niedziela, 23 października 2011

TAKIE NIEDZIELE TO JA LUBIE!!!!

O 5 rano obudziło mnie pikanie budzika(budzik Chłopa),a potem komórka(czyli mój budzik).Nie chce się wyłazić z ciepłego łóżka jak cholera,ale trzeba.Obowiązki wzywają-niestety.
Mróz -5 orzeźwił,sen odszedł i jakaś taka rześkość na duszę się rozlała...
Niedziela jak niedziela,ale muszę z nią coś zrobić!
Tak więc z samego rana nastawiłam czajnik i zwyczajowy rytuał kawy.Chłop i teściowa zasiedli przy stole,a ja zaproponowałam kawę...ale tylko sobie :P
-Niestety tylko na jedną zostało,więc trudno-wolicie inkę-zasugerowałam:P
Kawy zaparzone,poranne ciche pogadanki o byle czym zaliczone.Ciche,bo Młodziaki(czyt.dzieci/młodzież) śpią.
No i nie ma co robić o 6 rano.Podrzemać...?NIE!!!
 W końcu trzeba zrobić porządek w telefonie,bo numery byle jak zapisane,a ja tego nie lubię.Telefon już prawie 2 miesiące mam ,a nie mogę nad nim zapanować.

Panując już nad telefonem zastanowiłam się jak spędzić wyczekiwaną przez 6 dni roboczych niedzielę.
I tak po kolei i bez zastanowienia:P
*ugotowałam buraki w mundurkach,
*ugotowałam żurek na bazie zakwasu z własnej produkcji,
*ugotowałam jajka do żurku,
*bogracz zrobiłam,(podczas tych 4 punktów słuchałam radia,podśpiewywałam i robiłam takie niby taneczne ruchy :P )
*wzięłam prysznic(nie wzięłam!umyłam się pod prysznicem po prostu:P)
*pogadałam z Młodą,
*poprzekomarzałam się z Chłopem,bo mi nakazywał szybko wracać jak Młodą odwiozę,
*odwiozłam Młodą na PKS do miasta,
*zaliczyłam 2 sklepy robiąc małe zakupy,
*zamyśliłam sobie pojechać gdzieś i poszwendać się...

Nie wiem skąd ten zamysł,ale ja tak mam,że lubię połazić i pogapić się.
Wybrałam swoją trasę rowerową nad Bug.Jeździłam tam latem rowerem,to jesienią autem można.
Pojechałam polną drogą w stronę mostu kolejowego.Fotorelacja .Oczywiście muzyka "trochę głośna",a ja śpiewałam sobie razem z Grabażem.Dobrze,że nikt nie słyszał jak ja śpiewałam:P
Wypasające się na pobliskiej łące krowy patrzyły zdziwione,ale czy to na widok auta czy na  mój głos-nie wiem:P

Wjechałam prawie na sam most.Wariatka,ktoś by powiedział.Ale nikt nie powiedział,bo nikogo nie było na horyzoncie.Zamknęłam auto i poszłam.Pochodziłam,popatrzyłam,popstrykałam fotki.Popatrzyłam na płynącą rzekę,na wiry,na most.Mogłabym tak łazić i łazić,ale zaraz będzie dzwonił(chodzi o Chłopa:P).
Pomacałam się po kieszeni i stwierdziłam brak telefonu.Tak...Został w domu...No i dobrze!
Po powrocie do domu zjadłam conieco i poszłam szukać Chłopa.Chłopa nie było,bo pojechał rowerem obejrzeć uprawy na polach.
-Pojechał beze mnie...-z żalem powiedziałam teściowej udając,że będę płakać;P
-A kto cię wiedział kiedy wrócisz-odpowiedziała ze śmiechem.Pobawiłyśmy się z naszymi młodymi/nowymi psami,pogadałyśmy z kotami,pogłaskałyśmy małego kogucika z opierzonymi nogami i czubkiem na głowie.
-Eh!!! Chyba i ja pojadę rowerem...
...i pojechałam.Mimo,że słońce świeciło to ręce zmarzły,więc z powrotem do domu gnałam ile sił w pedałach.Już nie czas na rower!
W domu zajrzałam z kąta w kąt i postanowiłam pójść do lasu.Tak po drodze na pastwisko ,gdzie pasą się krowy zajrzę do lasu.Tak na kilka minut.Ciekawe czy jakieś grzyby są jeszcze...
W lesie znalazłam jednego podgrzybka,kilka kurek i kilka korzeni pozostawionych po gąskach zielonkach i gąskach siwych."Zamiast się szwendać nad Bugiem było mi do lasu iść!"-pomyślałam.Z lasu popatrzyłam na pastwisko."To już pewnie jedne z ostatnich dni wypasu krów..."
Popędziłam krowy do domu.Podoiliśmy.I w końcu mogłam się zająć tym co odłożyłam na wieczór.Burakami.Obrałam i zważyłam. Z 5 kg zrobiłam sałatkę z papryką,cebulą i czosnkiem;a pozostałe do kiszenia.Gdy buraki się pasteryzowały to miałam czas na zabawę kasztanami,gadanie przez telefon z Młodą,odpisywanie smsów koleżance.W miedzy czasie podjadałam zakiszoną kapustę zapijając ją zieloną herbatą .Niezłe połączenie,a wszystko na zdrowie.Przemawiałam też do swego sumienia,by się opanowało i nie dręczyło mnie jak zjem miętową czekoladę.Czekoladę włożyłam do lodówki z postanowieniem,że sumienie musi być czyste :P
21godzina,więc można trochę do kompa zajrzeć.
Zajrzałam i popisałam.
Napisałam o fajnej niedzieli.
Oby takich niedzieli było więcej...Taka luźna ta niedziela była-no nie?
;)

4 komentarze:

  1. dzień pełen wrażeń ;)..fajnie tak na rzekę popatrzeć..jeszcze rybki połowić :)..
    na rowerze i zimą się jeździ, tylko odpowiednio ubrać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień jak co dzień, dzień po dniu... Zwykłe wiejskie życie. Z Teściową chyba się dogadujecie. To fajne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ ta niedziela była fantastyczna:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ ta niedziela była pracowita..:)

    OdpowiedzUsuń

Pisz śmiało co myślisz!
Bo ja tak robię ;)
Pozdrawiam!

P.S.
Jeśli nie odpowiem na Twój komentarz lub nie ustosunkuję się do niego to wcale nie oznacza,że lekceważę osobę komentującą.Tak mam po prostu ;)
P.S.2
Anonymous annoyed me ;/
Away with spam !