...nie mam czasu,albo nie mam ochoty.
Albo mam tyle zajęć,że nie wiem czym się zająć...
Dwa tygodnie urlopu od firmy minęły szybko i znów wpadłam w młyn zwany praca-dom-ogródek-las.
To ostatnie(z wymienionych składających się na młyn) mnie bardzo kusi,ale z braku czasu tylko raz porządnie pozbierałam kurki w ilości 3,5 kg.Cena skupu kusi by robić częściej takie wypady,ale czasu nie mam niestety tyle,by sobie na to pozwolić.
Oprócz całego młyna nieraz chcę się spotkać ze znajomymi,by posiedzieć i tak normalnie pogadać.I wtedy pomaglenie też jest:rano trzeba wstawać,bo...np sino do przesuszenia,wyjazd związany z załatwianiem szkoły i internatu dla Młodego itp...itd...
Czasami rzucam wszystko i jadę na wieczorną przejażdżkę rowerową po okolicy.To nic,że zaległe roboty domowe się spiętrzają,a moje własne dziecko(Moja Młoda) oskarża mnie o bałagan w domu.Phi!!!Pomieszkała rok z koleżanką pedantką i przejęła jej nawyki.Teraz będąc w domu nie kwapi się do zrobienia porządku choćby w kwestii codziennego zmywania :>
Za kilka dni pójdzie do pracy zarobkowej polegającej na zrywaniu borówek i zobaczy jak to jest po kilku godzinach tyrania...
Za kilkanaście dni będzie pełnoletnia.Kiedy to minęło...?
Z datą jej urodzin wiąże się 20-lecie naszego związku.Jak ten mój Chłop ze mną tyle wytrzymał...?
I pytanie w odwrotnym kierunku ...jak ja z nim wytrzymałam !?
Jak mówi nasza Młoda:dwa zakręcone człowieki się dobrało :D I najgorsze,że nie wiadomo kto gorzej zakręcony... :/
Na zakończenie dodam,że miałam wiele pomysłów na notki na blogu.
A to o dniu matki i matce co tylko dziecko w dowodzie miała...
A to o dniu dziecka i dzieciach opisanych w książce Robba Maciąga...
A to o kwiecie paproci i milionie w lotto...
Co mnie tam ciągnie -relacja z wycieczek rowerowych nad Bugiem.
Ponadto mam archiwum fotek.
Z przyczyn,że zepsuł się komputer stacjonarny,a laptopa Młodej mam z dobiegu nie wiem kiedy to wszystko ogarnę i skąd wezmę czas i chęci.
Upały odbierają cały zapał do wszystkiego
Układam sobie plany na jutro.Wrócę z nocnej zmiany i za co się wziąść...?
Na pewno upiec pasztet muszę,bo mam gotowane mięso.Prawdopodobnie z rana pójdę na kurki(śnią mi się po nocy).Jak nie opadnę z sił do wieczora to pojadę nad Bug.Dlaczego akurat tam.Sama nie wiem :)))
Pozdrawiam czytelników.
P.S.Czy to co napisałam nie jest równoznaczne z tym,żem zakręcona jak 25 godzina w nocy ? :P
no wreszcieeeeeeeeeeeee;)
OdpowiedzUsuńale czytałam ..jednym tchem...hahahaha
mój dzień też mija na plewieniu,zrywaniu i wekowaniu..a upał..masakra..ale jak czytam jakie powodzie..to ciesze się,że na moje zadupie to nawet burza nie chce zajrzeć;)trochę pokropiło i basta....a jak się ochłodzi to spaceruje po polnych drogach..mam blisko las..więc spoglądam na niego i ciesze oczy zielenią..kolor zielony ponoć uspokaja..a mnie żeby uspokoiło to faktycznie trzeba lasu..a nawet tundry..bo wszystko się wali na łeb i szyję..całe 7 miesięcy wegetowałam..jak ja tego nie cierpię.ale co zrobić?samo życie..odezwij się częściej..pa pozdrawiam:)
Krucha! To oznacza żeś całkiem normalna jest o!
OdpowiedzUsuńJaśka witam Cię serdecznie. Widzę, że mamy tak samo...czasu na wszystko brak. Mnie też nie było w naszym świecie blogowym przez ponad dwa miesiące. Myślę jednak, że każda pisze wtedy, kiedy ma ochotę i czas. Pracy Ci nie brakuje, ale dobrze robisz, że znajdujesz dla siebie chwile wytchnienia i relaksu, to wzmacnia psychikę. Przesyłam moc serdeczności i uścisków!!!!
OdpowiedzUsuń