wtorek, 25 grudnia 2012

Dumka okołoświąteczna

Jakby nie było dzień wigilii zwiastujący Boże Narodzenie minął.Przyszły dwa świąteczne dni Bożego Narodzenia.Świętujemy w swój ulubiony sposób.Z rodziną w domu,na spacerze,z wizytą u znajomych,na pasterce lub mszy w kościele.Ale są tacy jak ja co nakręceni atmosferą świąt dokonują wielu przemyśleń i próbują ułożyć w głowie odpowiedź na pytanie:czy ja lubię święta?
Nie obiecuję,że to co napiszę będzie jakoś uporządkowane...będą wspomnienia i rozmyślania zarówno radosne jak i te  smutne.

            Mieszkam w okolicy gdzie święta BN są obchodzone w dwóch obrządkach:katolickim i prawosławnym.Wyznawców jest mniej więcej pół na pół a ja zaliczam się do tych drugich.Chociaż nie wiem czy można mnie uznać za wyznawcę,bo moje praktyki religijne są mierne.Już jako dziecko zadawałam mnóstwo pytań dla dorosłych związanych z religią i świętami.Jako takiej odpowiedzi nie dostawałam.Zazwyczaj było to zdawkowe:tak ma być,taka jest tradycja itd.Nikt nie siadł i nie porozmawiał ze mną o magicznym czasie świąt.Dlatego święta z domu rodzinnego wspominam jakoś niechętnie-byłam dzieckiem-bo byłam,ale byli ważniejsi ode mnie ,a ja byłam zawsze gdzieś z tyłu i do czarnej roboty.Moja "toksyczna" mamusia nigdy mnie nie pogłaskała po głowie,nigdy nie przytuliła,nie mówiąc już o rozmowie...Po latach zrozumiałam jak mi tego brakowało...
Może dlatego do dziś sentymentem darzę wiersz  Tadeusza Kubiaka "Wieczór wigilijny"

Biały obrus lśni na stole,
pod obrusem siano.
Płoną świeczki na choince,
co tu przyszła rano.

Na talerzu kluski z makiem,
karp jak księżyc srebrny.
Zasiadają wokół stołu
dziadek z babcią, krewni.

Już się z sobą podzielili
opłatkiem rodzice.
Już złożyli wszyscy wszystkim
moc serdecznych życzeń.

Kiedy mama się dzieliła
ze mną tym opłatkiem,
miała w oczach łzy, widziałem,
otarła ukradkiem.

Nie wiem, co też mama chciała
szepnąć mi do ucha:
bym na drzewach nie darł spodni,
pani w szkole słuchał…

Niedojrzałych jabłek nie jadł,
butów też nie brudził…
Nagle słyszę, mama szepce:
- Bądź dobry dla ludzi.

Po latach zrozumiałam jak mi tego brakowało,by ktoś z czułością tak do mnie powiedział...
Po latach wspominam jak nakazywano nam pościć do wigilijnej kolacji.Nie wiem co ten post miał wnieść w życie dziecka.Nie wiem też po co wymyślono zwyczaj próbowania wszystkich wigilijnych potraw.Pamiętam jak babcia powtarzała:-"Musisz wszystkiego spróbować ,bo ile nie spróbujesz tyle przyjemności cię ominie". Na kisiel z owsa i śledzia we wstrętnym oleju nie dawałam się namówić mimo wszystko.Dań zawsze miało być 12.Najbardziej mi przypadała do gustu smażona ryba,kapusta z grzybami,kotlety z suszonych grzybów,pszenne placki drożdżowe,sałatka warzywna zwana śmietnikiem,ryż z makiem(wiem teraz ,że to białoruski zwyczaj),kompot z suszonych gruszek.Najbardziej pamiętam wymienione potrawy,bo je lubiłam lub nie.
Pamiętam też,że prezenty kupowano  tylko dlatego,"by w szkole nie gadali,że nie dostali prezentów"
Na stole był biały obrus,odświętne nakrycia wraz jednym dodatkowym.-Po co?-Bo tak trzeba!Tyle się dowiedziałam... Pod obrusem było siano z którego babcia kazała nam wróżyć wyciągając pojedyńcze źdźbła .Jakie było wyciągnięte źdźbło takie miało być zamążpójście.Np trawa krótka i bez wiechcia oznaczała,że blisko i chłopak miał być biedny.Już wtedy wydawało się mi to głupie i wcale tego nie brałam za zabawę.Od stołu nie powinno było się wstawać ,by kury dobrze jajka niosły.Wigilii zawsze towarzyszyła choinka sztuczna lub żywa.Na choince wisiały cukierki-sople,które wraz rodzeństwem wyjadaliśmy w tajemnicy i na miejsce cukierków wkładaliśmy przedmioty imitujące sople.Nieraz za to dostawaliśmy lanie.Tzn ja dostawałam jako najstarsza.Choinka była ubrana w co się dało.Były baletnice z papieru,których nienawidziłam.Były bombki wszelkiego kalibru i koloru.Był włos anielski i łańcuchy z papieru.Ostatnie lata mego dzieciństwa napawały mnie dumą,że choinkę zdobi łańcuch ze słomy i bibuły oczywiście mego wykonania.Była też obecna kolada czyli cienki snopek z niewymłóconej słomy robiony przez gospodarza.I właśnie ten gospodarz często,gęsto psuł atmosferę wigilii i świąt odurzeniem lub kacem alkoholowym.Dochodziły też częste kłótnie matki i babki.Ciągłe żale,pretensje,oskarżenia.
Mało kto by lubił takie święta...
To co z rzewnością  wspominam to fakt,że po wigilii szłam do obory lub do chlewa,by posłuchać jak zwierzęta przemawiają ludzkim głosem.Zazwyczaj wynosiłam kawałek placka lub chleba.Żadne ze zwierząt nigdy nie przemówiło.Kończyło się na moim monologu skierowanym do zwierzaków. Monolog dotyczył niezbyt dobrego obchodzenia się z nimi przez gospodarza.Zwierzaki zawsze musiałam wygłaskać,by zrekompensować im cierpienie.
Czyli to wspomnienie też nie należy do najmilszych...

Jako 18-letnia mężatka postanowiłam coś zmienić w kwestii wigilii i świąt.Chciałam by było normalnie.Jak "u ludzi"...
 Taką właśnie była wigilia u siostry Chłopa zamieszkałej na Śląsku.
Wrażenia moje były jak najbardziej pozytywne.Atmosfera była bardzo radosna i rodzinna. Szwagrostwo stanęło na wysokości zadania i czułam jakbym tych ludzi znała od bardzo dawna.Sympatycznych chwil nie zepsuły makówki i śledź w śmietanie(które jadłam z grzeczności) oraz moje gapiostwo przez które szwagier  rozbił głowę.
Przy wigilijnym stole nie brakło nam tematów do rozmów.Ponadto dzieci szwagra hasały w papierowych maskach co im podlaski mikołaj przyniósł.
W ogóle to była nasza pierwsza wigilia młodego małżeństwa.Zostały z niej wspomnienia i papierowe zdjęcia,które niedawno oglądaliśmy z Młodą.
-Mamo! Jaka ty uśmiechnięta byłaś!-wykrzyknęła Młoda.
   Kolejne święta bywały różne.Zdarzało się,że na kolację wigilijną mieliśmy konserwę rybną z dokrojoną cebulą,kupną sałatkę warzywną i kawałek śledzika.I było nam dobrze z tym. Ponadto co zrobić można w ciasnym domu,z małą ilością środków finansowych, z nikłą ilością czasu? Niewiele,ale zarazem dużo.Można ustawić choinkę,by dzieci miały z niej radochę,można zaprosić sąsiada,by w przebraniu Mikołaja odwiedził dzieci.Można się cieszyć z tego wszystkiego i cieszyć się,że inni się cieszą(w tym wypadku dzieci).
 Wigilię zazwyczaj spędzaliśmy sami czyli domownicy.Czasami przyjeżdżał szwagier na "drugie święta".Raz zdarzyło się ,że niespodzianie swoją obecnością zaszczyciła nas moja matka.Nie wyjaśniła nawet co się stało,że tak nagle zapragnęła być z nami,a my nie pytaliśmy.Jednakże czuliśmy się nieswojo...Do dziś pamiętam jej zgorszenie na twarzy:-Jak to ?Prosfory nie macie? Nie było komu pójść do cerkwi po prosforę???
  Gdy dzieci były ciut większe  zaczęliśmy wspólnie układać menu wigilijne.Obowiązkowo  kompot z suszu,śledzik tradycyjny,śledzik z grzybami marynowanymi i cebulą,smażona ryba,szuba,pierogi z kapustą i grzybami,barszcz z uszkami,kotlety z suszonych grzybów,kisiel(zamiast owsianego był owocowy specjalnie dla dzieci),sałatka wielowarzywna tzw śmietnik,drożdżowe racuszki z jabłkiem i rodzynkami,kapusta z grzybami.Dzieci chętnie pomagały w świątecznych przygotowaniach.Cieszyły się choinką nawet tę najmniejszą.Żeby zwiększyć im radość z choinki wymyśliliśmy,że uczepimy ją przy suficie tuż nad telewizorem.Niestety pomysł nasz spotkał się z niezbyt przychylną aprobatą,bo "to nie jest po chrześcijańsku wieszać drzewko"...
 Tylko nikt mi nie powiedział  gdzie mam umieścić choinkę w ciasnym domu,by małe dzieci były bezpieczne i zadowolone z obecności drzewka.
Minęło sporo lat,gdy w 2006 roku pierwsze święta spędzaliśmy w nowym domu.Choinka oczywiście była okazała i strojna.Chociaż nie taka jak bym ja chciała.Marzyły mi się dekoracje ze słomy i szyszek jodłowych.Dekoracje zakupiłam w markecie,a po szyszki wybrałam się osobiście.I to nic,że musiałam włazić wysoko na drzewo.Szyszki się prosiły,by być na naszej choince.Zresztą są tam do dziś-sprawdzałam niedawno ;)



Skwapliwie je zerwałam i pomalowałam sprey-em na kolor srebrny.
Problem był gdy choinkę trzeba było stroić.W teściowej też odezwały się jakieś tęsknoty i upierała się na różne,bardzo dziwne ozdoby.Ja ustąpiłam,a dzieci(obecnie młodzież) targuje się do dziś o wygląd choinki.Babcia swoje,a młodzi swoje. Chcą drzewko srebrno-niebieskie albo czerwono-złote.
Od tamtego czasu nie uczestniczę w ubieraniu choinki.Mimo tego będąc w lesie na grzybobraniu targuję się z Chłopem która choinka jest ładniejsza.Gdy przychodzi czas,by pójść i ją wyciąć zapominam ,gdzie rosła.Szczerze mówiąc wolałabym ,by drzewo zostało w lesie.Może jakiś grzyb by pod nim urósł...W ramach rekompensaty za wycinanie drzewek z lasu postanowiliśmy,że co roku będziemy sadzić na naszych działkach leśnych po 100 świerków.Zamiar ten wykonaliśmy na razie tylko raz.Świerki rosną ,a teściowa zamartwia się,że za niedługo będą je kraść i trzeba by było uciąć boczne gałęzie dla zniechęcenia.
-Przecież choinkę też kradniemy-odpowiadam z ironią,żalem i poczuciem winy jednocześnie.
-Jak ktoś nam ukradnie to chyba nie będzie wielkiego problemu.Bynajmniej dla mnie.Zresztą dosadzimy jeszcze,bo jest miejsce.Nic nie poradzę,że w tutejszym zwyczaju jest kradzież drzewek z lasu.
Odnośnie babci/teściowej mamy dosadne przemyślenia.Rok temu Młoda zwierzyła mi się w tajemnicy,że całe kieszonkowe oddała na słodycze dla dzieci z domu dziecka.W tym roku zamiast prezentów mikołajkowych kilka osób z jej klasy chciało zebrać pieniądze przeznaczone na owe upominki i przeznaczyć na podobny cel.Fochów było co niemiara,a Młoda się dziwiła:
-Jak można być tak ciemnym,by twierdzić ,że wolę dostać drobny prezent niż dać jakimś dzieciom...Mamo! Ludzie są po****ni!!!! I tak te bibeloty pójdą za jakiś czas do kosza!!!
-Co zrobisz jak nic nie zrobisz...-odpowiedziałam Młodej.
Młoda się zawzięła i jako wolontariusz spędza czas z dziećmi pomagając im odrabiać lekcje itp.Nie znam szczegółów.Wiem,że w jakiejś świetlicy.I jestem z niej dumna :)
Jeśli chodzi o prezenty to były one dla mnie zawsze koszmarem.Nawet ostatniego roku,gdy finanse pozwoliły na prawdziwe prezenty.Chłop i Młody dostali swetry, z których się bardzo ucieszyli.Teściowa apaszkę na punkcie których ma bzika.Młoda dostała komplet biżuterii,który okazał się nietrafionym prezentem.Ja dostałam w prezencie postanowienie,że nigdy więcej nie będę robić prezentów niespodzianek.

Wczorajszego wigilijnego dnia poszperałam po necie.
Poczytałam o pustym talerzyku i wspomniałam autorkę tego wątku. Trafiłam także na wigilijną opowieść   i doszłam do smutnego wniosku,że nie wszyscy radują się ze świąt. Zamiast kolęd słuchałam Lady Pank





Te piosenki bardziej docierają do człowieka niż kolędy.
 Ponadto przyniosłam ze strychu dekoracje świąteczne.Wszystko trzeba przetrzeć,odkurzyć i ewentualnie naprawić.


 Stroik,który mi przyniósł listonosz stoi i dumnie się świeci.


Dziękuję!


Nie będę więcej ględzić!
 Pomyślę o tym,że na wigilię zrobię zupę z ryby,którą wszyscy lubimy.Zrobię panierowane kapelusze suszonych grzybów,pstrąga z migdałami.Może rybę pod beszamelem? Obowiązkowo śledzik musi być i dużo grzybów marynowanych.I pierogi koniecznie,bo jak mówi Młody wigilia nie może być bez pierogów.Swoją drogą ciekawe czy będzie miał czas mi pomóc robić te pierogi.
Obiecałam sobie,że nie będę szaleć z jedzeniem.
Muszę się zmieścić w limicie finansowym przeciętnego Polaka ;).A prezentów nie będzie.Chyba,że bankomat mi nie pokaże figi i będzie można zrobić Młodym przelew "od Mikołaja".

We wczorajszy wigilijny wieczór wypiłam symboliczną lampkę wina,by być myślami z tymi co mieli o mnie myśleć w trakcie wieczerzy wigilijnej;z tymi co przysłali życzenia świąteczne;z tymi co dzwonili(tzn próbowali,ba ja jak zwykle nie zawsze pod tel jestem).Wspomniało mi się nieobecnych i tych co nie mam z nimi kontaktu.
Myślami byłam też z rodziną szwagra.Mój Chłop i młodzież pojechali w przeddzień wigilii.Dzwonią coraz z obawy czy wyrobię z tym wszystkim co zostało na mojej głowie.A ja wieczorem rozmawiałam jak zwykle z psem Benkiem,Mikim i Morusem.Kotom powiedziałam,że mają otwarte piwniczne okienko i mogą wyjść na podwórko.
Krowy i cielęta też gadały ze mną.Ponaglały,że chcą jeść i pić ;D
Na pobliskim stawie krzyczały kaczki.Krzyk ten przyjęłam za drwinę.
Dziś pójdę je upolować aparatem fotograficznym i to zaraz.
Ale wpierw złożę życzenia wszystkim czytelnikom mego bloga.

                  Życzę Wam dużo zdrowia,szczęścia i wszelkiej pomyślności.Niech się Wam dobrze dzieje!!!!
(a mówiłam,że nie umiem składać życzeń  ;>)





Ponadto w święta lubię Sofię Rotaru.Może posłuchamy razem?







sobota, 15 grudnia 2012

Ku pamięci!


Ostatnie moje wspomnienie o Tobie...
...jak biegasz po swoim podwórku w roboczych spodniach uciętych naprędce tuż za kolanem i  ściśniętych paskiem, w poplamionym podkoszulku i usiłujesz pomóc memu Chłopu przy naprawie kombajnu.Przedłużacz,wiertarkę,przecinarkę i komplet kluczy przynosisz w locie i nadzorujesz prace naprawcze.Któż by lepiej się znał niż Ty! Przecież zęby na tym zjadłeś jak mówiłeś sam o sobie.
-Zaraz naprawimy!Nie panikuj!- i zapaliłeś kolejnego papierosa.Biegając od garażu do kombajnu  flirtowałeś ze mną i pokrzykiwałeś do swojej żony,by nie podsłuchiwała.Swymi beztroskimi żartami rozładowałeś napiętą atmosferę jaka powstała w wyniku awarii maszyny i zbliżającej się burzy.
-Chodź się czegoś napijemy.
- A co masz?-żartowałam
-Zależy co chcesz.
Kochanie!Zaraz jedziemy!-krzyknąłeś w głąb domu

I poszedł do domu.Zanim skończyłyśmy pić kawę wyszedł umyty,ogolony i ubrany "do ludzi".
Spodnie na nim wisiały,bo schudł ok 20 kg...

To jednak nie ostatnie wspomnienie...

Mieliśmy odwieźć Młodą na ognisko,które zorganizowała Twoja Młoda. Mój Chłop postanowił,że się wprosimy i my.Przy okazji Chłop wspomniał rozmowę z Tobą,że z żalem powiedziałeś,że: - "jak zwykle będziecie się wybierać nie wiadomo ile i przyjedziecie na ten ostatni raz..."
Pojechaliśmy.Ognisko się paliło i wszyscy siedzieliśmy pod starą kosztelą.Młodzież żartowała ,a Twój syn szturał kijem w ognisku jakby nieobecny...
Martwili się wszyscy o Twoją Młodą,bo pojechała motorem po znajomych,którzy jadąc z daleka na ognisko zabłądzili i nie wiedzieli gdzie są.
Ty polemizowałeś,"że młodzi,że się znajdą,że mają telefony,że nie ma się czego martwić dopóki nic się nie stało,że młoda sobie poradzi"
I za jakiś czas usłyszeliśmy ryk motorów.
Impreza się zaczęła ,a my jako "starostwo" ewakuowaliśmy się do domu.Tam gadaliśmy i gadaliśmy.Syn siedział wciąż przy Tobie i skrupulatnie wykonywał wszystkie Twoje polecenia.Przynosił nam kiełbaski z ogniska,robił kompot,wprowadzał motory do garażu.Przyniósł też zegarek(oczywiście na Twoją prośbę).Kazałeś ten zegarek założyć memu Chłopu a potem mnie.Zapytałeś czy zdajemy sobie sprawę ile kosztował.
-Gdyby był oryginalny to kosztowałby...(i wymieniłeś niebagatelną sumę).Ale to podróba.Młody będzie miał ,by wyrywać dziewczyny-żartowałeś.
Twoja Młoda wniosła smakowicie pachnącą karkówkę.
Obczęstowała wszystkich nas siedzących i postawiła na stole.
-A chuj tam! i ja zjem kawałek!-i wziąłeś dosłownie jeden kęs na widelec.Dyskutowaliście z żoną o konsekwencjach tego czynu,ale dyskusję zakończyłeś żartując,że nawet jedzenia własna żona żałuje.
Siedzieliśmy do późna w nocy gadając o wszystkim i o niczym.Byłeś  zmęczony, a nam się gadało i gadało.Nie pamiętam nawet o czym.Leżałeś na kanapie i prosiłeś byśmy jeszcze nie jechali.Gdy mieliśmy odjeżdżać to obowiązkowe  gadanie przy samochodzie zaliczyliśmy.Tak już u nas było,że mamy sobie wzajemnie tyle do powiedzenia,że wyobrazić się nie da...
***
Pamiętam dokładnie jeszcze jak 2 lub 3 lata temu leżeliśmy na kocu przed domem.Nas 4 dorosłych i 2 kaski motocyklowe.Kaski służyły nam za poduszki pod głowę i coraz sprzeczaliśmy się czyja teraz kolej "do poduszki".Tuje dawały upragniony cień,a sąsiedzi spacerujący leniwie po wsi zaglądali ciekawie na nasze podwórko.A my jak gówniarze chichotaliśmy i żartowaliśmy.Gdy wsiadaliście na motor mocno użyłeś klaksonu i z piskiem odjechałeś.Żona objęła Cię mocno "przez pół". Cała Wasza rodzina "zakochana" w motorach.Szybko zniknęliście za zakrętem...

Wydawali się tacy szczęśliwi...Mimo wszystkich problemów życiowych jakie pokonali...

***
Pamiętam jak w mieście się spotkaliśmy.Zawołałeś  nas do swego nowego samochodu.Siedzieliśmy i gadaliśmy,aż szyby nam pozamarzały i my zmarzliśmy.Zimą to było...
***
Pamiętam jeszcze jak nasze dziewczyny zwiały nam.My zajęci byliśmy oczywiście gadaniem i młodszymi dziećmi,a te na małych rowerach zajechały do odległej ok 2 km wsi.Sześciolatki rzuciły się w oczy sąsiadowi o czym nas poinformował.Całowałeś je wtedy obie,gdy wystraszone przywiozłeś samochodem do domu...
***
Pamiętam jak na kolanach lub na kucka staliśmy przed łóżkiem na którym leżały obecnie pełnoletnie nasze Młode,a wtedy jako niemowlaki.Ty i mój Chłop byliście na rauszu,ale "gugaliście" do dziewczynek i cieszyliście się,że chcą z wami gaworzyć.
***
Pamiętam jak zapraszałeś nas na swoje wesele:
-A żenię się.Nie ładna,ale nie brzydka,ale żenię się.
Chwaliłeś się pieniędzmi co je dostałeś w ramach prezentu od dziadka.Zgubiłeś je na ulicy przed naszym domem.Szczęściem znalazła je teściowa.
Głupio było nam wszystkim,a najbardziej dla mnie.To ja żartowałam z Tobą,że razem zaszalejemy bo mamy kasę od dziadka.No i Chłopa mego urodziny były akurat...
***

...jeszcze mnie jako 17 latkę podwoziłeś do domu,gdy w wiejskiej świetlicy zasiedziałam się z młodszą siostrą do północy.
-Gdyby nie ta lala co z nią wtedy byłem byś chłopie nie miał żony takiej jaką masz-zgrywałeś się z mego Chłopa

***
..już nie będzie się zgrywał i żartował
nie będzie chętnie służył pomocą innym
miał 43 lata...
***

takie życie...
jedni się rodzą
a drudzy odchodzą...
***





Dopisano...
Mieliśmy wspólnie zjeść swojski  chleb z kiszoną kapustą i z żurawiną z pieca chlebowego...
Byłeś ciekawy jego smaku.
Nie zdążyliśmy...
Obiecałam dziś Twojej żonie,że zjemy wspólnie... z nią i z Twymi dziećmi.



czwartek, 29 listopada 2012

Wariaty!...czy dzieciaki? ;)

Siedzieliśmy wczoraj z Chłopem na naszej ławce pod domem.Głaskaliśmy naszego kociego pupilka Dżona.Kot się prężył do głaskania i mruczał,a my zamienialiśmy się coraz w roli głaskającego.To Chłop głaskał kota, to ja.Jak dobrze było tak posiedzieć...aż się nie chciało wstawać z ławki...
- Weź mnie zanieś,bo mi się nie chce iść-powiedział Chłop
-Pewnie! Jeszcze czego! Zresztą opita jestem i mi samej ciężko jakoś...
Zaczęliśmy wspominać nasze wcześniejsze wygłupy u znajomych ,gdy Chłop nie chciał iść do samochodu,by jechać do domu i zażartował podobnie : "zanieś mnie"
Niewiele wtedy myśląc nastawiłam kark ,by wskoczył na barana co on skwapliwie uczynił.Śmiechu było co niemiara, a ja sama ledwie szłam (ze śmiechu) z Chłopem na plecach.
Śmieliśmy się z tego mego wyczynu,aż Dżon się spłoszył.Oboje zaczęliśmy go nawoływac "kici,kici" ale on dumnie pomaszerował swoimi kocimi ścieżkami.I tyleśmy go widzieli....aż do czasu gdy w piwnicznej kuchni nabieraliśmy ciepłą wodę dla cieląt i usłyszeliśmy skrobanie w blaszany parapet.
-No zobacz jak szybko mu się do nas zanudziło-rzekł  Chłop.
-Wpuszczę go.
-Ale nie przez okno!
-Oj tam!Otworzę okno i wezmę go na ręce.Nic Ci nie powywraca,nie bój się o swoje dynie.Zobacz jak on prosi,by go wpuścić...


Kot został wpuszczony,ale niecierpliwie szukał swego miejsca pod biurkiem (tu foto)
Miejsca nie było,bo biurko emigrowało w cieplejsze miejsce.Jednak piwniczna kuchnia zyskała nowy mebel w postaci obrotowego krzesła do komputera.Krzesło mam wyczyścić i odstawić we właściwe miejsce czyli przed komputer.Tymczasem krzesło cierpliwie czeka na  czyszczenie ,a ja w miedzyczasie gdy Chłop napuszcza ciepłą wodę kręcę się na nim jak na karuzeli.Chłop patrzy i mówi:-oj dzieciaku ,dzieciaku- i oczy mu się śmieją ;)
-Chcesz się pokręcić -pytam
-Nie ma czasu,bo trzeba Dereszka i Łaciatkę  napoić.
-Jeszcze tylko raz -mówię prosząco i zakręcam się na krześle z okrzykiem "juhuuuuuuuu"
Po czym idziemy na podwórko.Tam trzeba wygłaskać cielęta i nowo zakupione krowy.Krowy sami  nazwaliśmy(bo zazwyczaj robiły to dzieci,ale dzieci dorastają a zwierzęta muszą mieć imiona ;) ).Jedna Ciapata bardzo lubi głaskanie,druga Bohunka vel Czorna.Z tą Bohunką to się przekomarzamy,bo Chłop mówi,że to moja kuzynka.Imię jej pochodzi od buńczucznego Bohuna i nawet dziś udowodniłam Chłopu,że mam rację .Przeczytałam mu fragment powieści "Ogniem i Mieczem"

"... ty będziesz jak księżna Wiśniowiecka, zamków ci nazdobywam, pół Ukrainy ci daruję - bo choć ja Kozak, nie szlachcic, ale ataman buńczuczny, pode mną dziesięć tysięcy mołojców chodzi, więcej niż pod kniaziem Jaremą. Proś, czego chcesz, byleś nie chciała uciekać ode mnie - byleś została ze mną, hołubko, a pokochała!..."

-I co Bohun buńczuczny jest!? i pokazałam Chłopu język.
Teściowa określiła nasze przekomarzanie,że my 2 szkodne koty i najlepiej nas do worka wsadzić to się pogodzimy.
-Mamo! Toż my się nie kłócimy!-śmieje się Chłop.
-Wariaty i tyle-powiedziała udobruchana teściowa.
-Sama mówisz,że Ciapata jest jak pies bo normalnie się łasi ,a z nas się śmiejesz,że wariaty-powiedziałam z obrażoną miną do teściowej.

Wariatami byliśmy już sporo czasu temu,gdy kilka lat temu z koleżanką biegałyśmy na czworaka po dywanie ,a na naszych plecach jeździły moje dzieci.Ileż było radości i zabawy i dla nas i dla dzieci.Zepuła wszystko sąsiadka,która niespodzianie weszła i była zgorszona naszymi poczynaniami.
My jednak to systematycznie wspominamy oglądając stare papierowe zdjęcia.Ponadto od kilku lat systematycznie chodzimy jeździć na workach z sianem.Zbiera się wtedy spora grupa ,a Chłop żartuje,że wszystkie siano ze stodoły zniknie,by wszystkim worki ponapychać.Do zabawy dołączają koledzy Młodego i raz była moja kumpela z pracy z dziećmi i z mężem.Okrzyki radości rozlegały się po całej okolicy.Było bardzo wesoło .Wiem,że niejeden dorosły by do nas dołączył,gdyby nie stwierdzenie,że dorosłym nie wypada.
-Wypada,wypada-mówię krótko do tych powąpiewających.
Dziwnym trafem młodzież zjeżająca na workach nie twierdzi,że my dorośli robimy coś złego szalejąc na śniegu.To dorośli tak twierdzą.
-Chyba nie dorośli do tego by się dobrze bawić-mówię sama do siebie(ale to ich problem-myślę sama do siebie)
Bardzo podoba mi się myśl :
"Na to, żeby mieć szczęśliwe dzieciństwo nigdy nie jest za późno." 
Anthony Robbins 



...i to jest wg mnie prawda.Jako dziecko zawsze chciałam bawić się kasztanami,ale nikt nie chciał ze mną iść ich nazbierać.Bo to daleko było i właściciela kasztanowca moja rodzina nie lubiła.Więc obecnie nie odmawiam sobie radości ze zbierania i noszenia kasztanów.mam poduszki z kasztanów,mam kasztany w torebkach i we wszystkich możliwych kieszeniach jesiennych ubrań.
-Oj matka,matka-mówi Młody,gdy kucam by wziąść kilka kasztanów ,które spadły na asfalt jeden z głównych ulic naszego pobliskiego miasteczka-Jak mała dziewczynka się zachowujesz!
-Bachór normalnie-zgrywa się kumpela z pracy,gdy podczas przebierania się do pracy wyskoczy mi z kieszeni kasztan i potoczy się w jej kierunku.
-Oddaj mi mego kasztana i to już-przekomarzamy się
-Po co je nosisz-pyta druga
-By nie mieć reumatyzmu-żartuję ;)
Po prostu lubię kasztany.Tu mam małą galerię  (Moje kasztany)  

W chwili gdy pisałam post Chłop narzekał i pokrzykiwał wysłuchując wiadomości w TV.Mówiono o współtwórcy, kultowych już, polskich bajek "Reksio" i "Bolek i Lolek" i o tym jak 86-letni animator żyje w fatalnych warunkach. Chłop ubolewał nad tym,bo Reksia bardzo lubi i Bolka i Lolka też.Ubolewał nad losem ludzkim jaki to niewdzięczny jest (ten los czy ludzie ...? ).Ubolewał nad chorym dzieckiem.Po obejrzeniu prognozy (śnieg nadają ;> ) zasnął jak dziecko na kanapie.Na kanapach tych jeszcze 3 lata temu(gdy młodzież obojga uczęszczała do gimnazjum) toczyły się zażarte walki ojciec kontra Młode.Młodzież chciała do spółki pokonać ojca.Kończyło sę krzykami teściowej,że durnie,że wariaty,że wszystko pościągane i bałagan robią.Byli straszeni przez babcię pasem i wszyscy ze śmiechem uciekali(Chłop też ;D).
Wracając do nadchodzącej zimy;>
Zostałam obdarowana czapą na zimę,a dokładnie peruwianką.Wystąpiłam w niej w drodze do i z  pracy.Oglądali się za mną i żartowali,a ja miałam ubaw z tego jak mnie ludzie określą w takiej czapce.Zazwyczaj oglądano i żartowano.Jedna starsza koleżanka powiedziała,że "dzieciaki w takich chodzą"
-Toż ja nie stara baba przecież-odpowiedziałam i pobiegłam w kierunku swego auta
W oczekiwaniu na koleżankę co ze mną jeździ włączyłam muzykę.Dość głośno ;D
 

 
 
 
p.s. czcionkę poprawię wkrótce,bo mi się coś namieszało  ;>

środa, 21 listopada 2012

Dlaczego???

Dlaczego ludzie wokół mnie zadają tyle  pytań?
I to (w moim mniemaniu) głupich pytań.Rzekomo nie ma głupich pytań.Rzekomo są tylko głupie odpowiedzi.Staram się nie łamać tej reguły,ale czasami się nie da.

-Dlaczego ubierasz się w bluzę z kapturem?
-Dlaczego jeździsz rowerem skoro masz dwa auta?
-Dlaczego wybudowaliście taki duży dom?
-Dlaczego dzieci wysłałaś do szkoły odległej o 100 km jak podobne szkoły są bliżej?
-Dlaczego wozisz swoim samochodem tą idiotkę co ubiera się w "babcine" ubrania?
-Dlaczego nie jeździsz do  sklepu na promocje?
-Dlaczego wysłuchujesz tego starego idioty z kulami?
-Dlaczego nie chodzisz na niedzielne nabożeństwa?
-Dlaczego zrobiłaś takie małe zakupy w dużym markecie?
-Dlaczego masz dużo kotów?
-Dlaczego nie odbierasz telefonu ?(9 połączeń w ciągu 30 minut ;/ )
-Dlaczego nie chcesz iść na imprezę zapustową za jedyne 130 zł ?


Teraz odpowiem na w/w pytania ...

-Bo lubię!
-Bo lubię!
-Bo lubię dużo przestrzeni życiowej chociaż nie cierpię na klaustrofobię
-Bo tak sobie wymarzyły moje dzieci i dla mnie jest tak wygodniej!
-Nie uważam nikogo za idiotę z błahych powodów i żaden styl ubierania mi nie przeszkadza-nawet "babciny" ;)
-Nie potrzebuję produktów z promocji !
-Staram się każdego wysłuchać !
-Nie widzę potrzeby bym uczęszczała na nabożeństwa.
-Kupuję tylko to co mi jest potrzebne.
-Lubię koty.
-Czasami mam takie zajęcia,że nie mogę odebrać telefonu lub nie zawsze mam go przy sobie .
-Nie bawią mnie imprezy gdzie akurat TU i TERAZ  muszę się dobrze bawić.

Co jest głupie? Ludzkie pytania czy moje odpowiedzi?
Czasami jest źle odpowiedzieć wprost to co się myśli.Czasami trzeba zbyć półżartem półserio.
Mnie dręczy jeden problem...Dlaczego ludzie interesują się tylko tym,by żyć modnie i wygodnie?
Dlaczego ludzie lubią szydzić z siebie nawzajem?
Dlaczego nie szanują "inności " innych?

Zadałam kiedyś pytanie pobożnej koleżance:
-Czy jestem dużo gorszym człowiekiem,że nie uczęszczam na nabożeństwo co niedzielę ?
-Nie.Ty nie-odpowiedziała mi koleżanka
-A inni są gorsi?
-.......
Dlaczego mi nie odpowiedziała???
Nie drążyłam tematu,bo po co...
Dziś ubrałam bluzę z kapturem do pracy i na dzień dobry ta sama koleżanka zapytała mnie czy ja jestem małpa,że małpuję młodych?!
Hmmm...Jak nie ugryzie to uszczypnie;/


Chciałam uszczęśliwić sporą grupę ludzi wsadzając ręce w gówno.Gówno wyrzucone zostało za burtę,a ja myślałam,że będzie lepiej i jeszcze lepiej.I gówno prawda!
No i znowu pytanie "dlaczego" ?
Dlaczego ludzie sami nie wiedzą czego chcą?
Dlaczego jak mają dobrze to chcą jeszcze lepiej?
Dlaczego są wiecznie nieszczęśliwi,niezadowoleni,naburmuszeni?
Dlaczego muszę się stresować przez czyjeś  myślenie tylko o sobie?

Nie ! Nie będę się stresować!Przyjmuję od dziś zasadę,że nie warto uszczęśliwiać tych co nie chcą być szczęśliwi.Chłop mój przecież ciągle powtarza,że nie uszczęśliwię całego świata.Wiem,że zrobiłam dobrze i niech się dzieje co chce mam to w dupie!


Aaaaaa.... I może jeszcze ktoś mi zada pytanie dlaczego akurat takiej muzyki słucham a nie innej?
No nie! To już by była złośliwość z mojej strony ;)
Wpierw słuchałam Ferbenów a na koniec Kawałek Kulki,a że muzyka łagodzi obyczaje i poprawia kondycję mózgu to zapewne tak będzie :)











piątek, 2 listopada 2012

Żeby mi się zawsze tak chciało jak dziś !

...i proszę tu nie szukać żadnych podtekstów<nono>

Cały dzień 1 listopada spędziłam w piwnicznej kuchni.I to nie z okazji w/w dnia i licznych gości,którzy przyjechali na groby bliskich.Tak po prostu wcześniej zaplanowałam sobie robotę.Ranek rozpoczęty kawą i szperaniem w necie i odkryciem nowej piosenki Ferben Lehre,która wpadła mi do ucha i do głowy.


Cały czas szpiegował mnie Chłop co raz zaglądając do piwnicznej kuchni i marudząc:
-a czego to ty słuchasz...
-a co to za dym(a było to kadzidełko!)
-a szkoda tych malin z nalewki(i wyżerał łyżką :D )
-kapusta kiszona będzie za słona...
-znów siedzisz przy komputerze(a co to!zrelaksować się nie można :D )
Końcem końców mnie pochwalił,ale o tym później ;)
Streszczę krótko co poczyniłam:
-zakisiłam  ok 30 kg kapusty,
-zrobiłam surówkę z kapusty,czosnku i marchewki(do obiadu,a nadwyżka do pasteryzacji będzie)
-zrobiłam obiad w postaci duszonego koguta(tj kurczaka) i w międzyczasie ugotowałam ziemniaki obrane przez teściową :)
-wstępnie ugotowałam bigos(bo dobry bigos niby 3 dni się gotuje)
-sałatka z kapusty,papryki,marchwi i cebuli i czosnku też zrobiona i doprawiona(jutro pasteryzacja)
-nalewka z aronii doprawiona sokiem z czarnych porzeczek i liści wiśni(pyszna jest!);rozlana do butelek i czeka na etykiety
-inne nalewki poustawiane na piwnicznych półkach,by na razie cieszyć oko ;)
-pietruszka i pasternak obrane i starte na tartce i się suszą nad kaflowym piecem;natka selera też
-sałatka jarzynowa zrobiona i zdegustowana
W międzyczasie zrobiłam przemeblowanie z gruntownymi porządkami w piwnicznej kuchni i w dwóch zamrażarkach.Uffffff! W międzyczasie też pomogłam Chłopu w pracach gospodarskich.W międzyczasie latałam no necie.Wszędzie prawie o cmentarzach itp.Lubię cmentarze,ale nie lubię Święta Zmarłych.Bardzo ciekawie i prawdziwie opisała to na swoim blogu graszka. Mam niemalże identyczne odczucia co do tego święta.

Ale wracając do tematu ...;)
   Zapewne tak dobrze szły mi prace,bo miałam nadzór.I to nie w oostaci Chłopa ,a Johna ;)
John to mój koci pupil i bardzo lubię jak plącze się mi pod nogami.Albo siedzi i obserwuje moje poczynania.

Kot zadowolony.Chłop też.Jeszcze bardziej się zadowolił kot jak dostał kilka ochłapów mięsa.Chłop też pokraśniał jak go poczęstowałam nalewką z aronii.Nawet mnie pochwalił(mimo,że wyznaje zasadę:-pochwal babę ,a 3 dni głodny będziesz! )
- Wydaje mi się,że jest lepiej jak było.[To uznaję za pochwałę]
A jest tak:




Idealnego porządku nie ma,ale to piwniczna kuchnia ;)
I tak żeby nikt nie marudził poczęstuję nalewką z aronii.


Karafki są wiekowe i ponadto mają pamiętne etykietki(może niezbyt estetyczne ;/ )
Specjalnie ich nie zmyłam,by mieć pamiątkę,że w 2006 roku wprowadziliśmy się do nowego domu.Domu w którym mam piwniczną kuchnię w której mogę spędzić przeszło 12 godzin.W tej piwnicznej kuchni można wiele.Pichcić,słuchać muzyki,czytać książkę na łóżku za piecem,pić wódkę lub inne trunki.Można też wybierając popiół z popielnika pomyśleć o nieobecnym już wirtualnym znajomym.Można pomyśleć o dobrych i sympatycznych ludziach i o tych toksycznych też.
A może lepiej posłuchać muzyki ...?