A dokładnie Chłop mi go kupił :)
Ale zacznę od początku...
Chłop wybierał się na chłopski rynek(mamy babski i chłopski) i zapytał czy nie mam ochoty z nim pojechać.
-Nieeee...-powiedziałam ze skrzywioną miną.
-No co ty!!! Ubieraj się i jedziemy.I tak nie masz nic szczególnego do roboty.
-No dobra...niech Ci będzie-odpowiedziałam niepewna czy jednak chcę jechać ...
Nie korciła mnie perspektywa chodzenia za Chłopem po rynku,gdy ten będzie oglądał zboża na materiał siewny.
Nie chciało mi się iść na babski rynek,by sprawdzić ceny jajek,obejrzeć bogactwo pisanek i spotkać kilka znajomych,by wymienić z nimi grzecznościowe formułki typu "co słychać ?" lub "jak żyjesz?".
Choć w sumie mogłabym sobie kupić wiosenne wdzianko,bo z poprzedniego po prostu wyrosłam ;)
Pojechałam.
Zaczęliśmy od chłopskiego rynku,bo tam sprzedający wcześniej przyjeżdżają i wcześniej się rozjeżdżają.
Chłop oglądał,dyskutował i targował się,a ja chodziłam za nim nie wiedząc co ze sobą zrobić.W końcu dobił targu.Zapłacił za jęczmień i pszenicę i wysłał mnie po worki na zboże,a sam wdał się w ożywioną dyskusję ze znajomym. Worki zakupiłam i musiałam schronić się od deszczu.Stojąc pod okapem zauważyłam kilka rowerów co wywołało moje zdziwienie!Popatrzę-pomyślałam sobie.Oczywiście pan sprzedający rowery mnie zagadał zachęcając do kupna,a ja patrzyłam na jeden rower co mi wpadł w oko i jednocześnie tłumaczyłam,że nie mam kasy na zakup roweru.Rower szosowy z ramą, z przerzutkami(przekładniami) ukrytymi w bębnie,z wygodnym siodełkiem i na oko widać że bardzo lekki do jazdy.Posiada hamulec bębnowy.Bardzo podobnym rowerem jeździł kiedyś nasz znajomy.Siniałam z zazdrości,bo nie byłam wtedy w stanie zakupić takiego(ach te finanse...)
Teraz jest na wyciągnięcie ręki i nie kosztuje tyle co nowy w sklepie(bo jest używany) i tak go nie kupię,bo też cholerne finanse.Popatrzyłam jak pan śmiga alejką pomiędzy sprzedającymi i podziękowałam i poszłam szukać Chłopa.
-A gdzieś ty była? Ja czekam i czekam i nie mogę się doczekać...
-Oglądałam rowery...
-I co?
-I nic.Dawaj te zboże przesypiemy i pomyślimy jak tu podjechać autem.
Na rynku było mnóstwo oglądających,kupujących i ciekawskich.Chciałam jak najszybciej wyjść z tego tłumu.
-A gdzie ten rower widziałaś?-drążył Chłop.
-Tam na początku rynku.
-Idziemy zobaczyć!
-No nie wygłupiaj się!Szkoda czasu!A ze zbożem jak będzie?Pójdziesz po auto czy ja mam iść?
Chłop dogadał się ze sprzedającym,że zboże "potrzyma" i poszliśmy w kierunku rowerów.
-Oooooo! Wróciła pani!-zawołał uradowany sprzedawca rowerów.
-Mówiłam panu,że nie mam kasy na rower.
-Ile pan chce za ten sprzęt co żonie się podoba?-zapytał krótko Chłop.
Sprzedawca podał cenę.Chłop podał swoją(niższą oczywiście ;) ) i podali sobie ręce.Tzn targ dobity!!!
Nie wyobrażam sobie siebie w tej chwili jak oglądałam swego Chłopa w akcji!!!Oczy pewnie miałam jak 5 zł(ze zdziwienia!) i na dodatek zaniemówiłam. W drodze do samochodu zapytałam Chłopa czy on nie oszalał...
-Wcale!Przecież chciałaś mieć swój własny rower.
-No chciałam.Ale tak z marszu zapłaciłeś...? Nawet się nim nie przejechałam!
-To zaraz to zrobisz-zaśmiał się Chłop.
-I pamiętaj,że dla fantazji nie kupiłem tego roweru i masz nim jeździć!
Poczułam się urażona,że wypomina mi,że "wyrosłam" z niektórych ubrań.Przecież jeżdżąc rowerem nie schudnę w okamgnieniu ;)
Zresztą skąd tego czasu wziąść ???
Po zapakowaniu zboża do bagażnika zaczęliśmy myśleć jak tam włożyć rower.Mimo,że auto kombi to z gumy nie jest :)
Ale co pakować rower do auta!!!Trzeba go wpierw wypróbować.Jeździliśmy rowerem z Chłopem na zmianę i zaraz przyszło mnóstwo gapiów.Czułam się jak klown w cyrku,ale kilka kółek zrobiłam.Aplauz tłumu udzielił się i dla mnie i darłam się do Chłopa,by dał mi jeszcze zrobić jedną rundkę :)))).A ten jeździł jak nawiedzony w kółko;)).
W końcu zapakowaliśmy się do auta i na spokojnie pomyśleliśmy co dalej.Oczywiście w pierwszej kolejności bankomat!
(Tu pomijam szczegóły nieistotne dla tematu posta,a zresztą było tego nie mało)
Zajechaliśmy pod dom i Chłop musiał oznajmić klaksonem(samochodowym :))) ),że jesteśmy.Wystraszona teściowa wybiegła z domu myśląc,że coś się stało!
-A myśmy coś fajnego kupiiiliiiii!!!!-pochwalił się Chłop wrzeszcząc prawie.
-A co takiego? Rower!!!!-teściową mam spostrzegawczą ;)
I zaczęła się powtórka z rozrywki czyli kręcenie kółek wokół auta przez głodnych wrażeń.Przez Chłopa,teściową i przez ze mnie.Z wrażenia,że mam super wygodny,super zwrotny i w ogóle super rower zapomniałam,że mam na 14 do pracy.Rower został odstawiony do garażu . Po pracy wjeżdżając do garażu zauważyłam,że ktoś korzystał z mego roweru ;).Chłop się przyznał ;)
A dziś wybraliśmy się na przejażdżkę.Mimo,że ciepło nie było i mimo tego, że śnieg popadywał.
I była eskorta honorowa.
Moje przemyślenia,wspomnienia,radości,smutki,rozterki... Trochę o mnie, trochę o życiu i o całym "bałaganie" z nim związanym... Stosuję bardzo prostą filozofię Alice Roosevelt Longworth : Napełnij to co jest puste. Opróżnij to co jest pełne. Podrap tam gdzie swędzi. Lubię poznawać świat i ludzi.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
poniedziałek, 19 marca 2012
Medytacja... czyli piszę o sobie
MEDYTACJA...?
Tekst powstał w dniu moich urodzin.Nie lubię fetować takich i podobnych uroczystości,ale z tej okazji stworzyłam " Medytację" i opisałam siebie najdokładniej jak potrafiłam.Myślę,że mi się udało:)))
mam już trochę lat
i swój własny świat
rozliczam co dobre
co złe
gdzie granica rozsądku jest...?
w miłość nie wierzę
lecz w ludzi wierzę
bo każdy z nas jest godny być człowiekiem
(choć przed niektórymi trzeba uciekać...)
nie znoszę myśleć nieraz
że podły jest świat cały
że człowiek czuje się w nim mały
że depczą go jak liście
że tak bezwzględnie i oczywiście.
nie znoszę gdy na głos mówią pacierze
a duszę mają podłą okrutną
z ludzkich uczuć wyzutą...
lubię uśmiech na twarzy
tolerancję
zrozumienie
i tych co mają w głowie
pozytywne myślenie
lubię spacery po lesie
gdy stukanie dzięcioła echo niesie
lubię jak kot do mnie się łasi
w kuchni pachnie
w garnku pitrasi...
lubię słuchać i patrzeć
czytać i rozmawiać
śmiać się i płakać
biegać boso po trawie
było w mym życiu
że nie miałam-jak groch-podpory
że płakałam w ukryciu
lecz wszystko się zmienia
i ktoś życzliwy mówi:
na zapas się nie martw!
Tekst powstał w dniu moich urodzin.Nie lubię fetować takich i podobnych uroczystości,ale z tej okazji stworzyłam " Medytację" i opisałam siebie najdokładniej jak potrafiłam.Myślę,że mi się udało:)))
Nareszcie!!!
...wiosna!!!
Przynajmniej tak mi się wydaje ;)
Termometr w sobotę wskazał +18
Nie blefuję!Mam dowody !
Ciepło sprawiło,że zajrzałam do ogrodu.Oprócz pąków na krzewie czarnej porzeczki nie zauważylam nic nadzwyczajnego.
Nic to nie,bo tulipany mogłyby się obrazić ;))))
A całą wiosenną radość psuje niewielka ilość śniegu leżącego tuż przy domu od północnej strony.
Miałam szczere chęci,by się go pozbyć,ale jest tak zbity,że pomyślałam by swe siły(i chęci) zużyć na inne prace porządkowe.
Tak więc w ruch ruszyły grabie i szczotka.Wygrabiony został trawnik pod domem i część podwórka z zabudowaniami gospodarskimi.Chodnik naprzeciw posesji został dokładnie zamieciony.W międzyczasie gdy ja "rządziłam" przed domem Młoda rządziła w domu myjąc okna(lubi to robić w przeciwieństwie do mnie).Wspólnie zawiesiłyśmy uprane firany i zniosłyśmy na jedno okno siewki kwiatów,warzyw i ziół.
Czyste okna,czyste firany i małe roślinki pragnące słońca.Jakby nie patrzył to widać i czuć wiosnę.
Młody wyprowadził z garażu swój motor ,by zrobić wiosenny przegląd i ewentualnie się przejachać.Nie udało mu się,bo Chłop zaangażował go do prac wykończeniowych na dachu kurnika.Z tego faktu były zadowolone nasze zwierzaki(i kuraki ;) ).Kotka Kuleczka spacerowała po hondzie,a kogut piał jak nawiedzony na całą wieś.
Mrrrrrrrrrrr....mruczała jak ją głaskaliśmy i z motoru nie kwapiła się zejść.Zaproponowałam Młodemu,by wziął ją na przejażdżkę :D
Chyba są to kawki(albo szpaki),ale pewna nie jestem.Rok w rok robią gniazda w naszych rynnach.Obecnie chyba zaczęły ptasie zaloty.Jeden świergoli radośnie,drugi świergoli i trzepie skrzydłami jakby chciał zatańczyć na dachu,a trzeci patrzy co za baba im zdjęcia robi.
Nie znam się na ptakach i nie jestem w stanie określić kto jeszcze odwiedził mój dach.(Zdjęcie z przybliżenia)
Chyba raczej słońce,bo wraz nim przemieszczały się koty :))
Piękna niedzielna pogoda zachęciła do kilku godzinnej przejażdżki rowerem po okolicy.Mam zamiar zdać fotorelację,bo zrobiłam sporo fotek.
A dziś w dniu świętego Józefa będę przesadzać kwiaty i siać zioła.Rzekomo jest to najlepszy dzięń ;).
Pora też pomyśleć o wymianie opon na letnie(to moja dola od zawsze ;) ).
Jednym słowem szkoda czasu na ślęczenie przy komputerze :D
Idę działać wiosennie nucąc piosenkę The Bill-Różowe okulary :D
Przynajmniej tak mi się wydaje ;)
Termometr w sobotę wskazał +18
Nie blefuję!Mam dowody !
Ciepło sprawiło,że zajrzałam do ogrodu.Oprócz pąków na krzewie czarnej porzeczki nie zauważylam nic nadzwyczajnego.
Nic to nie,bo tulipany mogłyby się obrazić ;))))
A całą wiosenną radość psuje niewielka ilość śniegu leżącego tuż przy domu od północnej strony.
Miałam szczere chęci,by się go pozbyć,ale jest tak zbity,że pomyślałam by swe siły(i chęci) zużyć na inne prace porządkowe.
Tak więc w ruch ruszyły grabie i szczotka.Wygrabiony został trawnik pod domem i część podwórka z zabudowaniami gospodarskimi.Chodnik naprzeciw posesji został dokładnie zamieciony.W międzyczasie gdy ja "rządziłam" przed domem Młoda rządziła w domu myjąc okna(lubi to robić w przeciwieństwie do mnie).Wspólnie zawiesiłyśmy uprane firany i zniosłyśmy na jedno okno siewki kwiatów,warzyw i ziół.
Czyste okna,czyste firany i małe roślinki pragnące słońca.Jakby nie patrzył to widać i czuć wiosnę.
Młody wyprowadził z garażu swój motor ,by zrobić wiosenny przegląd i ewentualnie się przejachać.Nie udało mu się,bo Chłop zaangażował go do prac wykończeniowych na dachu kurnika.Z tego faktu były zadowolone nasze zwierzaki(i kuraki ;) ).Kotka Kuleczka spacerowała po hondzie,a kogut piał jak nawiedzony na całą wieś.
Mrrrrrrrrrrr....mruczała jak ją głaskaliśmy i z motoru nie kwapiła się zejść.Zaproponowałam Młodemu,by wziął ją na przejażdżkę :D
Kuuuuuuuukuuuuuuuuryyyyyyyyyyykuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.
-Mały a pieje lepiej jak ten duży -mówił Chłop i coraz to przerywał mi prace porządkowe wołając:
-Podaj metrówkę.
-Przestaw drabinę.
-Przynieś wkręty,bo zabrakło.
Grabiłam,wykonywałam polecenia Chłopa i śmiałam się z koguta i ptactwa co obsiadło dach naszego domu.
Nie znam się na ptakach i nie jestem w stanie określić kto jeszcze odwiedził mój dach.(Zdjęcie z przybliżenia)
Mnóstwo ptactwa czy poranne słońce sprawiło,że niedzielnym porankiem kocia familia oblegała słoneczne schody.
Chyba raczej słońce,bo wraz nim przemieszczały się koty :))
Wygrzewając się na wiosennym słońcu patrzą czy trawnik dobrze wygrabiony i myślą kiedy to stokrotki zakwitną i tuje zzielenieją(bo są po zimie szare i bure)
Piękna niedzielna pogoda zachęciła do kilku godzinnej przejażdżki rowerem po okolicy.Mam zamiar zdać fotorelację,bo zrobiłam sporo fotek.
A dziś w dniu świętego Józefa będę przesadzać kwiaty i siać zioła.Rzekomo jest to najlepszy dzięń ;).
Pora też pomyśleć o wymianie opon na letnie(to moja dola od zawsze ;) ).
Jednym słowem szkoda czasu na ślęczenie przy komputerze :D
Idę działać wiosennie nucąc piosenkę The Bill-Różowe okulary :D
niedziela, 11 marca 2012
Złośliwośc rzeczy martwych c.d.
Pisałam już o tym,że się na mnie moje urządzenia zezłościły... ;/
CZĘŚĆ 1
Otóż to nie był koniec!!!
Jeszcze w grudniu zaczął szwankować piekarnik.No dobra-myślę sobie-upiekę piernik staropolski,pierniczki i rogaliki w piecu chlebowym.Będą jeszcze smaczniejsze.
Ale się okazało,że niestety nie upiekę!!!Awaria tzw podkowy.Po prostu się rozszczelniła!!!Wezwałam hydraulika,który naprawił usterkę w 30 minut;zwinął kasę i pojechał.Piec trzeba było po trochę osuszać,bo był zawilgocony. i Piec nie było w czym...Na domiar wszystkiego jakby było mało ogrzewanie centralne też nie grzało jak należy.Chłop odpowietrzał kilka razy kaloryfery,ale w końcu drogą dedukcji wspólnie doszliśmy,że winna jest pompka przyśpieszająca obieg wody.Że 3 kaloryfery słabiej grzało to się da przeżyć,ale pompka do wymiany niestety.
Czy coś mi się jeszcze zepsuło?
Komputer się grzał,ale Młody temu szybko zaradził kupując i wymieniając co trzeba.Potem była kolej na napęd dvd.Też kupiony i wymieniony.Potem live-box się po prostu spalił.Po nowy trzeba jechać ok 50 km.Szczęściem w nieszczęściu było,że akurat jechałam po Młodą(wykręciła nogę i gips) i przy okazji wymieniłam w TP live-box na nowy.Miła pani mnie pocieszyła,że i tak bardzo długo działał ;).
Czy to pech,czy jakieś fatum,że po 5 latach mieszkania w nowym domu i korzystania z nowych sprzętów wszystko mi się psuje...?
Najgorzej jest z piekarnikiem,bo ma nietypową wadę.Nie wypieka od spodu.I żeby nie piekł po całości to wiadomo,że grzałka.Wada polega na tym,że sam środek upieczonego ciasta jest blady(lub surowy),a jego rogi są upieczone.Fachowiec od napraw AGD sugeruje,że mam zły przedłużacz(a jest dobry) i po prostu nie wie co by się mogło zepsuć.Podobnie jest z innymi panami od napraw AGD.Rozkładają ręce i nie mają pojęcia co może być.Wrrrrrr....
Na razie testuję sposoby pieczenia na termoobiegu,bo bez piekarnika ani rusz.Przy drożdżowych nie wypada to najlepiej,ale da się przeżyć.Placki kruche,ciasteczka pozostaje mi tylko piec lub szukać nowego fachowca od napraw.
Mogę jeszcze z ironią nucić :D
Akurat-Piekarnik
http://www.youtube.com/watch?v=otomhl2SyNk
CZĘŚĆ 1
Otóż to nie był koniec!!!
Jeszcze w grudniu zaczął szwankować piekarnik.No dobra-myślę sobie-upiekę piernik staropolski,pierniczki i rogaliki w piecu chlebowym.Będą jeszcze smaczniejsze.
Ale się okazało,że niestety nie upiekę!!!Awaria tzw podkowy.Po prostu się rozszczelniła!!!Wezwałam hydraulika,który naprawił usterkę w 30 minut;zwinął kasę i pojechał.Piec trzeba było po trochę osuszać,bo był zawilgocony. i Piec nie było w czym...Na domiar wszystkiego jakby było mało ogrzewanie centralne też nie grzało jak należy.Chłop odpowietrzał kilka razy kaloryfery,ale w końcu drogą dedukcji wspólnie doszliśmy,że winna jest pompka przyśpieszająca obieg wody.Że 3 kaloryfery słabiej grzało to się da przeżyć,ale pompka do wymiany niestety.
Czy coś mi się jeszcze zepsuło?
Komputer się grzał,ale Młody temu szybko zaradził kupując i wymieniając co trzeba.Potem była kolej na napęd dvd.Też kupiony i wymieniony.Potem live-box się po prostu spalił.Po nowy trzeba jechać ok 50 km.Szczęściem w nieszczęściu było,że akurat jechałam po Młodą(wykręciła nogę i gips) i przy okazji wymieniłam w TP live-box na nowy.Miła pani mnie pocieszyła,że i tak bardzo długo działał ;).
Czy to pech,czy jakieś fatum,że po 5 latach mieszkania w nowym domu i korzystania z nowych sprzętów wszystko mi się psuje...?
Najgorzej jest z piekarnikiem,bo ma nietypową wadę.Nie wypieka od spodu.I żeby nie piekł po całości to wiadomo,że grzałka.Wada polega na tym,że sam środek upieczonego ciasta jest blady(lub surowy),a jego rogi są upieczone.Fachowiec od napraw AGD sugeruje,że mam zły przedłużacz(a jest dobry) i po prostu nie wie co by się mogło zepsuć.Podobnie jest z innymi panami od napraw AGD.Rozkładają ręce i nie mają pojęcia co może być.Wrrrrrr....
Na razie testuję sposoby pieczenia na termoobiegu,bo bez piekarnika ani rusz.Przy drożdżowych nie wypada to najlepiej,ale da się przeżyć.Placki kruche,ciasteczka pozostaje mi tylko piec lub szukać nowego fachowca od napraw.
Mogę jeszcze z ironią nucić :D
Akurat-Piekarnik
http://www.youtube.com/watch?v=otomhl2SyNk
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Prośba o pomoc dla Julki.
Do czytelników bloga zwracam się z prośbą o pomoc dla Julki.
Z prośbą o 1 %.
To nic nie kosztuje,a wystarczy tylko wypełnić odpowiednią rubrykę pit-u.
Jeśli sami macie już zadeklarowany 1% to proszę o przekazanie informacji znajomym.
Podaję link do strony FB,gdzie dostępne są wszelkie informacje.
W razie pytań odpowiem:
GG 10802087
email jaska2503@gmail.com
Z góry dziękuję w imieniu mamy Juli, a mojej koleżanki.
Z prośbą o 1 %.
To nic nie kosztuje,a wystarczy tylko wypełnić odpowiednią rubrykę pit-u.
Jeśli sami macie już zadeklarowany 1% to proszę o przekazanie informacji znajomym.
Podaję link do strony FB,gdzie dostępne są wszelkie informacje.
W razie pytań odpowiem:
GG 10802087
email jaska2503@gmail.com
Z góry dziękuję w imieniu mamy Juli, a mojej koleżanki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

