niedziela, 30 grudnia 2012

Co za dzień!

Rano obudził mnie jak zwykle budzik i jak zwykle nie chciało się wstawać.
Nie chcę,ale muszę się zwlec po 5-niestety,albo stety .Po porannych zajęciach  przy zwierzętach i innych z tym związanych zadumałam sobie,że się pobyczę.Ale chory Młody w czasie mojej nieobecności  zajał moje łóżko i zamierzenia spęzły na tym,że zrobiłam kawę sobie i herbatę Chłopu.Chłop oczywiście podkradał(podpijał ).Załączyłam komputer i poczytaliśmy sobie to i owo.Trochę podrutowałam(szalik na drutach robię jakby co). Z braku etatowego palacza pieca C.O. wypadło akuratnie na mnie.Więc ze spuszczoną głową podążyłam do piwnicy.Piec rozpalony,drzewa poskładane (co je wczoraj z braku rozrywki Chłop taczką nawoził), słoiki do wyniesienia na strych pomyte i ustawione w kartonie,koty wygłaskane i można by było coś w kuchni działać w związku z obiadem.Ale nic z tego,bo trzeba użyć tłuczka do schabowych ,a szanowna młodzież śpi.Zamyśliłam pójcie na spacer do lasu,ale zapchany syfon pod zlewozmywakiem  zabrał mi czas,pomógł rozciąć palucha.Na paluchu drugiej ręki odkryłam wbitą wielką drzazgę."Niedzielę trza święcić"(czy jakuś tak)-pomyślałam sobie.Chłop drzemał na kanapie i nie chciało mi się go budzić ,by dokończył rozróbę w kuchni.Młody miał trudności,by się zmieścić w szafce w celu złożenia syfonu.Z palcem na opatrunku skręciłam sama,a Młoda skwitowała:"Baby to wszystko muszą robić! Co za czasy!".
Obie zaczęłyśmy rządzić w kuchni.Młody został posłany po ziemniaki,marchew i mleko.W planach obiadowych była ryba pod beszamelem,schabowe i kotlety sojowe.Ponadto ziemniaki gotowane w mundurkach i tradycyjnie.Kapusta zasmażana z marchewką i suszonymi pomidorami.
-Mamo! A te ciasto zrobisz?-zapytała Młoda.
-Jak mikser będzie działał to tak.Jak nie będzie działał to ciasta nie będzie wcale albo się wkurzę i jutro nowy zakupię.
-Ojciec! Mikser naprawiać marsz!-stanowczo ale żartobliwie krzyknęła Młoda w kierunku kanapy.
-Czego się drzesz?On już naprawia.Widziałem jak chodziłem po ziemniaki.
Fajnie tak z młodymi pogadać.Jedno mi opowiada jak było na wczorajszym ślubie cywilnym i przyjęciu po nim.Drugie co robili na urodzinach u kolegi.Przy okazji sprzeczka kto obiera obieraczką  i kto  najmniej naobierał.Wyszło,że ja najmniej.
-Będę mniej jeść i już.
-Pewnie-śmieje się Młody-ja najwięcej naobierałem i najwięcej zjem.
-Jedz moją porcję-mówi Młoda.
-A co boisz się,że przytyjesz?
-Taa.Jasne!Od dwóch ziemniaków!
 I zaczęli się sprzeczać na żarty.Bardzo lubię owe ich przekomarzanie i jak to teściowa zwie"szlifowanie języków"
W oczekiwaniu na ziemniaki Młody zaległ na kanapie z laptopem.Młoda nie byłaby sobą gdyby go nie zaczepiała.Normalna ich zabawa polegająca na zaczepianiu się,drażnieniu ściąganym kocem itp.
-Ojej! już go nie zaczepiam,bo babcia siedzi na krześle przy komputerze i pilnuje-szepnęła mi na ucho Młoda.Jakby mało było mi gimnastyki pod zlewem to jeszcze gaz się skończył.
-Cholera!Trzeba butlę zmienić, a Chłopy wyginęli nagle-poskarżyła się Młoda.
-Zaraz wymienię.Spoko!A bo to pierwszy raz.
-Oj mamo,mamo! Ten ojciec za dobrze ma.
-Noo!Mam sprawny mikser!-oznajmił Chłop wkraczając dumnie do kuchni.
-Noo! A my mamy obiad pyszny!-odpowiedziała Młoda.
-Pyszna ryba!Tak pyszna,że gotowam siedzieć przed piekarnikiem z wywieszonym jęzorem
-Zaraz spróbujemy-roześmiał się Chłop.
I co się zdarza raz na 100 lat wszyscy zasiedliśmy do obiadu.
-I powiedz tatusiu,że pyszną rybkę zrobiłam-zatrzepotała rzęsami Młoda.
-Może być-tradycyjnie odrzekł Chłop.
-No wiesz!Może być!!! Też mi coś! Oddawaj jak tak mówisz!-bulwersowała się (oczywiście na żarty Młoda)
-Duraki-kręcił głową Młody.
-Babciu? Dobra ryba.Prawda?
-Bardzo dobra-odpowiada babcia.
-Nie marudzić przy jedzeniu!Zaraz mam dla Was robotę!-wcięłam się w słowo.
-Co wymyśliłaś?-mówiły pytające spojrzenia młodzieży,bo do nich kierowałam te słowa..Wynieść słoiki na strych trzeba,sprawdzić czy okienko w kotłowni otwarte,by koty mogły chodzić,sprawdzić piec,zagnieść ciasto pod sernik.
-Nawet w niedzielę nie da spokoju-marudził Młody.
-A czym ty taki zmęczony biedactwo-zgrywała się Młoda chcą go potarmosić po włosach
-Wyjdź!-bronił się Młody-Nie kudłacz mnie.Wczoraj pomagałem mamie, aTy byłaś na baletach.
-A po Ciebie to gdzie jeździłam?Też byleś na baletach.
-Ojtam! Posiedziałem z kolegą 3 godziny,a że pociągu ani autobusu nie ma to moja kochana mamusia po mnie przyjechała.
-To teraz w ramach kochanej mamusi pomożesz!
-Hahahaha.Ale się wrobiłeś-śmiała się Młoda.
   Wieczór minął niepostrzeżenie .gadałyśmy sobie to z Młodą,to z Młodym.Kruszyliśmy przy tym zioła na przyprawy .
-Tak pachnie ,że szok.
-Toż to z ogródka to pachnie inaczej niż ze sklepu.
-Mamo.Jutro koniecznie do krawcowej pojedziemy.I do koleżanki mnie zawieziesz.
-Mam inne wyjcie?
-Masz! dać mi samochód-i  tu uśmiech z wyszczerzeniem zębów.
-Już pół prawka mam,a drugie pół lada dzień.
-No jak zdasz jazdę za pierwszym razem to szacunek tobie!!!
-Mam taką nadzieję.
-Nadzieja matką głupich ;)
-Głupia jesteś? Nie sądzę
-Tak mi się powiedziało tylko.
   Minął dzień,minął i nastał wieczór.Włączyłam swoje ulubione radio internetowe i słuchając muzyki zawzięcie drutowałam.Potem przeprowadziłam ciekawą konwersację na skype.Potem znów do kuchni.Przygotowując sernik do pieczenia musiałam odpędzać się od intruzów.A to mak mi pojadali,a to ser i uciekali z chichotem po kątach.
Chłop siedział na kanapie i wcinał dynię na słodko ze słoika zaabsorbowany   "Tańczącym z wilkami"
-Jak ten przetwór -zapytałam.Odpowiedzi nie było,a my z Młodym wymieniliśmy się porozumiewawczym mrugnięciem oka.
-Słyszysz????
-Czego się drzesz?
-Pytam czy przetwór dobry.
-Dobry.
-To D. robiła
-Bardzo dobry!
-Hahahaha.Masz mamo patent.Jak coś gotujesz  lub robisz to mów,że ktoś inny robił to będzie Cię chwalił.
  Młody przymierzał szalik.
-No matka! Zaskakujesz mnie.
-Czym???
-Tym,że umiesz na drutach robić,a potem tym,że wyrobisz się w obiecanym terminie z tego co widzę.
-Staram się.
I dostałam buziaka od 182 cm młodzieńca.Młoda zrobiła polewę do sernik(jak aksamitna jej wychodzi!!!!) i zabroniła wraz z  groźbą odebrania życia ruszać blachę z ciastem.
Ja spróbowałam i prze to poparzyłam jęzor.W sumie chyba za to,że o 21 nie powinnam jeść ciasta.Ale ja tylko mały kawałeczek...Sprawdziłam czy dobrze upieczone ;)

Chachali się jeszcze niedawno ,a już cisza.
Cieszę się,że dogadują się ,że mają wspólne plany,wspólne tajemnice.Jak byli mali to tłukli się prawie na zabój.Pewno śpią.Laptopy  jak zwykle pod łóżkami. Wszyscy śpią, a ja siedzę przy "klikadle" i klikam.
To był dzień!

I tak słuchając radia utkwiła mi w głowie ta piosenka.Zresztą chyba mało znana lub zapomniana



sobota, 29 grudnia 2012

Dlaczego mnie to nie bawi?


By się bawić i TU i TERAZ... By czekać **ujwie na co. By napić się wstrętnego szampana.By złożyć sobie życzenia/oczekiwania.
  Mam za sobą już sporo sylwestrów.Zawsze to były domówki od 4 do 10 osób plus dzieci. Były tańce,alkohol i petardy.Nigdy nie zapomnę strachu na twarzy starszej kobiety mieszkającej w sąsiedztwie naszych gospodarzy u których to akuratnie spędzaliśmy noc sylwestrową.Strach był spowodowany hukiem petardy w jej oknie.Sprawca był "na cyku" i zrobił to niechcący,a ja niechcący to pamiętam do dziś...

  Oczekiwanie na godzinę 0 mnie drażni.Codziennie o tej samej porze wskazówki wchodzą na siebie i nikt z tego powodu nie wiwatuje.Toż to tylko ostatni dzień w miesiącu i w roku.To tylko wymiana kalendarza.
Drażnią mnie pytania znajomych -"Czemu nigdzie nie idziecie?"( w sensie na imprezę zbiorową).
A ileż to trzeba/można tłumaczyć się,że  nie chce  się iść na bal z w/w powodów?

  Na bale  nie chodzę,szampana nie lubię(niektórych nie znoszę wprost),petard już lat kilka nie kupuję ,a tym bardziej nie strzelam z nich.
Dla mnie to zwykły dzień.Siądę sobie wieczorem w swoim fotelu na kółkach i będę drutować.Dla wygody nogi oprę na pufie ;).Może wyślę Chłopa do piwnicy po jakaś nalewkę...?
Młodemu obiecałam,że w nowym roku będzie miał swój upragniony szalik.Ponadto Młody stwierdził,że :-Nie dam się namówić kolegom,by wyciągnęli mnie z domu.Będę z tobą mamuchna.Może "Seksmisję " obejrzymy?

Co do tego wieczoru w fotelu to wolałabym fotel bujany  (kiedyś sobie kupię! A co!) i "Mistrza i Małgorzatę" obejrzeć,ale spierać się o to nie będę,bo TV mnie nie ciągnie,a ponadto emitowaną kolejny raz komedię znam chyba na pamięć.

Zwyczaje w sylwestra w naszych okolicznych wsiach to nie tylko strzelanie z petard.To robienie kawałów śpiącym sąsiadom( w sensie,że nie czuwającym w tę noc ) .
A to bramkę wyniosą,a to 3 metrową bramę zdejmą z zawiasów i rzucą w śnieg,a to drogę słomą wyścielą od panny do kawalera. Z opowieści znam taki przypadek,że wóz konny znalazł się w stawie.Właściciel nie dopatrzył się braku sprzętu po nocy sylwestrowej,a gdy się dopatrzył to był 20-stopniowy mróz i furmanką do wiosny jeździły karasie .Gospodarz był wściekły,a wyrostki zadowolone i przeszczęśliwe. Pytam kiedyś jednego z nich(dziś dorosły chłop):
-A jakby tobie ktoś coś takiego zrobił?
-Mnie? Żartujesz chyba?

Tak...To jak tym dowcipie:
Idzie Jasiu na wojnę. W domu płacz i lament. Jasiu próbuje pocieszać:
-Nie płaczcie. Zabije szybko kilku Niemców i wrócę. Obiecuję.
  -A jak cię zabiją?
Jasiu odrzekł ze zdziwieniem:
- Mnie? Ale k****  za co?

 Psy i koty mają "przerąbane". Bo jak tak rąbnie znienacka petarda to zwierzę nie wie co się dzieje!
Nasze podwórkowce  mają przywilej bycia pod ochroną w tym dniu.Koty w kotłowni,psy w piwnicy lub w garażu.A petardy już w pierwszym roboczym dniu po świętach były widoczne wszędzie...


"Jak się szlachta bawi to koszta się nie liczą" i sruuuuu z 500 zł w powietrze ...I ani ekologia ,ani ekonomia nie przemawia nikomu do "dyni"...
...a ja będę zbierać przy swojej posesji pozostałości z petard po hucznie świętujących sąsiadach.Nie zwrócę im uwagi,bo jak zwykle są w rozjazdach,a ich mamusia powie,że  nie wie co młodzi robili. Do mamy przyjechali z dalekiej  Belgii na święta i nowy rok.No cóż... Szlachta się bawi,a plebs sprząta ;)

Ponadto chińskie rakiety,komety,kule,race itd...będą rozświetlać nasze podlaskie niebo ponownie 13 stycznia.I weź tu bądź radosny w sylwestra ... ;>




Dobrego Wam wiele życzę ! 
:*



środa, 26 grudnia 2012

Rejestrator myśli

Przydałoby się takie coś .No nie ...?
Chociaż może i nie,bo dla  złych myśli jest to zbyteczne.
Jednak ja chciałabym coś takiego posiadać.Choćby dlatego by utrwalić myśli o których chciałabym napisać lub komuś powiedzieć co myślę.Tak jest i z moim ostatnim postem.Chciałam napisać,że na wigilię pijemy zawsze czerwone wino.Zawsze to może przesada,ale pijemy.Zapewne od tej pory jak udało mi się zrobić pierwsze dobre i zdatne do wypicia wino w 2002 roku.Mam opatrzone nalepką dlatego pamiętam.Wino pijemy wszyscy.Dorośli i dzieci też.Dzieci jak były mniejsze dostawały po kieliszku od wódki ,a my tradycyjne po lampce albo i dwóch.Zależy to od chęci,od czasu itd...
-"Dzień postny"-kołacze mi gdzieś we łbie stwierdzenie mojej matki...
-Tyle się w swoim młodzieńczym żywocie napościłam,że dość! -rozumują moje szare komórki
Co do mojej matki.Chciałam zrobić "jak ludzie" wielką rodzinną wigilię,gdzie siedzi kilka pokoleń.Okazją była wprowadzka do nowego domu.Mam teraz warunki,co nieco umiem gotować to niech by było rodzinnie.Jakby było nie wiem.
-Babka by tylko Ci morały prawiła.Ja już to wiem.I narzekałaby na chory żołądek ,a żarłaby jak świnia.I gadałaby,że po co wino,że dziadek jak spróbuje to będzie chciał wódki-skomentowała 12-letnia wówczas Młoda.
Dziecko miało rację niestety. I wspominaliśmy ostatnią wigilię w starym domu.Jak po wigilii poszliśmy wszyscy do nowego domu by umyć się pod prysznicem.Potem leżeliśmy na stercie płyty gipsowej i graliśmy w warcaby i szachy. W szachy graliśmy dzieląc się na drużyny 2 na 2.Zawsze drużyna w której był Chłop wygrywała.
-Trzeba myśleć -śmiał się Chłop i opowiadał dzieciom jak to ja ze złości rzuciłam kiedyś szachami,gdy(jak zwykle!) przegrałam.
-Bo ty oszukujesz!!!!-warknęłam-Mówisz,że pójdziesz laufrem,a wyskakujesz konikiem
-Mamo! Mieszkacie tyle czasu razem i nie wiesz,że to zgrywus jest!
I zaczęli wariować,napadać jedno na drugie.
Za jakiś czas stanęła w tym miejscu kanapa i działo się podobnie.Młode kontra Chłop.I walczyli ma żarty ;)
-Weź go za rękę!!!!i trzymaj mocno!
-Nie łaaaaaaaaaskocz mnie!
Może lepiej odzwierciedli zabawę ten tekst(skopiowany z pewnego forum ):

Co do zabawy z dziećmi to jeszcze nic!!!!Moje 14 i 16 letnie i 43 letni(też jak dziecko :lol: ) tak potrafią się wygłupiać,że po 5 latach użytkowania kanapy ekologiczna skóra w niektórych miejscach nadaje się do wymiany,ale...liczy się dobra zabawa!!!
Zazwyczaj Młode napadają na Starego i tylko okrzyki:przyduś go!!!! K. przyduuśśśśśśśśśś!!!! Ratuj mnie,bo trzyma mają nogę!!!!!Łaskocze mneieeeeeeeeeeeee cccccccccccccccchhhhhhhhhhhhhhhhhhaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!
Akcja często przenosi się na dywan,a babcia słysząca tumult w domu przybiega z okrzykiem :"co wy wyrabiacie!Dom aż podskakuje!!!"
Wygłupy trwają aż ktoś opadnie z sił,albo się podda dosiadany np prze dwoje młodych(tzn tatuś powinien się poddać ;D),albo babcia leci z jakimś paskiem(zazwyczaj bez klamerki :lol: )bo :"ja wam dam!!!dom demolujecie!!!bałagan robicie!!!!.....Brygada ucieka wtedy po kątach czyli kuchnia,salon,korytarz i tak wkoło(Uu mnie można się tak "ganiać" ;) a babcia pędzi za nimi :lol: .Potem wskakują na fotel lub kanapę i bo babci:-"my takie grzeczniutkie....".Babcia:-No! Spokój ma być! I jest :D ale tylko chwilę i harce od nowa...wpierw cicho a potem harmider i okrzyki narastają w miarę rozochocenia się w zabawie.Nieraz i napadną na mnie,ale mam problem bo nie wiem w której mam być drużynie :lol: czy z Młodymi czy ze ślubnym :lol: ,bo ani mi na nich napadać,ani na niego :lol: ,a od Teściowej paskiem też mi się nie marzy dostać ;) 



Chyba obecnie nie udałoby mi się tego tak dokładnie opisać ;>

*********************

Wczoraj łopatowałam śnieg sprzed garażu wraz teściową.Potem poszłam na podwórko obrządzać dobytek.Gdy przyszłam pod garaż ujrzałam zwały śniegu.Tym razem łopatowanie i taczkowanie było.Gdy zostało ok 1/4 zaczęłam liczyć taczki.6 naliczyłam.Z pobliskich stawów kaczki krzyczały:kwwwa!kwwwa!kwwwaaaa!...
-Ot chamki jedne !Śmieją się z nas-powiedziałam do teściowej.
-A co im.Siedzą w wodzie i zadowolone i w dupie mają-dopowiedziałam.
A dupy to mi tylko pokazały rano,gdy chciałam im zrobić zdjęcie-to już pomyślałam.



I cholerne zwały śniegu ;/


Chyba przez ten śnieg dziś zaspałam.Wyrwałam z łóżka w tempie expresowym i zdążyłam tylko pomyśleć co mi się śniło(zapewne i jak zwykle coś głupiego-dobrze,że nie wierzę w sny). Ale nie pamiętam.Potem nie wiem skąd przypomniał mi się fakt z sprzed lat.
Rozmawiałam z sąsiadką.Jej córka jadła banana.Mojej też się zachciało banana i to tego samego co jadła jej mała koleżanka.Był płacz i wrzask ,a dziecko jadło i nie zamierzało się podzielić.
-Spokojnie.Pojedziemy do miasta kupię Ci banana.Sama wybierzesz jakiego zechcesz-uspakajałam wówczas jeszcze bardzo młodą Młodą.
-Taaaaaaaak.Znów powiesz ,że nie masz pieniążków-chlipała Młoda.
    Potem we łbie mi kołatały pochwały nauczycielki z klasy zerowej,że "K. jest bardzo koleżeńska.Pomaga cały czas o rok młodszemu chłopakowi.Rodzice go wysłali do zerówki rok wcześniej,ale on nie daje sobie rady.Dobrze,że K. jest taka koleżeńska,bo ja bym miała z nim urwanie głowy"
Wspominam nieraz z młodą ten fakt.
-A taki debil z niego wyrósł,że szok...
-Czemu tak mówisz?
-A! Szkoda gadać...-żachnęła się Młoda.
Nie pytałam więcej.Miałam w oczach matkę dziecka,gdy na wywiadówce szkolnej robiła słodkie minki do wychowawczyni.Jakże ona "słodziła"!!! A jakże ja tego nie cierpię !!!

Młody!
Gadałam z nim wczoraj na GG.Telefony się zbiesiły i ani sieć Play ani Orange nie działa normalnie.Dobrze,że jest GG.
Rozstrzygaliśmy bieżące sprawy czyli kwestię powrotu z "pierwszych" świąt.
-Nie chcą nas puścić do domu-pisał Młody
-Ale K. ma w czwartek jazdę i musi być w B-stoku ,bo lada dzień egzamin ma
-Wujek każe Cię pozdrowić i masz żałować żeś nie przyjechała.
-Taaa... Z krowami ;>  Ciekawe czy krowy pociągiem można przewieźć  na bilecie ulgwym.Nieletnie przecież <rotlf>
-No! Wujek mówi,że lubią wołowinę<hahaha>
-K.mówi,że pojedzie prosto na B-stok.Taniej nawet :D
 -I nie będzie wracać do domu do soboty?
-Mówi,że nie:)
 -A za świadka w dżinsach pójdzie? :D
-Zapomniała,że ma być świadkiem na ślubie cywilnym<hahaha>
-Z wujkiem dyskutuje i nie myśli o co pytam ją ;P
 -Szalik robisz dla mnie? <prosi>
-Przecież święta są <rotfl>
- ;(
-Na nowy rok Ci zrobię.Idę spać,bo wujkowie będą się śmieć,że syn z matką na GG pisze ;
- Koledzy z internatu się nie śmieją,to wujek też nie będzie

I na koniec dyskusji dostałam emotka <buziak>

Swoją drogą to mój Chłop bardzo lubi emotki,choć do komputera na szczęście nie lezie ;P

Myślałam dziś o Młodym jak z żalem oddał nowiutki plastykowy(żeby nie było !) karabin maszynowy dla syna koleżanki.Obaj płakali.Mój Młody:
-Ale już nie ma straganów na Grabarce i nie kupisz mi.Zresztą Ty mi nigdy nie kupisz,bo skodujesz pieniędzy!!To wujek mi kupił,a ty kazes oddać.......-beczał.Nie wspomnę co pomyślałam o wujku ,który chciał się postawić i kupił najdroższą i najgłupszą zabawkę jaka była na straganach.
-Ja chcieeee kalaaaaabinaaaa....!-płakał synek koleżanki.
-Oddaj mu na jakiś czas.Toż jego tato za granicą daleko,a on w szpitalu był,bo chorował.A lekarze nie mogli wybadać co mu jest.
-No dobzeeee....oddaaaam-chlipał młody wówczas Młody.

Niedawno wspominaliśmy ten incydent.Młody doskonale to pamięta.
-Jak lekarze go badali,że nie widzieli,że gdzieś przy płucach kłos siedzi???!!!  A D.pewnie płakał na pogrzebie...?Odwiedzę go wiosną jak będę miał prawko na motor.Pojeździmy razem.On skuterem a ja motorem.
[Wspomnianemu młodzieńcowi niedawno zmarł ojciec ]

Młody miał mi pomóc w robieniu pierogów.Ale zapewne będę musiała sama się wziaść.
"Liczył died na mied a chołodnyj spati poszoł"-jak mawia moja koleżanka z pracy.
Druga odpowiada:
-Mów po polsku.
-A Ty nie mów do mnie okey-wtrąciłam zgryźliwie i pomyślałam,że ludzie "som gupie"(niektóre oczywiście).
Dziwne to dla mnie,bo pracuje przecież razem z Białorusinką,która mieszka nieopodal mnie.Dziś przejeżdżałam przy jej domu.Ciekawe jak jej się układa życie.Wyjechała z Białorusi,;ma dwoje dzieci,pracuje w naszej firmie już jakiś czas;pobudowała mały zgrabny domek wraz mężem.Mąż jej jest Polakiem.Z opowiadań wiem,że wcześniej uwielbiał bardziej niż żonę alkohol.Ciekawe czyz drugą żoną też tak ma.A jest takim sympatycznym facetem.Zresztą ona też.
Jadąc rano samochodem przełączałam z programu na program radio.Wszędzie kolędy.Mimo,że nie szaleję za kolędami to zaczęłam na głos śpiewać wraz artystką "Lulajże Jezuniu".Dobrze,że słuszałam tylko ja,bo talentem muzycznym nie grzeszę .
Moja siostra przyrodnia to dopiero ma talent! Pamiętam jak w podstawówce grała na flecie tę kolędę i nie było jej równych.Talent też ma do innych rzeczy.Do własnej głupoty i lamentowania jaka to ona nieszczęśliwa.
-Mamo! Tej ciotce chyba odbiło.Jest w ciąży i pije wódkę.Urodzi chore dziecko jeszcze i ja jako chrzestna będę musiała patrzeć!!!Powiedz jej coś jako starsza siostra.
-Nic się nie stanie-odpowiedziała mi siostra na moje zarzuty.
Z kobietą w ciąży nie wypada się bić ani jej bić.Szczęściem dziecko jest zdrowe i ma obecnie 4 lata.


Oj! Zarejestrowałam tych myśli FULL!
Chyba tak dużo myślę będąc sama w domu.No nie sama,bo z teściową.
A teściowa fochnęła się na mnie z samego rana ,bo rozrobiłam sok z winogron z niegotowaną wodą.
-Sraczka będzie-rzekła zaczepnie.
-Nic tam nie będzie.Tyle lat pijemy kompoty z dodatkiem niegotowanej wody i nic.Sama pijesz,ale nie wiesz -to już pomyślałam.
Zaraz jej foch minie.Poproszę,by mnie wyręczyła :).
Zapyta napewno:
-Dużo tych kartofli obrać?

 I teraz przypomina się moja sentencja jaka niespodzianie mi się wymyśliła w rozmowie z kumplem "z wojska"

Poznasz smak soli jak jej wór wpierdolisz.







Rozmowa była prze komunikator i uwieczniłam to w opisie,ale dam tu by nie zapomnieć,by zarejestrować póki pamiętam.


I tak chyba myślę,że dobry dzień przede mną czego i życzę czytelnikom bloga w tym świątecznym dniu.Posłucham sobie muzyki i w międzyczasie będę coś robić :)



wtorek, 25 grudnia 2012

Dumka okołoświąteczna

Jakby nie było dzień wigilii zwiastujący Boże Narodzenie minął.Przyszły dwa świąteczne dni Bożego Narodzenia.Świętujemy w swój ulubiony sposób.Z rodziną w domu,na spacerze,z wizytą u znajomych,na pasterce lub mszy w kościele.Ale są tacy jak ja co nakręceni atmosferą świąt dokonują wielu przemyśleń i próbują ułożyć w głowie odpowiedź na pytanie:czy ja lubię święta?
Nie obiecuję,że to co napiszę będzie jakoś uporządkowane...będą wspomnienia i rozmyślania zarówno radosne jak i te  smutne.

            Mieszkam w okolicy gdzie święta BN są obchodzone w dwóch obrządkach:katolickim i prawosławnym.Wyznawców jest mniej więcej pół na pół a ja zaliczam się do tych drugich.Chociaż nie wiem czy można mnie uznać za wyznawcę,bo moje praktyki religijne są mierne.Już jako dziecko zadawałam mnóstwo pytań dla dorosłych związanych z religią i świętami.Jako takiej odpowiedzi nie dostawałam.Zazwyczaj było to zdawkowe:tak ma być,taka jest tradycja itd.Nikt nie siadł i nie porozmawiał ze mną o magicznym czasie świąt.Dlatego święta z domu rodzinnego wspominam jakoś niechętnie-byłam dzieckiem-bo byłam,ale byli ważniejsi ode mnie ,a ja byłam zawsze gdzieś z tyłu i do czarnej roboty.Moja "toksyczna" mamusia nigdy mnie nie pogłaskała po głowie,nigdy nie przytuliła,nie mówiąc już o rozmowie...Po latach zrozumiałam jak mi tego brakowało...
Może dlatego do dziś sentymentem darzę wiersz  Tadeusza Kubiaka "Wieczór wigilijny"

Biały obrus lśni na stole,
pod obrusem siano.
Płoną świeczki na choince,
co tu przyszła rano.

Na talerzu kluski z makiem,
karp jak księżyc srebrny.
Zasiadają wokół stołu
dziadek z babcią, krewni.

Już się z sobą podzielili
opłatkiem rodzice.
Już złożyli wszyscy wszystkim
moc serdecznych życzeń.

Kiedy mama się dzieliła
ze mną tym opłatkiem,
miała w oczach łzy, widziałem,
otarła ukradkiem.

Nie wiem, co też mama chciała
szepnąć mi do ucha:
bym na drzewach nie darł spodni,
pani w szkole słuchał…

Niedojrzałych jabłek nie jadł,
butów też nie brudził…
Nagle słyszę, mama szepce:
- Bądź dobry dla ludzi.

Po latach zrozumiałam jak mi tego brakowało,by ktoś z czułością tak do mnie powiedział...
Po latach wspominam jak nakazywano nam pościć do wigilijnej kolacji.Nie wiem co ten post miał wnieść w życie dziecka.Nie wiem też po co wymyślono zwyczaj próbowania wszystkich wigilijnych potraw.Pamiętam jak babcia powtarzała:-"Musisz wszystkiego spróbować ,bo ile nie spróbujesz tyle przyjemności cię ominie". Na kisiel z owsa i śledzia we wstrętnym oleju nie dawałam się namówić mimo wszystko.Dań zawsze miało być 12.Najbardziej mi przypadała do gustu smażona ryba,kapusta z grzybami,kotlety z suszonych grzybów,pszenne placki drożdżowe,sałatka warzywna zwana śmietnikiem,ryż z makiem(wiem teraz ,że to białoruski zwyczaj),kompot z suszonych gruszek.Najbardziej pamiętam wymienione potrawy,bo je lubiłam lub nie.
Pamiętam też,że prezenty kupowano  tylko dlatego,"by w szkole nie gadali,że nie dostali prezentów"
Na stole był biały obrus,odświętne nakrycia wraz jednym dodatkowym.-Po co?-Bo tak trzeba!Tyle się dowiedziałam... Pod obrusem było siano z którego babcia kazała nam wróżyć wyciągając pojedyńcze źdźbła .Jakie było wyciągnięte źdźbło takie miało być zamążpójście.Np trawa krótka i bez wiechcia oznaczała,że blisko i chłopak miał być biedny.Już wtedy wydawało się mi to głupie i wcale tego nie brałam za zabawę.Od stołu nie powinno było się wstawać ,by kury dobrze jajka niosły.Wigilii zawsze towarzyszyła choinka sztuczna lub żywa.Na choince wisiały cukierki-sople,które wraz rodzeństwem wyjadaliśmy w tajemnicy i na miejsce cukierków wkładaliśmy przedmioty imitujące sople.Nieraz za to dostawaliśmy lanie.Tzn ja dostawałam jako najstarsza.Choinka była ubrana w co się dało.Były baletnice z papieru,których nienawidziłam.Były bombki wszelkiego kalibru i koloru.Był włos anielski i łańcuchy z papieru.Ostatnie lata mego dzieciństwa napawały mnie dumą,że choinkę zdobi łańcuch ze słomy i bibuły oczywiście mego wykonania.Była też obecna kolada czyli cienki snopek z niewymłóconej słomy robiony przez gospodarza.I właśnie ten gospodarz często,gęsto psuł atmosferę wigilii i świąt odurzeniem lub kacem alkoholowym.Dochodziły też częste kłótnie matki i babki.Ciągłe żale,pretensje,oskarżenia.
Mało kto by lubił takie święta...
To co z rzewnością  wspominam to fakt,że po wigilii szłam do obory lub do chlewa,by posłuchać jak zwierzęta przemawiają ludzkim głosem.Zazwyczaj wynosiłam kawałek placka lub chleba.Żadne ze zwierząt nigdy nie przemówiło.Kończyło się na moim monologu skierowanym do zwierzaków. Monolog dotyczył niezbyt dobrego obchodzenia się z nimi przez gospodarza.Zwierzaki zawsze musiałam wygłaskać,by zrekompensować im cierpienie.
Czyli to wspomnienie też nie należy do najmilszych...

Jako 18-letnia mężatka postanowiłam coś zmienić w kwestii wigilii i świąt.Chciałam by było normalnie.Jak "u ludzi"...
 Taką właśnie była wigilia u siostry Chłopa zamieszkałej na Śląsku.
Wrażenia moje były jak najbardziej pozytywne.Atmosfera była bardzo radosna i rodzinna. Szwagrostwo stanęło na wysokości zadania i czułam jakbym tych ludzi znała od bardzo dawna.Sympatycznych chwil nie zepsuły makówki i śledź w śmietanie(które jadłam z grzeczności) oraz moje gapiostwo przez które szwagier  rozbił głowę.
Przy wigilijnym stole nie brakło nam tematów do rozmów.Ponadto dzieci szwagra hasały w papierowych maskach co im podlaski mikołaj przyniósł.
W ogóle to była nasza pierwsza wigilia młodego małżeństwa.Zostały z niej wspomnienia i papierowe zdjęcia,które niedawno oglądaliśmy z Młodą.
-Mamo! Jaka ty uśmiechnięta byłaś!-wykrzyknęła Młoda.
   Kolejne święta bywały różne.Zdarzało się,że na kolację wigilijną mieliśmy konserwę rybną z dokrojoną cebulą,kupną sałatkę warzywną i kawałek śledzika.I było nam dobrze z tym. Ponadto co zrobić można w ciasnym domu,z małą ilością środków finansowych, z nikłą ilością czasu? Niewiele,ale zarazem dużo.Można ustawić choinkę,by dzieci miały z niej radochę,można zaprosić sąsiada,by w przebraniu Mikołaja odwiedził dzieci.Można się cieszyć z tego wszystkiego i cieszyć się,że inni się cieszą(w tym wypadku dzieci).
 Wigilię zazwyczaj spędzaliśmy sami czyli domownicy.Czasami przyjeżdżał szwagier na "drugie święta".Raz zdarzyło się ,że niespodzianie swoją obecnością zaszczyciła nas moja matka.Nie wyjaśniła nawet co się stało,że tak nagle zapragnęła być z nami,a my nie pytaliśmy.Jednakże czuliśmy się nieswojo...Do dziś pamiętam jej zgorszenie na twarzy:-Jak to ?Prosfory nie macie? Nie było komu pójść do cerkwi po prosforę???
  Gdy dzieci były ciut większe  zaczęliśmy wspólnie układać menu wigilijne.Obowiązkowo  kompot z suszu,śledzik tradycyjny,śledzik z grzybami marynowanymi i cebulą,smażona ryba,szuba,pierogi z kapustą i grzybami,barszcz z uszkami,kotlety z suszonych grzybów,kisiel(zamiast owsianego był owocowy specjalnie dla dzieci),sałatka wielowarzywna tzw śmietnik,drożdżowe racuszki z jabłkiem i rodzynkami,kapusta z grzybami.Dzieci chętnie pomagały w świątecznych przygotowaniach.Cieszyły się choinką nawet tę najmniejszą.Żeby zwiększyć im radość z choinki wymyśliliśmy,że uczepimy ją przy suficie tuż nad telewizorem.Niestety pomysł nasz spotkał się z niezbyt przychylną aprobatą,bo "to nie jest po chrześcijańsku wieszać drzewko"...
 Tylko nikt mi nie powiedział  gdzie mam umieścić choinkę w ciasnym domu,by małe dzieci były bezpieczne i zadowolone z obecności drzewka.
Minęło sporo lat,gdy w 2006 roku pierwsze święta spędzaliśmy w nowym domu.Choinka oczywiście była okazała i strojna.Chociaż nie taka jak bym ja chciała.Marzyły mi się dekoracje ze słomy i szyszek jodłowych.Dekoracje zakupiłam w markecie,a po szyszki wybrałam się osobiście.I to nic,że musiałam włazić wysoko na drzewo.Szyszki się prosiły,by być na naszej choince.Zresztą są tam do dziś-sprawdzałam niedawno ;)



Skwapliwie je zerwałam i pomalowałam sprey-em na kolor srebrny.
Problem był gdy choinkę trzeba było stroić.W teściowej też odezwały się jakieś tęsknoty i upierała się na różne,bardzo dziwne ozdoby.Ja ustąpiłam,a dzieci(obecnie młodzież) targuje się do dziś o wygląd choinki.Babcia swoje,a młodzi swoje. Chcą drzewko srebrno-niebieskie albo czerwono-złote.
Od tamtego czasu nie uczestniczę w ubieraniu choinki.Mimo tego będąc w lesie na grzybobraniu targuję się z Chłopem która choinka jest ładniejsza.Gdy przychodzi czas,by pójść i ją wyciąć zapominam ,gdzie rosła.Szczerze mówiąc wolałabym ,by drzewo zostało w lesie.Może jakiś grzyb by pod nim urósł...W ramach rekompensaty za wycinanie drzewek z lasu postanowiliśmy,że co roku będziemy sadzić na naszych działkach leśnych po 100 świerków.Zamiar ten wykonaliśmy na razie tylko raz.Świerki rosną ,a teściowa zamartwia się,że za niedługo będą je kraść i trzeba by było uciąć boczne gałęzie dla zniechęcenia.
-Przecież choinkę też kradniemy-odpowiadam z ironią,żalem i poczuciem winy jednocześnie.
-Jak ktoś nam ukradnie to chyba nie będzie wielkiego problemu.Bynajmniej dla mnie.Zresztą dosadzimy jeszcze,bo jest miejsce.Nic nie poradzę,że w tutejszym zwyczaju jest kradzież drzewek z lasu.
Odnośnie babci/teściowej mamy dosadne przemyślenia.Rok temu Młoda zwierzyła mi się w tajemnicy,że całe kieszonkowe oddała na słodycze dla dzieci z domu dziecka.W tym roku zamiast prezentów mikołajkowych kilka osób z jej klasy chciało zebrać pieniądze przeznaczone na owe upominki i przeznaczyć na podobny cel.Fochów było co niemiara,a Młoda się dziwiła:
-Jak można być tak ciemnym,by twierdzić ,że wolę dostać drobny prezent niż dać jakimś dzieciom...Mamo! Ludzie są po****ni!!!! I tak te bibeloty pójdą za jakiś czas do kosza!!!
-Co zrobisz jak nic nie zrobisz...-odpowiedziałam Młodej.
Młoda się zawzięła i jako wolontariusz spędza czas z dziećmi pomagając im odrabiać lekcje itp.Nie znam szczegółów.Wiem,że w jakiejś świetlicy.I jestem z niej dumna :)
Jeśli chodzi o prezenty to były one dla mnie zawsze koszmarem.Nawet ostatniego roku,gdy finanse pozwoliły na prawdziwe prezenty.Chłop i Młody dostali swetry, z których się bardzo ucieszyli.Teściowa apaszkę na punkcie których ma bzika.Młoda dostała komplet biżuterii,który okazał się nietrafionym prezentem.Ja dostałam w prezencie postanowienie,że nigdy więcej nie będę robić prezentów niespodzianek.

Wczorajszego wigilijnego dnia poszperałam po necie.
Poczytałam o pustym talerzyku i wspomniałam autorkę tego wątku. Trafiłam także na wigilijną opowieść   i doszłam do smutnego wniosku,że nie wszyscy radują się ze świąt. Zamiast kolęd słuchałam Lady Pank





Te piosenki bardziej docierają do człowieka niż kolędy.
 Ponadto przyniosłam ze strychu dekoracje świąteczne.Wszystko trzeba przetrzeć,odkurzyć i ewentualnie naprawić.


 Stroik,który mi przyniósł listonosz stoi i dumnie się świeci.


Dziękuję!


Nie będę więcej ględzić!
 Pomyślę o tym,że na wigilię zrobię zupę z ryby,którą wszyscy lubimy.Zrobię panierowane kapelusze suszonych grzybów,pstrąga z migdałami.Może rybę pod beszamelem? Obowiązkowo śledzik musi być i dużo grzybów marynowanych.I pierogi koniecznie,bo jak mówi Młody wigilia nie może być bez pierogów.Swoją drogą ciekawe czy będzie miał czas mi pomóc robić te pierogi.
Obiecałam sobie,że nie będę szaleć z jedzeniem.
Muszę się zmieścić w limicie finansowym przeciętnego Polaka ;).A prezentów nie będzie.Chyba,że bankomat mi nie pokaże figi i będzie można zrobić Młodym przelew "od Mikołaja".

We wczorajszy wigilijny wieczór wypiłam symboliczną lampkę wina,by być myślami z tymi co mieli o mnie myśleć w trakcie wieczerzy wigilijnej;z tymi co przysłali życzenia świąteczne;z tymi co dzwonili(tzn próbowali,ba ja jak zwykle nie zawsze pod tel jestem).Wspomniało mi się nieobecnych i tych co nie mam z nimi kontaktu.
Myślami byłam też z rodziną szwagra.Mój Chłop i młodzież pojechali w przeddzień wigilii.Dzwonią coraz z obawy czy wyrobię z tym wszystkim co zostało na mojej głowie.A ja wieczorem rozmawiałam jak zwykle z psem Benkiem,Mikim i Morusem.Kotom powiedziałam,że mają otwarte piwniczne okienko i mogą wyjść na podwórko.
Krowy i cielęta też gadały ze mną.Ponaglały,że chcą jeść i pić ;D
Na pobliskim stawie krzyczały kaczki.Krzyk ten przyjęłam za drwinę.
Dziś pójdę je upolować aparatem fotograficznym i to zaraz.
Ale wpierw złożę życzenia wszystkim czytelnikom mego bloga.

                  Życzę Wam dużo zdrowia,szczęścia i wszelkiej pomyślności.Niech się Wam dobrze dzieje!!!!
(a mówiłam,że nie umiem składać życzeń  ;>)





Ponadto w święta lubię Sofię Rotaru.Może posłuchamy razem?







sobota, 15 grudnia 2012

Ku pamięci!


Ostatnie moje wspomnienie o Tobie...
...jak biegasz po swoim podwórku w roboczych spodniach uciętych naprędce tuż za kolanem i  ściśniętych paskiem, w poplamionym podkoszulku i usiłujesz pomóc memu Chłopu przy naprawie kombajnu.Przedłużacz,wiertarkę,przecinarkę i komplet kluczy przynosisz w locie i nadzorujesz prace naprawcze.Któż by lepiej się znał niż Ty! Przecież zęby na tym zjadłeś jak mówiłeś sam o sobie.
-Zaraz naprawimy!Nie panikuj!- i zapaliłeś kolejnego papierosa.Biegając od garażu do kombajnu  flirtowałeś ze mną i pokrzykiwałeś do swojej żony,by nie podsłuchiwała.Swymi beztroskimi żartami rozładowałeś napiętą atmosferę jaka powstała w wyniku awarii maszyny i zbliżającej się burzy.
-Chodź się czegoś napijemy.
- A co masz?-żartowałam
-Zależy co chcesz.
Kochanie!Zaraz jedziemy!-krzyknąłeś w głąb domu

I poszedł do domu.Zanim skończyłyśmy pić kawę wyszedł umyty,ogolony i ubrany "do ludzi".
Spodnie na nim wisiały,bo schudł ok 20 kg...

To jednak nie ostatnie wspomnienie...

Mieliśmy odwieźć Młodą na ognisko,które zorganizowała Twoja Młoda. Mój Chłop postanowił,że się wprosimy i my.Przy okazji Chłop wspomniał rozmowę z Tobą,że z żalem powiedziałeś,że: - "jak zwykle będziecie się wybierać nie wiadomo ile i przyjedziecie na ten ostatni raz..."
Pojechaliśmy.Ognisko się paliło i wszyscy siedzieliśmy pod starą kosztelą.Młodzież żartowała ,a Twój syn szturał kijem w ognisku jakby nieobecny...
Martwili się wszyscy o Twoją Młodą,bo pojechała motorem po znajomych,którzy jadąc z daleka na ognisko zabłądzili i nie wiedzieli gdzie są.
Ty polemizowałeś,"że młodzi,że się znajdą,że mają telefony,że nie ma się czego martwić dopóki nic się nie stało,że młoda sobie poradzi"
I za jakiś czas usłyszeliśmy ryk motorów.
Impreza się zaczęła ,a my jako "starostwo" ewakuowaliśmy się do domu.Tam gadaliśmy i gadaliśmy.Syn siedział wciąż przy Tobie i skrupulatnie wykonywał wszystkie Twoje polecenia.Przynosił nam kiełbaski z ogniska,robił kompot,wprowadzał motory do garażu.Przyniósł też zegarek(oczywiście na Twoją prośbę).Kazałeś ten zegarek założyć memu Chłopu a potem mnie.Zapytałeś czy zdajemy sobie sprawę ile kosztował.
-Gdyby był oryginalny to kosztowałby...(i wymieniłeś niebagatelną sumę).Ale to podróba.Młody będzie miał ,by wyrywać dziewczyny-żartowałeś.
Twoja Młoda wniosła smakowicie pachnącą karkówkę.
Obczęstowała wszystkich nas siedzących i postawiła na stole.
-A chuj tam! i ja zjem kawałek!-i wziąłeś dosłownie jeden kęs na widelec.Dyskutowaliście z żoną o konsekwencjach tego czynu,ale dyskusję zakończyłeś żartując,że nawet jedzenia własna żona żałuje.
Siedzieliśmy do późna w nocy gadając o wszystkim i o niczym.Byłeś  zmęczony, a nam się gadało i gadało.Nie pamiętam nawet o czym.Leżałeś na kanapie i prosiłeś byśmy jeszcze nie jechali.Gdy mieliśmy odjeżdżać to obowiązkowe  gadanie przy samochodzie zaliczyliśmy.Tak już u nas było,że mamy sobie wzajemnie tyle do powiedzenia,że wyobrazić się nie da...
***
Pamiętam dokładnie jeszcze jak 2 lub 3 lata temu leżeliśmy na kocu przed domem.Nas 4 dorosłych i 2 kaski motocyklowe.Kaski służyły nam za poduszki pod głowę i coraz sprzeczaliśmy się czyja teraz kolej "do poduszki".Tuje dawały upragniony cień,a sąsiedzi spacerujący leniwie po wsi zaglądali ciekawie na nasze podwórko.A my jak gówniarze chichotaliśmy i żartowaliśmy.Gdy wsiadaliście na motor mocno użyłeś klaksonu i z piskiem odjechałeś.Żona objęła Cię mocno "przez pół". Cała Wasza rodzina "zakochana" w motorach.Szybko zniknęliście za zakrętem...

Wydawali się tacy szczęśliwi...Mimo wszystkich problemów życiowych jakie pokonali...

***
Pamiętam jak w mieście się spotkaliśmy.Zawołałeś  nas do swego nowego samochodu.Siedzieliśmy i gadaliśmy,aż szyby nam pozamarzały i my zmarzliśmy.Zimą to było...
***
Pamiętam jeszcze jak nasze dziewczyny zwiały nam.My zajęci byliśmy oczywiście gadaniem i młodszymi dziećmi,a te na małych rowerach zajechały do odległej ok 2 km wsi.Sześciolatki rzuciły się w oczy sąsiadowi o czym nas poinformował.Całowałeś je wtedy obie,gdy wystraszone przywiozłeś samochodem do domu...
***
Pamiętam jak na kolanach lub na kucka staliśmy przed łóżkiem na którym leżały obecnie pełnoletnie nasze Młode,a wtedy jako niemowlaki.Ty i mój Chłop byliście na rauszu,ale "gugaliście" do dziewczynek i cieszyliście się,że chcą z wami gaworzyć.
***
Pamiętam jak zapraszałeś nas na swoje wesele:
-A żenię się.Nie ładna,ale nie brzydka,ale żenię się.
Chwaliłeś się pieniędzmi co je dostałeś w ramach prezentu od dziadka.Zgubiłeś je na ulicy przed naszym domem.Szczęściem znalazła je teściowa.
Głupio było nam wszystkim,a najbardziej dla mnie.To ja żartowałam z Tobą,że razem zaszalejemy bo mamy kasę od dziadka.No i Chłopa mego urodziny były akurat...
***

...jeszcze mnie jako 17 latkę podwoziłeś do domu,gdy w wiejskiej świetlicy zasiedziałam się z młodszą siostrą do północy.
-Gdyby nie ta lala co z nią wtedy byłem byś chłopie nie miał żony takiej jaką masz-zgrywałeś się z mego Chłopa

***
..już nie będzie się zgrywał i żartował
nie będzie chętnie służył pomocą innym
miał 43 lata...
***

takie życie...
jedni się rodzą
a drudzy odchodzą...
***





Dopisano...
Mieliśmy wspólnie zjeść swojski  chleb z kiszoną kapustą i z żurawiną z pieca chlebowego...
Byłeś ciekawy jego smaku.
Nie zdążyliśmy...
Obiecałam dziś Twojej żonie,że zjemy wspólnie... z nią i z Twymi dziećmi.