na późniejszy zbiór oraz koper i kukurydzę . Nawet rządek marchwi pozbawiłam chwastów !
A potem przygotowałam rower na wieczorną przejażdżkę .

Przy wieczornym dojeniu Chłop poinformował mnie , że właśnie w południe nasza buńczuczna krowa spacerowała sobie po oborze w  towarzystwie cielęcia . I z racji swej buńczuczności pobruła swymi czubatymi rogami inną , a dokładnie swą córkę , która jest już dorosła (klik ) .
Wtedy zapaliła się mi lampka kontrolna !!! Przez moje rozmemłanie mogło dojść do tragedii !!! Robiąc zdjęcie musiałam niedokładnie zamknąć drzwi do zagrody .

- Dość rozmemłania ! - krzyknęłam do Chłopa ( w sumie bardziej sama do siebie ) .
Na domiar wszystkiego zostawiłam gotującą się kawę zbożową !!!! Zapach poczułam przez otwarte okno ...

Na przejażdżce rowerowej zrobiłam kilka rozmemłanych fotek . Jaki stan fotografa takie fotki - pomyślałam ...







 Śmiech mnie tylko ogarnął , gdy robiłam dwie ostatnie fotki i w ostatniej chwili zauważyłam lecącego nietoperza . Przeleciał tuż nad moją głową , a ja robiąc unik o mało co nie przewróciłam się o leżący rower !!!

 I zakończyłam dzień ze świadomością , że jutro tak nie może być !

  Dziś z samego rana przystąpiłam do działania  ;)) .
Pomogłam w dojeniu , pomyłam konwie  i sprzęt od dojenia , wodą po myciu podlałam kwiaty i trochę warzyw , wypuściłam kury na wybieg i zaopatrzyłam je w świeżą wodę i jedzenie .
Wodę z poprzedniego dnia zaniosłam do ogródka . Chłopa zmusztrowałam ostro , by zdjął robocze ubranie , które od razu powędrowało do prania . Ugotowałam mleko do kawy zbożowej ( wywar już był ) ,zjadłam śniadanie , zebrałam pranie z poprzedniego dnia ,odkurzyłam , pomyłam podłogi , zrobiłam porządki wraz totalnym wietrzeniem szafy . Gdzieś tam w międzyczasie zrobiłam ciasto i ucięłam pogawędkę ze znajomymi , którzy wpadli do nas niespodziewanie .
Rower jest przygotowany do dłuższego wyjazdu .
Telefon , aparat i w drogę !
Jadąc będę nucić Juniora Stress : "Znam ten stan "( klik ) .
Tak , tak . Znam u siebie ten stan ...Albo mega power albo rozmemłanie ;)) .













czwartek, 19 maja 2016

Chyba będę mieć dzieci !!!

I  wcale nie chodzi o to , że jestem w ciąży  i chcę mieć kolejne potomstwo i przez to 500+ . Nawet o tym nie myślę !
Chodzi o to ,że moje już dorosłe dzieci po zakończeniu roku szkolnego / akademickiego będą zamieszkiwać razem z nami . I nie , nie były jak na razie do tej pory wydziedziczone , gdy mieszkały poza domem . To edukacja była przyczyną ich migracji ze wsi do stolicy Podlasia . Bo cóż ja poradzę , że zezwoliłam na "bachurskie fanaberie" ( cytat wypowiedzi znajomej )  edukowania się o 100 km od domu ( jakby tu szkół i nie było ) ? Ale nie będę się nad tym rozczulać   i rozpisywać . Przy ostatniej wizycie w domu Młoda powiedziała :

- Ty mati ( matka ) i ty batku (ojciec ) . Ja tak wydumała(wymyśliła ) ... W tym roku na wakacje nie pójdę do żadnej pracy . Będę w domu i będę pomagać paść krowy  hahahaha ... Ale na poważnie . Będę opiekować się babuszką ( babcią ) po operacji , będę grzebać w ogródku , chodzić na grzyby , biegać z psami , głaskać nasze kiciusie  , doić krowy , gotować , a wy dla swego pasożyta dacie parę groszy , by pasożyt pojechał na Woodstock ...? ( I tu był mega inteligentnie szelmowski uśmieszek z szybkim mruganiem rzęsami ;)) )
-SUPER !!!
-HURA ! HURA ! HURA !
Chłop z tej radości ,aż zatupał nogami siedząc na krześle , a ja miałam na pysku nie banana , a kiść bananów!
- A od kiedy ty tak po ruskiemu choworysz ( mówisz ) ?
-Bo ja dziewka ze łsi i wmieju ( umiem ) choworyt ( mówić ) po swojomu ( po swojemu ) .
-Dobra , mów normalnie i mnie nie wnerwiaj .A za pasożyta to ci zaraz przywalę !
-No , bo ja to taka wesz wychodowana na waszym łonie , 22 lata , a kormiti  (karmić) potreba  (trzeba ).
-Dobra , dobra . Kocioł zupy nawarmy ( nagotujemy ) i bedziem żryć ! I sałaty narobimy ze śmietaną .
-Łoj matka ! A ty sałatu posiejała (sałatę posiała ) ? Bo ja już gotowa stać na swych czterech kończynach i ją wżerać jak krowa trawę !!! Już się nie mogę doczekać czasu , aż uwolnię się od miasta , od ludzi , od hałasu . Chce mi się na wieś !


Dziś w rozmowie telefonicznej Młody mi rzekł :
-Wiesz mamuchna ... przemyślałem sprawę i jestem wstępnie umówiony na rozmowę o pracę .
Ale sęk w tym ,że zapewne będziesz mieć moją gębę do karmienia , bo chcę pracować blisko domu ,a nie jak wcześniej planowałem w stolicy Podlasia . Tak będę mógł tatuśkowi w żniwach pomóc czy w czymkolwiek innym . Poza tym nie chce mi się gnić latem w mieście w blokowisku . Respektujesz mamuśka takiego pomysła ?
-Jeszcze pytasz ! Fajnie będzie , wy oboje w domu , bo Młoda też będzie i wymyśliła , że do pracy nie pójdzie .
-Należy się jej laba . Ciężko zamulała na stypendium rektorskie ,więc teraz ciut wytchnienia powinna złapać .
-Dzięki temu , że ona zamulała ty miałeś większe datki , wiesz ?
-No może na bystrzachę nie wyglądam ,ale swoje wiem mamuśka hahaha . Kumam ,  że tylko mnie musieliście finansować . Z matmy wybitny prawie jestem ,więc rachuję trochę  hahaha .Kończę , bo lecę na ostatnią maturkę . Ustny z angola . Pa mamuśka !

Tak więc czeka mnie rozgardiasz domowy jak przed laty  i świadomość , że moje małe dzieci to już duże dzieci ...












wtorek, 3 maja 2016

Prześladuje mnie durna baba ! Czy durna baba to też ja ...!?


Jakiś czas temu w czasie przerwy śniadaniowej w pracy roześmiałyśmy się z koleżanką z niezbyt wyszukanego dowcipu na temat sexu . Chichotałyśmy w duecie z czego koleżanka płakała ze śmiechu  ( ale ten typ tak ma ;) ) . Sporo młodszy kolega ,który przy tym samym stoliku parzył sobie kawę rzekł  z przekąsem:
-Durne baby ! Wam tylko jedno w głowie !
-No wiesz co !!! ... To już śmiać się nie można ? -odparła nieco zdumiona , a bardziej oburzona koleżanka .
-A może twoją czaszkę otworzymy (w amoku zapomniałam ,że fachowo to zwie się trepanacja ) i zobaczymy czy tam jest sieczka czy wiatr halny ? A może i sieczkę wywiało ?

 Kilka osób zaczęło śmiać się w głos , a kolega odmaszerował zniesmaczony tekstem durnej baby .

No ja sobie wypraszam , by moją niewinną wesołość zakłócał jakiś niezadowolony z życia (lub z siebie ) młodzieniec ! Jak nie podoba się to odmaszerować !


Często słyszy się  takie określenie . Durna baba .
Durna baba , bo zamiast siedzieć w domu i pilnować ogniska domowego szwenda się z psem po okolicy .
Durna baba , bo ma 50 lat , a ubiera się jak nastolatka .
Durna baba , bo  powoli jedzie autem .
Durna baba co koty wozi do weterynarza .
Durna baba , bo wyręcza chłopa z załatwiania męskich spraw .
To ostatnie  dotyczy jak najbardziej mnie . Często ludzie mówią mi wprost , że jestem durna , bo kupuję oleje ,smary , łożyska ( kryte i niekryte , kulkowe , stożkowe )a powinien robić to sam zainteresowany czyli mój Chłop !  Ale ja podobnie jak chłop ( mój czy nie mój ) wypytam w sklepie hydraulicznym  o dostępne bojlery i poszukam informacji czy lepszy jest bojler dwupłaszczowy czy  z podwójną wężownicą ...?

Niestety i tą durnotą się nie przejmuję . Skoro umiem kupić to co Chłop akurat potrzebuje i nie stawiam oporu ( bo i tak jadę do miasta ) to nie ma problemu . Chłop zajmie się w tym czasie czymś innym ( a może leży w cieniu pod gruszą - licho go wie ;) ) , a ja np. przed pójściem do pracy kupuję co potrzeba . I Chłop nie traci czasu i nie zużywa niepotrzebnie paliwa . Ot to!

Ostatnio przyłapałam się na tym , że nazywałam siebie durną babą !
I jeszcze ,żeby tego było mało trzasnęłam sama siebie w czoło ! Z plaskiem !!!
A było to tak...

Niedawno kupiłam sobie nowy komputer . Dość szybki i mega rozumny laptop .
No i z racji ,że bardzo mi się podoba i super ze mną współpracuje postanowiłam przerzucić na niego wszystkie swoje pliki  i foldery z pendrivów i komputera beneficjenta ( tu o nim pisałam-klik) .
Gdy pilnowałam garów gotujących się na piecu kaflowym postanowiłam w tzw. międzyczasie to zrobić . Przyniosłam laptopa i pomiędzy podkładaniem do pieca , przesuwaniem fajerek ( bo za mocno kipi ) zrzucałam foldery na pulpit laptopa . Zrzuciłam , usunęłam wszystko z nośników pamięci i je sformatowałam . Podlałam kwiaty  oraz doniczkowe oregano i szczypior  .
Zrobiłam sobie kubek zielonej herbaty i zadowolona z siebie usiadłam przed laptopem z myślą ,że trochę większy ład zaprowadzę w folderach zdjęciowych . Można sobie wyobrazić mnie ,gdy zobaczyłam, że zamiast folderów ze zdjęciami mam utworzone foldery z nadpisanym SKRÓT w których NIE MA ZDJĘĆ !!!!!!

Nie wiem czy serce mi stanęło czy zaczęło łomotać .
Ale plasnęłam sobie z płaskiej dłoni w czółko z okrzykiem : TY DURNA BABO !!!
Objęłam głowę rękoma i chciałam płakać z żalu do samej siebie .
-Ja pierdolę ...ja pierdolę !!! Zamiast kopiuj wklej to przeciągnęłam .Ale durna jestem...
-Nawet  ku**a  i nie popłaczę , bo łzy na klawiaturę polecą , a szkoda sprzętu ...

...i na myśl mi przyszło , że mam syna o wyuczonym zawodzie technik informatyk . Zadzwoniłam . I uspokoiłam się , bo zdjęcia są do odzyskania ...tylko być może będzie w nich większy bałagan niż był , a dokumenty tekstowe niekoniecznie mogą być odzyskane .
Już kilka godzin spędziłam na porządkowaniu sektorów i jeszcze nie koniec .


17 000 plików  jako tako jest ogarniętych  i wstępnie opisanych .Nie wiem ile jeszcze mi zostało , bo boję się zaglądać  , ale coś ok 24 GB ." Lost files" będzie mi się śnić po nocach chyba . No , ale jak tak to zostawić , gdy niektóre z utraconych zdjęć mają ok 8 lat ...?
Nasze pieski , których już nie ma z nami , zdjęcia z gór i innych wycieczek , wygłupy w kuchni(klik) , jedzenie , gotowanie  , pieczenie ... No jak ...? !

 Siedząc dziś rano przy kuchennym stole sortowałam zdjęcia i piłam kawę . Z laptopa z youtuba "sączyła się " spokojna muzyka . Chłop z zaciekawieniem przyszedł podejrzeć co ja robię .
-Szukam spokojnej muzyki , by słuchając porządkować te cholerne foldery .
-To włącz coś fajnego  to posłucham z tobą .
(Magda Maciejec- Zrozumieć ciszę -klik)




I tak słuchając muzyki i rozmawiając o wszystkim i o niczym przejrzałam kilka folderów . W międzyczasie rozmawialiśmy o Katarzynie II , o jej kochankach i jednym z nich Potiomkinie . Oraz o książkach Simona Sebag Montefiore i o potężnym kraju jakim jest Rosja .
-Muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora np . "Stalin. Dwór czerwonego cara." -powiedziałam Chłopu .

-A opowiesz mi ? -dopytywał Chłop .
-Opowiem , ale pod jednym warunkiem ! Że nie będziesz patrzył na mnie jak na durną babę co to tylko książki czyta !
-A kto ci  powiedział , że jesteś durna baba ???!!! Bo ja sobie nie przypominam żebym coś takiego mówił ,a sklerozy raczej nie mam jeszcze .
-A co to nie ma takich ,że mówią w ten sposób ?
-A niech sobie mówią . Zresztą sama mówisz ,że nie trzeba się przejmować tym co inni gadają .
-Ale wiesz jak takie gadanie wkurza  ! Robię zdjęcia , a tu ktoś znajomy pojawia się skądś znienacka i zagaduje :
-A co ty durna jakaś ,że tak fotografujesz ?  Toż nie ma na co patrzeć ! ...
 Cycki mi opadają wtedy do samego pępka jak to u durnej baby ...



A ja sobie dziś pofociłam ! O !
Z gminy do gminy i trochę wspomnień z dzieciństwa (klik)


P.S.
W sumie to samego określenia baba zamiast kobieta ,dziewczyna nie lubię !
P.S.2
Kiedyś już pisałam o babach ,ale w ciut innym kontekście ;)
Baby są od sprzątania! -klik