czwartek, 25 lipca 2013

Dziś i jutro

19 lat temu moja Młoda była takim małym bezbronnym dziecięciem ważącym 2,200 kg i mierzącym 49 cm.Dziś jest to młoda rezolutna dziewczyna i nie wiem jak to się stało(a co gorsza kiedy?!),ale tak jest.Nie robimy z tej okazji hucznej imprezy,ale życzenia smsem: "Bądź zdrowa i wesoła !" o 6.15 były dla niej radosnym rozpoczęciem dnia.Chciałam jeszcze dopisać...
"Masz prawo do dobrej zabawy
Do najbardziej ciężkostrawnych myśli nawet
Masz prawo mieć prawo
Masz prawo płakać
Masz prawo się wstydzić"
Tekst Grabaża z Pidżamy Porno,ale chciałabym  byś wiedziała,że masz prawo się mylić i popełniać błędy ...
  Cieszę się,że w końcu wyrosłaś ze swego największego kompleksu jakim były/i są skośne oczy.
Chyba już zawsze będziesz z tego żartować mówiąc,że matka miała romans z Chińczykiem ;)
Cieszę się,że chcesz ciężko pracować zamiast mieć najdłuższe w życiu wakacje.
Cieszę się że mam Ciebie!



   Jutro po raz kolejny zapytam Chłopa jak wytrzymał ze mną 21 lat,bo tyle lat temu ożenił się ze zbuntowaną małolatą.Ja np nie wiem i nie będę tego dociekać ;)
Kiedyś mówił,że chyba by był głupi gdyby zrobił to jeszcze raz...
Teraz gdy go pytam mówi :
-"Jak tak bardzo chcesz możemy się żenić ;)
Mamy szynki i inne mięsa w zamrażarce,mamy nalewki w piwnicy i możemy się żenić codziennie ;)"
  Żartuje bestia ;>
Mimo ,że bankomat pokazuje mi dwie figi(krzyżując przy tym ręce) kupię z tej okazji najlepsze cukierki czekoladowe lub największą czekoladę i zjem po 22:]
Ciekawe czy ja zjem więcej czy Chłop? ;)



niedziela, 7 lipca 2013

Co tak ładnie pachnie?

...pyta mnie kolega z pracy.
-Po prostu się umyłam-żartuję ;)
Ale jest to najczęściej Elizabeth Arden Green Tea lub zapach Donny Karan  DKNY be.D.W  lub sporadycznie inne.Zapachy muszą być w tonacjach kwiatowych,świeżych z nutą cytrusów,orientu ,bo takie lubię najbardziej.Zimą w nawilżaczu dominują zapachy drzewne,róża lub pomieszanie np:róża,sandał i cedr,hiacynt lub wiele innych o których w tej chwili nie pamiętam.Miało być o naturalnych zapachach ;)
     W tym roku z powodu opóźnionej wiosny nastąpiła eksplozja zapachów.Prawie jednocześnie kwitły czeremcha,bez,konwalie i akacje.

 Po konwalie wyruszyłam ok godziny 21 przy okazji przejazdu w pobliżu konwaliowego miejsca i mimo,że są chronione uszczknęłam kilka ;>

Robinie akacjowe(potocznie zwane akacją) pachniały oszałamiająco na całą okolicę,bo jest ich mnóstwo.Porastają dziko nieużywane obecnie pastwiska.Można nawąchać się do bólu ;)


Zaraz po robiniach/akacjach pachnie jaśmin.Szczęściem są krzewy co pachną (tj.kwitną ) wcześniej i później.Te wczesne podkradałam u sąsiadki i ustawiałam we flakonie w sypialni,a te późniejsze też podkradałam,ale już w trakcie przejażdżek rowerowych,bo okoliczne okwitły.Można dostać zawrotów głowy,gdy się jedzie rowerem późnym wieczorem ; gdy czuć zapach ozonu w powietrzu,a na kierownicy jedzie olbrzymi pęk jaśminu i gdzieś z oddali pachnie wcześnie kwitnąca lipa.Najprostszy sposób pobudzenia zmysłów ;)
Mam nasuszone płatki jaśminu i do tego namówiłam kumpelę.Z mydlanymi oczami opowiadała mi wrażenia po wypiciu herbaty jaśminowo-miętowej ;D ;D ;D.Nasuszyłam też  kwiatów lipy i również namówiłam kumpelę.Ciekawe czy też wymyśli jakąś kompozycję herbacianą ;D
Kumpela w ramach rekompensaty przyniosła mi "jakieś zielsko",które komisyjnie zdiagnozowano jako szałwię.Kilka listków urwałam i miałam w kieszeni roboczych ogrodniczek  w pracy.Pachniały zabójczo!!!
  Będąc w trasie "ukradłam" trochę płatków dzikiej róży,a że wyczytałam w necie,że się je suszy rozłożone na tkaninie to w pośpiechu rozsypałam na łóżku w sypialni.Płatki skrupulatnie zostały pozbierane przed pójściem do łóżka ;)
Obecnie lipa dosusza się i jeszcze pachnie w sypialni ;)





...i w kolejce czeka lawenda,która prosi się już o ścięcie(i pachnie jak nie wiem co!!!)


...i może ukradnę jeszcze róży


Fajnie tak wdychać zapachy natury.Zauważyłam,że siano w stodole pachnie bardziej niż na łące.Że las sosnowy bardziej pachnie po deszczu,polany poziomek podobnie.W lesie ponadto pachnie papieros wypalany przez grzybiarza,który szwenda się gdzieś tam w oddali (ale to chyba tylko dla mnie pachnie-z racji bycia nie palaczem od wielu,wielu lat). Po deszczu intensywnie pachnie maciejka,która wkrótce zakwitnie w moim ogródku.Czym można się jeszcze odurzyć wąchając?Np drzewem olchowym,ale już takim ściętym co jest przerobione na palety.
Z przyjemnych zapachów można jeszcze wyróżnić zapachy jedzenia i picia:świeżo zaparzonej kawy ,pieczonego chleba,suszonych grzybów lub czegoś innego smakowitego.Ciekawe jakim zapachem będę się napawać w trakcie dzisiejszej przejażdżki rowerowej ;)


poniedziałek, 27 maja 2013

Odezwa do matek i dzieci !

Swoją "niby odezwę" chciałabym dedykować  wszystkim matkom co dzieci tylko w dowodach* miały i wychowywały(albo co gorsza wyhodowały) je tylko po to , by na starość było komu podać przysłowiową łyżkę wody...

Moja dedykacja

Dzieciom chciałabym życzyć słowami Robba Maciąga ,które we mnie utkwiły w trakcie lektury jego książki "Rowerem przez Chiny,Wietnam i Kambodżę"
Międzynarodowy Dzień Dziecka.Święto wszystkich mijanych dziś dzieci.Zbierających drewno,pracujących w polu,w cegielni,w przydrożnych sklepikach.Święto dzieci śpiących po kilka godzin,których zabawki to papierowe samoloty i plastikowe butelki.Czasem pleciona z bambusa piłka.Święto dzieci zmuszanych do żebractwa ,złodziejstwa i prostytucji.Święto milionów,które płaczą z głodu.Święto tysięcy,które z powodu tego głodu jeszcze dziś umrą...w Międzynarodowy Dzień dziecka.


 Jako matka nie zastanawiająca się nad macierzyństwem starałam się wychować swe pociechy na ludzi z którymi będzie dobrze innym ludziom.Chciałam, by byli to ludzie otwarci,tolerancyjni i obiektywni.Czasem skrzyczałam,czasem dałam klapsa.Poszłam do psychologa dziecięcego mimo protestu,że szukam problemu.Dużo tłumaczyłam i wyjaśniałam.Przytulałam jak były chore i płakałam razem jak tort na 10 urodziny spadł z blatu kuchennego na podłogę.Inne matki zabraniały,a ja pozwalałam.Nosiłam na barana i biegałam razem na kolanach bawiąc się w wymyślane zabawy.Nakazywałam mówić nawet o najgorszym.
-Mamo!Mam 3 nowiny.2 złe i jedna dobra,bo pobiłem nowe okulary,z klasówki z matmy dostałem 5,a za brak pracy domowej z polskiego 2 .
  Pomagałam rozwiązywać najtrudniejsze problemy.Kontrolowałam tak,by o tym nie wiedziały.Dużo rozmawiałam.Czasami musztrowałam i pouczałam.Często prosiłam zamiast zmuszać.
Dziś poprosiłam Młodą by mi odtworzyła widzianą kiedyś satyrę.Za drugim podejściem prawie się jej udało.Nie pytała po co to mi potrzebne,bo uczyłam,by nie zadawać niepotrzebnych pytań jak się domyślasz ,że nie będzie odpowiedzi.
Tak toto wygląda ;)



 Tak sobie myślę (patrząc na  2-minutowy szkic) ile to jeszcze rozmów i dyskusji przed nami na prawie wszystkie tematy.Rozmów sam na sam z Młodą lub we troje z Młodym lub we czworo z dodatkiem Chłopa. Czy można w ubraniu wleźć pod kołdrę i obgadywać ważne i ciekawe tematy?Czy tak się wychowuje dzieci?U mnie tak.U mnie dzieci są moimi kumplami.Potrafimy posprzeczać się do łez.Czasami te łzy udowadniają ile dla siebie znaczymy.Strofowałam Młodego za zakupiony bukiet róż(bo wiadomo-kasa...),a Młody mi,że kasa to nie wszystko i że jestem więcej warta i że te 3 róże nie uczyni spustoszenia na koncie bankowym i by dużo nie gadać skwitował:
-Masz mamuchna buziaka i nie marudź!!!!
Młoda żartowała:
-Matka!Robię kawę!Wyskakuj z tych czekoladek co Ci je kupiłam!Wszyscy zjemy i wszyscy utyjemy!
Wygłupialiśmy się rodzinnie przy kuchennym stole i ustaliliśmy,że na 1 czerwca będzie jakieś dobre ciasto,bo te z 26 maja szybko ktoś zjadł :))








*Szczęściem dziś  dowody osobiste są  dokumentem w rodzaju karty,a nie jak kiedyś za PRL-książeczki min.z wpisanymi dziećmi...




P.S.Nie złożyłam życzeń swojej matce...
     Nawet smsa nie wysłałam...

środa, 15 maja 2013

CO JEST W ŻYCIU NAJWAŻNIEJSZE?

A ważne jest zdrowie! Najlepiej by było szlachetne!
Ważne też jest szczęście( np gdy jedziesz za szybko i mijasz patrol policyjny i z ironią myślisz : nie zdążyli mnie zatrzymać ;) )

Pieniądze też są ważne,ale nie w tak dużym stopniu jak w/w.
Ponoć szczęścia nie dają,ale bardzo ujowo bez nich żyć.
I najlepiej nie mieć ich bardzo,bardzo dużo,bo wtedy też się miesza w głowie...Noo...chyba,że nie traktujemy ich jak dar od świętojańskiego kwiatu paproci...

Bardzo ważni są przyjaciele.Ale tacy prawdziwi co nie wyszydzą jak popełnimy/popełniliśmy błąd/błędy;nie wyśmieją naszych wspomnień i wynurzeń,a chcą zrozumieć i pomóc.Tacy wiedzą kiedy zagadać,by poprawić humor(w sumie nie znając przyczyny jego braku),kiedy napisać sms,kiedy milczeć i być z boku i nawet o nic nie pytać...Takim przyjaciołom ,by się chciało rąbka nieba uchylić...

Ostatnio zrozumiałam,że w życiu jest bardzo ważne,że człowiekowi musi być dobrze z samym sobą.Może to zawiłe i trudne,a może proste jak drut zwinięty na kłębek;ale ja to dopiero zrozumiałam.Mimo,że przypadkiem jestem na tym padole i mimo tego,że kiedyś myślałam,że "po chuj mnie powołali na ten świat?"
Moje przemyślenia i wspomnienia  potrafią mnie doprowadzić do łez.Ale czy całe życie trzeba narzekać i gnuśnieć?Życie to walka,a jest o co walczyć.O radosny telefon od dziecka,o głupie żarty o 5 nad ranem w pracy z koleżanką ,o 10 minut pod prysznicem z  ulubioną muzyką lecącą z telefonu,o stwierdzenie Chłopa :"jutro zdążysz zrobić".
Życie to jak jazda rowerem bez trzymanki...
Jako 7 lub 8-letnie dziecko nauczyłam się jeździć rowerem.Był to rower z ramą i o wiele za duży dla mnie.Chciałam dorównać rówieśnikom i pojechać "bez trzymanki".Zaliczyłam upadek na bruk i żwir,a potem lanie za skrzywioną kierownicę w rowerze.Jazdy bez trzymanki nie próbowałam.... Do niedawna,bo w końcu się odważyłam po latach.Przyjemnie jechać słonecznym wieczorem asfaltem wijącym się wzdłuż rzeki Bug :)
Tak więc można się odważyć i  przeanalizować swoje życie i zrozumieć ,że nie jesteś sobą,bo te stare mroczki ciągną się jak smród.Trzeba te mroczki ustawić w odpowiednim miejscu,przestawić klapki w mózgu i uświadomić sobie,że samo "machnięcie ręką " na ważne sprawy nie wystarczy.
Uświadomiłam sobie pewne sprawy i idę przed życie z szelmowskim uśmieszkiem.Nauczyłam się ,by po 22 nie zajadać stresów,uświadomiłam sobie,że nikt mi nie broni jedzenia i nikt mnie nie musztruje dla samej musztry.Nauczyłam się bardziej obiektywnie oceniać sytuacje życiowe i nie stresować się z byle powodu.Zrozumiałam,że najbliżsi mnie pouczają tylko i wyłącznie dla mego dobra,a nie by mnie upokorzyć.Nie wiem czemu w uszach mi ciągle brzmi wokal z piosenki Ferben Lehre:"Ja nie jestem Twoim wrogiem!nie!nie!zapamiętaj to sobie/wyobraź to sobie"
Chyba ostatnimi czasy za dużo słucham tej muzyki,ale nic nie poradzę,że lubię. i nic nie poradzę,że lata temu ktoś do mnie mówił jakby cytując pierwsze zdanie..Pamiętam,ale wtedy nie potrafiłam tego jeszcze zrozumieć.

Aaaaa....ważne jest w życiu też by być nieszkodliwym wariatem.Co to jest nieszkodliwe wariactwo?
Np.na znajomym aucie na tylnej zakurzonej szybie napisać pseudo kolegi/właściciela auta.Koleżance nakazać na klęczka wąchać konwalie na firmowym klombie z kwiatami .Wziąść cudzego  męża pod rękę i biec z rozpędem,by wskoczyć do dmuchanego dziecinnego basenu z wodą.O 1 w nocy dopingować Chłopa w zawodach w skakaniu na skakance.Jechać rowerem z telefonem w cyckonoszu i słuchać muzyki(słuchawki się zepsuły ;D ).Czy to zachowanie wariata czy dzieciaka to nie wiem,ale wiem,że nieszkodliwe,a wnoszące ciut radości i uśmiechu w szare nasze życie. (Tu pisałam o tym> )
Czasami jak startuję sprzed garażu swoim autem ,a Chłop swymi niebieskimi roześmianymi oczyma paczy i mówi:Pomału jedź wariatko ty moja.
Ja podgłaśniam muzykę i ruszam z miejsca z gazem ostro wciśniętym,że rwie spod kół.
-"Będziesz tankować to zapłacisz za to!"- wykrzykuje rozbawiony

 I to jest ważne-tolerancja!
Tolerancja przez duże T naszych większych i mniejszych dziwactw i wariactw.

W naszym życiu też trzeba być trochę(aby nie za dużo!) samolubem.Trzeba się tego trochę pouczyć,bo to nie jest zbyt łatwe ...by wejść do łazienki,gdzie jest ufajdany zlew i odwrócić się od niego i szeptać półgłosem:"nie widzę cię brudasie,nie widzę cię brudasie".
Potem szelmowsko puścić oko do odbicia w lustrze i powiedzieć:"dobrze że siebie widzę" ;)
Aaaaa i wszem i wobec i każdemu z osobna ogłosić,że każdy ma rączki i wie gdzie jest lodówka i piwnica w naszym domu(no i kuchenka do gotowana czy innych czynności związanych z zaspakajaniem głodu).
I tak młodzież sama się pożywi po powrocie ze szkoły,bo matka ma rano kaprys spać do ok 11 ,a potem idzie do pracy na 14 .Przeżyją  i kolejny raz udowodnią kto robi najlepszą jajecznicę.Ponadto odkurzą i powieszą pranie.Chcąc by tradycji było zadość(by był swojski bałagan) zostawią niepozywane naczynia i wesoło zawołają po 22:-"Mamuchna!posiedź  z nami na kanapie!Krasnale pozmywają!;D "


Bądźmy zdrowi i szczęśliwi,żyjmy w zgodzie z samym z sobą,szanujmy przyjaciół i innych nam życzliwych ludzi i tolerujmy się wzajemnie,a będzie zajebiście!!! I  sra ta ta ta,sra ta ta ta miejmy w sobie coś z wariata ;D




p.s.pomadka mi się złamała ;)
     ale na lustrze dało się napisać ;D



niedziela, 5 maja 2013

Fajnie jest !

Fajnie jest gdy rano chętnie wstajesz z łóżka i paczysz w okno i widzisz,że będzie słoneczny dzień.
Fajnie jest,gdy rano rodzinnie siedzimy w piwnicznej kuchni i pichcimy barszcz biały na wędzonych żeberkach.
Fajnie jest, gdy wyciągam z szafki słoiki z nalewkami i częstuję nimi szwagra i Chłopa.
Fajnie jest,gdy po zjedzonym śniadaniu jedziemy na wycieczkę po okolicy autem.
Fajnie jest ,bo pilotuje nas nasz Młody  motorem.
Fajnie jest,bo ja prowadzę i Chłop siedzący z tyłu coraz mnie musztruje:-"Wolniej jedź", a szwagier dogaduje:-"Przecie wolno jedzie ! czego ty chcesz od kobity!"
Fajnie jest szwendać się bez pośpiechu nad Bugiem.
Fajnie żartować,że mogę zdjąć spodnie i buty i wejść do wody,by rozstrzygnąć spory "czy wody jest po pas czy po dupę" w miejscu byłego amfiteatru.
Fajnie pokazać szwagrostwu i Chłopu miejsca znane turystom,a im nie.
Fajnie jest zjeść loda rożka na wyścigi ze szwagierką.
Fajnie słuchać jak szwagier gwiżdże piosenkę  Jamala co leci w radio , a ja rytmicznie stukam palcami w kierownicę i kiwam się w rytmie muzyki.
Fajnie zostawić grające auto i wbiec na wieżę widokową po stromych drewnianych schodach.
Fajnie podjechać pod dom i oddać auto w ręce Młodej i patrzeć jak startuje prawie z piskiem opon.
Fajnie zrobić kawę szwagrostwu i nadrzeć się na Chłopa ,by pomógł niesć stół(tzn drewniany taboret ;D )
Fajnie postawić tacę z ciastem,kawą na stole-taborecie  przed domem i  przepychać się o miejsce na ławce.
Fajnie zgrywać się z Chłopa ,że nakroił grubo i krzywo ciasta, jakby to był  chleb krojony kosą.
Fajnie pójść nad rzekę i bujać się na nadciętej wierzbie i chwilę podumać o życiu.
Fajnie wybrać się na przejażdżkę rowerową z telefonem w cyckonoszu,aparatem cyfrowym w kieszeni i okularami antysłonecznymi na nosie.
Fajnie pedałować i słuchać muzyki z telefonu i czuć wiatr we włosach i pod pachami.
Fajnie przejechać się kładką po moście kolejowym i czuć adrenalinę słuchając odgłosu "tuk-tuk,tuk-tuk" jaki wydają ułożone poprzecznie metalowe elementy.
Fajnie pogadać z sympatycznymi nieznajomymi ludźmi.
Fajnie popaczeć na pana w kajaku pływającego po rzece.
Fajnie zjechać z nasypu i zahamować przed nadjeżdżającym autem  półobracając się rowerem.
Fajnie stać na nasypie kolejowym i pstrykać fotki okolicy.
Fajnie wejść po drzewie na bunkier by zrobić rzekomo lepszą fotkę.
Fajnie jechać na tempo(na czas) do domu i w trakcie pisać smsy.
Fajnie pójść w skarpetach z adidasami w ręku na podwórko.
Fajnie poleżeć z Chłopem na trawie i popaczeć na gdaczące kury,piejące koguty,pomrukujące krowy.
Fajnie iść z wiadrami pełnymi mleka i obserwować ferajnę kocią jak idzie z tyłu w obstawie.
Fajnie wieczorem siąść przed komputerem i poklikać.


To nic,że żebra i szynki trochę się przewędziły w wędzarni(zjemy i takie-gada Chłop) i że biały barszcz wyszedł ciut za tłusty(odtłuściliśmy go i był/jest bardzo smaczny).
To nic,że 3 lub 4 automaty prania nie pochowane do szafy(nikomu nie przeszkadzają leżąc na szafce z butami).
To nic,że wczorajsze pranie wywiesiłam dopiero dziś(to tylko robocze ubrania).
To nic,że dopiero dziś uprałam białą koszulę Młodej(obie zapominałyśmy,ale do matury zdąży wyschnąć)
To nic,że Chłop pokrzykuje do mnie z kuchni,a ja nie słyszę(przecie słucham na słuchawkach Ferben Lehre )
To nic,że nie mogę dodać zdjęć(albo bloger szwankuje albo mój net)